Tag: bandcamp

  • Onra z trzecią częścią Chinoiseries

    Onra z trzecią częścią Chinoiseries

    4–6 minut

    W pierwszych miesiącach roku ukazało się pełno mniej i bardziej zaskakujących wydawnictw. Oczywiście, spoglądając na półkę hip hopową, kolejny raz przyćmił wszystkich Kendrick Lamar, wypuszczając głośne „DAMN”. W dalszym ciągu media na całym świecie dokonują głębokich analiz tego albumu, wynosząc artystę z Compton pod niebiosa. W zgoła odmiennym położeniu znalazł się Joey Bada$$. W kwietniu ukazał się jego nowy projekt, „All-Amerikkkan Bada$$”, przynosząc mu huśtawkę nastrojów. Produkcję odebrano pochlebnie (ogół recenzentów wystawia wysokie noty płycie), co zupełnie nie przełożyło się na sprzedaż materiału. Jak natomiast przedstawia się sytuacja w kręgach niezależnego hip hopu? Ano odnotowaliśmy sporo ważnych premier płytowych. Oddisee, Your Old Droog, Roc Marciano, El Michels Affair, Homeboy Sandman, Damu The Fudgemunk, Kid Koala, J Scienide, Jonwayne, Onra i wielu innych opublikowało nowe produkcje. Każdy z tych wykonawców zagości na łamach naszej strony, a wydawnictwa powyższych twórców rozpocznę od „Chinoiseries pt​.​3” Onry.

    Od ponad 5 lat podkreślam jakość muzyki napływającej od beatmakerów z rozmaitych zakątków świata. Rozkładając na czynniki pierwsze każdą krajową scenę producencką, przed szereg wysuwają się Niemcy i Japończycy. Nieco w tyle pozostają Francuzi, co wcale nie oznacza, iż nad Sekwaną i Loarą nie mają kim poszczyć się w tej niszy muzycznej. Wręcz przeciwnie, w końcu od dekady jednym z przednich produktów eksportowych Francji pozostaje Onra. Paryski producent o oryginalnych korzeniach (urodzony w Niemczech, ojciec pochodzenia wietnamskiego, a matka związana z Wybrzeżem Kości Słoniowej) słusznie jest zaliczany w poczet niesztampowych i stale rozwijających swój warsztat wykonawców. Wystarczy tylko prześledzić dotychczasową karierę muzyczną Onry, aby dobitnie przekonać się o jego wielkości.

    W latach 2006-2016 producent wypuścił ponad tuzin projektów. Paryżanin potrafi umiejętnie łączyć nagrania solowe ze współpracą z innymi artystami. W pierwszej szufladzie znajdziemy „1.0.8”, „Long Distance”, czy też „Deep In The Night„, pomiędzy trafi producenckie „Fundamentals„, zaś po drugiej stronie barykady postawimy kolaboracje Onry z Quetzalem (na czele z „Tribute”) i Buddym Sativą w ramach działalności kolektywu Yatha Bhuta Jazz Combo. Niemal każdy materiał przynosił inne spojrzenie beatmakera na muzykę, potrafiącego czerpać inspiracje z zupełnie odmiennych światów. W jego dyskografii prawdziwą wisienką na torcie jest bez wątpienia zapoczątkowana w 2007 roku seria „Chinoiseries”. Instrumentalne albumy (druga część ukazała się w 2011 roku) oparte wyłącznie na samplach pochodzących z azjatyckich płyt (przeważnie chińskich, aczkolwiek trafiały się również wietnamskie i tajskie nagrania) oczarowały niejednego odbiorcę. Po dekadzie prac nad tym projektem Onra przygotował trzecią odsłonę trylogii, będącą przy okazji godnym zwieńczeniem jego azjatyckich kronik muzycznych.

    Od premiery projektu minęły blisko dwa miesiące. Przez ten okres płyta dotarła do słuchaczy z wielu krajów, chociaż trzeba przyznać, że jej odbiór aż tak rewelacyjnie nie wygląda. Pomijając umiarkowaną obecność „Chinoiseries pt​.​3” na stronach muzycznych (temat na zupełnie inną opowieść), to wygląda na to, że zabrakło właściwego wydania płyty od strony marketingowej. We współczesnej branży fonograficznej nie zawsze wystarczy seria singli i opieranie kampanii promocyjnej na samym nazwisku artysty. Poniekąd takie postępowanie All City Records może dziwić, aczkolwiek trudno było oczekiwać radykalnych działań. W końcu po płytę i tak sięgnęła grupa docelowa Onry, złożona z sympatyków jego twórczości i fanów muzyki instrumentalnej.

    Jak natomiast przedstawia się zawartość „Chinoiseries pt​.​3”? Zgodnie z przyjętą wcześniej formułą, album względem swoich poprzedników zawiera 32 instrumentalne ścieżki skrzętnie połączone w jedną całość. Ponownie dominują krótkie nagrania, trwające ok. 2 minut, co stanowi niewątpliwą zaletę, jak i wadę projektu. Owszem, należy rozumieć nastawienie Onry do tworzenia niedługich utworów, dzięki czemu potrafi on zatrzymać słuchaczy na dłużej (wyrywkowe słuchanie i pomijanie poszczególnych nagrań, to istna zmora muzyki XXI wieku). Francuski twórca posiada także rzadką umiejętność gładkiego przechodzenia do następujących po sobie kompozycji, stawiając przede wszystkim na różnorodność i niesłychany klimat pełnego albumu. Jednak należy pamiętać o tym, że przy utworach pokroju „Loyalty”, „Fake Porcelain”, „Voices In My Head”, „Memories From 1968”, „The Spirit Blossoms All Over the Land” czy „Betrayal” aż prosi się o rozszerzenie ścieżek. W porównaniu do poprzednich części, na „Chinoiseries pt​.​3” można zaobserwować większą dbałość Onry o wysublimowane i skrzętnie wplecione sample. Producent nie ukrywa tego, iż przy ostatniej części przedsięwzięcia spędził więcej czasu na crate diggingu. Z uprzednio przygotowanych starych azjatyckich płyt wyciągnął on prawdziwą muzykę z duszą, tworząc tym samym miejscami upajającym pięknem album. Obcując z tą muzyką słychać, jak różni się muzyczna estetyka z Azji Południowo-Wschodniej od europejskiej czy amerykańskiej.

    „Chinoiseries pt​.​3” udostępniono do odsłuchu na wszystkich możliwych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, Bandcamp, itd.). Ostatnia część trylogii Onry trafiła do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej. All City Records dopięło wszelkich starań do godnego wydania albumu – projekt można nabyć na kasetach, płytach kompaktowych (digipack) i winylowych. Ponadto przez pewien okres w sprzedaży znajdowała się specjalna edycja 3 odsłon „Chinoiseries” (nakład wyczerpano). Wiosenny materiał promuje szereg singli – do sieci trafiło łącznie 7 nagrań promujących produkcję. Onra w udany sposób zakończył reminiscencyjne podróże do Azji, spinając klamrą dekadę nagrań przesiąkniętych orientalnym klimatem.

    Aktualizacja: W drugiej połowie maja ukazał się teledysk promocyjny „Chinoiseries pt.3”. Przyciągający uwagę videoclip powstał do utworu „The Storm”.

    Tracklista

    1. The Final Chapter
    2. Loyalty
    3. Autumn Moon Shining Over the Calm Lake
    4. Reminds Me Of…
    5. Will I See You Again
    6. Hold My Hand
    7. The Storm
    8. Fake Porcelain
    9. Moonlit Street
    10. Like the Seasons
    11. Lin Shao Ding
    12. Tea Vender On the Street
    13. Behind the Curtain
    14. Voices In My Head
    15. Keep Your Head Up
    16. Waterlily
    17. Memories From 1968
    18. Thank You Very Much
    19. Last Cup of Wine
    20. Zoodiac
    21. Against the Wall
    22. Trip To Yunnan
    23. New Year’s In Guang Zhou
    24. A Distant Dream
    25. Incantation
    26. Pearl Song
    27. The Spirit Blossoms All Over the Land
    28. Legacy
    29. Betrayal
    30. Persons on the Blacklist
    31. They Got Breaks Pt.3
    32. Bye Bye
  • Mc Shinobi przedstawia debiutancką płytę

    Mc Shinobi przedstawia debiutancką płytę

    3–5 minut

    Boom-bap. Słowo-klucz dla tysięcy osób związanych z hip hopem, zarówno bezpośrednich twórców, jak i zwykłych odbiorców tej kultury. W dawnych czasach artyści boom-bapowi należeli do ścisłej czołówki mainstreamu, nadając ton poszczególnym etapom rozwoju rapu. Po wielu przeobrażeniach w tej chwili w kulturze masowej nie pojawiają się współcześni artyści z tego kręgu. Z drugiej strony, w niezależnym kręgu hip hopowym twórcy przywiązani do starej stylistyki rapowej mają się całkiem dobrze, aczkolwiek wielu przedstawicieli mediów i słuchaczy nie chce ich zauważyć. Wychodzenie z założenia, że wszystko to, co najlepsze z tego nurtu wychodziło w latach 90.tych, jest krzywdzące dla dzisiejszych twórców. Jak choćby pokazuje przykład Mc Shinobiego, neo boom-bap wypada naprawdę okazale. Premierowa płyta rapera z amerykańskiego Phoenix, „Mc Shinobi”, dobitnie o tym przekonuje.

    Amerykańska Arizona nie przywodzi zbyt wielu skojarzeń z kulturą hip hopową. Oprócz singla Public Enemy, „Going Back to Arizona”, przeciętny zjadacz rapu wzruszy jedynie ramionami na nazwę tego stanu. Kilku współczesnych artystów usilnie pracuje nad tym, aby zmienić postrzeganie Phoenix i okolicy w branży hip hopowej. Mc Shinobi należy do czołówki dzisiejszych raperów wywodzących się z tej części Stanów Zjednoczonych (tak na marginesie, to należy pamiętać także o Glad2Mechy). Dzięki charakterystycznemu flow i odpowiedniemu nastawieniu do tworzenia muzyki powoli zwracał na siebie uwagę kolejnych sympatyków boom-bapu.

    W początkowym okresie działalności Emcee inspirowany kulturą japońską (jego pseudonim został zapożyczony z filmu „Shinobi” z 2005 roku) i kultowymi czasami przypadającymi na gry SNES ograniczał się do wypuszczania luźnych singli na Soundcloudzie. Przy okazji artysta na każdym kroku podkreślał przywiązanie do korzeni hip hopowych, co natychmiastowo znalazło odzwierciedlenie w jego twórczości. Po nabraniu pierwszych szlifów, poznaniu mechanizmów występujących w dzisiejszej branży muzycznej i zebraniu właściwych współpracowników, Mc Shinobi postanowił opublikować debiutancką płytę. Co ciekawe, premiery „Mc Shinobi” wypatrywało całkiem sporo odbiorców boom-bapu.

