Kategoria: Artykuły

  • Wieczorem przy herbacie: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

    Wieczorem przy herbacie: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

    962 słowa

    Od dłuższego czasu, liczonego w miesiącach, nosiłem się z zamiarem wprowadzenia na stronę autorskiej rubryki, spełniającej pewnego rodzaju założenia. Punkt wyjścia tkwił w stworzeniu cyklu artykułów przeznaczonego wyłącznie dla mnie; pomijającego wszystkie aspekty związane z pojedynczymi wpisami, a skupiającego się na przemyśleniach i sprawach (bez)pośrednio dotyczących działalności projektu. „Wieczorem przy herbacie” w zgrabny sposób powinno połączyć moje zamiłowanie do tego napoju (jestem przeciwnikiem kawy) i ukazanie innej twarzy U Call That Love od tej, którą do tej pory można było spotkać. W końcu wypada spędzać czas przy herbacie, pozwalającej w spokoju zasiąść do wybranych tematów i rozpocząć dyskusję lub osobisty wywód. Tylko sięgnę po kubek ze świeżo zaparzonym napojem…

    Powołując do życia we wrześniu 2008 roku U Call That Love, w ogóle nie zastanawiałem się, w jaki sposób ten autorski projekt będzie wyglądał w przyszłości. W żadnym wypadku nie spędziłem tygodni, czy też miesięcy nad obmyśleniem podstawowych składowych strony. Po prostu wiedziałem, że wszystko zostanie oparte o jeden z najważniejszych elementów kultury hip hopowej – wiedzę. Bez odpowiedniego przygotowania, znajomości tematów i obeznania nie istniałby sens rozpoczynania tego przedsięwzięcia. Jednak, oprócz tego, iż jestem niejako nauczycielem, kierując stroną, to także występuję w roli ucznia, zgłębiając kolejne składowe hip hopu. Przekazuję swoją wiedzę, zarazem ją poszerzając i ucząc się z rozmaitych źródeł. Istnieją opinie, że bez internetu nie sposób prowadzić dzisiaj serwisów internetowych i pisać o muzyce. Sporo w tym racji lecz w moim przypadku, gdybym na stałe znalazł się w takim położeniu, to nie przeszkodziłoby mi to na redagowaniu artykułów. Tematyka witryny uległaby nieco zmianie, ale pozostałyby emocje, pasja, dusza, miłość. A tego nie sposób odebrać.

    W styczniu 2010 roku przekształciłem blog w stronę z własną domeną, sukcesywnie rozszerzającą swoje pole działalności. Zrezygnowałem przy tym z poszukiwania ludzi, które mogliby wejść w skład redakcji UCTL. Owszem, w przeszłości na ucallthatlove.blogspot.com oprócz mnie w różnym okresie pisało 5 osób, za co jestem im naprawdę wdzięczny i pamiętam o nich. Zdecydowałem się na jednoosobowy skład redakcyjny głównie ze względu na niczym nieograniczoną swobodę i spokój w podejmowaniu wszelkich decyzji. Nabyte doświadczenie i łatwość w poruszaniu się w stylistyce, właściwy dobór tematów do tworzenia wpisów i wypracowany styl utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto postawić na samodzielne funkcjonowanie projektu. Nie oznaczało to jednak, iż pozostałem osamotniony z U Call That Love. Od strony technicznej mogłem liczyć na pomoc kilku ludzi, w tej chwili jeszcze więcej postaci wyciąga w moim kierunku pomocną dłoń. Pomimo tego iż mogę liczyć na pomoc ze strony moich bliskich znajomych, to przede wszystkim działalność opieram na swoich możliwościach. Szybko uczę się i bez przeszkód odnajduję się w różnych sferach dotyczących życia witryny, nieważne, czy od strony promocyjnej, czy załóżmy marketingu w wyszukiwarkach internetowych.

    Właśnie tematy bezpośrednio związane z promocją i e-marketingiem to ciekawe zagadnienie, nadające się na długi artykuł. Z czysto technicznego punktu widzenia, wyznacznikiem ewentualnego sukcesu przy przedsięwzięciu rozwijanym w internecie, są liczby odwiedzin na witrynie, fani na Facebooku, obserwatorzy na Twitterze, Soundcloudzie, Mixcloudzie, wysokość Page Ranku (PR), ogólna rozpoznawalność marki w sieci. Oczywiście można dowolnie modyfikować ww. składowe, gdyż wszystko jest relatywne. Sukcesem dla mnie jest to, że U Call That Love stało się bliskie dla wielu ludzi, co znajduje odzwierciedlenie na portalach społecznościowych lub linkach prowadzących do strony. Nigdy specjalnie nie zabiegałem o zainteresowanie ze strony innych osób, nie wykorzystuję też nieczystych zagrywek przy pozycjonowaniu i informowaniu o projekcie. A jednak utrzymuję kontakty z osobami z zagranicy: artystami, dziennikarzami muzycznymi, właścicielami labelów. Otrzymuję coraz więcej informacji prasowych, co nie raz mnie zaskakuje. Do tej szuflady zmieściłby się szereg innych rzeczy, o których (przynajmniej teraz) nie chcę mówić.

