Tag: bandcamp

  • Somethin’ For Tha Listeners trzecim albumem Epidemic

    Somethin’ For Tha Listeners trzecim albumem Epidemic

    3–5 minut

    W undergroundzie systematycznie pojawiają się nowi wykonawcy, starając się powoli dotrzeć do wybranej niszy odbiorców na świecie. Przy tak ogromnej liczbie artystów solowych oraz grup, a także przy różnorodności muzycznej prezentowanej przez nich, trudno jednoznacznie wskazać tych, którym udało się przebić wśród konkurencji. Z drugiej strony można bez większych problemów wskazać postaci pozostające na fali wznoszącej od kilku lat. Homeboy Sandman, The Doppelgangaz, Ka, Roc Marciano, Apollo Brown, Oddisee czy Rapsody stanowią przykłady twórców stale zyskujących na znaczeniu. Obok nich znajdują się artyści o mniejszej ogólnoświatowej reputacji, ale równie uzdolnieni, co ich bardziej znani partnerzy z branży. Amerykańską formację Epidemic z pewnością należy umieścić w tym zestawieniu. Hex One & Tek-nition wydali w czerwcu trzeci album – „Somethin’ For Tha Listeners”.

    Bohaterów tego artykułu należy zaliczyć do grona artystów hip hopowych, którzy powoli i systematycznie trafiają ze swoją twórczością do kolejnych odbiorców. Wspólna droga raperów rozpoczęła się pod koniec poprzedniej dekady, kiedy to Hex One & Tek-nition zaczęli nagrywać pierwsze utwory. Obaj wykonawcy są wielkimi miłośnikami rapu z lat 90.tych i za wszelką cenę pragnęli tworzyć muzykę nawiązującą do tej dawnej wspaniałej epoki. Debiutancki album Epidemic okazał się znakomitym podkreśleniem głównych założeń grupy. „Illin Spree” przyniosło płytę będącą swoistym wehikułem czasu, przynoszącym klimat lat przypadających na rozkwit brzemienia boom-bapowego. Od strony producenckiej duet wspomógł szerzej nieznany beatmaker 5th Element. Brzmienie prezentowane przez związanych z Miami postaci doceniła nisza odbiorców uwielbiająca wyszukiwać nowych artystów pozostających wiernych starej szkole rapu.

    16 października ub.r. odbyła się premiera follow upu do pierwszej płyty, „Monochrome Skies”. Podobnie jak premierowy materiał, ubiegłoroczny projekt trafił do sprzedaży nakładem labelu założonego przez niezależnych raperów, Mic-Theory Records. Pryz okazji tej płyty Epidemic podjęło współpracę z nowym beatmakerem, Jesse Jamesem z Luksemburga. Europejski producent stanął na wysokości zadania, odpowiadając za soczyste i znakomicie przygotowane beaty. Wybrane utwory z LP – „We Back Now”, „Here We Go Again”, „Still Dreamin” czy „Stay Golden” wypadły więcej niż porządnie; można było też zauważyć progres w warsztacie obu Emcees. Album dostał się do szerszego grona słuchaczy i stron muzycznych, a co lepsze przez kilka tygodni znajdował się na liście bestsellerów w sklepie Underground Hip Hop. Następnie Hex One & Tek-nition spełnili prośby fanów, wypuszczając w grudniu ub.r. instrumentalną wersję „Illin Spree”. Zespół zachęcony lepszym odbiorem swoich nagrań niedawno wydał „Somethin’ For Tha Listeners”. Jeszcze świeże wydawnictwo stanowi najbardziej dopracowany materiał formacji.

    Pierwszy singiel z nowego projektu – „The Ocean” – pojawił się jeszcze wiosną tego roku. Spokojne i nad wyraz klimatyczne nagranie rozpaliło nadzieje sympatyków Epidemic na jeszcze lepszy longplay niż . W podobny tonie należy wyrażać się o „One Life”. Po takiej zapowiedzi kilka tygodni temu przyszła kolej na danie główne. Mic-Theory Records wypuściło „Somethin’ For Tha Listeners” w gorącym czerwcowym okresie wydawniczym. [pullquote]Pomimo licznej konkurencji i dosłownego zalewu branży hip hopowej masą płyt, florydzki duet już teraz może uznać najnowsze wydawnictwo za spory sukces. [/pullquote]Zgodnie z tradycją zapoczątkowaną na wcześniejszych wydawnictwach, trzeci longplay ponownie nagrano korzystając z beatów dostarczonych tylko przez jednego producenta. Grupa postawiła na kolejnego szerzej nieznanego producenta, Esco z Los Angeles. Twórca spisał się wybornie, serwując podkłady silnie zabarwione czasami przypadającymi na Złotą Erę rapu oraz kalifornijskim undergroundem. Hex One & Tek-nition skorzystali na tych produkcjach. Obaj raperzy popracowali solidnie nad jeszcze lepszym i wyraźniejszym ukazywaniem swoich umiejętności, stawiając przeważnie na pierwszym miejscu wysoką wartość tekstów poszczególnych utworów. Opowieści o życiu czy hip hopie w ich wykonaniu mają wiele uroku, a za swoiste podsumowanie „Somethin’ For Tha Listeners” można uznać kompozycję „UNIversALL”. Całość projektu uzupełnia bonus track wyprodukowany przez B.B.Z. Darneya, „Nothin’ Matters”, a także scratche i cuty DJ’a Tha Bossa i Dixie’ego (w „One Life”). Wszystko to przełożyło się na kapitalny album, który powinien zostać wysoko oceniony przez każdego sympatyka hip hopu w starym wydaniu.

    Epidemic opublikowało nowy album już tradycyjnie na Bandcampie. „Somethin’ For Tha Listeners” ukazało się póki co w wersji elektronicznej i na płytach kompaktowych. W przygotowaniu winylowe wydanie projektu, które trafi do sklepów w połowie sierpnia. Hex One & Tek-nition promują swoje świeże wydawnictwo poprzez klipy nagrane do „The Ocean” i „One Life”. W niedalekiej przyszłości powinny pojawić się następne videoclipy tej grupy, cieszącej się coraz większym szacunkiem w niezależnym środowisku hip hopowym.

    Aktualizacja: Epidemic przygotowali kolejny teledysk promujący ich trzeci album. Tym razem grupa wypuściła obraz do singla „Mic Masters”, utworu dobrze oddającego klimat „Somethin’ For Tha Listeners”.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Rhyme Writers
    3. Bringin’ It Back
    4. Patience
    5. Cool Out
    6. Check It Out
    7. They Don’t Know
    8. Poisonous Love
    9. Mic Masters
    10. Esco’s Crates (Interlude)
    11. Monday To Sunday
    12. One Life
    13. The Ocean
    14. UNIversALL
    15. Nothin’ Matters
  • DJ Czarny & Tas publikują Time To Build + wywiad z artystami

    DJ Czarny & Tas publikują Time To Build + wywiad z artystami

    7–10 minut

    Pierwsze dwa kwartały tego roku już za nami. W trakcie poprzednich miesięcy na rynku muzycznym pojawiło się multum nowych wydawnictw. W lipcu i sierpniu branża w naturalny sposób wyhamowuje, dzięki czemu więcej czasu można poświęcić projektom wypuszczonym przed kilku(nastoma) tygodniami. Następni dni na stronie wykorzystamy głównie na zaprezentowanie tegorocznych płyt, jak zwykle przywiązując dużą wagę do różnorodności wśród wybieranych materiałów. W tym miesiącu pojawiły się już w serwisie artykuły przedstawiające „Parklands” Hiatusa i „The Blackboard EP” Supastitiona. Natomiast teraz przyszła kolej na awizowany przeze mnie longplay DJ’a Czarnego & Tasa, „Time To Build”.

    Polski duet artystów znalazł się całkiem niedawno na stronie. W artykule poświęconemu pierwszemu albumowi wydanemu przez nich – „Passion, music, hip-hop” – szeroko przedstawiłem ich sylwetki. W związku z tym, niniejsza publikacja ograniczy się do podania informacji dotyczących świeżo wydanemu drugiemu wydawnictwu twórców. Kampanię promocyjną drugiego wydawnictwa rodzimego duetu podzielono na kilka etapów. W maju ukazał się pierwszy singiel zwiastujący „Time To Build”. Tytułowe nagranie powstałe przy udziale Ozaya Moore’a (nowy pseudonim Othello z Lightheaded) oraz Kuby Frydrycha (gitara) i Andrzeja Koniecznego (klawisze) utrzymano w hip hopowym klimacie, nadając jemu lekkiej formy. Drugi utwór promujący longplay DJ’a Czarnego & Tasa„Dreaming At The Surface” – opublikował liczący się serwis muzyczny Moovmnt. Do współpracy przy tym zaproszono wokalistę Aarona „AB” Abernathy’ego i Marka Pędziwiatra (Night Marks Electric Trio) odpowiadającego za dodanie tzw. instrumentów żywych. Obie kompozycje posłużył za właściwy wstęp do pełnej zawartości „Time To Build”, odsłaniając dalszy rozwój muzyczny rodzimych wykonawców.

    Premiera płyty odbyła się 7 czerwca. Jakie można zanotować wnioski po pierwszym zapoznaniu się z albumem? DJ Czarny & Tas znacznie rozszerzyli swój warsztat, a ich progres w komponowaniu muzyki w stosunku do wcześniejszych nagrań jest znaczący. W porównaniu do „Passion, music, hip-hop” duet dokonał wielu zmian, które wyszły im na dobre, tworząc zróżnicowane stylistycznie kompozycje. Zawartość „Time To Build” wypełnia około hip hopowa mieszanka różnych dźwięków; usłyszymy tutaj zarówno elementy soulowe, jak i drum’n’bassowe, swobodnie przeplatane z innymi nurtami muzycznymi. Pomimo tego iż wydawnictwo promowały wokalne single, to jednak pozostałe nagrania na longplayu pozostają stricte instrumentalnymi. Autorzy płyty podzielili się po połowie produkcją utworów, korzystając przy okazji z pomocy plejady innych muzyków. Swoje cegiełki do powstania poszczególnych tracków dołożyli kolejno Jakub Frydrych, Andrzej Konieczny, Marek Pędziwiatr, DJ Eprom, Roux Spana, Piotr „Łysy” Jaraszkiewicz oraz Paweł Stachowiak, nie zapominając o tym o osobach odpowiedzialnych za mix i mastering LP. Całość materiału uzupełniają godne remiksy „Time To Build” i „Once Again” w wykonaniu odpowiednio patr00 i Mr Browna.

