Tag: bandcamp

  • Raport z Detroit w wydaniu Journalista 103

    Raport z Detroit w wydaniu Journalista 103

    3–4 minut

    W przeciągu dwóch ostatnich lat Mello Music Group przekształciło się z niszowego labelu do jednej z najbardziej liczących się wytwórni płytowych w branży hip hopowej. Na sukces ten usilnie pracują włodarze tej oficyny wydawniczej, artyści oraz osoby pośrednio związane z tym projektem. MMG wypuszcza od czasu do czasu płyty wykonawców spoza swoich szeregów (patrz: „VWETO” Georgii Anne Muldrow) oraz umożliwia na realizację nowych projektów twórców działających w tym labelu. Przy bardziej znanej postaci mogą zaistnieć niszowi twórcy, co udowodniono w przypadku albumu The Left, „Gas Mask”. Grupa utworzona z inicjatywy Apollo Browna ukazała talent Journalista 103 & DJ’a Soko szerszej publiczności. Po dwóch latach od wydania tej pyty pierwszy z tych dwóch postaci nagrał debiutancki longplay. „Reporting Live” ukazało się miesiąc temu nakładem Babygrande Records.

    Detroit dorobiło się mocnej marki na scenie hip hopowej, a kolejni artyści związani z tym okręgiem z powodzeniem odgrywają coraz większe role w branży muzycznej. Bohater tego artykułu może również w przyszłości dołączyć do tego grona. Wydawałoby się, że skoro świat usłyszał o Journaliście 103 za sprawą ww. wydawnictwa The Left, to należy on do fali młodych raperów, docierających się dopiero w kręgach hip hopowych. Jak się okazuje jednak, Emcee posiada duże doświadczenie w rapie, a początki jego działalności przypadają jeszcze na lata 90.te minionego stulecia.

    W czasie, gdy Grant Hill był niekwestionowanym liderem Detroit Pistons, Journalist 103 stawiał swoje pierwsze kroki w świecie hip hopowym. Uczestnicząc w licznych bitwach freestyle’owych i imprezach typu open mic, nabrał pierwszych szlifów na scenie w The Motor City. W następnych latach raper działał w ramach formacji PMO (Poor Mans Orchestra) lecz dopiero powołanie do życia wraz ze Strike’iem zespołu Mountain Climaz otworzyło mu drogę do większego rozgłosu.Wydawnictwa kolektywu – „Broken” i „Broken Again” – oraz świetne występy na żywo przysporzyło im wielu fanów. Następnie undergroundowy twórca poświęcił sporo czasu na rozwój osobisty i kształcenie się w kilku kierunkach, co znalazło odzwierciedlenie na longplayu „Gas Mask” The Left. Album tria z Michigan entuzjastycznie przyjęli zwolennicy starej szkoły rapu przeniesionej do współczesnych realiów. Po licznych pochlebnych recenzjach płyty Emcee wziął się jeszcze z większym animuszem za tworzenie solowego materiału.

    „Reporting Live” (wymowna okładka) trafiło do sprzedaży nakładem powracającego do aktywnej działalności w branży Babygrande Records. Włodarze tej wytwórni płytowej starannie wypełnili swoje obowiązki związane z przygotowaniem kampanii promocyjnej materiału, dzięki czemu o wydawnictwie pojawiło się dużo informacji na kilka tygodni przed jego premierą. Journalist 103 wcielając się w rolę reportera przedstawiającego kulisy wybranych spraw postawił na jak najlepsze przekazanie ważnych treści. Storytellingi na tym albumie skonstruowano pomysłowo, z dbałością o szczegóły.

    Mieszkaniec Detroit dobrał sobie utalentowane grono raperów i beatmakerów, z których pomocą stworzył kawał dobrego rapu. W poszczególnych utworach na LP partnerują mu Vstylez, Eternia, Jack Freeman, Saigon, Fashawn, Freeway & Stryfe. Od strony muzycznej także można zauważyć niejednego liczącego się w branży producenta – m.in. Apollo Browna, Leksa Luthorza, Oddiseego, Snowgoons & The Audible Doctora. Wszyscy ci wykonawcy nie zawiedli, dopasowując się poziomem do członka The Left. Journalist 103 może być jak najbardziej zadowolony z całości „Reporting Live”.

    Babygrande wypuściło album członka The Left na płycie CD i ciemnożółtym winylu (oczywiście projekt można dostać także w wersji elektronicznej). Promocja wydawnictwa ograniczyła się do wypuszczania singli na Soundcloudzie, co przy pomocy odpowiednio skonstruowanych informacji prasowych, przełożyło się na dotarcie do względnie szerokiego grona odbiorców. W sieci kolejno ukazało się „United We Stand”, „Walk With Me” i „Hear Me”. Niedawno cała zawartość „Reporting Live” pojawiła się też na Bandcampie. Journalist 103 przy pomocy artystów spoza The Motor City poradził sobie naprawdę przyzwoicie, dołączając przy tym do licznego zastępu wartych uwagi postaci z tego miasta.

    Tracklista

    1. The Foundation (prod. Lex Luthorz)
    2. Rockstarz (prod. Snowgoons)
    3. Where Is The Love feat. Vstylez & Eternia (prod. Apollo Brown)
    4. Dreamer (prod. ATG)
    5. Do What I Do feat. Jack Freeman (prod. Lex Luthorz)
    6. Hear Me feat. Saigon & Fashawn (prod. The Audible Doctor)
    7. Moving 2 Fast (prod. ATG)
    8. Arson (prod. Traveling Merchant Productions)
    9. 3 AM (prod. Monkodelic)
    10. United We Stand (prod. Monkodelic)
    11. Danger feat. Freeway (prod. Marc Byrd)
    12. Revolutions (prod. Black Bethoven)
    13. The System (prod. Lex Luthorz)
    14. Urban Legend feat. Stryfe (prod. Monkodelic)
    15. Walk With Me (prod. Oddisee)
  • Darmowy album: 7even Sun – Sun!

    Darmowy album: 7even Sun – Sun!

    2–3 minut

    Wątki pogodowe całkiem często towarzyszą poszczególnym artykułom publikowanym w serwisie. Tak się składa, że przywykłem zahaczać o tematykę związaną z aktualną aurą, nie raz perfekcyjnie pasującą do danych wydawnictw płytowych. Jak powszechnie wiadomo, jesień przywodzi depresyjną, często wręcz ponurą muzykę, stanowiącą tło do codziennej walki z chandrą. Czasami trudno to przełamać, zaproponować inne zestawienie muzyczne na ten okres, szczególnie w momencie, gdy wiele osób nie ma zamiaru wyściubić nosa zza próg swojego mieszkania, narzekając na wszystko to, co przypada na ostatni kwartał roku kalendarzowego. Z drugiej strony, z coraz niższymi temperaturami na zewnątrz można uporać się i przyzwyczaić się do nich, a brak słońca powetować sobie zanurzając się w ciepłych płytach pokroju „Sun!” autorstwa 7even Suna.

    Postać producenta znad Sekwany i Loary może być kojarzona przez wnikliwych obserwatorów światowej sceny poświęconej instrumentalnym wydawnictwom muzycznym. Francuz pojawił się w niezależnych kręgach około hip hopowych w styczniu 2010 roku. Pierwszy większy projekt 7even Suna ukazał się blisko 2 lata temu („French Connection” z raperem Cansem). W marcu ub.r. wykonawca opublikował dwie instrumentalne produkcje„Digital Dust – Beat Tape 2006-2008” i „Another Dimension”. Następnie twórca skupił się na wydawaniu beat tape’ów, a jego największa aktywność przypadła na okres od listopada ub.r. do lipca b.r. W tym czasie trafiło do obiegu 6 płyt, w tym „Reconnected”, będącym follow-upem do French Connection”. Jak się okazje, to nie koniec tegorocznych wydawnictw beatmakera. Wydane blisko miesiąc temu „Sun!” to jeden z najbardziej udanych dotychczasowych materiałów artysty.