    Niektórzy mogą to wszystko podważyć, stwierdzić, że nie ma to żadna rewelacja i mierny wyczyn. Jednak, spoglądając wstecz, rozpoczynałem od najniższego pułapu, nie posiadałem niczego na swoim koncie. W tym momencie wszystko wygląda inaczej, na moją korzyść. Nie chcę tylko podkreślać swoje zasługi, ponieważ wcale tutaj nie o to chodzi. Do tego mogłoby to wszystko wyglądać lepiej; zdarzyły mi się chwile przestojów, zawsze podyktowane sprawami, na które nie miałem wpływu. Jak ktoś dobrze podsumował, życie potrafi deptać wyobraźnię, a poszczególne sprawy nie układają mi się w ten sposób, w jaki chciałbym. Czasem w ogóle się nie układają, albo długo opierają się nad ustąpieniem. Popełniam błędy i zdarza mi się mieć problemy z sumiennym wywiązywaniem się z obowiązków. Nie jestem w stanie pokonać pewnych przeszkód, przynajmniej nie w tym czasie, ale wiem, że jestem w stanie ominąć je i postawić na swoim. Staram się eliminować negatywne i kłopotliwe rzeczy, a powoli wszystko zmierza we właściwym kierunku.

    Właśnie w tym momencie przyszedł właściwy moment na znaczne rozszerzenie działalności i zabranie się za pewne wartościowe projekty. Przyszedł czas na mnie i po ocenie przeszłości i teraźniejszości, przyszłość rysuje się nader pozytywnie. Koniec roku przynosi nie tylko podsumowanie poprzednich miesięcy lecz także, a raczej przede wszystkim, wyznaczanie nowych celów i dążenie do ich spełnienia. Jestem gotowy na zaprezentowanie U Call That Love od całkowicie nieznanej do tej pory strony. Po kolei plany zostaną wprowadzone w życie, wszystko w swoim niedługim czasie. Wraz z pierwszym wydaniem „Wieczoru przy herbacie” można uznać za pierwszy krok w nieznane. Oczekiwać można nieoczekiwanego, a kreatywność zostanie wyniesiona na wyższy niż dotychczas poziom. Pamiętajcie tylko o szczególnie istotnym aspekcie – nic nie powiedzie się w pełni bez Waszego wsparcia, które niezwykle przyda mi się akurat w tej chwili.

    Artykuł powoli zmierza ku końcowi. Nim się obejrzałem wieczór ukradkiem zamienił się w noc, herbata została wypita oraz przesłuchałem dwa albumy – emanujący ciepłem „Long Way Back” T-Love i klasyczne LP GZY, „Liquid Swords”. Dodam też, że wypatruję już świątecznego prezentu, jaki sobie sprawiłem – winylowego wydania płyty Chucka D, „Autobiography Of Mistachuck”. W końcu jestem zagorzałym fanem Public Enemy, więc to jest idealny podarunek na koniec roku. A jeszcze lepiej będzie, kiedy wprowadzone przez mnie plany, spotkają się z godnym przyjęciem. Wtedy będę mógł powiedzieć, iż zacząłem spełniać się.

  • Rap po godzinach #7

    Rap po godzinach #7

    3–4 minut

    Blisko dwa tygodnie temu wznowiłem na stronie cykl wpisów traktujących hip hop z przymrużeniem oka – „Rap po godzinach”. Szósta część serii mini-artykułów zarazem otworzyła edycję poświęconą reklamom Sprite’a. Pod koniec listopada zaprezentowałem pierwsze spoty telewizyjne z udziałem Kurtisa Blowa, Heavy’ego D, Kid’n’Play, Kris Kross i A Tribe Called Quest. Druga odsłona nagrań reklamujących znany na całym świecie napój również obfituje w występy tuzów hip hopowych z lat 90.tych.

    W 1995 roku kampania promocyjna Sprite’a zahaczyła o postaci świetnie kojarzone przez sympatyków rapu. W nowojorskim studiu nagraniowym zebrały się dwa duety: Pete Rock & C.L. Smooth oraz Grand Puba & Large Professor. Pod względem komercyjnym można uznać ten wybór za stosowny, przede wszystkim ze względu na pierwszych z ww. artystów. Po wydaniu dwóch świetnie przyjętych albumów („Mecca And Soul Brother” z 1992 i „The Main Ingredient” z 1994 roku), Pete Rock & C.L. Smooth znaleźli się na ustach tysięcy osób, stanowiąc łakomy kąsek dla wielkich koncernów. Z kolei Grand Puba & Large Professor byli powszechnie szanowanymi przedstawicielami undergroundu i nawet pomimo niższej wartości medialnej od swoich partnerów z reklamy, uwydatnili jakość drugiej części „Obey Your Thirst”/„Freestylin’”.

