Kategoria: News

  • Instrumentalna płyta Kayo – A Thousand Months LP

    Instrumentalna płyta Kayo – A Thousand Months LP

    3–5 minut

    W branży muzycznej, podobnie jak w każdej innej dziedzinie życia, nigdy nie było łatwo przebić i osiągnąć znaczący sukces. Dotyczy to każdego gatunku i artystów z całej kuli ziemskiej. W historii zdarzyło się multum przypadków, kiedy to poszczególni soliści i/lub grupy zyskiwali uznanie w oczach opinii publicznej dopiero po latach działalności. Względnie przychylniejszym okiem media i słuchacze patrzyli na nich przez splot niespodziewanych zdarzeń. W dzisiejszych czasach środowisko muzyczne wygląda zupełnie inaczej niż dawniej, jednak w dalszym ciągu pełno wartościowych płyt pozostaje nieodkrytych i nieznanych szerszemu ogółu odbiorców. Każdego miesiąca ukazuje się co najmniej kilka niszowych materiałów, które pomimo swojej wysokiej jakości, nie mogą liczyć na większy odzew na świecie. W tym miejscu wypada wspomnieć o ubiegłorocznym „A Thousand Months LP” francuskiego producenta Kayo.

    Ile to już było przypadków znajdowania kompletnie nieznanych wykonawców, którzy po krótkim poznaniu, okazywali się utalentowanymi postaciami? Setki, nawet tysiące takich osób bezproblemowo można odnaleźć we współczesnym świecie. Kayo zalicza się do tego stale rosnącego grona wykonawców. Zamieszkały we francuskim Strasbourgu beatmaker nie jest specjalnie kojarzony nawet w tamtejszym undergroundzie. Szkoda, ponieważ pod pewnymi względami zdecydowanie Francuz zasługuje na większe zainteresowanie ze strony odbiorców, o czym najlepiej przekonują jego wszystkie projekty.

    Kayo zajmuje się tworzeniem muzyki od dekady. W początkowym stadium skoncentrował się on na niewielkich przedsięwzięciach, wprowadzających dopiero do pierwszych wydawnictw opatrzonych imieniem tego artysty. Debiutancka produkcja francuskiego beatmakera – „Inner City Bootleg Volume One” – trafiła do obiegu w 2008 roku. Już na tej płycie pokazał się on w roli wielbiciela starych tradycji wyniesionych z jazz-hopu, soulu i jazzu. Po dwóch latach producent dołożył drugą część cyklu z remiksami. Następnie do tych materiałów dołożył on specjalne wydawnictwa – „Tribute To Etta James” oraz „Tribute To Cesaria Evora”. Po hołdach złożonych legendarnym wokalistkom przyszedł czas na drugą część „Inner City Bootleg” oraz pierwsze kolaboracyjne wydawnictwo – „Statu Quo EP” – nagrane wraz z Takezo. W październiku 2013 roku Kayo opublikował kolejny tribute, tym razem skierowany do Gila Scotta Herona, „The Revolution Was Not Televised”. W czerwcu ub.r. Francuz podsumował pierwszą dekadę swojej działalności, wydając kompilację „Evolution”. Następny okres w twórczości beatmakera otwiera „A Thousand Months LP”. Właśnie z tym projektem producent dotarł do większego grona odbiorców niż to miało miejsce z poprzednimi materiałami.

    W związku z tym, że od premiery płyty minęło już 9 miesięcy, to można spojrzeć na ten projekt z większym dystansem i odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie. Czy rzeczywiście media i słuchacze powinni więcej miejsca poświęcać mało znanym artystom (nawet jak na realia undergroundu) i ich materiałom? Wydawnictwa pokroju „A Thousand Months LP” wystawiają niszowym wykonawcom co najmniej porządne noty i dobitnie przekonują o tym, że warto spojrzeć szerszej i dostrzec niewielkich stosunkowo twórców. Na swoim ostatnim albumie Kayo zaserwował mieszankę soulfulowych i jazz-hopowych brzmień podanych z gracją i dbałością o detale. Wszystkie utwory zebrane na projekcie brzmią spójnie i są ułożone według przejrzystych linii. W przypadku tego materiału należy również powiedzieć o istotnym wpływie gości na końcowy efekt „A Thousand Months LP”. W dobie popularności płyt stricte instrumentalnych coraz częściej zapomina się, że poszczególni producenci potrafią błyskawicznie zyskać na wartości po nagraniu utworów z raperami i wokalistami. Phat Kat, Miles Bonny, The 49ers, Awon, Marina P, Géabé i Jungle Leez pozytywnie wpłynęli na jakość nagrań Kayo. Francuski artysta realizując ścieżki wraz z nimi pokazał się z nowej strony, przekonując o tym, że sprawdza się on także w tej roli. Oprócz ww. postaci na albumie pojawili się też instrumentaliści, beatmakerzy i DJ-e (m.in. Slone, DJ Saligo, DJ Mad Pressure i DJ Q). Spowodowało to wydłużenie procesu twórczego, dzięki czemu powstało wytrawnie przygotowane dzieło, dopieszczone pod różnymi względami i zwracające na siebie uwagę swoją głębią muzycznego smaku.

    Projekt dostępny do odsłuchu za pośrednictwem Bandcampa oraz pozostałych serwisów streamingowych (Spotify, Deezer, itd.). „A Thousand Months LP” trafiło do obiegu w postaci cyfrowej i fizycznej (płyty winylowe i kompaktowe). Winyle pojawiły się w sprzedaży dzięki współpracy Kayo z Sergent Records. Listopadowe wydawnictwo promuje kilka singli – „Theme Of A Thousand Months”, „Lady Josephine” i „City Life”. Jeżeli ktokolwiek zdecyduje się spojrzeć szerzej na współczesną niezależną muzykę, to bez kłopotu wychwyci artystów pokroju Kayo. Wystarczy tylko chcieć i znaleźć trochę czasu, aby głębiej sięgnąć po wartościowe płyty.

    Tracklista

    1. Theme Of A Thousand Months
    2. Words’N’Language feat. Marina P
    3. Lady Josephine feat. S. Valle
    4. What You Gonna Do feat. Géabé
    5. Strangers feat. DJ Q
    6. City Life feat. Phat Kat
    7. Grandeur feat. Awon
    8. Alone In The Blue Train
    9. Late Night fea.t The 49ers
    10. Tunis Blues Song / Ariana’s Memories
    11. Waheb feat. C. Rieger / P. Barbieri
    12. Go Home feat. Miles Bonny
    13. LOVEmaker feat. Jungle Leez [Bonus track]
    14. Innervisions feat. Slone [Bonus track]
  • Darmowy album: True Masterz & Da Shogunz – Rap Buddhaz

    Darmowy album: True Masterz & Da Shogunz – Rap Buddhaz

    3–5 minut

    W artykule o premierowym projekcie Mc Shinobiego wspomniałem o tym, że nawet we współczesnym boom-bapie spotykamy znaczną różnorodność. We wstępie do kolejnej publikacji wypada rozszerzyć tę kwestię. Środowisko neo boom-bapowe bywa hermetyczne i nad wyraz zdecentralizowane, co generuje wiele odmienności. W zasadzie nie ma możliwości, aby znaleźć media i słuchaczy doceniających ogół twórców przypisanych do tego nurtu. Część odbiorców wybiera hardcore’ową stronę tej niszy, inni preferują dalej starszych wykonawców, następni poszukują połączenia stylistyki z lat 90.tych wraz z dzisiejszymi progresywnymi rozwiązaniami. Wszystko to powoduje, że wybrani artyści są znani i popularni w określonych miejscach na kuli ziemskiej. Powyższą regułę potwierdzają dwa kolektywy – True Masterz i Da Shogunz. Przed kilkoma tygodniami ukazała się wspólna płyta obu formacji – „Rap Buddhaz”.

    Płyty nagrywane przy współpracy amerykańskich i europejskich wykonawców rapowych przeszły już do codzienności. Nie powinno nikogo więc dziwić to, że doszło do kolaboracji pomiędzy TrueMasterz i Da Shogunz. Pod względem stylistycznym obie formacje są podobne do siebie, posiadają podobne nastawienie do nagrywania muzyki, a przy tym mają zbliżoną grupę docelową, co wydatnie pomogło w stworzeniu „Rap Buddhaz”. Artyści zamieszkali po obu stronach Oceanu Atlantyckiego dołożyli swoje cegiełki do rozwoju neo boom-bapu.

    Pierwsza z tych formacji zaznaczyła swoją obecność w branży wydając w przeciągu niecałych 5 lat szereg projektów. Raper JMega The God, producent Mighgawd i DJ Grazzhoppa (belgijski twórca związany z szeregiem różnych przedsięwzięć) odpowiadają za realizację serii hardcore’owych materiałów. Do najważniejszych płyt wypuszczonych przez True Masterz należy przede wszystkim „High Explosives Vol.1”, a także „The First Atom”, „Plus Degreez: Volume One”, „Tree Of Life” oraz niedawno opublikowana „Almagest”. Na dokładkę JMega The God zaserwował kilka solowych wydawnictw – „King Of Kingz: The Collection”, „Lord Of Lordz: The Collection” i „Niggaz Iz Kingz Forever”. Jak widać członkowie kalifornijskiej grupy wspierani przez swojego belgijskiego kompana nie próżnowali przez ostatni okres.

    W podobnym tonie należy wyrażać się o holenderskim Da Shogunz. W szeregach tego kolektywu znajdziemy BlabberMoufa, DJ-a Propo’88, Corto Malteza (CDS), DJ-a Truffela the Phunky Phaqira, Zudo i Kick Backa. Na międzynarodowej scenie hip hopowej najczęściej przewija się pierwszy z tych artystów. BlabberMouf należy do elity współczesnych Emcees, co wyraziście potwierdził na dwóch albumach – wyprodukowanym przez Propo’88 „From The Top Of The Stack” i ubiegłorocznym „Da BlabberMouf LP”. Na tym jednak nie koniec wydawnictw boom-bapowych szogunów. W 2012 roku Propo’88 i Kick Back wypuścili „Cosmic Trippin’”, zaś „A Jam In The Rough” stanowi owoc współpracy pomiędzy Zudo i Truffelem the Phunky Phaqirem. Do tej pory Da Shogunz nie pokazali się w szerszym składzie na jednym projekcie. Zmieniło się to wraz z wydaniem „Rap Buddhaz” i kolaboracją z True Masterz.