    Ostatni projekt producenta został opublikowany 5 października pod skrzydłami netlabelu Number 24 Records. Wszystkie utwory zawarte na tym świeżym beat tape’ie powstały w trakcie ubiegłych wakacji. Tytuł płyty perfekcyjnie oddaje klimat, w jakim zostały utrzymane kompozycje 7even Suna. „Sun!” (śliczna okładka) dryfuje pomiędzy różnymi nurtami muzycznymi, korzystając z wielu elektronicznych wariacji, zahaczając o popularne w tej chwili future beats (w pozytywnym i dalekim od sztuczności wydaniu). Beatmaker udowadnia tym albumem, iż w dalszym ciągu rozwija się, a jego pomysły na poszczególnie nagrania, jak i długogrające wydawnictwa, stoją na coraz wyższym poziomie. Koncept instrumentalnego projektu także wypada bardzo solidnie. Począwszy od przypomnienia odbiorcom o słonecznych uciechach („Summer Is Here”, „UV”), przez poruszanie się w wakacyjne miesiące z prędkością światła („Photons”) i silne oddziaływanie na bodźce („Radiance”), skończywszy na pięknie każdego lata („Brilliant”). Jeżeli należycie do istot wybitnie ciepłolubnych i cierpicie na brak promieni słonecznych tej jesieni, to „Sun!” powinno choć trochę polepszyć Wasze samopoczucie.

    Wydawnictwo z początku października trafiło na Bandcampa. „Sun!” można pobrać bezpośrednio z tego serwisu lub korzystając z poniższego odnośnika. O kolejnych projektach francuskiego beatmakera na pewno poinformuję na łamach U Call That Love.

    DOWNLOAD 7even Sun – „Sun!”

    Tracklista

    1. Suntro
    2. Summer Is Here
    3. UV
    4. Photons
    5. Wishing On The Sun
    6. Sundance
    7. G-Sun
    8. Radiance
    9. Brilliant
    10. Sunout
  • Souls Rest z płytą o zwiększonym arsenale

    Souls Rest z płytą o zwiększonym arsenale

    2–3 minut

    W przeszłości opublikowałem na stronie dwa artykuły dotyczące zagranicznych stron muzycznych poświęconych hip hopowi i muzyce instrumentalnej. W w tym zestawieniu umieściłem głównie witryny zajmujące się niezależną stroną muzyki, pozostające w opozycji do mainstreamu. Właśnie dzięki działalności Word Is Bond, The Find Magazine’u, BamaLoveSoul, Platform 8470 i kilku innych znaczących serwisów, można dotrzeć do artystów i wydawców, którzy nie mają większych szans na zaistnienie mass mediów. Praca wykonywana przez ludzi odpowiedzialnych za te projekty przynosi efekty, zaś obok nich powstają kolejne miejsca przyjaźnie nastawione do undergroundu. Za pośrednictwem jednej z tych stron, Praverb.net, sympatycy niezależnego hip hopu dowiedzieli się o nowym albumie kanadyjskiej formacji Souls Rest, „Better Weapon”, opartym o klasyczną formę jazz-hopową.

    Twórcy muzyczni związani z Krajem Klonowego Liścia coraz częściej goszczą na U Call That Love (m.in. Piece Of Mind, FenaxiZ, Muneshine). Z kolei jazz-hop to jedna z moich umiłowanych odmian rapu, więc miejsce dla wydawnictw z tego kręgu zawsze znajdzie się na stronie. Souls Rest nie dość, że należy do pierwszej grupy artystów, to jeszcze ich muzyka przywodzi na myśl klasyczne projekty łączące w sobie jazz i hip hop. Co prawda, oryginalnie formację utworzono jeszcze w Liverpoolu w 2003 roku lecz dopiero po przeniesieniu się 2 z 3 członków wchodzących w skład grupy do Vancouver, kolektyw rozpoczął pracę twórczą.

    Kanadyjski zespół składa się obecnie z dwóch Emcees (Abide.n & A.son) i DJ’a/producenta (DJ Philamonic), ale ich pierwsze nagrania powstały jedynie przy współpracy dwóch ostatnich postaci. Premierowy materiał duetu, „Two Minutes”, ukazał się w listopadzie 2009 roku i stanowił odpowiednie przetarcie na lokalnej scenie, a ciepłe przyjęcie płyty przez odbiorców pchnęło Souls Rest do dalszych sesji nagraniowych w studiu. Przyniosło to debiutanckie LP grupy zatytułowane „extra.ordinary.love”. 2012 rok przyniósł rozszerzenie składu zespołu o Abide.na oraz teaser pełnego longplaya formacji w postaci „Trio” EP. Ostateczny efekt ich pracy w postaci „Better Weapon” przyszedł pod koniec września b.r.

    Tytuł płyty wydanej ostatniego dnia poprzedniego miesiąca symbolizuje właściwie dwie rzeczy. Po pierwsze, brzmienie nagrań Souls Rest stoi na wyższym poziomie niż dotychczas w czym duża zasługa DJ’a Philamonika. Po drugie, przy dodatkowym raperze w szeregach zespołu ostateczny efekt ich pracy wypada znacznie lepiej. Abide.n & A.son znakomicie uzupełniają się i czuć pomiędzy całym triem wyjątkową chemię. Zresztą przy rozmowach o stronie lirycznej „Better Weapon” nie sposób pominąć faktu nad wyraz melodycznego flow gospodarzy albumu, wprowadzających harmonię i spokój w poszczególnych kompozycjach dostępnych na LP. Znakomite intro w postaci „Ready for Anything”, niejako zapowiedź reszty produkcji, jaką jest „Soul Food”, metaforyczna opowieść „Her City”, czy równie dobre „My Two Cents”, „Like A Child” i „Speechless” sprawiają, iż tego projektu słucha się z przyjemnością. Jazz-hop wymienia się z soulem, przynosząc kapitalne tło do historii snutych przez członków Souls Rest.

    Wrześniowe wydawnictwo rezydującego w Kanadzie zespołu znajdziecie na Soundcloudzie i Bandcampie. Dodatkiem do „Better Weapon” jest video przedstawiające wykonanie live jednego ze sztandarowych utworów pochodzących z longplaya, „Her City”. Szkoda, że Souls Rest nie zdecydowali się do wypuszczenia projektu w formie fizycznej, gdyż pod każdym względem ten materiał zasługuje na to.

    Tracklista

    1. Ready for Anything
    2. Soul Food
    3. Small Triumph
    4. Her City
    5. Better Weapon
    6. My Two Cents
    7. King for a Day
    8. Like A Child
    9. Speechless
    10. Verbal Exhibition feat. Ashleigh Eymann
    11. The Catalyst
    12. So Many Words
  • Mistyczna twórczość Joego Vitterbo

    Mistyczna twórczość Joego Vitterbo

    3–5 minut

    Instrumentalne kompilacje w środowisku hip hopowym cieszą się różnorodnymi opiniami, niemniej stanowią coraz większą partię ogółu wydawnictw gatunku. Część producentów pozostaje wierna korzeniom, udostępniając beaty oparte o sample i dźwięki perkusyjne. Z kolei wielu uznanych beatmakerów (z powodzeniem) podejmuje próby zatarcia granic między gatunkami, uciekając w stronę trip hopu czy szeroko pojętej elektroniki. Mówiąc krótko – słuchacze mają szeroką paletę wyboru brzmień, które mogą ich zafascynować.

    Oprócz skrajnych emocji, jakie budzą same nagrania, nie sposób nie zgodzić się ze stwierdzeniem, iż wielu artystów ma po prostu metaforyczny „własny świat”, ukryty gdzieś między beatmaszynami a stertami czarnych płyt, wypełniającymi ciasny pokój, służący jako miejsce pracy. Producenci często dają się poznać jako lekko ekscentryczni autorzy niecodziennych kreacji – pierwszym z brzegu przykładem może być osoba Madliba, człowieka odpowiedzialnego za powstały przez wdychanie helu głos Quasimoto i jego perypetie, osadzone na abstrakcyjnych beatach, czy autora wymyślonych muzyków z Yesterday’s New Quintet. Tak barwne osobistości kryją się również w hip hopowych podziemiach Starego Kontynentu – Panie i Panowie, przed Wami Joe Vitterbo.

    Życie i personalia zamieszkałego we Francji artysty spowija mgła tajemnicy skrywanej pod niepokojącą, gipsową maską. Joe to ”człowiek renesansu” w najlepszym tego wyrażenia znaczeniu, lista dziedzin sztuki i kultury, jakimi się zajmuje jest bardzo imponująca. Szkice, obrazy, niezależne filmy i fotografie to tylko niektóre z jego pobocznych dzieł. Hołdując zasadzie DIY, Vitterbo potrafi sam wziąć w swoje ręce organizację wystaw czy koncertów zaprzyjaźnionych muzyków. W 2004 roku światło dzienne ujrzała jego pierwsza EP-ka, „7 1/2 tries”, będąca połączeniem instrumentalnego hip hopu i, jak sam określa, „lo-fi electro”. Inspirowany wczesnymi dokonaniami DJ-a Shadowa album został stworzony w całości za pomocą Akai S2000 oraz Atari 1040STF, szybko zmiksowany przez Mitcha Vincenta, i niemasterowany. Wydana niskim kosztem, we własnoręcznie przygotowanych koszulkach, płyta rozdawana była za darmo, a teraz można pobrać ją z Bandcampa Joego.

