Tag: instrumental hip hop

  • Damu The Fudgemunk odsłania kolejne części How It Should Sound

    Damu The Fudgemunk odsłania kolejne części How It Should Sound

    4–6 minut

    W środowisku rapowym nieustannie mnóstwo emocji wywołują wszelkiego rodzaju listy zawierające przekrój przez najlepsze płyty hip hopowe. Jeżeli do tego doliczymy multum zestawień dotyczących poszczególnych lat kalendarzowych w tej branży, to w oka mgnieniu uzbieramy pełno artykułów, niczym prawdziwków na jesiennym grzybobraniu. Z drugiej strony, jakość i rzetelność takich publikacji bywa nierzadko (i słusznie) kwestionowana. W dalszym ciągu brakuje rzeczowych rankingów dedykowanych niezależnemu rapowi z ostatnich 5-10 lat. Jeżeli mielibyśmy dokonać podsumowania powyższego okresu, to nie sposób pominąć dwóch artystów wywodzących się z Waszyngtonu – Oddiseego i Damu The Fudgemunka. W październiku drugi z nich wypuścił kolejne woluminy słynnej serii „How It Should Sound” – trzy longplaye połączone w jedną całość oraz suplement w postaci EP-ki.

    Jedną z największych nobilitacji dla artystów jest z pewnością powszechne uznanie i szacunek ze strony ich kompanów po fachu. Na wysokie oceny od innych wykonawców może liczyć Damu The Fudgemunk. Producent pochodzący ze stolicy USA już dawno zaskarbił sobie sympatię licznych sympatyków starej szkoły muzyki hip hopowej. Współzałożyciel Redefinition Records to obecnie jeden z najbardziej cenionych w undergroundzie postaci, wspieranych nie tylko przez zwykłych słuchaczy, ale także przez wielu artystów, DJ-ów czy kolekcjonerów płyt winylowych stale wypatrujących wieści o jego kolejnych wydawnictwach.

    W początkowej fazie działalności na scenie hip hopowej mieszkaniec Waszyngtonu był kojarzony z dwoma formacjami – Y Society i Panacea. W 2008 roku  zdecydował się na wypuszczenie pierwszych solowych projektów – „Spare Time” i „Overtime”. Obie płyty opublikowano bezpłatnie w sieci, co skutecznie przyczyniło się do błyskawicznego rozprzestrzenienia się materiałów na świecie. Dwa lata później Damu The Fudgemunk wydał przełomową produkcję – „How It Should Sound 1-2”. Dwuczęściowy album zwrócił na niego uwagę jeszcze większego spektrum odbiorców. Na tych płytach beatmaker zdefiniował na nowo klasyczne brzmienie hip hopowe, czyniąc to z doskonałym wyczuciem.

    Amerykanin zbierał dalsze komplementy za kolejne wydawnictwa – „Supply For Demand”, „Kilawat Vol. 1.5” oraz liczne single. We wrześniu 2013 roku producent obrał inny kurs, pokazując swoje inne oblicze na „Spur Momento Trailer”. Po wydawnictwie kojarzonym z soundtrackiem do starych filmów Damu The Fudgemunk postawił na serię płyt odwołujących się do jego wcześniejszych dokonań. Nieco ponad dwa lata temu ukazał się follow-up do jego debiutanckiej produkcji – „Spare Overtime Re​-​Inspired”. Artysta stale powraca do wcześniejszych nagrań, nieustannie szlifując brzmienie i stosując się do złotej zasady looking for the perfect beat. Do tej kategorii należy przypisać obie części „Public Assembly”. Po tych projektach przyszła kolej na zapowiadaną od dłuższego czasu przez REDEF kontynuację „How It Should Sound”. Jednak chyba nikt nie przypuszczałby, że Damu The Fudgemunk dostarczy na raz trzy odsłony „HISS”, które następnie uzupełni o bonusowy materiał.

    W sieci przebąkiwano na temat następnej części tego projektu od około trzech lat. W pewnym momencie wydawało się, że „How It Should Sound” trafi do sprzedaży jeszcze w 2013 roku, ale wtedy materiał nie był jeszcze skończony, ustępując miejsca „Spur Momento Trailer” i późniejszym płytom bohatera niniejszego artykułu. Po długich oczekiwaniach REDEF ostatecznie potwierdziło w połowie ub.r. wydanie „HISS” planowane na jesień.

    Właściwa kampania promocyjna ruszyła pod koniec sierpnia. Wszystkich fanów Damu The Fudgemunka zelektryzowała wiadomość o trzech partiach projektu połączonych w jedną całość i zapowiedzianych na 2 października. Przy pracach nad „How It Should Sound 3-5” amerykański artysta zdecydował się na niecodzienny zabieg. Zamiast nagrywać wszystko od początku, postanowił on ponownie przejrzeć utwory zrealizowane w latach 2003-08 w celu ich poprawy, nadaniu połysku, a następnie pokazaniu światu. W tym przypadku nie można mówić o wybraniu drogi na skróty, ponieważ mieszkaniec Waszyngtonu stale udoskonala nagrane przez siebie utwory, nie zadowalając się przy tym żadnymi półśrodkami. W związku z tym, zamiast odrzutów otrzymaliśmy na trzech woluminach „HISS” pełnoprawne nagrania, będące dowodem klasy tego producenta. Damu The Fudgemunk kapitalnie opanował sztukę tworzenia boom-bapowych ścieżek, popartą pieczołowitym doborem sampli i linii perkusyjnych. Jego muzyka przypomina o latach 90.tych, ale jednocześnie brzmi świeżo, a w tym wszystkim łatwo można odnaleźć styl waszyngtońskiego beatmakera.

    W czasie, gdy praktycznie każdy artysta byłby zadowolony z siebie, dostarczając trzyczęściowy album złożony z 33 utworów, Damu The Fudgemunk postąpił zupełnie na odwrót. Po wydaniu w październiku „How It Should Sound 3-5”, w listopadzie rozszerzył całą serię wydawniczą o „HISS Abyss”. Co się kryje za tą EP-ką? Na tym projekcie umieszczono utwory, które z różnych względów nie znalazły miejsca na poprzednich odsłonach tego cyklu. Pod względem konstrukcji różnią się one od swoich poprzedników, gdyż dominują tutaj krótkie ścieżki, pokazujące warsztat producenta od nieco innej strony. Wszystko to przełożyło się na piękne nawiązanie do serii  zapoczątkowanej w 2010 roku.

    Wszystkie wydawnictwa odsłuchacie na Bandcampie („HISS 3-5”, „Abyss”) oraz pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, itp.). Redefinition Records przyzwyczaiło swoich sympatyków do pieczołowitego wydawania płyt. Jednak do tej pory nie spotkaliśmy się z tak wielkim rozmachem przy wydawnictwach amerykańskiego labelu. „HISS 3-5” + „Abyss” doczekało się kilku różnych edycji. Przede wszystkim każdy z tych projektów ukazał się na płytach winylowych, które nadal cieszą się sporym wzięciem wśród kupujących. Oprócz tego pojawiły się w obiegu również kompakty. REDEF promuje całość produkcji poprzez kilka singli – „In My Regretless Lifetime”, „What Happened To Easy Street”, „Checkmate Execution”, „Time On!” oraz „Fabrega’s Discotecas” (utwór przedstawiany w formie „HISS Foundations”). Na YouTube znajdziecie również 9-minutowe video promocyjne, zawierające sporo ekskluzywnych materiałów. Damu The Fudgemunk po raz wtóry pokazał, że posiada duszę i niezwykłe umiejętności tworzenia instrumentalnego hip hopu na wysokim poziomie.

    Na marginesie dodam, że współwłaściciel Redefinition Records nieustannie działa na polu wydawniczym. 8 stycznia ukazał się jego album, „Full Time”. Pod tym tytułem kryją się winylowe wersje premierowych projektów Damu„Spare Time” oraz „Overtime”. Wydanie fizyczne produkcji dostępne w sprzedaży za pośrednictwem sklepów REDEF i HHV.DE.