    Przymiarki pod wydanie debiutanckiej płyty mieszkaniec Arizony poczynił ponad rok temu. W związku z tym, że Mc Shinobi osobiście nadzorował nad wszystkimi kwestiami związanymi z opublikowaniem albumu, to przez kilka miesięcy trudno było przewidzieć konkretną datę premiery materiału. Po dopięciu wszystkich spraw stanęło na tym, że „Mc Shinobi” trafi do obiegu w styczniu tego roku. Po udostępnieniu singli – „Just Like That” i „Terror” – oraz promomiksu albumu jedno było pewne – osobliwy styl amerykańskiego rapera niesłychanie wyróżnia jego spośród innych współczesnych twórców boom-bapowych. Wszystkie te przewidywania potwierdziły się po zapoznaniu się z zawartością jego całego longplaya. Przez to trudno jego porównywać do pozostałych solistów i grup z tego kręgu, gdyż znacznie różni się od Epidemic, Da Shogunz, Split Prophets czy The Doppelgangaz. Agresywne flow kontrastujące z jego image’em (wyglądem przypomina on bardziej grzecznego syna sąsiada, przynoszącego zakupy wszystkim dziadkom z okolicy, aniżeli gniewnego Emceego) i soczyste podkłady autorstwa mniej znanych producentów (najbardziej znanym z nich jest Mpadrums) okazały się iście wybuchową mieszanką. Mc Shinobi przykłada się również do warstwy lirycznej, co wystawia mu jeszcze lepsze świadectwo. Wystarczy tylko zapoznać się z „Just Like That”, „Back To The Old School” i przede wszystkim „When All Hope Is Lost” kapitalnie podkreślają atuty gospodarza płyty. Owszem, przez odmienny warsztat Mc Shinobi nie trafi do szerszego grona odbiorców (nawet w undergroundzie), aczkolwiek w niczym to jemu nie przeszkadza i nawet stanowi jego przewagę nad innymi twórcami. W końcu często specyficzni artyści posiadają najwierniejszych fanów.

    Album można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezer i stron pokrewnych. „Mc Shinobi” dostępne w sprzedaży zarówno w postaci cyfrowej, jak i fizycznej. Płyty kompaktowe i winylowe, a także kasety do nabycia bezpośrednio w sklepie Mc Shinobiego lub na Underground Hip Hop. Głównymi singlami promującymi LP wybrano „Just Like That” i „Terror”. Do obu tych nagrań nakręcono przy tym teledyski („Just Like That” w wersji Mpadrumsa). Boom-bapowy raper nagrał naprawdę wyrównany i tłusto brzmiący album, który doceniono w wybranych kręgach hip hopowych. Przy dalszym rozwoju Mc Shinobi może jeszcze więcej osiągnąć, chociaż wątpię w to, że na kolejnych płytach zmieni on styl na bardziej przystępny dla ogółu słuchaczy. W końcu nie o to tutaj chodzi, tylko o dostarczenie rapu w konwencji rough, rugged and raw z autorskim pazurem.

    Mc Shinobi po wydaniu pierwszej płyty poszedł za ciosem. W lipcu raper ogłosił premierę drugiego albumu, „The Revenge Of Shinobi”, który powinien trafić do obiegu jeszcze w tym roku. Pojawiły się już m.in. dwa single zapowiadające ten projekt – „Any Day” oraz „Phoenix Rising”.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Destined (prod. iNSiDE-OUT MAN)
    3. Terror (prod. Soe95)
    4. Just Like That (The Dan Morze Remix)
    5. Kicking Facts (prod. Jimmer-Man)
    6. Back To The Old School feat. Sb Metrix (prod. Coat-b)
    7. Absolute Attention (prod. King P Pete)
    8. Feeble Attempts (prod. Monplacebo)
    9. When All Hope Is Lost (prod. Soe95)
    10. Just Like That (Mpadrums Remix)
    11. We Take Our Time (prod. Comcap)
  • Ill Treats, Audessey i Oxygen przedstawiają Classic Material

    Ill Treats, Audessey i Oxygen przedstawiają Classic Material

    4–5 minut

    W 2016 roku można wyróżnić dziesiątki artystów utożsamiających się z neo boom-bapem. Jeżeli przyjrzymy się dokładnie międzynarodowej scenie hip hopowej, to dostrzeżemy, że nie wszyscy twórcy poszukują nowych form wyrazu. Odrzucając na bok mainstream, w którym klasyczna strona rapu nie istnieje, to okaże się, iż lista współczesnych twórców przypisanych do tego nurtu jest naprawdę długa. Oprócz licznych korzyści płynących z tego tytułu z przechowywaniem korzennego brzmienia hip hopowego na czele, pojawiają się również problemy. W środowisku nie brakuje, zresztą słusznych, zarzutów pod kierunkiem twórców, których nagrania brzmią w formie gorszych kopii utworów z lat 90.tych. W związku z powyższym warto sięgać po pełnowartościowe projekty neo boom-bapowe pokroju Classic Material. Ill Treats, Audessey i Oxygen stworzyli wspólnymi siłami kawał dobrej muzyki na „Classic Material”.

    Na przestrzeni ostatnich lat w undergroundzie dochodzi do częstej współpracy pomiędzy amerykańskimi a brytyjskimi artystami i wydawcami. Przede wszystkim można to zauważyć w sferze boom-bapu. Koronnym przykładem potwierdzającym powyższe słowa jest undergroundowa supergrupa Soundsci. Właśnie z tym zespołem są związani Audessey i Oxygen. Doświadczeni amerykańscy raperzy wraz z DJ-em Ollie Teebą, Jonnym Cubą i U George’em wydali szereg soczyści brzmiących płyt. Wystarczy tutaj wymienić „Formula 99”, „Soundsational” czy „Expo 2014” – każdy z tych projektów wypadł na co najmniej zadowalającym poziomie. Oprócz projektów tworzonych ze swoimi przyjaciółmi, Audessey wypuścił też solową siódemkę „Jack Jones”, a także opublikował serię materiałów wyprodukowanych przez A Cat Called Fritzem z „Beats Per Minute” na czele. Oxygen również może pochwalić się licznymi produkcjami spoza swojej formacji macierzystej. Do pokaźnego koszyka zawierającego single i dwunastki (niedawno ukazał się jego nowy singiel winylowy, „1-4-9” b/w „Droppin’ Bombs”), przy których współpracował raper, pojawia się także jego wspólne wydawnictwo z Edanem, „Days Before It Happened”.

    Przedstawiciele Soundsci współpracowali z wieloma różnymi producentami. Wśród nich znalazł się Ill Treats. Brytyjski beatmaker może nie jest specjalnie kojarzony na świecie, aczkolwiek przysłużył się on do powstania kilku projektów. Zdecydowanie na pierwsze miejsce wybija się wspólne wydawnictwo z Glad2Mechą, „Hello”. Jazz-hopowy album sprzed ponad 4 lat uznaje się w pewnych kręgach za współczesny klasyk. Oprócz tego Brytyjczyk nagrywał utwory z innymi artystami, a także dorzucił swoje trzy grosze do wydanego przez The Jazz Jousters „Locations: Cuba”. Ponadto współpracował on przy siódemce Dirty Treatsa i Praverba The Wyse’a, „Original” b/w „Everything Is Broken”. W tym kwartale Ill Treats ponownie pokazał się z dobrej strony, odpowiadając za warstwę muzyczną na „Classic Material”. Audessey i Oxygen na pewno docenili kunszt swojego przyjaciela.

    Proces nagrywania projektu rozpoczął się jeszcze w 2012 roku. Przez dłuższy czas trudno było przewidzieć, czy i kiedy wydawnictwo ujrzy światło dzienne. Artyści zaangażowani w istnienie formacji Classic Material skupili się na innych przedsięwzięciach (przede wszystkim chodziło tutaj o rozwój działalności Soundsci), przez co płyta przez ponad dwa lata pozostawała w zawieszeniu. W drugiej połowie ub.r. za pośrednictwem portali społecznościowych Ill Treats potwierdził to, że kolaboracja amerykańsko-brytyjska trafi do obiegu.

    Artyści zaangażowani w postanie LP, wspomagani przez resztę Soundsci i niezawodnego ilustratora Mr. Kruma, ostatecznie opublikowali materiał w połowie kwietnia. Słuchacze niezaznajomieni ze wcześniejszymi dokonaniami członków Classic Material mogą z dystansem podejść do tytułu tego wydawnictwa. W końcu popularne jest krytykowanie raperów po 40-stce stale nagrywających rap w korzennym wydaniu, przypinając im liczne etykiety z leśnymi dziadkami na czele. Jednak jak trafnie zauważa Ryan Proctor ze strony Old To The New (jeden z lepszych blogów o hip hopie w tej chwili), „Classic Material” należy traktować w formie odwołania do korzeni rapu, a także jako natychmiastowy klasyk. Po zapoznaniu się z zawartością longplaya trzeba przyznać, że brytyjski bloger celnie spuentował tę płytę. Audessey i Oxygen są raperami z krwi i kości, co podkreślają na każdym kroku. Pewne i umiejętnie podane zwrotki gładko korelują z beatami zaserwowanymi przez Ill Treatsa. Album wypada korzennie i przyjemnie jego słucha się, czego nie można powiedzieć o wszystkich produkcjach neo boom-bapowych. Co prawda artyści nie odkrywają na tym projekcie niczego nowego, ale przecież chodzi tutaj o styl i sposób podania muzyki. Na marginesie dodam, że przyjemnie posłuchać T-Love w „Cosmic B-Boy”, która nie zapomniała wcale, jak się nagrywa rap na dobrym poziomie.

    Projekt udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych platformach streamingowych. Wydawnictwo trafiło do obiegu w postaci cyfrowej i fizycznej. Płyty winylowe i kasety trafiły do sprzedaży dzięki współpracy Classic Material z niemieckim sklepem i oficyną wydawniczą HHV.DE (nakład wyprzedany). Do zapoznania się z całą zawartością „Classic Material” zachęcają poszczególne single – „On Some Other Shit”, „Mirror”, „Peep The Form” i tytułowe nagranie pochodzące z LP. Ill Treats, Audessey i Oxygen nagrali klasycznie brzmiącą płytę, którą można postawić za wzór wszystkim młodym adeptom korzennego rapu.

    4 lipca odbyła się premiera nowego albumu Soundsci, „Walk The Earth”. Recenzja tego wydawnictwa trafi na naszą stronę w drugiej połowie września.