    W tym miejscu przygotowałem niespodziankę w postaci wywiadu z rodzimymi twórcami. DJ Czarny & Tas w trakcie krótkiej rozmowy udzielili odpowiedzi głównie na pytania dotyczące „Time To Build”, ale nie tylko. Poruszyliśmy też kwestie dotyczące współczesnego kształtu i rozwoju sceny około hip hopowej czy też dalszego rozwoju duetu.


    W ramach wstępu do pytań dotyczących nowej płyty poprosiłbym o krótkie podsumowanie okresu od premiery „Passion, music, hip-hop” do zakończenia prac nad drugim LP. Jak minął Wam ten czas od stricte muzycznej strony?

    Tas: Z albumem „PMHH” jeździliśmy długo, na początku roku 2012 zrodził się pomysł żeby stworzyć nowy materiał. Pod koniec poprzedniego roku wymieniliśmy się „paczkami” z muzyką między sobą i dokonaliśmy wstępnej selekcji. W przeciwieństwie do pierwszego albumu, „Time To Build” wyprodukowaliśmy wspólnie. W międzyczasie, trochę graliśmy – m.in. wspólną trasę z Raashanem Ahmadem. Pojawiło się kilka luźnych utworów, ale dla mnie to było wciąż za mało, wolałem jakby skupić wszystkie siły na nowy album. Od początku roku, właściwie do ostatniej chwili trwały intensywne prace z naszej strony. Dziś czujemy lekkie zmęczenie, ale też i szczęście.

    Informacje o Waszym drugim albumie pojawiły się w maju. Po miesiącu od wydania tytułowego singla, „Time To Build” trafiło do sprzedaży. Pierwsze, co rzuca się w oczy, a raczej uszy, jest bogatsze brzmienie i swobodne dryfowanie przez Was wokół różnych nurtów muzycznych. Czy to było najważniejsze założenie przy pracach nad tym materiałem?

    DJ Czarny: Nie nazwałbym tego założeniem, różnorodność stylistyczna na nowej płycie wynika przede wszystkim z „ewolucji” muzycznej, która w nas zaszła i nadal ma miejsce. Wraz z dojrzewaniem zmienia się nasz gust. Niczego z góry nie planowaliśmy – ostateczny kształt płyty jest odzwierciedleniem naszych inspiracje z minionych lat, a właściwie od okresu wydania „Passion, music, hip-hop”.

    „Time To Build” stanowi niemal w całości instrumentalny longplay, ale nie brakuje na nim ciekawych gości z kraju i zagranicy. Co skłoniło Was do podjęcia współpracy z Ozayem Moore’em, Ab czy też szeregiem muzyków obecnych na albumie?

    Tas: Utwory Ozaya Moore’a, znanego wcześniej jako Othello, graliśmy praktycznie w każdym DJ secie. Utwór „Let’s Just” nie nudzi się do dnia dzisiejszego. Chcieliśmy do niego napisać, bo podobała nam się barwa jego głosu, lekkie flow. Z Ozayem jesteśmy w stałym kontakcie, fajnie byłoby kiedyś zagrać wspólny koncert. Twórczości AB nie znaliśmy, ale marzyliśmy o stworzeniu utworu śpiewanego. Nasz przyjaciel, Sebastian Jóźwiak z Warsoul, zaproponował żeby napisać do AB. Zauroczyliśmy się jego wokalem i od razu wysłaliśmy paczkę. Jesteśmy szczęśliwi że udało nam się zrealizować te kolaboracje. Dla nas super doświadczenie. Jeżeli chodzi o muzyków, zaprosiliśmy do współpracy przede wszystkim osoby, które po prostu znaliśmy wcześniej. To niewątpliwie ułatwiło współpracę a ostateczny wkład żywej muzyki niewątpliwie podniósł poziom artystyczny utworów. Na płycie znalazły się również dwa remixy świetnych producentów – Mr Browna oraz patr00. Pierwszego z nich Wojtek, jako nastolatek, miał okazję poznać w Londynie. Ja pozwoliłem sobie napisać do Patryka, chociaż rozmawiałem z nim nieco wcześniej przy okazji innej inicjatywy, której treści nie mogę zdradzić (uśmiech).

    Promocja nagrań w kraju i zagranicą, to dwie różne kwestie. Niektórym wydaje się, że niezwykle trudno zostać dostrzeżonym poza Polską, jednak udało się Wam uzyskać spore wsparcie choćby ze strony uznanego serwisu Moovmnt. Jakie posiadacie odczucia względem kontaktów z osobami z zagranicy?

    DJ Czarny: Póki co odczucia są wyłącznie pozytywne. Wszyscy zagraniczni artyści, z którymi wcześniej współpracowaliśmy, a których mieliśmy okazję poznać osobiście okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi – mam tu na myśli przede wszystkim Raashana Ahmada, Kohndo i Muneshine’a. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku eventów. Do tej pory dostaliśmy szansę zagrania we Francji i na Ukrainie, w obu przypadkach spotkaliśmy się z naprawdę świetnym odbiorem ze strony publiczności. Jeżeli chodzi o portale zagraniczne, niezwykle cieszy nas pozytywny odzew, wsparcie stron www i blogów muzycznych z różnych zakamarków świata. Imponuje nam fakt, że większość portali zagranicznych wrzucając informacje o jakimś wydawnictwie opisuje je swoimi słowami chcąc zachęcić nowych słuchaczy. „Kopiuj-wklej” jest raczej rzadko spotykanym zjawiskiem.

    Szeroko pojęta muzyka instrumentalna w szybkim tempie dociera do coraz większego grona odbiorców. Pojawiają się przy tym na scenie muzycznej coraz to nowsi twórcy. Jak z perspektywy producentów oceniacie rozwój brzmień wywodzących się z instrumentalnego hip hopu w ostatnich latach oraz jaką widzicie przyszłość tego nurtu?

    Tas: Muzyka instrumentalna może być słuchana na całym świecie i to jest w niej moim zdaniem najpiękniejsze. Tworząc formę związaną np. z językiem polskim, nieco trudniej skupić uwagę słuchacza spoza granic kraju. Ta scena wciąż się rozwija, ale czasem mam wrażenie, że w tym wszystkim jest też sporo mody i wpływów, które są… trendy.

    Poświęciliście czas na zbudowanie nowej jakości i rozszerzenia swoich muzycznych horyzontów. Czy nadal macie zamiar rozwijać się w stronę tworzenia instrumentalnych projektów czy też myślicie o realizacji więcej utworów z wokalistami?

    DJ Czarny: Czas sam pokaże, w którą stronę pójdziemy. Pasują nam zarówno projekty stricte instrumentalne, jak i te oparte na współpracy z muzykami. Niektórych rzeczy nie da się przewidzieć – dwa lata temu zrobiliśmy album w 90% rapowy, z małym udziałem muzyków. Nowa płyta jest już zdecydowanie bardziej zróżnicowana stylistycznie – pojawia się przynajmniej kilka zupełnie odmiennych gatunków muzycznych. Sami nie wiemy, w którą stronę pójdziemy, ale jedno jest pewne – chcemy dalej się rozwijać i czujemy, że przed nami jeszcze długa droga.

    Płytę zamykają dwa remiksy utworów pochodzących od patr00 i Mr Browna. Jakich jeszcze współczesnych producentów cenicie sobie najbardziej?

    Tas: To wbrew pozorom trudne pytanie. Wyżej sam zapytałeś o rozwój muzyki instrumentalnej, następstwem tego rozwoju jest cała masa naprawdę zdolnych producentów. Właściwie ciągle brakuje czasu na sprawdzenie wszystkich utworów. Kiedyś wydawało mi się że dobra muzyka pochodzi tylko ze Stanów Zjednoczonych lub z Europy zachodniej. Beaty robi się wszędzie i właściwie w każdym kraju znajdzie się naprawdę sporo dobrych beatmakerów –  na szczęście w dobie internetu można do nich dotrzeć.

    Dziękuję za rozmowę. Na koniec jeszcze krótkie i jakże sztampowe pytanie: plany na sezon ogórkowy oprócz grania imprez tu i ówdzie?

    DJ Czarny: Na pewno przydałoby się trochę odpocząć, złapać oddech i zebrać siły przed nowym sezonem. Ostatnie miesiące były dla nas bardzo intensywne dlatego mała przerwa jest wysoce wskazana. W wakacje zagramy kilka razy w różnych miejscach, informacje o tych eventach pojawią się na naszym fanpage’u na Facebooku.


    Czerwcowe wydawnictwo rodzimego duetu znajdziemy na Soundcloudzie oraz Bandcampie. Wersję fizyczną „Time To Build” można nabyć za pośrednictwem strony www DJ’a Czarnego & Tasa lub drugiego z ww. serwisów. W ramach kampanii promocyjnej płyty artyści wypuścili promo albumu w postaci tzw. EPK (Electronic Press Kit), w którym przewijają się zapisy rozmów z nimi, sesje nagraniowe oraz występy na żywo. W poprzednim miesiącu wykonawcy zagrali imprezy w kilku polskich miastach i jak wspomnieli zapewne w wakacje też wybiorą się na kilka występów na żywo.

    Tracklista

    1. On Air (Intro)
    2. Time To Build feat. Ozay Moore
    3. Escape
    4. Where Is My Heaven?
    5. Animo
    6. Once Again
    7. BOOM!
    8. Anna
    9. Runnin
    10. Too Close
    11. Dreaming At The Surface feat. Aaron „AB” Abernathy
    12. Soulshine
    13. Time To Build feat. Ozay Moore (patr00 remix)
    14. Once Again (Mr Brown remix)
  • Kill Emil przedstawia instrumentalne nagrania

    Kill Emil przedstawia instrumentalne nagrania

    4–6 minut

    W przypadku niejednej młodej osoby stojącej przed dokonaniem wyboru, co zamierza robić w przyszłości, nie raz istotny wpływ wywiera na nich rodzina. W branży muzycznej powszechnym jest zjawisko tworzenia rodzinnych zespołów w niemal każdym kraju, co szczególnie rzucało się w oczy kilka dekad temu. Oddzielną grupę stanowią modele, w których raczkujący twórcy podpatrują starszych i doświadczonych, wchodząc następnie do biznesu i wydając płyty głównie na własny rachunek, przedłużając tym samym obecność danego klanu w muzyce. Oprócz tego bez problemu wyłapiemy wykonawców powtarzających jak mantrę, że pochodzą z domu miłośników poszczególnych gatunków i nurtów. W ten sposób opisuje siebie Kill Emil – producent rodem z greckich Aten. Beatmaker wydał kilka materiałów, w tym „Risky Business”, i teraz przyszła kolej przyjrzeć się jego dokonaniom.