    Tracklista

    1. Question
    2. Answer
    3. On My Mind
    4. Everything Seems To Be
    5. Fugalude
    6. Flexion
    7. Reflexion

    Na tym samym sprzęcie, w podobnych warunkach, pod osłoną nocy powstał w 2006 roku drugi album Vitterbo, „Blind”, uciekający jeszcze bardziej w stronę mrocznej elektroniki. Przeważające na płycie, brudne, szumiące i minimalistyczne dźwięki ocierają się niemalże o ambient, współgrając z mistycznym wizerunkiem producenta. Jak głosi podpis pod albumem: a headphone can be advised for an „optimal” listening. Zapraszam do przekonania się na własnej skórze, zaopatrując się w jego utwory, bez dodatkowych opłat, na Bandcampie.

    Od czasu wydania ”Blind”, Joe angażował się w rozmaite, undergroundowe projekty związane ze sztuką i muzyką alternatywną. W życiu artysty nie brakuje polskich akcentów – niejednokrotnie bowiem zajmował się koncertami rockowych i jazzowych formacji, takich jak np. Robotobibok, Band Of Endless Noise, Małe Instrumenty, Program i Mordy, dodatkowo poświęcając się pracy przy noise-rockowej kapeli o dźwięcznej nazwie DUPEK (z którą wystąpił w naszym kraju w 2006 i 2008 roku). Ponadto, przyznaje się do swojego zamiłowania estetyką starych polskich plakatów filmowych (zapraszam na stronę artysty – nad jego biografią widnieje zdjęcie, zrobione na tle jednego z nich).  Joe Vitterbo miał dodatkowo swój wkład w organizację show ”1989” Gran Kino, czy tworzenie tanecznych performance’ów Amandy Bouilloux.

    Rok 2011 to znowu powrót do samplera. Powrót nie byle jaki, bo w iście wielkim stylu, osadzonym w realiach hip hopu lat dziewięćdziesiątych… czyli w klimacie zupełnie innym, niż przed laty. „Sometimes You Have to Stick with the Oldschool Ways” wydany w lipcu bieżącego roku nakładem wytwórni Joego, Young & Green Records, jawi się słuchaczowi jako trwający przeszło 46 minut, pełnowymiarowy album.

    Oparty o sample, scratche i partie klawiszowe, stanowi najbardziej hip hopowe dzieło Vitterbo, które z pewnością przypadnie do gustu wielu Czytelnikom UCTL. Pomimo tego, że usłyszymy patenty rodem z bardziej elektronicznych inspiracji producenta, dominują beaty oparte na groovie oraz przemyślane, często bardzo emocjonalne i dramatyczne kompozycje, będące wyrazem dojrzałości twórcy. Jeżeli dodamy do tego niebanalny sposób wydania limitowanego albumu, po zsumowaniu wszystkich czynników, otrzymujemy sztukę wysokich lotów.

    Album możemy przesłuchać na Bandcampie. Warto zapoznać się także z trailerami promującymi wydawnictwo.

    Tracklista

    1. Welcome
    2. Still Banging
    3. Five Spot Aftershow
    4. Groovy Harry
    5. Conspiracy Interlude
    6. Chippers
    7. U Know The Name
    8. Guess Who’s Back!
    9. ’Til it Hurts
    10. JCarson Orchestra Interlude
    11. Gotta Stick with the Worst
    12. Real Shit Part One
    13. Inna 6strings Mood
    14. Maybe You’re Too Young to Know How to Dance on This Kind of Groove? Part One
    15. Wanna be a Gangsta?
    16. Strongtown Diva
    17. Teenie Weenie Groovy
    18. Just a Beat
    19. Real Shit Part Two
    20. Will You Answer This Time?
    21. Maybe You’re Too Young to Know How to Dance On This Kind Of Groove? Part Two
    22. Who Said It Was A Game?
    23. A Man on the Street
  • Freddie Joachim przedstawia nowe wydawnictwo muzyczne

    Freddie Joachim przedstawia nowe wydawnictwo muzyczne

    2–3 minut

    W ostatnich latach nastąpił znaczny wzrost popularności producentów muzycznych z kręgów około hip hopowych, znakomicie odnajdujących się w dzisiejszych realiach w branży. W tej kategorii znajdują się zarówno beatmakerzy stawiający głównie na solową działalność, jak i postaci chętnie współpracujący z innymi artystami. W związku z tym, stworzenie listy zawierającej wszystkich najbardziej liczących się przedstawicieli tego nurtu jest niemal niemożliwe, ponieważ nie sposób uzbierać wszystkich twórców do jednego worka. Z drugiej strony nie trzeba być omnibusem muzycznym, aby zdawać sobie sprawę, iż każde zestawienie tego typu powinno zawierać wzmianki o Oddiseem, Apollo Brownie, Flying Lotusie, Dibia$e, Eriku Lau, Onrze, czy Tall Black Guyu. W jednym rzędzie z nimi stanie właściciel Mellow Orange, Freddie Joachim, który w drugiej połowie września wydał nowe EP – „Waiting”.

    Bay Area stanowi przyjazną przystań dla artystów obracających się w różnych nurtach muzycznych. Freddie Joachim umiejętnie korzysta z warunków jakie mu zapewnia ta część Kalifornii, co przekłada się również na charakter jego wydawnictw. W przeciągu ostatnich 4 lat artysta wyrobił sobie mocną pozycję na rynku, umiejętnie wzmacnianą praktycznie każdego miesiąca. O pozycji producenta w branży najlepiej świadczy fakt, iż nie musi sobie zawracać głowy promocją swojej muzyki, gdyż wykonują to za niego słuchacze i strony muzyczne. Co ciekawe, jedynie informacja prasowa o płycie „Midway” została rozszerzona, zaś o pozostałych projektach beatmakera niewiele można było dowiedzieć się z tzw. press release’ów. Po prostu w jego przypadku, muzyka broni się sama i sukcesywnie dociera do coraz większego grona odbiorców. Większość nagrań mieszkańca Cali trafia na Soundclouda, natomiast czasem wybrane kompozycje są zbierane przez niego umieszczane na kompilacjach (ostatnia z nich, „The Joachim Remixes Vol. 5” ukazała się w lipcu b.r.). Oprócz tego trafi się też niekiedy zbiór instrumentalnych utworów. Do tej kategorii zalicza się niedawno wydany projekt „Waiting”.

    Premiera EP-ki odbyła się 24 września, jak zwykle bez specjalnych zapowiedzi i dziesiątkach tzw. controlled leaków. Freddie Joachim zrealizował kolejny udany materiał, na sukces którego wpływa kilka czynników. Określając styl producencki artysty należy posłużyć się zwrotami krążącymi wokół nowocześnie brzmiącego instrumentalnego hip hopu. Używając słowa nowoczesny wcale nie mam na myśli sięgania przez beatmakera po płytkie brzmienia elektroniczne, będące coraz częściej nieznośną dla uszu papką serwowaną przez wielu twórców. Bohater tego artykułu na swój sposób definiuje organiczne brzmienie około hip hopowe, którego naprawdę niewiele dzieli od soulu w najlepszej odmianie. Anglojęzyczne serwisy muzyczne takie utwory jak „We Wrote A Song About It”, „Gone”, czy „Across The Sky” nazywają mianem soulfulowych i trzeba przyznać, że jest w tym wiele racji. „Waiting” posiada też jedną przewagę nad pozostałymi wydawnictwami z tego kręgu. Kompozycje zawarte na tym projekcie nie trwają ok. 1-1,5 minuty, co jest zmorą dzisiejszych beat tape’ów i pochodnych wydawnictw. Freddie Joachim dostarczył na tym EP pełnoprawne utwory, którymi można cieszyć się odpowiednio długo.

    Wrześniowe wydawnictwo beatmakera ukazało się na Bandcampie. Instrumentalny projekt nieprzypadkowo został zatytułowany jako „Waiting”, gdyż Freddie Joachim przymierza się właśnie do wydania nowego longplaya. Premiera „Fiberglass Kisses” jeszcze w tym miesiącu (przy pomyślnych wiatrach).

