Autor: Witalij

  • JR & PH7 i Chuuwee z kierunkiem na The South Sac Mack

    JR & PH7 i Chuuwee z kierunkiem na The South Sac Mack

    4–5 minut

    W dzisiejszych czasach nie ma tygodnia bez premier nowych płyt autorstwa mniej i bardziej znanych twórców. Artyści i wydawcy korzystają z dobrodziejstw serwisów streamingowych, dzięki czemu dostęp do współczesnych nagrań jest łatwy i natychmiastowy. W obliczu coraz większej konkurencji poszczególne wytwórnie płytowe i wykonawcy starają się koncentrować na dotarciu do odpowiednich niszy odbiorców, co ułatwia następnie działania promocyjne i budowanie pozycji na rynku. Niektóre labele od razu są kojarzone z danym nurtem hip hopowym. Tak jest w przypadku holenderskiego Below System. Oficyna wydawnicza skupiona na publikowaniu stricte korzennego rapu wypuściła w ubiegłym roku kilka materiałów. Zdecydowanie najważniejszym z nich była wspólna produkcja JR & PH7 i Chuuweego, „The South Sac Mack”.

    W dzisiejszych czasach mnóstwo producentów ponad wspólne nagrania z raperami stawia stricte instrumentalne utwory i pełne projekty. Jednak nadal nie brakuje też beatmakerów przywiązanych do starych i sprawdzonych sposobów tworzenia muzyki opartego o kolaboracje z wokalistami. W tym koszyku umieścimy niemiecki duet JR & PH7. Od ponad 6 lat producenci wywodzący się z Kolonii nieustannie nagrywają z amerykańskimi raperami. Przez ten czas Niemcy wypuścili pełno wydawnictw, o których pisano po obu stronach Atlantyku.

    Wszystko zaczęło się od wydanego w 2008 roku „The Standard”, na którym pojawili się m.in. Oddisee, Skyzoo, Supastition, Planet Asia, Rakaa Iriscience i Edo G. Już debiutancka płyta zwróciła uwagę na JR & PH7, a co dopiero mówić o następnych projektach duetu. Przez „The Update”, „The Good Life”, „My Favourite Demons EP” ‎i pozostałe materiały przewinęło się mnóstwo amerykańskich Emcees. Dzięki regularnemu publikowaniu muzyki oraz jakości prezentowanej na płytach Jörg Rottgardt i Peter Härle zdobyli uznanie w undergroundzie. Przy okazji tworzenia „The Good Life” niemiecki duet po raz pierwszy trafił na Chuuweego.

    W amerykańskim środowisku rapowym nie jest tak łatwo przebić się o czym przekonało się wielu artystów. Tamtejsi wykonawcy próbują w rozmaity sposób zwrócić na siebie uwagę, a jednym z częstszych zabiegów pozostaje regularne wypuszczanie singli. Akurat ta metoda poskutkowała w przypadku Chuuweego. Od kilku lat raper pochodzący z Sacramento często udostępnia swoje nagrania, co przekłada się na rosnące zainteresowanie jego osobą. W kwietniu 2012 roku pojawiło się jego pierwszy pełny album, „Crown Me King”. Rok później przyszła kolej na jego wspólny materiał zrealizowany z Shae Money, „The Great GatZby”. Za sprawą swoich utworów Kalifornijczyk zaczął nagrywać utwory z innymi artystami. W pewnym momencie otrzymał on propozycję stworzenia wspólnej płyty z JR & PH7, która spotkała się akceptacją z jego strony. „The South Sac Mack” otworzyło nowy rozdział w karierach wszystkich twórców tego projektu.

    Pierwsze zapowiedzi płyty pojawiły się w grudniu 2014 roku. JR & PH7 lubią powoli wprowadzać słuchaczy do swoich wydawnictw. Nie inaczej było w tym przypadku. Po wypuszczeniu dwóch singli – „Meadowview Morning”„Meanwhile Off Mack” – ukazała się EP-ka wprowadzająca do nadchodzącego longplaya, „The Road To The Mack”. Już po tych zapowiedziach widać było, że niemieccy producenci specjalnie dostosowali podkłady pod plastyczne i płynne flow Chuuweego. W ten sposób powstała odpowiednio przygotowana warstwa muzyczna, dzięki której Emcee z Sacramento bezproblemowo pokazał, że pochlebne opinie kierowane pod jego adresem nie były ani trochę przesadzone.

    „The South Sac Mack” pokrótce można opisać, jak album oparty o brzmienie z lat 90.tych wymieszane z west coastowymi elementami, pomagające w nakreśleniu szczerych opowieści o życiu. Niby to nic zaskakującego i nadzwyczajnego, ale za to w jakim stylu podane. Chuuwee świetnie porozumiał się z JR & PH7, od początku do końca wiedząc, w jaki sposób należy poruszać się na ich pogodnych i organicznych beatach. Jednak niech nikogo nie zmyli ta słoneczna sceneria, gdyż kalifornijski raper porusza poważne tematy na płycie. Nie brakuje na longplayu odwołań do jego rodzinnego miasta, jak i nostalgicznych podróży do dzieciństwa i okresu dojrzewania Chuuweego. Dużym plusem są tutaj co najmniej porządnie wykonane refreny, które dodatkowo podkreślają wydźwięk utworów. Nieliczne goście na projekcie – Blu, St3wart KooL, Bueno i Sean LaMarr – uzupełniają poszczególne nagrania. Zarówno niemiecki duet, jak i amerykański raper odwalili kawał dobrej roboty, realizując wspólnymi siłami ten album.

    Projekt trafił na Bandcampa, Soundclouda, DJBooth.net i inne serwisy streamingowe. „The South Sac Mack” można nabyć w wersji cyfrowej i fizycznej (płyty CD i winyle) za pośrednictwem BC. Ponadto trafiła do obiegu instrumentalna wersja materiału. Oprócz „The Road To The Mack” EP album promuje kilka singli – „Meadowview Morning”, „Meanwhile Off Mack”, „Florin Light Rail” (nagranie dostępne też w remiksie Drew Dave’a) oraz „South Sac Get The Money”. Z powyższych utworów jedynie ostatni nie doczekał się videoclipu. Below System przedstawiło również mini dokument poświęcony „The South Sac Mack”. JR & PH7 pokazali, że potrafią nagrać tłuste LP przy udziale tylko jednego rapera. Natomiast Chuuwee dowiódł tego, że tkwi w nim naprawdę spory potencjał.

    Tracklista

    1. Begin The Mack (Intro)
    2. Meadowview Morning feat. Bueno & Sean LaMarr
    3. Powder Inn
    4. Florin Light Rail
    5. Regional Transit
    6. DueYuu feat. Blu
    7. James Rutter (Swim Center)
    8. Lime Lights
    9. Florin High Flirt
    10. Riverside Ransom
    11. Hide & Seek feat. St3wart KooL
    12. Lonely In Land Park
    13. Meanwhile Off Mack
    14. What We Started
    15. South Sac Get The Money
    16. Greenhaven Blues
    17. Save The Last Dance (For Someone Who Cares)
  • Easy Mo Bee i Emskee prezentują Two For One

    Easy Mo Bee i Emskee prezentują Two For One

    4–5 minut

    W środowisku muzycznym nie brakuje krytycznych głosów dotyczących funkcjonowania mediów. Lista zarzutów kierowanych pod adresem serwisów muzycznych jest naprawdę długa – od niskiej jakości tekstów o płytach i artystach, przez pojawiającą się nader często payolę, aż po tematykę na poszczególnych witrynach. Powyższa sytuacja dotyczy zarówno stron zajmujących się głównie (lub wyłącznie) mainstreamem, a także miejsc poświęconych muzyce w niezależnym wydaniu. W ub.r. był zauważalny niepokojący trend pomijania przez szereg serwisów szeregu wartościowych płyt. Zdarzało się nawet, że o pewnych projektach praktycznie nikt nie pisał lub też w sieci pojawiało się niewiele wzmianek o danym materiale. W drugiej kategorii umieścimy wspólny album duetu Easy Mo Bee & Emskee – „Two For One” – który powinien zagrzać miejsce na znacznie większej liczbie serwisów muzycznych.

    Weterani hip hopowi z różnym powodzeniem radzą sobie w dzisiejszym świecie. W ostatnim czasie łatwiej policzyć negatywne niespodzianki serwowane przez doświadczonych twórców rapowych (ubiegłoroczna płyta Pete Rocka, „Petestrumentals 2”, jest tego niechlubnym przykładem), niż te pozytywne przejawy dalszej aktywności starszych wykonawców hip hopowych. Wśród kurczącego się grona artystów nadal nagrywających wartościową muzykę wyróżnimy na pewno Emskeego. Nowojorczyk to prawdziwy człowiek-instytucja w środowisku hip hopowym, o czym doskonale wiedzą sympatycy klasycznego rapu.

    Marc Smith pozostaje aktywny na scenie hip hopowej od ponad dwóch dekad. Przez dłuższy okres Emskee był kojarzony głównie w roli postaci radiowej, stale prowadząc audycje w nowojorskich rozgłośniach. W 2006 roku mieszkaniec Brooklynu rozpoczął wydawanie płyt o klasycznym posmaku hip hopowym. W undergroundzie pokazał się on z dobrej strony zarówno na solowych projektach, jak i materiałach tworzonych z producentem o pseudonimie The Saint w ramach działalności grupy The Good People. Wraz ze swoim kompanem wypuścił on serię singli i albumów, z których warto wyróżnić „The Good People”, „Long Time Coming” i „Gone For Good”. Emskee do swojej dyskografii dopisał również materiały nagrywane poza The Good People„Hardly Seen, Rarely Heard” czy też wspólne wydawnictwo z E The 5th, „The Marc Smith LP”. Co ciekawe, niemal wszystkie jego produkcje ukazywały się dzięki japońskim i brytyjskim wydawcom. Po tych projektach nowojorczyk postanowił nagrać pełen album z zasłużonym, aczkolwiek zapomnianym producentem – Easy Mo Bee.

    Jeżeli ktokolwiek miał styczność z rapem z lat 90.tych, to zapewne przynajmniej raz zetknął się z nagraniami, przy których pracował Osten Harvey Jr. Nie chodzi tutaj tylko o kultowe „Doo Bop” Milesa Davisa, ale o szereg innych płyt. Easy Mo Bee współpracował z wieloma wykonawcami. Do tego grona zaliczają się RZA, GZA, Lost Boyz, Das EFX, Busta Rhymes, 2Pac czy Big Daddy Kane. W połowie lat 90.tych beatmaker produkował dla Bad Boy Entertainment, przyczyniając się do powstania „Project: Funk Da World” Craig Macka i przede wszystkim „Ready To Die” i „Life After Death” The Notoriousa B.I.G. (szczególnie dotyczy to pierwszego longplaya Biggie’ego). W 2000 roku ukazała się płyta nowojorczyka, „Now Or Never: Odyssey 2000”, przez którą przewinęło się wielu uznanych gości. Na początku ub.r. Easy Mo Bee wypuścił instrumentalne „…And You Don’t Stop”. Po tym wydawnictwie przyszła kolej na właśnie „Two For One”. Wspólny materiał zrealizowany z Emskeem stanowi najważniejszy projekt tego artysty na przestrzeni ostatnich lat.

    Weterani hip hopowi wypuścili projekt w trakcie ubiegłorocznych wakacji. Jak można było domyślić się, nowojorski duet postawił na korzennie brzmiący album. Obaj wiekowi już artyści skupili się na stworzeniu krótkiego, aczkolwiek pełnowartościowego projektu. Emskee zdecydowanie preferuje nagrywanie płyt z jednym producentem, do czego można przyzwyczaił odbiorców na swoich poprzednich wydawnictwach. „Two For One” to potwierdzenie klasy tego niezależnego twórcy. Wraz z Easym Mo Bee przywrócił on na tym materiale ducha minionej epoki w dziejach rapu, dokładając do tego własne elementy osadzone we współczesnym świecie. Na płycie dominuje tematyka związaną z tylko i aż kulturą hip hopową. Znajdziemy tutaj sporo odwołań do środowiska rapowego i celnych spostrzeżeń na ten temat. Przesłanie Grandmastera Caza w „Truth Be Told” i diss na nowojorskie rozgłośnie radiowe w „Black Radio” są tego najlepszym przejawem. Kolejną istotną kwestią na LP pozostają sprawy lokalnego środowiska na Brooklynie (patrz: „Silent Monster Watchtower”, „It’s Over”), o czym coraz mniej osób wspomina na dzisiejszych projektach. Wypada także dodać, że Easy Mo Bee od dawna nie nagrał pełnego albumu przy udziale danego artysty. Na „Two For One” udowodnił, że nadal z powodzeniem może tworzyć muzykę. Pomyśleć, że po „Doo Bop” będzie trzeba czekać na kolejną płytę wyprodukowaną w całości przez niego aż 22 lata. Jednak zawsze lepiej późno niż później, a ponadto należy pochwalić producenta za kunszt pracy, gdyż równie dobrze mogło się to skończyć pomyłką w stylu „ESP” Ericka Sermona.