    Aktualizacja: Ill Treats udostępnił na Bandcampie instrumentalną wersję „Classic Material”. Materiał dostępny do pobrania w formie „buy now – name your price”.

    Tracklista

    1. Classic Material
    2. Peep The Form feat. U-George & Ghettosocks
    3. Mirror feat. U-George
    4. On Some Other Shit
    5. Routine (saksofon: Dexter Tolson)
    6. By Design feat. Cadence (prod. Audessey)
    7. Kick’n Flavor feat. U-George
    8. Tune In
    9. Angles
    10. Have You Ever? (gitara: Ronnie Flores)
    11. Cosmic B-Boy feat. U-George & T-Love
    12. Classic Presents
    13. Classic Material (Jack Jones Remix)
  • Życie i udręki, czyli solowy album A Cat Called Fritza

    Życie i udręki, czyli solowy album A Cat Called Fritza

    3–4 minut

    Po świetnie przyjętym albumie „Beats Per Minute” nagranym wspólnie z członkiem Soundsci – Audesseyem – paryski producent A Cat Called Fritz postanowił dostarczyć słuchaczom swój debiutancki solowy longplay „Tribulations And Life Of”. Zanim jednak przejdziemy do głównego tematu warto szerzej przybliżyć sylwetkę francuskiego beatmakera i przypatrzeć się drodze, którą kroczył kot Fritz.

    Pierwsza poważna styczność tego wykonawcy z francuskim rynku muzycznym przypadła na wypuszczenie w 2009 roku 7-calowego singla winylowego „On & On”. Wydawnictwo choć krótkie (zamieszczono trzy utwory) ukazało namiastkę stylu produkcji A Cat Called Fritza. Ciepłe, głębokie brzmienie podrasowane soulowym klimatem. Za promocję materiału odpowiedzialna była wówczas niezależna oficyna Coffe Break Records, która jeszcze w tym samym roku postanawia iść za ciosem i wspólnie z muzykiem wydają kolejną siódemkę – „Slow Down”. Koncepcja podobnie oparta na trzech utworach utrzymanych w klimacie pierwszego wosku, co niejako stanowi kontynuację kociego stylu.

    Kolejne projekty, o których nie sposób nie wspomnieć, to kolaboracja z członkiem SoundsciAudesseyem. Do współpracy obu panów doszło przy okazji pobytu beatmakera w USA. Rozpoczęło się singlami „By Design”, „The Hop” oraz „My Mic & Me: Dusty Remix”. Nagrania stały na tak wysokim poziomie, że wytwórnia Slice Of Spice skutecznie zachęciła duet do wydania EP-ki „Beats Per Minute”.

    A Cat Called Fritz, jak każdy szanujący się beatmaker, również nie stroni od remiksowania klasycznych już utworów rapowych. Francuz posiada w swoim dorobku wiele alternatywnych wersji, których jest autorem. Szczególnie jedna z nich cieszyła się swego czasu wyjątkowym zainteresowaniem. Mowa o remiksie utworu z repertuaru Bahamadii, „I Confess”, który w bardzo szybkim czasie zyskał przychylność wśród miłośników reworków.

    Oprócz tego lista remiksowanych przez francuza artystów była całkiem pokaźna. Wystarczy wspomnieć m.in. Beatnuts, Nasa, Little Brother czy Pete Rocka & C.L. Smootha. Większość ze wspomnianych nagrań trafiła na projekt „NOWADAYS Mixtape”, który ukazał się w tym roku. Dodatkowym uzupełnieniem tracklisty były ścieżki instrumentalne oraz kilka nowych, niepublikowanych wcześniej utworów (m.in. z gościnnymi występami Dyzberga, Audesseya oraz Fisto i DJ-a P). Całość można pobrać za darmo z Soundclouda i/lub nabyć w postaci elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe i kasety).

    Jeżeli krążymy wokół tematu mixtape’ów, to sprawą honorową jest wspomnienie o kolejnym wspólnym projekcie nagranym z Audesseyem. „The Metronome Mixtape” również udostępniony został do darmowego pobrania, co możecie zrobić dzięki uprzejmości ww. Slice Of Spice.

    Kot nazywany Fritzem jest również autorem jazzowego miksu „A Tape Called Mondayjazz Mix”. Zasadniczo jest to czysta kompilacja hip hopowa wzbogacona o takie aspekty, jak instrumentalne ścieżki, prezentująca zarówno utwory tych znanych jak i mniej rozpoznawalnych artystów.

    Na przełomie września i października trafił do obiegu najnowszy projekt artysty, „Tribulations And Life Of”. Przygotowywane miesiącami wydawnictwo w pełni oddaję kreatywność i pracowitość beatmakera. Album zawiera 12 nagrań (do wersji elektronicznej dołączono dwa bonusowe tracki), które swoimi osobami ubarwili międzynarodowi goście. Mamy tu zarówno Emcees pochodzących ze Stanów Zjednoczonych (Kokayi, Audessey, T-Love, Chaotik Stylz oraz RepLife), brytyjską wokalistkę Mirandę Perkins oraz francuskiego duetu Lemdi & Moax. Całość dopełniają trzy ścieżki instrumentalne.

    Na początku września ukazały się snippety poszczególnych utworów promujących album. Na pierwszy rzut ucha wybija się kooperacja z nieodłącznym kompanem A Cat Called Fritza, Audesseyem. Chemia pomiędzy raperem z Atlanty a francuskim producentem jest niesamowita i widać, że obaj panowie bez problemu odnajdują się na płaszczyźnie muzycznej. Zresztą nawet promomix ukazuje, jak wszechstronnym producentem jest A Cat Called Fritz. Bogate, melodyjne aranżacje uzupełnione tzw. żywymi partiami muzyków stanowią produkt syty, ale przy tym i lekkostrawny. Warto również nadmienić, iż wszystkie okładki oraz związane z fizycznymi wydaniami bonusy (pocztówki, wlepki) projektuje i wykonuje sam artysta.

    Album znajdziecie na Bandcampie. „Tribulations And Life Of” w wydaniu winylowym zostało wyprzedane w kilka tygodni. Doprawdy zachęcam i polecam zanurzyć się w atmosferę muzyki A Cat Called Fritza i bacznie obserwować kroki, które stawia krocząc ścieżkami kociej alei.

    Tracklista

    1. Tribulation & Life Of
    2. The Sun feat. RepLife
    3. The Moon
    4. Jungle Vibe
    5. Contact feat. Audessey
    6. Purpose feat. Chaotik Stylz
    7. Coast To Coast feat. Miranda Perkins & Ree-Call
    8. Fly Like I Do feat. Kokayi
    9. Get Down
    10. In & Out feat. T-Love
    11. My Life Is Like A Movie feat. ZigSixteen
    12. Herbe A Chat feat. Lemdi & Moax
    13. Love Goes (Bonus Track)
    14. Never The Same feat. JoBee (Bonus Track)
  • The Many Faces of UGeorge pierwszą płytą UGeorge’a

    The Many Faces of UGeorge pierwszą płytą UGeorge’a

    3–5 minut

    Wszelkie badania demograficzne dotyczące środowiska hip hopowego są szalenie wciągające. W końcu tylko w tym nurcie muzycznym tak często dyskutuje się o wieku zarówno artystów, jak i słuchaczy. Mnóstwo relacji zachodzących pomiędzy obiema grupami można dowolnie uszeregować. Wybór grupy docelowej przez wykonawców stanowi tak naprawdę sedno sprawy. W końcu każdy wykonawca powinien określić swoją grupę docelową i wraz z upływem lat dokumentować sukcesywny rozwój, a nie taplać się w stagnacji. W związku z powyższym wypada mocno docenić każdego współczesnego rapera starającego się tworzyć płyty dedykowane głównie swoim rówieśnikom, a nie tylko młodszemu pokoleniu. W ten krajobraz zgrabnie wpisuje się przedstawiciel Soundsci, UGeorge. W zeszłym miesiącu odbyła się premiera jego premierowego LP – „The Many Faces of UGeorge”.

    W undergroundzie można wyróżnić wielu doświadczonych raperów, nagrywających muzykę przeważnie z myślą o swoich rówieśnikach, aniżeli o przedstawicielach młodszego pokolenia. UGeorge stanowi doskonały przykład Emceego zorientowanego na rap, którego odbiorcami są starsi słuchacze. Artysta pochodzący z Wysp Dziewiczych pozostaje wierny zasadom Złotej Ery hip hopu. Jeżeli prześledzimy jego życiorys, to nie powinniśmy się specjalnie zdziwić powyższym założeniom George’a Moolenaara.

    Amerykański wykonawca wychowywał się w umuzykalnionej rodzinie. Jego rodzice byli muzykami i już w dzieciństwie ukształtowali jego w tym kierunku. UGeorge nauczył się gry na gitarze i perkusji, a przy tym brał lekcje śpiewu, co zaprocentowało w jego późniejszej działalności muzycznej. Raper dorastał w Nowym Jorku w czasach, gdy formowała się kultura hip hopowa. Przez następne lata poznał on na wylot rap, ale musiało minąć wiele lat zanim zdecydował się on na nagrywanie muzyki. Po spędzeniu dłuższego czasu na współpracy z innymi twórcami (The Hemisphere, Floyd The Locsmif, Tariq L., Stahhr, Scienz Of Life i pozostali należeli do partnerów muzycznych tego artysty), UGeorge stał się częścią międzynarodowej formacji Soundsci. Wraz z Oxygenem, Audesseyem, Ollie Teebą i Jonnym Cubą wydał kilka płyt, w tym „The Ultimate EP”, „Expo 2014”, „Formula 99” oraz „Soundsational”. Po serii wydawnictw zrealizowanych ze swoimi kompanami, Emcee poczynił kroku w stronę wypuszczenia solowego albumu. „The Many Faces of UGeorge” to skrupulatnie przygotowany projekt, który mógłby posłużyć za wzorzec młodym adeptom rapu.

