Tag: bandcamp

  • Pasja i miłość do muzyki DJ’a Czarnego & Tasa

    Pasja i miłość do muzyki DJ’a Czarnego & Tasa

    3–5 minut

    W pogoni za nowymi wydawnictwami ciężko czasem znaleźć głębszy sens i logikę, choć podobnie należy teraz wypowiadać się o innych sferach życia codziennego. Wszystkie płyty przecież muszą być nowe i świeże, najlepiej będąc w obiegu od kilku dni, ponieważ materiały nawet sprzed kilku miesięcy często określa się jako stare. Nieustająca pogoń za coraz to nowszymi EP-kami i albumami niekiedy doprowadza do tego, że trudno skupić się na dłużej nad jednym projektem, zaś nagrania sprzed X czasu potrafią szybko odchodzić w zapomnienie. Czasem jednak warto wrócić do uprzednio wydanych produkcji, co też regularnie ma miejsce na naszej stronie. Tym razem postanowiłem odświeżyć dla co poniektórych oraz przedstawić na nowo innym album polskich artystów, DJ’a Czarnego & Tasa z maja 2011 roku – „Passion, music, hip-hop”. W ten sposób, choć nieco okrężną drogą, duet gości ze swoją pierwszą płytą w serwisie.

    W ostatnich latach naprawdę różnie działo się na krajowej scenie turntablistycznej. Skupiając się na pozytywnych aspektach związanych z tym ruchem, to nie sposób nie zauważyć (ach te podwójne zaprzeczenia) mniejszych i większych sukcesów odnoszonych przez poznańskich wykonawców. DJ Czarny & Tas najwięcej zawdzięczają swojemu debiutanckiemu albumowi, „Passion, music, hip-hop”, z maja 2011 roku. Artyści solidnie przygotowywali się do wydania projektu sprzed dwóch lat.

    Pierwszy z nich od kilku lat z coraz większym powodzeniem łączy funkcję DJ’a i osoby odpowiedzialnej za powstawanie utworów muzycznych. DJ Czarny ma na swoim koncie sukcesy odniesione w zawodach turntablistycznych – Bruk DJ Battle (2007, 2009) i Vestax Skrecz.com Battle (2008) – gdzie startował przeważnie w kategorii freestyle. Ponadto turntablista zagrał na koncertach z udziałem zarówno polskich (Smarki Smark, Te-Tris, Eldo, W.E.N.A./Rasmentalism, Hi-Fi Banda), jak i zagranicznych wykonawców (Raashan Ahmad, Muneshine) oraz grał imprezy w niejednym klubie w Poznaniu i różnych częściach kraju. Natomiast jego partner muzyczny dał się poznać jako wszechstronnie uzdolniona postać. Oprócz działalności twórczej, Tas utworzył markę Proporcja.com, która sygnowała do tej pory choćby serię eventów pod nazwą Fat Beats oraz cykl Beat Battle w Poznaniu. Obaj wykonawcy do listy swoich osiągnąć dopisali pod koniec ub.r. mistrzostwo Polski DJ’ów, a następnie wicemistrzostwo świata DJ’ów IDA w kategorii show. Jak widać, duet poznaniaków prężnie działa na lokalnym podwórku oraz na ogólnopolskiej scenie muzycznej, a ich ww, longplay „Passion, music, hip-hop” narobił przed kilkunastoma miesiącami sporego zamieszania, i to nie tylko w kraju lecz również zagranicą.

    Muzyka instrumentalna pomału lecz sukcesywnie zdobywa fanów nad Wisłą. Oczywiście dużo wody jeszcze upłynie w tej rzece zanim ta odmiana muzyczna na dobre zadomowi się w Polsce, ale przynajmniej wody Warty wydają się być pomyślne dla tego nurtu hip hopowego. Owszem, pierwszy album DJ Czarnego & Tasa obfituje w gościnne udziały zacnych gości z zagranicy i Polski, ale właśnie połowę utworów na LP stanowią kompozycje pozbawione partii wokalnych. Instrumentalne tracki dostarczone przez duet brzmią soczyście, momentami wypadając nawet lepiej niż utwory z wokalami raperów. Poznańscy twórcy umiejętnie dobierali dawkę turntablismu zawartą na LP, zgrabnie łącząc to z podkładami muzycznymi opartymi o właściwie dobrane sample. Zagraniczni goście – Raashan Ahmad, Muneshine oraz Kohndo, podobnie jak i rodzimi raperzy Ras i Prof, wnoszą na „Passion, music, hip-hop” dodatkową wartość, ich gościnne występy wypadły najlepiej. Współpraca z członkiem Crown City Rockers przełożyła się następnie na jego koncerty w kraju, co jest dowodem na chemię panującą pomiędzy kalifornijskim raperem, a polskimi beatmakerami.

    „Passion, music, hip-hop” trafiło do odsłucha na Bandcampa. W tym roku odbyła się reedycja wydawnictwa, dostępnego w sprzedaży za pośrednictwem tego serwisu oraz sklepu Proporcji. Wydanie digipackowe można nabyć w cenie 25 zł. Wspólny album DJ’a Czarnego & Tasa promują trzy teledyski. Premierowy klip nagrany do tytułowego nagrania pochodzącego z LP okazał się strzałem w dziesiątkę, przynosząc duetowi duży, aczkolwiek niespodziewany, feedback. Pozostałe obrazy powstały do „FIGHT!” z udziałem Raashana Ahmada oraz do urywków trzech nagrań współtworzonych z Kohndo, Rasem i Muneshine’em.

    Na tym jednak nie koniec, jeżeli chodzi o działalność rodzimego duetu. W maju tego roku rozpoczęła się kampania promocyjna drugiego albumu DJ’a Czarnego & Tasa, „Time to Build”. Artyści wypuścili dwa singlowe nagrania – tytułowy utwór z udziałem Ozaya Moore’a (dawniej Othello z Lightheaded) oraz „Dreaming At The Surface” zrealizowane wespół z wokalistą Ab i Markiem Pędziwiatrem. Premiera longplaya odbyła się 7 czerwca, a już za kilka dni możecie spodziewać się w serwisie osobnego artykułu poświęconemu temu wydawnictwu.

    Tracklista

    1. Listen!
    2. Who Got Soul?
    3. Tant Que feat. Kohndo
    4. Jazzmatas
    5. Nie czas feat. Ras
    6. Passion, music, hip-hop
    7. The Line feat. Kixnare
    8. Carry on feat. Muneshine
    9. Cloud City
    10. Daydreamer
    11. Wyrastam/Zobacz feat. Prof
    12. Mr. Black
    13. Let’s Rise feat. Melodiq
    14. Untitled
    15. FIGHT! feat. Raashan Ahmad
    16. Passion, music, hip-hop (Video version)
  • K-Def z porcją nowych nagrań

    K-Def z porcją nowych nagrań

    4–6 minut

    Producenci odgrywają obecnie naprawdę istotną rolę w branży muzycznej, a szczególnie w kręgach około hip hopowych i elektronicznych. Beatmakerzy z całego świata systematycznie dostarczają powodów, aby pozostawać w kręgu zainteresowania opinii publicznej. Przyglądając się aktywności w branży ogółu producentów, szybko da się wyłowić wiecznie zapracowanych artystów, niemal co kilka tygodni przedstawiających większe projekty. Do takich takich wykonawców należy bez dwóch zdań K-Def. Wychowanek New Jersey stale współpracuje z Redefinition Records i Slice-Of-Spice, dzięki którym wydaje mnóstwo płyt. Niedawno ukazały się jego dwa longplaye – „One Man Band” i „The Exhibit” – i choćby dlatego wypada dokonać podsumowania dokonań tego twórcy na przestrzeni ostatnich miesięcy.

    Bohater tego artykułu przez wiele długich lat należał do szarej eminencji w rapie, nie wychodząc praktycznie nigdy przed szereg. K-Def przez ponad dekadę pozostawał w cieniu osób, z którymi współpracował i nie uważano jego za szczególnie ważnego i pierwszoplanowego producenta w branży. Sytuacja ta uległa zmianie w połowie 2011 roku, kiedy to rozpoczęła się seria indywidualnych wydawnictw artysty z New Jersey, która trwa po dzień dzisiejszy i nic nie zapowiada, iż nagle skończy się.

    Blisko dwa lata temu ukazała się kompilacja wybranych dotychczasowych nagrań beatmakera, „The Most Underrated”. Tytuł wydawnictwa doskonale oddaje zawartość materiału. Do tego twórca dołożył trzy single – „For Def’s Sake”, „Da Supa Heath” i niepublikowany dotąd utwór LL Cool J’a, „Year Of The Hip Hop”. Pod koniec tamtego roku trafił do sprzedaży także dobrze przyjęty longplay „Night Shift”. K-Def rozpoczął przy tym współpracę z ww. labelami Redefinition Records i Slice-Of-Spice, specjalizującymi się w wypuszczaniu kolekcjonerskich płyt winylowych i rzadkich wydawnictw. Amerykańskie wytwórnie płytowe wypuściły na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy mnóstwo świeżych produkcji tego wykonawcy. Koszyk muzycznych smakołyków artysty ze Wschodniego Wybrzeża USA wypełniony jest po brzegi singlami, EP-kami i longplayami. W pierwszej kolejności zajmijmy się materiałami sygnowanymi przez REDEF.

