Autor: Witalij

  • Stones Throw Records wydaje Hud Dreems Knxwledge’a

    Stones Throw Records wydaje Hud Dreems Knxwledge’a

    3–4 minut

    W przyszłym roku kalifornijskie Stones Throw Records będzie obchodziło 20-lecie swojego istnienia. Już po kilku latach działalności label założony przez Peanut Butter Wolfa był doceniany za wydawanie niesztampowej i wyznaczającej nowe trendy muzyki. Po drodze PBW utworzył wraz ze swoimi kompanami kilka sublabeli z Leaving Records i Now-Again Records na czele. Przez blisko dwie dekady przez wytwórnię płytową z siedzibą w Los Angeles przewinęło się kilkudziesięciu wykonawców, wliczając w to Madliba, J Dillę, Perceego P, Aloe Blacca, Karriema Rigginsa, MF Dooma i innych. W tym roku nakładem STR ukazało się kilka projektów autorstwa Tuxedo, Dam-Funka, Guilty Simpsona czy White Boiz. Obok nich swój materiał w Stones Throw Records wypuścił również Knxwledge. „Hud Dreems” to pierwszy longplay nagrany przez producenta dla labelu Peanut Butter Wolfa.

    Po 2008 roku wypłynęło na szersze wody wielu niezależnych producentów. Część z nich zasłynęła z regularnego wydawania krótszych i dłuższych projektów, czasem po kilka(naście) rocznie. W tym osobliwym kręgu znalazł się Knxwledge. Producent pochodzący z Filadelfii, zaś zamieszkały obecnie w Los Angeles, dosłownie zasypał odbiorców swoją muzyką. W jego przypadku niekiedy wychodziło tak, że zanim słuchacze zdążyli na dobre zapoznać się z danym materiałem KNX-a, to amerykański beatmaker… publikował kolejny zbiór swoich nagrań. Jak się okazuje, w tym szaleństwie wydawniczym jest metoda.

    Konia z rzędem temu, kto wprawnie orientuje się w wydawnictw Knxwledge’a. Wydaje się to niemożliwe, ponieważ przedstawiciel Cali wydał mnóstwo płyt, rozszerzając praktycznie non stop swoją dyskografię o następne wydawnictwa. Do najważniejszych z nich należą „Klouds”, „Kauliflower”, „Rap Jointz Vol. 1” i seria „Hexual Sealings”. Pierwsze z ww. produkcji trafiły do obiegu dzięki współpracy beatmakera z irlandzkim All City Records. W 2013 roku kalifornijskie Leaving Records wypuściło „Anthology” – swoisty przekrój przez dotychczasowe projekty bohatera tego artykułu. Wypada również nadmienić, iż oprócz solowej działalności producent współpracuje z innymi wykonawcami. Wśród partnerów muzycznych KNX-a wyróżnimy Andersona .Paaka (w grudniu ukazała się EP-ka producenta i tego wokalista, którą wydano pod szyldem grupy Nx Worries), Kendricka Lamara, Co$$a, Mndsgna, Blu, Joeya Bada$$a, Homeboya Sandmana, Fatimę, Pyramida Vritra i SiR-a. Po wydaniu „Anthology” Knxwledge rozpoczął współpracę ze Stones Throw Records. Kooperacja ta przerodziła się w powstanie „Hud Dreems”.

    W pierwszej kolejności płyta trafiła na rynek w postaci elektronicznej. Akurat do tego formatu przyzwyczaili się wszyscy sympatycy twórczości producenta (tylko wybrane materiały Kalifornijczyka ukazały się na kompaktach, winylach lub kasetach). Po cyfrowej premierze STR opublikowało materiał w wersji fizycznej, co dobrze odebrano w środowisku muzycznym. Knxwledge solidnie przygotował się do wypuszczenia pierwszej płyty w słynnej wytwórni płytowej z Los Angeles. „Hud Dreems” jest pozbawione wypełniaczy i nie ma tutaj mowy o bylejakości. Producent na majowym wydawnictwie zaprezentował 26 ścieżki utrzymane w klimacie instrumentalnego hip hopu. Większość nagrań zgromadzonych na LP trwa poniżej 2 minut. Każdy utwór gładko przechodzi w następny, dzięki czemu całość stanowi smakowite danie muzyczne, które nie jest złożone jedynie z liche jakości przystawek. Problem tylko w tym, że przez mnogość instrumentali i ich okrojoną długość, trudno zapamiętać przynajmniej połowę tracków na „Hud Dreems”. W związku z tym, najlepiej wypadają najdłuższe nagrania na albumie – „trsh”, „nvrending” oraz „demskreets.fekts”. Tak właśnie wygląda świat kreowany przez KNX-a, który nie znosi żadnych przestojów, co trzeba mieć na uwadze za każdym razem, kiedy stykamy się z jego twórczością.

    Wydawnictwo ukazało się na Bandcampie oraz na pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, YouTube, itd.). Jak wspomniałem pierwotnie „Hud Dreems” pojawiło się w obiegu w wersji cyfrowej, do której następnie dołożono wydanie fizyczne na płytach kompaktowych i winylowych. Instrumentalny album promuje kilka singli, w tym „flyinglizrds” i „jstowee”. Dodatkowo do pierwszego z tych nagrań nakręcono również teledysk, zaś drugi doczekał się zapisu z wykonania jego na żywo (seria „In The Dungeon”). Knxwledge powinien być zadowolony z odbioru tego projektu, dzięki któremu jeszcze bardziej ugruntował on swoją pozycję w branży. Oczywiście zapracowany beatmaker nie poprzestał na „Hud Dreems” – w poprzednich miesiącach zdążył on jeszcze opublikować kolejne części „WrapTaypes” oraz „Hexual Sealings”, dokładając do tego „Link Up & Suede” z Andersonem .Paakiem. Jak tak dalej pójdzie, to żaden inny producent nie będzie w stanie dorównać jego dyskografii.

    Tracklista

    1. kometostai.aintreallynootherwaytoputitro
    2. time&tide
    3. tkekareofit
    4. mylife
    5. shuremng
    6. noflowrs[instrw]
    7. dntfall
    8. frmnowhere
    9. thtroll
    10. letuleave.[geekdop]
    11. onlijournitro
    12. thtbodi
    13. bodies[TOTW]
    14. behindme
    15. faraway
    16. flyinglizrds
    17. mydesire[fortwin][vanuys]
    18. trsh
    19. jstowee
    20. nvrending
    21. stilluhme
    22. Aintitovr
    23. demskreets.fekts
    24. beleeveibne
    25. rightaftr[THK]
    26. okaiokai
  • Tek i Figub z przepisem na The Everyday Headnod

    Tek i Figub z przepisem na The Everyday Headnod

    3–5 minut

    Każdego roku najwięcej premier płytowych przypada na wiosnę i jesień. W międzyczasie mamy do czynienia z okresami mniejszej i większej posuchy, przeważnie przypadającej na pierwsze tygodnie roku oraz okres letni. Rzadko zdarzają się odchylenia od tych niepisanych praw rządzących przemysłem fonograficznym. Nie trzeba też być mocno zorientowanym w tym biznesie, aby wiedzieć, iż koniec roku zwiastuje ostatnie świeże projekty oraz podsumowania minionych 12 miesięcy w branży. W tym roku zdarzyło się tak, że artyści ukierunkowani na wydanie materiałów na płytach winylowych, wypuścili pod koniec listopada i na początku grudnia kilka istotnych EP-ek i longplayów. Sporo dobrego dzieje się teraz w Niemczech, o czym świadczy choćby wspólne wydawnictwo członków Man Of Booom – Teknicala Developmenta i Figuba Brazlevica. „The Everyday Headnod” to znakomita boom-bapowa produkcja.

    Pośród wszystkich twórców zaangażowanych w życie niemieckiej sceny producenckiej warto wyróżnić kilka najbardziej ciekawych i wielowymiarowych postaci. Obok wiecznie zapracowanego BeatPete’a przed szereg wysuwa się Figub Brazlevič. Od ponad 3 lat berlińczyk nie tylko dostarczył pokaźnej liczby solowych wydawnictw, ale przy tym przysłużył się do powstania szeregu innych projektów. Dyskografię producenta otwiera „Oldschool Future” –  materiał dedykowany kolektywom, do których należy artysta, Oldschool Future Tribe i East-West Sessions. Po tej płycie przyszła kolej na „Ersatzverkehr” i „KEATS 01: Moabit”. W tym roku Figub wziął się mocno do pracy, realizując aż 3 projekty. Do longplaya „EXPEDITion Vol. 1: From Ghettos To Galaxies” ‎dorzucił on 2 EP-ki – „Train Yards” ‎oraz „Mjesec EP”. Jak wspomniałem, Niemiec brał też udział przy realizacji produkcji innych wykonawców, odpowiadając za obróbkę techniczną nagrań m.in. Bluestaeba, Dynasty, Melodiesinfonie i Maloon TheBoom.. Niemiecki beatmaker potwierdził swój kunszt na wypuszczonym w 2013 roku albumie grupy Man Of Booom, „Back To The Booom”. Właśnie na tej płycie jedną z osób odpowiedzialnych za warstwę liryczną był Teknical Development.

    Tek i Figub poznali się w 2009 roku i błyskawicznie odnaleźli wspólny język. Emcee pochodzący z Londynu za sprawą swojego partnera muzycznego wsiąknął w niemiecką scenę hip hopową. Wszystkie projekty rapera są ściśle związane z tym krajem. W pierwszym etapie swojej działalności Teknical Development współtworzył wraz z producentem o oryginalnym pseudonimie Hey!Zeus grupę Obba Supa. Dzięki labelom Project: Mooncircle i Sichtexot ukazały się następujące płyty tej formacji – „To: AM – Free: AM”, „For AM”, „Audio Alchemy” i „W.I.D.E.”. Zamiłowanie artysty do boom-bapu przełożyło się następnie na ww. płytę Man Of Booom, „Back To The Booom”. Na albumie sprzed 2 lat Tek stworzył świetnie uzupełniający się duet z JuJu Rogersem. Po tym wydawnictwie londyńczyk wreszcie zrealizował wspólny projekt z Figubem Brazlevicem. „The Everyday Headnod” stanowi umiejętnie przygotowaną produkcję.