    Premierę projektu wyznaczono na 9 listopada. Wydaniem materiału zajęła się wytwórnia płytowa założona przez Soundsci, World Expo Records. Przed opublikowaniem materiału Jonny Cuba przekonywał, że UGeorge nagrał najlepsze jak do tej pory wydawnictwo sygnowane przez tę formację. Początkowo można było traktować powyższą opinię z przymrużeniem oka, gdyż wcześniej międzynarodowa grupa wypuściła kilka grubych płyt. Jednak każdy niedowiarek wnet przekonał się, iż brytyjski producent doskonale wiedział, o czym mówi. „The Many Faces of UGeorge” to najbardziej dopracowana płyta, jaka wyszła dotąd od członków Soundsci. Projekt sprzed miesiąca automatycznie docenią miłośnicy korzennego rapu oraz osoby poszukujące dojrzałych materiałów hip hopowych. Trzeźwe spojrzenie na środowisko rapowe oraz codzienne sprawy widziane oczami 40-letniego Emceego przetaczają się przez cały album. UGeorge udowadnia na tym projekcie, że jest rasowym raperem. W „40 Year Old Rapper” (najważniejszy utwór na płycie), „I Ain’t Watchin’ You”, „Blowin’ Up”, „Thaddeus Speaks” czy „When We Were Young” (reminiscencyjne nagranie z właściwie podanym refrenem) gospodarz longplaya błyszczy najjaśniej. Wszystko to skrzętnie łączy z warstwą muzyczną albumu, za którą odpowiadają Ollie Teeba, Jonny Cuba, The ProcessMyke ForteFloyd the LocsmifAudessey. Płytę uzupełniają gościnne udziały członków Soundsci (Supastition od tego roku również należy do tej formacji), czyli wszystko zostało w rodzinie. „The Many Faces of UGeorge” podano z dbałością o szczegóły – poprawny mix i mastering płyty nadają dodatkowego połysku wydawnictwu. Wypada o tym pamiętać, ponieważ obecnie nawet w undergroundzie nie jest tak łatwo znaleźć wykonawców o podobnym etosie pracy i nastawieniu do rapu.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie. „The Many Faces of UGeorge” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe). Album promuje kilka singli – „Blowin’ Up”, „Conscious” oraz „Interview with a Vampire” (utwór spoza płyty, który ukazał się na tydzień przed premierą materiału). Do pierwszego z tych nagrań powstał również videoclip. UGeorge pokazuje, że nawet w zaawansowanym wieku można postarać się o wydanie klasowego debiutu na scenie hip hopowej.

    Tracklista

    1. 40 Year Old Rapper (prod. Myke Forte)
    2. I Ain’t Watchin’ You (prod. Floyd the Locsmif)
    3. Three the Hard Way feat. Oxygen & Audessey (prod. Ollie Teeba & Jonny Cuba)
    4. Mr Right Now (prod. The Process)
    5. Class In Session (prod. Ollie Teeba)
    6. Thaddeus Speaks (prod. Silent Someone)
    7. Generations feat. Supastition (prod. The Process)
    8. I Give In (prod. Myke Forte)
    9. Blowin’ Up feat. Oxygen & Audessey (prod. The Process)
    10. Tribute (prod. Ollie Teeba)
    11. When We Were Young feat. Oxygen & Audessey (prod. Jonny Cuba)
    12. Speechless (Bonus Track) [prod. Myke Forte]
    13. Conscious (Bonus Track) [prod. Audessey]
  • Metaliczny świat Def Dee na D-1000

    Metaliczny świat Def Dee na D-1000

    3–5 minut

    Każdego roku ukazuje się setki mniej lub bardziej zajmujących instrumentalnych projektów napływających z różnych zakątków świata. W miarę regularnie do głosu dochodzą nowi producenci, którzy starają się zwrócić uwagę na siebie mediów i przeciętnych słuchaczy. Problem tylko w tym, że spośród dziesiątek beatmakerów nader często wybijają się zupełnie przypadkowe osoby. Powoduje to, iż po drugiej stronie barykady stoją postaci pomijane przez ogół odbiorców. Z drugiej strony, wcale nie musi to oznaczać, że nikt ich nie docenia. Wręcz przeciwnie – przecież na scenie producenckiej bezproblemowo natkniemy się na artystów, którzy dotarli do pewnej niszy odbiorców i dobrze się w tym odnajdują. Def Dee z amerykańskiego Seattle to doskonały przykład na potwierdzenie tej tezy. W sierpniu ukazała się jego nowa płyta – „D-1000” – stanowiąca kolejny etap w jego karierze muzycznej.

    Artyści z Seattle raz po raz zadziwiają słuchaczy na całym świecie. Ze stolicą stanu Waszyngton jest związanych mnóstwo istotnych twórców, od Blue Scholars, przez Jake One’a i Macklemore’a, aż skończywszy na plejadzie mniej znanych wykonawców. W tej grupie umieścimy bohatera dzisiejszego artykułu. Oprócz tego Def Dee należy do licznej grupy producentów na dorobku, którzy przewijają się w undergroundzie od kilku lat, ale jeszcze nie wybili się na tyle, żeby można było stwierdzić, iż nadszedł ich czas.

    Twórca z Północno-Zachodniej strony Stanów Zjednoczonych prowadzi działalność na scenie hip hopowej od końca poprzedniej dekady. Jego pierwszym wydawnictwem, dzięki którym wybił się nieco na lokalnej scenie, była kolaboracyjna płyta z raperem La„Gravity”. Po pewnym czasie osobą Def Dee zainteresowało się wszystkim znane Mello Music Group. W latach 2011-13 beatmaker nagrywał właśnie dla tego labelu.

    W tym czasie wypuścił on przede wszystkim dwa materiały. W pierwszej kolejności ukazał się beat tape producenta, „Cheap Hate”. Projekt obejmujący blisko 30 utworów nawiązywał do starej szkoły rapu, co towarzyszy nagraniom beatmakera aż do dzisiaj. Drugie ważne wydawnictwo Def Dee – „33 and a Third” – pojawiło się w obiegu w połowie 2013 roku. Wydanie produkcji łączącej elementy kompilacji, zbioru remiksów i płyty producenckiej, poprzedziła EP-ka nagrana wraz z raperem Zarem, „Zulu Delta”.

    Po okresie spędzonym w Mello Music Group, mieszkaniec Seattle rozpoczął współpracę z inną dobrze kojarzoną oficyną wydawniczą – Redefinition Records. Nakładem REDEF ukazała się w drugiej połowie ub.r. płyta „Deja Vu”. Dzięki temu wydawnictwu Def Dee zyskał sporo przychylnych opinii ze strony sympatyków korzennego rapu. Wydane pod koniec sierpnia „D-1000”, to kontynuacja kooperacji beatmakera z labelem Damu The Fudgemunka i Johna Notarfrancesco.

    Przy okazji premiery „Deja Vu” Redefinition Records podawało, że to jednorazowa współpraca z producentem z Seattle. Jednak plany te zweryfikowano i zdecydowano się zatrzymać beatmakera na dłużej. REDEF rozpoczęło przygotowania do wydania tej płyty na kilka miesięcy przed jej premierą. Dłuższy okres prac nad tym wydawnictw wziął się z prozaicznej przyczyny – priorytetem było wypuszczenie materiału na płytach winylowych, na wytłoczenie których trzeba obecnie czekać w USA około 14 tygodni (sic!). W końcu, pod koniec ubiegłego lata „D-1000” trafiło do obiegu. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to tytuł nawiązujący do słynnego „Terminatora”. Na tym nie kończą się skojarzenia z sagą zapoczątkowaną ponad 3 dekady temu przez Jamesa Camerona. Def Dee postanowił nadać swojemu najnowszemu wydawnictwu odrobinę inny posmak w porównaniu do poprzednich nagrań. Beatmaker inspirował się ścieżką dźwiękową do pierwszych dwóch części „Terminatora”, co znalazło odzwierciedlenie w klimacie całej produkcji. Metaliczne brzmienie przetacza się przez całą płytę – część utworów („Tech-Com”, „The Merc”, „Sarah’s Jam ‘84”, „Mimetic Poly-Alloy”, „D-1000”), to istne hymny poświęcone Arnoldowi Schwarzeneggerowi i Bradowi Friedelowi, twórcy ścieżki dźwiękowej do „Terminatora” z 1984 roku. W pozostałych nagraniach Def Dee serwuje bardziej stonowane beaty, rozbudowując je o dodatkowe elementy (pełno wstawek i cutów) oraz warstwy. Całość uzupełniają trzy utwory wokalne z udziałem Davida Luke’a, Fisha i Blu.

    „D-1000” pojawiło się na Bandcampie. Wydawnictwo do nabycia w wersji elektronicznej (BC, iTunes) i fizycznej (płyty winylowe). Album promują dwa single – remix „Illest In Charge” z udziałem Blu i „Mimetic Poly-Alloy”. Wygląda na to, że Def Dee odnalazł już swoje miejsce pośród innych producentów. Jednak nadal jego akcje idą w górę, i tylko od słuchaczy zależy czy na dobre amerykański producent zagości w świadomości sympatyków undergroundu.

    Tracklista

    1. D-1000
    2. Movin’ It On
    3. The Merc
    4. Lets Do It
    5. Remains
    6. The Galleria
    7. Mimetic Poly-Alloy
    8. Keep Keep It On
    9. Sunrise Reese
    10. Sarah’s Jam ‘84
    11. Reconvene
    12. Tell Yo Frenz
    13. Ugly
    14. Tech-Com
    15. SFV
    16. Dee’angelo (Bonus)
    17. Feel It feat. David Luke (Bonus)
    18. Game Started feat. Fish (Bonus)
    19. Illest In Charge feat. Blu (Bonus Redef Remix by Def Dee)Zap
  • Recenzja EP: The Audible Doctor – Can’t Keep The People Waiting

    Recenzja EP: The Audible Doctor – Can’t Keep The People Waiting

    4–5 minut

    AMD Music | 2014

    W dyskusjach dotyczących poszczególnych aspektów hip hopu regularnie jest poruszany temat najlepszych producentów w dziejach tego gatunku. Większość rankingów obejmuje tych samych artystów i tak naprawdę trudno tutaj o jakiekolwiek zaskoczenie (chyba, że ograniczamy się do ostatnich lat w rapie). Inaczej sprawy wyglądają, jeżeli zagłębimy się pomiędzy najwybitniejszych beatmakerów, którzy z powodzeniem radzą sobie także jako Emcees. Pete Rock, Large Professor, DJ Quik, Dr. Dre, Havoc, Lord Finesse, RZA, El-P, Diamond D, Erick Sermon, Q-Tip – wszyscy powyżsi twórcy powinni być wymienieni w tej kategorii. W ostatnich latach zwrócił na siebie uwagę inny producent występujący też w roli rapera – The Audible Doctor. W grudniu ub.r. ukazała się jego nowa płyta, „Can’t Keep The People Waiting”.