    Projekt można odsłuchać za pośrednictwem Spotify. Wydawnictwo trafiło do obiegu w postaci cyfrowej i fizycznej. Płyty winylowe wydane nakładem Fresh Pressings rozeszły się w przeciągu kilku tygodni. Przed premierą „Two For One” ukazały snippety promujące album. Ponadto w sieci pojawił się singiel „Black Radio”. Easy Mo Bee i Emskee nie zostali docenieni przez większy ogół odbiorców. Jednak ci, którzy sięgnęli po ich płytę nie powinni czuć się zawiedzeni, gdyż to jest rasowy rap przypominający o istotnych elementach w całej kulturze hip hopowej.

    Tracklista

    1. It’s Over
    2. The Incredible Lyrical
    3. Get Ready (Here It Comes) feat. The Saint
    4. Everyday Dealings
    5. Jury Of Death
    6. Silent Monster Watchtower feat. Jesus Mason & Oxygen
    7. Sick & Smooth
    8. Truth Be Told feat. Grandmaster Caz
    9. Black Radio feat. Dumi Right & The Saint
    10. Love Supreme
  • Damu The Fudgemunk odsłania kolejne części How It Should Sound

    Damu The Fudgemunk odsłania kolejne części How It Should Sound

    4–6 minut

    W środowisku rapowym nieustannie mnóstwo emocji wywołują wszelkiego rodzaju listy zawierające przekrój przez najlepsze płyty hip hopowe. Jeżeli do tego doliczymy multum zestawień dotyczących poszczególnych lat kalendarzowych w tej branży, to w oka mgnieniu uzbieramy pełno artykułów, niczym prawdziwków na jesiennym grzybobraniu. Z drugiej strony, jakość i rzetelność takich publikacji bywa nierzadko (i słusznie) kwestionowana. W dalszym ciągu brakuje rzeczowych rankingów dedykowanych niezależnemu rapowi z ostatnich 5-10 lat. Jeżeli mielibyśmy dokonać podsumowania powyższego okresu, to nie sposób pominąć dwóch artystów wywodzących się z Waszyngtonu – Oddiseego i Damu The Fudgemunka. W październiku drugi z nich wypuścił kolejne woluminy słynnej serii „How It Should Sound” – trzy longplaye połączone w jedną całość oraz suplement w postaci EP-ki.

    Jedną z największych nobilitacji dla artystów jest z pewnością powszechne uznanie i szacunek ze strony ich kompanów po fachu. Na wysokie oceny od innych wykonawców może liczyć Damu The Fudgemunk. Producent pochodzący ze stolicy USA już dawno zaskarbił sobie sympatię licznych sympatyków starej szkoły muzyki hip hopowej. Współzałożyciel Redefinition Records to obecnie jeden z najbardziej cenionych w undergroundzie postaci, wspieranych nie tylko przez zwykłych słuchaczy, ale także przez wielu artystów, DJ-ów czy kolekcjonerów płyt winylowych stale wypatrujących wieści o jego kolejnych wydawnictwach.

    W początkowej fazie działalności na scenie hip hopowej mieszkaniec Waszyngtonu był kojarzony z dwoma formacjami – Y Society i Panacea. W 2008 roku  zdecydował się na wypuszczenie pierwszych solowych projektów – „Spare Time” i „Overtime”. Obie płyty opublikowano bezpłatnie w sieci, co skutecznie przyczyniło się do błyskawicznego rozprzestrzenienia się materiałów na świecie. Dwa lata później Damu The Fudgemunk wydał przełomową produkcję – „How It Should Sound 1-2”. Dwuczęściowy album zwrócił na niego uwagę jeszcze większego spektrum odbiorców. Na tych płytach beatmaker zdefiniował na nowo klasyczne brzmienie hip hopowe, czyniąc to z doskonałym wyczuciem.

    Amerykanin zbierał dalsze komplementy za kolejne wydawnictwa – „Supply For Demand”, „Kilawat Vol. 1.5” oraz liczne single. We wrześniu 2013 roku producent obrał inny kurs, pokazując swoje inne oblicze na „Spur Momento Trailer”. Po wydawnictwie kojarzonym z soundtrackiem do starych filmów Damu The Fudgemunk postawił na serię płyt odwołujących się do jego wcześniejszych dokonań. Nieco ponad dwa lata temu ukazał się follow-up do jego debiutanckiej produkcji – „Spare Overtime Re​-​Inspired”. Artysta stale powraca do wcześniejszych nagrań, nieustannie szlifując brzmienie i stosując się do złotej zasady looking for the perfect beat. Do tej kategorii należy przypisać obie części „Public Assembly”. Po tych projektach przyszła kolej na zapowiadaną od dłuższego czasu przez REDEF kontynuację „How It Should Sound”. Jednak chyba nikt nie przypuszczałby, że Damu The Fudgemunk dostarczy na raz trzy odsłony „HISS”, które następnie uzupełni o bonusowy materiał.

    W sieci przebąkiwano na temat następnej części tego projektu od około trzech lat. W pewnym momencie wydawało się, że „How It Should Sound” trafi do sprzedaży jeszcze w 2013 roku, ale wtedy materiał nie był jeszcze skończony, ustępując miejsca „Spur Momento Trailer” i późniejszym płytom bohatera niniejszego artykułu. Po długich oczekiwaniach REDEF ostatecznie potwierdziło w połowie ub.r. wydanie „HISS” planowane na jesień.

    Właściwa kampania promocyjna ruszyła pod koniec sierpnia. Wszystkich fanów Damu The Fudgemunka zelektryzowała wiadomość o trzech partiach projektu połączonych w jedną całość i zapowiedzianych na 2 października. Przy pracach nad „How It Should Sound 3-5” amerykański artysta zdecydował się na niecodzienny zabieg. Zamiast nagrywać wszystko od początku, postanowił on ponownie przejrzeć utwory zrealizowane w latach 2003-08 w celu ich poprawy, nadaniu połysku, a następnie pokazaniu światu. W tym przypadku nie można mówić o wybraniu drogi na skróty, ponieważ mieszkaniec Waszyngtonu stale udoskonala nagrane przez siebie utwory, nie zadowalając się przy tym żadnymi półśrodkami. W związku z tym, zamiast odrzutów otrzymaliśmy na trzech woluminach „HISS” pełnoprawne nagrania, będące dowodem klasy tego producenta. Damu The Fudgemunk kapitalnie opanował sztukę tworzenia boom-bapowych ścieżek, popartą pieczołowitym doborem sampli i linii perkusyjnych. Jego muzyka przypomina o latach 90.tych, ale jednocześnie brzmi świeżo, a w tym wszystkim łatwo można odnaleźć styl waszyngtońskiego beatmakera.

    W czasie, gdy praktycznie każdy artysta byłby zadowolony z siebie, dostarczając trzyczęściowy album złożony z 33 utworów, Damu The Fudgemunk postąpił zupełnie na odwrót. Po wydaniu w październiku „How It Should Sound 3-5”, w listopadzie rozszerzył całą serię wydawniczą o „HISS Abyss”. Co się kryje za tą EP-ką? Na tym projekcie umieszczono utwory, które z różnych względów nie znalazły miejsca na poprzednich odsłonach tego cyklu. Pod względem konstrukcji różnią się one od swoich poprzedników, gdyż dominują tutaj krótkie ścieżki, pokazujące warsztat producenta od nieco innej strony. Wszystko to przełożyło się na piękne nawiązanie do serii  zapoczątkowanej w 2010 roku.

    Wszystkie wydawnictwa odsłuchacie na Bandcampie („HISS 3-5”, „Abyss”) oraz pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, itp.). Redefinition Records przyzwyczaiło swoich sympatyków do pieczołowitego wydawania płyt. Jednak do tej pory nie spotkaliśmy się z tak wielkim rozmachem przy wydawnictwach amerykańskiego labelu. „HISS 3-5” + „Abyss” doczekało się kilku różnych edycji. Przede wszystkim każdy z tych projektów ukazał się na płytach winylowych, które nadal cieszą się sporym wzięciem wśród kupujących. Oprócz tego pojawiły się w obiegu również kompakty. REDEF promuje całość produkcji poprzez kilka singli – „In My Regretless Lifetime”, „What Happened To Easy Street”, „Checkmate Execution”, „Time On!” oraz „Fabrega’s Discotecas” (utwór przedstawiany w formie „HISS Foundations”). Na YouTube znajdziecie również 9-minutowe video promocyjne, zawierające sporo ekskluzywnych materiałów. Damu The Fudgemunk po raz wtóry pokazał, że posiada duszę i niezwykłe umiejętności tworzenia instrumentalnego hip hopu na wysokim poziomie.

    Na marginesie dodam, że współwłaściciel Redefinition Records nieustannie działa na polu wydawniczym. 8 stycznia ukazał się jego album, „Full Time”. Pod tym tytułem kryją się winylowe wersje premierowych projektów Damu„Spare Time” oraz „Overtime”. Wydanie fizyczne produkcji dostępne w sprzedaży za pośrednictwem sklepów REDEF i HHV.DE.

    Tracklista

    1. Continue Here
    2. The Sound
    3. Time On! (2005)
    4. Kool Papa Sport (2004)
    5. It Drinks it Pours (2004)
    6. Hallway (2005)
    7. Pursuit (2008)
    8. Just Look Up [Pawt 2] (2005)
    9. Fragment (2005)
    10. The Exchange (2004)
    11. You Earned It (2004)
    12. In with the Moonlight (2004)
    13. For the Angry Poet (2003)
    14. Ego Check (2006)
    15. My Mood Exactly (2005)
    16. Have Time (2004)
    17. Retro-Future (2004)
    18. The Gift (2004)
    19. It’s a Fine Night for… (2005)
    20. Sensory Rebirth (2004)
    21. Everyday is Another Opportunity (2003)
    22. In Passing (2004)
    23. Snatching Wind (2003)
    24. A Fifth of HISS (vol – 5 intro)
    25. Feeling Majestic (2004)
    26. We’re Gonna Prove (2007)
    27. Lunchbox Theory (2007)
    28. Diamond Digging (2004)
    29. Checkmate Execution (2004)
    30. In My Regretless Lifetime (2005)
    31. Sounds How it Should (2005)
    32. It’s Hard to Leave You (2004)
    33. Losin’ & Earnin’ [Part 1] (2004)
  • Guilty Simpson i Katalyst prezentują Detroit’s Son

    Guilty Simpson i Katalyst prezentują Detroit’s Son

    3–5 minut

    W niezliczonych podsumowaniach roku, przetaczających się od kilku tygodni przez internet, brakuje mi pewnych elementów. Niewiele osób dokonuje dogłębnego rozliczenia ubiegłego roku, skupiając się jedynie na zestawieniu najlepszych płyt. Jeżeli spojrzymy szerzej na tę tematykę, to wypada również wspomnieć o najsolidniejszych wydawcach w 2015 roku. W niezależnych kręgach (około) hip hopowych na wysokie oceny zasłużyło co najmniej kilka wytwórni płytowych. W tym gronie wypada wymienić szereg oficyn wydawniczych – od Mello Music Group, przez Redefinition Records i Jakarta Records, aż skończywszy na High Focus Records i Stones Throw Records. Ostatnia z tych firm zanotowała kolejny udany rok, wydając szereg wartościowych projektów, wśród których warto wyróżnić „Detroit’s Son” Guilty Simpsona i Katalysta.

    Sceną hip hopową z Detroit interesuje się wiele osób, i to nie tylko ze względu na Eminema i J Dillę. Od lat sympatią licznego grona słuchaczy cieszy się inny przedstawiciel The Motor City, Guilty Simpson. Sylwetkę popularnego rapera powinno kojarzyć większość Czytelników naszego serwisu. W końcu od czasów debiutanckiego albumu, „Ode to the Ghetto”, amerykański artysta znajduje się na fali wznoszącej, a jego projekty przyciągają kolejnych odbiorców.

    Od ponad 7 lat mieszkaniec Michigan jest związany ze Stones Throw Records. Przez ten czas nakładem STR ukazało się ponad 10 płyt Guilty Simpsona. Oprócz premierowego albumu do najważniejszych jego projektów wypuszczonych przez ten label należy wspólny longplay z Madlibem („OJ Simpson”) z 2010 roku oraz ubiegłoroczna EP-ka „The Simpson Tape”. Pomiędzy tymi materiałami Emcee nagrywał kolejne płyty publikowane przez inne oficyny wydawnicze – „Highway Robbery” ze Small Professorem„Dice Game” z Apollo Brownem oraz „Random Axe” z Black Milkiem i Seanem Price’em. Poza tym Guilty Simpson często przewijał się przez wydawnictwa innych twórców. Nie powinno więc nikogo zdziwić, że ubiegłoroczne „Detroit’s Son” powstało w wyniku kooperacji z kolejnym producentem, Katalystem.