    Niespodziewana produkcja trafiła do obiegu 25 kwietnia. Jak ww. w porównaniu do wcześniejszych płyt Da Shogunz szerzej zaprezentowało się odbiorcom, nie opierając się głównie o BlabberMoufa. W ten sposób holenderski kolektyw po raz pierwszy pokazał się w większym gronie na jednym wydawnictwie. Od strony producenckiej pierwsze skrzypce gra Truffel the Phunky Phaqir, który odpowiada za 6 ścieżek na tym albumie. Wraz z pozostałymi producentami – Zudo i Propo’88 – przygotowali oni czysto boom-bapowe podkłady, nawiązujące do mroczniejszej strony tego nurtu. W ten sposób skomponowane środowisko znakomicie posłużyło w formie tła do linijek dostarczonych przez członków True Masterz i Da Shogunz. W większości utworów na „Rap Buddhaz” przeważają Jmega the God i Corto Maltez. Emcees wspierani przez swoich kompanów wypadli całkiem okazale, legitymując się wyrobionym flow i porządnymi tekstami. W trakcie zapoznawania się z zawartością longplaya od razu widać, że Amerykanie i Europejczycy bezproblemowo odnaleźli nić porozumienia i nadają na tych samych falach. Warto zauważyć, że na „Rap Buddhaz” sprawdzają się nie tylko cięższe nagrania, ale także bardziej funkowe i ciepłe utwory („For Those That Don’t Know”, „City Lightz”). Całość produkcji uzupełniają scratche DJ-a Grazzhoppy i Propo’88. Warto również zwrócić uwagę na specjalny tribute poświęcony nadal przebywającemu w indonezyjskim więzieniu producentowi SicknessowiMP„Jailhouse (Interlude)”.

    Płyta dostępna do odsłuchu za pośrednictwem Bandcampa, Soundclouda i YouTube. W tej chwili projekt można pobrać w wersji elektronicznej na BC (jako buy now-name your price). W dalszej kolejności „Rap Buddhaz” powinno ukazać się również w formacie fizycznym. True Masterz i Da Shogunz odpowiadają za nagranie wyrównanego i utrzymanego na dobrym poziomie albumu. Neo boom-bap w klasowym wydaniu, po który powinni sięgnąć nie tylko stali wyznawcy hip hopowej religii obu kolektywów.

    Aktualizacja: Na początku 2017 roku ukazała się winylowa wersja albumu. Wydaniem „Rap Buddhaz” zajęło się bardzo aktywne pod tym względem Vinyl Digital. Płyta już nie jest dostępna na Bandcampie.

    DOWNLOAD True Masterz & Da Shogunz – „Rap Buddhaz”

    Tracklista

    1. Intro (prod. Truffel the Phunky Phaqir; scratche: DJ Grazzhoppa)
    2. Rap Buddhaz (prod. Truffel the Phunky Phaqir; scratche: Propo’88)
    3. Jailhouse (Interlude) (prod. SicknessMP)
    4. For Those That Don’t Know (prod. Truffel the Phunky Phaqir; scratche: Truffel the Phunky Phaqir)
    5. Hawk Eye (prod. Propo’88; scratche: Propo’88)
    6. The Orchard feat. Killah Priest (prod. Truffel the Phunky Phaqir)
    7. Building (prod. Zudo; scratche: DJ Grazzhoppa)
    8. Verbal Boxing (prod. Zudo)
    9. Don’t Front (Skit) (prod. Truffel the Phunky Phaqir & Jesse Jeff)
    10. Can’t Stop Us (prod. Truffel the Phunky Phaqir; scratche: DJ Grazzhoppa)
    11. City Lightz (prod. Zudo; saksofon: Jan Driessen)
  • Budamunk i Ill Sugi przynoszą Spirit Of The Golden Era

    Budamunk i Ill Sugi przynoszą Spirit Of The Golden Era

    4–6 minut

    We współczesnym świecie producenci stanowią znaczną siłę na światowej scenie muzycznej. W tym momencie na całej kuli ziemskiej działają tysiące mniej i bardziej profesjonalnych beatmakerów. Wypada więc postawić sobie pytanie, jakie państwo może pochwalić się najbardziej interesującą niszą producencką? Większość osób od razu wskaże na Stany Zjednoczone, na terenie których z powodzeniem nagrywa muzykę multum twórców podkładów. Jednak przecież na tym nie kończy się bogactwo tej niszy. Wystarczy spojrzeć chociaż na Niemcy, Francję, Wielką Brytanię, Australię czy Japonię, a w oka mgnieniu zostanie wywołanych do tablicy dziesiątki znanych artystów. Ostatni z tych krajów może poszczycić się posiadaniem wielu zdolnych beatmakerów o międzynarodowej renomie. Do tego grona należy zaliczyć Budamunka i Ill Sugiego. Wspólny projekt japońskiego duetu – „Spirit Of The Golden Era” – jest potwierdzeniem tych słów.

    Po upowszechnieniu się serwisów streamingowych, polepszeniu dystrybucji płyt na świecie i uruchomieniu nowych form (e)-marketingu, rynek japoński stanął otworem przed słuchaczami muzyki hip hopowej z całego świata. Na powyższych zmianach skorzystali artyści pokroju Budamunka i Ill Sugiego. Producenci stali się nie tylko znani i doceniani w Azji Południowo-Wschodniej, ale przede wszystkim mocno wkroczyli do Europy, Ameryki Północnej i Australii. Obaj wykonawcy należą przy tym do czołówki sceny producenckiej z Nippon, o czym dobitnie przekonują ich kolejne wydawnictwa.

    Większym stażem w środowisku muzycznym może pochwalić się Budamunk. W latach 1996-2006 Japończyk mieszkał w Los Angeles, współpracując z tamtejszymi twórcami (głównie Joe Stylesem i OYG) i występując w formie DJ-a na licznych imprezach. Dzięki temu nabrał on konkretnych szlifów i poszerzył swoją wiedzę muzyczną, co zaprocentowało po jego do Japonii. Od 2006 roku artysta wiedzie życie w tokijskiej metropolii. Właśnie stamtąd wypływają jego tłuste, najczęściej boom-bapowe, projekty. W przeciągu ostatnich 8 lat tokijczyk opublikował szereg udanych materiałów. Spośród nich warto wyróżnić solowe „Blunted Monkey Fist”, „Boom Bap Theory”, „The Awakening”, „Resolute Dragon Beat Tape” i pochodzące z tego roku „Monkey Tape 2016” oraz „Return Of Buda” (recenzja longplaya jeszcze w tym miesiącu na łamach naszego serwisu). Poza tym Budamunk często i gęsto współpracował z innymi artystami, nagrywając płyty wspólnie z Joe Stylesem z „Soul Quest” na czele, Issugim, Dr. Oopem i Fitzem Ambrosem. Zapracowany beatmaker wydawał dotąd płyty przeważnie w azjatyckich wytwórniach, aczkolwiek jego ostatnie produkcje ukazywały się dzięki labelom z Ameryki Północnej i Europy.

    Porównywalną aktywnością w branży muzycznej do Budamunka wykazuje się Ill Sugi. Japończyk wprowadził się na niezależne salony hip hopowe z przytupem. Od 2011 roku beatmaker wypuścił grubo ponad 20 różnych projektów. Azjatycki twórca dowiódł nie tylko o swojej regularności, ale przy tym stał się gwarantem płyt wysokiej jakości. Po pierwszych wydawnictwach, spośród których największe wrażenie na odbiorcach zrobiło „Hobo Beat Tape”, producentem zainteresowały się rozmaite wytwórnie płytowe. Od 2013 roku Ill Sugi nagrywał muzykę dla Urban Waves Records, Jazzy Sport, Radio Juicy, Menace, Cascade Records i Joe Left Hand Records. Nakładem tych oficyn wydawniczych pojawiło się szereg jego wartościowych produkcji, zarówno solowych, jak i tworzonych przy udziale innych artystów. Do pierwszej kategorii zaliczymy m.in. „Slave Of Junk System”, „Urban Maze” i „Slow Lights”, zaś do drugiej „City Mind” i „SILLA Beattape” (oba materiały zrealizowane z Bugseedem), „Universal Language” z Dregs One’em czy tegoroczne „Looking For A Place Called Home” z Infinito 2017. Przed dwoma miesiąca Ill Sugi wypuścił pierwszy pełny album nagrany z Budamunkiem. „Spirit Of The Golden Era” pod wieloma względami wypadło na naprawdę zadowalającym poziomie.

    Wydawnictwo zadebiutowało na rynku 25 marca. Przy tym materiale japoński duet zdecydował się jeszcze bardziej otworzyć się na zachodni rynek. W tym celu artyści wybrali nowego wydawcę, kanadyjskie Urbnet. W ten sposób producenci jeszcze bardziej rozszerzyli swoją grupę docelową, otrzymując dodatkowo możliwość zaistnienia w kręgach, które nie do końca wcześniej w pełni ich kojarzyły. Wypada również wspomnieć o tym, że obaj wykonawcy znają się od dłuższego czasu i wcześniej współdziałali na kilku płaszczyznach, choćby przy okazji pracy nad „Soul Quest” Joe Stylesa i Budamunka. Wydane w tym roku „Spirit Of The Golden Era” stanowi także kontynuację wspólnych nagrań Japończyków opublikowanych na „In The Purest Form EP” z 2014 roku. Budamunk i Ill Sugi nagrali krótką, aczkolwiek treściwą płytę. Japońscy beatmakerzy z gustem odwołali się do stylistyki lat 90.tych. Przygotowany przez nich mini-album posiada kilka niepodważalnych zalet. Przede wszystkim nie mamy tutaj do czynienia z kolejnym mdłym beat tape’em, a pełnokrwistym instrumentalnym projektem. Utwory zaserwowane przez Japończyków brzmią więcej niż porządnie i nie są powtarzalne aż do bólu. „Amplified Frequencies”, „Friendly Vibrations” i „Boombapstic” należą do głównych kart przetargowych „Spirit Of The Golden Era”. Neo boom-bap w wydaniu Budamunka i Ill Sugiego nie zawodzi i nie nudzi – płyta sprawdza się na dłuższą metę, śmiało można spędzić przy niej sporo czasu. Wpływ na to ma melodyjność ich podkładów, będąca znakiem rozpoznawczym Japończyków. Część osób tę stylistykę określa mianem awangardy i trzeba przyznać, że wiele w tym racji. Po jedynym utworze z udziałem gościa na tym materiale, „Day I Came” z Joe Stylesem, powstaje także pytanie, jak japoński duet poradziłby sobie ze zrealizowaniem pełnego wydawnictwa z wybranym raperem. Na swoich poprzednich płytach udowodnili, że w pojedynkę potrafią poradzić sobie z tym tematem. Szczerze mówiąc, nagranie wspólnego projektu wraz z raperem może być jednym z ich kolejnych wyzwań.