    Rok później włodarze Coca-Coli skierowali się w stronę pionierów hip hopu i osób związanych z radiem. W reklamie „Obey Your Thirst”/„Rhyme For Rhyme” przywołano ludzi zaangażowanych w jeden z najsłynniejszych beefów: KRS-One’a, MC Shana, Kool DJ’a Red Alerta i Mra Magica. Odwołanie się do początków The Bridge Wars i zebranie w jednym miejscu głównych prowodyrów konfliktu po prostu musiało chwycić. Sceneria pojedynku pomiędzy KRS-One’em, a MC Shanem, sędzia ringowy w postaci Kid Capriego i niesamowity klimat wykreowany przez realizatorów reklamy, przyniosło doskonały efekt. Bitwa freestyle’owa o dominację na ringu, jak i poza nim, a także lekcja historii dla fanów hip hopu.

    W trzeciej odsłonie „Obey Your Thirst” z 1997 roku, połączono zarówno kultowych twórców, budujących podwaliny dla całej kultury hip hopowej, jak i popularnych w tamtych czasach członków jednego z nowojorskich zespołów. Z jednej strony Grandmaster Flash i Crazy Legs, z drugiej Lost Boyz. Obecnie może początkowo dziwić sięgnięcie właśnie po tę grupę z NYC, ale fakty mówią same za siebie. Po ukazaniu się „Legal Drug Money” (1996) i „Love, Peace & Nappiness” (1997) oraz sukcesie odniesionym przez singiel „Renee”, Mr. Cheeks, Freaky Tah (jeden z najbardziej charyzmatycznych hypemanów w historii rapu), Pretty Lou i Spigg Nice, byli popularni na ulicach The Big Apple i w innych miastach USA. Reklama o podtytule „Wild Style” (łącznie wyszły 3 nagrania video z tego mini-cyklu), to nic innego jak follow-up do niezrównanego filmu Charliego Ahearna z 1982 roku. Forma koncertu Lost Boyz w spocie reklamowym oraz symbolika pojawiająca się w kilku miejscach, sprowadza wszystko do czasów old schoolu.

    13 lat temu Sprite kontynuował swoją kampanię promocyjną opierającą się na przedstawicielach hip hopu, aczkolwiek tym razem, jednego roku wypuścił aż 3 reklamy z tej serii. W drugiej części „Obey Your Thirst”/„Wild Style” (z dopiskiem „Double Trouble”) wystąpiło dwóch popularnych wtedy raperów, z których jeden z nich wymieniany jest dzisiaj wśród największych Emcees w historii rapu. Nas & AZ zafundowali widzom wycieczkę w czasie, nawiązując do kultowej sceny z „Wild Style” – rymowania na schodach w wykonaniu Double Trouble. Nowojorski duet w sugestywny sposób zademonstrował swoją wersję krótkiej historyjki rzuconej przez K Rockwella i Lil Rodneya Cee. W takim razie here’s a little story that must be told

    Ostatnia reklama w tej części Rapu po godzinach, także łączy postać związaną z początkami hip hopu oraz przedstawicielkę ówczesnej młodej fali artystów. Grandmaster Caz partnerował Missy Elliott, która po wydaniu debiutanckiej płyty „Supa Dupa Fly” (skąd ten tytuł?!) w błyskawicznym tempie stała się pieszczoszkiem mediów. Dodatkowo na planie filmowym zebrano dwóch przyszły gwiazdorów NBA – Kobego Bryanta i Tima Duncana. Spot telewizyjny nawiązuje do niemniej słynnej sceny z „Wild Style”pojedynku na boisku do koszykówki pomiędzy Cold Crush Brothers, a The Fantastic Five. Całość doczekała się liftingu, a bitwa na rymy przerodziła się w potyczkę 1 vs. 1 z udziałem asów Los Angeles Lakers i San Antonio Spurs. „Obey Your Thirst”/„Wild Style: Court rap”, to także miła wzmianka na stronie odnośnie pomyślnego zakończenia lockoutu w NBA.

    Na tym kończy się druga część odsłon reklam Sprite’a w rubryce Rap po godzinach. Cykl artykułów powróci w serwisie już za mniej niż dwa tygodnie.

  • Wspomnienie o zmarłym niedawno Heavym D

    Wspomnienie o zmarłym niedawno Heavym D

    4–5 minut

    Pierwsza zwrotka kultowego singla Biggiego Smallsa, „Juicy”, rozpoczyna się od następujących słów (po wprowadzeniu): „It was all a dream/I used to read Word Up magazine/Salt’n’Pepa and Heavy D up in the limousine”. The Notorious B.I.G. w świetny sposób nawiązał do poszczególnych osób i wydarzeń, wpływających na jego postrzeganie kultury hip hopowej, a pierwsze wersy nagrania są często cytowane w odniesieniu do jego całej twórczości. Nieżyjący od ponad 14-stu lat wielki raper doczekał się niezliczonych hołdów, podkreślających jego wielkość. Od 8 listopada tribute’y można składać także dla jednej z osób wymienionych w tym tracku. Dwight Arrington Myers, znany szerzej jako Heavy D, zmarł tego dnia w Los Angeles. W tym miejscu, pragnę pokusić się o wspomnienie o tym artyście.