    Niemiecki duet zapowiadał wydawnictwo od początku jesieni, powoli przygotowując odbiorców na wydanie tego materiału. Przyglądając się poprzednim projektom Figuba Brazlevica można było spodziewać się dokładnie zaplanowanej kampanii promocyjnej, która zwykle odgrywała spore znaczenie przy jego wydawnictwach. Podobnie stało się w przypadku „The Everyday Headnod”. Premiera płyty odbyła się w zeszły piątek. Po singlach wprowadzających do LP wypuszczonych w różnych odstępach czasu można było stwierdzić, iż spore grono ludzi szykuje się na ten materiał. Słuchacze oczekujący współczesnego boom-bapu podanego w dobrym stylu nie powinni czuć się zawiedzeni. Gospodarze albumu zadbali o wszelkie szczegóły wydawnictwa, oddając do rąk odbiorców wyrównany i tłusty projekt. Duet miłośników old schoolowego brzmienia dodał coś jeszcze – autorskie elementy, rozszerzające „The Everyday Headnod” i czyniące z tej płyty naprawdę godny uwagi longplay. W trakcie blisko godzinnego materiału mamy do czynienia z opowieściami krążącymi przeważnie wokół hip hopu („Till The Beat Won’t Stop”, „We Are Hip Hop”, „Beyond The Drums”, „Poetry Is Movin’”), co powinno usatysfakcjonować  większość odbiorców. Od początku LP widać świetną nić porozumienia pomiędzy Tekiem a Figubem – obaj artyści bezproblemowo dogadują się między sobą, do tego są autentyczni i nie wybierają żadnych dróg na skróty, co należy uznać za duży atut płyty. Goście przewijający się przez album (szczególnie Noritsu) nadają poszczególnym utworom dodatkowej głębi. Jeżeli ktokolwiek poszukuje więcej niż poprawnej współczesnej płyty zrealizowanej przez rapera i producenta, to powinien zapoznać się akurat z tym wydawnictwem.

    Projekt dostępny do odsłuchu na Bandcampie, Spotify, Deezerze i witrynach pokrewnych. „The Everyday Headnod” do nabycia w wydaniu elektronicznym i fizycznym. Płyty winylowe ukazały się nakładem Vinyl Digital. Album promują 4 single – „Too Many Pictures”, „3 Wonderers”, „We Are Hip Hop” i „Gang Of Trees”. Do każdego z tych nagrań nakręcono także videoclipy. Teknical Development i Figub Brazlevič przygotowali kompletny boom-bapowy projekt, do tego duet odpowiada za jeden z lepszych materiałów drugiej połowy tego roku.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Ninjaz In The Mist feat. Christmaz & Tesla
    3. Till The Beat Won’t Stop
    4. We Are Hip Hop feat. Noritsu
    5. The Still Picture
    6. Beyond The Drums
    7. Gang Of Trees feat. Noritsu
    8. The Afterlife feat. Rob Really & BadFX
    9. Too Many Pictures
    10. 3 Wonderers
    11. The Everyday Headnod feat. Mic Donet
    12. Alone At The Broken Home
    13. Wild Flowers (The Musical) feat. Rob Really
    14. A Monkey Called Nature
    15. Poetry Is Movin’ feat. Noritsu
  • Ka i Preservation opowiadają o Days With Dr. Yen Lo

    Ka i Preservation opowiadają o Days With Dr. Yen Lo

    4–6 minut

    W ostatnich latach doszło do licznych zmian na scenie hip hopowej. Wytyczne, jakimi kierują się współcześni artyści, wyglądają obecnie zupełnie inaczej, niż przedtem. Prawdziwą zmorą okazał się istny wysyp twórców bez praktycznie żadnej erudycji muzycznej. Doczekaliśmy się dziwnych czasów, w których setki wykonawców dąży do przedstawiania nowych form hip hopowych, które tak naprawdę są pozbawione wartości dodanej i nie są przyswajalne nawet na krótszą metę dla odbiorców. W mainstreamie widać to najbardziej, aczkolwiek półkę niżej łatwiej o kalki i tzw. copycatów, niż o rasowych artystów. Nic dziwnego w tym, iż starsi twórcy i młodsi wykonawcy posiadający wiedzę o tworzeniu muzyki, wyróżniają się teraz na scenie. Wystarczy choćby zapoznać się z albumem Ka i Preservationa – „Days With Dr. Yen Lo” – aby dostrzec powyższe elementy, które coraz rzadziej pojawią się w obiegu.

    Przez alternatywną stronę rapu przewinęło się mnóstwo specyficznych i osobliwych postaci, których niecodzienny styl w oka mgnieniu zapadał w pamięć. W tym miejscu wypada wspomnieć o przedstawicielu Brooklynu, Ka. Ze względu na wyjątkowy styl mieszkaniec Brownsville nie zaistnieje w szerszym kręgu odbiorców. Jednak zupełnie się on tym nie przejmuje, operując we własnym zagadkowym i potrafiącym pochłonąć do reszty świecie.

    Nowojorczyk pojawił się na scenie hip hopowej już ponad 20 lat temu. W początkowych latach swojej działalności artysta był związany z dwoma formacjami – Natural Elements i Nightbreed. Pierwsza z tych grup pozostawiła po sobie serię dwunastek, EP-ek i jedną kompilację, ale Ka nie był w stanie pokazać na tych projektach pełnię swojego talentu. Po 1998 roku amerykański twórca zniknął zupełnie ze środowiska rapowego.

    Kiedy wydawało się, że już więcej nie pojawi się on w tej branży, to niespodziewanie dekadę później ten wykonawca pojawił się na płytach GZA i Mellow Mana Ace’a. W tym samym roku ukazała się premierowa płyta Kaseema Ryana, „Iron Works”. Niewiele osób odnotowało jego powrót, ale sytuacja ta zmieniła się za sprawą drugiego solowego albumu Ka z 2012 roku, „Grief Pedigree”. Wydawnictwo sprzed ponad 3 lat okazało się przełomowym momentem w jego karierze. Jedyny w swoim rodzaju styl artysty – flow zbliżające się do spoken wordu i wyłaniające się z miejskich zakamarków „nocne” beaty – znalazł wielu zwolenników. Wydany przez niego w 2013 roku kolejny longplay, „The Night’s Gambit”, stanowił potwierdzenie tego, iż nawet ponad 40-letni twórca może otrzymać drugie życie w rapie.

    Ka zasłynął też z niezależności – nie dość, że samodzielnie odpowiadał za warstwę liryczną i muzyczną na swoich płytach, to w dodatku każdy teledysk kręcił na własną rękę, a płyty kompaktowe i winylowe sprzedawał do pewnego momentu jedynie przez utworzone przez siebie Iron Works Records. W związku z tym za pewnego rodzaju zaskoczenie należało uznać nagranie przez artystę wspólnej płyty z Preservationem. Nowojorski DJ może być kojarzony przez słuchaczy przez kultową w pewnych kręgach grupę Sonic Sum, a także długoletnią współpracę z Mos Defem. W 2013 roku ten wykonawca wypuścił dwa dobrze przyjęte materiały – „Old Numbers” i „The REcstatic”. Po tych projektach Preservation zmierzył się z największym wyzwaniem w swojej karierze – wyprodukowaniem płyty Ka. Obaj artyści wydali „Days With Dr. Yen Lo” pod szyldem specjalnie założonej do tego celu grupy Dr. Yen Lo. Wydawnictwo oddano do rąk wyedukowanych muzycznie ludzi.

    Nowojorski duet postanowił wypuścić materiał w maju, zupełnie nie przejmując się ogromną konkurencją ze strony dziesiątek artystów, którzy wydali nowe projekty w tym samym okresie. Duet wyszedł z założenia, że docelowa nisza odbiorców i tak sięgnie po ich materiał, nawet pomimo silnego natężenia premier płytowych. Przypuszczenia te nie wzięły się znikąd – poprzednie solowe wydawnictwa Ka doczekały się licznych wzmianek na poczytnych serwisach, co pokazało, iż wcale nie jest tak źle ze współczesną branżą muzyczną. Podobnie stało się w przypadku „Days With Dr. Yen Lo”. Skomplikowane opowieści o Dr. Yen Lo przewinęły się przez większe (Pitchfork, Spin, Stereogum, itd.), jak mniejsze strony, dzięki czemu o projekcie dowiedziało się sporo odbiorców.

    Wszyscy ci, którzy poznali wcześniej twórczość Ka, zadawali sobie pytania, jak wypadnie on w zestawieniu z Preservationem. W końcu oryginalne flow artysty jest wymagające dla każdego beatmakera. Nowy partner muzyczny przedstawiciela Brooklynu wyszedł z tego obronną ręką. Producent zadbał o wciągające i okryte płaszczem niewiadomej podkłady, które idealnie współgrały z zawiłymi historiami Ka. Emcee zadbał o to, aby historie o tajemniczych i nieodgadnionych seansach Dr. Yen Lo, nie były łatwe do rozszyfrowania nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty. Owszem, punkt wyjściowy projektu został podany do wiadomości (koncept albumu bazuje na powieści Richarda Condona, „The Manchurian Candidate”, oraz filmowi pod tym samym tytułem z 1962 roku). Jednak sposób, w jaki nowojorski duet ukazał ponad 3-letnie obcowanie z Dr. Yen Lo, prowadzi do licznych pytań. „Days With Dr. Yen Lo” najbliżej do paranoicznego i budującego napięcie thrillera, który sprawia, iż można stracić kontakt z rzeczywistością (patrz: otwierające materiał „Day 0”). Każda wstawka z „The Manchurian Candidate” wprowadza odbiorcę do kolejnego etapu w życiu głównego bohatera płyty (chronologię wydarzeń celowo przestawiono). W tym niecodziennym krajobrazie pojawia się jeden gość, Roc Marciano, raper operujący najbardziej zbliżonym stylem do Ka. Wszyscy pozostali mogą być jedynie osobami poszukującymi prawdy o Dr. Yen Lo.