    W naszym serwisie muzycznym nieustannie prezentujemy twórczość artystów z różnych zakątków kuli ziemskiej, ale jak dotąd nie mieliśmy greckiego przedstawiciela na stronie. Zmienia się to za sprawą dotychczasowego dorobku niezależnego wykonawcy z Aten. W tym miejscu wypada zaznaczyć, że Kill Emil posiada korzenie w Ameryce Południowej. Jego rodzina jeszcze w latach 80.tych przeniosła się z Brazylii na Stary Kontynent, zaś on sam odziedziczył przede wszystkim po swoim ojcu zamiłowanie do muzyki. We wczesnych młodzieńczych latach w domu rodzinnym uczył się gry na gitarze oraz jej greckim odpowiedniku, bouzouki. Następnie przez pewien okres wraz z kilkoma innymi osobami zajmował się realizacją nagrań w klimatach post rockowych w zespole Cinekod, po czym zafascynował go świat hip hopu. Po nabraniu pierwszych szlifów i poznaniu technik tworzenia instrumentalnego hip hopu, beatmaker nawiązał kontakt z labelem Cast-a-Blast pojawiając się z utworem „Just Isn’t There” na składance „I Can Hear it Now”.

    Debiutancka płyta wykonawcy ukazała się w czerwcu 2011 roku. „The Corner” zawierało 18 tracków utrzymanych w korzennym hip hopowym stylu. Płyta udanie odsłoniła umiejętności producenta, dbającego o eleganckie brzmienie swoich utworów i odpowiedni dobór sampli. Kill Emil pokazał się też z dobrej strony na kolejnych projektach – „One Night in Bogota” i „ReEdits”. Pierwszy z tych materiałów oparto o tradycyjne brzmienie muzyki latynoskiej – cumbia. Z kolei drugi obfitował w reedycję tracków innych artystów, podanych w dobry sposób. W ten sposób dotarliśmy do drugiego longplaya wykonawcy – „Risky Business”.

    Kill Emil po wydaniu pierwszych projektów miał już pewne doświadczenie w tworzeniu większych wydawnictw, tak aby zainteresować i co najważniejsze utrzymać odbiorców przy swojej muzyce na dłużej. Ostatni album tego twórcy miał swoją premierę 22 października ub.r., trafiając do obiegu nakładem labelu Beatquick. Producent zaserwował 23 utwory inspirowane klasycznym hip hopem, funkiem, soulem, jazz-hopem oraz greckim folklorem. Co prawda część sampli zawartych na „Risky Business” jest powszechnie znana, aczkolwiek w jego wykonaniu nagrania nie wypadają wcale nachalnie i nijako. Niektóre z kompozycji na longplayu – „Gloomy Sunday”, „Relaxation”, „Straighten Out” czy „Jazzy Dreadlocks” – można naprawdę dobrze zapamiętać. Z drugiej strony cały materiał stoi na równym poziomie, co prowadzi do tego, iż każdy słuchacz pewnie wybierze inne tracki, jako swoje ulubione.

    Wydawnictwo mieszkańca Europy Południowej trafiło na Bandcampa. „Risky Business” można bezpłatnie pobrać korzystając z tego serwisu i/lub zamówić limitowaną wersję wydawnictwa na płycie CD. Wydawnictwo promuje klimatyczny obraz nakręcony w kolumbijskiej Bogocie oraz Atenie, adekwatnie pasujące do utworu „Don’t Let Me Down”, a także teledysk powstały powstały przy udziale artysty street artowego Sticked Moments do singlowego nagrania „Mandinga”.

    DOWNLOAD Kill Emil – „Risky Business”

    Tracklista

    1. Open Minds
    2. Vinyls, Samplers and Coffee
    3. Gloomy Sunday
    4. Relaxation
    5. Vegetarian Love
    6. The Candy
    7. Straighten Out
    8. Mandinga
    9. Funny Phonecall feat J.Meli
    10. ## 1
    11. Risky Business
    12. Ordinary Man
    13. Lonely Groove
    14. No Way Back
    15. Between The Palm Trees
    16. Jazzy Dreadlocks
    17. Mood Trippin
    18. ## 2
    19. Def Islands
    20. Don’t Let Me Down
    21. 62 Moments feat. Ettin & Manu
    22. Raindrops
    23. The End

    Oprócz działalności solowej grecki artysta współpracuje również z duetem innych wykonawców, tworząc w ten sposób uzupełniające się trio producenckie. Kill Emil wraz z Billa Qause’em & J.Melikiem współtworzy kolektyw Pad Trio zajmującym się nagrywaniem utworów studyjnych oraz występami na żywo. W swojej twórczości greccy artyści nie są może nadzwyczaj oryginalnymi, pozostając przy łączeniu gramofonów z MPC-tkami, klawiszami i pozostałym sprzętem, ale trzeba przyznać, iż mają smykałkę do nagrywania przyjemnie brzmiącej muzyki. We wrześniu ub.r. poznaliśmy próbkę ich możliwości w postaci płyty „Raw Sessions”. EP-ka wydana ponownie przez Beatquick przynosi hip hopowe standardy i sporą dawkę improwizacji. Wykonawcy rozumieją się ze sobą doskonale, co słychać po utworach takich, jak „You Don’t Give, You Don’t Take” (tytuł na czasie) czy „Drunk Piano in The Chamber”. Przez wszystkie tracki przewijają się cuty i sample z dorobku tuzów rapowych, z których można wyróżnić wykorzystanie „Criminology” Raekwona w „Street Happy”. Nie obeszło się też bez tribute’ów złożonych Guru & DJ’owi Premierowi („Gang Starr Tribute”) oraz Das EFX („Real Hip Hop 3 Peat”).

    „Raw Sessions” znajdziecie rzecz jasna na Bandcampie. Do dystrybucji trafiła też limitowana seria płyt CD z tym materiałem, której nakład został szybko wyczerpany. Pad Trio w zacny sposób podkreśliło to, że należy ich uważać za postaci świetnie odnajdujące się również w graniu na żywo. Dowodem na to jest zapis ich sesji nagraniowej, prezentującej 5 z 7 utworów pochodzących z ich projektu. Kreatywna forma promocji swojej twórczości.

    Kill Emil prezentuje także regularnie nowe beaty na Soundcloudzie. Tym bardziej warto obserwować jego stronę właśnie w tym miejscu.

    DOWNLOAD Pad Trio – „Raw Sessions”

    Tracklista

    1. You Don’t Give, You Don’t Take
    2. Domicillee Chez Ses Parents (Jane B)
    3. Street Happy
    4. Gang Starr Tribute
    5. Real Hip Hop 3 Peat
    6. Drunk Piano in The Chamber
    7. Pad Fiction
  • Przegląd wydawnictw Amajin Records

    Przegląd wydawnictw Amajin Records

    3–5 minut

    Codziennie eksplorując mniej i bardziej rozbudowane strony muzyczne oraz serwisy typu Soundcloud czy Bandcamp, można poznać potężne pokłady nowych nagrań. Świeże porcje materiałów pochodzących od nieodkrytych wcześniej wykonawców nie raz są liczone w dziesiątki. Również łatwo poznać nieznanych dotychczas wydawców z niemal każdego zakątka kuli ziemskiej. Ogrom tego wszystkiego niejednokrotnie przytłacza i trudno uszeregować sobie nowo odkrywaną muzykę. Tym bardziej warto katalogować poszczególne wydawnictwa, obserwując przy tym poczynania twórców i labelów, czym regularnie zajmuje się U Call That Love. W tym miejscu przyszło na przedstawienie na stronie następnej oficyny wydawniczej zajmującej się publikowaniem projektów spod znaku elektroniki, instrumentalnego hip hopu i future beatsAmajin Records.

    Często wiele dobrego mówi się w świecie o niemieckich wytwórniach płytowych, nie tylko zresztą około hip hopowych. Wystarczy podać tylko kilka pierwszych-lepszych przykładów z brzegu – Melting Pot Music, Jakarta Records, Tokyo Dawn Records – aby przekonać się o prawdziwości powyższych słów. Oprócz nich spokojnie prosperują inni wydawcy pokroju Amajin Records. Historia firmy z siedzibą w Siegen sięga końca marca 2010 roku, jednak na pierwsze efekty pracy Niemców trzeba było zaczekać 20 miesięcy. Nieco ponad półtorej roku temu ukazał się premierowy projekt wydany przez AR„Mr. Backside & The Incredible Tall”. Następnie nasi zachodni sąsiedzi skupili się na publikowaniu kompilacji (seria „AR Beat Compilation”) czy też płyt autorstwa głównie Mr. Backside’a. W tym roku doczekaliśmy się już 7 wydawnictw, z czego ponad połowa ukazała się też w formacie fizycznym na tzw. vinyl-CD’s, będących znakiem rozpoznawczym wytwórni.

    Tegoroczne materiały Amajin Records otwiera „AR Beat Compilation Vol.3”. Na całość składanki złożyły się utwory kolejno Doca Hellera, Show Your Teeth, evolva, Brotha Kandoo oraz Mr. Backside’a. Każdy z tych producentów dostarczył po 3 tracki, co dało łącznie 15 ścieżek na tym projekcie. Płyta dostępna do pobrania za pośrednictwem Bandcampa. W kwietniu doczekaliśmy się trzech produkcji od AR. Najpierw niemieccy wydawcy zaprezentowali „Pyramids EP” producenta The Essence. Następnie Doc Heller wypuścił „Mutating Mind Manure EP” zawierające 8 tracków (w tym jeden bonusowy). Wczesną wiosną poznaliśmy także jedno z najciekawszych jak dotychczas przedsięwzięć tej oficyny wydawniczej – wspólną EP-kę zrealizowali Mr. Backside & evolv. Klimatyczny materiał „BACKVOLV” wypadł naprawdę porządnie. Z kolei w pierwszej połowie maja ShonJulius uraczył nas płytą inspirowaną R&B w starym-dobrym wydaniu, „Ninety Fly Edition”. Ostatnimi dwiema pozycjami w katalogu Amajin Records to produkcja Howie’ego Wondera oraz „AR Beat Compilation Vol.4”. Tym wydawnictwom postanowiłem przyjrzeć się bliżej.