    Tracklista

    1. We Wrote A Song About It
    2. Infinite Loop
    3. Masquerade
    4. Gone
    5. Across The Sky
    6. If I Say (Bonus)
    7. When You Sleep
  • Spacer po latach dziewięćdziesiątych z Piece of Mind

    Spacer po latach dziewięćdziesiątych z Piece of Mind

    3–4 minut

    Złota Era, czyli przełom lat 80. i 90.tych ubiegłego wieku przypada na okres najbardziej płodnego rozwoju hip hopu, kiedy to wydanych zostało najwięcej albumów, po dziś dzień uchodzących za klasyki gatunku. Raperzy, pisząc teksty, zaczęli sięgać po coraz to nowe formy i tematy oraz eksperymentować z flow, producenci starali się wynieść na piedestał sztukę samplingu, tworząc dobrze brzmiące kompozycje oparte na jazzie i funku. Eskalacja conscious rapu i jazz-hopu, przyczyniły się do poszerzania grona odbiorców hip hopu. Tommy Boy, Def Jam, Rawkus Records, Native Tongues… długo by wymieniać kolektywy i wytwórnie, które w latach dziewięćdziesiątych święciły triumfy. Mimo widocznego odchodzenia od klasycznego brzmienia utworów hip hopowych w stronę syntetyki i future beats, wydawnictwa z czasów Golden Age wciąż pozostają ukazującymi ten rodzaj muzyki w najczystszej, korzennej formie. W czym tkwi więc sukces, zdawałoby się, trochę już podstarzałych numerów? Czy ciepłe sample, mocne perkusje i szczery, pozytywny przekaz wciąż są w cenie? I wreszcie – czy w 2012 roku można z powodzeniem tworzyć rap oparty na schematach zbliżonych do tych sprzed dwudziestu, a nawet trzydziestu lat?

    Okazuje się, że tak – i to nigdzie indziej, jak w Kanadzie, „grzeczniejszej” siostrze Stanów Zjednoczonych. Jeżeli będąc w Toronto, napotkasz szeroko uśmiechniętego localsa, z burzą dreadlocków okrytą kapeluszem i z torbą pełną winyli na ramieniu – masz przed sobą nikogo innego, jak Samuela Gayle’a, znanego też jako G-Roc Gayle. Mieszkaniec tej aglomeracji kanadyjskiej, to też założyciel niezależnej wytwórni Structures Built Records, a do tego (przede wszystkim) – rapująca połowę duetu Piece of Mind, tworzonego wspólnie z Gerrardem Suyao, czyli DJ’em Gedsim. Idąc drogą wyznaczoną przez kultowe duety Emcee – producent/DJ, jak Gang Starr, Pete Rock & CL Smooth czy Eric B. & Rakim, panowie skromnie, lecz z pomysłem promują swój pierwszy album, zatytułowany po prostu „Self-Titled”, mający swoją premierę na iTunes 7 sierpnia bieżącego roku.

    Ścieżka kariery tego sympatycznego duetu na dobre zaczęła biec już w lutym, za sprawą pierwszego singla, promującego wydawnictwo, „Rap Phenomenon”. Czarno-biały klip, efekt pracy Moto for Moto Productions, zabiera nas w reminiscencyjny spacer do lat dziewięćdziesiątych, opowiedziany przez żyjącego własnym rytmem G-Roca, najlepiej odnajdującego się chyba na leniwym beacie Gedsiego. Pociągi, sklep z woskami, ławka, graffiti, to dobre tło dla niestroniącego od follow-upów, błyskotliwego Emcee. Utwór przypadł do gustu Dizzy’emu Dustinowi (członkowi legendarnego Ugly Duckling), który zaprezentował go w audycji The Soul Clap, co jest nie lada wyróżnieniem.

    Jako artyści wierni prawdziwej hip hopowej tradycji, Piece of Mind wspierają, i starają się reprezentować, każdy z elementów kultury, którą traktują jako, nie przymierzając w słowach, sposób życia. Dobrym przyjacielem i współpracownikiem kolektywu jest artysta Yuro Jay. Nic więc dziwnego w tym, iż drugi singiel z „Self-Titled” to track „Graffiti”, swoisty hołd oddany writerom, ujęty w formie osobliwego storytellingu. Można zaryzykować stwierdzenie, iż on także pozwolił G-Rocowi i DJ’owi Gedsiemu zabłysnąć wśród jeszcze większej ilości słuchaczy. Nagranie zostało docenione przez m.in. Refused Art Culture Magazine, dzięki któremu można pobrać go za darmo, jako część kompilacji „Attention Vol. 1”. Natomiast na łamach Silence Nogood okrzyknięto ich mianem najlepiej zapowiadającego się undergroundowego kolektywu z Toronto.

    Entuzjastycznie przyjęty longplay zbiera spore ilości pochwał i pozytywnych recenzji na zagranicznych blogach i serwisach, łapiąc za serce każdego fanatyka hip hopu lat dziewięćdziesiątych. Mimo że bardzo często to Emcee wysuwa się na pierwszy plan, Piece of Mind wydaje się być duetem spójnym, gdzie żaden z członków nie powinien być faworyzowany. G-Roc Gayle świetnie operuje swoim flow, dobrze prezentując się na beatach o różnym tempie (kiedy rapuje trochę szybciej, jego głos i maniera przywodzą mi na myśl werwę Big L’a). To raper inteligentny i bystry, a przy tym wszystkim bardzo pokorny. DJ Gedsi jest z kolei wrażliwym producentem, sprawdzającym się w kompozycjach opartych na krótkich, subtelnych jazzowych samplach, jak i boom-bapowych perkusjach. Piece of Mind nie jest duetem, który próbuje naśladować styl minionej epoki – on po prostu taki właśnie hip hop tworzy. Tyle, że parę lat później.

    „Self-Titled” możemy przesłuchać w całości na Bandcampie, kupić na iTunes, a snippet pobrać z Soundclouda. Na deser, również za darmo – znajdujący się na albumie, bardzo osobisty utwór, traktujący o sukcesie, samorozwoju i więzi z Bogiem, „One 2 One 2”.

     Tracklista

    1. Join In
    2. Rap Phenonenon
    3. Rhyme Training feat. Abdominal
    4. Find Your Gift
    5. You Know The Flow
    6. One 2 One 2
    7. Gobot
    8. Read
    9. Strive
    10. Those Where The Days
    11. Graffiti
    12. You Dig?
  • Darmowy album: Amerigo Gazaway – Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde

    Darmowy album: Amerigo Gazaway – Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde

    4–6 minut

    Z biegiem czasu pionierzy hip hopowi i postaci działające głównie w latach 90.tych ubiegłego wieku powoli odchodzą w zapomnienie. Wydaje się, że to naturalna kolej rzeczy i nie ma w tym niczego specjalnego. Z drugiej strony, wiele osób stara się zachować pamięć o wielkich artystach z minionych epok. Do jednej z najczęściej wykorzystywanych metod na kultywowanie tradycji hip hopowej należy tworzenie wszelkiego rodzaju follow-upów i tribute’ów poświęconych poszczególnym wykonawcom. Właśnie za pomocą reinterpretacji nagrań dawnych twórców, a co za tym idzie odświeżaniu ich dyskografii, w przystępny sposób podkreśla się twórczość wybranych artystów solowych i grup. W tej kategorii projektów muzycznych zdarzają się prawdziwe perełki, o czym przekonuje projekt Amerigo Gazawaya „Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde” „nowo” powstałego zespołu złożonego z utworów The Pharcyde & A Tribe Called Quest.

    Zasługi obu grup muzycznych dla rozwoju hip hopu są niepodważalne. The Pharcyde udowodnili wszystkim niedowiarkom, że Zachodnie Wybrzeże USA nie musi być kojarzone wyłącznie z gangsta rapem. Okoliczności, w jakich powstawał debiutancki album zespołu związanego z Delicious Vinyl wcale nie były łatwe. Przełom lat 80. i 90.tych to dominacja agresywnych form przekazu rapowego, podjudzanych przez sytuacje społeczne (patrz: sprawa Rodneya Kinga i zamieszki w Los Angeles w 1992 roku). Następnie przyszła kolej na powstanie i rozwój G-Funku. Niewielu ludzi spodziewało się, iż wydane 20 lat temu „Bizarre Ride II The Pharcyde” spotka się z tak bardzo pozytywnym odbiorem opinii publicznej. Za sprawą zaledwie jednej płyty Imani, Slimkid3, Bootie Brown & Fatlip zapisali się złotymi głoskami na kartach hip hopu. Pomimo tego, iż złote czasy kolektywu sięgają jedynie wypuszczonego w 1995 roku drugiego albumu „Labcabincalifornia”, to nie sposób im odebrać kultowego statusu i nieśmiertelnej sławy wśród słuchaczy na całej kuli ziemskiej.