    Nakładem wytwórni płytowej założonej przez Damu The Fudgemunka ukazały się głównie nowo utworzone nagrania tego znamienitego producenta. Wśród pomniejszych wydawnictw artysty znalazły się głównie instrumentalne projekty. K-Def wypuścił „Sneak Shot EP” (jeden track z udziałem rapera, Seven Shawna), „Back To Basics” oraz „Ghettoman’s Hideout Theme”. Ponadto opublikowano wspólny projekt wykonawcy i Raw Poetica, „Easy Way Out EP”. Po serii tych wydawnictw, nakładem Redefinition Records w krótkim odstępie czasu trafiły do sprzedaży dwa pełne albumy beatmakera. Pierwszy z nich zatytułowany „One Man Band” pojawił się na początku marca b.r. i jak zwykle przypadł do gustu wielu sympatykom klasycznej formuły hip hopowej. Amerykański twórca postanowił wcielić się w rolę jednoosobowego zespołu muzycznego, który w umiejętny sposób tworzy instrumentalne nagrania. K-Def świetnie radzi sobie jako dyrygent i konstruktor wszystkich składowych tej konceptualnej płyty. Autor tego longplaya pokazuje pełnię swoich umiejętności, swobodnie dorzucając różne elementy producenckiego rzemiosła. Różnorodność kompozycji i wprowadzanie w życie pomysłów widać na przykładzie długiego tracku otwierającego LP („Funky Fridays”) oraz kilku singli („Dark Soul”, „Touching Realness”, „Ghetto’s Groove” i „NJ Dodgers”).

    „One Man Band” trafiło do odsłuchu na Bandcampa. Redefinition Records nie zawiodło słuchaczy i wypuściło album w piękny sposób. Wersja CD pojawiła się na mini cardboard LP sleeve (rozkładana kartonowa okładka w formie małego gatefoldu). Z kolei wydanie winylowe longplaya można spotkać na zielonym oraz standardowym czarnym wosku.

    Tracklista

    1. Funky Fridays
    2. Dark Soul
    3. I’m Chillin
    4. Touching Realness
    5. Street Jazz
    6. Ghetto’s Groove
    7. Soul Paper
    8. K Comes Thru
    9. NJ Dodgers
    10. Lovely Woman
    11. Watching The Clouds
    12. I Seen A Blind Bat (Bonus)

    Na wiosnę doświadczony beatmaker ze Wschodniego Wybrzeża USA też nie zwalnia tempa. Zaledwie 8 tygodni po premierze pierwszego tegorocznego albumu, K-Def zaprezentował drugie pełne wydawnictwo, „The Exhibit”. W porównaniu do „One Man Band” kwietniowy longplay różni się konstrukcją i nieco klimatem nagrań. Na 13 tracków zawartych na tym projekcie, we dwóch gościnnie udzielili się dobrzy znajomi producenta – Seven Shawn w „Exhibit 2A” oraz Blu & Quartermaine w „The Fundamentals”. Po tym otwarciu LP dalej mamy już kompozycje pozbawione wokali. Instrumentale dzięki solidnemu doborowi sampli i aranżacji nabrały smaku. Właśnie w ten sposób powinny brzmieć rapowe produkcje czerpiące garściami z lat 90.tych, ale również dostosowane do współczesnych warunków w branży muzycznej.

    Z zawartością „The Exhibit” również można zapoznać się za pośrednictwem Bandcampa. Wersję fizyczną kwietniowego projektu można kupić na płycie CD (ponownie w formie mini cardboard LP sleeve) oraz na winylu (wydanie standardowe oraz limitowana edycja niebiesko-zielonych wosków). W ramach rozszerzenia wydawnictwa, REDEF udostępniło alternatywną wersję „The Fundamentals”.

    Tracklista

    1. Exhibit 2A feat. Seven Shawn of World Renown
    2. The Fundamentals feat. Blu & Quartermaine
    3. Improvs From The Brain (Instrumental)
    4. Mind Boggled (Instrumental)
    5. Get Your Mustard (Instrumental)
    6. Relay The Piece (Instrumental)
    7. Lost My Thought Part 1 (Instrumental Intermission)
    8. Stay Thinking About Music (Instrumental)
    9. Belly Pots (Instrumental)
    10. Sitting At The Crib Pondering [Times Change Part 2] (Instrumental)
    11. Chord Tester (Instrumental)
    12. Rock It (Instrumental)
    13. Lost My Thought Part 2 (Instrumental Outro)

    Slice-Of-Spice również odpowiada za wypuszczenie kilku wydawnictw beatmakera z New Jersey. Wytwórnia płytowa kierowana przez Lorda Finesse’a i jego partnerów jest znana z wypuszczania kolekcjonerskich płyt winylowych zawierających najczęściej rzadkie nagrania. K-Def przygotował na potrzeby SOS dwie serie płyt – „Signature Sevens” i „K-Def Bonus Beats”. Do tej pory ukazały się po 3 odsłony tych wydawnictw, do których producent dorzucił też remix „Street Dreams” Nasa i odświeżył materiał nagrany z DaCapo jako The Program„The Article EP”. Przegląd dorobku beatmakera opublikowanego przez ten label znajdziecie na Soundcloudzie.

    K-Def należy do wąskiego grona współcześnie działających artystów, których produkcji słucha się z niekłamanym entuzjazmem i przyjemnością. Dzięki wypracowanemu stylowi i wiedzy muzycznej wykonawca potrafi tworzyć znakomite nagrania. Warto o tym pamiętać i obserwować jego dalszą aktywność w branży.

  • Recenzja LP: 3:33 – In The Middle Of Infinity

    Recenzja LP: 3:33 – In The Middle Of Infinity

    3–4 minut

    Parallel Thought, LTD. | 2012

    We wszystkich dziedzinach kultury i sztuki bez problemu trafimy na artystów nie ujawniających swoich tożsamości, będących nad wyraz zagadkowymi postaciami. W branży muzycznej łatwo znaleźć przykłady wykonawców nie podających o sobie wszystkich informacji, przyciągających swoją enigmatycznością tłumy zainteresowanych. Wystarczy sobie przypomnieć specyficzną otoczkę, jaką stworzył wokół siebie stroniący od udzielania wywiadów Burial czy też emocje wywołane potwierdzeniem przez Flying Lotusa, że odpowiada za kreację Captaina Murphy’ego. Oprócz tych i wielu innych zajmujących historii związanych z wykonawcami dorzucam formację ukrywającą się pod nazwą 3:33. 30 października ub.r. odbyła się premiera kolejnego wydawnictwa tej grupy, „In The Middle Of Infinity”, wspaniałego instrumentalnego projektu opartego o baśniowe i oniryczne klimaty.

    Aby wprowadzić wszystkich do niezwykłego świata produkcji tego zespołu należy na wstępie wyjaśnić sobie kilka kwestii i przytoczyć jak najwięcej faktów z życia amerykańskiego kolektywu, co wcale nie będzie takie łatwe. Zacznijmy od tego, że wydawnictwa 3:33 są podpisywane przez większość stron i sklepów muzycznych jako alter ego Parallel Thought. Błędne informacje biorą się z tego, iż naprawdę niewiele wiadomości o działalności tej formacji można uzyskać, a nawet okładki ich płyt nie są w żaden sposób podpisane. Jednak prawda jest zgoła inna, gdyż amerykański crew producenckie jedynie wypuszcza muzykę w labelu Parallel Thought, LTD., ale w pełni samodzielnie odpowiada za przygotowywane przez siebie nagrania. Powyższa dezinformacja występuje od początku działalności wydawniczej tego kolektywu, która rozpoczęła się w 2011 roku.

    Debiutanckie wydawnictwo formacji ukazało się nieco ponad dwa lata temu. Pojawiła się wtedy płyta wprowadzająca słuchaczy w świat pełen tajemnic i nieodgadnionych pytań, „333EP-1”. Eksperymentalne brzmienie 3:33 rozwinęło na następnych produkcjach – „The First Thousand Days” i „Live From The Grove”. Drugi projekt kolektywu producenckiego przedstawił nieco jaśniejszą stronę ich kompozycji, aczkolwiek nie brakowało w nim mrocznych i owianych tajemnicą elementów. Natomiast trzeci materiał z listopada 2011 roku okazał się niejako połączeniem wizji i pomysłów zawartych na dwóch poprzednich produkcjach. Pod koniec ub.r. przekonaliśmy się, iż grupa potrafi jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. Już kompilacja „7 Sets Of 7” będąca zbiorem remiksów oraz niepublikowanych wcześniej instrumentali świadczyła o dalszym ich rozwoju. Jednak niniejsze wydawnictwo odegrało rolę jedynie przystawki do longplaya „In The Middle Of Infinity”.

