Autor: Witalij

  • Lamb na trzech koncertach w Polsce

    Lamb na trzech koncertach w Polsce

    2–3 minut

    Większość tematów poruszanych w serwisie muzycznym dotyczy szeroko pojętej kultury hip hopowej. Z drugiej strony, działalność strony nie utrzymuje się w sztywnych ramach hip hopowych, wychodząc także do innych sfer muzycznych. Szczególnie eksponowane poza rapem są brzmienia instrumentalne oraz wszelkie fuzje downtempo, instrumentalnego hip hopu, trip hopu, ambientu i pochodnych. Oprócz informacji o wydawnictwach płytowych z tego kręgu muzycznego, przypatruję się wydarzeniom kulturalnym z udziałem znaczących przedstawicieli ww. brzmień muzycznych. W pierwszej dekadzie lutego do Polski zawita uznany na świecie duet Lamb, łączący w swojej twórczości bristol sound, trip hop i drum’n’bass. Andy Barlow i Louise Rhodes odwiedzą w trakcie trasy koncertowej Warszawę, Kraków i Wrocław.

    7 lutego 2012 roku, klub Palladium, ul. Złota 9, Warszawa
    Start: godz. 20:00
    Cena biletu: 120 zł od 1 stycznia 2012 roku.

    8 lutego 2012 roku, klub Studio, ul. Witolda Budryka 4, Kraków
    Start: godz. 20:00
    Cena biletu: 120 zł od 1 stycznia 2012 roku.

    9 lutego 2012 roku, klub Eter, ul. Kazimierza Wielkiego 19
    Start: godz. 20:00
    Cena biletu: 90 zł (pierwsze 300 sztuk) – wyprzedane, 1o5 zł w przedsprzedaży, 120 zł w dniu koncertu, w cenie 130 zł wejściówki na balkon.

    Wejściówki do nabycia za pośrednictwem: bileterii EMPiK, sklepów Media Markt i Saturn, punktów Ticketpro i Eventim na terenie całego kraju.

    Lamb to legendarny i kultowy brytyjski duet, wyrosły na popularnej kilkanaście lat temu stylistyce bristol sound i trip hopu. Obok Massive Attack, Portishead i Hooverphonic grupa udowadnia, iż brzmienia muzyczne skupione wokół elektronice, mogą posiadać romantyczną twarz. Charyzmatyczna wokalistka i autorka tekstów, Lou Rhodes oraz producent muzyczny i multinstrumentalista Andy Barlow, stworzyli niepowtarzalny i doskonale rozpoznawalny styl formacji. Zespół łączy liryczną wokalistykę z trip hopowo jazzowymi kompozycjami. Ich niezwykłe produkcje oscylują pomiędzy lirycznymi, ambientowymi balladami, mrocznym trip hopem, aż po drapieżny i nieokiełznany drum’n’bass.

    Andy Barlow i Louise Rhodes mogą pochwalić się zacną dyskografią, na którą przypada 6 albumów (w tym jeden koncertowy) i 3 kompilacje. Debiutancka płyta zespołu, „Lamb” (Fontana) z 1996 roku, zawierała pierwsze przeboje grupy – „God Bless”, „Cotton Wool”, „Gold”, „Górecki”. Wraz z ukazywaniem się następnych wydawnictw, powiększała się lista kultowych utworów: „Gabriel”, „Heaven”, „Angelica”, czy „Lullaby”. W 2004 roku duet oficjalnie zawiesił swoją działalność, zaś jego twórcy skoncentrowali się na własnych, solowych projektach. Ostatni wspólny koncert artyści zagrali w amsterdamskim klubie Paradiso we wrześniu 2004. Pamiętny występ został zarejestrowany na potrzeby płyty DVD (materiał nie został później wydany).

    Na początku 2009 roku świat obiegła sensacyjna wiadomość o reaktywowaniu się Lamb i wznowieniu działalności koncertowej duetu. W ramach trasy w tym samym roku zespół po raz pierwszy odwiedził Polskę, występując w warszawskim klubie Palladium. Ogromny sukces trasy koncertowej zachęcił duet do powrotu do studia nagraniowego i pracy nad swoim piątym studyjnym albumem. W ub.r. trafiła do sprzedaży nowa płyta grupy, zatytułowana po prostu jako „5”.

    Po wyprzedanym koncercie w ramach festiwalu Tauron Nowa Muzyka oraz FreeFormFestivalu, zespół ponownie zaprezentuje polskiej publiczności materiał z ostatniej studyjnej płyty. Koncerty odbędą się w warszawskim klubie Palladium (7 lutego), krakowskim klubie Studio (8 lutego) oraz wrocławskim Eterze (9 lutego).