    Projekt udostępniono na Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Wydawnictwo można nabyć w formacie cyfrowym (iTunes, Amazon, itd.) oraz fizycznym (płyty kompaktowe i winylowe). Jak zwykle w przypadku nagrań Ka, kampania promocyjna skupiła się na serii videoclipów. Do tej pory klimatyczne czarno-białe obrazy powstały do „Day 0”, „Day 3”, „Day 81”, „Day 70” oraz „Day 912” (w przygotowaniu kolejne teledyski). „Days With Dr. Yen Lo” bezsprzecznie należy do najbardziej zajmujących i wciągających tegorocznych płyt. Warto w pełni skupić się i poświęcić czas na rozwikłanie wszystkich tajemnic towarzyszących enigmatycznej postaci Dr. Yen Lo.

    Tracklista

    1. Day 0
    2. Day 811
    3. Day 3
    4. Day 1125
    5. Day 777
    6. Day 110
    7. Day 81 feat. Roc Marciano
    8. Day 22
    9. Day 93
    10. Day 13
    11. Day 70
    12. Day 912
  • The Many Faces of UGeorge pierwszą płytą UGeorge’a

    The Many Faces of UGeorge pierwszą płytą UGeorge’a

    3–5 minut

    Wszelkie badania demograficzne dotyczące środowiska hip hopowego są szalenie wciągające. W końcu tylko w tym nurcie muzycznym tak często dyskutuje się o wieku zarówno artystów, jak i słuchaczy. Mnóstwo relacji zachodzących pomiędzy obiema grupami można dowolnie uszeregować. Wybór grupy docelowej przez wykonawców stanowi tak naprawdę sedno sprawy. W końcu każdy wykonawca powinien określić swoją grupę docelową i wraz z upływem lat dokumentować sukcesywny rozwój, a nie taplać się w stagnacji. W związku z powyższym wypada mocno docenić każdego współczesnego rapera starającego się tworzyć płyty dedykowane głównie swoim rówieśnikom, a nie tylko młodszemu pokoleniu. W ten krajobraz zgrabnie wpisuje się przedstawiciel Soundsci, UGeorge. W zeszłym miesiącu odbyła się premiera jego premierowego LP – „The Many Faces of UGeorge”.

    W undergroundzie można wyróżnić wielu doświadczonych raperów, nagrywających muzykę przeważnie z myślą o swoich rówieśnikach, aniżeli o przedstawicielach młodszego pokolenia. UGeorge stanowi doskonały przykład Emceego zorientowanego na rap, którego odbiorcami są starsi słuchacze. Artysta pochodzący z Wysp Dziewiczych pozostaje wierny zasadom Złotej Ery hip hopu. Jeżeli prześledzimy jego życiorys, to nie powinniśmy się specjalnie zdziwić powyższym założeniom George’a Moolenaara.

    Amerykański wykonawca wychowywał się w umuzykalnionej rodzinie. Jego rodzice byli muzykami i już w dzieciństwie ukształtowali jego w tym kierunku. UGeorge nauczył się gry na gitarze i perkusji, a przy tym brał lekcje śpiewu, co zaprocentowało w jego późniejszej działalności muzycznej. Raper dorastał w Nowym Jorku w czasach, gdy formowała się kultura hip hopowa. Przez następne lata poznał on na wylot rap, ale musiało minąć wiele lat zanim zdecydował się on na nagrywanie muzyki. Po spędzeniu dłuższego czasu na współpracy z innymi twórcami (The Hemisphere, Floyd The Locsmif, Tariq L., Stahhr, Scienz Of Life i pozostali należeli do partnerów muzycznych tego artysty), UGeorge stał się częścią międzynarodowej formacji Soundsci. Wraz z Oxygenem, Audesseyem, Ollie Teebą i Jonnym Cubą wydał kilka płyt, w tym „The Ultimate EP”, „Expo 2014”, „Formula 99” oraz „Soundsational”. Po serii wydawnictw zrealizowanych ze swoimi kompanami, Emcee poczynił kroku w stronę wypuszczenia solowego albumu. „The Many Faces of UGeorge” to skrupulatnie przygotowany projekt, który mógłby posłużyć za wzorzec młodym adeptom rapu.

    Premierę projektu wyznaczono na 9 listopada. Wydaniem materiału zajęła się wytwórnia płytowa założona przez Soundsci, World Expo Records. Przed opublikowaniem materiału Jonny Cuba przekonywał, że UGeorge nagrał najlepsze jak do tej pory wydawnictwo sygnowane przez tę formację. Początkowo można było traktować powyższą opinię z przymrużeniem oka, gdyż wcześniej międzynarodowa grupa wypuściła kilka grubych płyt. Jednak każdy niedowiarek wnet przekonał się, iż brytyjski producent doskonale wiedział, o czym mówi. „The Many Faces of UGeorge” to najbardziej dopracowana płyta, jaka wyszła dotąd od członków Soundsci. Projekt sprzed miesiąca automatycznie docenią miłośnicy korzennego rapu oraz osoby poszukujące dojrzałych materiałów hip hopowych. Trzeźwe spojrzenie na środowisko rapowe oraz codzienne sprawy widziane oczami 40-letniego Emceego przetaczają się przez cały album. UGeorge udowadnia na tym projekcie, że jest rasowym raperem. W „40 Year Old Rapper” (najważniejszy utwór na płycie), „I Ain’t Watchin’ You”, „Blowin’ Up”, „Thaddeus Speaks” czy „When We Were Young” (reminiscencyjne nagranie z właściwie podanym refrenem) gospodarz longplaya błyszczy najjaśniej. Wszystko to skrzętnie łączy z warstwą muzyczną albumu, za którą odpowiadają Ollie Teeba, Jonny Cuba, The ProcessMyke ForteFloyd the LocsmifAudessey. Płytę uzupełniają gościnne udziały członków Soundsci (Supastition od tego roku również należy do tej formacji), czyli wszystko zostało w rodzinie. „The Many Faces of UGeorge” podano z dbałością o szczegóły – poprawny mix i mastering płyty nadają dodatkowego połysku wydawnictwu. Wypada o tym pamiętać, ponieważ obecnie nawet w undergroundzie nie jest tak łatwo znaleźć wykonawców o podobnym etosie pracy i nastawieniu do rapu.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie. „The Many Faces of UGeorge” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe). Album promuje kilka singli – „Blowin’ Up”, „Conscious” oraz „Interview with a Vampire” (utwór spoza płyty, który ukazał się na tydzień przed premierą materiału). Do pierwszego z tych nagrań powstał również videoclip. UGeorge pokazuje, że nawet w zaawansowanym wieku można postarać się o wydanie klasowego debiutu na scenie hip hopowej.

    Tracklista

    1. 40 Year Old Rapper (prod. Myke Forte)
    2. I Ain’t Watchin’ You (prod. Floyd the Locsmif)
    3. Three the Hard Way feat. Oxygen & Audessey (prod. Ollie Teeba & Jonny Cuba)
    4. Mr Right Now (prod. The Process)
    5. Class In Session (prod. Ollie Teeba)
    6. Thaddeus Speaks (prod. Silent Someone)
    7. Generations feat. Supastition (prod. The Process)
    8. I Give In (prod. Myke Forte)
    9. Blowin’ Up feat. Oxygen & Audessey (prod. The Process)
    10. Tribute (prod. Ollie Teeba)
    11. When We Were Young feat. Oxygen & Audessey (prod. Jonny Cuba)
    12. Speechless (Bonus Track) [prod. Myke Forte]
    13. Conscious (Bonus Track) [prod. Audessey]
  • Recenzja LP: Igor Boxx – Delirium

    Recenzja LP: Igor Boxx – Delirium

    2–4 minut

    PlugAudio | 2015

    Tekst: Emilia Falkowska

    Każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że jazz to silna karta w historii polskiej muzyki. Takie osobistości, jak Krzysztof Komeda czy Zbigniew Namysłowski są powodami do dumy dla całych pokoleń. Zainteresowanie tym gatunkiem nie skończyło się wraz z opadnięciem emocji po „Astigmatic”, co to, to nie. Korzenie ruchu jazzowego w Polsce sięgają głęboko, jednak sam gatunek nie przestaje ewoluować. Świeże brzmienie nadaje mu obecnie nie kto inny, jak Igor Boxx, bez wątpienia jeden z najważniejszych współczesnych polskich muzyków, ½ szanowanego i wielokrotnie nagradzanego duetu Skalpel oraz świetnie radzący sobie solowy artysta. Artysta przez wielkie „A”.

    Każdy jego projekt to ujście dla szerokiej wyobraźni i genialna mieszanka stylów prowokująca wyjątkowe doznania. Perfekcyjnie łączony jazz z elektroniką i hip hopem jest wizytówką panów z Wrocławia. Igor Pudło wraz z Marcinem Cichym ponad dekadę temu zostali dostrzeżeni przez kultową londyńską wytwórnię płytową Ninja Tune, dzięki której usłyszeliśmy „Skalpel” czy też „Konfusion” – albumy rozpoznawalne na świecie i kultywowane w kraju. Warto wspomnieć, że ich „Virtual Cuts” jest uważany za najlepszy mixtape w historii polskiej muzyki elektronicznej.

    Światowy poziom projektów został dostrzeżony i doceniony, a Igorowi Boxxowi otworzył drzwi do solowej kariery. Człowiek, który, jak sam mówi, był świadkiem narodzin punk rocka i złotej ery hip hopu, pamięta przejście Polski z komunizmu na kapitalizm i wersji analogowych na cyfrowe, w 2010 roku wydał solowy album „Breslau”, osobistą ekspresję na temat historii Wrocławia. Debiut jakich mało. Wydawnictwo ruszyło w świat i przyciągnęło tłumy zainteresowanych muzyką zza żelaznej kurtyny, połączeniem klasyki z nowoczesnością, historii i emocjonalnych związków artysty z rodzinnym miastem.