    Brown Bag AllStars należy do grona dobrze rozpoznawalnych kolektywów na nowojorskiej mapie hip hopowej. Jednym z najjaśniejszych punktów BBAS, a przy tym motorem napędowym crew, jest bez dwóch zdań The Audible Doctor. Artysta rodem z Brooklynu publikuje muzykę już od dekady. Przez ten okres dał się on poznać jako uzdolniony producent oraz porządnie wykwalifikowany raper. Na przestrzeni dekady nowojorczyk zapisał na swoim koncie pokaźną liczbę wydawnictw. Dyskografia twórcy obejmuje „Brownies” LP oraz szereg EP-ek (m.in. „The Crackers EP Vol. 1”, „The Spread”, „Doctorin”, „The Winter Tape” i „The Summer Tape”). Na tym nie zamykają się dokonania przedstawiciela BBAS.

    W ub.r. The Audible Doctor wyprodukował w całości solową płytę Fredro Starra, „Made In The Streets”. W trakcie swojej kariery współpracował on z pokaźnym gronem innych wykonawców, do których oprócz członków Brown Bag AllStars zaliczają się choćby 50 Cent, Joell Ortiz, Has-Lo, Silent Knight, J-Live, Homeboy Sandman, Neek The Exotic, maticulous czy Von Poe VII. Wydawałoby się, iż powyższe osiągnięcia predysponują beatmakera i rapera w jednym do zajęcia względnie wysokiego miejsca w hierarchii hip hopowej. Jednak nadal w wielu przypadkach pomija się kompletnie Marka Woodforda, a szkoda. Wydane przed 9 miesiącami „Can’t Keep The People Waiting” dobitnie pokazuje, iż należy się jemu znacznie większa uwaga ze strony mediów i słuchaczy.

    Jeżeli dany artysta często wydaje nowe materiały, to wypada dokonać nie tylko pobieżnego, ale też głębszego porównania konstrukcji nowej płyty względem tych starszych, które niekiedy mają raptem po (kilka)naście miesięcy. Wydawnictwo z listopada ub.r. z powodzeniem nawiązuje do wcześniejszych projektów The Audible Doctora. Podobnie jak na „The Summer Tape” materiał obfituje w gościnne występy innych twórców. Do tego przedstawiciel Brown Bag AllStars wystąpił na płycie w roli producenta i rapera w jednym. Nowojorczyk coraz pewniej czuje się jako Emcee, co znalazło odzwierciedlenie na „Can’t Keep The People Waiting”. Mieszkaniec Brooklynu ciągle rozwija się od tej strony, i chociaż nadal brakuje mu najbardziej uzdolnionych beatmakerów za mikrofonem z Large Professorem na czele, to widać jego postępy. Wyrobione flow, umiejętne dobieranie tematyki utworów, więcej niż poprawne rymy i spory zasób słownictwa wystawia jemu wysokie noty. „Cycle / So Tired”, „The Beast” i „Multiply” należą do najmocniejszych momentów na płycie, w których The Audible Doctor wypada najkorzystniej w roli rapera. Co warte podkreślenia, większość gości zaproszonych na „Can’t Keep The People Waiting” nie daje plamy. Hassaan Mackey, Consequence, Guilty Simpson i John Robinson (czy kiedykolwiek on zawiódł goszcząc na produkcjach innych osób?) dorzucili wartościowe zwrotki i nie potraktowali tego, jak niczym nieznaczących epizodów w swojej działalności. Należy również pochwalić Davenporta Grimesa, wprowadzającego wiele kolorytu na płytę dzięki swoim hookom i refrenom. Jedynie po Astro należy spodziewać się większej werwy w rymowaniu, a Bumpy Knuckles brzmi tutaj nieco topornie.

    Jak natomiast przedstawia się EP-ka od strony producenckiej? Ano naprawdę sympatycznie. Charakterystyczne brzmienie The Audible Doctora oparte głównie o soulowe sample utrzymuje słuchacza w zaciekawieniu przez całą długość „Can’t Keep The People Waiting”. Nowojorski artysta ponownie postawił na beaty wykorzystujące samplowane wokale, które świetnie urozmaicają poszczególne nagrania. Jeżeli nawet zmienia on nieco klimat utworów (patrz: „Warning” i „The Burial Plot”), to całość pozostaje wyegzekwowana w odpowiedni sposób. Owszem, niektórzy odbiorcy oczekiwaliby bardziej nastrojowych podkładów i/lub ukierunkowania produkcji w stronę bangerów na miarę „Battle Cry”. The Audible Doctor poniekąd rekompensuje to za sprawą rozbudowanych beatów, zgrabnie zmieniających klimat i przekształcających się w dodatkowe nagrania („Cycle / So Tired”, „Chocolate Covered Liar”, „Leave Me Alone / Complication”). „Can’t Keep The People Waiting” łączy w sobie nie tylko właściwie dostarczaną warstwę liryczną, ale przede wszystkim stanowi potwierdzenie klasy producenckiej The Audible Doctora.

    We współczesnej branży hip hopowej wszystko zmienia się, jak w kalejdoskopie. Ze względu na ogromne nagromadzenie nowej muzyki trudno poświęcić wystarczającą ilość czasu na wydawnictwa, które na to w pełni zasługują. Wygląda na to, że kolejny raz sporo osób nie doceniła The Audible Doctora, niesłusznie pomijając „Can’t Keep The People Waiting”. Z drugiej strony, producent/raper dzięki tej płycie bardziej przebił się w środowisku, do czego przyczyniła się też winylowa wersja wydawnictwa. Oczywiście nowojorczyk zdążył wypuścić już kolejny materiał, „The Spring EP”, podtrzymując dobrą formę z ubiegłorocznego projektu. W końcu nie może on dopuścić do tego, aby ludzie (zbyt) długo czekali na jego nowe nagrania.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Cycle / So Tired
    2. Warning
    3. Chocolate Covered Liar feat. Astro & Hassaan Mackey
    4. No Future feat. Consequence
    5. The Beast feat. Bumpy Knuckles
    6. Leave Me Alone / Complication feat. Guilty Simpson
    7. Multiply feat. John Robinson
    8. The Burial Plot
  • Druga płyta Windmills – Broken Record

    Druga płyta Windmills – Broken Record

    3–4 minut

    Jednym z największych problemów współczesnej branży muzycznej jest ogrom nowych wydawnictw. Pochodną powyższej problematyki jest też to, że nie tylko przeciętni słuchacze nie potrafią odnaleźć się pośród płyt dostarczanych przez wydawców i artystów, ale także widać to po działalności poszczególnych serwisów muzycznych. Informacje są filtrowane i nie ma możliwości na znalezienie kilku witryn rzetelnie piszących o świeżych wydawnictwach. Regularnie dochodzi do sytuacji, w których wybrani twórcy i ich płyty są promowane i uznawane przez dane strony, recenzentów i odbiorców, a inni zupełnie pomijają ich projekty. Właśnie tak się stało w przypadku drugiej płyty kalifornijskiej formacji Windmills. „Broken Record” zostało przez jednych szalenie docenione, zaś pozostali obeszli ten album szerokim łukiem.

    Kalifornia raz po raz zachwyca swoją różnorodnością. Na rozbudowanej hip hopowej mapie Cali widnieje setki drogowskazów prowadzących do mniej i bardziej znanych artystów. Jeżeli nawet ktokolwiek doskonale kojarzy wielu wykonawców pochodzących stamtąd, to i tak łatwo może być zaskoczony twórcami pokroju Frameworka (Emcee/DJ) i Rex Reya (producent i multiinstrumentalista). Właśnie ten duet odpowiada za działalność formacji Windmills. Historia formacji sięga marca 2010 roku, kiedy to ww. artyści postanowili nagrywać wspólnie muzykę. Obaj wynieśli podobne inspiracje (Black Moon, EPMD, Rakim, ale także Edan i Anti-Pop Consortium – kto jeszcze pamięta o tym zespole?), co miało oczywiście wpływ na uformowanie przez nich podstawowych założeń przy nagrywaniu utworów.

    W tym połączeniu Framework i Rex Rey szybko odnaleźli wspólny język, co przełożyło się na wydanie w marcu 2011 roku debiutanckiej płyty „As Above, So Below”. Kalifornijski duet przygotował szczery i przy tym głęboko zakorzeniony w undergroundowych tradycjach album przebił się na scenie lokalnej, docierając też do odbiorców na całym świecie. Po tym materiale Windmills odłożyło swoje następne nagrania na kolejne 3 lata. Grupa postanowiła dogłębnie przemyśleć schemat drugiego longplaya i dalszy kierunek własnego rozwoju. Jak się okazało, wyszło to duetowi na dobre, ponieważ „Broken Record” stanowi kompletny album, o jakie współcześnie coraz trudniej.

    Longplay zadebiutował na rynku na dwa tygodnie przed ubiegłorocznym Bożym Narodzeniem. Atmosfera towarzysząca końcówce roku na pewno odbiła się na odbiorze płyty Windmills, aczkolwiek trzeba od razu dodać, że wcale grupa nie straciła tak wiele na wydaniu materiału akurat w tym okresie. Wręcz przeciwnie – po głównym singlu zapowiadającym płytę, „Bring Out the Sun”, wybrana nisza słuchaczy oczekiwała na LP w przekonaniu, że to będzie odpowiedniej jakości produkcja. Windmills nie zawiedli odbiorców i w szybkim tempie zachwycili osoby niezaznajomione z „As Above, So Below”. W czym tkwi sekret formacji z Miasta Aniołów? Zderzenie szczerych, osobistych i refleksyjnych tekstów Frameworka popartych doskonałym flow z rozbudowaną warstwą muzyczną dostarczoną przez Rex Reya przyniosło odpowiedni efekt na „Broken Record”. Kiedyś powyższe podstawy nie należałyby do niczego niecodziennego, jednak przy dzisiejszych uwarunkowaniach w branży hip hopowej, Kalifornijczycy wraz z nowym projektem przynieśli mocny świeży powiew na scenie. W ten sposób stworzone LP automatycznie zostało przeznaczone dla słuchaczy poszukujących prawdziwych form rapowych z nutą nostalgii. Jednak w tym przypadku stanowi to zaletę, ponieważ Windmills nie poszukują dróg na skróty, ani nie zamierzają w żadnym stopniu przypodobać się odbiorcom. Duet artystów wsparty kilkoma muzykami, dzięki którym wybrane podkłady rozszerzono o brzmienie tzw. żywych instrumentów, stworzyli (od)ważny i więcej, niż porządny album. Ogromnym atutem „Broken Record” jest to, że każdy pojedynczy utwór wypada zacnie i nie zawodzi. Od instrumentalnego tytułowego nagrania, przez motywacyjne „Get Up”, przez najmocniejszy moment płyty (trzy utwory – „Bring Out the Sun”, „Graffiti in the Night i „Moving On”), aż po zamykające album „Truly Yours”, wszystko tutaj jest niemal perfekcyjnie dobrane. Dzięki takim wydawnictwom hip hop nadal żyje.