    Na pierwszy rzut oka beatmaker nie należy wcale do ważniejszych przedstawicieli australijskiego świata hip hopowego. Nic bardziej mylnego, gdyż od dawna Katalyst pozostaje jednym z najciekawszych artystów wywodzących się z Krainy Kangurów. W pierwszych latach działalności mieszkaniec Sydney rozpoczął wydawanie projektów, które później utworzyły trylogię muzyczną. W tym cyklu ukazały się kolejno „Manipulating Agent”, „What’s Happening” i „Deep Impressions”. Pomiędzy tymi produkcjami Australijczyk pracował nad innymi płytami. Obok solowych „Abstract View” LP czy mix-CD „Dusted” producent zaangażował się w inne przedsięwzięcia.

    W połowie poprzedniej dekady Katalyst wszedł w skład formacji Moonrock, Space Invadas i Quakers. Szczególnie ostatnia z tych grup, współtworzona przez niego z Fuzzface’em (Geoff Barrow ze słynnego Portishead) i 7-Stu-7, doczekała się wielu pochlebnych opinii na swój temat. Premierowy album formacji, „Quakers”, ujrzał światło dzienne dzięki Stones Throw Records. Od tamtego czasu Australijczyk pozostawał w bliskim kontakcie ze STR. Po ponad dwóch latach od debiutu Quakers nadarzyła się okazja do ponownej współpracy z legendarną oficyną wydawniczą. Guilty Simpson nieprzypadkowo wybrał Katalysta do nagrania „Detroit’s Son”.

    Pierwsze wzmianki o płycie zaczęły przewijać się przez środowisko hip hopowe około pół roku temu. Kiedy okazało się, że raper z The Motor City powierzył produkcję projektu w całości Katalystowi, sporo osób w ciemno obstawiało, że z tej kolaboracji wyjdzie naprawdę dobry album. W końcu australijski producent pozostawił po sobie na znakomite wrażenie na materiale Quakers. Szybko okazało się, że te przypuszczenia sprawdziły się, co do joty.

    Guilty Simpson potrafi umiejętnie odnaleźć się w środowisku muzycznym utworzonym przez danego producenta. Jeżeli beatmaker posiada urozmaicony warsztat, to wtedy raper jest w stanie zaprezentować szeroki wachlarz swoich umiejętności. Powyższe czynniki zainicjowały powstanie „Detroit’s Son”. Doświadczony Emcee nie zawiódł oczekiwań fanów, dostarczając równy album opowiadający o jego rodzinnym mieście. Jak powszechnie wiadomo, Detroit nie należy do najprzyjemniejszych i najbezpieczniejszych aglomeracji miejskich, stąd też nie powinien nikogo dziwić mroczny, brudny, zadymiony i gdzieniegdzie posępny wymiar płyty. Warstwa liryczna wypada tutaj powyżej przeciętnej. W podobnym tonie można wypowiadać się o podkładach zgromadzonych na „Detroit’s Son”. Warto zwrócić uwagę na długość trwania poszczególnych utworów. Po wyjęciu kilku krótkich ścieżek, wszystkie pozostałe nagrania trwają około 3 minut, co było celowym zabiegiem Guilty Simpsona i Katalysta. W ten sposób artyści lepiej zademonstrowali różnorodność beatów i wysoką jakość tekstów GS. Na „rodzinnej” płycie rapera nie zabrakło miejsca dla przedstawicieli Detroit – Elzhiego, Cysiona, Fat Raya, Phat Kata i Spaceka. Wszyscy ci wykonawcy wpasowali się w specyficzny klimat tej produkcji.

    „Detroit’s Son” trafiło na Bandcampa, Spotify, Deezera i pokrewne serwisy streamingowe. Stones Throw Records wydało ubiegłoroczny projekt na płytach kompaktowych i winylowych. Wydawnictwo promują trzy single – „The D”, „Fractured” oraz „Vanguard Organization” (ostatecznie utwór nie znalazł się na longplayu). Do pierwszego z tych nagrań powstał również videoclip. Guilty Simpson oddał piękny hołd swojemu rodzinnemu miastu, zaś Katalyst pokazał, że drzemią w nim naprawdę duże możliwości.

    Tracklista

    1. R.I.P.
    2. Blunts In The Air feat. Cysion
    3. The D
    4. Ghetto
    5. Detroit’s Son
    6. Fractured feat. Fat Ray
    7. Radiation Burn
    8. Money
    9. Smoking feat. Spacek
    10. Rhyme 101
    11. The Music
    12. Beautiful Death
    13. Blue Collar feat. Elzhi
    14. The Time Is Now
    15. Dirty Glove feat. Phat Kat
    16. Say What?
    17. Power Outage feat. Spacek
  • Styczniowe premiery płytowe

    Styczniowe premiery płytowe

    12–18 minut

    W 2016 roku możecie spodziewać się znacznie większej aktywności U Call That Love. Dotyczy to głównie działalności publicystycznej, ale nie tylko. W pierwszych dniach każdego miesiąca pojawiać się będą na naszym serwisie wpisy o premierach płytowych. Comiesięczne artykuły o nowościach wydawniczych powinny pomóc w znalezieniu wartościowych EP-ek oraz albumów. W dalszej części artykułu podzielonego na 4 podstrony zapoznacie się z 22 wybranymi materiałami, które trafią i/lub ukazały się już w tym miesiącu. Oczywiście lista nie uwzględnia wszelkich niespodzianek płytowych (takie mogą zdarzyć się w każdej chwili) i projektów bez wyznaczonej daty premiery. Długie zestawienie rozpoczyna się od „Brighter Daze” Mursa & 9th Wondera, a kończy się na „Basement Chemistry” Beneficence’a.

    Murs & 9th Wonder - Brighter Daze

    Murs & 9th Wonder – „Brighter Daze” (Jamla Records, 1 stycznia)*

    W 2015 roku nie brakowało premier niespodziewanych wydawnictw. Wszystko wskazuje na to, iż ta tendencja pozostanie podtrzymana również w tym roku. W końcu, czy ktokolwiek jeszcze liczył (nawet po cichu) na następną wspólną płytę Mursa & 9th Wondera? Po wydanym w listopadzie 2012 roku albumie „The Final Adventure” wydawało się, że klamka zapadła, i już więcej nie otrzymamy nowej muzyki od tego duetu. Jednak amerykańscy twórcy postarali się o nie lada niespodziankę, wypuszczając na przełomie roku „Brighter Daze”. Szósty projekt przygotowany przez Mursa & 9th Wondera nie wypada wcale źle i nie należy sceptycznie podchodzić do niego. Wśród gości na płycie m.in. Mac Miller, Rapsody i Propaganda. Co lepsze, „Brighter Daze” udostępniono do bezpłatnego pobrania z sieci.

    Produkcja: 9th Wonder
    Gościnnie: Problem, Reuben Vincent, Bad Lucc, Rapsody, Propaganda, Mac Miller, Vinny Radio, Franchise & Choo Jackson

    * Płyta ukazała się 31 grudnia, ale uwzględniłem ją w zestawieniu, ponieważ Murs i 9th Wonder za oficjalną datę premiery „Brighter Daze” przyjęli 1 stycznia.

    The Doppelgangaz – „Beats For Brothels, Vol. 3​.​5” (Groggy Pack Entertainment LLC, 1 stycznia)

    Od czasu wydania „Lone Sharks” nowojorska grupa The Doppelgangaz znajduje się na nieustannej fali wznoszącej. Przez ostatnie lata Matter Ov Fact & EP wypuścili szereg nowych projektów z longplayem „HARK” na czele. Pod koniec ub.r. The Ghastly Duo opublikowało „Beats For Brothels, Vol. 3”. Zaledwie dwa tygodnie po premierze tego wydawnictwa, amerykański duet pokusił się o rozszerzenie tego materiału. „Beats For Brothels, Vol. 3​.​5” nie należy traktować w formie odrzutów i lichej jakości utworów, które nie weszły na poprzednią produkcję. The Doppelgangaz sprawiło nie lada niespodziankę swoim sympatykom, wydając następny pełnoprawny instrumentalny album. 1 lutego odbędzie się premiera wersji winylowej „Beats For Brothels, Vol. 3​.​5”.

    Producenci: The Doppelgangaz (Matter Ov Fact & EP)
    Gościnnie: Thonio, PartyManThanks, Scooby

    Budamunk – „Monkey Tape 2016” (Self-released, 1 stycznia)

    Japońscy producenci od dawna robią duże wrażenie na słuchaczach z całej kuli ziemskiej. W ostatnich latach moim zdecydowanym faworytem z Nippon jest Budamunk. W ub.r. doświadczony beatmaker wypuścił kilka instrumentalnych projektów, w tym „Loungin’” oraz wspólny materiał z Fitzem Ambrose’em, „BUDABROSE”. Sympatyk starej szkoły rapu pozostaje w gazie, o czym świadczy jego nowa płyta, „Monkey Tape 2016”. Budamunk przygotował spójną i dokładnie przemyślaną produkcję. Artysta zgromadził na tym wydawnictwie 8 instrumentalnych utworów, które cechuje świetny klimat. Japończyk doskonale opanował sztukę budowania nastrojowych nagrań (patrz: „Back to Temple”). Znakomita płyta na uczczenie chińskiego roku małpy.

    Produkcja: Budamunk

    DJ Cam Quartet – „The Soulshine Session” (Inflamable Records, 1 stycznia)

    Wśród wszystkich francuskich artystów około hip hopowych nadal dużym szacunkiem na świecie cieszy się DJ Cam. Od dwóch dekad producent/DJ przypisywany do tzw. ery French Touch wydaje wartościową muzykę. W ubiegłym roku Laurent Daumail powrócił do jednego ze swoich projektów, DJ Cam Quartet. Właśnie pod szyldem tego zespołu ukazała się płyta „The Soulshine Session”. Początkowo wydawnictwo awizowano na 2015 rok, ale ostatecznie premiera projektu odbyła się na początku stycznia tego roku. Wnikliwi sympatycy twórczości Francuza skojarzą tytuł materiału z „Soulshine” LP, które ukazało się w 2001 roku. DJ Cam wraz ze swoimi kompanami stworzył reinterpretacje różnych utworów ze swojego opasłego katalogu. Odświeżone nagrania artysty wypadają okazale.

    Produkcja: DJ Cam Quartet

    Boora – „Soundogolism” (KingUnderground Records, 4 stycznia)

    Brytyjskie KingUnderground Records w zeszłym roku opublikowało sporo wartościowych płyt autorstwa Fredfadesa & Eikrema, Lewisa Parkera & Eastkoasta, Simiah, Triple Darkness i Cappo & Nappy. 2016 rok wytwórnia płytowa rozpoczyna od projektu Boory„Soundogolism”. Rosyjski artysta należy do grona boom-bapowych producentów skupionych wokół kolektywu Dope 90. Wschodni beatmaker otrzyma w końcu szansę na zaprezentowanie swojej twórczości szerszemu gronu odbiorców. W ub.r. moskwianin opublikował kilka pomniejszych materiałów, w tym siódemkę „Soundogolism”. Właśnie do tego wydawnictwa nawiązuje tytuł jego nadchodzącego albumu. Instrumentalny projekt podany w dobrym stylu, po którym więcej osób powinno zainteresować się rozbudowaną wschodnią sceną producencką.

    Produkcja: Boora

    Mr. J. Medeiros – „Milk and Eggs” (Self-released, 12 stycznia)**

    W undergroundzie pewnego czasu sporo osób interesowało się audycją i kolektywem pod nazwą Basementalism. Akurat z tym ruchem byli związani również różni artyści, w tym Mr. J. Medeiros i Stro Elliot. Obaj twórcy założyli następnie formację The Procussions, która cieszyła się szacunkiem wielu osób. W 2013 roku grupa powróciła z płytą „The Procussions”. Po tym okresie członkowie zespołu znowu skupili się na innych projektach. Mr. J. Medeiros po ponad 4-letniej przerwie szykuje kolejne solowe wydawnictwo, „Milk And Eggs”. Za warstwę muzyczną na LP odpowiada głównie Tim Stewart. Amerykański wykonawca pozostawił dobre wrażenie po ostatnich swoich płytach („Friends Enemies Apples Apples” i „Saudade”). Nadchodzący album promuje szereg singli, m.in. „Gone”, „Lost in It”, „Weight” oraz „Hero as Fool”. Spore zainteresowanie towarzyszące „Milk And Eggs” pokazuje, że liczne grono odbiorców wyczekiwało tej produkcji.

    Produkcja: Tim Stewart, Christophe Panzani, Monte Neuble, Ricky Tillo, Spanky McCurdy & Stro Elliot
    Gościnnie: Alyss, Apollo Jane & MacKenzie

    ** Początkowo „Milk and Eggs” miało ukazać się pod koniec grudnia ub.r. (płyta była dostępna w całości do odsłuchu przez kilka dni na Bandcampie), ale ostatecznie Mr. J Medeiros przesunął premierę na 12 stycznia.