    Tracklista

    1. Continue Here
    2. The Sound
    3. Time On! (2005)
    4. Kool Papa Sport (2004)
    5. It Drinks it Pours (2004)
    6. Hallway (2005)
    7. Pursuit (2008)
    8. Just Look Up [Pawt 2] (2005)
    9. Fragment (2005)
    10. The Exchange (2004)
    11. You Earned It (2004)
    12. In with the Moonlight (2004)
    13. For the Angry Poet (2003)
    14. Ego Check (2006)
    15. My Mood Exactly (2005)
    16. Have Time (2004)
    17. Retro-Future (2004)
    18. The Gift (2004)
    19. It’s a Fine Night for… (2005)
    20. Sensory Rebirth (2004)
    21. Everyday is Another Opportunity (2003)
    22. In Passing (2004)
    23. Snatching Wind (2003)
    24. A Fifth of HISS (vol – 5 intro)
    25. Feeling Majestic (2004)
    26. We’re Gonna Prove (2007)
    27. Lunchbox Theory (2007)
    28. Diamond Digging (2004)
    29. Checkmate Execution (2004)
    30. In My Regretless Lifetime (2005)
    31. Sounds How it Should (2005)
    32. It’s Hard to Leave You (2004)
    33. Losin’ & Earnin’ [Part 1] (2004)
  • Rodalquilar drugim albumem Bluestaeba

    Rodalquilar drugim albumem Bluestaeba

    3–4 minut

    Międzynarodowa scena producencka skupia mnóstwo różnych artystów z całej kuli ziemskiej. W dzisiejszych czasach szczególnie niezależne kręgi beatmakerów pozostają nad wyraz rozbudowane i co lepsze w dalszym ciągu potrafią wchłaniać kolejnych twórców. Jeżeli niezależny twórca zdecyduje się na wydawanie głównie instrumentalnych nagrań, to jest narażony na niezrozumienie ze strony części słuchaczy, aczkolwiek równie dobrze może wynieść z tego wiele korzyści. Przede wszystkim niejeden beatmaker cieszy się większą popularnością niż poszczególni raperzy czy grupy muzyczne. Producenci potrafią też zdobyć lojalnych fanów, którzy następnie chętnie obserwują ich poczynania i/lub wypatrują winylowych wersji ich projektów. Na zainteresowanie słuchaczy nie powinien narzekać Bluestaeb. Niemiec wypuścił w listopadzie drugi album – „Rodalquilar”.

    Nasi zachodni sąsiedzi mogą pochwalić się wieloma producentami prezentującymi międzynarodowy poziom. Wśród licznej grupy niemieckich beatmakerów dostarczających wartościowe nagrania należy zaliczyć Bluestaeba. Berliński artysta nagrywa muzykę od 8 lat. Przez pierwsze lata spokojnie kształtował swoje brzmienie, nie śpiesząc się przy tym z wydawaniem płyt. Wraz za namową Figuba Brazlevica wszedł on w skład kolektywu Oldschool Future Tribe, dzięki czemu uzyskał on możliwość bliższej współpracy z innymi producentami. Przełożyło się na jego późniejsze wydawnictwa.

    W 2012 roku Bluestaeb wypuścił premierowy materiał, „Neo Retro” EP. Po tym niewielkim projekcie berlińczyk zasiadł do realizacji debiutanckiej płyty. „1991 Extraterrestrial” trafiło do obiegu pod koniec 2013 roku. Instrumentalny album wydany przez Radio Juicy zachwycił niejednego odbiorcę. Klimatyczne i niezwykle wciągające wydawnictwo wypadło naprawdę okazale. Od tego momentu więcej osób zaczęło się przyglądać poczynaniom Bluestaeba. W oczekiwaniu na następny krążek, beatmaker wpadł na pomysł serii cyklicznie publikowanych singli. Wszystkie utwory z „B.L.U.E. Friday” zebrało Radio Juicy, wypuszczając całość na płytach winylowych pod koniec sierpnia. W międzyczasie wykonawca zakończył prace nad „Rodalquilar”, które miało trafić na półki sklepowe dzięki Jakarta Records. Druga płyta producenta ze stolicy Niemiec przedłuża serię jego udanych materiałów.

    Jakarta Records przygotowała na tegoroczną jesień szereg nowych wydawnictw. Jedną z ważniejszych produkcji opublikowanych w tym okresie okazał się akurat drugi album Bluestaeba. Co sprawiło, że materiał berlińskiego producenta znalazł się tak wysoko w hierarchii tej wytwórni płytowej? Ano spowodowało to kilka czynników. W informacjach prasowych poświęconych płycie Jakarta Records przekonywało o tym, że berliński beatmaker idealnie łączy w swoich produkcjach dwa terminy – future i boom-bap. Po zapoznaniu się z zawartością „Rodalquilar” trzeba przyznać, iż powyższe opinie nie były wcale przesadzone. W porównaniu do „1991 Extraterrestrial” Bluestaeb jeszcze bardziej rozwinął swój warsztat. Na poprzednim albumie miejscami można było zauważyć, że nie jest on do końca przekonany, w którym kierunku ma podążyć, bądź jaką formę nadać swoim instrumentalom. W przypadku tegorocznego LP Niemiec jasno pokazał, że zamierza mieszać muzykę hip hopową nawiązującą do Złotej Ery rapu wraz ze współczesnymi rozwiązaniami przyjmowanymi przez beatmakerów. Nie brakuje tutaj eksperymentów i prób wplecenia wyjątkowych elementów, ukierunkowujących poszczególne nagrania w bluestaebowski klimat. Przy dłuższym obcowaniu z albumem słychać także nostalgię unoszącą się nad całym materiałem. Nic w tym dziwnego – tytuł płyty odnosi się do nazwy maleńkiej hiszpańskiej miejscowości położonej w prowincji Almeria nad Morzem Śródziemnym, w której przyszły producent spędził część swojego dzieciństwa. Niewątpliwie wpłynęło to na ostateczny charakter longplaya, czyniąc z niego pewnego rodzaju powrót do przeszłości przy jednoczesnym spoglądaniu w przyszłość.

    Projekt opublikowano na Bandcampie, Spotify, Deezerze i witrynach pokrewnych. „Rodalquilar” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe). Jakarta Records oparło kampanię promocyjną materiału na singlach „One For Papa”, „Tomorrow We Will Love Again”, „Didn’t Cha Know” i tytułowe „Rodalquilar”. Bluestaeb pozostawił po sobie pozytywne wrażenie, dostarczając mieszankę instrumentalnego hip hopu nawiązującego do lat 90.tych i brzmień eksperymentalnych, którym potrafił nadać autorski pazur.

    Tracklista

    1. Tomorrow We Will Love Again
    2. Valle de Rodalquilar
    3. Yap
    4. Message From The Inner City Blue
    5. Come On
    6. Didn’t Cha Know
    7. Rodalquilar
    8. Ta Carrière
    9. One For Papa
    10. Huebro
    11. Both Worlds feat. Blameful Isles
    12. ALP-826
    13. Outro
  • Stones Throw Records wydaje Hud Dreems Knxwledge’a

    Stones Throw Records wydaje Hud Dreems Knxwledge’a

    3–4 minut

    W przyszłym roku kalifornijskie Stones Throw Records będzie obchodziło 20-lecie swojego istnienia. Już po kilku latach działalności label założony przez Peanut Butter Wolfa był doceniany za wydawanie niesztampowej i wyznaczającej nowe trendy muzyki. Po drodze PBW utworzył wraz ze swoimi kompanami kilka sublabeli z Leaving Records i Now-Again Records na czele. Przez blisko dwie dekady przez wytwórnię płytową z siedzibą w Los Angeles przewinęło się kilkudziesięciu wykonawców, wliczając w to Madliba, J Dillę, Perceego P, Aloe Blacca, Karriema Rigginsa, MF Dooma i innych. W tym roku nakładem STR ukazało się kilka projektów autorstwa Tuxedo, Dam-Funka, Guilty Simpsona czy White Boiz. Obok nich swój materiał w Stones Throw Records wypuścił również Knxwledge. „Hud Dreems” to pierwszy longplay nagrany przez producenta dla labelu Peanut Butter Wolfa.

    Po 2008 roku wypłynęło na szersze wody wielu niezależnych producentów. Część z nich zasłynęła z regularnego wydawania krótszych i dłuższych projektów, czasem po kilka(naście) rocznie. W tym osobliwym kręgu znalazł się Knxwledge. Producent pochodzący z Filadelfii, zaś zamieszkały obecnie w Los Angeles, dosłownie zasypał odbiorców swoją muzyką. W jego przypadku niekiedy wychodziło tak, że zanim słuchacze zdążyli na dobre zapoznać się z danym materiałem KNX-a, to amerykański beatmaker… publikował kolejny zbiór swoich nagrań. Jak się okazuje, w tym szaleństwie wydawniczym jest metoda.

    Konia z rzędem temu, kto wprawnie orientuje się w wydawnictw Knxwledge’a. Wydaje się to niemożliwe, ponieważ przedstawiciel Cali wydał mnóstwo płyt, rozszerzając praktycznie non stop swoją dyskografię o następne wydawnictwa. Do najważniejszych z nich należą „Klouds”, „Kauliflower”, „Rap Jointz Vol. 1” i seria „Hexual Sealings”. Pierwsze z ww. produkcji trafiły do obiegu dzięki współpracy beatmakera z irlandzkim All City Records. W 2013 roku kalifornijskie Leaving Records wypuściło „Anthology” – swoisty przekrój przez dotychczasowe projekty bohatera tego artykułu. Wypada również nadmienić, iż oprócz solowej działalności producent współpracuje z innymi wykonawcami. Wśród partnerów muzycznych KNX-a wyróżnimy Andersona .Paaka (w grudniu ukazała się EP-ka producenta i tego wokalista, którą wydano pod szyldem grupy Nx Worries), Kendricka Lamara, Co$$a, Mndsgna, Blu, Joeya Bada$$a, Homeboya Sandmana, Fatimę, Pyramida Vritra i SiR-a. Po wydaniu „Anthology” Knxwledge rozpoczął współpracę ze Stones Throw Records. Kooperacja ta przerodziła się w powstanie „Hud Dreems”.