    „Broken Record” pojawiło się na Bandcampie i innych powszechnie znanych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, itp.). Windmills opublikowało materiał w wersji cyfrowej i fizycznej (płyty kompaktowe). Framework i Rex Rey promują LP poprzez kilka singli – „Bring Out the Sun”, „Get Up” i „Moving On”. Kalifornijczycy wnieśli dużą jakość wraz ze swoim drugim wydawnictwem i pokazali tym samym, że undergroundowa scena z Cali jest jeszcze bardziej urozmaicona i rozbudowana, niż większości osób wydaje się. Pozycja dedykowana też miłośnikom znamienitej serii „Dark Souls” (tak, samplowanie z soundtracków do gier wideo to też sztuka).

    Tracklista

    1. Broken Record
    2. Regular Handshake
    3. Get Up
    4. Path to Pave
    5. Underground Gem
    6. The Beach When It Rains
    7. Bring Out the Sun
    8. Graffiti in the Night
    9. Moving On
    10. You Know You’re Right
    11. Not All Right
    12. Truly Yours
  • Recenzja LP: Klaus Layer – Restless Adventures

    Recenzja LP: Klaus Layer – Restless Adventures

    4–7 minut

    Redefinition Records | 2015

    Przy panujących warunkach w branży muzycznej coraz trudniej pozyskać prawdziwe zainteresowanie słuchaczy. Wszędzie panuje niesłychana konkurencja i każdy wydawca stara się przekonać odbiorców do głębszego zapoznania się z wypuszczaną przez siebie muzyką. Jednak niewiele oficyn wydawniczych tak naprawdę wyróżnia się pośród innych i niekiedy nie ma znaczenia, czy mamy do czynienia z amerykańską, europejską, azjatycką czy australijską firmą. W związku z tym, wytwórnie pokroju Redefinition Records są na wagę złota. Label założony przez Damu The Fudgemunka i Johna Notarfrancesco od początku kieruje się według motta „jakość ponad ilość”. Każdy materiał wypuszczany przez REDEF jest drobiazgowo przygotowany i wydany we właściwej formie. Nowy rok amerykańska oficyna wydawnicza rozpoczyna od kolejnego projektu niemieckiego producenta, Klausa Layera (aka Captain Crook) – „Restless Adventures”.

    Przed przejściem do dalszej części artykułu, sięgnijmy do historii wytwórni. Początkowo Redefinition Records zajmowało się publikowaniem płyt tylko amerykańskich artystów. W pierwszych latach działalności labelu z siedzibami w New Jersey i Waszyngtonie otrzymaliśmy materiały od Damu The Fudgemunka, K-Defa czy Keva Browna. W 2012 roku REDEF niespodziewanie ogłosiło, że zamierza wydać debiutancki album mało znanego wówczas beatmakera z Niemiec, Klausa Layera. Co prawda na premierę „The Adventures Of Captain Crook” trzeba było zaczekać do września 2013, ale od razu należy zaznaczyć, iż warto było dłużej wypatrywać tego albumu. Instrumentalny longplay olśnił niejedną osobę i wręcz ekspresowo trafił do szerokiego grona odbiorców. Captain Crook zwrócił na siebie uwagę w głównej mierze za sprawą estetyki swoich nagrań i dobierania świeżo brzmiących sampli, zahaczających gdzieniegdzie o psychodeliczne klimaty, co nadawało utworom producenta dodatkowego smaku. Wszystkie jego nagrania posiadały charakterystyczną otoczkę – styl producencki wyróżnia jego pośród innych artystów. Po zapoznaniu się z warsztatem tego artysty łatwo można zapamiętać jego znak rozpoznawczy – perfekcyjny sampling oraz brzmienie perkusji.

    Niemiecki twórca z powodzeniem prezentował własny przepis na współczesną formę boom-bapu, co z jeszcze lepszym skutkiem kontynuował na swoich kolejnych wydawnictwach – „Ist Wie Ein Kreis (It’s Like A Circle)” oraz „For The People Like Us”. Obie płyty – opublikowane odpowiednio w grudniu 2013 i czerwcu 2014 roku – dowiodły jego dużej klasy. Na tych produkcjach jeszcze bardziej widać polot i zmysł w łączeniu przez Klausa Layera melodyjnych sampli z inspiracjami wyniesionymi ze Złotej Ery rapu. Najnowszy projekt niemieckiego artysty – „Restless Adventures” – stanowi kolejny etap w jego rozwoju muzycznym.

    Jak przedstawia się konstrukcja nowego dzieła Captaina Crooka? Schemat styczniowego wydawnictwa nie odbiega od wcześniejszych dokonań tego wykonawcy. Ponownie postawił on na instrumentalny longplay, dający w sumie nieco ponad 30 minut muzyki. Wydawałoby się, że to nic szczególnie oryginalnego i nowatorskiego, ale zupełnie nie o to chodzi Klausowi Layerowi. Przedstawiciel Redefinition Records nadal wciąga odbiorców do swojego boom-bapowego świata upiększonego znakomicie dobranymi samplami – psychodelicznymi, jak i organicznymi – połączonymi z typowym dla niego przygotowaniem perkusji. Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że posiada on niepodrabiany styl, stanowiący jego znak rozpoznawczy, który może być doskonale kojarzony od położonego na Alasce Anchorage, aż po Auckland na Nowej Zelandii. We współczesnej branży muzycznej ze świecą szukać równie utalentowanych beatmakerów posiadających na tyle charakterystyczne brzmienie, co Niemiec. W jego przypadku to jednak broń obosieczna. Od początku działalności Klaus Layer boryka się z jednym problemem pojawiającym się w jego nagraniach – właśnie z kształtem i sposobem złożenia bębnów. Należy to traktować, jak znak firmowy Niemca, ale na dłuższą metę stale powtarzające się elementy w każdym kolejnym tracku potrafią być męczące. Brakuje tutaj większej otwartości na świeże koncepty, chociaż nie należy tego traktować jako ogromnej wady produkcji u Captaina Crooka, gdyż płynnie i swobodnie odnajduje się w swoim osobistym świecie.

    Przy dłuższym obyciu z „Restless Adventures” można też zauważyć, że ta płyta jest bardziej kontynuacją debiutanckiego LP („The Adventures Of Captain Crook”), aniżeli poprzednich materiałów. Z drugiej strony, nie brakuje na tej płycie eksperymentów. Wydawnictwo naszego zachodniego sąsiada nie wypada zaklasyfikować jako zwykłego beat tape’u, ponieważ już otwierające materiał „Inner Earth Vibe” wykracza daleko poza standardowe ramy produkcji hip hopowej. Klaus Layer pozwolił sobie na większą improwizację i swobodę, tak bardzo widoczną po konstrukcji „Time Out” czy „A Day Vision”. Natomiast singlowe „Another Season” i „Our Hearts” należą do ułożonych i wysublimowanych tracków, podanych w typowej dla tego producenta panierce. Na „Restless Adventures” nie brakuje też nieco nostalgicznych momentów. „Happiness at the Lake” i „Kaleidoscope” ukazują inną stronę artystycznej duszy Klausa Layera, która nieprzerwanie spogląda gdzieś za latami 60. czy 70.tymi. Osoby dobrze zaznajomione z technikami używanymi przez Captain Crooka mogą być z góry przygotowane występowanie danych elementów w poszczególnych utworach na „Restless Adventures”. Jednak tym razem beatmaker potrafi zaskoczyć, znacznie urozmaicając wybrane utwory. W tym akurat pomogła tytułowa niespokojność wymieszana z otwartością umysłu, co świetnie widać w bonusowym „You Don’t Know”. Nowy rozdział muzycznych przygód niemieckiego twórcy znamionuje o jego rozległej wiedzy i rzadkiego talentu do tworzenia wciągających instrumentalnych płyt.

    W czasie, gdy coraz więcej nagrań i pełnych wydawnictw brzmi po prostu tak samo, warto sięgać po projekty takie, jak „Restless Adventures”. Owszem, znajdą się krytycy i malkontenci, którzy stwierdzą, iż praktycznie wszystko już było na poprzednich płytach Klausa Layera i nie sięga on po nic nowatorskiego. W końcu żyjemy w dobie wszelkich muzycznych eksperymentów i należy do tego dostosować się. Jednak nie o to chodzi, aby non stop zmieniać swój styl, szukać nieustannie innych rozwiązań, wiecznie podążać za panującymi w danej chwili trendami i zwyczajnie w świecie wychodzić do ludzi z muzyką, która brzmi płytko i nie wyróżnia się pośród wydawnictw pozostałych artystów. Captain Crook stworzył własnoręcznie świat, w którym on decyduje, jak będą wyglądały jego beaty i klimat produkcji. Co ważniejsze, zamiast ciągłego ewoluowania widać u niego bardziej rewolucję boom-bapowych podstaw z lat 90.tych, a na ten nurt hip hopowy nadal znajdują się chętni odbiorcy. Minusem tutaj pozostaje niemal identyczna podstawa, punkt wypadkowy, z którego wychodzą muzyczne wizje wykonawcy. Nawet, kiedy artysta dalej opiera warsztat o uprzednio znane składowe, nie odstrasza to, zaś dzięki eksperymentom widać u niego skłonność do mierzenia się z nowymi wyzwaniami, a nie pozostawania w tym samym miejscu. W końcu chodzi o sukcesywne definiowanie na nowo swojego stylu. Należy o tym pamiętać za każdym razem, gdy ma się do czynienia z nagraniami Klausa Layera, które również wpisują się w motto Redefinition Records„jakość ponad ilość”.

    Kup: Klaus Layer – „Restless Adventures”

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Inner Earth Vibe
    2. Another Season
    3. Through The Looking Glass
    4. Our Hearts
    5. Time Out
    6. A Day Vision
    7. Happiness at the Lake
    8. Kaleidoscope
    9. Don’t You Care
    10. You Don’t Know (Bonus track)
  • Winylowy projekt Plasha – Isolation EP

    Winylowy projekt Plasha – Isolation EP

    3–4 minut

    Od drugiej połowy poprzedniej dekady trwa odrodzenie winyli. Po ponad 15 latach królowania płyt kompaktowych branża muzyczna i słuchacze ponownie zwrócili się w stronę wosków. Wystarczy tylko spojrzeć na dane – w 2013 roku jedynie na terenie Stanów Zjednoczonych sprzedano 6 mln kopii płyt winylowych. Wzrost sprzedaży w porównaniu do 2012 roku wyniósł aż 32%, co nie umknęło uwadze opinii publicznej. W dzisiejszych czasach nabywców znajdują nie tylko reedycje albumów i wydawnictwa popularnych mainstreamowych artystów, ale także undergroundowi wydawcy nie mogą narzekać na zainteresowanie kolekcjonerów wosków ich projektami. Niejeden niezależny wykonawca stawia sobie za najwyższy priorytet wypuszczenie swoich nagrań na winylu. W myśl tej zasady postąpił polski artysta, Plash. Jego najnowsza płyta, „Isolation EP”, ukazała się na rynku kilka miesięcy temu.