    Postać związanego głównie z nowojorską sceną muzyczną artysty zabłysnęła blaskiem w drugiej połowie lat 80.tych ubiegłego stulecia, ale o wszystkim po kolei. Urodzony 24 maja 1967 roku na Jamajce przyszły raper, w dzieciństwie przeprowadził się z rodzicami do Stanów Zjednoczonych, gdzie osiadł na stałe w Mount Vermon, leżącym przy granicy z Bronxem. W szkolnych latach spędzonych w kolebce hip hopu, poznał DJ’a Eddie’ego F, pomagającemu jemu poznawać tajniki rapu. W połowie lat 80.tych za namową swojego przyjaciela, młody raper powołał do życia grupę Heavy D. & The Boyz, w skład której oprócz ww. dwójki wchodzili Captain G. Whiz & Trouble T-Roy.

    W 1986 roku zespół wydał debiutancki singiel „Mr. Big Stuff”. Nagranie znalazło uznanie w oczach włodarzy jednego z tzw. majorsów, Uptown Records. Nowojorska formacja okazała się pierwszymi przedstawicielami hip hopu, którzy podpisali kontrakt z tą wytwórnią płytową. Rok później ukazał się pierwszy album Heavy D. & The Boyz zatytułowany „Living Large”. Promowany premierowym nagraniem oraz „Don’t You Know” materiał dostał się na listę Billboardu, osiągając przy tym sukces komercyjny. Po udanym początku kariery muzycznej, kolektyw ponownie zaprezentował słuchaczom porcję nowej muzyki w 1989 roku. Drugie LP zespołu, „Big Tyme”, przyniósł jeszcze większy splendor artystom. Wydawnictwo płytowe odniosło triumfy na listach sprzedaży, znajdując się na 1-szym miejscu na liście Top R&B/Hip-Hop Albums Billboardu. Produkcja poparta trzema dobrze sprzedającymi singlami (przede wszystkim „Somebody For Me” oraz „We Got Our Own Thang” i „Gyrlz, They Love Me”), wywindował grupę do czołówki ówczesnych artystów hip hopowych. Z drugiej strony, ani pierwszy i drugi album Heavy D. & The Boyz nie zostały uznane za kamienie milowe rapu, i próżno było szukać ich wydawnictw w zestawieniach najlepszych longplayów.

    Od momentu wydania trzeciej płyty, „Peaceful Journey”, dalszy rozwój kariery muzycznej Heavy’edo D. i spółki stanął pod znakiem zapytania. Wraz ze zmieniającą się sytuacją na rynku hip hopowym na przełomie lat 80.tych i 90.tych i nadejściem szeregu nowych twórców, słuchacze odchodzili w ich stronę, zapominając powoli o dawnych wielkich twórcach. Brak wymiernego sukcesu pod względem ilości sprzedanych płyt („Big Tyme” pokryło się platyną), rzutowało też na kolejne działania grupy. W 1993 roku do sprzedaży trafiło czwarte LP nowojorczyków, „Blue Funk”. Wydawnictwo płytowe wyprodukowane przez m.in. DJ’a Premiera i Pete Rocka powtórzyło jedynie sukces swojego poprzednika, a o nawiązaniu do lat świetności formacji nie mogło być mowy. 17 lat temu ukazał się piąty i jak się później okazało, ostatni materiał Heavy D. & The Boyz, „Nuttin’ But Love”. Co ciekawe, właśnie tą produkcją formacja powróciła na piedestał, a dzięki dobrej promocji i wybraniu odpowiednich singli (oprócz tytułowego nagrania wybrano „Black Coffee”, „Got Me Waiting” i „Sex Wit You”) o zespole znów zrobiło się głośno. Jednak, wskutek personalnych decyzji, po 8 latach współpracy, drogi członków kolektywu rozeszły się, a Heavy D już nigdy nie powrócił na szczyty list przebojów. Jego trzy solowe projekty – „Waterbed Hev” (1997), „Heavy” (1999), „Vibes” (2008) i wydany na dwa miesiące przed jego śmiercią „Love Opus” – nie spotkały się już z uznaniem opinii publicznej.