    W pierwszej kolejności płyta trafiła na rynek w postaci elektronicznej. Akurat do tego formatu przyzwyczaili się wszyscy sympatycy twórczości producenta (tylko wybrane materiały Kalifornijczyka ukazały się na kompaktach, winylach lub kasetach). Po cyfrowej premierze STR opublikowało materiał w wersji fizycznej, co dobrze odebrano w środowisku muzycznym. Knxwledge solidnie przygotował się do wypuszczenia pierwszej płyty w słynnej wytwórni płytowej z Los Angeles. „Hud Dreems” jest pozbawione wypełniaczy i nie ma tutaj mowy o bylejakości. Producent na majowym wydawnictwie zaprezentował 26 ścieżki utrzymane w klimacie instrumentalnego hip hopu. Większość nagrań zgromadzonych na LP trwa poniżej 2 minut. Każdy utwór gładko przechodzi w następny, dzięki czemu całość stanowi smakowite danie muzyczne, które nie jest złożone jedynie z liche jakości przystawek. Problem tylko w tym, że przez mnogość instrumentali i ich okrojoną długość, trudno zapamiętać przynajmniej połowę tracków na „Hud Dreems”. W związku z tym, najlepiej wypadają najdłuższe nagrania na albumie – „trsh”, „nvrending” oraz „demskreets.fekts”. Tak właśnie wygląda świat kreowany przez KNX-a, który nie znosi żadnych przestojów, co trzeba mieć na uwadze za każdym razem, kiedy stykamy się z jego twórczością.

    Wydawnictwo ukazało się na Bandcampie oraz na pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, YouTube, itd.). Jak wspomniałem pierwotnie „Hud Dreems” pojawiło się w obiegu w wersji cyfrowej, do której następnie dołożono wydanie fizyczne na płytach kompaktowych i winylowych. Instrumentalny album promuje kilka singli, w tym „flyinglizrds” i „jstowee”. Dodatkowo do pierwszego z tych nagrań nakręcono również teledysk, zaś drugi doczekał się zapisu z wykonania jego na żywo (seria „In The Dungeon”). Knxwledge powinien być zadowolony z odbioru tego projektu, dzięki któremu jeszcze bardziej ugruntował on swoją pozycję w branży. Oczywiście zapracowany beatmaker nie poprzestał na „Hud Dreems” – w poprzednich miesiącach zdążył on jeszcze opublikować kolejne części „WrapTaypes” oraz „Hexual Sealings”, dokładając do tego „Link Up & Suede” z Andersonem .Paakiem. Jak tak dalej pójdzie, to żaden inny producent nie będzie w stanie dorównać jego dyskografii.

    Tracklista

    1. kometostai.aintreallynootherwaytoputitro
    2. time&tide
    3. tkekareofit
    4. mylife
    5. shuremng
    6. noflowrs[instrw]
    7. dntfall
    8. frmnowhere
    9. thtroll
    10. letuleave.[geekdop]
    11. onlijournitro
    12. thtbodi
    13. bodies[TOTW]
    14. behindme
    15. faraway
    16. flyinglizrds
    17. mydesire[fortwin][vanuys]
    18. trsh
    19. jstowee
    20. nvrending
    21. stilluhme
    22. Aintitovr
    23. demskreets.fekts
    24. beleeveibne
    25. rightaftr[THK]
    26. okaiokai
  • Kognitif zaprasza na Soul Food

    Kognitif zaprasza na Soul Food

    3–4 minut

    Na rozbudowanej międzynarodowej scenie producenckiej trzeba mocno starać się o to, aby zostać zauważonym i w pełni docenionym. W tym momencie beatmakerzy z całego świata próbują różnych sposobów na zwrócenie na siebie większej uwagi odbiorców. Przez kolejne zmiany w obrębie stron muzycznych (wkrótce więcej o tym u nas) artyści szukają innych rozwiązań. Coraz więcej postaci zwraca się ku starej i wypróbowanej metodzie rozpowszechniania swoich projektów – poczty pantoflowej. W końcu pełno niezależnych wykonawców może pochwalić się wieloma fanami na portalach społecznościowych czy serwisach streamingowych, dzięki czemu nie należy martwić o promocję muzyki. Właśnie ta droga okazuje się najskuteczniejsza w przypadku Kognitifa. Francuski producent wypuścił w maju kolejną płytę, „Soul Food”.

    Francuscy producenci stanowią liczną siłę na międzynarodowej scenie muzycznej. 20syl, Azaia, Al’Tarba, Alterbeats, Astronote, Lex (de Kahlex), Terem, Hugo Kant, G Bonson, Roger Molls, Jaze Baqti, DJ Brans i wielu innych beatmakerów znad Sekwany i Loary prezentuje równy poziom na swoich wydawnictwach. Obok nich znajdziemy kolejnych artystów z tego kręgu, wśród których pojawi się również Kognitif. Twórca pochodzący z Poitiers nagrywa muzykę od ponad 3 lat. Przez ten czas zdążył on zaistnieć w świadomości sympatyków abstrakcyjnego hip hopu, trip-hopu i brzmień pokrewnych.

    W początkowym stadium swojej działalności wydawniczej, bohater dzisiejszego artykułu publikował pojedyncze utwory na Soundcloudzie (ot, żadne zaskoczenie w tych czasach). W miarę szybko Kognitif postanowił skompletować nagrania na debiutancką płytę. „My Space World” ujrzało światło dzienne w maju 2012 roku i ukazała świat muzyczny widziany oczami osoby wychowanej na wydawnictwach Portishead, DJ’a Shadowa, Bonobo, Wax Tailora czy też Morcheeby. W muzyce francuskiego beatmakera można było odczuć autorskie elementy i pomysły na używanie własnych technik przy tworzeniu instrumentali, co dobrze rokowało na przyszłość. W styczniu ub.r. artysta opublikował drugi longplay – „Monometric”. Na tym materiale rozwinął on swój warsztat, nagrywając bogatsze i pełniej brzmiące ścieżki. Niedługo po premierze tego LP dzięki Melting Records doczekaliśmy się wydania „My Space World” na winylu. W ten sposób więcej słuchaczy dowiedziało się o Kognitifie, co przełożyło się na spore zainteresowanie jego kolejną produkcją. „Soul Food” stanowi przepis na to, w jaki sposób można łączyć organiczne dźwięki z trip-hopem i brzmieniami abstrakcyjnymi.

    Od premiery wydawnictwa minęły ponad 4 miesiące. Przez ten czas można z większym dystansem podejść do tego wydawnictwa i przekonać się, co tak naprawdę wyróżnia je spośród innych projektów z tej niszy. Przede wszystkim Kognitif swobodnie podchodzi do procesu twórczego i nie zamyka się w żadnych sztywnych ramach. Jego próba nadania utworom duszy i sięgnięcie po ciepłe brzmienia wypadły więcej, aniżeli tylko porządnie. Tytuł albumu świetnie oddaje klimat panujący na płycie. „Soul Food” to nic innego, jak apetyczna muzyczna strawa rozciągnięta pomiędzy różnymi nurtami. Pomimo tego iż mamy do czynienia z płytą opartą o trip-hop, to nie brakuje odwołań do lat 90.tych. Ducha minionej epoki doskonale widać w „Tribute To The Classics”, jednym z lepszych momentów na tym projekcie. Kognitif chętnie także miesza rasowy sampling z techniką cut’n’paste, wplatając różnorodne elementy w swoje kompozycje. „Just Another Day”, „Letter to My Last Love” czy „Mustang Melody” to pozostałe utwory na LP, nad którymi warto dłużej pochylić się. Dodatkowym urozmaiceniem „Soul Food” są ścieżki utworzone przy udziale wokalistów. The Mic Jordan i Oxy Hart właściwie odnaleźli się w środowisku przedstawionym przez francuskiego producenta, co jest kolejnym przejawem jego klasy muzycznej.

    Płytę można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Soundclouda, Spotify, Deezera i pozostałych serwisów streamingowych. „Soul Food” trafiło do sprzedaży w postaci cyfrowej (w tej formie album do nabycia na BC w postaci „name you price – buy it now”). Wydawnictwo promuje kilka singlowych nagrań z „Just Another Day”, „My Freedom Has No Price” i „Yeah Yeah Yeah” na czele. Wraz z majowym projektem Kognitif udowodnił, że należy się jemu miejscu obok innych francuskich niezależnych producentów, którzy są rozpoznawalni w różnych zakątkach globu.