    Premierę drugiego pełnego albumu 3:33 nieprzypadkowo ustanowiono na koniec października. Akurat jesień idealnie pasowała do odbioru tego materiału, co można szybko poczuć po nawet pobieżnym zapoznaniu się z płytą. Jednak instrumentalne opowieści snute przez amerykańskich producentów nie tylko są przyswajalne w okresie jesienno-zimowym. Jak przedstawia się świat tworzony przez grupę na „In The Middle Of Infinity”? [pullquote]Na przyciągającej uwagę okładce longplaya ujrzymy wejście do krainy zawieszonej pośrodku nieskończoności. [/pullquote]Dobywające się z jej wnętrza światło skupia wzrok i myśli śmiałków, którzy pragną odbyć niebezpieczną, a zarazem fascynującą podróż do jej wnętrza. Kraina utworzona przez gospodarzy LP nie stroni od magii i nadprzyrodzonych elementów, chociaż długimi momentami ustępuje miejsca surowym dźwiękom przywodzącym na myśl prace w fabrykach czy miejsca zdominowane przez maszyny. Niektóre z pomysłów na tym projekcie pochodzą z koncepcji naszkicowanych na „Live From The Grove”. Jednak tym razem 3:33 śmielej zapuszcza się do nieznanych muzycznych terenów i eksperymentuje z większym polotem. Szczególnie to widać na przykładzie „ITMOI-4”, „ITMOI-6” czy „ITMOI-8”, będącym najbardziej rozszerzoną wizją grupy w pierwszej części płyty. W dalszej odsłonie materiału docieramy do osobliwego miejsca o nazwie „White Room”. Ponad 40-minutowy (sic!) utwór stanowi wyjaśnienie wędrówki formacji po nieodgadnionym miejscu. Interpretacja tego nagrania, jak i całości „In The Middle Of Infinity” nie należy do najłatwiejszych zadań i wymaga dużego skupienia oraz wyciszenia. Efekt końcowy powinien przypaść do gustu słuchaczom z otwartymi umysłami, chłonącymi instrumentalne projekty i definiującymi na swój własny sposób wyjątkowe dźwięki dobywające się gdzieś z nieznanego nam wymiaru.

    W czasie, gdy większość producentów dostarcza muzykę łatwą, miłą i przyjemną, 3:33 idzie pod prąd. Grupa producencka przygotowuje odważne nagrania, do której trzeba mieć odpowiednie podejście i wiedzę muzyczną. Od początku do końca materiał zgromadzony na „In The Middle Of Infinity” nie daje ani chwili wytchnienia, a mroczne obrazy kreowane przez ich twórców jeszcze długo mogą śnić się po nocach odbiorcom.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. ITMOI-1
    2. ITMOI-2
    3. ITMOI-3
    4. ITMOI-4
    5. ITMOI-5
    6. ITMOI-6
    7. ITMOI-7
    8. ITMOI-8
    9. ITMOI-9
    10. ITMOI-10
    11. White Room
  • Twelve Reasons To Die w wydaniu Ghostface Killah i Adriana Younge’a

    Twelve Reasons To Die w wydaniu Ghostface Killah i Adriana Younge’a

    4–6 minut

    W listopadzie tego roku odbędzie się 20. rocznica premiery jednego z najwspanialszych albumów w historii rapu – „Enter the Wu-Tang (36 Chambers)”. Już w tej chwili można być pewnym wszelkiej maści podsumowań i nawiązań do debiutu Wu-Tang Clanu. Nie powinno zabraknąć też zestawień osiągnięć poszczególnych członków tej grupy. Niezależnie od przyjętego kryterium najwięcej miejsca przypadnie związanego z przemysłem filmowym, The RZA. Robert Diggs z powodzeniem zajmuje się także działalnością wydawniczą, kierując poczynaniami Soul Temple Entertainment. Nakładem tego labelu trafiła do sprzedaży ścieżka dźwiękowa do „The Man With The Iron Fists” i kompilacja „Shaolin Soul Selection: Volume 1”. W połowie tego miesiąca STE opublikowało oczekiwany przez wielu album „Twelve Reasons To Die” duetu Ghostface Killah i Adrian Younge.

    Po wypuszczeniu w połowie lat 90.tych serii solowych płyt przedstawicieli Wu-Tang Clanu, największe zainteresowanie wzbudzały dalsze materiały Method Mana i Raekwona. Kolejne lata przyniosły następne porcje wydawnictw spod najbardziej charakterystycznego znaku hip hopowego i okazało się przy tym, iż to Ghost regularnie dostarczał największe pokłady nowej muzyki. Wszystko zaczęło się od wydanego w 1996 roku kultowego „Ironman”, do poziomu którego później było trudno nawiązać temu raperowi. Albumy Tony’ego Starksa miały różną prasę, a z ostatniej dekady najcieplej przyjęte zostało „Fishscale”. Po tym longplayu Emcee nie potrafił wznieść się ponad przeciętność i nie pomogła mu w tym nawet wspólna produkcja z Methem i Rae’em, „Wu-Massacre”. Ghostface Killah nie dawał jednak za wygraną i poszukiwał nowych możliwości ekspresji, aby odzyskać dawny blask. W tym celu zwrócił się do multiinstrumentalisty i producenta Adriana Younge’a. Propozycja nagrania materiału na „Twelve Reasons To Die” została szybko podchwycona przez niego.

    Postać nowego partnera muzycznego Ghosta jest nader ciekawa. Jeżeli poszukujecie we współczesnych utworach nawiązań do epoki blaxploitation i klimatycznego soulu, misternie składanych soundtracków do filmów z lat 70.tych, wykorzystujące motywy włoskich kompozytorów, to lepiej trafić nie mogliście. Adrian Younge to wielki miłośnik tych brzmień, co pokazał na swoich dotychczasowych produkcjach. W 2009 roku głośno zrobiło się o filmie „Black Dynamite”, do którego ścieżkę dźwiękową stworzył ten wykonawca. Po OST wypuszczonym przez Wax Poetics Records, twórca zajął się za skompletowanie materiału na longplay „Something about April”, co przyniosło mu również wiele pozytywnych opinii. Natomiast w marcu tego roku odbyła się premiera płyty „Adrian Younge Presents The Delfonics”, na której AY przypomniał dokonania słynnej grupy działającej na przełomie lat 60. i 70.tych. Współpraca z Ghostface Killah stanowiła kolejne wyzwanie w karierze muzycznej Adriana Younge’a. Szybko przekonaliśmy się, że z warstwą muzyczną na „Twelve Reasons To Die” poradził sobie on doskonale, tworząc świetnie uzupełniający się duet z członkiem Wu-Tang Clanu.

    Pierwsze wiadomości dotyczące tej płyty pojawiły się po ubiegłorocznych wakacjach. Początkowo ogłoszono, iż album ukaże się w pierwszej połowie 2013 roku nakładem Soul Temple Entertainment a producentem wykonawczym LP zostanie RZA. Właściwa promocja wydawnictwa rozpoczęła się po uporządkowaniu przez The Rizzę wszystkich spraw związanych z „The Man With The Iron Fists”. Już przedsmak całości materiału w postaci singli „The Rise of the Ghostface Killah” i „The Sure Shot (Parts One & Two)” zwiastował kawał porządnej muzyki. Rozbudziło to nadzieje opinii publicznej oczekującej co najmniej porządnego projektu po tych wykonawcach. Wydaje się też, iż „Twelve Reasons To Die” przerosło oczekiwania wielu osób, gdyż tylko nieliczni spodziewali się aż tak dopracowanego longplaya.

    Konceptualny album stworzony przez Ghostface Killah i Adriana Younge’a przenosi odbiorców do Włoch z końca lat 60.tych ub. wieku. Narratorem całej opowieści jest RZA, wprowadzający słuchaczy w świat rodziny DeLuca – jednego z potężnych mafijnych klanów, dla którego lojalnie służył niegdyś Tony Starks. Nasz bohater ginie z rąk konkurencji, ale poprzysięga zemstę na swoich rywalach, możliwą do spełnienia w wyjątkowy sposób. Jego myśli i przepowiednie zostały zatopione w tuzinie płyt winylowych. Przy każdym odtworzeniu winyli budzi się do życia pośmiertne wcielenie dawnego gangstera pod postacią Ghostface Killah, dokonując krwawej zemsty na przeciwnikach. Wszystko to zostało zawarte w opowieściach snutych przez Ghosta, który perfekcyjnie odnalazł się w wyjątkowym środowisku muzycznym nakreślonym przez Younge’a. Brzmienie „Twelve Reasons To Die” to wypadkowa hip hopu z lat 90.tych w stylu Wu-Tang Clanu, ścieżek dźwiękowych budowanych przez Ennio Morricone i muzycznych historii Portishead. W połączeniu z wokalem Tony’ego Starksa, któremu partnerują Inspectah Deck, U-God, Masta Killa, Cappadonna, William Hart i Killa Sin, wypada to w niezwykle udany sposób. W błyskawicznym tempie zostało to docenione przez multum serwisów muzycznych i słuchaczy na całym globie. Wspólna płyta tego duetu już teraz kandyduje do grona najważniejszych produkcji pierwszej połowy roku i można obstawiać w ciemno, że znajdzie się na wysokich miejscach również w podsumowaniach roku.

    „Twelve Reasons To Die” trafiło do odsłuchu i sprzedaży na Bandcampa. Soul Temple Entertainment wydało wspólny projekt Ghostface Killah i Adriana Younge’a w połowie kwietnia z ogromnym rozmachem, do czego już można było się przyzwyczaić, patrząc na dotychczasowe wydawnictwa tego labelu. Obok standardowych wersji albumu na płycie CD i winylowej dołączono instrumentalne wydanie LP oraz limitowane edycje paczek z różnymi dodatkami. Największą furorę zrobiły dwa zestawy – pierwszy zawierał wokalne i instrumentalne LP, wydania deluxe 2 CD, kasetę z alternatywną wersją longplaya wyprodukowaną przez Apollo Browna, komiks, plakat i koszulkę. Natomiast drugi obejmował wszystkie ww. rzeczy oprócz płyt winylowych. Nakłady tych limitowanych serii są już na wyczerpaniu, a rozszerzoną wersję „12RTD” można obecnie nabyć na dwóch płytach CD. Kolekcjonerskie wydawnictwa powstały przy współpracy STE ze specjalistami w tej branży, Get On Down.