    Dwight Arrington Myers w czasach Złotej Ery, należał do istotnych wykonawców hip hopowych, nie tylko ze względu na osiągane wyniki sprzedaży płyt. Artysta potrafił łączyć działalność muzyczną ze skrzętnie kreowanym imagem, dzięki czemu szybko zaistniał w reklamie i mediach. W 1990 Heavy D ze swoją kompanią zagrał w reklamie Sprite’a „I Like The Sprite In You”. W tym samym roku nagrał temat przewodni dla programu telewizyjnego typu sketch comedy, „In Living Color”. W pierwszych dwóch sezonach utworem rozpoczynającym show było nagranie pod tym samym tytułem, w 3-4 sezonie „Cause That’s the Way You Livin’ When You’re in Living Color”, natomiast w ostatnim remix pierwszej kompozycji. Raper wystąpił też w 1992 roku w singlu Michaela Jacksona, „Jam”. Zajmował się działalnością producenta wykonawczego i odkrywcy talentów. Wydatnie przyczynił się do rozwoju talentu Mary J. Blige i pomógł w pierwszych krokach w przemyśle fonograficznym zespołowi Soul for Real. Oprócz działalności w świecie muzycznym, Heavy D występował w produkcjach filmowych, głównie epizodach w serialach telewizyjnych i mały rólkach na srebrnym ekranie.

    W tym roku, po 15-letniej przerwie, uświetnił swoim występem galę BET Hip Hop Awards. Działo się to na krótko przed jego śmiercią, w październiku. 8 listopada Dwight Arrington Myers został znaleziony w ciężkim stanie w swoim domu w Beverly Hills. Zmarł po przewiezieniu do szpitala, a jako przyczynę zgonu stwierdzono komplikacje związane z zapaleniem płuc.

    Heavy D uznawany był za ważnego rapera dla sceny hip hopowej, nie tylko ze względu na swoje potężne gabaryty. Twórczość kuzyna Pete Rocka została już doceniona znacznie wcześniej, a po jego przedwczesnym odejściu z pewnością więcej osób przypomni sobie o tej postaci.

    Spoczywaj w pokoju, w hip hopowym niebie…

  • Rap po godzinach #6

    Rap po godzinach #6

    3–5 minut

    Rubryka o nazwie Rap po godzinach została stworzona aby odejść na chwilę od poważnych spraw i zaprezentować na stronie bardziej przyziemne rzeczy związane z hip hopem. Owszem, znalazło się tutaj także miejsce dla wiekopomnego przedsięwzięcia „Hip Hop o Katyniu”, do którego jeszcze niebawem nawiążę. Jednak znacznie lepiej wypadają w tej konwencji humorystyczne zagadnienia. Nieco przykurzony dział powraca po drobnym liftingu na łamy serwisu. Szósta odsłona kategorii rozpoczyna obszerny cykl wpisów poświęconych reklamom z udziałem postaci ze świata hip hopu. Pierwsze publikacje o komercyjnych udziałach ludzi ze sceny hip hopowej będą dotyczyć spotów reklamowych Sprite’a, marki związanej z tą kulturą już od 25 lat.

    Historia charakterystycznego przezroczystego, bezkofeinowego napoju o cytrynowo-limonkowym aromacie sięga równo 50 lat wstecz. Sprite powstał w Niemczech jako Fanta Klare Zitrone (Czysta Cytrynowa Fanta). W 1961 roku zadebiutował na amerykańskim rynku, będąc odpowiedzią koncerny Coca-Cola na produkowany przez Pepsi 7 Up. W przeciągu 28 lat  zdystansował swoich konkurentów w Stanach Zjednoczonych, zajmując pierwsze miejsce w kategorii cytrynowych/limonkowych napojów gazowanych. W dalszych latach Sprite ugruntowywał swoją pozycję na rynku. Przyczyniły się do tego uwarunkowania techniczne (lepszy system rozlewni i fabryk butelek) oraz szereg reklam telewizyjnych.

    W 1986 roku powstała premierowa reklama z udziałem rapera. Do tej roli specjaliści od marketingu Coca-Coli wybrali Kurtisa Blowa, w tamtych czasach zmierzający do końca swojej krótkiej, a zarazem bogatej kariery muzycznej. Jednym słowem, pionier hip hopu otrzymał przysłowiową gwiazdkę z nieba, skwapliwie korzystając z oferty Sprite’a. Reklamówka otrzymała tytuł „News Rap”, a punktem wyjścia obrano usadowienie artysty w roli telewizyjnego spikera. Efekt romansu legendy rapu z tą marką napojów zamieszczam poniżej.

    Cztery lata po debiutanckiej reklamówce, wykorzystującej rapowy motyw, Sprite ponownie zgłosił się do jednego z czołowych twórców hip hopu w tamtym okresie. Dwight Errington Myers, znany szerzej jako Heavy D, przeżywał wtedy chwile chwały. Po wydaniu dwóch albumów jako Heavy D. & The Boyz„Living Large” (1987) i „Big Tyme” (1989) – artysta stał się doskonale rozpoznawalną postacią. Coca-Cola postanowiła wykorzystać jego popularność, decydując się właśnie na wybór rapera o dość sporych gabarytach jako pierwszego przedstawiciela hip hopu w serii reklam „I Like The Sprite In You”. Pomysł chwycił, a Sprite uzyskał większe udziały w hip hopowym rynku. Niedawno zmarły Heavy D dołożył do tego swoją cegiełkę.