    Jeżeli mówimy o przeciwwadze dla gangsta rapu w pierwszej połowie lat 90.tych, to obok The Pharcyde pojawia się nowojorska formacja A Tribe Called Quest. Legendarna grupa utworzona blisko 30 lat temu na terenie Queens odegrała ogromną rolę w hip hopie i to co najmniej z kilku powodów. Q-Tip, Phife Dawg, Ali Shaheed Muhammad & Jarobi White stanowili centralne postaci ruchu Native Tongues – opozycyjnej frakcji wobec mroczniejszej strony muzyki hip hopowej. ATCQ wywarło znaczny wpływ na kształt i upowszechnienie się jazz-hopu, ukochanej formy muzycznej tysięcy odbiorców muzyki. Pierwsze trzy wydawnictwa płytowe nowojorczyków – „People’s Instinctive Travels and the Paths of Rhythm” (1990), „The Low End Theory” (1991) oraz „Midnight Marauders” (1993) – należą do klasyki gatunku. W licznych zestawieniach najważniejszych zespołów hip hopowych wszech czasów, Q-Tip zajmują zwykle wysokie miejsca. Ludzie z różnych stron świata nadal chętnie sięgają po albumy grupy z lat 90.tych, co tym bardziej dowodzi ich ponadczasowego wymiaru. Zestawienie nagrań nowojorskiej formacji z The Pharcyde pasuje idealnie do siebie, o czym można przekonać się za sprawą Bizarre Tribe.

    Amerigo Gazaway z Gummy Soul przygotował jeden z najważniejszych mash-upów b.r., łącząc kompozycje dwóch klasycznych zespołów z obu wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Amerykańska oficyna wydawnicza wypuściła materiał równo rok po premierowym projekcie z tej serii – „Fela Soul”, będący kombinacją kompozycji Fela Kutiego & De La Soul. Jak natomiast wyszedł mix utworów The Pharcyde & A Tribe Called Quest? Po prostu wyśmienicie. Przedstawiciele kalifornijskiej grupy brzmią niezwykle świeżo i naturalnie na beatach ATCQ. Najmocniejsze punkty albumu stanowią „Runnin’” (połączenie „Runnin” z „Electric Relaxation”), „Ya Mama And Stuff” („Ya Mama” i „Vibes And Stuff”), „Otha Otha Fish” („Otha Fish” i „Sucka N****”), „Bonita Applebum”) oraz „Pharcyde of The Moon” – wypadkowa „Passin’ Me By”, „1nce Again” i „How Many MC’s” Black Moon. Efekt końcowy przeszedł najśmielsze marzenia fanów Złotej Ery hip hopu. Pozycja obowiązkowa dla każdego odbiorcę rapu, bez dwóch zdań.

    Gummy Soul udostępniło „A Quest to The Pharcyde” zarówno na Soundcloudzie jak i Bandcampie. Wydawnictwo przygotowane przez Amerigo Gazawaya można dodatkowo za darmo pobrać z BC lub korzystając z poniższego odnośnika. W związku z poziomem skomplikowania praw autorskich do utworów The Pharcyde & A Tribe Called Quest, projekt nie ukazał się w wersji fizycznej, choć na pewno znalazłby tysiące odbiorców. W ramach kampanii promocyjnej mash-upu trafiło do sprzedaży kilka edycji koszulek dostępnych na stronie Bizarre Tribe oraz 3 materiały video (teaser oraz teledyski do „Runnin’” i „Pharcyde of The Moon”). Dodatkowo istnieje możliwość pobrania instrumentalnej wersji albumu.

    Bizarre Tribe to jeden z najważniejszych i najbardziej nieoczekiwanych tegorocznych projektów. Popularność wydawnictwa wskazuje na fakt, iż pamięć o The Pharcyde & A Tribe Called Quest pozostaje wciąż żywa i powoli przechodzi też na nowe pokolenie.

    Aktualizacja #1: Ostatecznie projekt ukazał się także w wersji fizycznej (bootleg). „Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde” pojawiło się w sprzedaży w wydaniu winylowym, co stanowi nie lada gratkę dla kolekcjonerów płyt.

    Aktualizacja #2: Pod koniec pierwszej połowy 2013 roku zrobiło się znowu głośno o „Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde”, jednak tym razem stało się tak z innych powodów, niż można przypuszczać. Właściciele praw autorskich do katalogu A Tribe Called Quest zablokowali dalszą dystrybucję albumu w sieci, grożąc Gummy Soul wytoczeniem procesu w tej sprawie. Sprawa jest o tyle kuriozalna, gdyż Amerigo Gazaway przy tworzeniu projektu skorzystał z oryginalnych sampli służących do powstania nagrań ATCQ, a nie bezpośrednio z ich utworów. Na dzień dzisiejszy kolektyw wycofał materiał z Bandcampa. Więcej informacji o tym temacie znajdziecie w tym miejscu.

    DOWNLOAD Amerigo Gazaway – „Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde”

    Tracklista

    1. Tour Guide
    2. Runnin’
    3. Ya Mama And Stuff
    4. Soul Flower (We’ve Got)
    5. Bonita Keeps On Passin’ Me By
    6. Otha Otha Fish
    7. 4 Better Or 4 Worse
    8. Award Tour Guide
    9. Trust, Part II
    10. It Ain’t Nothing Like feat. Kriminul
    11. Interlude
    12. Lyrics 2 Let it Go
    13. Doin’ Time (Sublime feat. The Pharcyde)
    14. Pharcyde of The Moon feat. Black Moon
  • Indelible Niche Collective wydawcą undergroundowej kompilacji

    Indelible Niche Collective wydawcą undergroundowej kompilacji

    3–4 minut

    Droga prowadząca od głęboko tkwiących niezależnych kręgów muzycznych do zdobycia większego uznania w oczach opinii publicznej bywa niekiedy długa i wyboista. Jak pokazują przykłady wielu artystów, bez większego wsparcia oraz szczęścia, ładnych kilka lat może zająć dotarcie do szerszego grona słuchaczy. Jeżeli dołożymy do tego stale rosnącą konkurencję na całym świecie oraz promocję stale tych samych postaci przez serwisy muzyczne, to okaże się, iż rzeczywiście trzeba nie lada wysiłku, aby przebić się w tej branży. W związku z tym, powołuje się do życia projekty zrzeszające młodych twórców muzycznych, przy których wspólnymi siłami można zdziałać znacznie więcej niż w pojedynkę. Jednym z takich przedsięwzięć jest założone nie tak dawno Indelible Niche Collective. Dzięki tej platformie ukazała się kompilacja „INC: Collection 1”, zawierająca nagrania wykonawców na dorobku z różnych stron świata.

    Pomysłodawcą całego projektu został mieszkający na stałe w Baltimore w stanie Maryland Stephen Perez. Amerykanin tworzy również muzykę pod pseudonimem evolv, znajomym niektórym sympatykom instrumentalnych brzmień muzycznych. Artysta obraca się wokół ambientu, post-rocka, elektroniki z lat 80.tych, ale wpływ na jego rozwój wywarł też klasyczny rap sprzed dwóch dekad. Początkowe zetknięcie się wykonawcy z tworzeniem muzyki przypadło na współpracę z jego przyjacielem, Davidem Redwine’em (Lackflow Intolerant). Wspólnie doszli do wniosku, iż warto postawić na pracę u podstaw i zebrać wokół siebie wielu niezależnych i dopiero co raczkujących beatmakerów z Ameryki Północnej, Europy i pozostałych kontynentów. Doprowadziło to do powstania w pierwszej połowie b.r. Indelible Niche Collective. Kilka miesięcy później składanka „INC: Collection 1” trafiła już do obiegu.