    Tony Starks i Adrian Younge promują swoje wydawnictwo kilkoma singlami oraz nagraniami video. Początkowo zaprezentowano proces tworzenia pudełek limitowanej edycji „Twelve Reasons To Die” oraz ich zawartość. Następnie ukazały się nakręcone z dużym rozmachem videoclipy do „Rise Of The Black Suits” (alternatywna wersja utworu) i „The Rise Of The Ghostface Killah”. Filmowy klimat szczególnie drugiego teledysku powala i wzbudza podziw.

    Tracklista

    1. Beware Of The Stare
    2. Rise Of The Black Suits
    3. I Declare War feat. Masta Killa
    4. Blood On The Cobblestones feat. U-God & Inspectah Deck
    5. The Center Of Attraction feat. Cappadonna
    6. Enemies All Around Me feat. William Hart
    7. An Unexpected Call (The Set Up) feat. Inspectah Deck
    8. The Rise Of The Ghostface Killah feat. Masta Killa & Killa Sin
    9. Revenge Is Sweet feat. Masta Killa & Killa Sin
    10. Murder Spree feat. U-God, Masta Killa, Inspectah Deck, U-God, Masta Killa & Killa Sin
    11. The Sure Shot (Parts One & Two)
    12. 12 Reasons To Die
  • Hip hopowa orkiestra Versus z eklektycznym albumem

    Hip hopowa orkiestra Versus z eklektycznym albumem

    3–5 minut

    Instrumenty żywe zawsze wnoszą powiew świeżości do nagrań hip hopowych, o czym przekonano się już na początku lat 90.tych. Zarówno soliści, jak i formacje złożone z kilku muzyków potrafili znakomicie odnaleźć się w rapowej rzeczywistości, co pokazują przykłady choćby Milesa Davisa czy The Brand New Heavies. Z biegiem lat na czołową grupę hip hopową wyrosło The Roots, perfekcyjnie wypadając na płytach studyjnych oraz koncertach. Questlove, Black Thought i spółka stali się inspiracją dla wielu innych artystów pragnących łączyć tzw. żywe instrumenty i hip hopowe standardy. Jednym z takich zespołów podpatrujących Filadelfijczyków okazał się francuski projekt pod nazwą Versus. Kolektyw złożony z dziewięciu postaci wydał w ub.r. debiutancki album, „Mr Blue”. Wydawnictwo należy do czołowych ubiegłorocznych longplayów z pogranicza jazz-hopu, funku i soulu.

    Hip hopowe orkiestry z reguły posiadają wielu oddanych fanów ceniących sobie eklektyczne formy ich nagrań i swobodne łączenie różnych nurtów i gatunków muzycznych. Co prawda bohaterowie tego artykułu znajdują się dopiero w początkowej fazie tego projektu, ale już teraz mogą liczyć na duże wsparcie swoich sympatyków. Versus to pod kilkoma względami wyjątkowe przedsięwzięcie. Główny pomysłodawca zespołu, Lawkyz (bas, produkcja), dobrał sobie utalentowanych muzyków, z którymi rozpoczął tworzenie muzyki czerpiącej garściami z nurtu blaxploitation, funku i soulu. Skład francuskiego kolektywu tworzą oprócz ww. mózgu grupy: Bruce Sherfield (rap, główny wokal), Yann Cléry (flet, wokal), Mr. Tos (scratch), Nico Rajao (bębny), Gérald „GG” Bonnegrace (perkusja), Jérome „Tchiky” Perez (gitara), Charles Francoise (klawisze, produkcja) i Aleksander Terris (klawisze). W dalszej kolejności zespół powiększył szeregi o kolejnych nieformalnych członków: Juana Rozoffa, Beat Assailanta i Black Sifichiego. Tak ukształtowana formacja przystąpiła do realizacji pierwszego materiału.

    Od początku działalności artyści inspirowali się klimatem filmów noir z lat 70.tych i dążyli do jak najlepszego wykorzystania elementów muzycznych sprzed kilku dekad do utworzenia własnego brzmienia przywodzącego na myśl jazz-hop czy organiczny hip hop. Pierwsze owoce prac zespołu poznaliśmy w maju 2011 roku, kiedy to Versus wypuściło krótkie próbki swoich nagrań na „Bonus Beat: Sample Exploration”. Dwa miesiące po wydaniu teasera, formacja opublikowała wydawnictwo wprowadzające do ich debiutanckiego albumu – „Mr. Blue EP”. Oryginalna wersja singla wzbogacona o remiksy 20Syla i Boostera oraz acapellę i instrumentalną wersję nagrania, stanowiło udany wstęp do płyty. W grudniu tego samego roku Lawkyz i spółka opublikowali drugi utwór zapowiadający longplay – „Almost Noon”. Kompozycja trafiła do obiegu również w rozszerzonym wydaniu z remiksami Ji Dru i Blundetto. W ten sposób Francuzi zdobyli pierwszych sympatyków, przygotowując się do pokazania swojej wizji jazz-hopu, funku i soulu osadzonej w klimacie blaxploitation w większym wymiarze. Tak oto powstał grunt pod „Mr Blue”.

    Wydaniem premierowego albumu tej formacji zajął się label utworzony przez nich samych, Sound Sculpture. Wydawnictwo ujrzało światło dzienne ostatniego dnia kwietnia ub.r. Versus oddał do rąk słuchaczy konceptualny longplay zawierający 12 utworów. Głównym założeniem grupy było udokumentowanie opowieści  o tajemniczym bohaterze „Mr. Blue”. Wzorem tematyki kina blaxploitation francuscy muzycy przedstawili jego jako protagonistę w osobie bliżej nieokreślonego mafijnego bossa pochodzącego z biednego środowiska. Mr. Blue wzbudza respekt u każdego i szybko staje się silną jednostką. Tłem do historii tej postaci są kompozycje nawiązujące do twórczości znamienitych tuzów świata muzycznego – Isaaca Hayesa czy Lalo Schiffrina. Zespół potrafi z ogromnym polotem przynieść ducha minionych lat, a miejscami ta hip hopowa orkiestra pod batutą Lawkyza prezentuje niesłychany arsenał możliwości.

    Można to odczuć w świetnym tytułowym tracku, ale również w „Marauders”, „Theme From Bobbin Street”, „Almost Noon”, „Everyday Fever”. Muzyka na albumie przybiera formę ścieżki dźwiękowej rodem z lat 70.tych, ale ponad tym wszystkim czuć silny pierwiastek jazz-hopu. Natomiast każdy odbiorca płyty powinien zadać sobie istotne pytanie: kim jest Mr. Blue? Odpowiedzi na tę zagadkę należy szukać między wierszami.

    Album francuskiej grupy trafił na Bandcampa. Płyta wydana przez Versus ukazała się w każdym możliwym formacie. Na uwagę zasługuje winylowa edycja projektu – do wosków dołączono płytę CD (digipack) zawierającą także remiksy nagrań z „Mr. Blue”, co stanowi nie lada atrakcję dla kolekcjonerów. Wydawnictwo promował animowany teledysk stworzony do tytułowego nagrania z LP – niezwykle kreatywny i idealnie złożony videoclip.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Mr. Blue (Lead Vocal Bruce Sherfield)
    3. Marauders
    4. Alerte
    5. Theme From Bobbin Street (Lead Vocal Yann Cléry)
    6. (How To) Play The Game feat. Beat Assailant
    7. Almost Noon (Lead Vocal Bruce Sherfield / feat. Juan Rozoff)
    8. The Letter feat. Black Sifichi
    9. Everyday Fever (Lead Vocal Bruce Sherfield)
    10. The Don Walks In
    11. Museum Of Life (Lead Vocal Bruce Sherfield / feat. Juan Rozoff)
    12. End Credits
  • Ostatnie wydawnictwa World Around Records

    Ostatnie wydawnictwa World Around Records

    3–4 minut

    Wraz z kolejnymi tygodniami nie tylko kolejni wykonawcy pojawiają się na stronie lecz również systematycznie przedstawiamy nowe labele w serwisie. Co prawda, wielu artystów działających w undergroundzie ogranicza się do wydawania muzyki własnym sumptem, to jednak bez problemu można trafić na mnóstwo mniejszych i większych oficyn wydawniczych. W role wydawców wcielają się również twórcy muzyczni, co stało się na tyle już powszechne, że nie powinno nikogo dziwić. Wykonawcy odpowiadają nie raz za wypuszczanie muzyki oraz funkcjonowanie lokalnych lub międzynarodowych kolektywów, czasem łącząc jedno z drugim. Do takich projektów należy World Around Records. Ostatnio ukazały się dwie kompilacje tego labelu – „We Are World Around, Vol. 3” i „Singles 2011-2012”.