    Wszystkie osoby związane mniej lub bardziej z bboyingiem, z pewnością dobrze kojarzą sylwetkę bohatera tego artykułu. Krakowski artysta pozostaje aktywny w środowisku hip hopowym od wielu, wielu lat, szczególnie udzielając się na imprezach bboyowych. Plash (przez lata występował pod pseudonimem Przeplach) pojawia się na różnego rodzaju wydarzeniach zarówno jako bboy, jak i DJ. Właśnie od tej strony pokazał się on na wielu prestiżowych zawodach – Over The Top, Freestyle Session, Circle Prinz, Skill Masters, Red Bull BC One Cypher Poland, All About Style, Warsaw Challenge, Jabra Style i pozostałych. Występował przed utytułowanymi zagranicznymi wykonawcami (Dilated Peoples, Afu-Rą, Mos Defem, Ugly Duckling, Pharaohe Monchem, The Pharcyde, DMX, Lords Of The Underground, Scratch Perverts i innymi) Krakowianin zajmuje się też produkcją muzyki, w czym radzi sobie z powodzeniem.

    Plash wywodzi się z kolektywu bboyowego Stylowa Spółka Społem. SSS udzielała się również jako grupa muzyczna, wypuszczając przede wszystkim płyty „Powrót Do Przeszłości” oraz „Powrót Po Przeszłości”. Ponadto krakowski twórca udziela się w harcore’owym zespole WU-HAE oraz live bandzie Flue; współpracuje również z polskimi jazzmanami, Jarosławem Śmietaną i Wojciechem Karolakiem. Artysta z południa Polski zapisał na swoim koncie także kilka solowych wydawnictw. W ostatnich latach opublikował on 4 mix-CD’s – „Slow Flow”, „Rap History Warsaw 1997”, „Me Myself & Vibe” oraz „Bboy Boom Baps Vol. 1”. pod koniec roku dołożył on tribute poświęcony Wu-Tang Clanowi. Jeszcze wcześniej, bowiem w połowie ub.r., Plash wydał najważniejszy solowy projekt, jak do tej pory – „Isolation EP”.

    Wydawnictwo pojawiło się w sprzedaży w połowie minionych wakacji. Co do zaoferowania słuchaczom ma rodzimy artysta? Ano mocną dawkę boom-bapowych brzmień podanych na odpowiednio wysokim poziomie. Utworem wysuwającym się przed szereg jest tutaj zdecydowanie doskonałe „Wake Up Call”. Nagranie powstałe przy współpracy z BlabberMoufem z holenderskich formacji Da Shogunz i Het Verzet to prawdziwy hip hopowy hymn wypadający nad wyraz korzystnie. W dalszej kolejności należy wspomnieć o drugim tracku na „Isolation EP” z wokalami – „Go” – z udziałem S.Squair Blaqa. Na plus należy zapisać również instrumentalne produkcje zawarte na płycie. „Kaito” i „Relief” pozostawiają po sobie świetne wrażenie. W pierwszym utworze na uwagę zwraca charakterystyczny wschodni sampel, zaś w drugim klimat tego nagrania. Ciężkie brzmienie serwowane tutaj przez Plasha jest bardzo charakterystyczne i wiernie oddaje klimat całej EP-ki. Swoje cegiełki do powstania winylowego wydawnictwa dołożyli też Mr. Krime i DMC. Projekt powstał w oparciu o duże pokłady wiedzy muzycznej, co jest niezaprzeczalną zaletą ubiegłorocznego materiału krakowianina.

    Projekt w wersji elektronicznej można odsłuchać na Bandcampie (brakuje instrumentali do „Wake Up Call” i „Go”). Wydanie winylowe „Isolation EP” w cenie 49 złotych nadal można nabyć odwiedzając sklep 12 Cali. Płytę promują dwa teledyski. Pierwszy z nich został nakręcony do miksu utworów z EP-ki, z kolei drugi obraz powstał do singlowego nagrania z udziałem BlabberMoufa, „Wake up Call”. Szkoda tylko, że materiał Plasha nie dotarł do szerszego grona zagranicznych odbiorców, którzy na pewno doceniliby ten projekt.

    Tracklista

    Strona A

    A1 Isolation
    A2 Wake Up Call feat. BlabberMouf
    A3 Moon
    A4 Wake Up Call (Instrumental)

    Strona B

    B1 Kaito
    B2 Relief
    B3 Go feat. S.Squair Blaq
    B4 Go (Instrumental)

  • Debiutancki album milo – a toothpaste suburb

    Debiutancki album milo – a toothpaste suburb

    4–5 minut

    Alternatywna muzyka hip hopowa cały czas zdobywa uznanie kolejnych słuchaczy. Nurt zapoczątkowany na przełomie lat 80. i 90.tych przeszedł wiele przeobrażeń i nieustannie zachwyca różnorodnością. W początkowych latach do tej niszy wrzucano niemal każdego artystę i grupę stojącą w opozycji do mainstreamu (szczególnie do gangsta rapu). W następnych latach wykonawcy patrzący znacznie szerzej na hip hop nadali temu nurtowi nowe definicje. Niestereotypowy rap znalazł dobre miejsce do rozwoju szczególnie w Kalifornii. Właśnie stamtąd pochodzi jeden z ważniejszych kolektywów zrzeszających alternatywnych artystów – Project Blowed. Jeden z członków tego crew, Nocando, od kilku lat prowadzi z powodzeniem wytwórnię płytową Hellfyre Club. 23 września ub.r. nakładem tej oficyny wydawniczej ukazała się długo oczekiwana płyta milo – „a toothpaste suburb”.

    W zeszłym roku wykonawcy kojarzeni z awangardowym i nowatorskim nurtem mocno namieszali na scenie hip hopowej. Swoją rolę w popularyzacji alternatywnej strony rapu odegrał milo. Szalenie sympatyczny i oryginalny twórca przyciąga uwagę mediów i słuchaczy od dobrych kilku lat. Pochodzący z Chicago artysta stworzył nad wyraz ciekawy sposób na siebie. Za sprawą charakterystycznego i niepodrabianego stylu trudno jego porównywać z jego kompanami po fachu. Z każdym kolejnym wydawnictwem członek Hellfyre Clubu rośnie w siłę, dojrzewa muzycznie i oddaje do rąk słuchaczy coraz lepsze projekty.

    Pierwszy ważniejszy materiał milo ukazał się w listopadzie 2011 roku. Wtedy to otrzymaliśmy od niego projekt „I wish my brother Rob was here” (tytuł stanowi follow-up do klasycznego albumu Dela, „I Wish My Brother George Was Here”). Konceptualny album oparty o beaty autorstwa m.in. fLako, Shlohmo, Gold Pandy, Flying Lotusa, Freddie’ego Joachima czy and Madliba odsłonił zawiły i pozbawiony jakichkolwiek schematów świat kreowany przez tego artystę. Zamiłowania amerykańskiego wykonawcy do oryginalnych podkładów zostały podkreślone na płycie „Milo takes Baths”, na której znalazły się beaty coraz popularniejszego przedstawiciela Anticonu. W dalszej kolejności opublikował on na początku 2013 roku podwójną EP-kę – „things that happen at day” i „things that happen at night”. Od tego rozpoczęła się bliska współpraca z Hellfyre Clubem. Pół roku po wydaniu tych materiałów, milo ponownie uraczył odbiorców płytą ze świeżymi trackami. „Cavalcade” okazało się kolejną udaną produkcją jedynego w swoim rodzaju rapera. Jakby tego było mało, w listopadzie 2013 roku ujrzało światło dzienne następne LP wychowanka Wietrznego Miasta – „poplar grove (or how to rap with a hammer)” (longplay trafił do obiegu pod jego innym synonim, Scallops Hotel). Pomimo tego iż ten twórca wypuszczał autorskie płyty od ponad 2 lat, to w jego dyskografii nadal brakowało oficjalnego albumu. Zmieniło się to wraz z wydanym we wrześniu „a toothpaste suburb”. Wydawnictwo było wyczekiwane przez mnóstwo słuchaczy i niepostrzeżenie znalazło się obok innych najbardziej pożądanych premier minionej jesieni.

    Przedsprzedaż płyty rozpoczęła się w połowie sierpnia. Jeszcze przed wydaniem pierwszego singla zapowiadającego longplay powstało niemałe zamieszanie wokół charakterystycznego twórcy. Hellfyre Club udanie poprowadziło kampanię promocyjną LP, w czym pomogły dobre wybory utworów na single – „you are go(o)d to me” oraz „argyle sox (may Hellfyre live longer than any of us)” spełniły swoje zadanie, trafiając do szerokiej rzeszy odbiorców. Jedynie można było oczekiwać więcej szczegółów dotyczących „a toothpaste suburb”. Trzeba mieć na uwadze, że to był celowy zabieg Nocando i spółki, gdyż każda osoba mająca do czynienia z nową płytą milo spokojnie może tłumaczyć na swój sposób wszystkie utwory z wrześniowego longplaya. Niekonwencjonalna warstwa liryczna gospodarza albumu świetnie wypadła w zestawieniu z beatami dostarczonymi przez Greyhata, Tastenothinga, Iglooghosta oraz Rileya Lake’a. Emceego uzupełniają na płycie idealnie pasujący do niego artyści – KOOL A.D.Anderson .Paak, WC Tank, Open Mike EagleBusdriver. Znamienne jest też to, że dwaj ostatni wykonawcy wydali wcześniej w 2014 roku mocne i szeroko komentowane wydawnictwa (odpowiednio „Dark Comedy” i „Perfect Hair”. W porównaniu do tych projektów „a toothpaste suburb” nie wypadło wcale słabo czy też przeciętnie. Wręcz przeciwnie, milo stworzył najrówniejszy projekt, w pełni zasługujący na miano pierwszego oficjalnego albumu artysty rodem z Chi-Town. Jeżeli chcecie poznać skomplikowany, ale przy tym przytulny i przyjazny świat Amerykanina, to nie zwlekajcie dłużej, ponieważ czeka na Was niejedna niespodzianka na tej płycie.