    Instrumentalne wydawnictwo nowego współpracownika niemieckiego labelu trafiło do sieci w pierwszej połowie maja. Howie Wonder a.k.a. Rhythum znany jest z uprzedniego wypuszczania singlowych nagrań oraz uczestnictwa w projektach innych wydawców. Tym razem kanadyjski producent zrealizował płytę całkowicie na własne konto, z czego powinien być usatysfakcjonowany. Album zatytułowany po prostu „Howie Wonder” przenosi nas do świata wypełnionego wysublimowanymi brzmieniami około hip hopowymi. Beatmaker robi ukłon w stronę future beats, nie zapominając przy okazji o starszych dziejach w muzyce. Poszczególne utwory na LP zyskują na uroku również za sprawą sympatycznie przedstawiających się dialogów, zapożyczonych z filmów oraz utworów muzycznych.

    Pierwszy pełny album niemieckiego beatmakera ukazał się na Bandcampie. Do elektronicznego wydania projektu Amajin Records dorzuciło limitowaną edycję vinyl-CD, specjalnie przygotowywanych płyt kompaktowych na podobieństwo wosków. Nakład tego wydawnictwa, podobnie jak kilku innych materiałów sygnowanych logiem AR, został już wyczerpany.

    Tracklista

    1. Intro
    2. The Nicest
    3. Clamentine
    4. Summer Madness
    5. Five Roads To Travel
    6. Action Line
    7. Freedom Power
    8. Euphoria
    9. Vikram The Vampire
    10. One Love
    11. Fourth Moon
    12. Nother Happy Song
    13. Epigramma
    14. Let Me Down
    15. Sanlucar
    16. Good Bye

    Na tym jednak nie zakończyły się projekty wydane przez niemiecki label w pierwszej połowie b.r., gdyż w czerwcu doczekaliśmy się kolejnej odsłony kompilacyjnej serii przedstawianej przez tę wytwórnię płytową. Za powstanie „AR Beat Compilation Vol.4” odpowiadają Kryone, Drumboy, Beatcasso, Harmful Logic i jak zwykle nieodłączny uczestnik tych przedsięwzięć, Mr. Backside. Składanka prezentuje się naprawdę zacnie, wytyczając dalszy kierunek rozwoju Amajin Records. Warto podkreślić też fakt, iż wszyscy twórcy włączeni do tej części składanki wnoszą własne pierwiastki do charakteru albumu i nie bez znaczenia jest to, że pochodzą oni z różnych stron świata.

    „AR Beat Compilation Vol.4” można znaleźć tradycyjnie na Bandcampie. Kompilacyjne wydawnictwo można dodatkowo bezpłatnie pobrać korzystając z tego serwisu (link poniżej). Przy okazji wspomnę, iż Amajin Records powoli przygotowuje się do wypuszczenia kolejnych projektów, o czym na pewno poinformuję na łamach serwisu.

    DOWNLOAD Various Artists – „AR Beat Compilation Vol.4”

    Tracklista

    1. Giant (Kryone)
    2. ChildrenStory (Drumboy)
    3. Vamos Otra Vez A Hablar (Beatcasso)
    4. Clown With That Sound (Mr. Backside)
    5. Tell I’m Dead (Harmful Logic)
    6. Linus Instrumental (Kryone)
    7. Igotta (Drumboy)
    8. El Cemnterio Viejo (Beatcasso)
    9. Dei Mudder Sei Theme (Mr. Backside)
    10. Puella (Harmful Logic)
    11. No Feelings (Kryone)
    12. BloodMoon (Drumboy)
    13. El Amanecer (Beatcasso)
    14. Wonderbeat (Mr. Backside)
    15. City.GIF (VIP) (Harmful Logic)
  • Recenzja LP: Hiatus – Parklands

    Recenzja LP: Hiatus – Parklands

    3–4 minut

    Hiatus Music | 2013

    Wydawnictwa muzyczne wywodzące się z szeroko pojętej elektroniki nie od dzisiaj zachwycają tysiące słuchaczy na całym świecie. Bogactwo różnorodności, które niesie ze sobą ten gatunek muzyczny, a także idące w parze dowolne łączenie tych brzmień z innymi nurtami, potrafią łatwo przyciągnąć uwagę mnóstwa odbiorców. Problem w tym, iż przy ogromnej liczbie artystów przypisanych do tej niszy, trudno niekiedy dostrzec prawdziwie wartościowe wydawnictwa tworzone z duszą. Doskonałym przykładem są tutaj dokonania brytyjskiego producenta Hiatusa. Wydany przez niego w połowie maja b.r. album „Parklands” z pewnością zasługuje na znacznie większe zainteresowanie opinii publicznej.

    Artysta z Wysp Brytyjskich niespecjalnie przepada za publikowaniem informacji o sobie; należy raczej do osób preferujących opowiadać o swoim życiu za sprawą utworów muzycznych. Cyrus Shahrad zajmuje się nagrywaniem muzyki od pierwszej dekady tego wieku, ale jego pierwsze projekty ukazały się dopiero trzy lata temu. 31 października 2010 roku odbyła się premiera debiutanckiego longplaya producenta, „Ghost Notes”. Misternie przygotowane dzieło skrzętnie łączyło w sobie brzmienia downtempo z trip hopem, nieprzypadkowo tworzą obrazy muzyczne do wyimaginowanych późnojesiennych filmów. Utwór „Save Yourself” wybrany na główny singiel promujący LP, doczekał się później rozszerzenia w postaci EP-ki, co dodatkowo pomogło wykonawcy w dotarciu do większego grona słuchaczy i mediów. W dalszej kolejności Hiatus poprzestał na wypuszczaniu krótszych materiałów realizowanych przy współpracy z innymi twórcami. Tak pokrótce pojawiło się zarówno „Change Up EP” ze Smoke Feathers oraz „Fortune’s Fool EP” z udziałem wokalistki o pseudonimie Shura. Właśnie ta artystka odegrała kluczową rolę w budowaniu zarysu i klimatu produkcji na „Parklands”. Druga płyta Brytyjczyka stanowi kolejny krok do przodu w jego karierze muzycznej.

    Hiatus długo kazał czekać na swoje kolejne pełne wydawnictwo. W związku z tym można było zastanawiać się nad kształtem oraz charakterem nowego albumu brytyjskiego twórcy. [pullquote]Tytuł tegorocznej płyty tego wykonawcy odnosi się do dzielnicy Peckham Rye położonej w południowym Londynie. [/pullquote]Akurat w tej części stolicy Wielkiej Brytanii mieszkał w pierwszej dekadzie millennium artysta, czerpiąc inspiracje i znajdując bezpieczną przystań. Pod pewnymi względami „Parklands” stanowi wyjątkowy projekt. Doskonale widać tutaj, ile tak naprawdę potrafi zapewnić umiejętnie dobrana wokalistka do kompozycji tworzonych przez głównego architekta longplaya. Lekki, melodyczny i hipnotyzujący głos brytyjskiej artystki idealnie współgra z warstwą muzyczną Hiatusa. Niesamowita chemia pomiędzy nimi unosi się nad każdym wspólnym nagraniem i zachwyca jeszcze bardziej po każdym kolejnym przesłuchaniu. Shura daje popis swoich nieprzeciętnych możliwości w sześciu utworach, chociaż wydaje się, iż jej duch jest obecny w trakcie trwania całego albumu. Już w otwierającej płytę pięknej i zjawiskowej balladzie o miłości „We Can Be Ghosts Now” wykonawczyni wspaniale dopasowuje się do otoczenia stworzonego przez swojego partnera muzycznego. Zachwycające połączenie podkładów Cyrusa Shahrada i wokalu mieszkanki Londynu występuje również w „Cloud City” – delikatnej opowieści o urokach miasta, „River” oprowadza po okolicy, w której płynie strumień życia, zaś „Iran Air” odwołuje się do irańskiej emigracji w latach 80.tych ubiegłego stulecia. W tytułowym nagraniu na LP w rolę Shury wciela się Kirtaniyas, dopowiadając historie dotyczące Parklands. Album zamyka spokojne i upajające „Tiny Doors”.

    „Parklands” nie należy do płyt, które już po pierwszym przesłuchaniu zachwycą każdego słuchacza. Muzyka tworzona przez Hiatusa wymaga czasu i skupienia odbiorcy. Przesłanie poszczególnych utworów nie jest jednoznaczne, a za sprawą specyficznej i momentami nieodgadnionej warstwy lirycznej przedstawianej przez Shurę, wymiar albumu staje się inny. Jednak po oswojeniu się z brzmieniem kompozycji znajdujących się na majowym materiale, niejedna osoba doceni wartość tej produkcji.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. We Can Be Ghosts Now feat. Shura
    2. Cloud City feat. Shura
    3. A Silver Exit
    4. River feat. Shura
    5. Fortune’s Fool feat. Shura
    6. Parklands feat. Kirtaniyas
    7. Iran Air feat. Shura
    8. Returning
    9. As Close To Me As You Are Now
    10. Call Off Your Storm
    11. Tiny Doors feat. Shura
  • Darmowe EP: The Side Steps Quintet – 48 Hours With The Side Steps Quintet

    Darmowe EP: The Side Steps Quintet – 48 Hours With The Side Steps Quintet

    2–4 minut

    Wydawnictwa artystów związanych z Australią lub Nowo Zelandią w ogromnej większości przypadków przywodzą same pozytywne skojarzenia wśród słuchaczy. Wszystko to za sprawą regularnie wydawanych wartościowych projektów przez postaci związane z tamtejszymi scenami muzycznymi. Kolejne udane płyty wypuszczane przez różnych wykonawców zachęcają do głębszej eksploracji Krainy Kangurów i Kraju Kiwi. W serwisie odbywamy dość często wyprawy do tych miejsc na kuli ziemskiej po (około) hip hopowe specjały. Wystarczy tutaj podać przykłady Concepta, Raizy Bizy, Nixa, P.R-a, ISHU czy Home Brew. Z ostatnią grupą ma wiele wspólnego projekt The Side Steps Quintet. W pierwszej połowie ub.r. zespół opublikował darmową EP-kę „48 Hours With The Side Steps Quintet”.