    Wśród wszystkich twórców zgromadzonych na pierwszej części tej serii wydawniczej, większość utrzymuje ze sobą od jakiegoś czasu kontakty, a niektórzy są wręcz przyjaciółmi. Wydaje się to absurdalne – w końcu tracklista kompilacji zawiera 51 nagrań (!) – jednak okazuje się prawdziwe. Informacje o Indelible Niche Collective przekazywano od jednego artysty do drugiego, co sprawia, iż „INC: Collection 1” nabiera rodzinnego i organicznego charakteru. W związku z taką liczbą utworów zawartych na tym projekcie, zachodziły obawy o utrzymanie właściwego klimatu wydawnictwa. Jak się okazuje, Stephen Perez wraz ze swoimi przyjaciółmi podołał zadaniu, przygotowując spójny materiał. Na składance dominują eksperymentalne, zahaczające o różne nurty muzyczne, kompozycje. Poszczególne utwory rozciągają się od ambientu, przez klasyczną i współczesną elektronikę, nagrania pasujące do soundtracków filmowych, aż po instrumentalny hip hop. Pojawił się też polski akcent na „INC: Collection 1” w postaci instrumentalnego tracka „My Chance” Prod. B.

    Indelible Niche Collective wypuściło pierwszą kompilację na Bandcampie. „INC: Collection 1” ukazało się w sprzedaży w formie elektronicznej oraz fizycznej. Kompilacja trafiła na limitowaną edycję 30 podwójnych kaset umieszczonych w drewnianych pudełkach, stanowiących nie lada gratkę dla kolekcjonerów muzyki. Ponadto projekt promuje sugestywne wideo, będące oprawą wizualną pierwszej części składanki.

    DOWNLOAD Indelible Niche Collective – „INC: Collection 1”

    Tracklista

    1. Mr. Boston Beatdown – Every Wish’ll…
    2. Dad School – Orientation
    3. Tru Highs – High Persona
    4. JAH RA – You Don’t Even Know
    5. Naono – Fotago
    6. Mr. Kwazi – Moody Man
    7. Mellow Bloke – Lonely Daydreamer
    8. Mammut Is In Love – Magical Song
    9. Lackflow Intolerant – MeYouWe (rod. Boston Beatdown)
    10. Light Escape – 001
    11. _moohn – dgtlsnset
    12. Prof. Logik – Some Sought of Fusion
    13. Toma & evolv – But the Mountains, I Raise
    14. munno – Orange
    15. Bass Kapital – Surrndrr
    16. B.Ro – Sippin Beer on the Beach
    17. Nathan Watson – Forgotten
    18. 9Planets – Too Much Of Nothing
    19. Prod. B – My Chance
    20. i AM esper – When the Sun Sets Over the Wilderness
    21. Junoflo & evolv – Dinner For One (prod. evolv)
    22. Nodding Off – At the Edge of the Sky
    23. Cyan P – Gravely
    24. Ullapul – Silo #1
    25. Drig & evolv – Crawl Space (prod. Drig & evolv)
    26. evolv – Alluring
    27. Jacob Gemmell – Sonnet of Garages
    28. JAH RA & evolv – Emanate
    29. David Redwine & Dalena Tran – Cla-sick Poetry feat. Dalena Tran
    30. Apollo Knives – Peter and the Burning Building
    31. Pysch3 & evolv [SuperSmashBros] – Grain
    32. Bara líti? – höfu?verkur
    33. Twisted Perspective – I Have a Dream
    34. 2D Nation – Real Talk
    35. Alone – All That Can, Does
    36. Beatoven – Clip Clop Stop
    37. Hyde and Shriek – Djaruma
    38. Full Body Champoux – CryptKeeper
    39. Intelligent Quotes – Lyrical Fitness
    40. Bass Kapital – Orientation (Dad School RMX)
    41. evolv & Apollo Knives – Here We Go… Up
    42. Mellow Bloke – Holly & Paul
    43. Mr. Boston Beatdown – Day After Day
    44. JAH RA – Dat Bub Bubs Bounce
    45. Nodding Off – Ink and Exhibitionists
    46. Tru Highs – Mirror Kisses – Kameron (Tru Highs Remix)
    47. Jahvolv – Wig Bent Sh** (The Last Wig Bender)
    48. Cyan P – Stones
    49. Drig & SELA – Atlantis (prod. SELA)
    50. evolv – September 1937
    51. Mr. Kwazi – You Got Another One?
  • Moods kolejnym zdolnym holenderskim beatmakerem

    Moods kolejnym zdolnym holenderskim beatmakerem

    3–4 minut

    W trakcie czterech lat istnienia U Call That Love, starałem się na każdym kroku poszerzać swoje horyzonty i sięgać po wydawnictwa muzyczne nie raz w ogóle nieeksponowane na innych polskojęzycznych stronach. Naprawdę nie liczy się to, ile kto posiada fanów na Facebooku, czy obserwatorów na Twitterze, gdyż wszystko sprowadza się do jakości dostarczanej muzyki. W związku z tym, raz po raz trafiały do serwisu płyty szerzej nieznanych wykonawców z różnych zakątków świata. Szczególnie tą różnorodność muzyczną można zauważyć przy publikowanych materiałach autorstwa beatmakerów, wśród których liczną reprezentację (obok USA rzecz jasna) stanowią postaci wywodzące się z Holandii. Tym razem do listy holenderskich producentów dołącza nowa twarz, Moods, posiadający w swojej dyskografii dwa udane wydawnictwa – „Traveling Through Sound” oraz „Break Out EP”.

    Wśród wszystkich dotychczasowych wydawnictw autorstwa niderlandzkich twórców opublikowanych na stronie, należy wyróżnić projekty the Jazzment, Pete’a Philly’ego & Perquiste’a, Vinyl Frontiers, czy Nicolaya. Do tego grona dołącza teraz młody beatmaker Moods. Początki fascynacji holenderskiego twórcy hip hopem przypadają na lata, w których spędzał długie wieczory oglądając liczne filmy skateboardowe. W ten sposób, będąc jeszcze dzieckiem, poznawał kolejnych przedstawicieli sceny hip hopowej. Przełom nastąpił w chwili, gdy ukazała się kultowa płyta Pete Rocka, „Petestrumentals”. Doprowadziło to do żywego zainteresowania rezydującego w Rotterdamie młodziana sztuką beatmakingu. W tej chwili producent wymienia jako swoje największe inspiracje plejadę znamienitych artystów – J Dillę, Pete Rocka, Buckwilda, DJ’a Babu, Kan Kicka (w końcu ktokolwiek wspomina o nim), Madliba, Bonobo. Moods od początku ukierunkowywał się na tworzenie nagrań oddających duszę i stan emocjonalny, w jakim się znajduje. Drugim istotnym elementem stały się remiksy utworów. Oba rodzaje kompozycji muzycznych znalazły się na debiutanckim projekcie Holendra, „Traveling Through Sound”.

    Całość materiału zawartego na tym projekcie powstała ok. 2010 roku. Wydawnictwo zawiera 14 utworów, z których po połowie przypada na beaty oraz remiksy nagrań innych artystów. Warsztat producencki Moodsa opiera się na muzyce pochodzącej z lat 60., 70. i 80.tych ubiegłego stulecia. Beatmaker lubi też sięgać po ścieżki dźwiękowe z dawnych filmów, miejscami mocno zaakcentowane na „Traveling Through Sound”. Oczywiście słychać nawiązania do ww. twórców, najbardziej do J Dilli, Pete Rocka i Madliba. Przy remiksach utworów dostępnych na płycie można też zauważyć jacy wykonawcy imponują Holendrowi. Trzeba przyznać, iż pokusił się on o nowe wersje tracków znamienitych grup i raperów. Jurassic 5, J Live, Large Professor, Supastition, Common, Kev Brown & Kenn Starr znajdują się na tej liście, co przemawia na korzyść całej produkcji.

    „Traveling Through Sound” znajdziecie na Bandcampie artysty. Holender zdecydował się udostępnić kolekcję remiksów i instrumentalnych utworów jako „name your price”. Jednym słowem, można ten projekt pobrać za darmo.

    Tracklista

    1. Confused
    2. Jurassic 5 – Linguistics (Moods Remix)
    3. City Lights
    4. J Live – Walkman Music (Moods Remix)
    5. Dreamin
    6. Large Professor – In The Ghetto (Moods Remix)
    7. Floating On Sound
    8. Large Professor – Hardcore Hip Hop (Moods Remix)
    9. Raw Concrete
    10. Supastition – Step It Up (Moods Remix)
    11. Timeless
    12. Common – I Used To Love Her (Moods Remix)
    13. In My Mood
    14. Kev Brown – Say Sumthin (Moods Remix)

    Po dwóch latach od skomponowania pierwszego projektu, holenderski twórca dostarczył kolejne wydawnictwo. „Break Out EP” ujrzało światło dzienne 20 sierpnia b.r. i stanowi kontynuację instrumentalnych nagrań zawartych na pierwszej płycie beatmakera. Moods rozwinął swój warsztat, urozmaica utwory, starając się wyciągać z beatów prawdziwe piękno, czyniąc z nich pełnowartościowymi instrumentalnymi kompozycjami. „Dedicated” oraz „Time To Move On” najlepiej pokazują możliwości tkwiące w artyście, udowadniając, iż jego pseudonim i tytuł EP-ki zostały umiejętnie i nieprzypadkowo dobrane.