    Album opublikowano na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Wydawnictwo dostępne w sprzedaży w wydaniu cyfrowym i fizycznym (kasety). Płytę promują dwa nagrania – „Amplified Frequencies” i „Day I Came”. Do pierwszego z tych utworów powstał również videoclip. Wspólny materiał Budamunka i Ill Sugiego powinien jeszcze bardziej ugruntować ich pozycję na scenie hip hopowej. Dzięki podjęciu współpracy z Urbnet jeszcze więcej osób na Zachodzie, niż do tej pory, usłyszało muzykę tych utalentowanych i ciężko pracujących beatmakerów.

    Tracklista

    1. Amplified Frequencies
    2. Time To Rock
    3. Visions Of You
    4. Friendly Vibrations
    5. Boombapstic
    6. Quiet River
    7. Guitar Slap
    8. Day I Came feat. Joe Styles
    9. Into The Unknown
    10. Sound Invasion
    11. Peace Of Mind (Bonus Beat)
    12. Day I Came inst (Bonus Beat)
  • BluntOne i Mujo ze wspólną płytą Reel Street Jazz

    BluntOne i Mujo ze wspólną płytą Reel Street Jazz

    3–5 minut

    Wytwórnie płytowe działające na całym świecie są wdzięcznym i chętnie poruszanym wątkiem przez media i słuchaczy. Do tego zagadnienia można podejść z rozmaitych stron, ustanawiając przeróżne kategorie wydawców. W tym miejscu proponuję nieco inaczej ugryźć ten temat w nietypowy sposób, pokrótce przedstawiając modele funkcjonowania niezależnych oficyn wydawniczych. Dokonując nawet pobieżnego przeglądu wytwórni z tego kręgu łatwo wyróżnimy kilka typów takich oficyn. Po kolei będą to labele zakładane przez artystów (Rhymesayers Entertainment, Stones Throw Records, Mellow Orange Music), promotorów i dziennikarzy (Cult Classic Records, Redefinition Records) czy sklepy płytowe (Fat Beats Records, HHV.DE, Vinyl Digital). Od 2-3 lat wysoką aktywnością wykazuje się ostatnia z tych firm. Wśród licznych wydawnictw Vinyl Digital znalazło się chociaż instrumentalne „Reel Street Jazz” duetu BluntOne & Mujo.

    Przyznam szczerze, że nie posiadam większej wiedzy na temat węgierskiej sceny hip hopowej. Przez dłuższy czas Madziarów kojarzyłem jedynie przez pryzmat już kultowej płyty Savagesa „Five Finger Discount” (w maju wydawnictwo pojawiło się po raz pierwszy na wosku). Zmieniło się to wraz z poznaniem przeze mnie twórczości bohaterów tego artykułu. BluntOne i Mujo nagrywają muzykę od blisko 5 lat, udostępniając co pewien czas jazz-hopowe projekty.

    Pierwszy z nich rozpoczął od publikowania luźnych singli. Po serii utworów BluntOne dotarł do niszy sympatyków brzmienia opartego o boom-bapowe wytyczne i jazzowe sample. Pozwoliło mu to z powodzeniem myśleć o publikacji pełnych wydawnictw. Pod koniec 2013 roku za sprawą węgierskiej oficyny wydawniczej Sun Side Records ukazała się jego premierowa płyta, „Relaxed Spacious”. Po roku dorzucił on do tego „Flying Carpet Ride”. Instrumentalne materiały beatmakera zdobywały nowych zwolenników, co jeszcze bardziej napędziło działalność BluntOne’a. W dalszej kolejności producent zajął się wypuszczaniem remiksów, a także dostarczaniem beatów dla poszczególnych Emcees. W ten sposób przyczynił się on do powstania wydawnictwa Peebsa The Propheta, „Ills of the Earth EP” (za pozostałą część podkładów na EP-ce odpowiadał Phoniks). W drugiej połowie ub.r. opublikował on kolekcję swoich remiksów – „Blunted Remixes LP” – dorzucając później do tego „Lazy Sunday” i „Lost & Found”. 19 sierpnia odbyła się premiera następnej solowej płyta BluntOne’a, „Orbiting Rawbits”.

    W porównaniu do swojego muzycznego partnera Mujo również pracowicie spędził ostatnie lata. W swojej twórczości węgierski producent także chętnie sięga po jazz-hopowe tradycje z lat 90.tych, wytrawnie łącząc je z elementami kultury japońskiej. Wschodnioazjatycki klimat nadaje dodatkowego smaku jego nagraniom. Mieszkaniec Budapesztu należy do grona beatmakerów, którzy często i gęsto wydają muzykę. Od 2012 roku dorobił się on pokaźnej dyskografii, obejmującej ponad 10 tytułów. Artysta związany z niemieckim Vinyl Digital i amerykańskim Always Prosper wypuścił m.in. „Golden Hits”, „Demon Killer Tape”, „SP Assassin Tape”, „Divine Herb 1-2” i „Qin Dynasty (2011-2015)”. Oprócz tego Mujo zapisał na swoim koncie kilka kolaboracyjnych projektów. Wspólnie z Busą opublikował „BUSA x MUJO Vol. 1”, z kolei „Hypnotized Loopz” to owoc jego współpracy z Youtaro Nusro, zaś „SP-Ecials” powstało przy kooperacji z emune’em. W połowie sierpnia br. Węgier udostępnił następny solowy materiał, „Nature Friend”. Jednak największym dotychczasowym osiągnięciem jest właśnie „Reel Street Jazz”, do którego rękę przyłożył BluntOne.

    Album zadebiutował w lipcu zeszłego roku. Dzięki wydaniu materiału nakładem Vinyl Digital duet Bratanków automatycznie zyskał lepszą promocję, co przełożyło się w dotarcie z tym wydawnictwem do szerszego grona odbiorców. Wydatnie pomogło to beatmakerom, którzy skupili na sobie uwagę znacznie większej liczby słuchaczy niż w przypadku wcześniejszych projektów. Z drugiej strony, nie ma się co dziwić takiemu obrotowi sprawy, gdyż „Reel Street Jazz” stanowi dopracowany i umiejętnie stworzony longplay. Płyta obejmuje łącznie 24 ścieżki, z czego BluntOne i Mujo równo po połowie podzielili się utworami na ten album. Wyprodukowane przez nich nagrania ułożono naprzemiennie, co okazało się strzałem w dziesiątkę w przypadku tej produkcji. Dlaczego ten zabieg przyniósł oczekiwane efekty na „Reel Street Jazz”? Ano dlatego, gdyż style obu producentów różnią się od siebie i wzajemnie uzupełniają. BluntOne operuje ciepłymi i soulfulowymi dźwiękami, co stanowi odskocznię od brzmień spod znaku lo-fi Mujo, pomiędzy którymi grasują japońscy ninja. Węgierski jazz-hop nie odbiega poziomem od pokrewnych płyt bardziej znanych producentów z innych krajów. Instrumentalny hip hop znad Balatonu, z domieszką boom-bapu i japońskiej wiśni, to recepta na udaną miksturę.

    Materiał umieszczono do odsłuchu na Bandcampie, Spotify, Deezerze i witrynach pokrewnych. „Reel Street Jazz” trafiło do obiegu w wersji elektronicznej i fizycznej. W dalszym ciągu projekt do nabycia na płytach winylowych. Wydawnictwo promuje kilka singli – „Ill Street Jazz”, „Sun Drops” – do których dołączono również promomix albumu. Jazz-hop w węgierskim wydaniu wypada nad wyraz apetycznie. BluntOne i Mujo powinni znajdować się na radarze wszystkich sympatyków instrumentalnych produkcji oraz klasycznego hip hopu.

    Tracklista

    1. BluntOne – Ill Street Jazz
    2. Mujo – 12Bit Jazzy Bap
    3. BluntOne – Spark The Philly
    4. Mujo – Medical Fly
    5. BluntOne & Mujo – Brownies
    6. Mujo – Forest Jazz
    7. BluntOne & Mujo – Stam Slap
    8. Mujo – Bluematic Smoke
    9. BluntOne – Fades Em All
    10. Mujo – Dirty Fingerz
    11. BluntOne – Fast Life
    12. Mujo – Graffiti On The Train
    13. BluntOne – Mad Buddha Abuser
    14. Mujo – Blap Yo!
    15. BluntOne – Namivahne
    16. Mujo – Jazzy Blunt
    17. BluntOne & Mujo – Nature Session
    18. Mujo – OCB Joint
    19. BluntOne – Sun Drops
    20. Mujo – Meditate
    21. BluntOne – Winstru
    22. When The Hip Hop Talkz
    23. BluntOne – Passing By
    24. Mujo – Snow Flakez
  • Osobista płyta Aesop Rocka – The Impossible Kid

    Osobista płyta Aesop Rocka – The Impossible Kid

    4–6 minut

    W świecie hip hopu od początku panuje niesamowita rywalizacja. Przez ponad cztery dekady przez międzynarodową scenę przewinęło się tysiące twórców. Wielu wykonawców nagrywających muzykę przez 10-20 lat, czasami nawet dłużej, doczekało się legendarnego statusu. Po latach doświadczeni artyści nie tyle są darzeni sympatią, co również sentymentem przez odbiorców. Czy jednak słusznie? Problem polega na tym, że tylko garstka raperów, producentów i DJ-ów potrafi utrzymać poziom przez dłuższy okres swojej pracy twórczej. Zbytnie przywiązywanie się do nazwisk odbija się przy tym na kształcie współczesnego środowiska rapowego. Nowe płyty mnóstwa dawnych tuzów hip hopowych eufemistycznie nie powalają na kolana. W związku z tym, wypada docenić wykonawców, którzy starzeją się, jak wino. W tym wąskim gronie znajduje się Aesop Rock. Słynny amerykański artysta opublikował przed czterema miesiącami kolejny album – „The Impossible Kid”.