    K-Otix – „Legendary” (Producers I Know, 15 stycznia)***

    W środowisku muzycznym czasami zdarza się tak, że zapomniani przez większość twórcy decydują się na wydanie nieoczekiwanych płyt. W styczniu tego roku taki projekt wypuści jedna z zasłużonych grup z amerykańskiego Houston, K-Otix. Jesienią ub.r. ujawniono, że swego czasu popularna undergroundowa formacja opublikuje „Legendary”. Nie licząc materiału zawierającego niepublikowane wcześniej nagrania zespołu („DAT Series Vol. 1 1993-1995”) i wydawnictwa Ethos, do której należą D. Randle & Big Mon, to ostatnie wydawnictwo K-Otix ujrzało światło dzienne w 2008 roku. W związku z powyższym, nowy projekt grupy należy uznać za niespodziankę dużego kalibru. Wyprodukowaniem mini-albumu zajmie się The ARE, zaś płytę wypuści Producers I Know. Produkcję zapowiada singiel „Lonely Piano”.

    Produkcja: The ARE

    *** Premierę płyty awizowano 1 stycznia, ale ostatecznie do tego nie doszło.

    Swarvy – „Stunts Vol. 1-4” (Street Corner Music, 15 stycznia)****

    W ostatnich latach dobry duch Detroit, House Shoes, skupił się na działalności wydawniczej. Prowadzone przez niego Street Corner Music sypnęło serią instrumentalnych wydawnictw zebranych pod szyldem „The Gift”. W połowie stycznia dzięki SCM trafi na półki sklepowe projekt Swarvy’ego, „Stunts Vol. 1-4”. Filadelfijski beatmaker stale pracuje na swoje nazwisko. Wcześniej opublikował on kilka produkcji, w tym „Trillian”, „Scotch”, „Love Affairz V.1″ (wraz z Suzi Analogue) i ” YaaaaaaaY” (wraz z Sirem Froderickiem). House Shoes docenił warsztat tego beatmakera, oferując mu wydanie albumu stanowiącego niejako podsumowanie dotychczasowej działalności artysty. Oprócz znanych już nagrań, „Stunts Vol. 1-4” rozszerzono o 10 świeżych ścieżek w wykonaniu Swarvy’ego. Po tym obszernym materiale więcej osób powinno zwrócić uwagę na tego beatmakera.

    Produkcja: Swarvy

    **** Projekt dostępny w sieci od ponad miesiąca, ale oficjalną premierę wyznaczono na 15 stycznia (data wydania wersji winylowej materiału).

    Teknical Development – „The 8: Vol​.​One” (Dezi-Belle Records, 15 stycznia)

    Niemieccy wydawcy to na ogół pewne i sprawdzone marki. W zeszłym roku sporo dobrego materiału ukazało się dzięki Dezi-Belle Records (warto zwrócić uwagę na „Scenes” Superiora). 2016 rok oficyna wydawnicza z Berlina rozpoczyna od projektu Teknicala Developmenta, „The 8: Vol​.​One”. Raper zaangażowany w działalność kilku grup, w tym Man Of Booom, dopiero co wydał wspólny album z Figubem Brazlevicem, „The Everyday Headnod”. Emcee nie zamierza odpoczywać po tym wydawnictwie. W połowie grudnia ogłosił on wydanie… 8 EP-ek (sic!), z których pierwszą wyprodukuje w całości Radsch (kolejny utalentowany niemiecki beatmaker). „The 8: Vol​.​One” zapowiada singiel „Next Step”. Wszystko wskazuje na to, iż Teknical Development utrzyma wysoką formę na nadchodzącej EP-ce.

    DJ Brans – „Endless” (Effiscienz, 15 stycznia)

    Francuska oficyna wydawnicza Effiscienz dobrze wpisała się w niszę kontynuatorów korzennie brzmiących projektów hip hopowych. Kluczową postacią związaną z tym labelem pozostaje niezmiernie DJ Brans. W poprzednich latach brał on udział przy powstaniu różnych materiałów, odpowiadając przy tym w całości za produkcję albumu Fela Sweetenberga, „Invisible Garden”. 15 stycznia trafi do obiegu płyta producencka DJ-a Bransa, „Endless”. Na wydawnictwie liczącym 10 utworów znajdzie się miejsce dla uznanych gości. Guilty Simpson, Planet Asia, Rasco, Shabaam Sahdeeq, M.O.P., Starvin B i inni wystąpią na tym nadchodzącym LP. Projekt promuje singiel z udziałem pierwszego z ww. raperów, „Getting Right”.

    Produkcja: DJ Brans
    Gościnnie: M.O.P., Planet Asia, Rasco, Guilty Simpson, Blaq Poet, Wildelux, Fel Sweetenberg, Dirt Platoon, Nutso, Starvin B, Shabaam Sahdeeq & Dj Djaz

    Torae - Entitled

    Torae – „Entitled” (Internal Affairs Entertainment, 15 stycznia)

    W 2014 roku ukazała się komplementowana, aczkolwiek niedoceniona w pełni, wspólna płyta duetu Skyzoo & Torae„Barrel Brothers”. Pierwszy z tych raperów wypuścił następnie w ub.r. solowy album „Music For My Friends” (jedna z lepszych produkcji z 2015 roku). Już 15 stycznia trafi do obiegu kolejne dzieło drugiej połowy Barrel Brothers. W tej chwili Torae dopina ostatnie sprawy związane z wydaniem „Entitled” (produkcja pojawi się w sprzedaży nakładem labelu założonego przez tego wykonawcę, Internal Affairs Entertainment). Emcee wywodzący się z nowojorskiego Brooklynu szykuje się tym samym do wypuszczenia pierwszego solowego longplaya od czasu „For The Record” z 2011 roku. W pracach nad nadchodzącym materiałem brało udział wielu artystów, od DJ-a Premiera, przez Nottza i Phonte, aż skończywszy na Saulu Williamsie. „Entitled” promują trzy single – „Get Down”, „Let 'Em Know” oraz „Saturday Night”.

    Producenci: Illmind, Apollo Brown, DJ Premier, E Jones, Eric G, Jahlil Beats, Mr. Porter, Nottz, Pete Rock & Praise
    Gościnnie: 3D Na’tee, Kil Ripkin, Mack Wilds, Pharoahe Monch, Phonte, Saul Williams & Teedra Moses

    Soulbrotha – „The Golden Era Isn’t Finished” + „2009-2015” (Ill Adrenaline Records, 15 stycznia)

    Wygląda na to, że w 2016 roku Ill Adrenaline Records jeszcze bardziej namiesza w undergroundzie, niż miało to miejsce w ubiegłych latach. Na początku roku obok płyt Truth i Beneficence’a nakładem tego labelu ukażą się także projekty grupy Soulbrotha„The Golden Era Isn’t Finished” oraz „2009-2015”. 12 Finger Dan & B-Base to doświadczeni niemieccy producenci, współpracujący ze sobą od dłuższego czasu (niektórzy mogą kojarzyć ich wcześniejsze materiały – „Collector’s Item” i „The Connexion EP”). Przedstawiciele Hamburga szykują na raz premierę dwóch różnych projektów. Pierwszy z nich, „The Golden Era Isn’t Finished”, to materiał nagrany przy udziale szeregu amerykańskich wykonawców (od QNC, aż po Marleya Marla). Produkcję promuje singiel „Flow 'N Facts”. Natomiast dwupłytowe „2009-2015” obejmie wszystkie produkcje wydane do tej pory przez Soulbrotha, zarówno wypuszczone przed kilku laty „Collector’s Item” i „The Connexion EP”, jak i „The Golden Era Isn’t Finished”.

    Producenci: Soulbrotha (12 Finger Dan & B-Base)
    Gościnnie: Beneficence, Kazi, QNC, Craig G, Afu-Ra, Big Shug, Blaq Poet & Marley Marl (wszyscy wystąpią na „The Golden Era Isn’t Finished”)

    Various Artists – „Session​.​Five” (DirtyBeauty, 15 stycznia)*****

    W dzisiejszych czasach sporym zainteresowanie w undergroundzie cieszą się wszelkiego rodzaju platformy wydawnicze skupiające producentów. W ub.r. w tej niszy pojawiło się wiele łakoci muzycznych. Swoje trzy grosze w tym kręgu dorzuciło rosyjsko-niemieckie DirtyBeauty. W poprzednich miesiącach dzięki temu labelowi ukazało się łącznie osiem wydawnictw. W 2016 roku za sprawą DB powinno trafić do obiegu jeszcze więcej projektów. Tegoroczne materiały sygnowane przez DirtyBeauty otwiera składanka „Session​.​Five”. Album obejmuje 20 instrumentalnych nagrań różnych artystów. Boom-bapowe utwory wyszły spod ręki m.in. Adliba Swayze’ego, Bonesa The Beat Heada, Mista Izma, Monomassive’a, Philantrophe’a, The Cancel, Bubblewilda i B-Side’a.

    Producenci: Adlib Swayze, Invhide, Versone, Mista Izm, Nuttkase, Bones The Beat Head, Maple Syrup, Devaloop, Monomassive, Philantrophe, Juan Rios, Iaques, Kolor, Smog, The Cancel & DJ Shon, Bubblewild, Diggy Mac Dirt, B-Side, Weanin, I One

    ***** Projekt ukazał się pod koniec ub.r., ale oficjalną datę premiery ustanowiono na 15 stycznia.

    Various Artists – „The Boston Creative Jazz Scene: 1969-1979” (Cultures Of Soul, 22 stycznia)

    Poza szeregiem płyt (około) hip hopowych awizowanych w styczniu chciałbym również zwrócić uwagę na pewne wydawnictwo jazzowe. Już za trzy tygodnie otrzymamy kompilacyjne wydawnictwo „The Boston Creative Jazz Scene: 1969-1979”. Za powstaniem tego projektu stoi Mark Harvey, człowiek cienia przez laty kojarzony z bostońską sceną jazzową. Dzięki tej postaci udokumentowano mnóstwo historii dotyczących muzyki jazzowej w stolicy Massachusetts. Akurat tamtejsze środowisko miało niegdyś wiele do zaoferowania. The Mark Harvey Group, The Phill Musra Group czy Stanton Davis’ Ghetto Mysticism zdecydowanie zasługują na szacunek. Do „The Boston Creative Jazz Scene: 1969-1979” dołączono także 80-stronicowe wydawnictwo książkowe opisujące scenę jazzową w Bostonie w latach 70.tych.

    Producenci: The Mark Harvey Group, Thing, The Phill Musra Group, Worlds, Stanton Davis’ Ghetto Mysticism, Baird Hersey & Dave Leibman

    Adrian Younge Presents Venice Dawn – „Something About April II” (Linear Labs, 22 stycznia)

    Jeżeli przyszłoby wymienić najlepszych producentów w 2015 roku, to jedno z miejsc w tym zestawieniu trzeba byłoby zarezerwować dla Adriana Younge’a. Założyciel Linear Labs bez dwóch zdań zasłużył sobie na te laury za wyprodukowanie płyt Bilala („In Another Life”) i Ghostface Killah („Twelve Reasons To Die II”). W ub.r. artysta postarał się też o reedycję pierwszego albumu grupy, której jest członkiem – Venice Dawn. „Something About April” w wersji deluxe przypomniało wielu osobom o istnieniu tej formacji. Na początek 2016 roku przewidziano premierę follow-upu do tego wydawnictwa. „Something About April II” to kontynuacja wizji muzycznych z premierowego longplaya zespołu. Eksperymentalny projekt zapowiadają dwa single – „Sittin’ By The Radio” oraz „Hands Of God”.

    Producenci: Adrian Younge
    Gościnnie: Bilal, Karolina, Laetitia Sadier (Stereolab), Loren Oden & Raphael Saadiq

    K-Def – „The Unpredictable Gemini” (An Instrumental Journey) + „The Way It Was” (Redefinition Records, 29 stycznia)

    Redefinition Records zakończyło 2015 rok serią wydawnictw Damu The Fudgemunka („How It Should Sound 3-5” i „HISS Abyss”), uzupełniając to singlem „The Boys” Blu i longplayem „Back To The Beat, Volume 2” K-Defa & The 45 Kinga. Ostatni z tych materiałów stanowi początek kolejnego cyklu płytowego pierwszego z tych artystów. Doświadczony producent szykuje kilka projektów, z których dwa ukażą się 29 stycznia. Za trzy tygodnie trafi do obiegu „The Unpredictable Gemini” (An Instrumental Experience) oraz „The Way It Was”. Pierwszy album będzie następnym instrumentalnym wydawnictwem K-Defa nawiązującym do świetnego „One Man Band”. Jedynymi gośćmi na produkcji będzie duet Damu The Fudgemunk & AG. Natomiast „The Way It Was” będzie kolekcją niepublikowanych dotąd nagrań, remiksów i zupełnie nowych utworów. Redefinition Records szykuje mocne rozpoczęcie roku.