    Ugrzeczniony rap, skierowany głównie do młodszego grona odbiorców, stawiający na zabawę i frywolną formę, miał swoje 15 minut sławy. Na przełomie lat 80.tych i 90.tych ubiegłego stulecia, do czołowych postaci tego nurtu należał duet Kid 'N Play. Kid (znany przede wszystkim z charakterystycznej fryzury) & Play przy pomocy producenta i managera, Hurby’ego „Luv Buga” Azora, nagrali do 1991 roku dwa albumy – „2 Hype” oraz „Funhouse”. Popularność grupy wśród młodzieży nie pozostała niezauważona przez wielkie koncerny. Dlatego też, Sprite zaproponował 20 lat temu zespołowi do wzięcia udziału w reklamie. Cóż, wybór obecnie może budzić pewne zaskoczenie, ale z czysto marketingowego punktu widzenia, to był dobry strzał. Kid 'N Play wystąpili w kolejnej odsłonie „I Like The Sprite In You”.

    Sprite postanowił podążyć tropem reklam z udziałem młodych przedstawicieli rapu. Innymi reprezentantami dziecięcego rapu, święcącymi triumfy na początku lat 90.tych XX wieku był zespół Kris Kross. Wyszperani przez Jermaine’a Dupri Chris „Mac Daddy” Kelly & Chris „Daddy Mac” Smith w niesamowicie szybkim czasie znaleźli się w centrum uwagi mediów. Twórcy przebojów „Warm It Up”, „It’s A Shame”, czy „Jump”, które znalazły się na debiutanckim albumie grupy „Totally Krossed Out”, stali się cenną kartą przetargową w walce producentów napojów o najmłodszych nabywców swoich napojów. Tak pokrótce Kris Kross znaleźli się w 1993 roku w następnej części „I Like The Sprite In You” z udziałem przedstawicieli hip hopu.

    W 1994 roku włodarze Coca-Coli postanowili odejść od reklam przeznaczonych przede wszystkim dla swoich najmłodszych klientów. Nie zrezygnowano jednak z zapraszania do współpracy znanych i lubianych postaci ze sceny hip hopowej. Nic bardziej mylnego, Sprite nadal trzymał się rynku hip hopowego, z tym, że tym razem wybrał zespół uznawany już w tamtym czasie za ikonę gatunku – A Tribe Called Quest. Q-Tip i spółka po wydaniu trzech znakomicie przyjętych płyt – „People’s Instinctive Travels And The Paths Of Rhythm”, „The Low And Theory” oraz „Midnight Marauders” – znaleźli się na ustach wszystkich sympatyków organicznego hip hopu. Sprite osadził nowojorski kolektyw w roli pierwszych osób, które zapoczątkowały kampanię „Obey Your Thirst”. ATCQ wystąpili w reklamie o roboczym tytule „Underground”.

    W połowie przyszłego tygodnia Rap po godzinach ponownie zagości na U Call That Love, a wraz z nim następna porcja hip hopowych reklam Sprite’a.

  • Przegląd anglojęzycznych stron muzycznych #1

    Przegląd anglojęzycznych stron muzycznych #1

    4–5 minut

    W dzisiejszych czasach zdobywanie i posiadanie informacji na dany temat jest priorytetem niemal dla każdego internauty. Jednak, drogi prowadzące do uzyskania tego nader często bywają kręte i nieraz znalezienie właściwych informacji wymaga dogłębnych i długotrwałych poszukiwań. Nie inaczej jest z tematami związanymi z niezależną kulturą hip hopową, czy muzyką instrumentalną. Wpisując do wyszukiwarki Google, Binga, bądź innych wyszukiwarek internetowych poszczególne frazy można po omacku przemierzać przez dziesiątki trafień i odwiedzać witryny pozbawione odpowiedniej wartości merytorycznej. Dlatego też U Call That Love przygotowało mini cykl artykułów poświęconych anglojęzycznym stronom internetowym, gdzie hip hop i brzmienia instrumentalną mają się nad wyraz dobrze.

    Przy wyborze poszczególnych stron, które znalazły się w zestawieniu, posłużyłem się kilkoma kryteriami. Przede wszystkim o ocenie danej witryny decydował content, czyli wartość merytoryczna wszystkich wpisów. Uwzględniony został również fakt, czy autorzy publikacji na stronach opierają się na autorskich artykułach, czy posługują się techniką tworzenia wpisów metodą „kopiuj & wklej”. Kolejnym punktem w przygotowaniu przeglądu jest layout i dopasowanie stron względem użytkownika. Następnie każda strona WWW został przejrzana pod kątem przejrzystości i nawigacji. Na koniec cegiełkę do przygotowania spisu dołożyły dodatkowe elementy stron, jak choćby odnośniki do witryn pokrewnych, czy informacje o danym adresie WWW.