    7 albumów solowych, 3 EP-ki, multum dwunastek i singli, 4 kompilacje, 5 kolaboracyjnych longplayów i EP-ek. Do tego stała współpraca z plejadą artystów ze świata muzycznego i filmowego, kolaboracja ze znanymi na całym świecie markami, docenienie ze strony świata naukowego, liczne koncerty w Ameryce Północnej, Europie i Australii, a także nieustanny rozwój artystyczny. Tak pokrótce przedstawia się 20-letnia kariera muzyczna Aesop Rocka. Całkiem nieźle, jak na osobę, która przypadkowo zajęła się na poważnie rapem, nieprawdaż? Ekscentryczny Ian Bavitz dorobił się legendarnego statusu w środowisku. Jedynie nielicznym niezależnym twórcom udała się podobna sztuka. Po dwóch dekadach na scenie hip hopowej nietrudno o wypalenie, zawieszenie działalności lub wybranie znacznie różniącej się ścieżki od uprzednio przyjętych wytycznych. Mieszkaniec San Francisco wychodzi z zupełnie innego założenia, cały czas starając się dowieść swojej klasy na kolejno wydawanych projektach.

    Już na pierwszych płytach („Music for Earthworms”, „Float”, „Labor Days”) amerykański artysta stawiał na oryginalne, nawet jak na underground, formy muzyczne. W szybkim tempie jego charakterystyczny głos i styl producencki stał się rozpoznawany i kojarzony w USA. Wraz z kolejnymi wydawnictwami („Fast Cars, Danger, Fire and Knives”, „Bazooka Tooth”, „None Shall Pass”) znaczenie Aesop Rocka w indie hip hopie stale rosło. Raper i producent w jednym nieustannie eksperymentował ze swoim brzmieniem, dokładając nowe elementy na swoim wydawnictwach. Przy tym trzymał wysoki poziom od strony lirycznej, zapewniając wszystkich, że należy do elity najlepszych tekściarzy w rapie.

    Po produktywnym i obfitującym w sukcesy okresie spędzonym w Definitive Jux, po wydaniu w 2007 roku klasycznego albumu „None Shall Pass” Aesop Rock ograniczył swoją aktywność na scenie hip hopowej. W następnych latach rzadziej on udzielał się na nowych wydawnictwach. Artysta zaangażował się bardziej w projekt Mursa i Sluga, Felt, produkując trzecią płytę grupy – „3: A Tribute To Rosie Perez”. Ikona undergroundu wróciła do żywych po podpisaniu kontraktu płytowego z Rhymesayers Entertainment. Pod szyldem tego słynnego labelu ukazały się następne płyty Iana Bravitza, w tym powszechnie komplementowane „Skelethon” i wspólne materiały nagrywane z Robem Soniciem i DJ-e Big Wizem pod szyldem formacji Hail Mary Mallon („Are You Gonna Eat That?”, „Bestiary”). Oprócz tego ukończył on w 2013 roku wspólne przedsięwzięcie z Kimyą Dawson pod nazwą The Uncluded. W duecie z tą artystką opublikował on „Hokey Fright”. Po drodze do tegorocznego albumu wpadła również dobrze przyjęta EP-ka z Homeboyem Sandmanem (wykonawcy poznali się bliżej przy okazji wspólnej trasy koncertowej), „Lice”. Aesop Rock wcale nie zamierzał spuszczać z tonu, o czym świadczy „The Impossible Kid”. Pod kilkoma względami, to najważniejsze wydawnictwo w jego karierze muzycznej.

    Informacje o nadchodzącym projekcie artysty pojawiły się w mediach w drugiej połowie lutego. Dzięki sprawnie poprowadzonej kampanii promocyjnej przez Rhymesayers Entertainment (jedni z większych speców w tej dziedzinie) 7 solowa płyta doświadczonego twórcy była jednym z najbardziej wyczekiwanych projektów pierwszej połowy 2016 roku. Czy Aesop Rock rzeczywiście nagrał materiał, który powinien być rozpatrywany w tych kategoriach? Jak najbardziej tak. Kultowy artysta udźwignął presję, dostarczając odbiorcom miejscami kapitalny longplay. W wieku 40 lat na „The Impossible Kid” całkowicie rozliczył się on ze swoją trudną przeszłością. Nowy album artysty należy postrzegać w formie jego pamiętnika z lat dziecięcych przeniesionego o ponad 20 lat w przyszłość. Aesop Rock porusza na płycie szereg niewygodnych tematów, o których głośno mówi niewielu współczesnych wykonawców, a większość boi się nawet o nich pomyśleć. Blisko 50-minutowe wydawnictwo stanowi długi storytelling o więziach rodzinnych, borykaniu się z depresją, odnajdywania miejsca w społeczeństwie XXI wieku i poszukiwania spokojnej przystani, do której można zawinąć nawet przy najsilniejszych sztormach. Ze względu na osobisty wymiar, Aesop Rock niemal w pojedynkę zrealizował wszystkie elementy składające się na całość „The Impossible Kid”. Jedynie w kilku utworach wspomogli jego członkowie Grimace Federation, zaś ostateczny wygląd okładki (znakomity projekt graficzny) to zasługa Aleksa Pardeego. Tak oto stworzono album, w którym każdy słuchacz odnajdzie cząstkę siebie.

    Wydawnictwo udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, YouTube (powstało genialne video do zobrazowania materiału), Spotify, Deezerze i stronach pokrewnych. „The Impossible Kid” trafiło do obiegu w wersji elektronicznej (iTunes, Amazon, Google Play, etc.) i fizycznej. Płyty kompaktowe i winylowe do nabycia za pośrednictwem Fifth Element, UGHH, HHV.DE i pozostałych dobrze kojarzonych sklepów (w tym polskich, link poniżej). Wydawnictwo promuje seria nagrań video. Oprócz teledysków nakręconych do „Rings”, „Blood Sandwich”, „Lazy Eye”, „Kirby” i „Dorks”, pojawiły się także klipy umożliwiające większy wgląd do tego albumu. Jak słusznie stwierdzili redaktorzy Bandcampa, Aesop Rock nadal potrafi pozytywnie zaskoczyć, będąc jednym z ostatnich przedstawicieli starej gwardii rapu, nagrywających muzykę na poziomie sprzed lat.

    Tracklista

    1. Mystery Fish
    2. Rings
    3. Lotta Years
    4. Dorks
    5. Rabies
    6. Supercell
    7. Blood Sandwich
    8. Get Out of the Car
    9. Shrunk
    10. Kirby
    11. TUFF
    12. Lazy Eye
    13. Defender
    14. Water Tower
    15. Molecules
  • Endurance kolejnym projektem The Jazz Jousters

    Endurance kolejnym projektem The Jazz Jousters

    3–5 minut

    Od blisko dekady na świecie nieprzerwanie trwa rosnące zainteresowanie płytami winylowymi. Na całej kuli ziemskiej zanotowano wzrost sprzedaży winyli na rynku pierwotnym i wtórnym. Wyraźnie to widać na przestrzeni ostatnich 5 lat, kiedy to zarówno tzw. majorsy, jak i niezależni wydawcy, położyli większy nacisk na publikowanie muzyki na woskach. Jednak czy odtrąbiony przez tysiące osób renesans kultury płyt winylowych w pełni oddaje faktyczny stan rzeczy? Prawda jest zgoła inna, ponieważ ukazuje się wiele winyli, których nikt praktycznie nie kupuje. Ponadto część wytwórni płytowych nastawionych na ten nośnik ma trudności ze sprzedażą całego nakładu danego wydawnictwa. Z drugiej strony, nisza odbiorców oczekuje właśnie wosków po niektórych oficynach wydawniczych. W tym kręgu znajduje się Millennium Jazz Music. W pierwszej połowie maja ukazał się drugi winyl wydany przez MJM – „Endurance” The Jazz Jousters.

    W ostatnich latach kolektywy muzyczne zaczęły przyciągać wielu odbiorców, przekształcając się niekiedy we wpływowe i prężnie działające platformy wydawnicze (patrz: Soulection). W niezależnym środowisku hip hopowym sporo osób zwróciło uwagę właśnie na The Jazz Jousters. Inicjatywa powstania wspólnego kręgu zrzeszającego producentów z różnych krajów wyszła ze strony założyciela labelu Millennium Jazz Music, Gadgeta. Wraz z odpowiednio dobranymi współpracownikami pokazał on, że można kreatywnie bazować na starych nagraniach jazzowych i łączyć je w dobrym stylu ze stylistyką hip hopową.

    Od początku istnienia The Jazz Jousters kierowało się z kilkoma podstawowymi wytycznymi. Wszystkie osoby zaangażowane w życie kolektywu wytrwale i sukcesywnie pracowały nad nowymi nagraniami, demonstrując przy tym rozległą wiedzę o jazzie. Millennium Jazz Music w błyskawicznym tempie publikowało kolejne płyty, działając z ogromnym rozmachem. Przez 4 lata funkcjonowania pod egidą MJM ukazało się mnóstwo wartościowej muzyki. Większość projektów przypisano do dwóch rubryk. Pierwsza dotyczy specjalnych hołdów składanych wielkim muzykom jazzowym, zaś druga to seria „Locations” dedykowana wybranym państwom z całego świata (w marcu ub.r. ukazała się kompilacja „Locations: Poland”). Oprócz materiałów wydawanych w ramach The Jazz Jousters pojawiły się też solowe produkcje artystów, w tym polskiej grupy NoName KolektyF („Piramida Maslowa LP” + EP-ka z remiksami). Pod koniec ub.r. Millennium Jazz Music wydało po raz pierwszy nagrania na płytach winylowych – składanka „The Vault – The Best of The Jazz Jousters” cieszyła się dużą popularnością wśród kupujących (łączny nakład szybko wyprzedano). W maju wypadło 100. wydawnictwo MJM. „Endurance” stanowi zarazem premierowy oficjalny album TJJ.