    W nowozelandzkim Auckland z powodzeniem funkcjonuje platforma o wdzięcznej nazwie Young, Gifted & Broke, łącząca wielu niezależnych artystów. Główną dewizą osób zaangażowanych w działalność tego crew jest następujące zdanie: „Artists too broke to pay the rent but too proud to sell their shit”. Wygląda na to, że póki co The Side Steps Quintet wyrasta na najbardziej rozwinięty projekt posiadający swoje korzenie w YGB. Architektami tego przedsięwzięcia spajającego jazzowe i hip hopowe standardy z tzw. żywymi instrumentami i wokalistami, są dwaj dobrze znani w niezależnych kręgach muzycznych na Nowej Zelandii twórcy – Dandruff Dicky (@Peace) oraz Si Res (Harbour City Electric). Pierwszy z nich dołożył swoją cegiełkę do wychwalanych przez masę dziennikarzy i blogerów albumów @Peace (drugi longplay tej formacji, „Girl Songs”, już wkrótce trafi do naszego serwisu). Natomiast drugi odpowiada wraz z kilkoma innymi postaciami za świetnie przygotowany materiał Harbour City Electric z września ub.r., „Without A Sound”. W ten sposób stworzony duet po dobraniu do składu zespołu Hone Be Gooda, Tongi Vaei (Oui Groove), a także Tyry Hammond (Open Souls), rozpoczął prace nad debiutancką płytą nowo powstałego kolektywu. „48 Hours With The Side Steps Quintet” okazało się naprawdę godnym wydawnictwem.

    Idea zespołów swobodnie dryfujących pomiędzy różnymi gatunkami i nurtami muzycznymi nie powinna być obca przeciętnemu zjadaczowi chleba. Choć członkowie The Side Steps Quintet utrzymują, iż najlepiej prezentują się w trakcie występów na żywo, to nie sposób odrzucić na bok ich talentu do tworzenia nagrań studyjnych.

    Producenci wszystkich utworów, Dandruff Dicky i Si Res, przy wsparciu miejscami Tongi Vaei, wykreowali pogodne i niezwykle przyjazne środowisko. W świecie „48 Hours With The Side Steps Quintet” jazz przeplata się z dźwiękami MPC-tki, a saksofon, trąbka i klawisze nadają dodatkowego posmaku poszczególnym kompozycjom. Eleganckie brzmienie osiągnięto również z pomocą Bena Lawsona, odpowiedzialnego za sesje nagraniowe formacji w Red Bull Studio w Auckland. Od strony wokalnej pierwsze skrzypce gra Hone Be Good, świetnie uzupełniający się z Tyrą Hammond oraz ww. Tongą Vaeą. Chemię pomiędzy tymi wykonawcami czuć od samego początku EP-ki, a swoiste apogeum występuje w „The Feel” oraz „Follow”. Ostatni track należy traktować niejako w formie zachęty do stałej obserwacji rozwoju tego nowozelandzkiego kwintetu.

    Wydawnictwo nowozelandzkiego kolektywu umieszczono do darmowego pobrania na Bandcampie (odnośnik poniżej). „48 Hours With The Side Steps Quintet” trafiło do obiegu jako „buy now, name your price”, więc istnieje też możliwość przekazania dotacji zespołowi za pośrednictwem BC. The Side Steps Quintet niewątpliwie zasługuje na wydanie następnego projektu również w wersji fizycznej i zgromadzenie przy tym znacznie większej liczby fanów niż dotychczas. Przy dużym nakładzie pracy i pomyślnych wiatrach może to się udać.

    DOWNLOAD The Side Steps Quintet – „48 Hours With The Side Steps Quintet”

    Tracklista

    1. Time Spent
    2. The Feel
    3. Cut Grass
    4. Kuala Lumpur
    5. Day One
    6. Follow
  • Pasja i miłość do muzyki DJ’a Czarnego & Tasa

    Pasja i miłość do muzyki DJ’a Czarnego & Tasa

    3–5 minut

    W pogoni za nowymi wydawnictwami ciężko czasem znaleźć głębszy sens i logikę, choć podobnie należy teraz wypowiadać się o innych sferach życia codziennego. Wszystkie płyty przecież muszą być nowe i świeże, najlepiej będąc w obiegu od kilku dni, ponieważ materiały nawet sprzed kilku miesięcy często określa się jako stare. Nieustająca pogoń za coraz to nowszymi EP-kami i albumami niekiedy doprowadza do tego, że trudno skupić się na dłużej nad jednym projektem, zaś nagrania sprzed X czasu potrafią szybko odchodzić w zapomnienie. Czasem jednak warto wrócić do uprzednio wydanych produkcji, co też regularnie ma miejsce na naszej stronie. Tym razem postanowiłem odświeżyć dla co poniektórych oraz przedstawić na nowo innym album polskich artystów, DJ’a Czarnego & Tasa z maja 2011 roku – „Passion, music, hip-hop”. W ten sposób, choć nieco okrężną drogą, duet gości ze swoją pierwszą płytą w serwisie.

    W ostatnich latach naprawdę różnie działo się na krajowej scenie turntablistycznej. Skupiając się na pozytywnych aspektach związanych z tym ruchem, to nie sposób nie zauważyć (ach te podwójne zaprzeczenia) mniejszych i większych sukcesów odnoszonych przez poznańskich wykonawców. DJ Czarny & Tas najwięcej zawdzięczają swojemu debiutanckiemu albumowi, „Passion, music, hip-hop”, z maja 2011 roku. Artyści solidnie przygotowywali się do wydania projektu sprzed dwóch lat.

    Pierwszy z nich od kilku lat z coraz większym powodzeniem łączy funkcję DJ’a i osoby odpowiedzialnej za powstawanie utworów muzycznych. DJ Czarny ma na swoim koncie sukcesy odniesione w zawodach turntablistycznych – Bruk DJ Battle (2007, 2009) i Vestax Skrecz.com Battle (2008) – gdzie startował przeważnie w kategorii freestyle. Ponadto turntablista zagrał na koncertach z udziałem zarówno polskich (Smarki Smark, Te-Tris, Eldo, W.E.N.A./Rasmentalism, Hi-Fi Banda), jak i zagranicznych wykonawców (Raashan Ahmad, Muneshine) oraz grał imprezy w niejednym klubie w Poznaniu i różnych częściach kraju. Natomiast jego partner muzyczny dał się poznać jako wszechstronnie uzdolniona postać. Oprócz działalności twórczej, Tas utworzył markę Proporcja.com, która sygnowała do tej pory choćby serię eventów pod nazwą Fat Beats oraz cykl Beat Battle w Poznaniu. Obaj wykonawcy do listy swoich osiągnąć dopisali pod koniec ub.r. mistrzostwo Polski DJ’ów, a następnie wicemistrzostwo świata DJ’ów IDA w kategorii show. Jak widać, duet poznaniaków prężnie działa na lokalnym podwórku oraz na ogólnopolskiej scenie muzycznej, a ich ww, longplay „Passion, music, hip-hop” narobił przed kilkunastoma miesiącami sporego zamieszania, i to nie tylko w kraju lecz również zagranicą.

    Muzyka instrumentalna pomału lecz sukcesywnie zdobywa fanów nad Wisłą. Oczywiście dużo wody jeszcze upłynie w tej rzece zanim ta odmiana muzyczna na dobre zadomowi się w Polsce, ale przynajmniej wody Warty wydają się być pomyślne dla tego nurtu hip hopowego. Owszem, pierwszy album DJ Czarnego & Tasa obfituje w gościnne udziały zacnych gości z zagranicy i Polski, ale właśnie połowę utworów na LP stanowią kompozycje pozbawione partii wokalnych. Instrumentalne tracki dostarczone przez duet brzmią soczyście, momentami wypadając nawet lepiej niż utwory z wokalami raperów. Poznańscy twórcy umiejętnie dobierali dawkę turntablismu zawartą na LP, zgrabnie łącząc to z podkładami muzycznymi opartymi o właściwie dobrane sample. Zagraniczni goście – Raashan Ahmad, Muneshine oraz Kohndo, podobnie jak i rodzimi raperzy Ras i Prof, wnoszą na „Passion, music, hip-hop” dodatkową wartość, ich gościnne występy wypadły najlepiej. Współpraca z członkiem Crown City Rockers przełożyła się następnie na jego koncerty w kraju, co jest dowodem na chemię panującą pomiędzy kalifornijskim raperem, a polskimi beatmakerami.

    „Passion, music, hip-hop” trafiło do odsłucha na Bandcampa. W tym roku odbyła się reedycja wydawnictwa, dostępnego w sprzedaży za pośrednictwem tego serwisu oraz sklepu Proporcji. Wydanie digipackowe można nabyć w cenie 25 zł. Wspólny album DJ’a Czarnego & Tasa promują trzy teledyski. Premierowy klip nagrany do tytułowego nagrania pochodzącego z LP okazał się strzałem w dziesiątkę, przynosząc duetowi duży, aczkolwiek niespodziewany, feedback. Pozostałe obrazy powstały do „FIGHT!” z udziałem Raashana Ahmada oraz do urywków trzech nagrań współtworzonych z Kohndo, Rasem i Muneshine’em.

    Na tym jednak nie koniec, jeżeli chodzi o działalność rodzimego duetu. W maju tego roku rozpoczęła się kampania promocyjna drugiego albumu DJ’a Czarnego & Tasa, „Time to Build”. Artyści wypuścili dwa singlowe nagrania – tytułowy utwór z udziałem Ozaya Moore’a (dawniej Othello z Lightheaded) oraz „Dreaming At The Surface” zrealizowane wespół z wokalistą Ab i Markiem Pędziwiatrem. Premiera longplaya odbyła się 7 czerwca, a już za kilka dni możecie spodziewać się w serwisie osobnego artykułu poświęconemu temu wydawnictwu.

    Tracklista

    1. Listen!
    2. Who Got Soul?
    3. Tant Que feat. Kohndo
    4. Jazzmatas
    5. Nie czas feat. Ras
    6. Passion, music, hip-hop
    7. The Line feat. Kixnare
    8. Carry on feat. Muneshine
    9. Cloud City
    10. Daydreamer
    11. Wyrastam/Zobacz feat. Prof
    12. Mr. Black
    13. Let’s Rise feat. Melodiq
    14. Untitled
    15. FIGHT! feat. Raashan Ahmad
    16. Passion, music, hip-hop (Video version)
  • K-Def z porcją nowych nagrań

    K-Def z porcją nowych nagrań

    4–6 minut

    Producenci odgrywają obecnie naprawdę istotną rolę w branży muzycznej, a szczególnie w kręgach około hip hopowych i elektronicznych. Beatmakerzy z całego świata systematycznie dostarczają powodów, aby pozostawać w kręgu zainteresowania opinii publicznej. Przyglądając się aktywności w branży ogółu producentów, szybko da się wyłowić wiecznie zapracowanych artystów, niemal co kilka tygodni przedstawiających większe projekty. Do takich takich wykonawców należy bez dwóch zdań K-Def. Wychowanek New Jersey stale współpracuje z Redefinition Records i Slice-Of-Spice, dzięki którym wydaje mnóstwo płyt. Niedawno ukazały się jego dwa longplaye – „One Man Band” i „The Exhibit” – i choćby dlatego wypada dokonać podsumowania dokonań tego twórcy na przestrzeni ostatnich miesięcy.