    Idea polegająca na powstawaniu kolektywów łączących osoby z całego świata oraz budowania przy tym platform pozwalających wydawać projekty muzyczne obecnie trafia na podatny grunt. World Around Records zbudowano właśnie wokół elementów spajających postaci z niezależnych kręgów muzycznych publikujących wspólnie muzykę. Współzałożycielami labelu są Kyle Tierce i Justin Boland. Od początku działalności WAR zależało na wypuszczaniu projektów związanych z instrumentalnym hip hopem, elektroniką, downtempo z domieszką brzmień eksperymentalnych. W gronie wykonawców związanych z tym przedsięwzięciem znajdują się choćby Louis Mackey, Naturetone, Humpasaur Jones, Zilla Rocca, Adam Kadmon, Algorhythms, DJ MSP, Man Mantis oraz Dr. Quandary. Katalog oficyny wydawniczej kierowanej od zeszłego roku przez pierwszego z ww. twórców obejmuje kilkanaście różnych płyt. Wszystkie z nich są dostępne na stronie wytwórni. W grudniu ub.r. i lutym tego roku ukazały się dwa materiały zwieńczające ostatnie lata World Around Records.

    Blisko dwa miesiące temu trafiła do obiegu trzecia część składanki z serii „We Are World Around”. Projekt obfituje w wybrane nagrania wykonawców należących do rodziny WAR. O selekcję wszystkich utworów zadbał Louis Mackey, umiejętnie dobierając poszczególne tracki autorstwa utalentowanych twórców. Na kompilację trafiły nagrania czołowych przedstawicieli kolektywu oraz nowych postaci kojarzonych z tym przedsięwzięciem. Jednym słowem, „We Are World Around, Vol. 3” stanowi nic innego, jak podróż przez świat tego crew wypełnionego wartościową muzyką instrumentalną.

    Trzecią kompilację tego labelu udostępniono na Bandcampie. Wydawnictwo można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem tego serwisu.

    DOWNLOAD World Around Records – „We Are World Around, Vol. 3”

    Tracklista

    1. Man Mantis – Raised to Do the Zapping
    2. Daimyo! & Humpasaur Jones – Rectangular Businessman
    3. Dr. Quandary – Bedouin Drums
    4. Louis Mackey & Thirtyseven – Universe in Less than 7 Minutes (Blowing Numbers Remix)
    5. Daimyo! – Autoerotic Express
    6. Louis Mackey – Marmalade Brain Melt
    7. Naturetone – Mossy Stone
    8. DJ Multiple Sex Partners – 1983
    9. Lame Herc – They Know Everything
    10. I Want Nothing (Interlude)
    11. Devastate, Humpasaur Jones, Louis Mackey – Leather Apron
    12. Zilla Rocca & Dr. Quandary – Antique Revolver
    13. Adam Kadmon – Where is Adam Kadmon
    14. Daimyo! – We Was Just Two Boys Livin in a Dead Ass German Shepard

    Około dwa miesiące później doczekaliśmy się kolejnego wydawnictwa sygnowanego przez ten label. W pierwszej połowie tego miesiąca World Around Records opublikowało kompilację „Singles 2011-2012”. Lutowy materiał także splata wybrany okres w działalności tego projektu. Wszystkie kompozycje zawarte na tej płycie pierwotnie zostały wydane od listopada 2011 do kwietnia 2012 roku. Ostatnia kompilacja jest nadziana głównie specjałami artystów wchodzących w skład tego crew (Man Mantis, Humpasaur Jones, Zilla Rocca, Louis Mackey, Dr. Quandary, Naturetone, Algorhythms), choć nie brakuje również gościnnych udziałów (Small Professor, IV the Polymath, Thirtyseven, Godforbid). Całość udanie podsumowuje kilka miesięcy z życia World Around Records.

    Wydawnictwo znajdziecie oczywiście na Bandcampie. Podobnie jak poprzednia składanka, również „Singles 2011-2012” można za darmo pobrać korzystając z tego serwisu (odnośnik poniżej). W folderze z plikami znajdują się również oryginalne okładki wykonane do każdego z singli. W najbliższym czasie oficyna wydawnicza szykuje się do wypuszczenia następnych materiałów, o których na pewno poinformuję w serwisie.

    DOWNLOAD World Around Records – „Singles 2011-2012”

    Tracklista

    1. Man Mantis – Gonna Die Here
    2. Humpasaur Jones – The Patience
    3. Zilla Rocca – Bad Weather Classic (Dr. Quandary Remix) feat. Mally & Curly Castro
    4. Louis Mackey – Everything, Everywhere, Always
    5. Dr. Quandary – Oneiric Field Mandala
    6. Godforbid & Thirtyseven – Big Day for the Little People
    7. IV the Polymath & Thirtyseven – The Frame
    8. Naturetone – Stargazing feat. DLO
    9. Algorhythms – Open Ended
    10. Small Professor – The Old Eleven
  • Darmowy album: The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble – Live: I Forsee the Dark Ahead, If I Stay

    Darmowy album: The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble – Live: I Forsee the Dark Ahead, If I Stay

    3–4 minut

    Wydawnictwa oparte o standardy jazzowe raz po raz pojawiają się na stronie. Najwięcej z nich jest przypisanych do jazz-hopu, nurtu ciągle żywego i obecnego w muzyce około hip hopowej. Współcześni wykonawcy potrafią udanie nawiązywać do dorobku pozostawionego przez Dream Warriors, A Tribe Called Quest, Digable Planets i wielu innych artystów z początku lat 90.tych. Obok jazz-hopowych form muzycznych występują również nagrania określane mianem acid lub future jazzu, które ukradkiem przemykały do serwisu. Do tej pory brakowało najbardziej enigmatycznej i dostępnej tylko dla nielicznych odmian nawiązujących do jazzu i korzystających z licznych pozostałych gatunków muzycznych. Trudno jednoznacznie określić tę stylistykę, ale pomoże w tym koncertowy album The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble – „Live: I Forsee the Dark Ahead, If I Stay”.

    Formacje tworzone przez osoby mieszkające na co dzień w różnych krajach czy nawet kontynentach, są często spotykane w branży muzycznej. Utworzone w 2000 roku TKDE idealnie wpisuje się w obraz międzynarodowego projektu łączącego muzyków z kilku europejskich miast. Grupa powstała z inicjatywy dwóch Holendrów – z Utrechtu – Jasona Köhnena i Gideona Kiersa. Cztery lata później do duetu dołączyli Hilary Jeffery z Wielkiej Brytanii i Nina Hitz ze Szwajcarii. W tym składzie zespół nagrał debiutancki album zatytułowany po prostu „The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble”. W dalszej kolejności szeregi kolektywu poszerzyły się o Eelco Bosmana, Charlotte Cegarrę i Sadie Anderson. Od 2007 roku główną bazą The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble pozostaje Holandia, gdzie rezyduje część członków formacji, zaś pozostali mieszkają nieopodal tego państwa.

    Od ponad siedmiu lat grupa muzyków realizuje ideę tworzenia wyjątkowej muzyki pod każdym względem. The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble wykształciło specyficzne brzmienie, określane mianem darkjazzu. Punktem wyjściowym przy produkcjach zespołu są kompozycje oddające specyfikę niemych filmów, stanowiące soundtracki do mrocznej strony kina sprzed kilkudziesięciu lat. Jednak to tylko jedna strona muzyki TKDE, gdyż oprócz tego formacja odnajduje się w komponowaniu utworów na potrzeby sztuk teatralnych i innych przedsięwzięć artystycznych. Wśród wszystkich ich wydawnictw oprócz pierwszej płyty z 2006 roku warto wyróżnić pozostałe longplaye – „Here Be Dragons” i „From The Stairwell” – oraz „Mutations EP”. Ponadto grupa prowadzi równolegle projekt The Mount Fuji Doomjazz Corporation, współtworzony z innymi artystami. Pod szyldem tego kolektywu ukazało się już kilka udanych płyt z „Succubus” LP na czele. W grudniu 2011 roku TKDE wypuściło pierwszy koncertowy album. „Live: I Forsee the Dark Ahead, If I Stay” wieńczy w pewnym stopniu działalność formacji z pierwszego pięciolecia.

    Projekt znalazł się w katalogu Parallel Corners zajmującego się wydawaniem elektronicznych wersji nagrań zespołu (za fizyczne wydawnictwa odpowiada Denovali Records). Płyta sprzed ponad roku zawiera nagrania pochodzące z zapisów występów grupy od 2006-11 roku w pięciu europejskich państwach – Holandii, Hiszpanii, Polski, Węgier i Słowenii. Poszczególne utwory z „Live: I Forsee the Dark Ahead, If I Stay” różnią się od oryginalnych kompozycji pochodzących z ich wcześniejszych materiałów. The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble na swoich koncertach wypada wręcz fenomenalnie i nie boi się reinterpretacji na żywo wybranych partii tracków lub nawet ich całości. Okrojone wydanie „Celladoor” z „From The Stairwell” zapowiada nad wyraz eklektyczną i pełną emocji podróż przez świat muzyków z TKDE. W trakcie powolnej i uważnej wędrówki pomiędzy wszystkimi dźwiękami i opowieściami grupy nie raz można natknąć się na wspaniale rozwiązania muzyczne zaproponowane przez ten kolektyw. Długie utwory na tym projekcie przenikają do podświadomości odbiorcy, a liczne niespodzianki jak w zamykającym LP „The MacGuffin” czynią z tego materiału kawał fantastycznej muzyki.

    Koncertowe wydawnictwo TKDE trafiło do odsłuchu tradycyjnie na Bandcampa. Album można bezpłatnie pobrać korzystając z tego serwisu lub korzystając z poniższego odnośnika. Za pośrednictwem BC istnieje możliwość przekazania dotacji zespołowi. Tajemniczy i pochłaniający do reszty świat The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble zagości niebawem ponownie w serwisie.