    Aktualizacja: W styczniu 2016 roku „Soul Food” trafiło na płyty winylowe. Wydaniem albumu na wosku zajęło się francuskie Breaking Mad Records.

    Tracklista

    1. Just Another Day
    2. Soul Food
    3. My Freedom Has No Price
    4. Letter to My Last Love
    5. That’s Where It All Started
    6. Common Ground feat. The Mic Jordan
    7. Yeah Yeah Yeah
    8. The Message
    9. Tribute To The Classics
    10. Punish Me
    11. Whatever feat. Oxy Hart (trąbka Panagiotis Kapetanakis)
    12. Twenty Past Four
    13. Geronimo vs. Buffalo Bill
    14. Mustang Melody
    15. Walking On Sunshine
  • Kazumi Kaneda prezentuje album Beginning Of Thought

    Kazumi Kaneda prezentuje album Beginning Of Thought

    2–3 minut

    Przy niczym nieograniczonym dostępie do nowych płyt napływających z całego świata można pokusić się o masę spostrzeżeń. Choćby przy okazji tegorocznego lata w USA zmieniono dzień premier płytowych z wtorku na piątek. Amerykanie też starają się na ogół wypuszczać wiele singli zapowiadających każdą płytę. Natomiast u wydawców ze Starego Kontynentu można zauważyć większą dbałość o dokładne opisy projektów i międzynarodową promocję materiałów. W opozycji do nich stoją Australijczycy czy Japończycy, od których nierzadko trudno wyciągnąć większe wprowadzenia do poszczególnych wydawnictw. W związku z powyższym za każdym razem należy doceniać fakt, że wybrani tamtejsi twórcy decydują się na niestandardowe w ich przypadku działania promocyjne. W tym miejscu warto wspomnieć o „Beginning Of Thought” Kazumiego Kanedy, które przewinęło się przez sporo europejskich i amerykańskich stron muzycznych.

    Japońscy producenci są na ogół szalenie ciekawymi postaciami. W przypadku beatmakerów podchodzących z Nippon niemal zawsze pojawia się mocno rozwinięty ich warsztat inspirowany muzyką rozciągającą się od jazzu po korzenny hip hop. Wielu tamtejszych twórców z powodzeniem łączy oba świata muzyczne, co wyraźnie pokazuje twórczość Kazumiego Kanedy. Tokijski multiinstrumentalista (kolejna istotna strona działalności tamtejszych muzyków) przez lata przygotowywał nagrania w domowym zaciszu. Blisko 40-letni wykonawca od dawna żywo interesuje się jazz-hopem i klasycznymi rozwiązaniami używanymi przez producentów pokroju Buckwilda czy J Dilli. Wszystko to znalazło miejsce na premierowej płycie. „Beginning Of Thought” jest utrzymane w świetnym klimacie, który czyni z tego wydawnictwa więcej, aniżeli porządną muzyczną strawę.

    Przy wydaniu i promocji projektu Japończyk podjął współpracę z brytyjskim netlabelem Hard Jazz 7. Właśnie dzięki temu zabiegowi stało się jasne, że materiał trafi do europejskich i amerykańskich serwisów muzycznych, co byłoby mocno wątpliwe, gdyby album był promowany standardowymi metodami przyjmowanymi w Azji Południowo-Wschodniej. Głównym założeniem japońskiego muzyka było ukazanie na płycie dwóch odległych światów – analogowego (opartego na gramofonach Technicsa i syntezatorach) i współczesnego (kojarzonego z oprogramowaniem komputerowym). Zderzenie tych jakże odmiennych realiów przyniosło zaskakująco dobry efekt. „Beginning Of Thought” stanowi kapitalną fuzję brzmień pochodzących z różnego okresu w rozwoju muzyki. Wszystko to skrzętnie Kazumi Kaneda spiął klamrą jazz-hopową. Już od otwierającego longplay „Intro” rzuca się w oczy uszy rozległa wiedza muzyczna, która pozwoliła Japończykowi na odpowiednie dobranie poszczególnych składników na płycie. Wrażliwość, estetyka i odpowiednio przygotowane zaplecze również odegrały niemałe znaczenie na tym albumie. W końcu „A New Day”, „Effective Grid”, „Simple Key” czy „Patchworks” podano z dużym smakiem. Po bliższym zapoznaniu się z „Beginning Of Thought” nietrudno też o skojarzenia przywodzące na myśl projekty wydane naście lat temu. Wystawia to jak najlepszą laurkę produkcji Kanedy. Instrumentalny hip hop podany w jazzowej panierce w wydaniu tokijczyka brzmi znakomicie i wypada to docenić, gdyż teraz niewielu artystów podchodzi do tworzenia muzyki w tak właściwy sposób, jak właśnie bohater dzisiejszego artykułu.

    Wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Spotify. Przedsmak pełnego albumu w postaci ponad 16-minutowego miksu znajdziecie na Bandcampie i Hearthis.at. „Beginning Of Thought” trafiło do sprzedaży w postaci cyfrowej (iTunes, Amazon) i fizycznej (płyty kompaktowe). Kazumi Kaneda stworzył w pełni udaną płytę, dzięki której właściwie przedstawił się międzynarodowej publiczności. Już teraz warto wypatrywać kolejnych projektów japońskiego producenta.

    Tracklista

    1. Intro
    2. A New Day
    3. Ring Side
    4. Effective Grid
    5. An Incredible
    6. Simple Key
    7. Interlude
    8. Unity
    9. The Unexplored Region
    10. Patchworks
    11. ZEN
    12. Analog Is Pursued
    13. Sardis
    14. Moderate Lightly
  • Instrumentalny świat Wesa Pendletona na Vine

    Instrumentalny świat Wesa Pendletona na Vine

    3–4 minut

    W Stanach Zjednoczonych rap chrześcijański od dawna ma się więcej, niż tylko porządnie. Niejeden artysta utożsamiany z tymi kręgami wybił się w znaczny sposób; wystarczy spojrzeć na rozwój karier muzycznych Lecrae’a czy Dereka Minora. Wykonawcy związany z tą odsłoną rapu mogą liczyć na silne wsparcie mediów i słuchaczy. Rapzilla to swoista mekka twórców chrześcijańskich, wywierający znaczny wpływ na ogólny kształt tej odsłony hip hopu. Obok tego serwisu od dłuższego okresu wiele do powiedzenia ma również Sphere Of Hip-Hop. Otóż z tym sklepem i agencją promocyjną współpracuje wielu wykonawców i wydawców. Wśród nich znajdziemy osoby z kręgu Illect Recordings. W tym roku ukazało się sporo wartościowych płyt z tego obozu, w tym instrumentalna płyta „Vine” producenta Wesa Pendletona.

    Filadelfijscy artyści zasłużyli się dla muzyki hip hopowej pod wieloma względami, i to nie tylko mam tutaj na myśli Schoolly’ego-D, DJ’a Jazzy Jeffa, The Roots czy Jedi Mind Tricks. Piękne tradycje hip hopowe są nadal kontynuowane w Philly, o czym przekonuje choćby postać Wesa Pendletona. Wychowanek Miasta Braterskiej Miłości to orędownik soulfulowych klimatów hip hopowych, co ma odzwierciedlenie w jego nagraniach.

    Amerykański beatmaker przygotowuje muzykę w domowym zaciszu już od ładnych kilku lat. Jednak dopiero od 2013 roku przebił się on do świadomości sympatyków niezależnych kręgów producenckich. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy Wesa Pendleton wypuścił sporą garść wartościowych projektów. Wszystko zaczęło się od opublikowanego 2,5 roku temu „PADS”. W ub.r. filadelfijczyk pozytywnie zaskoczył serią EP-ek. Po „Renewal”, „Refined” i „LoopWhole” zrobiło się o nim całkiem głośno w undergroundzie. Zamieszanie powstałe wokół artysty związanego z Illect Recordings doprowadziło do zainteresowania się jego osobą przez inny label – Mellow Orange Music. W końcu WP dobitnie pokazał, iż nie ma czego wstydzić się względem bardziej znanych producentów, a swój kunszt udowodnił również na płytach nagranych wespół z raperami – Tragic Hero („The Resistance”) i Taelorem Grayem („Middle Clash EP”). Blisko dwa miesiącu temu ujrzał światło dzienne jego kolejny materiał – „Vine” – będący kolejnym potwierdzeniem skali jego talentu.