    Bohater tego artykułu przez wiele długich lat należał do szarej eminencji w rapie, nie wychodząc praktycznie nigdy przed szereg. K-Def przez ponad dekadę pozostawał w cieniu osób, z którymi współpracował i nie uważano jego za szczególnie ważnego i pierwszoplanowego producenta w branży. Sytuacja ta uległa zmianie w połowie 2011 roku, kiedy to rozpoczęła się seria indywidualnych wydawnictw artysty z New Jersey, która trwa po dzień dzisiejszy i nic nie zapowiada, iż nagle skończy się.

    Blisko dwa lata temu ukazała się kompilacja wybranych dotychczasowych nagrań beatmakera, „The Most Underrated”. Tytuł wydawnictwa doskonale oddaje zawartość materiału. Do tego twórca dołożył trzy single – „For Def’s Sake”, „Da Supa Heath” i niepublikowany dotąd utwór LL Cool J’a, „Year Of The Hip Hop”. Pod koniec tamtego roku trafił do sprzedaży także dobrze przyjęty longplay „Night Shift”. K-Def rozpoczął przy tym współpracę z ww. labelami Redefinition Records i Slice-Of-Spice, specjalizującymi się w wypuszczaniu kolekcjonerskich płyt winylowych i rzadkich wydawnictw. Amerykańskie wytwórnie płytowe wypuściły na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy mnóstwo świeżych produkcji tego wykonawcy. Koszyk muzycznych smakołyków artysty ze Wschodniego Wybrzeża USA wypełniony jest po brzegi singlami, EP-kami i longplayami. W pierwszej kolejności zajmijmy się materiałami sygnowanymi przez REDEF.

    Nakładem wytwórni płytowej założonej przez Damu The Fudgemunka ukazały się głównie nowo utworzone nagrania tego znamienitego producenta. Wśród pomniejszych wydawnictw artysty znalazły się głównie instrumentalne projekty. K-Def wypuścił „Sneak Shot EP” (jeden track z udziałem rapera, Seven Shawna), „Back To Basics” oraz „Ghettoman’s Hideout Theme”. Ponadto opublikowano wspólny projekt wykonawcy i Raw Poetica, „Easy Way Out EP”. Po serii tych wydawnictw, nakładem Redefinition Records w krótkim odstępie czasu trafiły do sprzedaży dwa pełne albumy beatmakera. Pierwszy z nich zatytułowany „One Man Band” pojawił się na początku marca b.r. i jak zwykle przypadł do gustu wielu sympatykom klasycznej formuły hip hopowej. Amerykański twórca postanowił wcielić się w rolę jednoosobowego zespołu muzycznego, który w umiejętny sposób tworzy instrumentalne nagrania. K-Def świetnie radzi sobie jako dyrygent i konstruktor wszystkich składowych tej konceptualnej płyty. Autor tego longplaya pokazuje pełnię swoich umiejętności, swobodnie dorzucając różne elementy producenckiego rzemiosła. Różnorodność kompozycji i wprowadzanie w życie pomysłów widać na przykładzie długiego tracku otwierającego LP („Funky Fridays”) oraz kilku singli („Dark Soul”, „Touching Realness”, „Ghetto’s Groove” i „NJ Dodgers”).

    „One Man Band” trafiło do odsłuchu na Bandcampa. Redefinition Records nie zawiodło słuchaczy i wypuściło album w piękny sposób. Wersja CD pojawiła się na mini cardboard LP sleeve (rozkładana kartonowa okładka w formie małego gatefoldu). Z kolei wydanie winylowe longplaya można spotkać na zielonym oraz standardowym czarnym wosku.

    Tracklista

    1. Funky Fridays
    2. Dark Soul
    3. I’m Chillin
    4. Touching Realness
    5. Street Jazz
    6. Ghetto’s Groove
    7. Soul Paper
    8. K Comes Thru
    9. NJ Dodgers
    10. Lovely Woman
    11. Watching The Clouds
    12. I Seen A Blind Bat (Bonus)

    Na wiosnę doświadczony beatmaker ze Wschodniego Wybrzeża USA też nie zwalnia tempa. Zaledwie 8 tygodni po premierze pierwszego tegorocznego albumu, K-Def zaprezentował drugie pełne wydawnictwo, „The Exhibit”. W porównaniu do „One Man Band” kwietniowy longplay różni się konstrukcją i nieco klimatem nagrań. Na 13 tracków zawartych na tym projekcie, we dwóch gościnnie udzielili się dobrzy znajomi producenta – Seven Shawn w „Exhibit 2A” oraz Blu & Quartermaine w „The Fundamentals”. Po tym otwarciu LP dalej mamy już kompozycje pozbawione wokali. Instrumentale dzięki solidnemu doborowi sampli i aranżacji nabrały smaku. Właśnie w ten sposób powinny brzmieć rapowe produkcje czerpiące garściami z lat 90.tych, ale również dostosowane do współczesnych warunków w branży muzycznej.

    Z zawartością „The Exhibit” również można zapoznać się za pośrednictwem Bandcampa. Wersję fizyczną kwietniowego projektu można kupić na płycie CD (ponownie w formie mini cardboard LP sleeve) oraz na winylu (wydanie standardowe oraz limitowana edycja niebiesko-zielonych wosków). W ramach rozszerzenia wydawnictwa, REDEF udostępniło alternatywną wersję „The Fundamentals”.

    Tracklista

    1. Exhibit 2A feat. Seven Shawn of World Renown
    2. The Fundamentals feat. Blu & Quartermaine
    3. Improvs From The Brain (Instrumental)
    4. Mind Boggled (Instrumental)
    5. Get Your Mustard (Instrumental)
    6. Relay The Piece (Instrumental)
    7. Lost My Thought Part 1 (Instrumental Intermission)
    8. Stay Thinking About Music (Instrumental)
    9. Belly Pots (Instrumental)
    10. Sitting At The Crib Pondering [Times Change Part 2] (Instrumental)
    11. Chord Tester (Instrumental)
    12. Rock It (Instrumental)
    13. Lost My Thought Part 2 (Instrumental Outro)

    Slice-Of-Spice również odpowiada za wypuszczenie kilku wydawnictw beatmakera z New Jersey. Wytwórnia płytowa kierowana przez Lorda Finesse’a i jego partnerów jest znana z wypuszczania kolekcjonerskich płyt winylowych zawierających najczęściej rzadkie nagrania. K-Def przygotował na potrzeby SOS dwie serie płyt – „Signature Sevens” i „K-Def Bonus Beats”. Do tej pory ukazały się po 3 odsłony tych wydawnictw, do których producent dorzucił też remix „Street Dreams” Nasa i odświeżył materiał nagrany z DaCapo jako The Program„The Article EP”. Przegląd dorobku beatmakera opublikowanego przez ten label znajdziecie na Soundcloudzie.

    K-Def należy do wąskiego grona współcześnie działających artystów, których produkcji słucha się z niekłamanym entuzjazmem i przyjemnością. Dzięki wypracowanemu stylowi i wiedzy muzycznej wykonawca potrafi tworzyć znakomite nagrania. Warto o tym pamiętać i obserwować jego dalszą aktywność w branży.

  • Jaze Baqti przedstawia jazzowe nagrania

    Jaze Baqti przedstawia jazzowe nagrania

    3–4 minut

    Europejscy producenci raz za razem udowadniają, iż posiadają świetny i dopracowany warsztat, który z powodzeniem mogą też dalej rozwijać. Zainteresowanie produkcjami pochodzącymi ze Starego Kontynentu rośnie z każdym miesiącem. Już w ostatnich latach gołym okiem można było dostrzec wzmożony ruch wśród twórców pochodzących właśnie z tego regionu świata. Na bieżąco obserwuję poczynania masy beatmakerów z Francji, Niemiec, Holandii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Polski, Finlandii, Szwecji czy Hiszpanii. Regularnie trafiają do serwisu artykuły przedstawiające twórczość kolejnych Europejczyków. W tym miejscu pragnę zaprezentować dotychczasowe dokonania producenta znad Sekwany i Loary o pseudonimie Jaze Baqti.

    Francuscy beatmakerzy na stałe zadomowili się na stronie. Wystarczy tylko przypomnieć publikacje dotyczące projektów J-Zena, 7even Suna, Joego Vitterbo, Alterbeatsa, Deli czy duetu Ninety One. Bohater niniejszego artykułu dołącza tym samym do całkiem sporej grupy swoich rodaków przedstawianych przez serwis. Jaze Baqti rozpoczął przygodę z muzyką stosunkowo niedawno, ale dzięki sumiennemu podejściu do działalności na scenie muzycznej, zgromadził już kilka wydawnictw na swoim koncie. Wszystko zaczęło się od wypuszczania luźnych utworów na Soundcloudzie, dzięki któremu artysta powoli budował swoje nazwisko. Nie zamierzał on jednak długo czekać na wydanie pierwszego pełnego albumu. Pod koniec czerwca ub.r. otrzymaliśmy od Francuza beat tape „Introducing Jaze Baqti”. Materiał zawierający 23 tracki opiera się głównie o jazzowe sample i nie stroni od wykorzystywania motywów z klasycznych nagrań, nie tylko rapowych. Warto poświęcić trochę czasu, aby rozszyfrować po kolei smaczki znajdujące się w poszczególnych kompozycjach.

    Jaze Baqti umieścił swój premierowy projekt na Bandcampie. „Introducing Jaze Baqti” można pobrać za darmo korzystając z tej strony i/lub poniższego odnośnika. Dodatkowo istnieje możliwość przekazania dotacji producentowi poprzez opcję „name your price” na BC.

    DOWNLOAD Jaze Baqti – „Introducing Jaze Baqti”

    Tracklista

    1. Diggin’ Deeper
    2. Paper Tiger
    3. Jungle Soul
    4. Amen
    5. Breakthrough
    6. Black Disciple (Interlude)
    7. Body & Soul
    8. A Whole New Thing
    9. Ethiopian Spirit
    10. Free Again
    11. Les Fleurs
    12. Planet Earth (Interlude)
    13. No Greater Love
    14. Let The Music Take Your Mind
    15. Cash Box
    16. Omniscience
    17. Simply Said
    18. Running (Interlude)
    19. Sentimental Journey
    20. Dreamin’
    21. Soul Preachin’
    22. Somewhere
    23. Sunshine

    Zaledwie trzy miesiące po opublikowaniu debiutanckiego projektu francuski producent zdecydował się wypuścił kolejny pełny materiał. „Visions of a New World” trafiło do obiegu pod koniec września ub.r. i prezentuje bardziej rozszerzony materiał niż w przypadku premierowej płyty mieszkańca Le Mans. Jaze Baqti ponownie sięgnął po jazzowe standardy, ale tym razem dodał szczyptę soulu i funku. Miejscami mamy też do czynienia z głębszym brzmieniem i lepszymi rozwiązaniami muzycznymi.