    Hellfyre Club udostępniło projekt na Bandcampie i Soundcloudzie. „a toothpaste suburb” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej (limitowane edycje płyt kompaktowych i kaset). Wydawnictwo promowane dwoma singlami – „you are go(o)d to me” oraz „argyle sox (may Hellfyre live longer than any of us)” – cieszy się niesłychanym wręcz zainteresowaniem słuchaczy. Oczekiwania wobec tej płyty były duże, ale milo bez większych problemów stanął na wysokości zadania, dostarczając znakomity materiał. Nie ma też żadnego zaskoczenia w tym, że pełnoprawny debiut fonograficzny tego specyficznego rapera przewijał się pośród pozostałych najlepszych alternatywnych płyt z 2014 roku.

    Tracklista

    1. salladhor saan, smuggler
    2. yafet’s song
    3. peanut butter sandwiches
    4. sanssouci palace
    5. in gaol feat. KOOL A.D.
    6. thatness and whatness
    7. fragrant pee farts feat. Scallops Hotel
    8. ought implies can and i cannot
    9. you are go(o)d to me (editorial length)
    10. objectifying rabbits feat. Open Mike Eagle
    11. argyle sox (may Hellfyre live longer than any of us) feat. Busdriver
    12. Buck 65’s knee
    13. just us (a reprise for Robert who has not been forgotten)
    14. a day trip to the nightosphere feat. Anderson .Paak
    15. MAY THE DAYS BE AIMLESS (sorcery) feat. WC Tank
    16. gaudeamus igitur (for Kang Min-gyu)
  • Bop Alloy prezentuje album Another Day in the Life of​

    Bop Alloy prezentuje album Another Day in the Life of​

    5–7 minut

    Pod koniec roku w każdej dziedzinie życia przychodzi do sporządzenia bilansu zysków i strat. Nie inaczej sprawy wyglądają w branży hip hopowej. W corocznych podsumowaniach najwięcej miejsca zabierają listy płytowe. Większość rankingów skupia się na ocenie wydawnictw artystów związanych z mainstreamem i doskonale rozpoznawalnych przedstawiciele niezależnej strony rapu. Jednak oprócz standardowych zestawień nie brakuje list obejmujących znacznie większe grono niezależnych wykonawców. W najbliższych tygodniach pojawią się na łamach naszego serwisu artykuły o wartościowych tegorocznych projektach, o których warto pamiętać, nawet jeżeli nie były one należycie eksponowane w mediach. Do tej kategorii znakomicie pasuje longplay „Another Day in the Life of​.​.​.” wydany przez formację Bop Alloy (Substantial & Marcus D).

    W czasie tegorocznej wiosny ukazało się multum projektów mniej i bardziej znanych twórców. W okresie wiosennym odbyła się też premiera nowego materiału Bop Alloy. Obaj twórcy odpowiedzialni za powstanie „Another Day in the Life of​.​.​.” posiadają ugruntowaną pozycję w branży hip hopowej. Od lat liczne grono sympatyków undergroundowego rapu ze szczególną uwagą śledzi losy Substantiala. Emcee wywodzący się ze stanu Maryland prowadzi działalność wydawniczą już od ponad dekady. W tym czasie wydał on kilka solowych płyt oraz współpracował z plejadą artystów z kilku kontynentów.

    Od początku kariery muzycznej wykonawcy jest związany z japońskim rynkiem fonograficznym. Jego debiutancki album – „To This Union A Sun Was Born” – ukazał się w 2001 roku nakładem labelu założonego przez NujabesaHyde Out Recordings. Wydawnictwo wyprodukowane przez Jun SebęMonorisicka (DJ’a Deckstreama) wypadło naprawdę okazale i otworzyło Substantialowi drogę do wspólnych sesji nagraniowych z innymi twórcami. W następnych latach pojawiał się on na płytach m.in. Nujabesa, Tonedeffa, Access Immortala, Pack FM-a, Oddiseego, Kenichiro Nishihary i Inverse. Druga solowa płyta rapera – „Sacrifice” – trafiła do obiegu w 2008 roku. W dalszej kolejności długoletni współpracownik QN5 udzielał się gościnnie w nagraniach Kno, Blee, Descry’ego, DJ’a JS-1 czy Kokayiego. We wrześniu 2012 roku doczekaliśmy się trzeciego LP przedstawiciela DMV. Wydane przez Mello Music Group „Home Is Where The Art Is” zostało uznane za jedno z najlepszych wydawnictw tamtego okresu. W ub.r. artysta wypuścił tribute dedykowany Jill Scott, „Jackin’ Jill”. Z kolei w tym roku opublikował on follow-up do „HIWTAI”. Materiał zatytułowany „Art Is Where The Home Is…” zawiera remiksy nagrań z jego poprzedniego albumu.

    Pod koniec ubiegłej dekady Substantial nawiązał bliższą współpracę z producentem z Seattle, Marcusem D. Beatmaker rodem z Północno-Zachodniej części USA to jeden z łączników pomiędzy amerykańskim, a japońską sceną hip hopową. Twórca zaczął skupiać na sobie uwagę słuchaczy począwszy od 2008 roku, kiedy to odbyła się premiera jego debiutanckiego albumu, „Revival Of The Fittest”. Po pierwszym przetarciu wykonawca ze stanu Waszyngton rozpoczął na dobre współpracę z raperami mniej lub bardziej związanymi z Krajem Kwitnącej Wiśni. Rosnące zainteresowanie dokonaniami artysty doprowadziło do re-edycji „Revival Of The Fittest” na rynku japońskim w kwietniu 2010 roku, czego dokonał label Goon Trax. W międzyczasie beatmaker wypuścił następne dzieło, „Shoshin”, skupiając się przy tym na rozwoju własnej oficyny wydawniczej, Marcus D Productions. Ponad trzy lata temu trafił do sprzedaży jego kolejny longplay – „Melancholy Hopeful”. Płyta powstała przy udziale Funky DL-a, One Be Lo, Cise Stara, Emancipatora, Shing02, Pismo czy Awona. W 2012 roku doczekaliśmy się instrumentalnego albumu „Retro’d”, po czym Marcus D zabrał się za realizację drugiej płyty producenckiej. „Simply Complex” ujrzało światło dzienne 2 kwietnia b.r. i wpędziło w kompleksy niejednego jego kompana po fachu ze względu na wysoką wartość artystyczną oraz gościnną obsadę LP (Del the Funky Homosapien, Saigon, Skyzoo, Royce Da 5’9″, Reks, Termanology, Prometheus Brown i inni).

    Premiera tego projektu wypadła tuż przed ukazaniem się na rynku fonograficznym nowej płyty formacji tworzonej przez Substantiala i Marcusa D, Bop Alloy. „Another Day in the Life of​…”. Obaj twórcy nagrywają muzykę od 2010 roku. Amerykańscy wykonawcy szybko odnaleźli wspólny język i zdecydowali się rozszerzyć kooperację. W ramach rozgrzewki przed pierwszą oficjalną płytą wydali oni we wrześniu 2010 roku kompilację „prePAIRED”. Wydawnictwo wprowadziło słuchaczy do świata Bop Alloy, przygotowując przy tym fanów do debiutanckiego albumu. Premierową produkcję duetu – „Substantial & Marcus D are Bop Alloy” – entuzjastycznie odebrano na świecie. W grudniu 2011 roku Substantial i Marcus D opublikowali materiał obfitujący w alternatywne wersje ich utworów, „The R & R (Remixes & Revisions)”. Po tym nastąpiła przerwa wydawnicza zespołu, ale jak czas pokazał, warto było czekać na ich następne dzieło. „Another Day in the Life of​…” to undergroundowy album pełną gębą.

    Wydanie płyty odbyło się dzięki zakończonej pomyślnie kampanii crowdfundingowej na Kickstarterze. Bohaterowie tej publikacji postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i wypuścić projekt własnym sumptem, co ostatecznie z pomocą fanów powiodło się. Zachowanie pełnej swobody twórczej stanowiło ich główny priorytet, co można zauważyć nawet po pobieżnym zapoznaniu się z zawartością ich tegorocznego LP. „Another Day in the Life of​.​.​.” to przede wszystkim znakomite i wykwintne przedłużenie „Substantial & Marcus D are Bop Alloy”. Nawet przeciętny słuchacz z łatwością dostrzeże niesamowitą chemię panującą pomiędzy artystami. Substantial po raz n-ty udowodnił, że jest niezrównanym tekściarzem, który powinien być znacznie bardziej doceniany w niezależnych kręgach hip hopowych. Wypracowane flow, smykałka do plastycznego opowiadania historii, świetny głos czynią z niego praktycznie kompletnego rapera. Jednak nie można tutaj pominąć zasług Marcusa D. Producent to nie tylko dopełnienie Substantiala, ale również wykwalifikowany architekt warstwy muzycznej. Dzięki niemu poszczególne utwory na płycie są uduchowione i brzmią zadowalająco. Kolorytu nagraniom na „Another Day in the Life of​.​.​.” dodają zaproszeni goście – Steph, The Sapphic Songstress, Justis, Cise StarOma Pearl, Carolyn Malachi oraz Pismo. Piękne kompozycje pokroju „Autumn Leaves”, „The Proposal”, „Coming Home” czy „Count On Us” mogą zainspirować przy tym niejedną osobę.

    Kwietniowy projekt opublikowano na Bandcampie. Wydawnictwo ukazało się zarówno w wersji elektronicznej, jak i fizycznej. Oprócz płyt kompaktowych można nabyć winylowe wydanie albumu (w okrojonej formie, bez kilku utworów). „Another Day in the Life of​.​.​.” promuje zestaw singli – „Count On Us”, „Writing My Wrongs”, „Step Into The Cypher” oraz adekwatne na obecną porę roku „Autumn Leaves”. Dodatkowo wykonawcy opublikowali krótkie promo video. Bop Alloy odpowiada za jeden z lepszych tegorocznych materiałów. Substantial i Marcus D to kompletny duet, który powinien być kojarzony przez każdego słuchacza poszukującego muzyki hip hopowej z duszą.

    Tracklista

    1. Waiting Room
    2. Coming Home feat. Steph, The Sapphic Songstress
    3. Not 4 Show feat. Steph, The Sapphic Songstress
    4. Why Not (TFWNN)
    5. Another Night At Club Family
    6. Saxophone Jones’ Revenge
    7. Sketches of Pain feat. Oma Pearl of Conjure Woman
    8. Count On Us feat. Steph, The Sapphic Songstress
    9. Step Into The Cypher feat. Cise Starr of CYNE
    10. Writing My Wrongs feat. Justis
    11. Your Truth feat. Steph, The Sapphic Songstress
    12. Espelho feat. Carolyn Malachi
    13. New Dawn
    14. Autumn Leaves feat. Pismo
    15. The Proposal
    16. Waiting Room (Freestyle) [Bonus track]
Translate »