    Promocja materiału rozpoczęła się w połowie czerwca. Po krótkim wstępie, wydawnictwo trafiło do obiegu tuż przed rozpoczęciem drugiej połowy roku. Oprócz dokonań z innymi twórcami, jak na razie czerwcowy projekt stanowi najdłuższą płytę w dorobku przedstawiciela Philly. Wszyscy ci, którzy do tej pory mieli styczność z nagrania Wesa Pendletona, doskonale wiedzą o urokliwym klimacie jego utworów. Na zawartość „Vine” składa się 19 ścieżek. Instrumentalna płyta nawiązuje do poprzednich materiałów beatmakera. Przytulne i ciepłe brzmienie przyjemnie roztacza się nad produkcjami tego artysty. Całość wydawnictwa trzyma równy poziom, aczkolwiek trzeba podkreślić fakt, iż WP najlepiej wypada przy dłuższych nagraniach. „Say Anything”, „But You Doubt It” (piękny utwór), „Have It All”, „Even Still” stanowią swoiste wizytówki tego mini-albumu, to właśnie te kompozycje stworzono z największym polotem. Szkoda tylko, że pozostałe instrumentale na „Vine” są tak okrojone, ale taka już specyfika dzisiejszej póki producenckiej. Jednak w przyszłości Wes Pendleton mógłby pokusić się o stworzenie albumu opartego o dłuższe nagrania, gdyż momentami aż prosi się, aby pokazał swoje umiejętności w większym zakresie.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie. „Vine” ukazało się w formacie cyfrowym i fizycznym. Kasety cieszyły się sporym zainteresowaniem kupujących i szybko rozeszły się między słuchaczami. Produkcję promuje seria singli – „Wake Up”, „Have It All”, „Lock & Keys” oraz „I Got It”. Wes Pendleton kontynuuje udaną serię wydawniczą. Wraz z kolejnymi płytami nagrania filadelfijskiego producenta powinny docierać do coraz większego spektrum odbiorców. Amerykanin zasługuje na to bez dwóch zdań. Na koniec wypada też wspomnieć o tym, że na co dzień z Illect Recordings współpracuje więcej utalentowanych i niedocenianych wykonawców, których twórczość zasługuje na większe uznanie w świecie muzycznym.

    Tracklista

    1. Wake Up
    2. Say Anything
    3. I Got It
    4. But You Doubt It
    5. Open Your Eyes
    6. Dolo
    7. The Q
    8. Have It All
    9. All We Did
    10. Back In
    11. All There Is
    12. Lock & Keys
    13. Won’t Get Far
    14. Even Still
    15. Nature
    16. Summer Groove
    17. La-La
    18. Baybeh
    19. Just Us
  • Instrumentalny album Pigeondusta – Moon, Wisdom & Slackness

    Instrumentalny album Pigeondusta – Moon, Wisdom & Slackness

    3–4 minut

    W pierwszym półroczu 2015 roku ukazało się multum zajmujących wydawnictw. Już teraz można śmiało stwierdzić, że ten rok nie zawodzi pod względem jakości nowych płyt. Nietrudno też zauważyć znaczną ekspansję twórców z poszczególnych krajów. Wystarczy spojrzeć na niezależne kręgi (około) hip hopowe w Wielkiej Brytanii czy Japonii, aby upewnić się odnośnie powyższego stwierdzenie. Osobiście pragnę wyróżnić pokaźne grono japońskich beatmakerów, którzy szczególnie zaimponowali formą. W poprzednich miesiącach otrzymaliśmy klasowe kolejne materiały od submerse’a („Stay Home”), Aru-2 („Milky”), Kazumiego Kanedy („Beginning Of Thought”), Bugseeda & Ill.sugiego („City Mind”), Linn Moriego („Invisible Vision”) czy też matatabiego (seria EP-ek). Oprócz nich dużo dobrego można powiedzieć o longplayu „Moon, Wisdom & Slackness” Pigeondusta.

    Przedstawiciele Kraju Kwitnącej Wiśni cieszą się dobrą opinią w branży hip hopowej. Pomimo tego iż są uznawani przez wielu za enigmatyczne postaci, a do ich muzyki niekiedy jest utrudniony dostęp, to nieprzerwanie przyciągają uwagę słuchaczy z innych kontynentów. W niezależnych kręgach muzycznych od dłuższego czasu pojawiały się także pochlebne opinie na temat działalności Pigeondusta. Artysta zamieszkały na co dzień w Funabashi ze wszech miar zasługuje na baczną uwagę ze strony mediów i słuchaczy, o czym już kilkakrotnie przekonał na swoich wydawnictwach.

    Wykonawca występujący wcześniej pod pseudonimem DJ Hato jest bliskim znajomym kilkoro japońskich twórców. W tym miejscu wypada wspomnieć o wybranych członkach kolektywu EN TokyoBugseedzie, Nekoze czy Salty. Przy współpracy z pierwszym tym artystą Pigeondust zrealizował płytę „7th Wonder”. Projekt opublikowany w lutym ub.r. spotkał się z ciepłym odbiorem przez słuchaczy. Podobne komplementy Japończyk otrzymywał za swoje utwory dostarczane na różnego rodzaju kompilacje wypuszczane przez The Jazz Jousters, Rapohnelizenz, RAWS, Turbo Tape Recordings i inne platformy wydawnicze. Jednak najwięcej ciepłych słów skierowano pod adresem beatmakera za jego solowy album sprzed prawie 3 lat, „Eastbound Ticket”. Płyta nagrana przy udziale Sadata X, Haiiro De Rossi, Midaza, Zeroha i DJ’a Ducta wypadła na odpowiednio wysokim poziomie. Nic więc dziwnego zatem, że całkiem liczne grono ludzi wypatrywało na horyzoncie nowej produkcji Pigeondusta. Jak się okazało, „Moon, Wisdom & Slackness” zrobiło niemałe wrażenie na sympatykach instrumentalnego hip hopu.

    Początkowe informacje dotyczące płyty pojawiły się jeszcze pod koniec pierwszego kwartału tego roku. Wydaniem materiału miało zająć się coraz prężniej działające Cold Busted. Po dokonaniu tej decyzji przez Japończyka stało się jasne, że jego projekt stanie się bardziej dostępny dla słuchaczy spoza Azji, co bez dwóch zdań należało uznać za duży plus. Dzięki temu producent otrzymał szansę na zademonstrowanie swoich umiejętności przed liczniejszym audytorium. Wydane w połowie „Moon, Wisdom & Slackness” dobitnie pokazało, że jak najbardziej zasługiwało na rozszerzoną dystrybucję i większe wsparcie mediów. Pigeondust oddał do rąk odbiorców płytę składającą się z 19 instrumentalnych utworów, łączących zarówno brzmienie inspirowane latami 90.tymi, jak i organiczny hip hop. Wszystko to uzupełnione stricte japońską duszą, nieodzownym elementem występującym na każdym projekcie twórców z tego kraju. Blisko 40-minutową produkcję nie należy traktować w kategoriach kolejnego beat tape’u, ponieważ autor tego materiału ma zdecydowanie więcej do przekazania. W stosunku do poprzednich nagrań Pigeondust jeszcze bardziej rozwinął swój warsztat, co słychać w „1995”, „Galacticos1994”, „Harps” czy „Lives In The Clouds”. Na nowej płycie nie zabrakło też dodatkowych smaczków w postaci rozszerzonych utworów – „Mindtrip” oraz „Knife In A Pocket”. Również instrumentale współtworzone z Hakobune i Sugarloafem„Coda” i „A Night Thought” – nie zawodzą. Wszystko to polane odpowiednim brzmieniem perkusji i nienagannym cięciem sampli. Właśnie taka forma współczesnego instrumentalnego hip hopu wypada najprzyjemniej.

    Wydawnictwo trafiło do odsłuchu na Bandcampa, Spotify, Deezera i pokrewne serwisy. Aktualnie „Moon, Wisdom & Slackness” można nabyć w każdym formacie. Oprócz wersji elektronicznej, album pojawił się w sprzedaży również w sprzedaży na płytach kompaktowych i winylowych (obecnie trwa przedsprzedaż wosków), a także na kasetach. Materiał promuje singiel „Family Affair”. Pigeondust pokazał się z jak najlepszej strony na tej produkcji i udowodnił, że w bliższej lub dalszej przyszłości usłyszymy od niego jeszcze wiele zadowalających projektów.

    Tracklista

    1. 1995
    2. Loop
    3. Galacticos1994
    4. Harps
    5. Knowledge
    6. Lives In The Clouds
    7. Here Comes Midnight
    8. Stars.Falling
    9. Mindtrip
    10. Straight Ahead
    11. The Life
    12. A Night Thought feat. Sugarloaf
    13. With You
    14. Family Affair
    15. Knife In A Pocket
    16. Railroad Jam
    17. Coda feat. Hakobune
  • Drugi longplay Hugo Kanta – The Point Of No Return

    Drugi longplay Hugo Kanta – The Point Of No Return

    3–4 minut

    Każdego roku kalendarzowego znaczna część wydawców i artystów pilnuje tego, aby wypuścić nową muzykę przed rozpoczęciem wakacji lub zmieścić się ze świeżymi projektami przed rozpoczęciem okresu świąteczno-noworocznego. Wystarczy tylko szybki rzut oka na pokaźną listę premier płytowych w okresie od kwietnia do czerwca oraz od września do listopada, aby zauważyć omawianą zależność. W tym roku przed okresem wakacyjnym pojawiło się w obiegu zatrzęsienie dużo projektów autorstwa mniej i bardziej znanych wykonawców. W czasie, gdy pod koniec pierwszego półrocza oczy większości słuchaczy były zwrócone w stronę The Roots, Atmosphere, Apathy’ego, Blu czy Sage Francisa, to pozostali docenili płyty takich artystów, jak Hugo Kant. Wydane przez francuskiego producenta „The Point Of No Return” dobitnie dowodzi o jego klasie muzycznej.