    „Visions of a New World” podobnie jak wcześniejsza płyta trafiło na Bandcampa. Wydawnictwo można pobrać bezpłatnie (link poniżej) lub też przekazać dotację artyście za pomocą opcji „name your price” na tym serwisie.

    DOWNLOAD Jaze Baqti – „Visions of a New World”

    Tracklista

    1. Visions of a New World
    2. Something Different
    3. The Emperor
    4. A New Day
    5. For You Everything
    6. Chamber Music (Interlude)
    7. Never Get Enough
    8. Crepusculo Sul Mare
    9. Outside Love
    10. Rockin’ Pneumonia
    11. Fantastic Planet
    12. Things Ain’t What They Used To Be (Interlude)
    13. The Memory
    14. Easy Listening
    15. What’s Going On?
    16. Listen To The Sun
    17. Rhythms Of Your Mind
    18. Diggin’ Deeper (Interlude)
    19. Idle Moments
    20. Then And Now
    21. It Don’t Mean A Thing
    22. Revelation
    23. Uneasy Serenity

    W styczniu tego roku Jaze Baqti wypuścił pierwszy materiał zrealizowany przy współpracy z innym artystą. Producent nagrał pełen album wraz z wykonawcą oscylującym w klimacie spoken wordu, WriteremJonesem. „Jaze Suite: 5110” to przepis na eklektyczną płytę z powodzeniem łączącą zgrabne beaty wywodzące się z jazzu i specyficzną stylistykę slamów. W niedalekiej przyszłości doczekamy się drugiego projektu Francuza przy udziale drugiego twórcy. Tym razem wybór padł na nowojorskiego rapera Priesta. Beatmaker udostępnił już trzy nagrania powstałe w wyniku tej międzynarodowej współpracy.

    Wypada też wspomnieć o tym, że Jaze Baqti od października ub.r. stał się członkiem rodziny The Jazz Jousters, która skupia producentów z różnych stron świata. Jego utwory można usłyszeć na wybranych płytach publikowanych przez ten kolektyw. Wszystkie wydawnictwa tego crew ukazują się dzięki Millennium Jazz Music. Ponadto beatmaker został doceniony przez twórców Soundclouda, gdyż wybrano jego do grona francuskich ambasadorów tego niesłychanie popularnego serwisu. Dlatego tym bardziej warto obserwować dalsze poczynania Francuza i systematycznie odwiedzać jego Soundclouda.

  • Recenzja LP: 3:33 – In The Middle Of Infinity

    Recenzja LP: 3:33 – In The Middle Of Infinity

    3–4 minut

    Parallel Thought, LTD. | 2012

    We wszystkich dziedzinach kultury i sztuki bez problemu trafimy na artystów nie ujawniających swoich tożsamości, będących nad wyraz zagadkowymi postaciami. W branży muzycznej łatwo znaleźć przykłady wykonawców nie podających o sobie wszystkich informacji, przyciągających swoją enigmatycznością tłumy zainteresowanych. Wystarczy sobie przypomnieć specyficzną otoczkę, jaką stworzył wokół siebie stroniący od udzielania wywiadów Burial czy też emocje wywołane potwierdzeniem przez Flying Lotusa, że odpowiada za kreację Captaina Murphy’ego. Oprócz tych i wielu innych zajmujących historii związanych z wykonawcami dorzucam formację ukrywającą się pod nazwą 3:33. 30 października ub.r. odbyła się premiera kolejnego wydawnictwa tej grupy, „In The Middle Of Infinity”, wspaniałego instrumentalnego projektu opartego o baśniowe i oniryczne klimaty.

    Aby wprowadzić wszystkich do niezwykłego świata produkcji tego zespołu należy na wstępie wyjaśnić sobie kilka kwestii i przytoczyć jak najwięcej faktów z życia amerykańskiego kolektywu, co wcale nie będzie takie łatwe. Zacznijmy od tego, że wydawnictwa 3:33 są podpisywane przez większość stron i sklepów muzycznych jako alter ego Parallel Thought. Błędne informacje biorą się z tego, iż naprawdę niewiele wiadomości o działalności tej formacji można uzyskać, a nawet okładki ich płyt nie są w żaden sposób podpisane. Jednak prawda jest zgoła inna, gdyż amerykański crew producenckie jedynie wypuszcza muzykę w labelu Parallel Thought, LTD., ale w pełni samodzielnie odpowiada za przygotowywane przez siebie nagrania. Powyższa dezinformacja występuje od początku działalności wydawniczej tego kolektywu, która rozpoczęła się w 2011 roku.

    Debiutanckie wydawnictwo formacji ukazało się nieco ponad dwa lata temu. Pojawiła się wtedy płyta wprowadzająca słuchaczy w świat pełen tajemnic i nieodgadnionych pytań, „333EP-1”. Eksperymentalne brzmienie 3:33 rozwinęło na następnych produkcjach – „The First Thousand Days” i „Live From The Grove”. Drugi projekt kolektywu producenckiego przedstawił nieco jaśniejszą stronę ich kompozycji, aczkolwiek nie brakowało w nim mrocznych i owianych tajemnicą elementów. Natomiast trzeci materiał z listopada 2011 roku okazał się niejako połączeniem wizji i pomysłów zawartych na dwóch poprzednich produkcjach. Pod koniec ub.r. przekonaliśmy się, iż grupa potrafi jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. Już kompilacja „7 Sets Of 7” będąca zbiorem remiksów oraz niepublikowanych wcześniej instrumentali świadczyła o dalszym ich rozwoju. Jednak niniejsze wydawnictwo odegrało rolę jedynie przystawki do longplaya „In The Middle Of Infinity”.

    Premierę drugiego pełnego albumu 3:33 nieprzypadkowo ustanowiono na koniec października. Akurat jesień idealnie pasowała do odbioru tego materiału, co można szybko poczuć po nawet pobieżnym zapoznaniu się z płytą. Jednak instrumentalne opowieści snute przez amerykańskich producentów nie tylko są przyswajalne w okresie jesienno-zimowym. Jak przedstawia się świat tworzony przez grupę na „In The Middle Of Infinity”? [pullquote]Na przyciągającej uwagę okładce longplaya ujrzymy wejście do krainy zawieszonej pośrodku nieskończoności. [/pullquote]Dobywające się z jej wnętrza światło skupia wzrok i myśli śmiałków, którzy pragną odbyć niebezpieczną, a zarazem fascynującą podróż do jej wnętrza. Kraina utworzona przez gospodarzy LP nie stroni od magii i nadprzyrodzonych elementów, chociaż długimi momentami ustępuje miejsca surowym dźwiękom przywodzącym na myśl prace w fabrykach czy miejsca zdominowane przez maszyny. Niektóre z pomysłów na tym projekcie pochodzą z koncepcji naszkicowanych na „Live From The Grove”. Jednak tym razem 3:33 śmielej zapuszcza się do nieznanych muzycznych terenów i eksperymentuje z większym polotem. Szczególnie to widać na przykładzie „ITMOI-4”, „ITMOI-6” czy „ITMOI-8”, będącym najbardziej rozszerzoną wizją grupy w pierwszej części płyty. W dalszej odsłonie materiału docieramy do osobliwego miejsca o nazwie „White Room”. Ponad 40-minutowy (sic!) utwór stanowi wyjaśnienie wędrówki formacji po nieodgadnionym miejscu. Interpretacja tego nagrania, jak i całości „In The Middle Of Infinity” nie należy do najłatwiejszych zadań i wymaga dużego skupienia oraz wyciszenia. Efekt końcowy powinien przypaść do gustu słuchaczom z otwartymi umysłami, chłonącymi instrumentalne projekty i definiującymi na swój własny sposób wyjątkowe dźwięki dobywające się gdzieś z nieznanego nam wymiaru.

    W czasie, gdy większość producentów dostarcza muzykę łatwą, miłą i przyjemną, 3:33 idzie pod prąd. Grupa producencka przygotowuje odważne nagrania, do której trzeba mieć odpowiednie podejście i wiedzę muzyczną. Od początku do końca materiał zgromadzony na „In The Middle Of Infinity” nie daje ani chwili wytchnienia, a mroczne obrazy kreowane przez ich twórców jeszcze długo mogą śnić się po nocach odbiorcom.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. ITMOI-1
    2. ITMOI-2
    3. ITMOI-3
    4. ITMOI-4
    5. ITMOI-5
    6. ITMOI-6
    7. ITMOI-7
    8. ITMOI-8
    9. ITMOI-9
    10. ITMOI-10
    11. White Room
  • Darmowy album: Thelonious Martin – From Me to You

    Darmowy album: Thelonious Martin – From Me to You

    3–4 minut

    Od kilku lat trwa nieustanny rozrost międzynarodowej sceny skupiającej producentów (około) hip hopowych z różnych stron świata. Wcześniej beatmakerzy stali w drugim szeregu za wokalistami i raperami, ale dzięki pewnym zmianom w branży muzycznej nastąpił znaczny wzrost popularności osób odpowiedzialnych za tworzenie podkładów i instrumentali. Dzięki sukcesom odnoszonym przez J Dillę, Madliba, Nujabesa czy później Flying Lotusa, słuchacze i dziennikarze muzyczni zaczęli bardziej interesować tej stronie brzmień wywodzących się z hip hopu i gatunków pokrewnych. W tej chwili dziesiątki producentów uznaje się za istotne postaci i docenia się ich wkład w rozwój muzyki. U Call That Love stale przedstawia nowych beatmakerów i teraz przyszła pora na artykuł o przedstawicielowi Chicago, Theloniousie Martinie, który wydał trzy tygodnie temu instrumentalną płytę – „From Me to You”.

    W gronie producentów panuje spory ruch i niemal codziennie pozytywnie zaskakują kolejni wykonawcy. Przyciągnięcie i utrzymanie stałego grona sympatyków nie należy wcale do prosty zadań, a jedną z najczęściej stosowanych metod przez twórców jest po prostu regularne wydawanie nowych nagrań. Ten kierunek obrał również bohater tego artykułu. Pomimo młodego wieku Thelonious Martin prowadzi działalność wydawniczą już od blisko czterech lat. Wszystko rozpoczęło się od opublikowania w czerwcu 2009 roku „Fear Of Flight” EP. Po pierwszych doświadczeniach w branży muzycznej poszło już z górki i raz za razem ukazywały się nowe materiały artysty z Midwestu. W maju następnego roku ukazał się pierwszy longplay beatmakera – „1UP” – zaś w dalszej kolejności m.in. „Dusty Cartridges”, „Big Lights”, „Player 2” i „[Super]”.