    Premiera wydawnictwa miała miejsce 6 maja. Millennium Jazz Music informowało o planowanym wydaniu tego projektu znacznie wcześniej. Wzmianki o pierwszym oficjalnym albumie The Jazz Jousters przewinęły się przy okazji ww. premierowego winylu kolektywu – „The Vault LP” – a następnie grupa producentów kilkakrotnie wspominała o tym materiale za pośrednictwem portali społecznościowych. MJM postarało się również odpowiednio rozłożyć akcenty pomiędzy „Endurance” a pozostałymi materiałami, które były szczególnie promowane w tym samym czasie („Locations: England” i „The Repetory Volume 2” Bonesa The Beat Heada, o którym więcej jeszcze w przyszłym miesiącu na łamach naszej strony).

    Na najnowszym materiale The Jazz Jousters usłyszymy w zasadzie wszystkich najważniejszych przedstawicieli tego kolektywu. Wystarczy wymienić tutaj osoby będące przy TJJ od jego początku – Gadgeta, Stay Classy’ego, SmokedBeata, Pawcuta i Bones The Beat Heada. Oprócz nich na „Endurance” zagościły produkcje autorstwa Slone’a (w lutym br. wydał on solowe „At the Boom Jazz Cafe”), Mr. Moodsa (produktywny kanadyjski beatmaker), Es-K (przed dwoma laty Cold Busted opublikowało jego album „Serenity”), Oldy Clap Recordza i najmniej znanego spośród tego towarzystwa Scaleya WaleZa. Każdy z nich przygotował po jednej około 3-minutowej instrumentalnej kompozycji. Nagrania osadzone w jazz-hopowych realiach skrzętnie łączą się w całość, będąc właściwą wizytówką Millennium Jazz Music. Osoby bliżej zaznajomione z dokonaniami The Jazz Jousters mogą też słusznie zauważyć, że „Endurance” to jak dotychczas jeden z najbardziej udanych projektów tego kolektywu. TJJ nadal pozostaje w formie, pokazując przy wytrwałość i umiejętnie dążenie do celu, jakim jest docieranie do kolejnych sympatyków współczesnego jazzu i instrumentalnego hip hopu.

    Wydawnictwo dostępne do odsłuchu za pośrednictwem Bandcampa oraz pozostałych serwisów streamingowych (Spotify, Deezer, YouTube, etc.). Wydanie winylowe „Endurance” do nabycia na BC i HHV.DE. Oczywiście pojawiła się również wersja elektroniczna projektu. Album promuje nagranie Es-K, „Lude”. The Jazz Jousters stanowi jeden z najbardziej pracowitych i interesujących kolektywów na niezależnej scenie muzycznej. Już w tej chwili wypada życzyć kolejnej setki płyt opatrzonych logiem Millennium Jazz Music.

    Brytyjska platforma wydawnicza regularnie publikuje nowe projekty. Oprócz ww. ostatniej płyty Bonesa The Beat Heada we wrześniu na łamach naszego serwisu zagości „Mood Swings” duetu Lady Paradox & Gadget (nieoczekiwany nowy materiał tych wykonawców).

    Tracklista

    1. Slone – Part of My Life
    2. Stay Classy – Classy’s Café
    3. Gadget – Egg Flan
    4. Mr. Moods – Point Blank
    5. SmokedBeat – Secret Tears
    6. Pawcut – Entourage
    7. Es-K – Lude
    8. Bones The Beat Head – Astro
    9. Scaley WaleZ – Malachi’s Flavours
    10. Oldy Clap Recordz – Dust on the Road
  • Mc Shinobi przedstawia debiutancką płytę

    Mc Shinobi przedstawia debiutancką płytę

    3–5 minut

    Boom-bap. Słowo-klucz dla tysięcy osób związanych z hip hopem, zarówno bezpośrednich twórców, jak i zwykłych odbiorców tej kultury. W dawnych czasach artyści boom-bapowi należeli do ścisłej czołówki mainstreamu, nadając ton poszczególnym etapom rozwoju rapu. Po wielu przeobrażeniach w tej chwili w kulturze masowej nie pojawiają się współcześni artyści z tego kręgu. Z drugiej strony, w niezależnym kręgu hip hopowym twórcy przywiązani do starej stylistyki rapowej mają się całkiem dobrze, aczkolwiek wielu przedstawicieli mediów i słuchaczy nie chce ich zauważyć. Wychodzenie z założenia, że wszystko to, co najlepsze z tego nurtu wychodziło w latach 90.tych, jest krzywdzące dla dzisiejszych twórców. Jak choćby pokazuje przykład Mc Shinobiego, neo boom-bap wypada naprawdę okazale. Premierowa płyta rapera z amerykańskiego Phoenix, „Mc Shinobi”, dobitnie o tym przekonuje.

    Amerykańska Arizona nie przywodzi zbyt wielu skojarzeń z kulturą hip hopową. Oprócz singla Public Enemy, „Going Back to Arizona”, przeciętny zjadacz rapu wzruszy jedynie ramionami na nazwę tego stanu. Kilku współczesnych artystów usilnie pracuje nad tym, aby zmienić postrzeganie Phoenix i okolicy w branży hip hopowej. Mc Shinobi należy do czołówki dzisiejszych raperów wywodzących się z tej części Stanów Zjednoczonych (tak na marginesie, to należy pamiętać także o Glad2Mechy). Dzięki charakterystycznemu flow i odpowiedniemu nastawieniu do tworzenia muzyki powoli zwracał na siebie uwagę kolejnych sympatyków boom-bapu.

    W początkowym okresie działalności Emcee inspirowany kulturą japońską (jego pseudonim został zapożyczony z filmu „Shinobi” z 2005 roku) i kultowymi czasami przypadającymi na gry SNES ograniczał się do wypuszczania luźnych singli na Soundcloudzie. Przy okazji artysta na każdym kroku podkreślał przywiązanie do korzeni hip hopowych, co natychmiastowo znalazło odzwierciedlenie w jego twórczości. Po nabraniu pierwszych szlifów, poznaniu mechanizmów występujących w dzisiejszej branży muzycznej i zebraniu właściwych współpracowników, Mc Shinobi postanowił opublikować debiutancką płytę. Co ciekawe, premiery „Mc Shinobi” wypatrywało całkiem sporo odbiorców boom-bapu.

    Przymiarki pod wydanie debiutanckiej płyty mieszkaniec Arizony poczynił ponad rok temu. W związku z tym, że Mc Shinobi osobiście nadzorował nad wszystkimi kwestiami związanymi z opublikowaniem albumu, to przez kilka miesięcy trudno było przewidzieć konkretną datę premiery materiału. Po dopięciu wszystkich spraw stanęło na tym, że „Mc Shinobi” trafi do obiegu w styczniu tego roku. Po udostępnieniu singli – „Just Like That” i „Terror” – oraz promomiksu albumu jedno było pewne – osobliwy styl amerykańskiego rapera niesłychanie wyróżnia jego spośród innych współczesnych twórców boom-bapowych. Wszystkie te przewidywania potwierdziły się po zapoznaniu się z zawartością jego całego longplaya. Przez to trudno jego porównywać do pozostałych solistów i grup z tego kręgu, gdyż znacznie różni się od Epidemic, Da Shogunz, Split Prophets czy The Doppelgangaz. Agresywne flow kontrastujące z jego image’em (wyglądem przypomina on bardziej grzecznego syna sąsiada, przynoszącego zakupy wszystkim dziadkom z okolicy, aniżeli gniewnego Emceego) i soczyste podkłady autorstwa mniej znanych producentów (najbardziej znanym z nich jest Mpadrums) okazały się iście wybuchową mieszanką. Mc Shinobi przykłada się również do warstwy lirycznej, co wystawia mu jeszcze lepsze świadectwo. Wystarczy tylko zapoznać się z „Just Like That”, „Back To The Old School” i przede wszystkim „When All Hope Is Lost” kapitalnie podkreślają atuty gospodarza płyty. Owszem, przez odmienny warsztat Mc Shinobi nie trafi do szerszego grona odbiorców (nawet w undergroundzie), aczkolwiek w niczym to jemu nie przeszkadza i nawet stanowi jego przewagę nad innymi twórcami. W końcu często specyficzni artyści posiadają najwierniejszych fanów.

    Album można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezer i stron pokrewnych. „Mc Shinobi” dostępne w sprzedaży zarówno w postaci cyfrowej, jak i fizycznej. Płyty kompaktowe i winylowe, a także kasety do nabycia bezpośrednio w sklepie Mc Shinobiego lub na Underground Hip Hop. Głównymi singlami promującymi LP wybrano „Just Like That” i „Terror”. Do obu tych nagrań nakręcono przy tym teledyski („Just Like That” w wersji Mpadrumsa). Boom-bapowy raper nagrał naprawdę wyrównany i tłusto brzmiący album, który doceniono w wybranych kręgach hip hopowych. Przy dalszym rozwoju Mc Shinobi może jeszcze więcej osiągnąć, chociaż wątpię w to, że na kolejnych płytach zmieni on styl na bardziej przystępny dla ogółu słuchaczy. W końcu nie o to tutaj chodzi, tylko o dostarczenie rapu w konwencji rough, rugged and raw z autorskim pazurem.