    Francuska scena (około) hip hopowa przywodzi na myśl dwie ogromne aglomeracje – Paryż i Marsylię. Właśnie z tym drugim miastem jest związany Hugo Kant. Artysta pochodzący z południa Francji zajmuje się tworzeniem muzyki od końca ubiegłego stulecia. Przez lata producent skupiał się na pomniejszych przedsięwzięciach i nie prezentował swoich nagrań słuchaczom. Sytuacja ta zmieniła się dopiero blisko 4 lata temu. W pierwszej kolejności wykonawca zaczął publikować pojedyncze utwory na Soundcloudzie. Po krótkiej serii luźnych tracków Francuz zabrał się za tworzenie swojego premierowego projektu – „Searching London”.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu w maju 2011 roku. Przed opublikowanej EP-ki Hugo Kant próbował wydać materiał przez jedną europejską wytwórnię płytową, ale bez powodzenia. Po nieudanej próbie nawiązania współpracy producent postanowił założyć własną oficynę wydawniczą, Bellring. Każda kolejna jego produkcja była opatrzona logiem tego labelu. Premierowy album tego twórcy, „I Don’t Want To Be An Emperor”, ukazał się na rynku płytowym w czerwcu 2011 roku. Część słuchaczy od razu doceniła warsztat producenta, który serwował instrumentalne formy muzyczne opierające się o downtempo, trip hop i hip hop. W kolejnych latach mieszkaniec Marsylii wypuścił dwie pozycje wydawnicze – „Another Point Of Mix” oraz „Leave Me Alone EP”. Druga płyta okazała się też wstępem do następnego longplaya artysty, „The Point Of No Return”. Tegoroczny materiał stanowi przy tym najbardziej dopieszczoną produkcję w dotychczasowej karierze beatmakera.

    Wydawnictwo zadebiutowało na rynku płytowym 9 czerwca. Jak wspomniałem we wstępie, płyta ujrzała światło dzienne w gorącym okresie wydawniczym, ale wcale nie zginęła pośród innych materiałów pochodzących z tego okresu. Wręcz przeciwnie, pewna nisza odbiorców poświęciła temu projektowi dużo uwagi. O tyle to jest istotne, ponieważ nie wiedzieć czemu, „The Point Of No Return” nie zagościł na zbyt wielu serwisach muzycznych. A szkoda, gdyż mamy do czynienia z klasowym LP, podanym przez wykwalifikowanego producenta. Po uprzednim zaprezentowaniu „Leave Me Alone EP” można było spodziewać się, iż całość albumu będzie prezentowała się w podobnym klimacie. Właściciel Bellring w dalszym ciągu kontynuuje obraną wcześniej drogę. Beatmaker najlepiej czuje się w klimatach trip hopowych, które wytrawnie łączy z downtempo i instrumentalnym hip hopem. Jaki mamy tego efekt? Więcej niż zadowalający. „Dr Van Helsing”, „Secret Society”, „In The Woods”, „Flying” (kapitalnie rozbudowana kompozycja) czy „There’s No Need To Be Frightened” należy uznać za naprawdę zacne nagrania. Hugo Kant odnajduje się również w ścieżkach tworzonych przy udziale wokalistów (Kathrin de Boer, Astrid Engberg) i raperów (LostPoet). Wszystko to przekłada się na wyrównany i przyciągający uwagę słuchaczy album.

    Po projekt można sięgnąć na Bandcampie. Również za pośrednictwem tego serwisu można nabyć wydawnictwo. „The Point Of No Return” ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo promuje kilka nagrań – „The Event Log”, „In The Woods” i „Leave Me Alone”. Do ostatniego z tych utworów, który powstał przy udziale LostPoeta, nakręcono też videoclip. Dzięki czerwcowemu albumowi Hugo Kant umocnił swoją pozycję w branży i dotarł do jeszcze większego grona odbiorców niż wcześniej. Jego każda następna płyta zapowiada się więcej niż ciekawie.

    Tracklista

    1. Dr Van Helsing
    2. The Event Log feat. Kathrin de Boer
    3. It’s An African Jungle
    4. Secret Society
    5. Gold feat. Astrid Engberg
    6. Erhu
    7. Leave Me Alone feat. LostPoet
    8. In The Woods
    9. Flying
    10. Little Tale
    11. Saregana
    12. There’s No Need To Be Frightened
  • Boom-bapowa niespodzianka z Indonezji – Sicknessmp

    Boom-bapowa niespodzianka z Indonezji – Sicknessmp

    3–4 minut

    Jeżeli przyjrzymy się dokładnie wszystkim zmianom, które zaszły w branży muzycznej na przestrzeni ostatnich lat, to znajdziemy masę pozytywów, jak i negatywów. Skupiając się tylko na zaletach, to nie sposób przemilczeć nieograniczony dostęp do muzyki z niemal każdego zakątka świata. Dzięki możliwościom oferowanym przez serwisy przeznaczone do publikowania płyt, przepływie informacji na stronach muzycznych i portalach społecznościowych oraz nieustannego poszukiwania nowych artystów, udało mi się dotrzeć do wykonawców z kilku kontynentów. Wartościowe projekty napływają obecnie dosłownie z każdego kraju europejskiego, Ameryki Północnej, Australii i Nowej Zelandii, Japonii i Korei Południowej oraz niekiedy egzotycznych krajów pokroju Indonezji. Właśnie stamtąd pochodzi beatmaker Sicknessmp odpowiadający za tworzenie boom-bapowych produkcji na fantastycznym poziomie.

    Od dłuższego czasu młodzi amerykańscy wykonawcy hip hopowi mało chętnie podchodzą do tworzenia boom-bapu. Za to przedstawiciele innych krajów potrafią świetnie odnajdywać się w tej niszy, o czym dobitnie świadczy przykład bohatera niniejszego artykułu. Sicknessmp należy przy tym do jednych z największych niespodzianek na współczesnej scenie producenckiej i aż dziw bierze, że nie wypłynął on do tej pory na szersze wody.

    24-letni beatmaker nagrywa muzykę od kilku lat. Jego pierwsze utwory zaczęły pojawiać się na Soundcloudzie ponad 2 lata temu. Już od samego początku artysta pokazywał stricte korzenne brzmienie swoich nagrań, silnie inspirowanych nowojorską szkołą producencką, ukierunkowaną na klimaty a’la Diggin’ In The Crates. Wykonawca zamieszkały w położonym na Jawie Pacitanie nie tylko korzysta ze spadku pozostawionego przez beatmakerów działających w latach 90.tych, ale także na tej bazie tworzy nowe formy, które zawsze przynoszą ze sobą brudne i zadymione beaty. W utworach azjatyckiego twórcy związanego z crew Halfablunt i labelem Hard Jazz 7 widać muzyczną wizję popartą odpowiednim przygotowaniem i wiedzą. Wszystko to doskonale zostało zaakcentowane na serii ubiegłorocznych wydawnictw Indonezyjczyka. Od września do listopada ub.r. wydał on 4 projekty – „Diary of Smoke”, „Jazzpiece (Instrudiary Part 1)”, „Flowing Soul” i „Hill Of Cannabiz”. Spośród tych materiałów najlepiej wypada pierwsze dzieło.

    Debiutancka płyta Sicknessamp pojawiła się w obiegu ponad rok temu. Na pierwszy rzut oka ucha mogłoby się wydać, że przygotował on nic specjalnego, ot kolejny materiał powracający do czasów przypadających na Złotą Erę rapu. Jednak po zapoznaniu się z tym projektem wszelkie lekceważące opinie należy odłożyć na bok. Wydawnictwo niepozornego Azjaty powstało w oparciu o jazzowe sample i mocne brzmienie perkusji. „Diary Of Smoke” stanowi przemyślany instrumentalny album, który nie zawiera ani jednego słabego utworu. Indonezyjczyk potrafi łatwo wciągnąć słuchacza do swojego boom-bapowego świata. W każdym podkładzie występują charakterystyczne cuty. Właśnie krótkie wstawki wokalne nadają jego beatom dodatkowego połysku. „All Dayz”, „Lokuz N’ Fokuz”, „PJM Soekarno”, „Dope Smoke”, „Sickblues” czy tytułowe nagranie pochodzące z longplaya  wypadają na naprawdę wysokim poziomie. Przez dłuższą część albumu wydaje się, że mamy do czynienia z wytrawnym producentem, który zajmuje się tworzeniem muzyki już od wielu lat. Sicknessmp za sprawą „Diary Of Smoke” oraz pozostałych projektów opublikowanych przed rokiem został wybrany przez The Find Magazine do grona uzdolnionych, ale szerzej nieznanych beatmakerów (więcej o „Top 15: Dope Beatmakers You Should Know (2013)” na stronie TFM). Warto, aby postać tego producenta częściej przewijała się przez serwisy muzyczne.