    To, co w Igorze wyjątkowe, to nieposkromiona kreatywność. Dowodem na jej ogrom (jakby komukolwiek jeszcze takowy był potrzebny po wcześniejszych sukcesach) jest „Delirium” – nowy album wydany 6 listopada dzięki PlugAudio. Album dojrzały (tak samo jak jego autor, swoją drogą tworzący muzykę już od 24 lat), dopieszczony, zdecydowanie satysfakcjonujący, acz nieprzerwanie intrygujący. Wszystko to dzięki jazzowym samplom i psychodelicznym elementom, które wylewają się z głośników dosłownie, jak obrazy z ram po substancjach psychoaktywnych.

    „Delirium” to płyta ewidentnie wychodząca poza ramy, niekonwencjonalna i fascynująca. Materiał bardziej burzliwy niż dzieci Skalpela (w ub.r. ukazały się dwa nowe projekty grupy – „Transit” i „Simple”), jednak jakościowo tak samo sięga najwyższej półki łącząc jazz, krautrock i new wave. „Delirium” to dziesięć hipnotyzujących utworów tworzących psychologiczny autoportret Igora Boxxa. Zmysł kompozycyjny pełen spontaniczności i smaku pozwolił mu stworzyć futurystyczny materiał, za punkt wyjścia mający old-schoolowe brzmienia.

    Pierwszy utwór, „Nordic Crime”, to porządna dawka delirycznych dźwięków, którym nie da się oprzeć. Po pierwszym zastrzyku psychodelicznych beatów przychodzi pora na trzeci numer „Metabolix”, wymuszający całkowitą zmianę koncepcji na odbiór tego albumu. Klimatem powraca na chwilę do poprzedniego solowego wydawnictwa Igora Boxxa, „Dream Logic”, przyśpieszając tempo i dodając taneczne elementy. Podobny zabieg słychać w „Stolen Moments”. „Twisted Childhood” to kolejny ciekawy utwór, nagle w tym narkotycznym świecie słychać odrobinę dziecinności i marzeń. Dwa ostatnie utwory – „Delirious Material” i „Swamp Forever” – przybliżone są klimatem do „Nordic Crime”. W tym drugim jednak warto zwrócić uwagę na dodatkowy element wprowadzony na końcu wydawnictwa, wyjaśniający nieco całą tę grę wyobraźni.

    „Delirium” zaskakuje różnorodnością, ale i kunsztem wykonania. Najmniejsze elementy dobrane są tu by subtelnie nadać smaku całości. Fantastyczny klimat stworzony przez Igora mógłby być genialną ścieżką dźwiękową filmu lub po prostu soundtrackiem niezapomnianego jesiennego wieczoru.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Nordic Crime
    2. Paranoia
    3. Metabolix
    4. Moonbase Alpha
    5. Sorrow Tomorrow
    6. Twisted Childhood
    7. Stolen Moments
    8. Nightbreak
    9. Delirious Material
    10. Swamp Forever

    Zapisz

  • Emancipator żegluje po Seven Seas

    Emancipator żegluje po Seven Seas

    3–5 minut

    W środowisku muzycznym dosyć często dochodzi do zakładania wytwórni płytowych przez samych artystów. Zazwyczaj następuje to w przypadku, gdy poszczególni twórcy rezygnują z nagrywania muzyki dla dotychczasowych wydawców i usiłują skupić pełną działalność w swoich rękach. Powyższe zjawisko szczególnie występuje w niezależnych kręgach, co nie powinno nikogo dziwić. Redefinition Records, Computer Ugly, Mortier Music, Linear Labs, Red Apples 45, Slice Of Spice Records czy Jamla Records, to tylko niektóre firmy powstałe w ostatnich latach z inicjatywy wykonawców. Do tej grupy należy zaliczyć też Loci Records, którego założycielem jest znamienity Emancipator. Oprócz obowiązków wydawniczych popularny producent nadal tworzy muzykę. 25 września ukazał się jego nowy materiał, „Seven Seas”.

    Pod koniec poprzedniej dekady pojawiło się na świecie sporo utalentowanych producentów, o których większość osób dowiadywała się z blogów udostępniających płyty do pobrania (złote czasy tej formy piractwa). W tym kręgu znalazł się skromny Douglas Appling. Nikomu nieznany artysta z amerykańskiego Portland wydał debiutancką płytę w 2006 roku i w oka mgnieniu znalazł się na ustach sympatyków trip-hopu, downtempo i abstrakcyjnego hip hopu. W ten sposób Emancipator wprowadził się na międzynarodową scenę muzyczną, stając się jednym z objawień w szeroko pojętych nurtach instrumentalnych.

    Pierwsze dwa pełne albumy beatmakera – „Soon It Will Be Cold Enough” i „Safe In The Steep Cliffs” – zachwyciły mnóstwo odbiorców. Niezwykle nastrojowe i upajające dźwięki, rozbudowane nagrania zawieszone pomiędzy czasem a przestrzenią oraz wszechobecna nostalgia stały się znakami rozpoznawczymi Emancipatora. Od początku działalności mieszkaniec Oregonu stawiał na niezależność, przez co jego materiały nie pojawiały się w szerokiej dystrybucji i można było je nabyć najpierw jedynie w wersji cyfrowej. Amerykanina po pewnym czasie wyłowiły japońskie oficyny wydawnicze – Rockwell Product Shop i Hydeout Productions – dzięki którym „Soon It Will Be Cold Enough” i „Safe In The Steep Cliffs” trafiły do obiegu na płytach kompaktowych.

    Po okresie przejściowym przypadającym na wydanie 4 lata temu „Remixes”, Emancipator zdecydował się na założenie własnej oficyny wydawniczej. Następny album producenta, „Dusk To Dawn”, ukazał się już pod patronatem Loci Records. Wydawnictwo sprzed blisko 3 lat przysporzyło wykonawcy licznych nowych fanów. Za sprawą Jakarta Records płyta doczekała się również dystrybucji na kontynencie europejskim, co pozytywnie wpłynęło na pozycję beatmakera w hierarchii artystów z nurtu roztaczającego się od downtempo po elektronikę. Po tym wydawnictwie Emancipator skupił się na rozwoju Loci Records, co naprawdę udaje się jemu z powodzeniem. Label umożliwił wydanie muzyki Stèva, D.V.S.-a, Nyma, Frameworksa, Lapy i Tora. W pierwszej połowie br. trafiły do obiegu dwa nowe projekty bohatera tego artykułu – „Dusk To Dawn Remixes” i płyta koncertowa „Live In Athens”. Oba projekty okazały się tylko przedsmakiem do kolejnego longplaya Emancipatora. „Seven Seas” stanowi dowód na klasę amerykańskiego producenta.

    Zapowiedzi projektu pojawiły się w internecie na początku września. Właściciel Loci Records postanowił nie bawić się w długą kampanię promocyjną i nie stosował żadnych tanich chwytów marketingowych. Rzecz jasna mógł on sobie na to pozwolić, ponieważ posiada on licznych sympatyków w różnych zakątkach globu i nie musi się też martwić o zainteresowanie ze strony mediów. Już w przedsprzedaży mnóstwo osób sięgnęło po „Seven Seas”, co było dowodem na coraz większą popularność Emancipatora oraz wiarę wielu osób w odpowiednio wysoką wartość tego projektu. Po opublikowaniu albumu okazało się, że artysta z Północno-Zachodniej części USA nadal potrafi pozytywnie zaskoczyć. W czasie, gdy multum artystów dąży w kierunku minimalizmu, Douglas Appling ugryzł ten temat z zupełnie innej strony. Po wydaniu „Dusk To Dawn” nagranego przy udziale tzw. żywych instrumentów, większość koncertów producenta odbywała się przy akompaniamencie szeregu muzyków grających na basie, skrzypcach, klarnecie, saksofonie, perkusji, itd. Emancipator zdecydował się na włączenie tych osób na „Seven Seas” i rozbudowaniu konceptów z poprzedniego LP. Jaki to przyniosło efekt? Więcej niż zadowalający. Instrumenty występujące nadały utworom głębszego brzmienia. „All In Here”, „1993”, „Canopy”, „Barnacles” czy „The Key” wypadły naprawdę okazale, dobitnie pokazując, że w przypadku doświadczonych beatmakerów dalszym etapem wcale nie musi być oszczędne brzmienie, lecz próba sięgnięcia po bardziej ekspresyjne i bogatsze metody. Warto też zwrócić uwagę na wokalistkę Madelyn Grant, uzupełniającą tytułowe „Seven Seas” o dodatkowe elementy. Przy tak dobranej załodze można bezpiecznie żeglować po niezbadanych dotąd wodach.

    Projekt można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i innych serwisów streamingowych. Wersja cyfrowa „Seven Seas” jest dostępna w sprzedaży na BC i iTunes. Ponadto wydawnictwo trafiło do obiegu na płytach kompaktowych. Album promują single „Ocelot” i tytułowe „Seven Seas”, do których powstały również teledyski. Emancipator przy kooperacji z licznymi muzykami nagrał przedni instrumentalny materiał. Niewielu producentów potrafi tak umiejętnie łączyć w swoich nagraniach odmienne światy, jak akurat właściciel Loci Records.

    Tracklista

    1. All In Here
    2. Seven Seas feat. Madelyn Grant
    3. 1993
    4. Ocelot
    5. Vision Quest
    6. Land & Sea feat. Molly Parti
    7. Canopy
    8. Delta Trance
    9. The Key
    10. Oasis
    11. Honey
    12. Barnacles
  • Kompilacja nagrań The Jazz Jousters – The Vault

    Kompilacja nagrań The Jazz Jousters – The Vault

    3–5 minut

    W niezależnych kręgach muzycznych nader często przewija się temat (net)labeli i platform muzycznych. Na całym świecie można doliczyć się dziesiątek tego typu przedsięwzięć, mniej i bardziej znanych. W poszczególnych przypadkach początkowo niewielkie inicjatywy przeradzają się w działające z dużym powodzeniem firmy (patrz: Soulection, HW&W, Cold Busted). W dzisiejszych czasach przeważają kolektywy łączące artystów zorientowanych na nowoczesne formy muzyczne. Z drugiej strony, nadal możemy wyróżnić labeli zwracających się ku muzyce opartej o brzmienie z dawnych lat. W tym gronie umieścimy powstałe ponad dekadę temu Millennium Jazz Music. Międzynarodowy kolektyw zrzesza producentów kultywujących tradycje jazz-hopowe. Niedawno ukazała się kompilacja „The Vault”, zawierająca wybrane utwory najbardziej znanego ogniwa MJM, The Jazz Jousters.