    DOWNLOAD The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble – „Live: I Forsee the Dark Ahead, If I Stay”

    Tracklista

    1. Celladoor (The Netherlands, 2011)
    2. Lobby (Hungary, 2007)
    3. Mists of Krakatoa (Poland, 2011)
    4. Adaptation of the Koto Song (Hungary, 2011)
    5. Symmetry of 6’s (The Netherlands, 2009)
    6. Nothing Changes/Senki Dala/Embers (Hungary, 2007)
    7. Black Wings (Spain, 2006)
    8. Goya (The Netherlands, 2009)
    9. The MacGuffin (Slovenia, 2007)
  • Recenzja LP: Raiza Biza – Dream Something LP

    Recenzja LP: Raiza Biza – Dream Something LP

    3–4 minut

    Self released | 2012

    Przy braku jakichkolwiek ograniczeń w dostępie do muzyki codziennie można przebierać i wybierać w nowych wydawnictwach z całego świata. W przypadku płyt stricte instrumentalnych różnice pomiędzy twórcami z rozmaitych miejsc na kuli ziemskiej nie są tak odczuwalne, jak przy płytach z wokalami. Właśnie przy zapoznawaniu się z projektami raperów lub wokalistów rzucają się w oczy inne aspekty kulturowe i sposób postrzegania świata w zależności od pochodzenia i miejsca zamieszkania poszczególnych wykonawców. W związku z tym należy docenić każdą uniwersalną pod względem treści produkcję, skupiającą się na tematach związanych z życiem każdego człowieka na świecie. W tej kategorii umieścimy wydany w październiku ub.r. longplay rapera Raiza Biza, „Dream Something LP”.

    Twórca zamieszkały obecnie w nowozelandzkim Auckland zwiedził w swoim życiu kawał świata. Pochodzący ze stolicy Rwandy – Kigali, przyszły raper część swojego życia spędził w Zairze (dzisiejsza Demokratyczna Republika Kongo), położonym w Republice Południowej Afryki Johannesburgu oraz w Evergreen w amerykańskim stanie Alabama, gdzie pobierał naukę na Hillcrest High School. Po tych wszystkich wojażach, Raiza Biza wylądował w Kraju Kiwi. Dotychczasowe doświadczenia wyniesione z różniących się od siebie pod względem kulturowym, społecznym i politycznym miejsc, odcisnęło mocne piętno na jego twórczości. Przebywanie w tak odmiennych środowiskach pozwoliło artyście na spojrzenie z dystansem na wiele spraw bliskich każdemu człowiekowi. Niezależnie od współrzędnych geograficznych oraz wszelkich składowych wpływających na życie codzienne mieszkańców różnych kontynentów, to łatwo można odnaleźć wspólne cechy i nadać im przystępną formę w muzycznych opowieściach. Pomiędzy tym wszystkim unoszą się też marzenia, stanowiąc najważniejszą część „Dream Something LP”, jak i codzienności każdego odbiorcy muzyki.

    Wypuszczona 7 października płyta pod pewnymi względami przypomina inne ubiegłoroczne wydawnictwo – „VLA Kings” duetu The Megaphone State. Zarówno Raiza Biza, jak i Ekow z fińskiej grupy mają afrykańskie korzenie i podobnie zapatrują się na niejedną sprawę dotyczącą ludzkiej egzystencji. Podobieństwa można też dostrzec przy warstwie muzycznej, z tym, że za poszczególne podkłady na „Dream Something LP” odpowiada kilku producentów, zaś wszystkie beaty na albumie TMS wyszły spod ręki SimonaSounda. Trzy czwarte instrumentali dostarczył Crime Heat Beats, cechujący się zamiłowaniem do laidbackowych i spokojnych brzmień. Oprócz niego po jednym beacie dorzucili S.F.T., Si-Res, Jay Knight i SoulChef. Dzięki temu przygotowano idealne tło do zaprezentowania pełni możliwości gospodarza LP, wypełnione po brzegi soulowymi i jazzowymi samplami, niekiedy ocierające się o organiczny hip hop w pierwszorzędnym wydaniu.

    Raiza Biza snuje opowieści o zwykłej rutynie, dzieląc się obserwacjami dotyczącymi relacji międzyludzkich, uczuć czy spraw społecznych. Nie ma w tym nic odkrywczego, ale raper podaje to wszystko w nader przystępny sposób, a pasję i emocje unoszące się nad każdym nagraniem można łatwo wyczuć. W wybranych miejscach nie brakuje również niestandardowych rozwiązań, tak jak w „Thorns & Roses” z udziałem Amandy Djo czy „Asteroids” nagrane przy wsparciu Esther Stephens. Twórca nie zapomina o swoich korzeniach i wykorzystuje to do podkreślenia faktu, że istnieje wiele uniwersalnych tematów, do których należą nostalgia i tęsknota do dawnych czasów, motywy przewodnie w puencie całej płyty – „Back in the Day”.

    Raiza Biza udanie zaprezentował się sympatykom undergroundowego rapu z całego globu. Mieszkający obecnie na krańcu świata artysta udowodnił, iż niezależnie od długości i szerokości geograficznej istnieje wiele spraw bliskich każdemu przeciętnemu człowiekowi. Uniwersalizm nagrań twórcy o afrykańskich korzeniach ma w sobie wiele piękna, które można dostrzec i docenić nawet po n-tym przesłuchaniu „Dream Something LP”. Czas pokaże, czy raper zamieni w przyszłości nowozelandzkie Auckland na miejscowość położoną zupełnie gdzie indziej. Nawet jeżeli tak stanie się, to jestem głęboko przekonany, iż jego muzyka nie straci nic ze swojej jakości, a tylko zyska i przyjdzie czas na kolejne marzenia.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Intro (prod. Crime Heat Beats)
    2. Pyramids (prod. Crime Heat Beats)
    3. Dream Something (prod. Crime Heat Beats)
    4. Girl With No Name (prod. S.F.T.)
    5. Thorns & Roses feat. Amanda Djo (prod. SoulChef)
    6. Sounds of Old (prod. Crime Heat Beats)
    7. Asteroids feat. Esther Stephens (prod. Crime Heat Beats)
    8. Sleepless City (prod. Si-Res)
    9. Truth Seekers feat. Genocide (prod. Crime Heat Beats)
    10. Jets & Tanks (prod. Jay Knight)
    11. No Regrets (prod. Crime Heat Beats)
    12. Back in the Day (prod. Crime Heat Beats)
  • Bydgoskie dźwięki w wydaniu Oera

    Bydgoskie dźwięki w wydaniu Oera

    3–4 minut

    Wydawnictwa instrumentalne oraz płyty producenckie raz po raz trafiają do serwisu. Od dawna projekty dostarczane przez beatmakerów z całego świata są doceniane przez U Call That Love i mają swoje miejsce na stronie. Wystarczy tylko przyjrzeć się ostatnio opublikowanym artykułom, aby znaleźć potwierdzenie tych słów (wpisy o nagraniach m.in. Emancipatora, Keitha Science’a, J-Zena, kompilacja od Ten Million Sounds). W dalszej części lutego również nie zabraknie kolejnych publikacji dotyczących działalności beatmakerów. W przygotowaniu materiały o Parallel Thought, Beatmisth Resiscie, Arts The Beatdoctorze, czy Kill Emilu. Zanim jednak ukażą się artykuły o tych twórcach, to najpierw pragnę sięgnąć do ubiegłorocznego projektu polskiego producenta, Oera. Ponad trzy miesiące temu trafił do obiegu jego instrumentalny projekt „Sounds of B-D-G (Dźwięki B-D-G)”.

    Wraz z kolejnymi wydawnictwami przedstawianymi na stronie poznajemy postaci z różnych miejsc, nie raz odległych od Polski o tysiące kilometrów. Jednak tym razem podróż nie zajmie długo, ponieważ udamy do się do Bydgoszczy, skąd pochodzi Oer. Artysta z muzyką jest związany już od kilkunastu lat. Po ukończeniu studiów na kierunku realizacji dźwięku na brytyjskiej uczelni Wolverhampton University, producent zajął się działalnością na lokalnej bydgoskiej scenie muzycznej. Bydgoszczanin stał się inicjatorem i współzałożycielem kolektywu B.O.K. (Bisz/Oer/Kay & DJ Paulo). Grupa ma na swoim koncie wydanych kilka projektów – „Ballady, Hymny I Hity” (2008), „Raport Z Walki O Wartość” (2010), „Od Lat Robimy Swoje Na BOK’u” (2011) i „W Stronę Zmiany” (2011). Oprócz tego beatmaker uczestniczył w wielu innych projektach (m.in. Fanaberia, Trzeci Wariant, Osobowość, Prowokacja Wagary, Omerta, Retrospekt) oraz współpracował z wykonawcami spoza swojego rodzinnego miasta (O.S.T.R., Pyskaty, 2cztery7, Justyna Kuśmierczyk, CMS, Pafarazzi). W 2011 roku Oer dorzucił swoje trzy grosze do promocji festiwalu Hip Hop Kemp w kraju, odpowiadając wraz z DJ’em Rożo, i Wasiu M.Brionem za podkład do polskiego hymnu wydarzenia. Pod koniec ub.r. właściciel 21 Music Studio zrealizował solowe wydawnictwo „Sounds of B-D-G”, stanowiące kolejny krok w jego karierze muzycznej.