    Produkcja: K-Def
    Gościnnie: Damu The Fudgemunk & AG („The Unpredictable Experience”) + Blu, Quartermaine, Damu The Fudgemunk & Kunal („The Way It Was”)

    Saul Williams – „Martyr Loser King” (Fader Label, 29 stycznia)******

    Pod koniec stycznia odbędzie się premiera nowej płyty jedynego w swoim rodzaju artysty, Saula Williamsa. Od lat muzyk, aktor, poeta i aktywista społeczny z Nowego Jorku przyciąga wiele osób. W dotychczasowej karierze wydał on 4 projekty, z których najbardziej znanym pozostaje „Saul Williams”. Od ostatniego longplaya SW – „Volcanic Sunlight” – minęło blisko 5 lat. W ub.r. nowojorczyk opublikował kolejną książkę, „US(a.)” (wypada sięgnąć po poprzednią publikację tego autora, „The Dead Emcee Scrolls”). Piąte wydawnictwo muzyczne wszechstronnie utalentowanego artysty o przyciągającym uwagę tytule, „Martyr Loser King”, będzie nawiązywać do ww. książki. Póki co brakuje pewnych szczegółów materiału, ale można obstawiać w ciemno, że nadchodzi mocno eksperymentalny album. Produkcję promują utwory „Horn Of The Clock-Bike”, „The Noise Came From Here” i „Burundi”.

    ****** Brak podanej listy producentów i gości na płycie.

    Emapea – „Seeds, Roots & Fruits” (Cold Busted, 29 stycznia)

    Cold Busted to jedna z najaktywniejszych oficyn wydawniczych skupionych na szeroko pojętej muzyce instrumentalnej i elektronice. Każdego roku amerykańska wytwórnia płytowa wypuszcza multum nowych projektów. Wypada pamiętać o tym, że z tym labelem współpracuje kilku polskich beatmakerów – LoopMaffia, My Neighbour Is i Emapea. Ostatni z tych wykonawców znajduje się tuż przed wydaniem albumu „Seeds, Roots & Fruits”. Przedtem producent przewijał się przez kompilacje Cold Busted i spokojnie pracował nad utworami, które miały trafić na styczniową płytę. Przedsmakiem pełnego materiału są trzy nagrania – „What The Funk”, „Good Old Days” oraz „Milky Haze”. Wypada zapoznać się z tym projektem, żeby później nie trzeba było powtarzać stare polskie porzekadło – cudze chwalicie, swojego nie znacie.

    Produkcja: Emapea

    Jungle Brown – „Flight 314” (Self-released, 29 stycznia)

    W ub.r. pojawiło się pełno wartościowych projektów napływających z Wielkiej Brytanii. W 2016 roku ta tendencja powinna zostać zachowana. 29 stycznia ujrzy światło dzienne debiutancka płyta formacji Jungle Brown„Flight 314”. Niewiele znana grupa może zrobić różnicę w tym roku. Maear, MoSik, Ric i Tony Bones pokazali już pod koniec 2014 roku, że drzemie w nich duży potencjał. Po „Take 1” EP przyszła kolej na ich premierowy album. „Flight 314” pod względem brzmienia będzie nawiązywało do czasów Złotej Ery rapu. Wydawnictwo zapowiadają dwa single – organiczne „Keep it Moving” i mroczne „In the City”. Jeżeli ktokolwiek poszukuje korzennej muzyki hip hopowej, to powinien nie spuszczać z oka Jungle Brown. „Flight 314” to najbardziej oczekiwana płyta stycznia przeze mnie.

    Produkcja: Jungle Brown & Dlux
    Gościnnie: Krysis

    Beneficence – „Basement Chemistry” (Ill Adrenaline Records, 29 stycznia)

    W ostatni piątek stycznia warto pamiętać o odwiedzeniu Ill Adrenaline Records. Po płytach Soulbrotha ta wytwórnia płytowa skupi się na albumie Beneficence’a, „Basement Chemistry” (notabene artysta jest współzałożyciel tego labelu). Weteran hip hopowy z Brick City ma za sobą dwa projekty wydane latach 2011-12 – „Sidewalk Science” i „Concrete Soul”. Pod względem konstrukcji nadchodzący album przypomina oba ww. materiały. Beneficence stworzył płytę przy pomocy licznych gości. Zarówno za podkłady, jak i gościnne zwrotki na „Basement Chemistry” przypadną szeregu znanych i szanowanych twórców. DJ Spinna, Da Beatminerz, L’Orange, A.G., Inspectah Deck, Masta Ace, Rob Swift i inni przewiną się przez „Basement Chemistry”. Wydawnictwo promują single „Digital Warfare”, „When The Sun Comes” i „Anyway It Goes”.

    Producenci: 12 Finger Dan, Astro Vandalist, Ben Hedibi, Confidence, DJ Qvali, DJ Spinna, Da Beatminerz, Explizit One, Jazz Spastiks, KON Sci (MindsOne), L’Orange, Malik Turner, P Original, Presto, Sam Brown & The Legion

    Gościnnie: A.G., Chubb Rock, Dres (Black Sheep), El Da Sensei, Estee Nack (Tragic Allies), Inspectah Deck, MC Eiht, Masta Ace, MindsOne, Rob Swift & The Legion


    Na początku przyszłego miesiąca na łamach naszego serwisu ukaże się artykuł o premierach płytowych zapowiedzianych na luty. Stay tuned!ZapiszZapisz

    Zapi

  • Blackalicious powraca z Imani Vol. 1

    Blackalicious powraca z Imani Vol. 1

    4–6 minut

    W grudniu i styczniu na serwisach muzycznych przeważają wszelkiego rodzaju podsumowaniach roku. Większość artykułów przypisanych do tej kategorii skupia się na rankingach płyt. Jeżeli jednak rozejrzymy się szerzej pośród mnogich list, to zauważymy także inne dodatki do zestawień minionych 12 miesięcy. Niektórzy interesują się bardziej podsumowaniami zawierającymi najbardziej niedoceniane/przespane płyty, porównania najpopularniejszych wydawców, czy też przypomnienia o najważniejszych powrotach, niż rankingach najlepszych albumów i EP-ek, które są mocno przewidywalne. W 2015 roku na dobre powróciło kilku solistów i grup. W drugim koszyku znalazło się przede wszystkim Jedi Mind Tricks, Cannibal Ox, DJ Krush i Blackalicious. O kolejnej płycie Gift Of Gaba i Chiefa Xcela mówiło się od dawna. „Imani Vol. 1” w końcu trafiło do obiegu we wrześniu.

    Dyskusje o artystach hip hopowych wywodzących się z undergroundu mogą trwać nieskończenie długo. We wszelkiego rodzaju rozmowach na powyższy temat wypada wspomnieć przynajmniej na chwilę o Blackalicious. Grupa założona ponad dwie dekady temu w Sacramento należy do grona najbardziej znaczących formacji niezależnej strony rapu. Gift Of Gab i Chiefa Xcel to doskonały przykład formacji opartej na współpracy pomiędzy raperem a producentem/DJ-em. Pośród wszystkich pozycji w dyskografii Kalifornijczyków kilka płyt powinno być kojarzonych tak naprawdę przez każdego sympatyka zagranicznego rapu. „Nia”, „A2G EP” („Alphabet Aerobics” ciągle żywe), „Blazing Arrow” oraz „The Craft” na stałe weszły do kanonu ważnych wydawnictw w niezależnej niszy hip hopu.

    Po wydaniu w 2005 roku ostatniego z ww. projektów duet z Cali postanowił na dłużej odpocząć od nagrywania muzyki pod szyldem Blackalicious. Przez ostatnią dekadę formacja wypuściła tylko singiel „Powers” i koncertowe DVD, „4/20: Live In Seattle”. W branży muzycznej aktywniejszym artystą był bez dwóch zdań Gift Of Gab. Świetny raper opublikował dwie solowe płyty – „Escape 2 Mars” i „The Next Logical Progression”. Z kolei Chief Xcel stał z boku, współpracując jedynie od czasu do czasu z innymi wykonawcami. Amerykański zespół nadal koncertował, pamięć o „Alphabet Aerobics” nie została zatarta (patrz: występ Daniela Radcliffe’a w „The Tonight Show” Jimmy’ego Fallona), ale trudno było przewidzieć, czy kiedykolwiek jeszcze Blackalicious wypuści kolejną płytę. Wreszcie, po licznych spekulacjach i krążących w internecie plotkach, w pierwszej połowie roku grupa ogłosiła tracklistę i ujawniła pierwszy singiel promujący „Imani Vol. 1”. Po dekadzie formacja była gotowa zaprezentować słuchaczom swoje nowe nagrania.

    Przed premierą materiału wiele osób zadawało sobie kluczowe pytanie – w jakim stylu powróci kalifornijska formacja? Przecież 10 lat to kawał czasu, w trakcie którego wydarzyło się pełno historii w środowisku muzycznym. W dodatku Chief Xcel nie był zbyt aktywny na scenie hip hopowej na przestrzeni ostatnich lat, wobec czego trudno było przypuszczać, czy nie stracił on dawnego czucia. Ponadto tracklista wydawnictwa z wieloma gościnnymi udziałami innych artystów również była poddawana pod dyskusję. Jednak wszystkie wątpliwości odnośnie kształtu i poziomu „Imani Vol. 1” błyskawicznie zostały rozwiane po premierze płyty. Gift Of Gab i Chiefa Xcel powrócili w godnym stylu.

    Już po zapowiedziach płyty w postaci singli „The Blowup”, „Blacka” i „On Fire Tonight” można było wywnioskować, że Kalifornijczycy nie zapomnieli, jak należy nagrywać treściwą muzykę. Co ważne, ich powrotu wypatrywało liczne grono odbiorców, co było widoczne już po pomyślnie przeprowadzonej przez Blackalicious kampanii crowdfundingowej na PledgeMusic. Jak pokrótce można podsumować „Imani Vol. 1” (tytuł płyty w języku Suahili oznacza wiarę)? Kalifornijczycy nie wybrali drogi na skróty i nie posiłkowali się wypełniaczami, usiłując jak najwłaściwiej przypomnieć i wprowadzić na nowo słuchaczy do swojego świata. Przez całą długość LP formacja odwołuje się do inspirowania pozostałych osób i do ww. wiary. Gift Of Gab i Chiefa Xcel są starsi, mądrzejsi i bogatsi w kolejne doświadczenia. Pierwszy z nich imponuje formą, w niektórych utworach dobitnie pokazując, że nic a nic nie stracił ze swojego kunsztu („Ashes to Ashes”, „I Like the Way You Talk”). W trakcie trwania albumu partnerują mu liczni goście (od The Watts Prophets, aż po Zap Mama), którzy na ogół nie zawodzą, urozmaicając projekt. Wypada też dodać, że w wybranych utworach rozszerzono o krótkie rozmowy z ludźmi na temat tego, co ich inspiruje. Chief Xcel dostosował się poziomem do swojego partnera muzycznego. Producent zaserwował organiczne podkłady podszyte gdzieniegdzie różnymi eksperymentami. „Imani Vol. 1” otrzymałoby wyższe oceny, gdyby nie fakt, iż momentami całość robi się rozlazła, a nowe rozwiązania, jak w „Inspired By” wypadają negatywnie. Jednak Blackalicious i tak zasłużyło na duże brawa, oddając do rąk słuchaczy z nostalgicznym posmakiem, lecz przy tym również wybiegającą w przyszłość.

    Wydawnictwo opublikowano na Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Album trafił do obiegu w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). W grudniu ukazało się także instrumentalne wydanie „Imani Vol. 1” (do nabycia na wosku). Projekt promują trzy single – „The Blowup”, „Blacka” oraz „On Fire Tonight”. Do pierwszego z tych utworów nakręcono też videoclip. Blackalicious stanęło na wysokości zadania, oddając do rąk słuchaczy przemyślany i odpowiednio przygotowany materiał. Oby tylko na następną płytę nie kazali nam czekać równie długo.