    W ostatnim okresie niejedna platforma wydawnicza mocno zaznaczyła swoja obecność w środowisku muzycznym. W niszy nastawionej na instrumentalne wydawnictwa coraz lepiej stoją akcje Millennium Jazz Music. Przez dłuższy okres przedsięwzięcie zainicjowane przez Gadgeta nie wyróżniało się spośród innych kolektywów. W końcu na przestrzeni ostatnich lat do głosu doszło multum (net)labeli, które zrzeszają szereg twórców z rozmaitych zakątków świata. Problem w tym, że większość tego typu inicjatyw nie różni się między sobą w zasadzie niczym, nie wnosząc przy tym niczego specjalnego. MJM znalazło sposób na wyróżnienie się i wprowadzenie świeżego powiewu w tym środowisku, a wszystko to za sprawą The Jazz Jousters.

    Kolektyw powstał w połowie 2012 roku. Podstawowym założeniem TJJ było składanie hołdu słynnym i wpływowym muzykom jazzowym poprzez wydawanie kompilacji zawierających utwory nawiązujące do ich twórczości. Gadget wespół ze SmokedBeatem, Bonesem The Beat Headem, Stay Classym, RickMalem i pozostałymi producentami rozpoczął imponującą serię projektów (łącznie ukazało się kilkadziesiąt części tego projektu). Działalność The Jazz Jousters szybko dostrzeżono w undergroundzie. Nie mogło być inaczej, ponieważ międzynarodowe przedsięwzięcie zachwycało realizowaniem swoich pomysłów oraz umiejętnością łączenia ilości z jakością wydawnictw.

    Ponad rok temu Millennium Jazz Music przedstawiło kolejny etap w istnieniu TJJ. Gadget i spółka postanowili sięgnąć po stare nagrania pochodzące z konkretnych krajów, tworząc tym samym cykl „Locations”. Wraz z płytami dedykowanymi muzyce z Japonii, Włoch, Niemiec, Nigerii, Brazylii i Polski przyszły też pierwsze materiały kolektywy publikowane na kasetach i płytach kompaktowych. Oprócz tego MJM firmowało produkcje pojedynczych artystów i grup. W tym roku dzięki tej oficynie wydawniczej ukazała się płyta polskiej formacji NoNameKolektyf, „Piramida Maslowa”, do której dołączono później remiksy (wkrótce więcej o tym zespole na łamach naszego serwisu). Po 3. rocznicy powstania TJJ doczekaliśmy się swoistego podsumowania tego okresu w postaci składanki „The Third Pass”. W dalszej kolejności pojawiło się the best of The Jazz Jousters. „The Vault” stanowi ukłon w stronę wszystkich sympatyków działalności producentów zrzeszonych pod sztandarem Millennium Jazz Music.

    Pierwsze zapowiedzi wydawnictwa przedostały się do sieci w trakcie ubiegłego lata. Po zakończeniu sezonu ogórkowego MJM przeszło do realizacji tego przedsięwzięcia. Jak się okazało, „The Vault” nadano podniosły charakter. Składankę najlepszych utworów The Jazz Jousters przygotowywano do wydania na kasetach i płytach winylowych, które dotąd nie pojawiły się w katalogu Millennium Jazz Music. Pomocną dłoń do labelu wyciągnął doskonale znany sklep płytowy, HHV.DE (Niemcy odgrywają dużą rolę w niezależnym środowisku muzycznym) – bez ingerencji naszych zachodnich sąsiadów woski nie ujrzałyby światła dziennego. Przedsprzedaż kompilacyjnego albumu rozpoczęła się jeszcze we wrześniu. Materiał wzbudził zainteresowanie odbiorców niemal natychmiast (wszystkie winyle wyprzedano na Bandcampie w 2-3 tygodni). „The Vault” trafiło do obiegu na przełomie października i listopada. Selekcja utworów na album trwała długo i była pracochłonna. Nic dziwnego, przecież katalog TJJ jest nad wyraz rozbudowany. Ostatecznie na kompilację trafiło 25 ścieżek. Co ciekawe, każdy utwór pochodzi od innego beatmakera. Oprócz nagrań stałych członków kolektywu (Gadget, Pawcut, Bones The Beat Head, SmokedBeat, Dr. Dundiff, Slim The Chemist, DJ Mentos, Diligent Fingers) na składance nie zabrakło także produkcji osób związanych jedynie z poszczególnymi projektami MJM (Pigeondust, Es-K, FloFilz, Ja:Kova). Dzięki temu uzyskaliśmy treściwy i dogłębny przekrój przez pokaźne zbiory The Jazz Jousters, które powiększą się w przyszłości o kolejne jazz-hopowe płyty.

    Projekt trafił na Bandcampa, Spotify, Deezera oraz pokrewne serwisy streamingowe. Pomimo wysokiego zainteresowania słuchaczy, w sklepie HHV.DE w dalszym ciągu można nabyć kompilację na płytach winylowych i kasetach. „The Vault” to nie tylko podsumowanie dotychczasowej działalności The Jazz Jousters, ale także dowód na to, iż istnieje popyt na wydania fizyczne materiałów serwowanych przez platformy utożsamiane głównie z muzyką w postaci cyfrowej.

    Tracklista

    1. Joe Davies – Just Relax
    2. Pigeondust – Never Be Blind
    3. Es-K – Coolin’ In July
    4. Bones The Beat Head – Through The Window
    5. Pawcut – Goodbye
    6. SmokedBeat – CA
    7. Stay Classy – Mr. T
    8. Blue Buttonz – Darker Shades of Blue
    9. Gadget – Hall of Resonance
    10. Dr. Dundiff – History
    11. RickMal – Upstreamin’
    12. Scaley WaleZ – Una Brisa De La Isla
    13. Slim The Chemist – Power of Music
    14. Mr. Moods – Laws of Gravity
    15. Jaze Baqti – Lonesome Journey
    16. FloFilz – Adrett
    17. KNYT – Roses
    18. Diligent Fingers – Heart Strings
    19. Oldy Clap Recordz – Art & Fact
    20. DJ Mentos – Like A Memory
    21. Wriggly Scott – More Green
    22. B3NBi – One Mile Loop
    23. Ja:Kova – In This Hotel
    24. Skinnista – Dell’s Dilema
    25. Dr. MaD – Under The Gods feat. Téhu
  • Dirty Dike wprowadza do Sucking On Prawns In The Moonlight

    Dirty Dike wprowadza do Sucking On Prawns In The Moonlight

    3–4 minut

    Od tego weekendu możecie spodziewać się serii artykułów o płytach wydanych po przerwie wakacyjnej (i nie tylko). Jak co roku, począwszy od września mamy do czynienia z wysypem nowych projektów. Tylko na początku jesieni wydawcy opublikowali kilkanaście większych i kilkadziesiąt mniejszych materiałów godnych polecenia. Guilty Simpson, Apollo Brown, Dam-Funk, Blackalicious, The Underachievers, Mood, Kill Emil, Wordsworth & Donel Smokes, Mega Ran, Kriswontwo, Massive Suits Quartet (aka Dandy Teru), Professor Brian Oblivion i inni zaprezentowali słuchaczom swoje świeże nagrania. Zanim przejdziemy do przynajmniej części tych płyt, sięgniemy po album brytyjskiego twórcy Dirty Dike’a, „Sucking On Prawns In The Moonlight”. Longplay sprzed dwóch miesięcy stanowił jedną z większych pozytywnych niespodzianek września.

    Kondycję brytyjskiej sceny (około) hip hopowej można określić mianem więcej, niż zadowalającej. Do tego walnie przyczyniają się artyści nagrywający dla High Focus Records, wśród których wypada wyróżnić Dirty Dike’a. Artysta zamieszkały w Londynie należy obecnie do najjaśniejszych punktów HFR. Na opinię jednego z najciekawszych współczesnych twórców z Wysp Brytyjskich usilnie pracuje on od 2008 roku. Nieokrzesany i nieco chaotyczny wykonawca na pierwszy rzut oka nie wydaje się materiałem na rasowego Emceego. Jednak z każdym kolejnym wydawnictwem Brytyjczyk udowadnia, że potrafi on nagrywać utwory i pełne wydawnictwa, które potrafią błyskawicznie zarażać odbiorców.

    Przed 7 laty odbyła się premiera debiutanckiej płyty rapera i producenta w jednym, „Bogies & Alcohol”. Tytuł projektu opublikowanego przez School Bully Records (słodka nazwa wytwórni płytowej, nieprawdaż?) doskonale oddaje spektrum zainteresowań Dirty Dike’a. Na dalszych projektach charakterystyczny wykonawca dobitnie pokazuje, iż trzeba się z nim liczyć na brytyjskiej scenie. W latach 2011-14 wypuścił on trzy materiały – „Constant Dikestar”, „The Sloshpot EP” i „Return Of The Twat”. Dzięki tym płytom i współpracy z innymi twórcami (Jamem Baxterem, The Four Owls, Dead Players, Al’ Tarbą, BVA, Mr Keyem & Greenwood Sharpsem) Dirty Dike zjednał sobie liczne grono sympatyków. Po wydaniu „Sucking On Prawns In The Moonlight” jego pozycja w środowisku rapowym uległa umocnieniu.