    Wydawnictwo ukazało się 24 października ub.r. przy wsparciu EtRecs. Instrumentalna płyta została w całości poświęcona rodzinnemu miastu artysty. Jak przekonuje autor tego projektu Bydgoszcz należy do bardzo muzycznych miast, czego dowodem jest już skrót nazwy miejscowości, składający się z trzech dźwięków: B, D oraz G. Właśnie to okazało się punktem wyjścia przy realizacji „Sounds of B-D-G”. Poszczególne utwory zawarte na tym albumie odnoszą się do wybranych bydgoskich miejsc i symboli. Oer stworzył soundtrack do podróży po swoich rodzinnych stronach. Wśród muzycznych fuzji znajdujących się na longplayu nie brakuje instrumentalnego hip hopu, jazzu, elementów drum n bassu i dubstepu. Wszystko spięte jedną klamrą, oddającą muzyczną duszę Bydgoszczy.

    Poniżej znajduje się wypowiedź Oera o swoim wydawnictwie:

    Jak wiadomo dźwięki, melodie oraz kompozycje, potrafią jak nic, bardzo szybko przywrócić wspomnienia albo w tempie natychmiastowym przenieść do miejsc, w których kiedyś byliśmy, przeżywaliśmy coś, bawiliśmy się, odczuwaliśmy radość albo smutek. Moim celem jest wyprodukowanie płyty z pomocą grupy utalentowanych muzyków, z różnych środowisk i gatunków muzycznych, która stworzy „ścieżkę dźwiękową” dla ulic, symboli oraz ciekawych miejsc miasta Bydgoszcz, dzięki której, poznanie naszego miasta nabierze zupełnie nowego zmysłowego wymiaru. Dzięki tej płycie, słuchacz będzie mógł powrócić myślami do Bydgoszczy, wsłuchując się między innymi w muzyczną interpretacje „Doliny śmierci”.

    Wydawnictwo bydgoskiego artysty można znaleźć na Bandcampie i Soundcloudzie. Wersję fizyczną projektu wydaną na płycie CD można nabyć w sklepie Elade w cenie 20 zł. „Sounds of B-D-G” promują dwa videoclipy powstałe odpowiednio do tytułowego nagrania z albumu oraz zamykającego materiał „Crossing The River”. Teledyski w pewnym stopniu rozszerzają muzyczne opowieści Oera o Bydgoszczy, czyniąc w ten sposób longplay jeszcze ciekawszym materiałem.

    Tracklista

    1. Sounds of BDG / Dźwięki BDG
    2. Valley Of Death / Dolina Śmierci /
    3. Archer / Łuczniczka
    4. Sun Over Fordon / Słonce nad Fordonem
    5. Enigma
    6. Hill Of Freedom / Wzgórze Wolności
    7. Gateway To Heaven / Brama do nieba
    8. Crossing The River / Przechodzący przez rzekę
  • Keith Science przedstawia debiutanckie wydawnictwo muzyczne

    Keith Science przedstawia debiutanckie wydawnictwo muzyczne

    2–3 minut

    Wprowadzenie streamingu nagrań muzycznych należy uznać za najlepszą rzecz jaka przytrafiła się w przemyśle fonograficznym od dobrych kilku lat. Serwisy takie jak Bandcamp, Soundcloud czy Mixcloud w błyskawicznym tempie znalazły dziesiątki tysięcy sympatyków na całej kuli ziemskiej. Przeglądając wybrane statystyki tej pierwszej strony można dostrzec sukces tego przedsięwzięcia. Od września 2008 roku łączna sprzedaż na Bandcampie przekroczyła 30 milionów USD, na co złożyło się blisko 4,5 miliona transakcji. Twórcy umieszczający muzykę jako „name your price” uzyskują z reguły o 50% większe wpływy ze sprzedanych nośników. Dzięki temu serwisowi można co rusz odkrywać wspaniałe pokłady nowej muzyki. W tej kategorii umieścimy debiutancki album beatmakera z Brick City, Keitha Science’a – „Vessels of Thought Volume II”.

    New Jersey posiada już swoich przedstawicieli na U Call That Love (K-Def, Beneficence, Apache), a wszyscy z nich są związani z klasyczną formą hip hopu. Bohater niniejszego artykułu również należy do zagorzałych zwolenników korzennego rapu. Przyszły producent w czasach swojej młodości wychował się na klasykach gatunku (Gang Starr, Pete Rock & C.L. Smooth, D.I.T.C., Large Professor, Nas, Mobb Deep i wielu innych), chociaż początkowo sporo czasu spędzał przy innych gatunkach muzycznych. Keith Science swoje pierwsze beaty nagrywał już 20 lat temu, ale musiały minąć długie lata zanim zdecydował się na wydawanie muzyki. Twórca ze Wschodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych wypuścił kilka projektów utrzymanych w różnym klimacie, aczkolwiek dopiero od „Vessels of Thought Volume I” rozpoczął on poważne przedsięwzięcia. Follow-up do tego wydawnictwa ukazał się w połowie października ub.r. i jest traktowany jako pełnoprawna debiutancka płyta artysty. „Vessels of Thought Volume II” to prawdziwa perełka i jeden z najwartościowszych instrumentalnych longplayów ostatnich miesięcy.

    Beatmaker zdecydował się na wydanie materiału własnym sumptem, powołując do tego label Central Wax Records. W porównaniu do wielu współczesnych producentów idących wraz z nowymi trendami w branży, Keith Science pozostaje wierny starej szkole muzycznej.

    W czasie, gdy dziesiątki twórców wypuszcza krótkie utwory trwające 1-2 minuty, nie raz przypominające bardziej szkice, aniżeli pełnoprawne nagrania, to artysta z Brick City przedstawia długie instrumentale i nie wybiera drogi na skróty. „Vessels of Thought Volume II” konstrukcją przypomina wydawnictwa sprzed kilku lat – dłuższe kompozycje oparte o mocną perkusję i kapitalny sampling. Nagrania występujące na tym albumie z powodzeniem można potraktować jako podkłady do tracków z udziałem raperów bądź wokalistów. Boom bapowe brzmienie longplaya przywodzi na myśl produkcje z pierwszej połowy lat 90.tych i co najważniejsze, czuć w tych utworach autorskie pierwiastki i umiejętną realizację wszystkich założeń. „Soldiers II”, „Coleco”, „Cloud”, „Tropic” czy „Sepia” stanowią najlepszą wizytówkę płyty, choć tak naprawdę całość LP stoi miejscami wręcz na niebotycznym i rzadko spotykanym dzisiaj poziomie. Pozostaje tylko żałować tego, iż ten projekt nie trafił póki co do szerokiego spektrum odbiorców, lądując w szufladzie z napisem „przespane i pominięte wydawnictwa”.

    Album mieszkańca New Jersey znajdziecie na Bandcampie. „Vessels of Thought Volume II” ukazało się zarówno w formacie elektronicznym, jak i fizycznym (płyta CD). Digipacki można bezpośrednio zamówić korzystając z BC. Producent opublikował także snippety longplaya dostępne na YouTube. Instrumentalna płyta Keitha Science’a to jeden z najlepszych ubiegłorocznych projektów tego typu. Szkoda tylko, że wydawnictwo nie zostało dostrzeżone przez większość serwisów muzycznych.

    Tracklista

    1. Polygon
    2. Soldiers II
    3. Elevations
    4. Coleco
    5. Archon II
    6. CCM
    7. Blocks
    8. Cloud
    9. Tunnels III
    10. Tropic
    11. Century
    12. Sepia
    13. Penni
  • Recenzja LP: Souls Rest – Better Weapon

    Recenzja LP: Souls Rest – Better Weapon

    2–4 minut

    Self released | 2012

    W dzisiejszych czasach ukazuje się mnóstwo bliźniaczo podobnych do siebie wydawnictw muzycznych. Zdarza się nader często, że nawet wykonawcy z różnych stron świata publikują niemal identyczne pod względem konstrukcji płyty. Dotyczy to wszystkich twórców około hip hopowych, niezależnie od obranego nurtu i rozpoznawalności w branży. Przecież nawet wielu artystów i wydawców przygotowuje praktycznie identyczne co do joty informacje prasowe o swoich projektach, przez co przeciętnemu odbiorcy trudno zdecydować, która produkcja należy do wartościowszych materiałów. Wydany we wrześniu ub.r. album kanadyjskiej formacji Souls Rest zatytułowany „Better Weapon” może wydawać się niczym szczególnym, ot, kolejny jazz-hopowy longplay z dodatkiem soulu podany w korzennym stylu. Jednak istnieje kilka argumentów przemawiających na korzyść tej płyty.

    Kanadyjscy twórcy nie posiadają może obszernej dyskografii, ale nie oznacza to, że należy traktować ich jako zupełnych nowicjuszy w branży muzycznej. Historia formacji sięga 2003 roku, kiedy to raper A.son i DJ Philamonic mieszkający wówczas w Liverpoolu postanowili wspólnie nagrywać muzykę. Duet wykonawców następnie przeprowadził się do Kraju Klonowego Liścia, gdzie wypuścił pierwsze dwa projekty – „Two Minutes” EP (listopad 2009) oraz „extra.ordinary.love” LP (maj 2011). Po wydaniu tego drugiego materiału do składu Souls Rest dołączył kolejny Emcee – Abide.n. W tym składzie zespół zrealizował follow-up do wcześniejszego albumu – „Better Weapon”.