    Mc Shinobi po wydaniu pierwszej płyty poszedł za ciosem. W lipcu raper ogłosił premierę drugiego albumu, „The Revenge Of Shinobi”, który powinien trafić do obiegu jeszcze w tym roku. Pojawiły się już m.in. dwa single zapowiadające ten projekt – „Any Day” oraz „Phoenix Rising”.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Destined (prod. iNSiDE-OUT MAN)
    3. Terror (prod. Soe95)
    4. Just Like That (The Dan Morze Remix)
    5. Kicking Facts (prod. Jimmer-Man)
    6. Back To The Old School feat. Sb Metrix (prod. Coat-b)
    7. Absolute Attention (prod. King P Pete)
    8. Feeble Attempts (prod. Monplacebo)
    9. When All Hope Is Lost (prod. Soe95)
    10. Just Like That (Mpadrums Remix)
    11. We Take Our Time (prod. Comcap)
  • Dwie nowe płyty Oddiseego

    Dwie nowe płyty Oddiseego

    4–6 minut

    Tematyka dotycząca klasycznych płyt hip hopowych często przewija się przez media i stanowi obiekt licznych dyskusji pomiędzy zwykłymi słuchaczami. W środowisku rapowym wyróżnimy kilka odmiennych kategorii, pozwalających na uszeregowanie wybitnych płyt. Oprócz szuflady wypełnionej po brzegi niekwestionowanymi legendarnymi wydawnictwami („Illmatic”, „Enter the Wu-Tang: 36 Chambers”, „AmeriKKKas Most Wanted”, itd.) znajdziemy także kultowe undergroundowe produkcje („Madvillainy”, „The Cold Vein”, „Deadringer”, itd.). Istnieją też tzw. błyskawiczne klasyki, zawierające projekty, o których krótko po premierze wyraża się w samych superlatywach. Część osób wydziela również odrębną kategorię najbardziej cenionych wydawnictw z przestrzeni ostatnich 5-10 lat. Jednym z artystów, który powinien mieć przynajmniej jeden swój materiał w tym zestawieniu, jest bez dwóch zdań Oddisee. W tym roku produktywny twórca wypuścił już dwie kolejne płyty – „Alwasta” i „The Odd Tape”.

    Przy panujących od dłuższego czasu uwarunkowaniach w branży muzycznej, niewielu niezależnych wykonawców zdobyło międzynarodowy rozgłos. W tym wąskim gronie znajduje się właśnie Oddisee. W tym momencie Amir Mohamed to człowiek-instytucja, a przy tym jeden z najbardziej zapracowanych artystów. Bez jego wkładu Mello Music Group nie stałaby się wiodącą wytwórnią hip hopową. Również pełno wykonawców wiele zawdzięcza raperowi i producentowi w jednym, który wydatnie pomógł w napędzeniu karier muzycznych nie tylko osób z rodzinnego okręgu DMV, ale także osób rozsianych na całym świecie. Niesłychane w tym wszystkim jest to, że lwia część muzyki Oddiseego powstaje w trakcie jego nieustannych tras koncertowych, czy to solowych, czy prowadzonych wspólnie z zespołem Good Compny. Wszystko to przełożyło się na powszechne uwielbienie ze strony zwykłych słuchaczy, jak i mediów, co w ogólnym rozrachunku udaje się teraz jedynie nielicznym.

    Postronne osoby pewnie zastanawiają się, jakim sposobem niepozorny artysta w przeciągu niecałej dekady osiągnął tak wiele, przebijając zdecydowaną część niezależnej strony rapu. Odpowiedzi na powyższe pytanie należy poszukiwać przede wszystkim w etosie pracy Oddiseego. Wychowanej starej szkoły rzemiosła hip hopowego skrupulatnie podchodził do każdego elementu kształtującego jego warsztat, skupiając się najpierw na pracy u podstaw Amerykański twórca po dłuższych przygotowaniach i okresie spędzonym w głębokim undergroundzie przeszedł do ofensywy, będąc od 2008 roku nieprzerwanie na wznoszącej fali. Od tego czasu zgromadził on pokaźną dyskografię, obejmującą instrumentalne i wokalne płyty, materiały nagrane w ramach formacji Diamond District i wydawnictwa wyprodukowane przez Amerykanina. Wystarczy wspomnieć tutaj o „Traveling Man”, „Rock Creek Park”, „People Hear What They See”, „The Beauty In All”, „The Good Fight” i „In The Ruff”, aby poznać i zrozumieć kunszt wszechstronnie uzdolnionego wykonawcy zamieszkałego obecnie na nowojorskim Brooklynie. W pierwszej połowie roku jego dyskografia powiększyła się o dwa tytuły – wokalne EP i instrumentalne LP. Pierwszy z nich – „Alwasta” – silnie nawiązuje do afrykańskich korzeni Oddiseego.

    Od czasu do czasu Mello Music Group robi ukłon w stronę fanów, przygotowując letnie i zimowe wyprzedaże płyt, czy też wypuszczając dany projekt bezpłatnie. Nie inaczej stało się w przypadku tegorocznej EP-ki Amira Mohameda. Motor napędowy MMG zresztą nie po raz pierwszy zdecydował się na wypuszczenie darmowego materiału (patrz: „Odd Renditions” i „Tangible Dream”), co pokazuje, że umiejętnie dba on relacje z mediami i słuchaczami. Na „Alwasta” Oddisee przypomniał wszystkim o charakterystycznym flow wykształconym już dawno temu. Zapadający w pamięć głos w połączeniu z wyszukanymi podkładami idealnie oddaje pełnię skali talentu wykonawcy. Oczywiście poparte to zostało pokładami pracy, bez których muzyka amerykańskiego twórcy nie wyróżniałaby się tak z szarej masy zalewającej od lat scenę hip hopową. Niemniej istotny fakt w twórczości Oddiseego odgrywa nadal autentyczność. Marcowa produkcja zwraca się w stronę sudańskich korzeni artysty. Zapracowany wykonawca wcielił się na EP-ce w rolę członka lokalnej społeczności, będącego nie tylko obserwatorem, lecz także czynnym uczestnikiem życia swojej najbliższej okolicy. Tematyka płyty dotyka przy tym także zagadnień związanych ze sprawami zachodzącymi na całej kuli ziemskiej. Powoduje to, że „Alwasta” nabiera dodatkowego smaku, co zdecydowanie wychodzi in plus w odbiorze projektu.

    Wydawnictwo dostępne do odsłuchu za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i innych serwisów streamingowych. Początkowo „Alwasta” ukazało się jedynie w postaci elektronicznej. Po czasie doczekaliśmy się premiery płyt kompaktowych i winylowych (w sklepach od 12 sierpnia). Materiał promuje singiel „Lifting Shadows”.

    Tracklista

    1. Asked About You
    2. No Reservations
    3. Strength & Weakness
    4. Wouldn’t Be Surprised
    5. Lifting Shadows
    6. Catching Vibes
    7. Slow Groove

    Krótko po wydaniu „Alwasta” muzyczny obywatel świata poinformował o premierze kolejnego wydawnictwa. Tym razem amerykański artysta zdecydował się na wypuszczenie instrumentalnego albumu. Informacje prasowe o „The Odd Tape” w oka mgnieniu rozbiegły się po świecie. Sympatycy twórczości Oddiseego od razu odnaleźli na tym projekcie nawiązanie do jego wcześniejszej serii „Odd Seasons”. Przedsięwzięcie zakończone w maju 2011 roku stało się pomostem do stworzenia przez twórcę zupełnie nowej produkcji. Kartą przetargową przedstawiciela Diamond District ponownie zostało umiejętne wykorzystanie instrumentali w celu przekazania historii o zwykłej codzienności towarzyszącej życiu każdego z nas. „The Odd Tape” można traktować w formie soundtracku na spokojne i leniwe popołudnie, muzykę towarzyszącą pracy twórczej czy też płytę traktowaną jako odrębną całość. Przecież nie ma nic przyjemniejszego, jak delektowanie się skrzętnie dobranymi dźwiękami przez Amira Mohameda. Poszczególne elementy stworzone przez niego przekładają się na pełnowartościowe instrumentalne nagrania, a nie jedynie schematyczne pętle lub fragmenty dłuższych utworów (coraz częściej występujący trend na scenie producenckiej). Właśnie takie nagrania zasługują na miano muzyki z duszą, której pełna interpretacja zależy od poszczególnego odbiorcy.

    Album opublikowano na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. W tym momencie projekt można nabyć w wersji elektronicznej i na płytach kompaktowych. Uruchomiono również przedsprzedaż winylowego wydania „The Odd Tape”. Produkcję promują cztery utwory – „Alarmed”, „No Sugar No Cream”, „Born Before Yesterday” oraz „Brea” (ścieżka udostępniona do darmowego pobrania na Bandcampie) . Do tego ostatniego nagrania powstał również videoclip. W dalszym ciągu produktywność idzie w parze z jakością wypuszczanej muzyki przez Oddiseego. Nic nie wskazuje na to, aby w następnych latach miał on obniżyć poziom prezentowany na swoich płytach.

    Tracklista

    1. Alarmed
    2. Right Side of the Bed
    3. No Sugar No Cream
    4. Live From The Drawing Board
    5. The Breakthrough
    6. On The Table
    7. Brea
    8. Born Before Yesterday
    9. Silver Lining
    10. Out At Night
    11. Long Way Home
    12. Still Sleeping

  • Ill Treats, Audessey i Oxygen przedstawiają Classic Material

    Ill Treats, Audessey i Oxygen przedstawiają Classic Material

    4–5 minut

    W 2016 roku można wyróżnić dziesiątki artystów utożsamiających się z neo boom-bapem. Jeżeli przyjrzymy się dokładnie międzynarodowej scenie hip hopowej, to dostrzeżemy, że nie wszyscy twórcy poszukują nowych form wyrazu. Odrzucając na bok mainstream, w którym klasyczna strona rapu nie istnieje, to okaże się, iż lista współczesnych twórców przypisanych do tego nurtu jest naprawdę długa. Oprócz licznych korzyści płynących z tego tytułu z przechowywaniem korzennego brzmienia hip hopowego na czele, pojawiają się również problemy. W środowisku nie brakuje, zresztą słusznych, zarzutów pod kierunkiem twórców, których nagrania brzmią w formie gorszych kopii utworów z lat 90.tych. W związku z powyższym warto sięgać po pełnowartościowe projekty neo boom-bapowe pokroju Classic Material. Ill Treats, Audessey i Oxygen stworzyli wspólnymi siłami kawał dobrej muzyki na „Classic Material”.