    Premierę projektu wyznaczono na 21 września. Wydawnictwo poprzedziły trzy single – „I Ain’t Got A Clue”, „Isleham Swamp” i „Prawns” – zwiastujące klasowy projekt. Już wcześniejsze materiały Brytyjczyka spotkały się z uznaniem w oczach serwisów muzycznych i przeciętnych słuchaczy. Z drugiej strony, można było odczuć, że Dirty Dike nie pokazał pełni swoich nieprzeciętnych umiejętności. Prawdziwa erupcja jego talentu nastąpiła na „Sucking On Prawns In The Moonlight”. Wyjątkowy styl, jaki operuje raper, łączący specyficzne flow z szerokim wachlarzem porównań i szczerych wersów, przyciąga uwagę słuchaczy od początku trwania tego LP. Oczywiście na wrześniowym albumie nie zabrakło znaku firmowego londyńczyka – hymnu na cześć imprezowych szaleńców („Alcoholic Tosser”). Pomimo stałego programu w twórczości Dirty Dike’a, to nie należy to do najważniejszych punktów na „Sucking On Prawns In The Moonlight”. Oprócz wspomnianych singli oraz „Takeover”, „Paper Tigers” oraz „Great Attempt” najlepiej wypada końcówka płyty. Refleksyjne „Crystal Cindy”, „Feast” i „Hold My Hands”, to zdecydowanie najbardziej znaczący moment na tym albumie. Wydawnictwo zamyka posse cut „Posse Gang Eight Million” z udziałem dobrych znajomych gospodarza longplaya. Wypada też zaznaczyć, że wszyscy producenci zaangażowani w powstanie projektu (od Sama Zircona, aż po Klagena) odwalili kawał dobrej roboty, dostarczając brudne, gdzieniegdzie mocno urozmaicone, tłuste beaty. Płyta przeznaczona nie tylko miłośnikom testowania różnych smaków owoców morza i wielbicieli nocnych eskapad.

    Wydawnictwo opublikowano na Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. W wydanie cyfrowe „Sucking On Prawns In The Moonlight” można zaopatrzyć się na Bandcampie, iTunes czy Amazonie. Wersja fizyczna (płyty kompaktowe i winylowe) do nabycia w sklepie High Focus Records. Album promuje seria ww. singli – „I Ain’t Got A Clue”, „Isleham Swamp” oraz „Prawns”. Do każdego z tych utworów powstał także videoclip. Dirty Dike nagrał mocną i wyrównaną płytę, będącą kolejnym dowodem na wysoką jakość współczesnego brytyjskiego rapu.

    Tracklista

    1. Great Attempt feat. Fliptrix (prod. Sam Zircon)
    2. Alcoholic Tosser (prod. Chairman Maf)
    3. I Ain’t Got A Clue (prod. Joe Corfield)
    4. Mallory & Josephine (prod. Dr. Zygote & Jazz T; scratche Jazz T)
    5. Isleham Swamp (prod. Joe Corfield)
    6. The Lamb Shank Intermission (prod. Dirty Dike)
    7. Prawns (prod. Chairman Maf; scratche DJ Sammy B-Side)
    8. Takeover feat. Remus
    9. Paper Tigers feat. Chester P & Verb T
    10. Me & You feat. Jam Baxter
    11. Crystal Cindy (prod. Dirty Dike)
    12. Feast (prod. Konchis)
    13. Hold My Hands (prod. Klagen)
    14. Posse Gang Eight Million feat. Remus, Ocean Wisdom, Jam Baxter, Lee Scott & Dabbla
  • Jedi Mind Tricks powraca z The Thief and the Fallen

    Jedi Mind Tricks powraca z The Thief and the Fallen

    4–6 minut

    Koniec roku w środowisku muzycznym zwiastuje liczne podsumowania. 2015 rok upływa pod znakiem licznych i tłustych płyt napływających z całego świata. W większości corocznych zestawień dominują projekty z trzeciego i czwartego kwartału, które siłą rzeczy łatwiej kojarzymy. W końcu pierwsza połowa roku też przyniosła wiele głośnych EP-ek i longplayów. Wystarczy tylko spojrzeć na listę płyt wydanych w czerwcu, aby przekonać się o prawdziwości tych słów. Wtedy to ukazały się wydawnictwa Czarface („Every Hero Needs A Villain”), Apathy’ego („Weekend At The Cape”), Large Professora („Re:Living”), K-Defa („Tape Two”), Estee Nacka & Purpose’a („14 Forms: The Book of Estee Nack”), Pete Rocka („PeteStrumentals 2”), Skyzoo („Music For My Friends”), Will Sessions („Mix Takes”) i wielu pozostałych. Jeszcze jeden czerwcowy album zwrócił na siebie uwagę licznych przedstawicieli mediów. Nieoczekiwany materiał Jedi Mind Tricks – „The Thief and the Fallen” – wywołał niemałe poruszenie w branży.

    W sieci można natknąć się na liczne rankingi przedstawiające najważniejsze formacje i płyty undergroundowe. Oczywiście większość takich list powstaje w oparciu o subiektywne oceny i nie ma w tym nic niestosownego. Jeżeli jednak rozpoczniemy dyskusję na powyższy temat, to nie sposób pominąć wkładu w rozwój niezależnej strony rapu określonych wykonawców. Jedi Mind Tricks pojawia się tutaj niemal automatycznie. Hardcore’owa formacja założona w amerykańskiej Filadelfii przeszła przez wszystkie etapy w środowisku hip hopowym – od zdobycia pierwszych sympatyków na lokalnej scenie, przez uznanie w oczach ogólnokrajowych mediów, aż po międzynarodowy szacunek. Bezkompromisowy styl grupy kierowanej przez Vinnie’ego Paza nie znajdzie wszędzie zwolenników, ale wypada docenić osiągnięcia tego zespołu i wpływ na wielu pozostałych twórców.

    Po raz pierwszy chropowate brzmienie JMT pokazano światu w 1996 roku. „Amber Probe EP” okazało się dobrym przetarciem przez debiutanckim albumem grupy, „The Psycho-Social, Chemical, Biological & Electro-Magnetic Manipulation of Human Consciousness” (jeden z najbardziej zawiłych tytułów płyt, nieprawdaż?). Od tego momentu rozpoczęły się lata wytężonej pracy Jedi Mind Tricks. Filadelfijska formacja zdobywała kolejnych fanów nie tylko za sprawą mocnej warstwy lirycznej, za którą odpowiadał Vinnie Paz i Jus Allah (na niektórych płytach grupy), ale także dzięki niecodziennemu klimatowi towarzyszącemu podkładom Stoupe’a the Enemy of Mankind wspomaganego przez DJ’a Kwestiona. JMT nieustannie pięło się po kolejnych szczeblach niezależnej strony muzyki hip hopowej, osiągając szczyt w 2006 roku. Właśnie przed 9 laty ukazał się głośny album grupy, „Servants in Heaven, Kings in Hell”.

    Po tym okresie przyszła kolej na liczne zawirowania związane z działalnością Jedi Mind Tricks. Vinnie Paz skupił się na rozwoju supergrupy Army of the Pharaohs, Jus Allah udzielał się w życiu kolektywu z doskoku (w różnych latach był oficjalnym członkiem JMT), zaś Stoupe pozostawał w ukryciu, dostarczając jedynie w 2009 roku płytę producencką „Decalogue” (beatmaker podążył później w stronę brzmień trip-hopowych). Kiedy po składance „A History of Violence” ukazał się w 2011 roku nowy album JMT, „Violence Begets Violence”, który powstał bez udziału Stoupe’a, wydawało się, że koniec tej formacji jest rychły. Przez następne lata nic nie wskazywało na powrót formacji w starym-dobrym wydaniu. Vinnie Paz nie tylko kierował AOTP, ale również wypuszczał solowe projekty („God of the Serengeti” i „Carry on Tradition”), będąc oszczędnym w słowach odnośnie przyszłości Jedi Mind Tricks. Wszystko zmieniło się rok temu, kiedy frontman zespołu poinformował o powrocie Stoupe’a. Pomimo tego pozostawało wiele pytań dotyczących 8 albumu filadelfijczyków. Wątpliwości zostały rozwiane w tym roku. Premiera „The Thief and the Fallen” odbiła się szerokim echem na scenie muzycznej.

    Informacje dotyczące premiery płyty rozeszły się po sieci w marcu za pośrednictwem strony Brooklyn Vegan. W oka mgnieniu wieści dotarły do licznych fanów JMT i rozpoczęły się dywagacje dotyczące kształtu nowej płyty formacji. Nie brakowało sceptycznych głosów, głównie odnośnie dyspozycji Stoupe’a, który ostatnie lata spędził pomiędzy trip-hopem a downtempo (producent przyczynił się do wydania dwóch zacnych projektów Red Martiny). Wszyscy ci, którzy powątpiewali w formę beatmakera i w dalszą chemię pomiędzy nim a Vinnie Pazem, mogli obejść się smakiem. „The Thief and the Fallen” (doskonała okładka) wystawia jak najlepsze świadectwo Jedi Mind Tricks. Od czasu „Servants in Heaven, Kings in Hell” minęło 9 długich lat, lecz nie wpłynęło to negatywnie na niedającą się podrobić formę utworów JMT. Co więcej, po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu, nie wyczuwa się w ogóle rozstępu pomiędzy ostatnimi nagraniami zespołu z udziałem Stoupe’a. Producent udowodnił swój kunszt na „The Thief and the Fallen”, nie tracąc nic z podniosłego stylu, z jakiego słynął na wcześniejszych projektach formacji z Pensylwanii. Z kolei Vinnie Paz niejako odżył – jego solowe wydawnictwa nie wypadły na niskim poziomie, aczkolwiek można było odczuć brak jego długoletniego kompana. Zadziorne braggadocio w połączeniu z beatami Stoupe’a przypomina słuchaczom o najlepszych latach JMT. „Poison in the Birth Water”, „Hell’s Messenger”, „And God Said To Cain”, „Lemarchand’s Box” czy „Fraudulent Cloth” należą do najmocniejszych momentów na tym albumie. Spośród wszystkich gości zaproszonych na LP wyróżnię przede wszystkim wokalistkę Yes Alexander, do której mam słabość od „Slow Burning Lights” Blue Sky Black Death. Uwaga też na A-F-R-O – wszelkie pochwały na jego temat nie są wcale przesadzone. Jedi Mind Tricks powróciło w godnym podziwu stylu.