    Płytę udostępniono do pobrania za pośrednictwem Bandcampa. Wersja elektroniczna albumu jest dostępna w sprzedaży w cenie $3 USD. Wszyscy zainteresowani nabyciem wydania projektu na płytach kompaktowych powinien skontaktować się z Rise Record Crew za pośrednictwem tego adresu e-mailowego„Diary Of Smoke” promuje videoclip powstały do tytułowego nagrania z LP. Już w tym momencie Sicknessmp zasługuje na to, aby jego twórczość dotarła do znacznie szerszego grona odbiorców. Przy dalszym rozwoju utalentowany indonezyjski beatmaker jest w stanie osiągnąć bardzo wiele. W następnych latach powinien on też sprawdzić swoje siły nagrywając wspólny materiał z anglojęzycznym raperem, dzięki czemu na pewno zostałby on dostrzeżony przez pozostałych słuchaczy i media.

    Na początku tego roku francuskie Sergent Records wypuściło wspólny projekt bohatera tego artykułu i Natural Doca, „Diary of Blunted EP”. Snippety wydawnictwa są dostępne na Soundcloudzie.

    Tracklista

    1. Ill Classica
    2. All Dayz
    3. Le Sunz
    4. Diary Of Smoke
    5. Genjer – Genjer Part III
    6. Lokuz N’ Fokuz
    7. Phunkir Mizkin
    8. PJM Soekarno
    9. Please Open Mind
    10. Shinnin’
    11. Dope Smoke
    12. I Rock’in Stylez
    13. No Pain!
    14. Sickblues
    15. After Rise Up!
  • Skinshape wydaje debiutancką płytę – Skinshape LP

    Skinshape wydaje debiutancką płytę – Skinshape LP

    2–4 minut

    W ostatnich latach niejedna europejska wytwórnia płytowa doszła do głosu zwracając na siebie uwagę odbiorców z innych kontynentów. Owszem, w dalszym ciągu niewiele oficyn wydawniczych dystrybuuje swoje płyty poza Europą, ale nie przeszkadza to w sukcesywnym docieraniu do kolejnych odbiorców. Już wcześniej wspominałem na łamach naszego serwisu, że najlepiej wypadają wydawcy z Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Project: Mooncircle, Melting Pot Records, Radio Juicy, Soundweight Records, Sichtexot, Favorite Recordings, Brownswood Recordings, Jakarta Records i wiele pozostałych firm z powodzeniem radzi sobie na rynku muzycznym. Obok nich pojawiają się kolejne labele, jak choćby Melting Records z siedzibą w Atenach. 13 października doczekaliśmy się premiery drugiego wydawnictwa opatrzonego logiem tej wytwórni – „Skinshape LP” – producenta Skinshape’a.

    Melting Records stanowi jedną z najmłodszych europejskich oficyn wydawniczych skupiających się na wypuszczaniu nagrań producentów. W maju br. nakładem tego labelu pierwszy raz w wersji fizycznej ukazał się album francuskiego twórcy Kognitifa, „My Space World LP”. Kilka miesięcy po opublikowaniu tego projektu nowo powstała wytwórnia płytowa wydała materiał Skinshape’a. Brytyjski beatmaker tworzy muzykę od ponad 4 lat. Jego styl to wypadkowa inspiracji czerpanych z różnych nurtów. Will Dorey w swoich utworach łączy elementy psychodelicznego rocka, reggae, dubu, bluesa, afrobeatu i hip hopu z lat 90.tych. Wszystko to przekłada się na posiadające duszę kompozycje, którym najbliżej do instrumentalnego hip hopu i trip hopu.

    Wszyscy słuchacze mogli przez ostatnie lata podpatrywać  na Soundcloudzie działalność zamieszkałego w Londynie wykonawcy. Producent nie chciał spieszyć się z wydaniem pełnoprawnego debiutanckiego materiału, poszukując przy tym odpowiednich możliwości na zaprezentowanie swojej twórczości szerszemu gronu odbiorców. W ramach przedbiegów do większej produkcji, Skinshape był współtwórcą wraz ze Stallym & The Breadwinners siódemki wypuszczonej w ub.r. przez Horus Records„Riddim Box Dub” b/w „Soul Groove”. Po tym wydawnictwie beatmaker skupił się na kompletowaniu utworów na solową płytę. Realizacja jego premierowego projektu była możliwa dopiero po nawiązaniu współpracy z  Melting Records. Tak pokrótce przedstawia się droga, jaką przeszło „Skinshape LP”.

    Wydawnictwo zapowiadał utwór „Heartache”. Już po tym nagraniu było widać, że Brytyjczyk porzucił przynajmniej na chwilę brzmienia spod znaku reggae/dubu, w zamian koncentrując się na stylistyce przywodzącej na myśl instrumentalny hip hop. Pozostałe utwory na debiutanckim albumie Skinshape’a miały przedstawiać się podobnie. Powyższe zapowiedzi potwierdziły się co do joty. „Skinshape LP” wprowadza do świata samplowanej muzyki, przypominającej długimi chwilami soundtrack do niskobudżetowych filmów z lat 70.tych. 23-letni beatmaker zaprezentował niemały arsenał swoich możliwości. Wykonawca z Wysp Brytyjskich zgrabnie łączy pieczołowicie dobierane sample z wokalami i tzw. żywymi instrumentami. Akurat obecność na tej płycie tych dodatkowych elementów powoduje, że mamy do czynienia produktem lepszej klasy. Skinshape potrafi zabłysnąć eklektyzmem, co znakomicie można zauważyć w „The Place Upstream”, „Shangri-La” i „You Don’t Love Me”. Z kolei w „Sunday Morning” i „Stabo” zaproszeni przez producenta wokaliści (Aaron Paul i Anina) postarali się o solidne rozszerzenie ścieżek, nadając tym utworom dodatkowego smaku. W rezultacie otrzymaliśmy naprawdę właściwie przygotowany krótki album, do którego na pewno warto wracać co pewien czas.

    Drugą płytę w katalogu Melting Records znajdziecie na Soundcloudzie i Bandcampie. „Skinshape LP” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej. Do winylowego wydania projektu dołączono również edycję płyt kompaktowych uzupełnionych o dodatkowe nagranie „Bonus Breaks”. Skinshape udanie zaprezentował się szerszemu gronu odbiorców (materiał doceniło wielu francuskich słuchaczy) udowadniając przy tym, iż warto obserwować dalszy rozwój jego warsztatu producenckiego.

    Tracklista

    1. Live By The Day
    2. The Place Upstream
    3. Heartache
    4. Shangri-La
    5. Sunday Morning feat. Aaron Paul
    6. You Don’t Love Me
    7. Stabo feat. Anina
    8. Bonus Breaks
    9. Surf Rider (Bonus Track)

  • Instrumentalny album FloFilza – Metronom

    Instrumentalny album FloFilza – Metronom

    3–4 minut

    W ostatnich latach nastąpił znaczny rozwój międzynarodowej sceny producenckiej. Dzięki nieograniczonym możliwościom publikowania muzyki setki beatmakerów doszło do głosu zdobywając przy tym uznanie ze strony słuchaczy. Przypatrując się twórcom ze Starego Kontynentu nie sposób obojętnie przejść obok artystów rezydujących w Niemczech. Tamtejsza scena wzbudza podziw niejednej osoby. Wszystko to za sprawą licznych, a przy tym wartościowych, materiałów wypuszczanych przez masę niemieckich producentów. Klaus Layer, Suff Daddy, Iamnobodi, Torky Tork, Bluestaeb, Hulk Hodn, Dexter, Figub Brazlevič, Pawcut, Dramadigs, dude26 i pozostali gwarantują nagrania stojące na wysokim poziomie. Do tej listy wypadać również dopisać beatmakera zamieszkałego obecnie w Aachen, FloFilza. 5 września br. ukazał się jego nowy album – „Metronom”.

    Jeżeli chodzi o klasowych producentów, to nasi zachodni sąsiedzi mają naprawdę kim pochwalić się. Wiele wskazuje też na to, że niebawem do ścisłej czołówki niemieckich beatmakerów dołączy właśnie FloFilz. Z drugiej strony, na pewno znajdą się osoby twierdzące, że ów artysta już teraz należy do grona najzdolniejszych i najlepiej prosperujących tamtejszych twórców. Trzeba przyznać, że wcale nietrudno o argumenty przemawiające na jego korzyść. Wychowany w Belgii, zaś rezydujący od dłuższego czasu na terenie Niemiec wykonawca, co najmniej kilkakrotnie pokazał, iż posiada niemały arsenał możliwości.