    Na przestrzeni ostatnich lat w undergroundzie dochodzi do częstej współpracy pomiędzy amerykańskimi a brytyjskimi artystami i wydawcami. Przede wszystkim można to zauważyć w sferze boom-bapu. Koronnym przykładem potwierdzającym powyższe słowa jest undergroundowa supergrupa Soundsci. Właśnie z tym zespołem są związani Audessey i Oxygen. Doświadczeni amerykańscy raperzy wraz z DJ-em Ollie Teebą, Jonnym Cubą i U George’em wydali szereg soczyści brzmiących płyt. Wystarczy tutaj wymienić „Formula 99”, „Soundsational” czy „Expo 2014” – każdy z tych projektów wypadł na co najmniej zadowalającym poziomie. Oprócz projektów tworzonych ze swoimi przyjaciółmi, Audessey wypuścił też solową siódemkę „Jack Jones”, a także opublikował serię materiałów wyprodukowanych przez A Cat Called Fritzem z „Beats Per Minute” na czele. Oxygen również może pochwalić się licznymi produkcjami spoza swojej formacji macierzystej. Do pokaźnego koszyka zawierającego single i dwunastki (niedawno ukazał się jego nowy singiel winylowy, „1-4-9” b/w „Droppin’ Bombs”), przy których współpracował raper, pojawia się także jego wspólne wydawnictwo z Edanem, „Days Before It Happened”.

    Przedstawiciele Soundsci współpracowali z wieloma różnymi producentami. Wśród nich znalazł się Ill Treats. Brytyjski beatmaker może nie jest specjalnie kojarzony na świecie, aczkolwiek przysłużył się on do powstania kilku projektów. Zdecydowanie na pierwsze miejsce wybija się wspólne wydawnictwo z Glad2Mechą, „Hello”. Jazz-hopowy album sprzed ponad 4 lat uznaje się w pewnych kręgach za współczesny klasyk. Oprócz tego Brytyjczyk nagrywał utwory z innymi artystami, a także dorzucił swoje trzy grosze do wydanego przez The Jazz Jousters „Locations: Cuba”. Ponadto współpracował on przy siódemce Dirty Treatsa i Praverba The Wyse’a, „Original” b/w „Everything Is Broken”. W tym kwartale Ill Treats ponownie pokazał się z dobrej strony, odpowiadając za warstwę muzyczną na „Classic Material”. Audessey i Oxygen na pewno docenili kunszt swojego przyjaciela.

    Proces nagrywania projektu rozpoczął się jeszcze w 2012 roku. Przez dłuższy czas trudno było przewidzieć, czy i kiedy wydawnictwo ujrzy światło dzienne. Artyści zaangażowani w istnienie formacji Classic Material skupili się na innych przedsięwzięciach (przede wszystkim chodziło tutaj o rozwój działalności Soundsci), przez co płyta przez ponad dwa lata pozostawała w zawieszeniu. W drugiej połowie ub.r. za pośrednictwem portali społecznościowych Ill Treats potwierdził to, że kolaboracja amerykańsko-brytyjska trafi do obiegu.

    Artyści zaangażowani w postanie LP, wspomagani przez resztę Soundsci i niezawodnego ilustratora Mr. Kruma, ostatecznie opublikowali materiał w połowie kwietnia. Słuchacze niezaznajomieni ze wcześniejszymi dokonaniami członków Classic Material mogą z dystansem podejść do tytułu tego wydawnictwa. W końcu popularne jest krytykowanie raperów po 40-stce stale nagrywających rap w korzennym wydaniu, przypinając im liczne etykiety z leśnymi dziadkami na czele. Jednak jak trafnie zauważa Ryan Proctor ze strony Old To The New (jeden z lepszych blogów o hip hopie w tej chwili), „Classic Material” należy traktować w formie odwołania do korzeni rapu, a także jako natychmiastowy klasyk. Po zapoznaniu się z zawartością longplaya trzeba przyznać, że brytyjski bloger celnie spuentował tę płytę. Audessey i Oxygen są raperami z krwi i kości, co podkreślają na każdym kroku. Pewne i umiejętnie podane zwrotki gładko korelują z beatami zaserwowanymi przez Ill Treatsa. Album wypada korzennie i przyjemnie jego słucha się, czego nie można powiedzieć o wszystkich produkcjach neo boom-bapowych. Co prawda artyści nie odkrywają na tym projekcie niczego nowego, ale przecież chodzi tutaj o styl i sposób podania muzyki. Na marginesie dodam, że przyjemnie posłuchać T-Love w „Cosmic B-Boy”, która nie zapomniała wcale, jak się nagrywa rap na dobrym poziomie.

    Projekt udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych platformach streamingowych. Wydawnictwo trafiło do obiegu w postaci cyfrowej i fizycznej. Płyty winylowe i kasety trafiły do sprzedaży dzięki współpracy Classic Material z niemieckim sklepem i oficyną wydawniczą HHV.DE (nakład wyprzedany). Do zapoznania się z całą zawartością „Classic Material” zachęcają poszczególne single – „On Some Other Shit”, „Mirror”, „Peep The Form” i tytułowe nagranie pochodzące z LP. Ill Treats, Audessey i Oxygen nagrali klasycznie brzmiącą płytę, którą można postawić za wzór wszystkim młodym adeptom korzennego rapu.

    4 lipca odbyła się premiera nowego albumu Soundsci, „Walk The Earth”. Recenzja tego wydawnictwa trafi na naszą stronę w drugiej połowie września.

    Aktualizacja: Ill Treats udostępnił na Bandcampie instrumentalną wersję „Classic Material”. Materiał dostępny do pobrania w formie „buy now – name your price”.

    Tracklista

    1. Classic Material
    2. Peep The Form feat. U-George & Ghettosocks
    3. Mirror feat. U-George
    4. On Some Other Shit
    5. Routine (saksofon: Dexter Tolson)
    6. By Design feat. Cadence (prod. Audessey)
    7. Kick’n Flavor feat. U-George
    8. Tune In
    9. Angles
    10. Have You Ever? (gitara: Ronnie Flores)
    11. Cosmic B-Boy feat. U-George & T-Love
    12. Classic Presents
    13. Classic Material (Jack Jones Remix)
  • Liście rozwijają się za sprawą Lulka i Magierskiego

    Liście rozwijają się za sprawą Lulka i Magierskiego

    3–5 minut

    Przez wszystkie lata ogólnoświatowa scena (około) hip hopowa ulegała ciągłym przeobrażeniom. Widać to nie tylko po zmieniających się trendach, sposobach publikacji i docierania do informacji o muzyce, ale także po sposobu odbierania płyt. Pomimo tego iż w dalszym ciągu część osób nie traktuje na poważnie wydawnictw instrumentalnych, to trzeba przyznać, że w ostatnich 5 latach notowania projektów przypisanych do tej kategorii znacząco zyskały na wartości. Jeszcze wcześniej media i słuchacze doceniali jedynie wybrane płyty instrumentalne a dzisiaj wypada na korzyść twórców z tego kręgu. Lista producentów i wydawców, którzy zyskali na tych zmianach jest długa i szeroka. Nawet niszowe materiały, niekiedy promowane głównie w obrębie jednego kraju, pod tym względem przedstawiają się okazale. Na potwierdzenie powyższych słów wystarczy przywołać wspólny album polskich beatmakerów – Lulka i Magierskiego – zatytułowany „Liście”.

    Wrocławscy artyści walnie przyczynili się do rozwoju kultury hip hopowej w kraju. Wiele osób powinno kojarzyć hasło Wrocław 71, który przewija się w środowisku rapowym już od kilkunastu lat. Właśnie stamtąd wywodzą się bohaterowie niniejszego artykułu. Łukasz Lulek i Tomasz Janiszewski są zasłużonymi postaciami w polskim środowisku hip hopowym, co nie powinno podlegać żadnej dyskusji. Polscy twórcy zapisali na swoich kontach pokaźną liczbę różnego rodzaju produkcji, które na przestrzeni blisko dwóch dekad trafiły na szereg wydawnictw.

    Pierwszy z nich nagrywa muzykę od końca lat 90.tych. W dotychczasowej działalności wrocławianin występował pod kilkoma pseudonimami (oprócz imienia i nazwiska jego nagrania podpisywano jako Lu i Lulek). Już w 2000 roku wraz z Magierskim wyprodukował kompilację „2071”, stanowiącą przegląd ówczesnej wrocławskiej sceny rapowej. Na początku tego stulecia wraz z Roszją współtworzył on kultowy w wybranych kręgach zespół Sfond Sqnksa. Jedyny album grupy – „Obawa Przed Potem” – kilka lat temu ukazał się po raz pierwszy na winylu. W dalszych latach Lulek rozwijał się muzycznie, czego efektem były następne płyty. Solowe „Night Moves” oraz wspólny projekt z Roszją, „Przez Ścianę”, są mile wspominane przez sympatyków niesztampowego polskiego rapu. Ponadto producent podejmował się współpracy z innymi wykonawcami, nie tylko hip hopowymi. Wśród nich warto wymienić Skalpel, Ostrego, kIRk, Vojto Monteurę, Variete, Kasta Squad, Tymona, Kut-O, Metro, Elektronez i White House.

    Współzałożycielem ostatniego projektu z powyższej listy jest akurat Magiera. Wraz z L.A. stworzyli oni doskonały duet. Wrocławscy twórcy w szybkim tempie stali się wiodącą grupą producencką w kraju. Seria wydanych przez nich kompilacji („Kodex 1-5” uzupełnione przez jeden suplement i podsumowanie trylogii) znalazła pełno odbiorców. Beatmakerzy nagrywali utwory z czołówką polskiej sceny hip hopowej, dodatkowo produkując również utwory na płytach szeregu wykonawców. W ostatnich latach wyprodukowali oni także składankę „Poeci” oraz płytę Pei, „Książe Aka. Slumilioner”. Nie można też zapominać o pozostałych dokonaniach Magierskiego. Jego dyskografia obejmuje choćby wspólny materiał z Tymonem i Małym72, „Oddycham Smogiem”. Magiera, podobnie jak Lulek, stale poszerza swoje muzyczne horyzonty. „Liście” stanowi doskonały dowód na sięganie przez tych producentów po nowe brzmienia i inspiracje.