    „The Thief and the Fallen” pojawiło się na Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Enemy Soil Records zdecydowało się na wydanie albumu na płytach kompaktowych i winylowych, które są dostępne w powszechnym obiegu. Wydawnictwo promują dwa utwory – „Deathless Light” oraz „Fraudulent Cloth”. Do obu nagrań nakręcono również videoclipy. Jedi Mind Tricks powróciło przyciągając uwagę mediów i słuchaczy. Wiele wskazuje na to, że saga JMT nie skończy się na tegorocznym longplayu.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Poison in the Birth Water
    3. Rival the Eminent feat. Lawrence Arnell
    4. Hell’s Messenger
    5. Merchant of War
    6. La Montagna Del Dio Cannibale (Interlude) feat. Yes Alexander
    7. Fraudulent Cloth feat. Eamon
    8. And God Said To Cain feat. A-F-R-O aka All Flows Reach Out, R.A. The Rugged Man & Eamon
    9. Destiny Forged In Blood
    10. Il Tuo Vizio E Una Stanza Chiusa E Solo Io Ne Ho La Chiave (Interlude) feat. Yes Alexander
    11. Deathless Light
    12. No Jesus, No Beast
    13. The Kingdom That Worshipped The Dead feat. Dilated Peoples
    14. The God Supreme
    15. In The Coldness Of A Dream feat. Thea Alana
    16. Lemarchand’s Box feat. Yes Alexander

  • Strangers of Necessity zaprasza do Tangerine Avenue

    Strangers of Necessity zaprasza do Tangerine Avenue

    3–4 minut

    Wśród europejskich wydawców sporym szacunkiem cieszą się szczególnie nasi zachodni sąsiedzi. Już od dawna niemieckie oficyny wydawnicze są globalnymi markami w niezależnych kręgach (około) hip hopowych. Wystarczy tylko spojrzeć na listę uznanych i sprawdzonych oficyn wydawniczych z tego kraju, aby wnet przekonać się o słuszności powyższych słów. Project: Mooncircle, Melting Pot Music, Jakarta Records, Tokyo Dawn Records, czy też sklepy HHV.DE i Vinyl Digital doczekały się licznych sympatyków na różnych kontynentach. Obok nich należy zarezerwować miejsce dla Radio Juicy. W tym roku nakładem labelu z Heidebergu ukazały się materiały Okho, Jay Alphy, Pawcuta, Bugseeda & Ill Sugiego i innych wykonawców. Nie zabrakło również reedycji ubiegłorocznej płyty grupy Strangers of Necessity, „Tangerine Avenue”.

    W dzisiejszych czasach liczne grono undergroundowych amerykańskich artystów może liczyć na większe zainteresowanie Europejczyków, aniżeli swoich rodaków. W ten krajobraz wpisuje się akurat Strangers of Necessity. Za powstaniem zespołu stoi duet wykonawców pochodzących z Midwestu. Doświadczony battle raper rodem z Chicago, Fooch The MC, oraz młody producent z Iowy, CoryAyo, poznali się przypadkowo przez internet.

    Wnet okazało się, że obaj nadają na tych samych falach, zaś wszystkie różnice pomiędzy nimi tak naprawdę pomagają im w lepszym dogadywaniu się ze sobą. Przed założeniem grupy wykonawcy nagrywali różne utwory (Fooch The MC był związany z Mic Hand Recordings), jednak wydane we drugiej połowie ub.r. „Tangerine Avenue” należy traktować za premierowe wydawnictwo w ich działalności w środowisku hip hopowym. Debiutancki materiał Strangers of Necessity ukazał się przy wsparciu brytyjskiego Hard Jazz 7, ale dopiero w tym roku większe spektrum słuchaczy doceniło ten album.

    O reedycję projektu postarało się ww. Radio Juicy. Dobrze kojarzona niemiecka oficyna wydawnicza zapewniła SON to, czego nie udało się w pełni zrealizować rok temu – dotarcie z płytą do szerszego grona odbiorców. Dzięki naszym zachodnim sąsiadom, którzy docenili warsztat amerykańskiego duetu, wydawnictwo nie z(a)ginęło w undergroundzie, co jest zmorą niejednego współczesnego twórcy pozbawionego silnych pleców w tej branży. Co ważniejsze, pomimo roku od premiery „Tangerine Avenue” ani trochę nie utraciło na swojej wartości. Stało się tak z kilku powodów. Przede wszystkim już po pobieżnym zapoznaniu się z zawartością LP można dostrzec chemię panującą pomiędzy Foochem The MC & CoryAyo. „Vibe All Night” i „You’ll See” są nad wyraz klimatycznymi utworami osadzonymi w klimacie Złotej Ery, która towarzyszy nam do końca trwania albumu. Warstwa liryczna wypełniona punchline’ami świetnie współgra z laidbackowymi beatami na tej płycie. Fooch The MC udowadnia, że nawet w dzisiejszym rapie można zaskakiwać słuchaczy nieschematycznymi tekstami popartymi nienagannym przygotowaniem technicznym. Niby sztuka dla sztuki, lecz podana w zajmujący sposób. „Visions”, „Reflections” i „Babylon” należą do najlepszych momentów na płycie przypominającej, jak wiele znaczyły kiedyś projekty realizowane na linii Emcee-producent. Dobrze, że po otrzymaniu drugiego życia album zdobył uznanie w oczach sympatyków klasycznych form hip hopowych, a SON nie jest już zupełnie nieznaną formacją.

    „Tangerine Avenue” opublikowano na Bandcampie , powstrzymując się od umieszczania LP na innych serwisach streamingowych. Na pierwszą rocznicę premiery materiału Radio Juicy zaprezentowało edycję projektu wypuszczoną na kasetach. Wydawnictwo promuje aż 6 singli, w tym „Bonita’s Dream”, „At They Heads” i „Vibe All Night”. Poniżej znajdziecie teledysk do drugiego z tych utworów. Strangers of Necessity wiele zyskało na reedycji materiału, ponieważ ponad rok temu płyta nie dotarła do większego grona słuchaczy. Dzięki pomocy ze strony Radio Juicy zdecydowanie więcej osób dowiedziało się o działalności Foocha The MC & CoryAyo.

    Wypada też dodać, że drugi z członków Strangers of Necessity wybił się i co rusz dostarcza tłuste instrumentalne materiały. W tym roku wypuścił on kilka pełnych projektów, w tym „Young Vibes” oraz wspólny longplay z Wun Two, „Waves”.

    Tracklista

    1. Shark Attack
    2. Vibe All Night
    3. You’ll See
    4. Bonita’s Dream
    5. At They Heads
    6. Distraktionz (Interlude)
    7. Visions
    8. F.Y.F.
    9. Reflections
    10. Dunk$ (He Got Props)
    11. The Wake
    12. Babylon
  • Asphate i Maker prezentują Closed Doors To An Open Mind

    Asphate i Maker prezentują Closed Doors To An Open Mind

    3–5 minut

    Pod koniec lat 90.tych i na początku tego stulecia zaznaczyły się głębokie podziały pomiędzy undergroundem a mainstreamem. W następnych latach pojawiło się też stadium pośrednie, overground, w którym znaleźli się artyści i wydawcy związani z niezależną stroną rapu, ale przy tym popularnością bijący o głowę większość wykonawców i labelów z tego kręgu. Jak sytuacja przedstawia się po latach z powyższymi kategoriami hip hopowymi? Underground i mainstream nie są praktycznie w żaden sposób związane ze sobą, dotyczy to zarówno brzmienia, warstwy lirycznej, jak i priorytetów, którymi kierują się twórcy z tych dwóch różnych światów. Pytanie tylko – jak powinna wyglądać współczesna płyta hip hopowa stricte nawiązująca do undergroundowych korzeni? Odpowiedzią na te pytanie powinien być album Asphate’a i Makera – „Closed Doors To An Open Mind”.

    Pod koniec lat 90.tych w USA bitwy freestyle’owe cieszyły się dużą popularnością. Mniejsze i większe wydarzenia spod tego szyldu wychowały wielu utalentowanych twórców, jak choćby Asphate’a. Artysta pochodzący z Iowy, a związany też z chicagowskim undergroundem, to świetny przykład battle rapera, który z powodzeniem radzi sobie z nagrywaniem płyt studyjnych.

    Od początku swojej działalności w środowisku hip hopowym, wykonawca z Midwestu usilnie dba o zachowanie korzeni tej kultury. Wpływa na to wywiera również jego zamiłowanie do graffiti – Asphate Woodhavet pozostaje zdolnym writerem, znanym także w hip hopie przez pryzmat swojej aktywności w tym kręgu. Emcee należy do dwóch grup muzycznych – Bumrap (urocza nazwa, nieprawdaż?) i Maxilli Blue. W ramach życia pierwszej z ww. formacji przyczynił się on do wydania dwóch płyt – „Underpass Logic” i „Median Risers”. Wraz z Aeonem Greyem i DJ’em Touch Nice’em zrealizował też trzy longplaye wydane pod szyldem drugiego z tych zespołów. „Maxilla Blue”, „Volume 2” oraz „Volume 3” docenili odbiorcy poszukujący szczerych i dających do myślenia albumów. Po tym okresie Asphate postanowił nagrać solowe LP. Produkcję całej płyty powierzył dobrze kojarzonemu beatmakerowi z Chi-Town, Makerowi.