    W początkowym okresie działalności, artysta studiujący na co dzień grę na skrzypcach, skupiał się na publikowaniu remiksów i luźnych singli na Soundcloudzie. W ten sposób powoli zdobywał uznanie w oczach słuchaczy, którzy docenili jego warsztat oparty o inspiracje czerpane głownie z dorobku A Tribe Called Quest (szczególnie płyty „Low And Theory”). Oprócz zwykłych odbiorców FloFilz skupił na sobie uwagę niemieckich wytwórni płytowych. W ub.r. ukazała się seria wydawnictw tego twórcy, które trafiły do sprzedaży dzięki Akai47 Records, HHV.DE i Radio Juicy. Beatmaker z Aachen uczestniczył przy wspólnych projektach ze Slowym i 12Vince’em („Dialog”), Pawcutem („Duplex”) i Eloquentem („Love Love”). Do tych wydawnictw dorzucił on kolekcję swoich remiksów, „Some More Remixes”, instrumentalną EP-kę „Keineideeistneu” oraz wydany na siódemce singiel „Tito” b/w „All Your Credits”. Wszystkie wspomniane materiały przyjęto z aprobatą na międzynarodowej scenie producenckiej. Następnie pomocną dłoń do FloFilza wyciągnęła znana oficyna wydawnicza Melting Pot Music. Właśnie dzięki temu labelowi pierwszy solowy longplay beatmakera – „Metronom” – ujrzał światło dzienne.

    Premiera wydawnictwa odbyła się w pierwszy piątek września. Od momentu wypuszczenia teaserów longplaya w postaci utworów „Vigal” oraz „Nomind”, o tym projekcie sporo mówiło się po obu stronach Atlantyku. Wszyscy ci, którzy oczekiwali po FloFilzu albumu na odpowiednio wysokim poziomie artystycznym, nie powinni byli zawieść się. Niemiec pokazał dużą klasę, dostarczając świetnie wyważone LP. „Metronom” to materiał mocno zakorzeniony w jazzie, podany z gustem i gracją. Jazz-hopowe elementy wypełniają produkcję od pierwszych dźwięków otwierającego longplay „Wandfarbe”, aż po ostatnie sekundy ostatniego nagrania na trackliście, „La Coppa Del Jazz”. Jednak nie tylko fani jazzu odnajdą się pośród kompozycji umieszczonych na tej płycie, gdyż FloFilz zadbał też o to, aby po projekt sięgnęli także sympatycy instrumentalnych brzmień hip hopowych bez podziału na jakiekolwiek podkategorie. Warto spędzić przy „Metronom” trochę czasu choćby ze względu na ww. utwory czy pozostałe pokroju „Late Night Cruise”,  „Rooftops” (kapitalnie dobrane cuty z utworu „Feel The High Pt. II” grupy Finsta Bundy), „La Seine”, „Oregano” i „Mercerie”. Całość płynie spokojnym rytmem, snuje się wąskimi uliczkami niczym stare jazzowe kompozycje, wabiąc do siebie przydrożnych odbiorców i zapewniając chwile cudne relaksu.

    FloFilz opublikował album na niezawodnym Bandcampie. Wydawnictwo producenta rezydującego w Aachen ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe i kasety). Materiał promują dwa singlowe nagrania – „Nomind”, „Rooftops” oraz „Vigal”. Do dwóch pierwszych utworów nakręcono również klimatyczne i wiernie oddające charakter tracków videoclipy. Melting Pot Music wcale nie rzucało słów na wiatr, gdyż „Metronom” należy uznać za naprawdę udany projekt. Z kolei FloFilz coraz bardziej rozwija swoje brzmienie, co stanowi świetny prognostyk przed jego kolejnymi płytami.

    Tracklista

    1. Wandfarbe
    2. Veturna
    3. Brückenmarkt
    4. Mercerie
    5. Rue D’Orsel
    6. Nomind
    7. Late Night Cruise
    8. Métro
    9. Nutzlast
    10. Heimweh
    11. Rooftops
    12. Papillon
    13. Zuckerhut
    14. La Seine
    15. Vigal
    16. Oregano
    17. Fake Acts
    18. La Coppa Del Jazz
  • Instrumentalne wydawnictwo G Bonsona – Do My Thing

    Instrumentalne wydawnictwo G Bonsona – Do My Thing

    2–3 minut

    Wraz ze wszystkimi zmianami, które zaszły w branży muzycznej na przestrzeni ostatnich lat, pojawiło się multum nowych artystów o zróżnicowanej charakterystyce. Wystarczy tylko spojrzeć na półkę producencką, aby szybko zauważyć szereg zależności i specyfiki wynikającej z tego. Zdecydowana większość beatmakerów ogranicza się do wypuszczania pojedynczych nagrań i pełnych materiałów jedynie w wersji elektronicznej, co przyciąga głównie średniej jakości słuchaczy, nieprzykładających większej wagi do poszczególnych wykonawców i wymagających ciągłego wypuszczania nowych nagrań. Po przeciwnej stronie barykady umiejscowimy twórców rzadziej publikujących utwory lecz przy tym zabiegających o wydawanie muzyki na nośnikach fizycznych. W tym gronie znajdziemy francuskiego producenta G Bonsona. W połowie ub.r. wypuścił on udaną płytę „Do My Thing”.

    Beatmakerzy znad Sekwany i Loary posiadają już ugruntowaną pozycję na międzynarodowej scenie muzycznej. W związku z tym każdy kolejny producent z tego kraju starający się dotrzeć do większego grona słuchaczy ma nieco łatwiej. G Bonson pojawił się w branży stosunkowo niedawno, ale już zdążył zdobyć uznanie w oczach niejednego słuchacza. Wychowanek Tours mówi o sobie, że przede wszystkim jest crate diggerem i od tego zaczęła się u niego pasja do rozpoczęcia działalności muzycznej. W pierwszej kolejności zajął się on tworzeniem remiksów nagrań innych twórców. Część z tych tracków została zebrana na kompilacji „Wowsome Remixes”. Z biegiem czasu Franzu zaczął tworzyć oficjalne alternatywne wersje utworów na zlecenie m.in. Wax Tailora, Dafuniksa, Puppetmastaz czy The Herbaliser. Następnie G Bonson rozpoczął prace nad swoją debiutancką płytą. Wydanie „Do My Thing” poprzedził krótki projekt „Seuls EP”. Wydawnictwo oparte o kompozycje z katalogu Niny Simone ukazało się 29 marca ub.r. i bezpośrednio wprowadzało do premierowego LP francuskiego artysty.

    Wydawnictwo ujrzało światło dzienne ponad rok temu. Projekt trafił do obiegu nakładem dobrze prowadzonej francuskiej oficyny wydawniczej LZO Records. Jak G Bonson poradził sobie z nagraniem premierowego albumu? Ano więcej niż przyzwoicie. Jego obsesyjne zamiłowanie do wyszukiwania pierwszorzędnych sampli ze starych płyt winylowych od razu rzuca się w uszy po zapoznaniu się z zawartością „Do My Thing”. Beatmaker wykazuje się przy tym niemałym kunsztem, dzięki czemu można mieć pewność, iż mamy do czynienia z rasowym producentem. Francuski twórca znakomicie poradził sobie z przedstawieniem autorskiej koncepcji na instrumentalny hip hop przypominający dokonania jednego z jego guru, Wax Tailora. Debiutancki longplay jest pełen pieczołowicie dobranych dźwięków, które zostały podane z dużym polotem. Próbkę umiejętności Francuza można poznać w „Undaground”, „I Need You”, „Funky Lover” (kapitalne brzmienie tego utworu) czy „If I Should Die Tonight”. Jednak na tym nie kończą się pozytywne momenty na tym LP, co należy też mieć na względzie.

    LZO Records opublikowało projekt na Bandcampie. „Do My Thing” można nabyć w wersji elektronicznej oraz fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo z ub.r. wypadło na tyle dobrze, że już teraz sporo osób wypatruje kolejnego materiału G Bonsona. Dodatkowym elementem kampanii promocyjnej tego projektu był zaprezentowany przez Laid Back Radio mix „Urgent Message”. Materiał zawiera nagrania z katalogu LZO Records, Phonosaurus Records oraz Underdog Records. Warto obserwować dalsze poczynania tego zdolnego producenta, który w kolejnych latach może wiele osiągnąć.

    Tracklista

    1. Undaground
    2. Stop
    3. I Need You
    4. Rokdadiskotek
    5. Yeah Yeah
    6. Funky Lover
    7. So Many Ways (Interlude)
    8. If I Should Die Tonight
    9. Unlucky Woman (Part 1)
    10. Unlucky Woman (Part 2)
    11. Do My Thing
Translate »