    W czym tkwi sekret grupy i co odróżnia trio od wielu innych przedstawicieli ukierunkowanych na fuzje jazzu i hip hopu w swojej twórczości? Wśród wszystkich atutów kolektywu szczególnie należy pochwalić trzy elementy przemawiające na ich korzyść – panująca chemia pomiędzy członkami formacji, wiedza muzyczna i realizacja pomysłów. DJ Philamonic odpowiedzialny za produkcję całej płyty, stworzył optymalne środowisko do ukazania pełni możliwości A.sona i Abide.na. Organiczny charakter „Better Weapon” przywodzi na myśl undergroundowe wydawnictwa z początku tego stulecia, zahaczające przy tym o półkę jazz-hopową we wspaniałym wydaniu. Dodatkowego uroku nadają poszczególnym kompozycjom przemyślane cuty – naprawdę niewiele trzeba, aby upiększyć pojedyncze tracki rapowe. Warstwa liryczna longplaya oscyluje wokół życia codziennego, opisach dotyczących najbliższego otoczenia zespołu i powrotów do przeszłości. Emcees może nie powalają na kolana pod względem technicznym, ale ich melodyjne flow i znakomicie wykonywane refreny dodają walorów albumowi.

    Pod względem tematyki utworów nie ma większych zaskoczeń, gdyż wszystko obraca się wokół ogólnie przyjętych kanonów dla tego nurtu hip hopowego. „Better Weapon” otwiera klasycznie brzmiące intro (właśnie w ten sposób powinno wyglądać wprowadzenie na LP), a następnie po nim otrzymujemy stanowiące wizytówkę albumu „Soul Food” – przykład na to, jak należy trzymać się tematu nagrania. Szczególną wartość posiada „Her City” – swoista oda dedykowana Vancouver, mieście, z którym od kilku lat są związani wszyscy członkowie Souls Rest. Dynamiczne „Better Weapon” (plus za samplowany wokal Guru) oraz bardziej stonowane „My Two Cents”, to dobre wybory na rozwinięcie wydawnictwa. W drugiej części longplaya znajdziemy m.in. opowiadające o latach młodości „Like A Child”, melodyczne i śpiewane „Speechless”, „Verbal Exhibition” z udziałem Ashleigh Eymann oraz puentujące całe LP „So Many Words”.

    Muzyka tworzona przez Souls Rest sprawi dużą radość słuchaczom poszukującym nagrań autorstwa doświadczonych artystów. „Better Weapon” trzeba umieć docenić, choć nie wszyscy odbiorcy na to odważą się. Kanadyjską formację cechuje dojrzałość, świetne zrozumienie członków zespołu, dbałość o szczegóły swoich utworów. Grupa nie poszukuje półśrodków, celuje w przemycenie wartościowych treści, które nie są widoczne po pierwszym przesłuchaniu płyty. Jednak spędzając przy ubiegłorocznym projekcie trochę więcej czasu można pojąć, ile znaczy w hip hopie odpowiednie przygotowanie i podejście do klasycznych standardów w tym gatunku muzycznym.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Ready for Anything
    2. Soul Food
    3. Small Triumph
    4. Her City
    5. Better Weapon
    6. My Two Cents
    7. King for a Day
    8. Like A Child
    9. Speechless
    10. Verbal Exhibition feat. Ashleigh Eymann
    11. The Catalyst
    12. So Many Words
  • Eklektyczne formy wyrazu Iana Kamau

    Eklektyczne formy wyrazu Iana Kamau

    3–4 minut

    Wśród dziesiątek postaci pojawiających się w niezależnych kręgach około hip hopowych nietrudno o niekiedy ogromne zróżnicowanie w twórczości poszczególnych jednostek. Odmienny styl prezentowany przez wykonawców mieszkających na co dzień w różnych zakątkach świata uwidacznia się przy okazji obcowania z ich muzyką. Zapoznając się z undergroundowymi wydawnictwami pochodzącymi ze Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża USA już widać nie raz znaczne różnice pod względem procesu twórczego i realizacji pojedynczych utworów. Jeżeli te obserwacje rozszerzymy na inne kontynenty, to szybko ujrzymy piękną różnorodność muzyczną. Do jednych z najciekawszych i najoryginalniejszych twórców należą osoby wywodzące się z Afryki i Karaibów. Z drugiego z tych regionów pochodzi rodzina Iana Kamau, artysty odznaczającego się niezwykłą wrażliwością na albumie „One Day Soon” z października 2011 roku.

    Kanadyjscy twórcy są coraz silniej eksponowani w serwisie. Wcześniej na stronie ukazały się artykuły o Souls Rest, Piece of Mind, Muneshine’ie (oraz Twin Peaks) czy DJ’u Brace’ie. Jednak w porównaniu do tych wykonawców Ian Kamau wypada zupełnie inaczej. Zresztą trudno tak łatwo znaleźć innych przedstawiciela świata muzycznego posiadających podobną wizję artystyczną, sięgających przy tym do podobnych środków wyrazu jak mieszkaniec Toronto. Jego rodzice będący reżyserami i scenarzystami filmowymi, przenieśli się do Ameryki Północnej z Trynidadu i Tobago w 1970 roku. Pomimo tego iż przyszły producent i wokalista wychował się na kanadyjskiej ziemi, to jego twórczość opiera się na kulturze kraju swoich przodków. Wokół tego Kanadyjczyk realizuje wszystkie swoje pomysły.

    Ian Kamau długo zwlekał z nagraniem pełnego albumu, chociaż debiutanckie wydawnictwo artysty („First EP”) pojawiło się blisko 10 lat temu. Jeszcze przed wypuszczeniem longplaya ukazały się dwa mixtape’y – „Selected tracks from September 9 Vol. 1 & 2” (2009) i „Vol. 3 Love and Other Struggles” (2010). Po zebraniu doświadczenia dzięki tym projektom, wykonawca poczuł, że właśnie nadszedł właściwy moment na wydanie „One Day Soon”, produkcji wyróżniającej się pomiędzy innymi nagraniami pod kilkoma względami. Jako wprowadzenie do świata „ODS”, wykonawca wydał we wrześniu 2011 roku rozszerzoną EP-kę „Cocoons”. Materiał odpowiednio wprowadził słuchaczy w klimat nagrań jego longplaya.

    Wszystkie składowe płyty pochodzącej z października 2011 r. kanadyjski twórca ułożył samodzielnie. Przedstawiciel sceny muzycznej z Toronto odpowiada za napisanie tekstów do 16 tracków znajdujących się na albumie, stworzeniem warstwy muzycznej oraz wydaniem materiału pod skrzydłami Creation Co. (człowiek-orkiestra, nieprawdaż?). Co sprawia, że utwory zgromadzone na „One Day Soon” wybijają się na tle setek pozostałych nagrań? Ian Kamau przelał do wszystkich produkcji całą swoją pasję, wiedzę muzyczną, chęć do tworzenia kompozycji o podniosłym charakterze. Uduchowiony charakter projektu wynosi niniejsze wydawnictwo na zupełnie inny poziom, a karaibskie korzenie gospodarza LP odgrywają tutaj dużą rolę. Artysta korzysta z wielu form wyrazu; oscyluje wokół spoken wordu, momentami podśpiewuje, a niekiedy przypomina twórcę gospelowego. Jego wyjątkowa barwa głosu czyni z opowieści o życiu doczesnym, uczuciach czy obserwacjach społeczno-politycznych wspaniałe utwory. Na długo w pamięci pozostaną szczególnie „The Village”, „Yesterdays”, „Break Me Down”, „Sleeping Giant” i „Black Bodies”. Wysoką wartość artystyczną albumu doceniło szerokie grono odbiorców i dziennikarzy muzycznych, co jest dowodem na to, że postaci stawiający na wolność w swojej twórczości nadal mogą docierać do wielu słuchaczy.

    Z zawartością wydawnictwa kanadyjskiego twórcy można zapoznać się za pośrednictwem Bandcampa. „One Day Soon” w formacie elektronicznym można kupić w cenie zaledwie $1 CAD. Wydanie fizyczne albumu (płyta CD) jest dostępne w sprzedaży po $15 CAD. Ian Kamau zrealizował także kilka nagrań video promujących materiał. Wśród nich znajdziemy teledysk do jednego z najlepszych nagrań z LP – „The Village” – oraz kilka pobocznych krótkich klipów dostępnych na Vimeo.

    Aktualizacja: Wydanie fizyczne „One Day Soon” to coś niebywałego. Płyty kompaktowe ukazały się w kartonowym opakowaniach o wyższym grzbiecie wraz z dołączonymi skanami tekstów utworów i informacji o albumie pisanych ołówkiem (!). Do tego dołączono oddzielną książeczką poświęconą „The Village” oraz ręcznie pisane (!) podziękowania od Iana Kamau skierowane do każdego nabywcy projektu. Niesłychana inwencja twórcza, pomysłowość i dbałość o relacje ze słuchaczami.

    Tracklista

    1. Ngozi
    2. Heading Home
    3. The Village
    4. Yesterdays
    5. Now That I’m Alone
    6. Break Me Down
    7. Somewhere feat. Tumi
    8. Sleeping Giant feat. Ndichu N’gethe
    9. Maybe
    10. Hopes & Dreams feat. Karen Nile
    11. Black Boys
    12. Black Bodies
    13. Traffic
    14. In Love Again
    15. Stay
    16. Renaissance
Translate »