    Przedstawiciel Wietrznego Miasta to jeden z najbardziej wziętych tamtejszych producentów. W trakcie ponad 10-letniej kariery muzycznej Maker wypuścił kilkanaście przednich projektów. Jego dyskografia obejmuje zarówno solowe, jak i kolaboracyjne wydawnictwa. W pierwszej grupie znajdziemy doskonałe, aczkolwiek szalenie niedoceniane „Honestly”, a także „Shooting The Breeze” i „Maker Vs. Now-Again Volume 1-2”. Z kolei w drugiej kategorii umieścimy serię płyt nagranych z Qwelem („The Harvest”, „So Be It”, „Owl” i „Beautiful Raw”), Grayskul („Graymaker”) i Joe Beatsem („Falcon By Design”). Wypada również wspomnieć o tym, że Maker należał wraz z Adeemem i DJ’em DQ do formacji Glue, jednej z ciekawszych undergroundowych grup z pierwszej połowy tego wieku. Wszystkie zebrane dotychczas doświadczenia oraz niczym nieograniczona wizja muzyczna umożliwia Makerowi właściwe dopasowywanie się do stylu artysty, z którym współpracuje. W związku z powyższym, można było zakładać w ciemno, iż „Closed Doors To An Open Mind” okaże się klasowym wydawnictwem. Obaj twórcy potwierdzili powyższe przewidywania.

    Galapagos4 ogłosiło premierę płyty w informacji prasowej z końca lutego. Projekt trafił do obiegu 31 marca, stanowiąc sympatyczny akcent na rozpoczęcie wiosny. W tym samym czasie ukazała się płyta innego wykonawcy, będącego synonimem klasycznego undergroundu – J-Live’a. „His Own Self” bardziej przebiło się na świecie, chociaż trzeba przyznać, że „Closed Doors To An Open Mind” w niczym nie ustępuje temu materiałowi. Asphate i Maker pokazali na wspólnym LP wszystkie swoje atuty. Pierwszy z nich już dawno temu doczekał się przydomku „an MC’s MC”, który pasuje do niego, jak ulał. Członek Maxilli Blue to nie tylko uzdolniony battle raper, ale też świetny tekściarz. Inteligentna wersja rapu w wykonaniu Asphate’a potrafi przyciągnąć i utrzymać słuchacza przez długość całego albumu. Do poziomu swojego partnera muzycznego dorównał również Maker. Kolejny raz producent zaprezentował tłuste, poparte nienagannym samplingiem i głęboko brzmiące beaty. Beatmaker pozostaje w wysokiej formie, o czym świadczą podkłady stworzone do „Meticulously Made” i „A Shadow’s True Colors” czy też instrumentalne „Pipe Dreams” i „Open Mind”. Wydawnictwo dodatkowo urozmaicają DJ Touch Nice, Qwel, Qwazaar oraz Hellsent. Jeżeli posiadacie otwarty umysł, to przekonacie się, że świat Asphate’a i Makera nie jest wcale dla wybranych.

    Wydawnictwo znajdziecie na iTunes, Amazonie, Spotify i innych serwisach zajmujących się streamingiem i/lub dystrybucją elektronicznych wersji płyt muzyki w wydaniu elektronicznym. Galapagos4 opublikowało „Closed Doors To An Open Mind” na płytach winylowych. Album promuje singiel „Silence’s Slight”, do którego powstał videoclip nakręcony w różnych europejskich miastach. Asphate i Maker odpowiadają za jeden z lepszych longplayów wypuszczonych w pierwszej połowie br., prezentując rap w czystej formie, o którą coraz trudniej w dzisiejszych czasach.

    Tracklista

    1. Fathom
    2. Muad 'Dib feat. Qwel, Qwazaar, Hellsent & DJ Touch Nice
    3. Meticulously Made feat. DJ Touch Nice
    4. Pipe Dreams feat. DJ Touch Nice
    5. A Shadow’s True Colors feat. DJ Touch Nice
    6. Gooonzo
    7. Silence’s Slight
    8. Impasse feat. DJ Touch Nice
    9. The Miser’s Will
    10. Open Mind
  • Managua kolejnym projektem J-Zena

    Managua kolejnym projektem J-Zena

    3–4 minut

    Europejscy producenci nie muszą mieć żadnych kompleksów względem swoich kolegów po fachu z innych kontynentów. Od dłuższego czasu beatmakerzy ze Starego Kontynentu ściągają na siebie wzrok licznych odbiorców, publikując wartościowe nagrania. Przez ostatnie lata niemieccy artyści przodowali w tej niszy; wielu naszych zachodnich sąsiadów wybiło się i może pochwalić się udanymi płytami. Jednak od kilkunastu miesięcy również Francuzi prezentują wartościowe i umiejętnie przygotowywane nagrania, zyskując przy tym fanów spoza własnego kraju. Producenci znad Sekwany i Loary dobrze znają swój fach, o czym przekonują projekty Barrio, 20syla, Quiet Dawna, Astronote’a, Al’Tarby, Proletera, Onry i pozostałych twórców. Z kolei we wrześniu ukazał się świeży materiał innego utalentowanego francuskiego beatmakera, J-Zena. Trzy tygodnie temu wydał on „Managua” LP.

    Francuzi nagrywają muzykę zarówno dla rodzimych, jak i zagranicznych wydawców, którzy coraz bardziej cenią twórców z tego państwa. W gronie producentów współpracujących z krajowymi wytwórniami płytowymi znajdziemy akurat J-Zena. Beatmaker nie tylko wydaje nagrania u Dooinit Music, ale także aktywnie uczestniczy w życiu tego labelu. Jednak, jak można domyślić się, większość osób kojarzy paryżanina przez pryzmat jego dokonań na scenie muzycznej.

    Pierwsze istotne projekty J-Zena trafiły do obiegu w 2009 roku. Wtedy to ukazał się premierowy materiał producenta, „BREAKfast”. Wydawnictwo zawierające 16 instrumentalnych nagrań okazało się właściwym przetarciem przed następnymi płytami. Po zebraniu pierwszych doświadczonych związanych z funkcjonowaniem środowiska hip hopowego, beatmaker pokusił się o dobrze przyjęte „Guilty Pleasure”. EP-ka wydana w lutym 2010 roku (dostępna także w postaci 7-calowego singla winylowego) powstała przy udziale amerykańskich raperów – Substantiala i Shawna Jacksona (szkoda, że słuch o nim zaginął).

    W tym samym roku J-Zen opublikował osobliwy beat tape zatytułowany „SexTape”. Wszystkie sample zawarte w nagraniach na tej płycie wydobyto ze… starych filmów pornograficznych (nie ma to, jak kreatywność, nieprawdaż?). Na kolejną produkcję Francuza należało zaczekać do listopada 2012 roku. Niemal równo 3 lata temu ukazał się instrumentalny album „Padwork”. Klimatyczne wydawnictwo przedstawiło warsztat producencki artysty w jak najbardziej korzystnym świetle. Na tej płycie J-Zen udowodnił, iż operuje wyrobionym i przyjemnym dla ucha stylem, opartym o soulfulowy hip hop i subtelną elektronikę. Po 3-letniej przerwie producent powrócił niedawno z „Managua”, które stanowi najbardziej okazały materiał w jego dotychczasowej działalności.

    Wydawnictwo ujrzało światło dzienne w pierwszym tygodniu października. Pomimo licznej konkurencji (przełom września i października przypadł na istny wysyp wartościowych nowości płytowych) materiał nie przepadł, do czego przyczyniła się międzynarodowa dystrybucja płyty. Wypada nadmienić, iż tytuł produkcji zapożyczony z języka nahuati odnosi się do obszaru przyległego do wody. Motywem przewodnim jesiennego longplaya są podróże muzyczne, jakie J-Zen odbył przy okazji tworzenia „Managua”. Wystarczy tylko powiedzieć, że album członka Dooinit Music powstawał we Francji, Kalifornii, Berlinie, Nowym Jorku, Paryżu, Portland, zaś mix i mastering przeprowadzono w San Diego, Los Angeles i na Kostaryce (od strony technicznej pomagał Freddie Joachim). Gospodarz płyty zabiera słuchaczy w wycieczkę pomiędzy spokojnymi i emanującymi ciepłem pejzażami. W tym celu dokooptował on utalentowanych gości, którzy co ważniejsze, nie potraktowali tego projektu po macoszemu, ubarwiając projekt o autorskie elementy. W środowisku stworzonym przez francuskiego beatmakera najlepiej odnaleźli się Pseudo Slang (Emcee Sick to ogromnie niedoceniany raper), MED, Mr Complex (skromne, ale piękne nawiązuje on do zmarłego w tym roku Pumpkinheada), Theory Hazit i Chuuwee (Georgia Anne Muldrow & Declaime coraz bardziej odlatują do swojego wyimaginowanego świata). Właśnie z zestawieniu z tymi amerykańskimi wykonawcami J-Zen wypada najlepiej. Łatwo można odnotować czucie i odpowiedni dobór sampli, a także umiejętne budowanie utworów, które nie składają się jedynie z 1-2 składowych. Po kilkukrotnym przesłuchaniu LP dostrzeżemy również pełną harmonię pomiędzy poszczególnymi nagraniami na tym longplayu. Beatmaker w niczym nie ustępuje swoim bardziej znanym rodakom, co też warto mieć na uwadze.

    Projekt trafił na Bandcampa, Spotify, Deezer i pozostałe serwisy streamingowe. „Managua” jest dystrybuowana w postaci cyfrowej i fizycznej. Płyty winylowe do nabycia za pośrednictwem BC. Wydawnictwo promuje singiel „Shine” z udziałem Medaphoara. Ponadto ukazały się też snippety pełnego albumu. J-Zen z klasą przypomniał o sobie sympatykom niezależnego hip hopu. Co ważne, francuski producent udowodnił, że z powodzeniem sobie radzi tworząc stricte instrumentalne kompozycje, jak i współpracując z artystami.

    Tracklista

    1. Belleville
    2. The Christening feat. Theory Hazit
    3. Nazca
    4. On Everything feat. Mr Complex
    5. Shine feat. MED
    6. Meditate With J feat. Pseudo Slang
    7. Angel Dust
    8. God Music feat. Georgia Anne Muldrow & Declaime
    9. Fleek Mythology feat. Chuuwee
    10. Luv Cartel
    11. What A World feat. Stro Elliot (The Procussions)
    12. Enjoy Yourself feat. Revolutionary Rhythm
    13. Managua

    Zapisz

Translate »