    Wydawnictwo pochodzące sprzed blisko miesiąca, trafiło wzorem „Traveling Through Sound” na Bandcampa. Kilka dni temu Moods wypuścił świeży singiel, „Slowly”, idealnie pasujący do coraz dłuższych jesiennych wieczorów. Obecnie mieszkający w Rotterdamie beatmaker przygotowuje się do wydania materiału pod skrzydłami labelu Fremdtunes, zarządzanego przez DJ Mace’a & DJ’a Optimusa, kolejnych holenderskich artystów goszczących wcześniej na stronie.

    Aktualizacja: Kilka miesięcy po wydaniu „Break Out EP” ukazał się teledysk promujący wydawnictwo. Obraz pokazujący dzień z życia Holendra znajdziecie poniżej.

    Tracklista

    1. Instructions
    2. Break Out
    3. Arrived
    4. Almost Home
    5. Dedicated
    6. Time To Move On
  • Dialog ze słuchaczami Solillaquists of Sound

    Dialog ze słuchaczami Solillaquists of Sound

    3–4 minut

    Czy zastanawialiście się, co może łączyć czarnego odpowiednika Promoe z Looptroop Rockers, człowieka potrafiącego posługiwać się MPC-tką nie tylko dłońmi, ale też stopami czy ustami, ogoloną niemal na zero wokalistkę oraz poetkę? Ten zaskakujący kwartet to nic innego jak Solillaquists of Sound (często: Solilla) – założona w 2002 roku w Orlando grupa, w której skład wchodzą kolejno: Swamburger (Emcee), Divinci (producent i magik samplera), Alexandrah (główna wokalistka) oraz Tonya Combs (liryczka śpiewająca w chórkach).

    Świetnie dogadujący się członkowie zespołu (Divinci i Tonya są już małżeństwem) zaczynali od jamów, na których szlifowali swój warsztat, by dość szybko wydać nakładem lokalnego Nonsense Records debiutancki album „4 Student Counsol”. Co ciekawe – nigdy wcześniej grupa nie występowała przed szerszą publicznością, mimo że obecnie słyną z żywiołowych koncertów i wykonywanej przez Divinciego na żywo, przy pomocy trzech czy nawet czterech samplerów, muzyki.

    Przełom nastąpił w roku 2006, kiedy tworzący bezkompromisowy, intelektualny rap, Sage Francis, po otrzymaniu demówki zaprosił zespół w roli back-up bandu na własną trasę koncertową. Zaraz potem Solilla otrzymała propozycję podpisania kontraktu z sublabelem wytwórni Sage’a, Epitaph RecordsANTI-. To pod jej skrzydłami ukazał się longplay „As If We Existed”. W 2009 roku światło dzienne ujrzało entuzjastycznie przyjęte „No More Heroes”. Wykreowany przez kwartet gatunek muzyczny, będący fuzją bardzo różnorodnych, często eklektycznych kompozycji, artyści nazywają FAHEEM (funk/astro/hip-hop/extraterrestrially energized message). Przyznam, że to dość udane podsumowanie ich brzmienia.

    Rok 2012 przynosi nam kolejne wydawnictwo – „The 4TH Wall (Part 1)”, będący pierwszą częścią dwupłytowego albumu, mającego za zadanie znosić bariery między muzykami a słuchaczem. Z tej okazji do życia powołano projekt The Listener Speaks, mający na celu ułatwienie zbliżenia do odbiorców – stąd seria filmików z pytaniami, na które odpowiedzi (w dowolnej formie) mogą dostarczać fani. Być może wiele z nich spotka się ze swoistym komentarzem na kolejnej odsłonie kompilacji zapoczątkowanej przez Solillaquists of Sound?

    „The 4TH Wall (Part 1)” to rzecz bardzo zróżnicowana, a bez mała każdy kolejny utwór brzmi inaczej. Divinci z powodzeniem sięga po elektronikę i trip hop, ale wkład w kompozycję mają także muzycy instrumentalni – w „Orlando” tematem przewodnim jest funkowo-rock’n’rollowy dźwięk gitary i pianina (ukłony w stronę Mike’a Ryana i Jeana-Maxa Méry’ego), nie brakuje też mocnych riffów, wiolonczeli czy basu, jak w otwierającym album „Thicker Than Blood”, czy motywującym i energicznym „This Is Your Day”. Podkłady tworzą doskonale dopasowane tło do społecznie zaangażowanych, propagujących pokój i miłość, ale także będących manifestem zaangażowanych publicznie, inteligentnych tekstów Swamburgera i Alexandry. Oboje świetnie operują głosem – Swam umie rapować szybko i agresywnie, niemalże wypluwając z siebie w zawrotnym tempie poszczególne sylaby, lecz potrafi się także uspokoić, tworząc drugi plan dla śpiewu swojej koleżanki. Słuchając albumu, nie można nie odnieść wrażenia, że tych dwoje to duet świetnie dobrany i nawzajem się uzupełniający, jednak również solo, każde z nich jest silnym ogniwem – zapraszam do zaśpiewanego przez Alexandrę w całości po francusku, wyciszającego „The Witness’”.

    Mimo iż powinniśmy przyzwyczajać się do tego, że coraz więcej grup próbuje łączyć ze sobą różne gatunki, obserwując scenę bardziej komercyjną, nie sposób nie przyznać racji stwierdzeniu, że w wielu przypadkach takie eksperymenty się nie udają. Warto więc sięgnąć po „The 4TH Wall (Part 1)” Solillaquists of Sound, by przekonać się, że konsekwentnie podążając wcześniej obraną drogą, można stworzyć projekt zróżnicowany, przystępny, ale nie kiczowaty, łączący ambitną warstwę tekstową i muzyczną na podobnym, wysokim zresztą, poziomie.

    Na koniec mała anegdota – członkowie zespołu, często porównywani są z dawnym Black Eyed Peas. Oto, co oni sami myślą na ten temat:

    Ludzie mówili, że przypominamy im Black Eyed Peas. Jest jednak ogromna różnica: oni są do bani, a my nie.

    Album ”The 4TH Wall” możemy odsłuchać na Bandcampie grupy. Natomiast poniżej znajduje się teledysk powstały do singla promującego album, „This Is Your Day”.

    Aktualizacja: Półtora roku po wydaniu ”The 4TH Wall” pojawiła się druga część tego cyklu. Po „The 4TH Wall (Part 2)” odsyłam na Bandcampa.

    Tracklista:

    1. Thicker Than Blood
    2. This Is Your Day
    3. Natural Disaster
    4. 5050
    5. The Watcher
    6. Snooze Button
    7. Musically Speaking
    8. Orlando
    9. The Witness
    10. Suite Of A Thousand Thank Yous
  • Tajemnicza symbolika w twórczości Casuala i J Rawlsa – Respect Game or Expect Flames

    Tajemnicza symbolika w twórczości Casuala i J Rawlsa – Respect Game or Expect Flames

    2–3 minut

    W spowitym mgłą mistycyzmu hinduizmie jednym z najbardziej istotnych bogów był mityczny Śiwa, posiadający wśród swoich nadludzkich atrybutów „trzecie oko”, umieszczone na czole. Zamknięte, symbolizuje w wielu kręgach kulturowych i religijnych pewnego rodzaju bramę, prowadzącą do stanu wyższej świadomości i poznania, po dotarciu do których, może zostać otwarta. Schematyczne logo undergroundowego składu z Oakland – Hieroglyphics, przedstawia taką właśnie postać. Nie wiem, jaki stan duchowego wtajemniczenia osiągnęli członkowie kolektywu, jednak z całkowitą odpowiedzialnością mogę napisać, iż w sztuce rapowania wciąż starają wspinać się wyżej, czego dowodem są dokonania Dela The Funky Homosapiena czy ostatni album Casuala i J Rawlsa, „Respect Game or Expect Flames”.