    Instrumentalne wydawnictwa oparte o standardy hip hopowe, współczesne rozwiązania stosowane w muzyce oraz zawierające elementy 16-bitowe przypadały do gustu coraz większej liczbie odbiorców. Jednak nadal czegoś brakowało, aby uzyskać większy rozgłos w niezależnym środowisku beatmakerskim. Przełom nastąpił wraz z wydaniem rok temu krótkiej płyty „Colors”, która spotkała się ze znacznie lepszym odbiorem niż wcześniejsze projekty. Wraz z kolejno wypuszczanymi materiałami („MCMXCII” i „Twelve”), Thelonious Martin umacniał swoją pozycję w undergroundzie. Producent zwrócił na siebie uwagę innych artystów, dzięki czemu współpracował dotąd z szeroko rozpoznawalnymi osobami, głównie nowego pokolenia w rapie. Wykonawca z Chi-Town może pochwalić się kooperacjami z choćby Smoke DZA, Joeyem Bada$$em, Pac Divem, Mac Millerem, Actionem Bronsonem, Curren$ym czy Freewayem. Ładnie przedstawia się ta lista, nieprawdaż? Wydane w pierwszej połowie kwietnia b.r. „From Me to You” stanowi kolejny dowód na kunszt tego beatmakera.

    Chicagowski twórca z reguły udostępnia swoją muzykę za darmo w sieci, aczkolwiek nie brakuje też płatnych wydawnictw. Tym razem Thelonious Martin postanowił wydać bezpłatny projekt zawierający 15 tracków, w tym kilku z udziałem raperów i innych muzyków. „From Me to You” (doskonała okładka) świetnie potwierdza inspiracje artysty, w szczególności zamiłowanie do J Dilli, Madliba i miejscami nawet MF DOOM-a. Produkcja tego longplaya stoi na odpowiednio wysokim poziomie, nie brakuje tutaj często stosowanych połączeń instrumentalnego hip hopu z nową myślą beatmakerów. Z drugiej strony, producent stroni od efekciarstwa i nie wybiera drogi na skróty, dzięki czemu całość płyty wypada bardzo przyjemnie. Ev4n Holt, Solomon Grundy, Topaz Jones, D-Dand, Volition, J.Nolan oraz Peter Cottontale pomogli wykończyć poszczególne kompozycje, czyniąc materiał przystępnym ogółowi odbiorców.

    Thelonious Martin opublikował „From Me to You” na Bandcampie. Instrumentalny album został udostępniony do bezpłatnego pobrania (link poniżej). Istnieje też możliwość przekazania dotacji artyście poprzez opcję „name your price” na BC. W ramach oczekiwania na kolejny większy materiał beatmakera, warto obserwować jego profil na Soundcloudzie. W tym miejscu co pewien czas pojawiają się nowe muzyczne łakocie mieszkańca Wietrznego Miasta.

    DOWNLOAD Thelonious Martin – „From Me to You”

    Tracklista

    1. Live With The Band
    2. Homme Is Real feat. Ev4n Holt
    3. Sensitive Thugs
    4. If The World Ended Tomorrow I’d Still Love You
    5. Grundy.
    6. Horn And Guitar
    7. The Fire (Reprise) feat. Topaz Jones & D-Dand
    8. You Have Have Lost The Battle
    9. Maybe
    10. Odds & Evens feat. Volition
    11. Spittas Opinion/Dedicated
    12. Mission Impossible
    13. Roses (Reprise) feat. J.Nolan
    14. From The
    15. Far Away feat. Peter Cottontale
  • milo wypuszcza dwie nowe EP-ki

    milo wypuszcza dwie nowe EP-ki

    3–5 minut

    Piękno muzyki hip hopowej tkwi dla każdego słuchacza w różnych szczegółach. Nie ma większego sensu, aby po kolei wymieniać poszczególne elementy składające się na wyjątkowość tego gatunku muzycznego, gdyż w oka mgnieniu powstałaby z tego mocno rozbudowana rozprawka. Wystarczyć tylko przyjrzeć się rozmaitości prezentowanej przez Emcees, aby wyliczyć mnóstwo stylów obecnych w rapie. Od lirycznych bestii i bitewnych raperów, przez zaangażowanych politycznie i społecznie kaznodziei, aż po barwne postaci prezentujące alternatywne podejście do hip hopu, nie brakuje tutaj różnych twórców. Wykonawcy kreatywnie łączące rap ze spoken wordem, opierające swoje nagrania o specyficzne beaty, potrafią sobie zjednać wielu sympatyków. W tej kategorii umieścimy wychowanka Chicago, milo, który w styczniu b.r. wydał dwie EP-ki – „things that happen at day” i „things that happen at night”.

    Barwni wykonawcy dryfujący pomiędzy rozmaitymi nurtami muzycznymi, z powodzeniem odnajdujący się w w rapie, przykuwają uwagę opinii publicznej. Bardzo często tacy artyści mogą pochwalić się licznymi fanami utożsamiającymi się nie tylko ze środowiskiem hip hopowym. W ten sposób pokrótce należałoby opisać bohatera tej publikacji. Pochodzący z Wietrznego Miasta twórca przedstawia się nad wyraz interesująco. milo nie wypada nazwać przeciętnym Emceem, gdyż jego warsztat artystyczny rozpościera się pomiędzy rapem, spoken wordem, a melodycznym śpiewem. Ze względu na specyfikę swojego stylu oraz rozbudowanych i nie raz nieodgadnionych tekstów utworów, warstwa muzyczna jego nagrań również wyróżnia przedstawiciela undergroundu wśród swoich kolegów po fachu.

    Próbkę nieprzeciętnych możliwości milo poznaliśmy w listopadzie 2011 roku, kiedy to ukazał się projekt „I wish my brother Rob was here” (follow-up do słynnego longplaya Dela, „I Wish My Brother George Was Here”). Konceptualny album oparty o beaty autorstwa m.in. fLako, Shlohmo, Gold Pandy, Flying Lotusa, Freddie’ego Joachima czy and Madliba odsłonił nieprzebyty świat kreowany przez tego twórcę. Zamiłowania artysty do oryginalnych podkładów zostały podkreślone na płycie „Milo takes Baths”, która wykorzystywała beaty coraz popularniejszego przedstawiciela Anticonu. Zagadkowy umysł i oryginalna warstwa liryczna stały się jego znakami rozpoznawczymi. Dzięki zebranym dotąd doświadczeniom w branży muzycznej, artysta pokusił się kilka miesięcy temu o jednocześnie wydane dwie EP-ki. „things that happen at day” i „things that happen at night” są najciekawiej skonstruowanymi projektami w karierze milo.

    Przy opublikowaniu tegorocznych płyt wykonawca podjął współpracę z Hellfyre Clubem, znanym choćby z wydaniem „The Kleenrz” Self Jupitera & Kenny’ego Segala. Styczniowe wydawnictwa podzielono na dwie spójne części, dedykowanego odpowiednio dniu i nocy. Oba projekty stanowią nie lada wyzwanie dla każdego odbiorcy, któremu przychodzi zmierzyć się ze skomplikowanym światem rozciągającym się na wielu płaszczyznach. milo umiejętnie wciąga słuchaczy w swoją grę słowną na „things that happen at day” już w otwierającym EP-kę utworze „sweet chin music (the fisher king’s anthem)”. W dalszej kolejności poznajemy kolejne komnaty jego umysłu, a metafizyczny stan udziela się w „folk-metaphysics”. Zamykające materiał nagranie „almond milk paradise” stanowi tak naprawdę tylko odpoczynek dualistycznej połowie twórcy odpowiedzialną za dzienną egzystencję. Architekt wszystkich podkładów, Riley Lake, odegrał tutaj ważną rolę, dostarczając kapitalnie dobrane podkłady do stylu milo.

    „things that happen at day” trafiło do odsłuchu na Bandcampa. Za pośrednictwem tego serwisu umożliwiono kupno elektronicznego wydania płyty w cenie $5.

    Tracklista

    1. sweet chin music (the fisher king’s anthem)
    2. almost cut my hair (for Crosby)
    3. folk-metaphysics
    4. legends of the hidden temple
    5. almond milk paradise feat. Safari Al

    Jak w porównaniu z powyższym wydawnictwem przedstawia się jego nocny odpowiednik? Po zapoznaniu się z dzienną stroną osobowości milo, równie zajmujące historie wykonawca pozostawił na noc. Po zapadnięciu zmroku uruchamia się nieco inna podświadomość tego artysty, co widać chociażby po jedynej w swoim rodzaju warstwie lirycznej „a lazy coon’s obiter dictum” (refren rozbraja całkowicie). W „the Gus Haynes cribbage league” pojawia się gościnnie bliźniaczy raper wychowanka Chi-Town, Busdriver. Wchodzimy też na kolejny etap znajomości metafizyki przedstawiciela undergroundu, ale to inna kompozycja zasługuje na szczególną uwagę. „post hoc ergo propter hoc (for Schopenhauer)” to nie tylko oda skierowana do Arthura Schopenhauera, ale także swoista puenta „things that happen at night”. Ostateczny kształt drugiej EP-ki, to również zasługa Analog(ue) Tape Dispensera – producent zapewnił swojemu partnerowi muzycznemu urozmaicone i alternatywne środowisko, dostosowane do jego potrzeb.

    „things that happen at night” podobnie, jak druga EP-ka, ukazało się w wersji elektronicznej na Bandcampie. 20 marca Hellfyre Club opublikowało fizyczne wydanie tych projektów na kasetach. Limitowana edycja tych nośników została dosyć szybko wyczerpana (taśmy w modzie). W końcu nic dziwnego, iż słuchacze docenili oba wydawnictwa, gdyż to jedne z najciekawszych płyt pierwszego kwartału tego roku.

    Aktualizacja: Powstały dwa teledyski promujące podwójną EP-kę milo. Obrazy nakręcono do „sweet chin music (the fisher king’s anthem)” oraz „post hoc ergo propter hoc (for Schopenhauer)”.

    Tracklista

    1. a lazy coon’s obiter dictum
    2. the Gus Haynes cribbage league feat. Busdriver
    3. monologion
    4. folk-metaphysics, 2nd ed.
    5. post hoc ergo propter hoc (for Schopenhauer)
Translate »