    W tym miejscu pragnę zaznaczyć, iż celowo pominąłem serwisy skupiające się na mainstreamie oraz strony przeznaczone do dzielenia się MP3. Odpadły też witryny artystów i wytwórni płytowych, którym w niedalekiej przyszłości poświęcę oddzielny wpis.

    Na dobry początek krótki, ale treściwy wykaz pierwszych pięciu stron uwzględnionych w zestawieniu (kolejność dowolna):

    1. Kevin Nottingham – zestawienie anglojęzycznych stron o tematyce hip hopowej wypada zacząć od największego blogera w tym dziale – Kevina Nottinghama. Nazwa strony może być mylna dla osób, które nigdy dotąd nie zaglądały na tą witrynę, bowiem KN jest prowadzone przez silną ekipę dziennikarzy muzycznych, na czele której stoi założyciel strony, od którego imienia i nazwiska wziął się adres WWW. Częstotliwość publikacji newsów na Kevin Nottingham jest niesamowita – codziennie zamieszczane są artykuły o nowościach na rynku fonograficznym, recenzje płytowe, przedstawiane są sylwetki nowych artystów na scenie hip hopowej, dostarczane są darmowe wydawnictwa. Naprawdę można łatwo się w tym wszystkim pogubić, przez co najlepiej dokonać subskrypcji kanału RSS KN, bądź też obserwację witryn pokrewnych strony na Facebooku i Twitterze. Minusem serwisu jest chaotyczny layout i przepełnienie elementami graficznymi i odnośnikami do innych stron, ale to doprawdy jedyne mankamenty Kevina Nottinghama. Warto też dodać, że twórcy witryny chętnie publikują informacje o nowych wydawnictwach, dostarczanych bezpośrednio przez artystów i wytwórnie płytowe oraz są otwarci na wszelkie zapytania odnośnie swojej działalności.
    2. Platform8470 – anglojęzyczna strona poświęcona niezależnemu hip hopowi, tworzona przez belgijskie trio CPF, Wulf i Freelance. Platform8470 jest skupione na krótkich, wręcz partyzanckich zapowiedziach albumów, recenzjach płytowych i wywiadach z artystami. Przejrzysty i prosty układ stron zapewnia szybkie i bezproblemowe dotarcie do poszczególnych działów. Odnośnik do mapy strony umożliwia zapoznanie się z zawartością serwisu. Newsy stanowią tutaj dodatek i nie należą do głównej działalności Platform8470. Belgowie utrzymują stały kontakt z wieloma amerykańskimi artystami i przedstawicielami labeli, co przekłada się na taki, a nie inny dobór tematyki poruszanej na stronie. Warto zapisać się do newslettera Platform8470, dzięki czemu co pewien czas będziecie otrzymywać bezpośrednie informacje o działalności Belgów.
    3. Moovmnt – prostota i rzetelność charakteryzują stronę prowadzoną również, jak w przypadku Platform8470, przez mieszkańców Beneluksu. Holenderska witryna internetowa została zaprojektowana minimalistycznie. Nie znajdziecie tutaj dziesiątek odnośników graficznych do innych miejsc w internecie, czy też różnych przycisków witryn pokrewnych. Moovmnt jest nastawione na mieszankę elektroniki, wydawnictw płytowych określanych mianem soulful, nowych twarzy na scenie muzycznej. Wszystko to spina klamra z napisem „hip hop”, który niewątpliwie unosi się gdzieś pomiędzy poszczególnymi wpisami na stronie. Po odwiedzeniu działu „About” i przejrzeniu komentarzy pozostawionych przez gości, mamy pewność, że Moovmnt posiada wyrobioną markę i silną pozycję wśród stron muzycznych na całym świecie.
    4. The Word Is Bond – jeżeli uważacie, że Anglicy nie potrafią w solidny sposób pisać o hip hopie i szeroko pojętych brzmieniach instrumentalnych, to z pewnością nigdy nie odwiedziliście strony The Word Is Bond. Nazwa witryny została wybrana nieprzypadkowo i w pełni odzwierciedla świetną pracę wykonywaną przez twórców WIB. Strona jest jak najbardziej przejrzysta, w jasny sposób oddzielone są poszczególne elementy i wyszczególnione ważniejsze składowe, wpływające na charakter The Word Is Bond. Zresztą WIB to więcej niż tylko serwis muzyczny, gdyż należy także docenić niesamowitą pracę wykonywaną przez Boba42jh, który wyrobił sobie opinię jednego z najbardziej znanych uploaderów niezależnej muzyki na YouTube. Jeżeli chodzi o tematykę poruszaną na stronie, to odsyłam do podsumowania 2010 roku na WIB, dzięki czemu dowiecie się więcej o muzyce wielbionej przez redaktorów The Word Is Bond.
    5. The TROY Blog – historia kultury hip hopowej w doskonały sposób jest opisywana przez twórców The TROY Blog. Za powstaniem witryny stoją założyciele jednego z najlepszych for poświęconych hip hopowi – Phifaflava. Jeżeli poszukujecie informacji o dawnych artystach, o najlepszych latach hip hopou przypadających na Złotą Erę, czy jesteście po prostu żądni wiedzy, to powinniście jak najczęściej odwiedzać TROY-a. Szata graficzna strony została zaprojektowana z dbałością o prostotę i ukierunkowana pod sprawną nawigację po witrynie. Po wszelkie korepetycje z hip hopu wypada udać się na TROY. Warto także zapoznać się z treścią Steady Bloggin’, platformy służącej jako zaplecze dla TROY-a.