    Casual, znany ze swojego flow, przemyślanych metafor, ciętego języka oraz pociągu do bitew freestyle’owych, oficjalnie pojawia się na scenie    w roku 1993, udzielając się gościnnie na płycie swoich kolegów z Souls of Mischief, a zarazem jednym z najważniejszych wydawnictw podziemnego hip hopu tamtych lat z Zachodniego Wybrzeża – ”93 ’til Infinity”. Rok później, dziewiętnastoletni wówczas Emcee, wydaje nakładem Jive Records debiutancki album „Fear Itself”. Ciepło przyjęty przez słuchaczy longplay ląduje na 108-mym miejscu notowań Billboardu, co sytuuje go na najwyższej pozycji wśród jego dotychczas wydanych krążków.

    Niespełna 20 lat od spektakularnego sukcesu, Cas decyduje się połączyć swoje siły z pochodzącym z Ohio J Rawlsem. Producent słynący z beatów na kultowym albumie Black Star, instrumentalnych kompilacji czy ostatniej współpracy z chociażby Stalleyem wznosi się na coraz to wyższy poziom beatmakingu (czyżby udało mu się otworzyć ”trzecie oko”?). Inspirując się nawzajem podczas wcześniejszych przedsięwzięć, panowie z entuzjazmem oddają w nasze ręce „Respect Game or Expect Flames”.

    Specjalnie na tę okazję, słynący z delikatnych, neo-soulowych i jazzowych podkładów, J Rawls postanowił trochę zmienić ścieżkę swojej pracy, aby lepiej dopasować się do postawy i stylu rapera. Usłyszymy więc nieco bardziej zadziorne i mocniejsze beaty, niż te, do których zdążyły nas przyzwyczaić poprzednie dokonania producenta, jednak wciąż widać w nich doskonale znany nam majstersztyk w doborze sampli i tworzeniu konsekwentnych kompozycji. Casual dotyka zróżnicowanych tematów, a polityka, kobiety, problemy czarnej społeczności czy sam rap to tylko niektóre z nich. Na zawierającym 15 utworów albumie wśród gości znajdziemy m.in. Dela The Funky Homosapien (w tytułowym singlu), Kuriousa (”Emergency”) czy członków Hieroglyphics, którzy przyczynili się do nagrania posse-cuta „Hier-O-Dot” (do odsłuchu na Soundcloudzie Nature Sounds).

    Widniejący na okładce albumu podpalony ankh, hieroglif mitologii egipskiej, symbolizuje nowe życie i płodność. Czyżby Casual i J Rawls mieli nadzieję na nową epokę w swojej twórczości? Zobaczymy. Póki co, zachęcam do obejrzenia klipów do „Respect Game or Expect Flames” (singlowy utwór do pobrania w formacie MP3 także na Bandcampie wytwórni) oraz „Reign”. Zdecydowanie dobra pozycja wydawnicza.

    Tracklista

    1. Reign feat. Pep Love & Allana Reign
    2. Respect Game or Expect Flames feat. Del The Funky Homosapien
    3. La Danse Du Fessie
    4. Craziest Story
    5. The Authority feat. The Mystery School
    6. Surely, I’m Right
    7. Fly feat. Allana Reign
    8. Nota Problem Part II
    9. Hier-O-Dot feat. Copywrite, Phesto, Tage, Tajai, Opio & Jakki Da Motamouth
    10. Aint Tryna Hear
    11. Find a New Remix feat. Rene Dion
    12. Emergency feat. Kurious
    13. Give Respect
    14. Upper Echelon
    15. We Servin’ Y’all feat. The Liquid Crystal Project
  • The Cancel z serią instrumentalnych wydawnictw

    The Cancel z serią instrumentalnych wydawnictw

    2–3 minut

    Kilka miesięcy temu na jednej z anglojęzycznych stron muzycznych pojawił się szeroki artykuł o instrumentalnych wydawnictwach. Niedostępna już dzisiaj publikacja w lekceważącym tonie podchodziła do muzyki pozbawionej części wokalnej, podważając nawet sens wydawania tego typu produkcji. W obronie stricte instrumentalnych projektów stanęli dziennikarze muzyczni, artyści oraz słuchacze, uznając ten atak za zupełnie bezcelowy i pozbawiony sensu. W końcu wystarczy przyjrzeć się ciągłemu rozwojowi tego środowiska oraz łatwość jaką uzyskują beatmakerzy z różnych stron świata w dotarciu do odbiorcy. Właśnie w ten sposób pojawili się w serwisie producenci tacy, jak P.R z Australii, the Jazzment z Holandii, czy Mo Kolours z Wielkiej Brytanii. Natomiast teraz przyszła kolej na ukraińskich wykonawców ukrywających się pod pseudonimem The Cancel i ich serię wydawnictw.

    Co prawda nasi wschodni sąsiedzi nie mogą pochwalić się długim stażem w branży muzycznej, ale nie przeszkadza im to w wydawaniu stojących na wysokim poziomie artystycznym projektów. Już debiutanckie wydawnictwo duetu The Cancel, „Diversity”, ukazało spory potencjał drzemiący w tych artystach. Płyta ukazała się 3 kwietnia ub.r. i trafiła do dużego grona słuchaczy ceniących instrumentalne brzmienia około hip hopowe. Beatmakerzy dryfują pomiędzy kilkoma nurtami muzycznymi, w zgrabny sposób łączy abstract hip hop z jazz-hopem, miejscami funkiem i downtempo. Różnorodność muzyczna nadaje uduchowionego klimatu całości krótkiego longplaya. Dla takich utworów, jak „Other Content”, „Rainbow”, czy „Lone Soul” zdecydowanie warto przesłuchać LP więcej niż raz.

    „Diversity” trafiło na Bandcampa artysty. Wydawnictwo można nabyć za pośrednictwem tego serwisu w niewygórowanej cenie $2 jedynie odsłuchać w tym miejscu.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Pending
    3. 5 Year
    4. Other Content
    5. Rainbow
    6. Excessively
    7. Spring
    8. Memories
    9. Walking
    10. Revolt
    11. Lone Soul
    12. Wake Up
    13. Outro

    W porównaniu do pierwszego projektu Ukraińców, „Reply from Space” z grudnia ub.r. charakteryzuje się spokojniejszym brzmieniem i niezwykle przyciągającym klimatem. Nic więc dziwnego w tym, że po ten materiał sięgnęło jeszcze więcej odbiorców niż poprzednio. The Cancel zajmuje stanowisko głównych pilotów promu kosmicznego i zabierają słuchaczy w podróż w nieznane. Sugestywne „Intro from Space” określa charakter płyty i stanowi udane wprowadzenie do następnych kompozycji. „Ghost”, „End of the Ride”, „Pulse” to nagrania nadające się na spacer w przestrzeni kosmicznej, z kolei nostalgiczne „Pulse”, „Frees” i „Low Emotion” idealnie nadają się na soundtrack do długich wieczorów spędzanych w osamotnieniu. Natomiast „Lullaby from the Moon” utuli do snu każdego człowieka szukającego swojej przystani życiowej.

    Pochodzący sprzed 8 miesięcy beat tape, trafił wzorem debiutanckiego projektu producentów na Bandcampa. „Reply From Space” podobnie jak „Diversity”, można nabyć już za $2 odsłuchać na BC.

    Tracklista

    1. Intro from Space
    2. Ghost
    3. NY in Night
    4. Lullaby from the Moon
    5. End of the Ride
    6. Pulse
    7. Summer Tape
    8. Interlude
    9. Frees
    10. Low Emotion
    11. Backstage
    12. Street Art (Bonus track)
    13. 4U (Bonus track)
    14. Space Outro

    Najświeższe wydawnictwo producenta, „Coffeee Cafe EP” pochodzi z czerwca tego roku. Trudno tutaj tak naprawdę mówić o EP-ce, gdyż na ten projekt przypadają jedynie dwa utwory. Amatorzy kawy (osobiście preferuję herbatę) powinni delektować i zachwycać się tym materiałem, gdyż to nic innego jak oda do tego umiłowanego przez miliony osób na świecie napoju. Co ciekawe oba nagrania znajdujące się na trackliście zawierają sample z polskich płyt.

    Ostatni projekt ukraińskich beatmakerów oczywiście również jest dostępny na Bandcampie. The Cancel oczekuje za swój czerwcowy materiał $1. Przychylam się do prośby producenta, gdyż warto wspierać uzdolnionych twórców, dzięki czemu w przyszłości można oczekiwać więcej wartościowej muzyki od nich.

    Aktualizacja: Od teraz płytę można bezpłatnie pobrać na Bandcampie.

    Tracklista

    1. Coffee Time
    2. Morning Cafe
Translate »