    Płyta trafiła do obiegu w połowie kwietnia. Wrocławianie przy wydaniu tego materiału postawili na dobrze kojarzoną wytwórnię płytową Queen Size Records, która stanowi sprawdzoną i pewną markę w branży. Przy nagrywaniu projektu Magierski i Lulek zwrócili się w stronę kilku muzyków, szukając rozwiązań na bardziej organiczne i akustyczne brzmienie swoich nagrań. Za każdym razem tzw. żywe instrumenty nadają kolorytu utworom hip hopowym. Identycznie stało się w przypadku albumu Liści. Dzięki pracy włożonej przez gospodarzy materiału oraz ww. gości (Radek „Bond” Bednarz, Grzegorz Dąbrowski, Olgierd Dokalski i Mały72), odpowiadających za akustyczną stronę longplaya, „Liście” długimi momentami brzmi ponadprzeciętnie. Na ostateczny kształt albumu wpłynęła nie tylko obecność instrumentalistów. Magierski wraz z Lulkiem popisali się umiejętnym łączeniem klasycznej szkoły hip hopowej ze smukłą elektroniką. Selekcja sampli, przygotowanie zaplecza i więcej niż tylko poprawne poruszanie się pomiędzy różnymi klimatami muzycznymi powoduje, że mamy do czynienia z pełnokrwistym instrumentalnym albumem. Oczywiście, nad pewnymi nagraniami można było bardziej popracować (kłania się tutaj „Yearning” i „Kick”), aczkolwiek nie można tutaj mówić o wybieraniu dróg na skróty przez polskich artystów i dostarczania niedopracowanego produktu. W końcu sztuką jest stworzenie płyty rozpościerającej się od korzennego hip hopu po brzmienia orientalne, która stanowi więcej niż zwykły beat tape. Należy też podkreślić fakt, że muzyczna ewolucja wrocławian jest ze wszech miar godna podziwu, co wystawia im bardzo dobre świadectwo.

    „Liście” udostępniono do odsłuchu na Bandcampie i Soundcloudzie. Wydawnictwo ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe). Praktycznie cały nakład winyli już wyprzedano; ostatnie sztuki albumu dostępne do nabycia w wybranych sklepach muzycznych. Wydawnictwo promują dwa zamykające projekt utwory – „Kick” i „On The Trail”. Lulek i Magierski odpowiadają za wydanie udanego materiału, który spokojnie poradziłby sobie również zagranicą. Jedna z lepszych instrumentalnych tegorocznych płyt.

    Tracklista

    1. Płanetnik
    2. In The Woods (bas: Radek „Bond” Bednarz)
    3. Immersion (trąbka: Olgierd Dokalski; flet i cytra: Grzegorz Dąbrowski)
    4. Collapse
    5. The Womb
    6. Yearning
    7. Blooming (Dla Syna) (gitara: Mały72)
    8. Kick (skrzypce: Grzegorz Dąbrowski)
    9. On The Trail (flet i skrzypce: Grzegorz Dąbrowski)
  • Solowa płyta Huberta Tasa – Roots

    Solowa płyta Huberta Tasa – Roots

    3–5 minut

    Słowo „niezależny” pada dosyć często w życiu codziennym. Na naszym serwisie termin ten jest dosłownie odmieniany przez przypadki i praktycznie non stop pojawia się przy okazji artykułów. Czy zastanawialiście się na ile używanie tego określenia jest jednak słuszne i w pełni adekwatne do poszczególnych artystów i wydawców? W dzisiejszym świecie tak po prawdzie trudno znaleźć w pełni niezależnych twórców i labele nie powiązane w żaden sposób z szeregiem osób i podmiotów działających w branży muzycznej. Wszelkie kwestie dotyczące wydania płyty, dystrybucji, (e)-marketingu i pochodnych przechodzą najczęściej przez szereg osób. W związku z tym rzadko mamy do czynienia z wykonawcami, którzy nie przejmują się koniecznością współpracy z innymi i nawet kosztem mniejszego zasięgu danego projektu, wydają jego własnym sumptem. W grudniu ub.r. na ten zabieg zdecydował się Hubert Tas, wypuszczając solowe LP „Roots”.

    W ostatnich latach zostało zauważonych w kraju kilku utalentowanych producentów. W tym gronie znalazł się duet DJ Czarny & Tas. Wykonawcy związani z Poznaniem zaserwowali odbiorcom sporą dawkę instrumentalnego hip hopu i elektroniki w dobrym wydaniu. Większość osób kojarzy tych twórców przez charakterystyczny singiel „Passion, music, hip​-​hop”, który jednocześnie był tytułowym nagraniem pochodzącym z pierwszego albumu Polaków. Wydawnictwo pochodzące z maja 2013 roku wypadło więcej niż poprawnie. Gospodarze płyty zaprezentowali porządną formą zarówno jeżeli chodzi o stricte instrumentalne nagrania, jak i te powstałe przy kooperacji z wokalistami (Muneshine, Melodiq, Raashan Ahmad, Kohndo, Prof).

    Po dwóch latach DJ Czarny & Tas zdecydowali się na wydanie drugiego longplaya, „Time To Build”. Wydawnictwo promowane m.in. tytułowym utworem z udziałem Ozaya Moore’a przedstawiło bardziej eksperymentalne brzmienie artystów w porównaniu do „Passion, music, hip​-​hop”., sięgające po klimaty soulu i nawet drum’n’bass. Po tym materiale twórcy skupili się na innych przedsięwzięciach. DJ Czarny po przerwie wydał w ub.r. pod pseudonimem Voitek Noir płytę „Into The Wild”. Natomiast Hubert Tas dzielił swój czas pomiędzy kilkoma projektami (Beatbattle.poznan, Proporcja.com, Republika Rytmu). Szczególnie pierwsza z tych inicjatyw zdobyła sporą popularność w kraju. Pomiędzy tym Tas stale nagrywał muzykę. Po dłuższych przygotowaniach wreszcie zebrał wszystkie utwory na pierwsze solowe LP. „Roots” stanowi pod kilkoma względami powrót tego artysty do korzeni.

    W dzisiejszych czasach niezwykle rzadko zdarza się, aby płyta wychodziła bez większych zapowiedzi i/lub jakichkolwiek działań promocyjnych (wydawnictwa wypuszczane w formie niespodzianek egzystują jedynie w mainstreamie). Jednak zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Hubert Tas nie zważając na nic zdecydował się na wydanie projektu skromnie – bez kampanii promocyjnej, bez nakręcania koniunktury, bez zbędnego poklasku. Polski artysta celowo postawił na tę formę opublikowania „Roots”. Wykonawca zadedykował premierowy solowy album swoim najbliższym, znajomym, wiernym słuchaczom i wszystkim pozostałym ceniącym sobie wartościową muzykę. Jak się okazało, wcale Tas nie wyszedł na tej metodzie wydania longplaya najgorzej.

    „Roots” pojawiło się w obiegu przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia. Wymowny tytuł wydawnictwa odpowiada nie tylko powrotowi polskiego twórcy do swoich muzycznych korzeni. W ten sposób Hubert Tas sięgnął do dawnych inspiracji i wytycznych, jakimi kierował się przy produkcji nagrań, odnajdując przy tym nieskrywaną przyjemność i radość z pracy twórczej. Materiał zawarty na albumie zdecydowanie powinien spodobać się sympatykom klasycznego hip hopu. Korzennie brzmiące podkłady przygotowano tutaj ze smakiem, co stanowi niezaprzeczalny atut „Roots”. Dodatkowo poszczególne ścieżki nabrały większego wyrazu dzięki urozmaiceniu o tzw. żywe instrumenty i wokale, za które odpowiadają Domek i mabanua („Close To Dawn” wypada naprawdę okazale dzięki jego obecności). Na wydawnictwie znalazło się także miejsce dla Mr. Krime’a, DJ’a Eazy’ego i Maxiskratcha (pojawił się on również na albumie Boory, „Soundogolism”). Część odbiór stwierdzi, że płyta Tasa nie stanowi interesującego projektu, ponieważ nie wprowadza niczego świeżego i zaskakującego. Jednak wszyscy ci, którzy poszukują starego-dobrego organicznego hip hopu podanego z wyczuciem, powinni docenić ten album.

    Wydawnictwo udostępniono do odsłuchu na Bandcampie. „Roots” ukazało się w formacie elektronicznym (do nabycia za pośrednictwem BC) oraz fizycznym (nakład płyt kompaktowych już wyczerpany). Album promuje szereg singli – od „Far Away”, przez „Searching”, „Love Of My Life” i „Close To Dawn”, aż skończywszy na „Flowers”. W sieci pojawiło się sporo teledysków dołączonych do utworów z tego LP. W odróżnieniu od DJ-a Czarnego Hubert Tas na solowym projekcie poszedł w korzennym kierunku, co w jego przypadku wyszło na zadowalającym poziomie. Co ważne, obaj ww. artyści zaprezentowali kawał dobrej muzyki na swoich solowych płytach, co stawia ich w korzystnym świetle.

    Tracklista

    1. Roots feat. Michał Śliwiński & Jerzy Fryderyk Wojciechowski
    2. Respect
    3. Searching feat. Mr Krime
    4. Ain’t Got Time To Waste
    5. People feat. Jacek Pohl & Michał Wojtczuk
    6. Love Of My Life
    7. A Little Bit Of Jazz feat. Maxiskratch
    8. Close To Dawn feat. mabanua, DJ Eazy & Jerzy Fryderyk Wojciechowski
    9. 15
    10. Far Away
    11. Vibes feat. Domek
    12. The Four Elements feat. Domek
    13. Flowers (Nujabes tribute) [Bonus track]
Translate »