    Tracklista

    1. Faith feat. Amde (The Watts Prophets)
    2. Blacka
    3. Ashes to Ashes
    4. On Fire Tonight feat. Myron (Myron & E)
    5. Escape
    6. One More Round (Interlude)
    7. The Sun feat. Imani Coppola
    8. That Night feat. Vursatyl & Jumbo (Lifesavas)
    9. I Am (Interlude)
    10. Inspired By feat. Bosko
    11. Big Bro Brad (Interlude)
    12. We Did It Again feat. Danielle Flax
    13. I Like the Way You Talk
    14. Twist of Time
    15. The Blowup
    16. Loves Gonna Save the Day feat. Fantastic Negrito
    17. Alpha and Omega feat. Lateef, Lyrics Born, Monophonics & DJ D-Sharp
    18. The Arrow Of Time (Interlude)
    19. The Hour Glass
    20. Imani featuring. Zap Mama
  • Lekcja o old schoolu: From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale

    Lekcja o old schoolu: From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale

    3–5 minut

    W latach 70. i 80.tych równie istotną rolę, co pionierzy hip hopu, odgrywały osoby z zewnątrz. W tym miejscu można byłoby wymienić długą listę zasłużonych postaci – fotografów, filmowców, dziennikarzy muzycznych, prezenterów radiowych, wydawców, etc. Skupmy się na dwóch pierwszych grupach, dzięki którym kultura hip hopowa rozpowszechniła się nie tylko w USA, ale także w szybkim tempie dotarła do mieszkańców krajów na całej kuli ziemskiej. Charlie Ahearn, Jamel Shabazz, Martha Cooper, Joe Conzo, Michael Holman i Tony Silver otwierają zestawienie najbardziej zasłużonych twórców dokumentujących pierwsze lata hip hopu. Do nich należy dopisać też Henry’ego Chalfanta. Znakomity fotograf i reżyser odpowiada również za kilka współczesnych projektów, w tym film „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale”. Dokument z 2006 roku ukazuje rozwój muzyki na Południowym Bronksie.

    New York City ma burzliwą historię, co zostało uwiecznione w licznych filmach i książkach. Wielkie Jabłko założono w 1624 roku, ale kształtów znanych dzisiaj zaczęło nabierać dopiero w 1898 roku, kiedy to pięć dzielnic – Brooklyn, Queens, Manhattan, Staten Island i Bronks – połączono w całość. Ostatnia część NYC od początku był multikulturowy. Do lat 30.tych XX wieku najwięcej imigrantów zamieszkujących Bronks pochodziło z Europy (liczną grupę stanowili Polacy). Po okresie prohibicji zamożniejsi rezydenci tej dzielnicy Nowego Jorku zaczęli masowo przeprowadzać do innych części tej aglomeracji. Ruch ten trwał do przełomu lat 50. i 60.tych i spowodował, że na Bronksie zaczęła dominować uboższa klasa robotnicza, skupiająca przeważnie czarnych i Latynosów (głównie Portorykańczyków, ale też Dominikańczyków i Kubańczyków).

    W latach 60.tych warunki życia w tym okręgu NYC diametralnie pogorszyły się, w szczególności na Południowym Bronksie. Właśnie tam ogromne części osiedli były niszczone pod budowę luksusowych budynków i fabryk. Sytuacja ta trwała aż do lat 80.tych, kiedy to rozpoczęto powolną odbudowę tej dzielnicy. Wraz ze zmianami demograficznymi i zupełnie innym zagospodarowaniem przestrzennym przyszło też zróżnicowanie kulturowe, które również dotyczyło muzyki. Ewolucja gatunków muzycznych i kultury panującej na Południowym Bronksie stanowiły punkt zaczepienia do nakręcenia „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale”.

    Po zakończeniu II wojny światowej niebywałą wręcz popularność w czwartej co do wielkości dzielnicy NYC osiągnęło mambo. Henry Chalfant wraz ze swoimi kompanami wyjaśnił w dokumencie sprzed dziewięciu lat, w jaki sposób kubański nurt muzyczny przyjął się na nowojorskim gruncie. Jak można domyślić się, kilka dekad temu latynoscy imigranci nieco zmodyfikowali tę muzykę, a następnie rozpoczęli organizowanie imprez spod szyldu mambo na terenie Południowego Bronksu. Za sprawą takich postaci, jak Eddie Palmieri, Ray Barreto i Tito Puente, wieści o tym ruchu rozprzestrzeniły się błyskawicznie. W następnych latach mambo przeistoczyło się w salsę, jeszcze bardziej taneczny i zarażający pozytywną energią styl. Latynoscy muzycy nie tylko grali w klubach, ale także występowali na imprezach ulicznych, co jest świetnym dodatkiem do wszystkich anegdot w „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale”. Wydaje się to niesamowite, lecz niektórzy z nich, jak Palmieri dawali niesamowite popisy, jednocześnie grając, śpiewając i tańcząc. Wszyscy muzycy z kręgu salsa byli także świadkami powstania na Południowym Bronksie w latach 70.tych hip hopu.

    „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale” gładko przechodzi z historii poświęconych mambo do pierwszych lat kultury hip hopowej. Henry Chalfant był naocznym świadkiem formowania i kształtowania się hip hopu, wykorzystując całą wiedzę nabytą w tamtym okresie przy produkcji tego dokumentu. Całość rozszerzył o liczne wywiady z kluczowymi postaciami odpowiedzialnymi za latynoską część tej kultury. W drugiej połowie godzinnego filmu poznajemy transformację salsy w rap, muzyków grających mambo w DJ’ów odpowiedzialnych za imprezy w klubach i tzw. block parties, zaś tancerzy puente w bboyów i b-girls. DJ Disco Wiz (pierwszy latynoski hip hopowy DJ) czy The Mean Machine (pierwsza latynoska formacja rapowa, która liczyła się na scenie) to tylko część latynoskiego wkładu w hip hop. „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale” przybliża innych pionierów hip hopowych, ale też zawiera jedno istotne przeinaczenie. W czasie trwania dokumentu niewłaściwie i niewystarczająco wyjaśniono pierwsze lata hip hopu, przez co osoba z zewnątrz może nieopatrznie zrozumieć, że założycielami tego ruchu byli tylko Latynosi. Wystarczyło wspomnieć o pozostałych nacjach, co nie zajęłoby dużo czasu. Pomijając powyższe faux pas dokument wypada w jak najbardziej korzystnym świetle.

    Większość osób poznaje hip hop jedynie powierzchownie, co nie należy do żadnego novum. Jeżeli jednak ktokolwiek zechciałby poszerzyć swoje horyzonty i zbadać korzenie kultury hip hopowej, to „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale” jest przeznaczone dla niego. Zresztą nie tylko osoby słabo zaznajomione z tym ruchem mogą sięgnąć po ten dokument, ale też wszyscy pozostali, nawet jeżeli poszczególne osoby „siedzą w temacie” od dawna. Henry Chalfant wraz ze swoimi kompanami uchwycił tematykę narodzin hip hopu (oraz ukazujący mambo i salsę) z zupełnie innej perspektywy, tworząc pouczający i znakomicie przybliżający historię Południowego Bronksu z XX wieku, w którym narodziła się cała ta kultura.

    Na koniec artykułu krótka informacja dotycząca pewnego projektu szykowanego od dłuższego czasu przeze mnie. Jeszcze w tym roku Na początku 2016 roku pojawi się na U Call That Love pierwsza część mini-serii publikacji poświęconych filmom o hip hopie. Stay tuned!

  • Rodalquilar drugim albumem Bluestaeba

    Rodalquilar drugim albumem Bluestaeba

    3–4 minut

    Międzynarodowa scena producencka skupia mnóstwo różnych artystów z całej kuli ziemskiej. W dzisiejszych czasach szczególnie niezależne kręgi beatmakerów pozostają nad wyraz rozbudowane i co lepsze w dalszym ciągu potrafią wchłaniać kolejnych twórców. Jeżeli niezależny twórca zdecyduje się na wydawanie głównie instrumentalnych nagrań, to jest narażony na niezrozumienie ze strony części słuchaczy, aczkolwiek równie dobrze może wynieść z tego wiele korzyści. Przede wszystkim niejeden beatmaker cieszy się większą popularnością niż poszczególni raperzy czy grupy muzyczne. Producenci potrafią też zdobyć lojalnych fanów, którzy następnie chętnie obserwują ich poczynania i/lub wypatrują winylowych wersji ich projektów. Na zainteresowanie słuchaczy nie powinien narzekać Bluestaeb. Niemiec wypuścił w listopadzie drugi album – „Rodalquilar”.

    Nasi zachodni sąsiedzi mogą pochwalić się wieloma producentami prezentującymi międzynarodowy poziom. Wśród licznej grupy niemieckich beatmakerów dostarczających wartościowe nagrania należy zaliczyć Bluestaeba. Berliński artysta nagrywa muzykę od 8 lat. Przez pierwsze lata spokojnie kształtował swoje brzmienie, nie śpiesząc się przy tym z wydawaniem płyt. Wraz za namową Figuba Brazlevica wszedł on w skład kolektywu Oldschool Future Tribe, dzięki czemu uzyskał on możliwość bliższej współpracy z innymi producentami. Przełożyło się na jego późniejsze wydawnictwa.

    W 2012 roku Bluestaeb wypuścił premierowy materiał, „Neo Retro” EP. Po tym niewielkim projekcie berlińczyk zasiadł do realizacji debiutanckiej płyty. „1991 Extraterrestrial” trafiło do obiegu pod koniec 2013 roku. Instrumentalny album wydany przez Radio Juicy zachwycił niejednego odbiorcę. Klimatyczne i niezwykle wciągające wydawnictwo wypadło naprawdę okazale. Od tego momentu więcej osób zaczęło się przyglądać poczynaniom Bluestaeba. W oczekiwaniu na następny krążek, beatmaker wpadł na pomysł serii cyklicznie publikowanych singli. Wszystkie utwory z „B.L.U.E. Friday” zebrało Radio Juicy, wypuszczając całość na płytach winylowych pod koniec sierpnia. W międzyczasie wykonawca zakończył prace nad „Rodalquilar”, które miało trafić na półki sklepowe dzięki Jakarta Records. Druga płyta producenta ze stolicy Niemiec przedłuża serię jego udanych materiałów.

    Jakarta Records przygotowała na tegoroczną jesień szereg nowych wydawnictw. Jedną z ważniejszych produkcji opublikowanych w tym okresie okazał się akurat drugi album Bluestaeba. Co sprawiło, że materiał berlińskiego producenta znalazł się tak wysoko w hierarchii tej wytwórni płytowej? Ano spowodowało to kilka czynników. W informacjach prasowych poświęconych płycie Jakarta Records przekonywało o tym, że berliński beatmaker idealnie łączy w swoich produkcjach dwa terminy – future i boom-bap. Po zapoznaniu się z zawartością „Rodalquilar” trzeba przyznać, iż powyższe opinie nie były wcale przesadzone. W porównaniu do „1991 Extraterrestrial” Bluestaeb jeszcze bardziej rozwinął swój warsztat. Na poprzednim albumie miejscami można było zauważyć, że nie jest on do końca przekonany, w którym kierunku ma podążyć, bądź jaką formę nadać swoim instrumentalom. W przypadku tegorocznego LP Niemiec jasno pokazał, że zamierza mieszać muzykę hip hopową nawiązującą do Złotej Ery rapu wraz ze współczesnymi rozwiązaniami przyjmowanymi przez beatmakerów. Nie brakuje tutaj eksperymentów i prób wplecenia wyjątkowych elementów, ukierunkowujących poszczególne nagrania w bluestaebowski klimat. Przy dłuższym obcowaniu z albumem słychać także nostalgię unoszącą się nad całym materiałem. Nic w tym dziwnego – tytuł płyty odnosi się do nazwy maleńkiej hiszpańskiej miejscowości położonej w prowincji Almeria nad Morzem Śródziemnym, w której przyszły producent spędził część swojego dzieciństwa. Niewątpliwie wpłynęło to na ostateczny charakter longplaya, czyniąc z niego pewnego rodzaju powrót do przeszłości przy jednoczesnym spoglądaniu w przyszłość.

    Projekt opublikowano na Bandcampie, Spotify, Deezerze i witrynach pokrewnych. „Rodalquilar” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe). Jakarta Records oparło kampanię promocyjną materiału na singlach „One For Papa”, „Tomorrow We Will Love Again”, „Didn’t Cha Know” i tytułowe „Rodalquilar”. Bluestaeb pozostawił po sobie pozytywne wrażenie, dostarczając mieszankę instrumentalnego hip hopu nawiązującego do lat 90.tych i brzmień eksperymentalnych, którym potrafił nadać autorski pazur.

    Tracklista

    1. Tomorrow We Will Love Again
    2. Valle de Rodalquilar
    3. Yap
    4. Message From The Inner City Blue
    5. Come On
    6. Didn’t Cha Know
    7. Rodalquilar
    8. Ta Carrière
    9. One For Papa
    10. Huebro
    11. Both Worlds feat. Blameful Isles
    12. ALP-826
    13. Outro
  • Stream Of Nonsenseness w wydaniu Average Rap Band

    Stream Of Nonsenseness w wydaniu Average Rap Band

    3–4 minut

    Pośród wszystkich narodowych odłamów rapu od lat wiele uwagi skupia na australijska i nowozelandzka scena. Artyści rezydujący na krańcu świata przyzwyczaili wszystkich zainteresowanych do wydawania wartościowych projektów podanych we własnym sosie. Charakterystyczny styl, jakim operują niemal wszyscy wykonawcy z tego zakątku globu (oczywiście zdarzają się wyjątki od reguły – patrz: David Dallas), wyróżnia ich na tle twórców z innych krajów. Przedstawiciele Kraju Kangurów i Kraju Kiwi nadal hołdują korzennemu brzmieniu rapu, ale przy tym rozwijają nowe nurty tego gatunku muzycznego. Dodatkowym wyróżnikiem ich produkcji są uniwersalne teksty, w których bezproblemowo odnajdują się odbiorcy z innych kontynentów. Wszystko to znajduje odzwierciedlenie na płycie „Stream Of Nonsenseness” grupy Average Rap Band.