    Kolejna część przeglądu anglojęzycznych stron muzycznych zostanie opublikowana w przyszłym tygodniu.

  • Rap po godzinach #5

    Rap po godzinach #5 - Hip Hop o KatyniuRap po godzinach to cykl artykułów, które prezentują rozmaitości hip hopowe, mniej lub bardziej związane z tą kulturą. 4 października ub.r. opublikowałem na U Call That Love wpis dotyczący konkursu muzycznego o wdzięcznej nazwie „Hip Hop o Katyniu”. Zważywszy na medialny rozgłos tej inicjatywy postanowiłem przyjrzeć się podsumowaniu przedsięwzięcia europosła Marka Migalskiego. (więcej…)

  • O promocji słów kilka

    O promocji słów kilkaNiniejszy artykuł stanowi wypadkową pewnej niespodziewanej rzeczy, jaka dzisiaj dotknęła U Call That Love. Dodam również pełne informacje dotyczące pokrewnych witryn UCTL, dzięki którym można zauważyć obecność strony w internecie. (więcej…)

  • Rap po godzinach #4

    Rap po godzinach #4 - wybory samorządowe 2010W poszukiwaniach tematów pasujących do cyklu „Rap po godzinach” moją uwagę zwróciły tegoroczne wybory samorządowe. Zastanawiający może być fakt, co łączy wybory z prowadzoną przeze mnie rubryką na stronie. Okazuje się, że nie trzeba głęboko szukać, gdyż wśród kandydatów startujących na członków organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego łatwo można znaleźć informacje o ich zamiłowaniu do hip hopu. Przyjrzyjmy się zatem „kreatywnym” spotom wyborczym. (więcej…)

  • City Of God’s Son – epicka gangsterska opowieść

    "City Of God’s Son": epicka gangsterska opowieśćGangsterskie kino od wielu lat jest inspiracją dla mnóstwa artystów hip hopowych. W ścisłej czołówce filmów, do których najczęściej odwołują się raperzy znajdują się „Scarface” Briana De Palmy, „The Godfather” Francisa Forda Coppoli i „Casino” Martina Scorsese’a. Obrazy wybitne, kultowe i ponadczasowe podobnie jak albumy czołowych raperów z połowy lat 90.tych pochodzących z NYC. Wydawałoby się rzeczą niemożliwą, żeby zrealizować dzieło oparte na gangsterskich opowieściach, a w głównych rolach obsadzić Nasa, Jay-Z i Ghostface Killah. Nic bardziej mylnego, ponieważ w zeszłym roku powstał jedyny w swoim rodzaju film „City Of God’s Son”, w niebywały sposób przedstawiający losy ww. bohaterów. (więcej…)

  • DIY: kopiowanie płyt winylowych

    DIY: kopiowanie płyt winylowychNiniejszy artykuł dedykowany jest wszystkim majsterkowiczom, kreatywnym osobom i miłośnikom płyt winylowych. Pomysłowość ludzka nie zna granic, dzięki czemu DIY (Zrób to sam, niczym tytuł programu telewizyjnego Adama Słodowego) staje się coraz popularniejsze. Jak wiadomo przed człowiekiem nic się nie ukryje, a potrzeba jest matką wynalazków. Tak oto w ten sposób została rozpowszechniona metoda polegająca na kopiowaniu płyt analogowych w domowym zaciszu. (więcej…)

  • Rap po godzinach #3

    Rap po godzinach #3Jagshemash? Gdy za oknem szaro i ponuro, w mediach co rusz straszą zimą stulecia, bądź też tysiąclecia, i znowu na nieszczęście nastał poniedziałek, idealnym lekiem na poprawienie swojego nastroju są nagrania muzyczne luźno związane z rapem. Takich wiekopomnych dzieł w internecie jest całkiem sporo, więc doprawdy jest w czym wybierać i przebierać. Uprzejmie informuję, że za wszystkimi poniższymi utworami i teledyskami stoją ludzie nie do końca normalni. (więcej…)

  • Rap po godzinach #2

    Rap po godzinach #2: Hip Hop o KatyniuW drugiej odsłonie „Rapu po godzinach” chciałbym przyjrzeć się pewnej inicjatywie (?), której pomysłodawcą jest europoseł Marek Migalski. Konkurs idealnie pasuje do tej rubryki prowadzonej na stronie. (więcej…)

Translate »