    Jeżeli dyskutujemy o nowozelandzkim rapie i pokrewnych brzmieniach, to nie może zabraknąć choćby wzmianki o kolektywie o wymownej nazwie Young, Gifted & Broke. Właśnie z tym przedsięwzięciem są związani bohaterowie dzisiejszego artykułu. Od początku działalności Tom Scott i Lui Tuiasau należeli do ważnych ogniw tego crew. Późniejsi założyciele Average Rap Band stanowili przy tym integralną część najważniejszej formacji wchodzącej w skład YGB@Peace (oprócz nich zespół współtworzyli Christoph El Truento, Dandruff Dicky & B.Haru).

    Formacja wywodząca się z Auckland mocno namieszała w undergroundzie, wydając trzy klasowe płyty. Po udanym wstępie w postaci „@Peace” grupa opublikowała przełomowe „Girl Songs”. Wydawnictwo z początku 2013 roku trafiło do wielu słuchaczy z całego świata, którzy docenili warsztat @Peace, a także uniwersalne podejście do nagrywania muzyki, ułatwiające bezproblemowe zapoznanie się z ich utworami. W ub.r. zespół wydał niemniej udane „@Peace And The Plutonian Noise Symphony” (projekt ukazał się na płytach winylowych nakładem znanego HHV.DE).

    Jeżeli ktokolwiek zastanawiał się, jak wyglądają losy @Peace po wypuszczeniu „@Peace and the Plutonian Noise Symphony”, to otrzymał odpowiedź za pośrednictwem Toma Scotta i Lui Tuiasau. Duet wykonawców przeniósł się do australijskiego Melbourne, przez co działalność nowozelandzkiej grupy została przynajmniej na pewien okres zawieszona. Jednak wszyscy sympatycy działalności tego zespołu otrzymali rekompensatę w postaci świeżych nagrań dawnych członków @Peace. Nowi mieszkańcy Kraju Kangurów w szybkim tempie przeszli do działania i już po kilku tygodniach od powstania Average Rap Band otrzymaliśmy debiutancki materiał formacji. „Stream Of Nonsenseness” stanowi kwintesencję oryginalnego stylu Nowozelandczyków, którego w żadnym stopniu nie można zestawić z twórczością innych artystów.

    Informacje o powstaniu nowej formacji pojawiły się w sieci w czerwcu. @Peace doczekało się licznego i lojalnego grona sympatyków, którzy natychmiastowo podchwycili newsy o Average Rap Band. Co ciekawe, Tom i Lui pokusili się o interesującą strategię promocyjną ich premierowego projektu. Jeszcze przed wypuszczeniem jakichkolwiek singli czy podaniu zarysu materiału, duet zaoferował… bezpłatne rozdanie płyt kompaktowych pomiędzy określoną liczbą fanów. W ten sposób przygotowana kampania chwyciła, przyczyniając się do dużego zainteresowania premierą „Stream Of Nonsenseness”. Luzackie nastawienie, laidbackowy klimat, sympatyczne gry słowne, ogromny dystans do siebie – wszystko to pojawiło się na EP-ce wydanej w połowie minionych wakacji. Duet raperów kontynuuje pomysły z nagrań @Peace. Obaj artyści rysują groteskowy świat spłukanych twórców, którzy są przy tym zbyt dumni, aby zacząć nagrywać pod publiczkę. Współtowarzyszy im wierny kompan ze wcześniejszych płyt – Dandruff Dicky. Za sprawą tego producenta ARB okraszono lekkimi i spokojnymi beatami, dodającymi głębi do opowieści obu Emcees. Słuchając „Good Dudes”, „What It Is” czy „Long Snooze” można spostrzec, że Average Rap Band kompletnie nie dba o dostosowanie się do współczesnych trendów. Wypada tylko zaznaczyć, iż więcej niż nonsensu znajdziecie na tej płyty autentyzmu i wiary w zapomniane przez wielu idee.

    EP-kę opublikowano na Soundcloudzie (każdy utwór na tej stronie posiada wyjątkową okładkę) i Bandcampie. Wydawnictwo można nabyć za pośrednictwem drugiego z tych serwisów. Oprócz wersji elektronicznej „Stream Of Nonsenseness” do nabycia również na płytach kompaktowych. Projekt promuje seria teledysków dostępnych na kanale Young, Gifted & Broke. Average Rap Band to naturalne przedłużenie @Peace. Tom Scott & Lui Tuiasau przy wsparciu Dandruffa Dicky’ego nagrali jeden z lepszych krótkich materiałów wydanych w tym roku.

    Tracklista

    1. Mother Mary
    2. Good Dudes
    3. Bending Spoons
    4. Interlude
    5. What It Is
    6. Long Snooze
  • Drugi album Awona i Phoniksa – Knowledge Of Self

    Drugi album Awona i Phoniksa – Knowledge Of Self

    3–5 minut

    Od lat pełno słuchaczy nostalgicznie wraca do klasycznego boom-bapu z lat 80. i 90.tych. Osoby utożsamiające się z tym nurtem często przy tym sięgają po płyty współczesnych twórców, będących spadkobiercami tradycji hip hopowych sprzed dwóch dekad. Na przestrzeni 4-5 ostatnich lat można mówić o wykształceniu się neo boom-bapu. W dzisiejszym środowisku rapowym nie brakuje wykonawców nagrywających płyty wykorzystujące brzmienie z lat 90.tych, a także dorzucających do tego autorskie pierwiastki. Co lepsze, artyści z tego kręgu znajdują odbiorców na całej kuli ziemskiej, co oznacza, że nawet w tak wąskiej niszy można obecnie swobodnie egzystować.  Sympatycy korzennego brzmienia hip hopowego powinni kojarzyć duet Awon iPhoniks. Druga płyta amerykańskich twórców, „Knowledge Of Self”, trafiła do obiegu przed kilkoma tygodniami.

    W branży muzycznej (podobnie, jak w każdej innej dziedzinie życia) sukces danego artysty to wypadkowa umiejętności, ciężkiej pracy, szczęścia, trafienia na odpowiednie osoby w środowisku i robienia właściwych rzeczy we właściwym czasie. Przede wszystkim funkcjonuje to w niezależnych kręgach, w których coraz trudniej zaistnieć na większą skalę. Awon i Phoniks śmiało mogą przyznać, iż powyższa sztuka udała się im w znakomity sposób. Obaj amerykańscy twórcy posiadają odpowiednią wiedzę i umiejętności, przykładają się do nagrywania muzyki, otaczają się konkretnymi postaciami na scenie hip hopowej, trafiając przy tym w odpowiednią niszę odbiorców.

    Zarówno raper z Virginii, jak i producent z Portland mogą pochwalić się pokaźnym dorobkiem. Przed rozpoczęciem współpracy z Phoniksem Awon wydawał płyty z Kameleonem Beatsem (m.in. „Concentration Gradient”), wspieranym też przez Thomasa Prime’a (wydanie deluxe „Love Supersedes II”). Jego dorobek powiększają także solowe wydawnictwa – „Beautiful Loser” i „For The Grimy (Searching For Soulville)”. W przypadku Phoniksa początkowo w grę wchodziły jedynie stricte instrumentalne projekty – od „The Tape”, przez „Basement Vibes”, aż skończywszy na „Make Beats, Don’t Sleep”. Undergroundowi wykonawcy wiele zyskali na wspólnej kooperacji. Wydany przez nich debiutancki album „Return to the Golden Era” spotkał się z entuzjastycznym odbiorem ze strony wielu osób. Płyta sprzed blisko 2,5 roku to kapitalny materiał neo boom-bapowy (w dalszej kolejności doczekaliśmy się remiksów płyty). Od tego momentu ich kariery nabrały rozpędu, chociaż trzeba zaznaczyć, że duet miał sporo przysłowiowego łutu szczęścia, gdyż ich informacje o ich premierowym LP były najlepiej przekazywane pocztą pantoflową.

    Po udanym początku współpracy artyści postanowili założyć własną oficynę wydawniczą, Don’t Sleep Records. Pod szyldem tego labelu ukazało się kilka płyt Pierwszym materiałem pod szyldem tej wytwórni było wyprodukowane przez Phoniksa i BluntOne’a „Ills of the Earth EP” Peebsa The Propheta. Następnie ukazał się album Awona, Dephlowa i Phoniksa, „Dephacation”, do którego dorzucono następnie „Matte Black Soul” pierwszego z ww. wykonawców. Oprócz tego bohaterowie dzisiejszego artykułu pracowali nad dodatkowymi projektami (Phoniks nadal wydaje zbiory remiksów i instrumentali). Po tym okresie amerykański duet pokusił się o wydanie drugiego albumu. „Knowledge Of Self” jeszcze bardziej ugruntowało ich pozycję na scenie, pokazując iż ich dotychczasowe udane materiały nie były dziełem przypadku.

    Materiał zawarty na drugiej płycie amerykańskiego duetu powstawał przez 2 lata. Dłuższy proces twórczy był podyktowany zaangażowaniem artystów w inne projekty oraz powołaniem do życia Don’t Sleep Records. W międzyczasie założyciele DSR spokojnie nagrywali nową muzykę, wychodząc z założenia, że nie ma sensu forsować tempa procesu twórczego. Po ostatnich projektach tych wykonawców jeszcze więcej osób wypatrywało ich świeżego longplaya, co wydatnie pomogło w przeprowadzeniu odpowiedniej kampanii promocyjnej. Pierwszy singiel zapowiadający „Knowledge Of Self” pojawił się na początku zeszłego lata. „Summer Madness” dobitnie oddało klimat nadchodzącego wydawnictwa nastawionego na tematykę prospołeczną, samodoskonalenie się i poszerzanie wiedzy. Wszystkie te założenia potwierdziły się po opublikowaniu w ostatnim tygodniu października pełnego LP. Awon i Phoniks rozwinęli koncepty z „Return to the Golden Era”, dbając przy tym o jak najwłaściwsze zaprezentowanie własnej otoczki utworów. Dojrzałe nagrania duetu należy zaliczyć do concious rapu, który w ich wydaniu naprawdę nie zawodzi. Boom-bapowe beaty zyskały na płycie nie tylko współczesnego połysku, ale też gdzieniegdzie spokojnie wyłapiemy stare, analogowe wytyczne, którymi kierował się Phoniks przy tworzeniu poszczególnych podkładów. Awon dobrał sobie zacnych gości – Ivan Ave, Hex One z Epidemic, ADaD, NorCal Nick i Dephlow udanie uzupełniają jego w wybranych utworach. Co ciekawe, „Be Real With It” żywo przypomina muzykę bliskiego przyjaciela Ivana Ave’a, Fredfadesa. Tak oto powstała godna kontynuacja premierowego albumu Awona i Phoniksa.

    „Knowledge Of Self” udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Wydawnictwo do nabycia w wersji cyfrowej (BC, iTunes) i fizycznej. Za wydanie płyt kompaktowych odpowiada Don’t Sleep Records, zaś edycja winylowa ukazała się dzięki Dusty Platter. Projekt promuje kilka singli – „Summer Madness”, „Ideology” i „Profit Off My Pain”. Do ostatniego z tych nagrań powstał także teledysk. Awon & Phoniks stworzyli udany follow-up do ich debiutanckiej płyty, który powinien znaleźć się w niejednym podsumowaniu roku.

    Tracklista

    1. Certain Presence
    2. Problem Solver feat. ADaD
    3. Mysteries Of Life
    4. Ideology feat. NorCal Nick
    5. Concrete Confession
    6. Gifted Unlimited feat. Hex One & Dephlow
    7. Profit Off My Pain feat. Heeni
    8. Summer Madness
    9. Alive And Well
    10. Do They Really Love You feat. Dephlow
    11. Reflections feat. Rodney The Soul Singer
    12. Be Real With It feat. Ivan Ave
    13. Silent Soldiers
  • Ghostface Killah z koncepcyjnym albumem 36 Seasons

    Ghostface Killah z koncepcyjnym albumem 36 Seasons

    4–5 minut

    W środowisku hip hopowym cały czas pozostaje aktywna liczna grupa artystów, którzy zaczynali swoje kariery muzyczne we wczesnych latach 90.tych, czy nawet pod koniec lat 80.tych. Problem tylko w tym, że tak naprawdę niewielu weteranów potrafi odpowiednio zachować się, i nie chodzi tutaj tylko o poziom ich współczesnych nagrań. Sposób, w jaki w ub.r. „powrócili” członkowie OutKastu czy Jurassic 5, używanie różnych nazw The Pharcyde przez założycieli grupy, niezrozumiała forma wydania przez De La Soul projektu dedykowanego J Dilli, cyrk towarzyszący sprzedaży jedynego egzemplarza sekretnej płyty Wu-Tang Clanu, itp. Tylko nieliczni zaawansowani wiekowo wykonawcy posiadają klasę na scenie i poza nią. W tym miejscu należy wymienić Ghostface Killah. Wczoraj wypadła pierwsza rocznica premiery jednej z jego ostatnich płyt, „36 Seasons”, którą wyprodukowała formacja The Revelations.

    Od ponad dekady nie milkną dyskusje o relacjach pomiędzy członkami Wu-Tang Clanu. Już wydane przed blisko 8 latami „8 Diagrams” pokazało, że formuła nagrywania płyt przez tę grupę wyczerpała się, zaś ubiegłoroczne „A Better Tomorrow” jeszcze bardziej potwierdziło wszystkie sceptyczne opinie o tej formacji. Jednak zupełnie inaczej wygląda sprawa solowych karier muzycznych przedstawicieli legendarnego zespołu. W tej materii bryluje Ghostface Killah. Doświadczony raper ze Staten Island należy do wąskiej grupy artystów z lat 90.tych, którzy nadal nagrywają udane płyty, nie zmieniając przy tym stylu i nie uprawiając przy tym umizgów w kierunku młodszego pokolenia odbiorców.

    Od czasów „Fishscale” Ghost pozostaje w ciągłym gazie. Nowojorczyk potrafi tworzyć płyty w krótkim czasie, nie rezygnując przy tym ze swoich znaków rozpoznawczych – specyficznej narracji utworów i momentami trudnego do rozszyfrowania slangu. Po serii średnich projektów („Ghostdini: Wizard of Poetry in Emerald City”, „Apolo Kids”, „Wu-Massacre”, „Wu Block”) w 2013 roku ponownie znalazł się on na ustach wielu sympatyków rapu. Wtedy to ukazał się jego doskonały album nagrany wespół z Adrianem Younge’em, „Twelve Reasons To Die”. Mafijne opowieści rapera trafiły do licznego grona odbiorców, otrzymując przy tym wysokie oceny od recenzentów. Po tym wydawnictwie Ghostface Killah postarał się o kolejny koncepcyjny materiał – „36 Seasons”.

    Premiera albumu odbyła się tydzień po „A Better Tomorrow” Wu-Tang Clanu. Wyglądało na to, że Ghost z góry nie wróżył sukcesu temu albumowi (w czym wcale nie pomylił się), skupiając się na własnej twórczości. Ważną rolę przy ubiegłorocznym wydawnictwie rapera odegrała soulowa formacja The Revelations. Nowojorski artysta bezproblemowo porozumiał się z kwartetem z Brooklynu, którzy zapewnili mu odpowiednio rozbudowane podkłady. W ten sposób nagranie „36 Seasons” zajęło… 11 dni. Ghostface Killah przy pomocy swoich partnerów muzycznych stworzył 40-minutową opowieść o zapomnianym przedstawicielu Staten Island, który po blisko dekadzie wraca na stare śmieci. Tony Starks zderzył się z zupełnie nieoczekiwaną rzeczywistością w swoich rodzinnych stronach. Wszyscy jego dawni przyjaciele, w tym była miłość, myśleli że wyjechał on na dobre i/lub zmarł w innym mieście. W dodatku najbliższa okolica przedstawia się w ciemnych barwach, chyląc się ku niechybnemu upadkowi. Bohater tej płyty musi zmierzyć się z nowymi realiami, próbując zaprowadzić porządek i rozprawić się z wrogami. Jak widać, nie brakuje tutaj podobieństw do „Twelve Reasons To Die”, lecz trzeba przyznać, że Ghostface Killah nie powiela schematów, dążąc do przekazania innych wartości niż to miało miejsce na jego poprzednim longplayu. Przez cały projekt przewijają się też różni goście, pomocnicy głównego bohatera „36 Seasons”. AZ, Kool G Rap, Pharoahe Monch czy Kandace Springs urozmaicają poszczególne utwory, rozszerzając burzliwe dzieje Tony’ego Starksa. Wszystko to rozgrywa się przy akompaniamencie The Revelations, którzy odwalili kawał dobrej roboty na albumie, tworząc niesztampowe i umiejętnie przygotowane podkłady.

    Album można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i serwisów pokrewnych. Wydawnictwo trafiło do sprzedaży w postaci cyfrowej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). W sieci można natknąć się również na instrumentalne wydanie LP. Ghostface Killah promuje ten projekt poprzez szereg singlowych nagrań. Tommy Boy Records przy współpracy z Salvation Music opublikowało m.in. „Love Don’t Live Here No More”, „The Battlefield”, „Here I Go Again”, „The Dog’s of War”, „Double Cross” i „Blood in the Streets”. Pierwszy z tych utwór dodatkowo doczekał się videoclipu. „36 Seasons” zdecydowanie należy uznać za kolejną udaną płytę w dorobku Ghosta, która stoi o kilka poziomów wyżej niż „A Better Tomorrow”.

    Tak na marginesie, to ten rok należał do Ghostface Killah. W lutym ukazała się płyta „Sour Soul”, będąca kooperacją nowojorskiego rapera i kanadyjskiej formacji jazzowej, BadBadNotGood. Natomiast w lipcu pojawił się w obiegu jego drugi wspólny album z Adrianem Younge’em, „Twelve Reasons To Die II”. Ponadto członek Wu-Tang Clanu ogłosił, że stworzył materiał, której niewiele osób w ogóle spodziewało się – pełne LP nagrane wraz z MF Doomem pod nazwą Doomstarks (trudno wyrokować, kiedy i czy w ogóle ten projekt ujrzy światło dzienne). Jeszcze przed końcem roku Ghost ponownie zagości na naszej stronie.

    Tracklista

    1. The Battlefield feat. Kool G Rap, AZ & Tre Williams
    2. Love Don’t Live Here No More feat. Kandace Springs
    3. Here I Go Again feat. AZ & Rell
    4. Loyalty feat. Kool G Rap & Nems
    5. It’s a Thin Line Between Love and Hate feat. The Revelations
    6. The Dog’s of War feat. Shawn Wigs & Kool G Rap
    7. Emergency Procedure feat. Pharoahe Monch
    8. Double Cross feat. AZ
    9. Bamboo’s Lament feat. Kandace Springs
    10. Pieces of the Puzzle feat. AZ
    11. Homicide feat. Nems & Shawn Wigs
    12. Blood in the Streets feat. AZ
    13. Call My Name
    14. I Love You For All Seasons feat. The Revelations
  • Wspólna płyta Jazz Spastiks i Rebels To The Grain – Unkut Fresh

    Wspólna płyta Jazz Spastiks i Rebels To The Grain – Unkut Fresh

    3–5 minut

    Tematyka poświęcona płytom winylowym nie znika ze stron muzycznych. Na ten temat powstało już multum lepszych i gorszych artykułów. W dalszym ciągu pozostaję sceptyczny wobec tzw. vinyl revival, aczkolwiek nie sposób pominąć kilka faktów dotyczących powyższego zagadnienia. W mainstreamie większość współczesnych twórców zupełnie nie przejmuje się wydawaniem winyli, ponieważ ich target docelowy porusza się w świecie cyfrowym, chociaż zdarzają się wyjątki (patrz: Jack White). Po przeciwległej stronie barykady sprawy wyglądają zgoła inaczej. W undergroundzie liczni wydawcy i artyści stawiają sobie za główny cel wypuszczanie muzyki na wosku, co znajduje uznanie w oczach określonych odbiorców. Na tych wodach świetnie sobie radzi Dusty Platter. Wiosną br. nakładem brytyjskiego labelu ukazała się winylowa wersja „Unkut Fresh” Jazz Spastiks i Rebels To The Grain.

    Kiedy mówimy o brytyjskich wykonawcach hip hopowych, to praktycznie za każdym razem mamy na myśli wykonawców pochodzących ze środkowej i południowej części tego wyspiarskiego kraju. Jednak co z artystami pochodzącymi z północy Wielkiej Brytanii? Pierwsze skojarzenie tamtego środowiska hip hopowego przywodzi na myśl Jazz Spastiks (od pewnego czasu pojawił się drugi człon nazwy zespołu – The Slipmat Brothers).Duet producencki ze szkockiego Edynburga prowadzi działalność od dobrych kilku lat. Coconut Delight & Mr. Manyana to jedni z największych speców od jazz-hopu i klasycznego hip hopowego brzmienia w Europie. Do najważniejszych projektów Brytyjczyków należy „12 Bit Spit”, „Mindmaze Instrumentals” i pochodzące sprzed 1,5 roku „The Product”. Ostatnia z tych płyt okazała się przełomowym momentem w działalności Jazz Spastiks. Od tego momentu więcej osób patrzy przychylniejszym okiem na te formację. Grupa posiada w swoim dorobku także wspólny album z Junclassiciem, „Mode 7”. Kolejnym amerykańskim partnerem muzycznym duetu została kalifornijska formacja Rebels To The Grain.

    Doskonale pamiętam, kiedy ponad 4 lata temu natknąłem się po raz pierwszy na muzykę formacji z Los Angeles. MP & Cheddy (aka Stuckinthetrees) automatycznie urzekli mnie swoim wyluzowanym stylem. Kalifornijski duet lubuje się w szczerym i oddanym korzeniom rapie. W 2008 roku ukazała się debiutancka płyta Rebels To The Grain, „There’s Something In The Seeds” (nieprzypadkowy tytuł). W dalszej kolejności Amerykanie opublikowali „Harvest Season” i „Fine Wine”. W świecie hip hopowym doceniono przede wszystkim pierwsze z tych wydawnictw. Wiele osób podkreślało umiejętności obu raperów, a także znakomitą rękę do beatów. Za jeden podkładów na „Harvest Season” odpowiada akurat Jazz Spastiks. Po kilku latach za namową Brytyjczyków powstał longplay „Unkut Fresh”, który może stanowić wizytówkę obu grup.

    Od premiery projektu minęło ponad 8 miesięcy. Przez ten czas kilkakrotnie zastanawiałem się, czy pierwsze wrażenia dotyczące płyty nie były przypadkiem zbyt entuzjastyczne. Za każdym razem dochodziłem do prostej konkluzji – amerykańsko-brytyjski kolektyw zrealizował skrzętnie połączony i urzekający album, udowadniający wszystkim, że w dzisiejszym świecie nadal pozostaje miejsce dla trueschoolowego rapu. „Unkut Fresh” to wspaniała podróż pomiędzy jazz-hopowymi podkładami a laidbackową warstwą liryczną. Wykonawcy zaangażowani w powstanie longplaya przypominają o tym, jak powinna prezentować się undergroundowa płyta hip hopowa, przenosząc odbiorców do czasów świetności tej sfery rapu. Bez żadnych cięć i dróg na skróty, po prostu świeża porcja muzyki hip hopowej, która szczególnie w dobie plastikowych brzmień przyda się każdemu sympatykowi klasycznego rapu. Jazz Spastiks w dalszym ciągu rozwijają swój warsztat – duet producencki swobodnie korzysta z jazzowych i funkowych sampli, dobierając z głową pozostałe składowe beatów. Pomimo tego iż ta formacja współpracowała już z uznanymi raperami, to wygląda na to, że dopiero przy Rebels To The Grain w pełni pokazali klasę. MP i Cheddy są doskonałym przedłużeniem wizji muzycznej Brytyjczyków. Nostalgiczny posmak wybranych utworów („Tapes”, „Yes Yes (Fresh Mix)”, „Boombox”) dodaje „Unkut Fresh” dodaje uroku. W końcu niegdyś o to chodziło w rapie, niby tak niewiele, ale jednak wystarczy na tyle, aby zainteresować otwartych i poszukujących jakości na projektach słuchaczy. Szkoda tylko, że umieszczono tutaj sporo krótkich utworów, które spokojnie można byłoby rozbudować o kolejne elementy.

    Po materiał sięgnięcie na Bandcampie. „Unkut Fresh” można nabyć w wersji cyfrowej za pośrednictwem BC. Wydanie fizyczne albumu trafiła do sprzedaży dzięki odpowiednio Breakbeats & Rhymes (płyty kompaktowe) i Dusty Platter (płyty winylowe). Wersja instrumentalna projektu również znajduje się w obiegu (także na wosku). Wiosenne wydawnictwo promuje seria singli z „Tapes” i „Boombox” na czele. Jazz Spastiks i Rebels To The Grain wypuścili kawał świetnego jazz-hopu, co nie umknęło uwadze odbiorców z różnych stron świata.

    Tracklista

    1. Grab The Mic (Intro)
    2. Yes Yes (Fresh Mix)
    3. Special Feature
    4. Tapes
    5. Blastin’
    6. Stop, Look and Listen
    7. Pass It
    8. Music
    9. Unkut Fresh
    10. Beats/Styles
    11. Hitcha
    12. We Ain’t Fadin’
    13. Tightly Sealed
    14. Boombox
    15. The Goods (Fresh Mix)
Translate »