    We Wrocławiu zespół wystąpi w ramach nowego cyklu koncertowego w tym mieście – „City Sounds”.

  • elhuana z nowym producenckim albumem + wywiad z artystą

    elhuana z nowym producenckim albumem + wywiad z artystą

    4–6 minut

    Albumy producenckie należą do często wykorzystywanej formy przy tworzeniu projektów muzycznych. Płyty powstające wokół tego klucza, będące często również kompilacjami beatów z udziałem raperów i/lub wokalistów, od dawna odgrywają ważną rolę w muzyce hip hopowej. Co prawda, wielu beatmakerów stawia obecnie na dostarczanie stricte instrumentalnych wydawnictw lecz w dalszym ciągu można trafić na tego rodzaju materiały. W ostatnich miesiącach pojawiły się na stronie artykuły o wydawnictwach sygnowanych przez autorów podkładów muzycznych – „Here & Now” SoulChefa, „Ground Original 3 No One Cares” DJ’a JS-1, „Got Away The EP” The Accomplices, „Weapon Of The Future LP” Astronote’a. Pozostając przy tym temacie, tym razem przedstawię ostatni projekt polskiego producenta, elhuany, nagrany wespół z zagranicznymi raperami album „We, The Kings Of The Planet”.

    Artysta rodem z Warszawy zdążył pokazać się już w niezależnym środowisku hip hopowym z dobrej strony. Począwszy od 2009 roku, elhuana corocznie wydaje w sylwestra projekty muzyczne, stanowiące podsumowanie pewnych okresów w jego twórczości. Wszystko rozpoczęło się od instrumentalnego wydawnictwa „Introduction LP”, zawierającego samplowane beaty z lat 2008-09. 31 grudnia 2010 roku ukazała się druga płyta beatmakera, „Snow”. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, materiał zawierał także warstwę tekstową, za którą odpowiadało grono zagranicznych Emcees. Charakterystyczny producencki styl Polaka, opierający się o niekonwencjonalne cięcie sampli specyficzny wyraz nagrań, znalazł niszę odbiorców w kraju, jak i poza jego granicami. Niecały miesiąc temu, elhuana wydał kolejny longplay o przykuwającym uwagę tytule, „We, The Kings Of The Planet”.

    Wydany 31 grudnia ub.r. album przyciąga uwagę nie tylko za sprawą dwuznacznego tytułu. Utwory zebrane na płycie różnią się od większości współczesnego rapu. Specyficzny styl elhuany wymaga od raperów posiadania wyrazistego flow i warsztatu, nie dającego się łatwo zaszufladkować i przypisać. Na „We, The Kings Of The Planet” pojawili się zagraniczni artyści kojarzeni ze „Snow”June Marx i Vida Killz – oraz zastęp nowych twarzy – Steve Colossal, Bloody Monk Consortium, Sinapse, M.I., Kel, Ill Green. Tematyka wydawnictwa nawiązująca do dzisiejszego świata w połączeniu z undergroundowym wymiarem LP daje naprawdę oryginalny i miejscami mocno posępny klimat.

    Postanowiłem rozszerzyć publikację o niniejszym albumie, przeprowadzając krótki wywiad z elhuaną. Poniżej znajduje się pełna rozmowa z artystą.


    Witam serdecznie w nowym roku. Zanim przejdziemy do pytań dotyczących Twojego ostatniego albumu, chciałbym nawiązać do pewnej prawidłowości związanej z wydawaniem płyt przez Ciebie. Wszystkie wydawnictwa muzyczne sygnowane przez Ciebie ukazywały się do tej pory ostatniego dnia roku w latach 2009-2011. Czy w ten sposób niejako podsumowujesz każde 12 miesięcy?

    Siemasz. Jest to takie podsumowanie mojej pracy z danego okresu. Nie chcę, żeby to co zrobię w danym roku gdzieś przepadło, więc puszczam to w internet jako kompilacje, z nadzieją, że komuś się spodoba.

    „We, the Kings of the Planet” opiera się o dosyć poważną koncepcję nawiązującą do wyglądu współczesnego świata. Jak postrzegasz życie człowieka w XXI wieku?

    Koncepcja jest dosyć luźna, ale chciałem w jakiś sposób nawiązać do realiów naszego pięknego świata bez zasad, gdzie dla większości bogiem jest pieniądz. Jak jest każdy widzi, jednym się to podoba, innym mniej, a ja to jestem tylko narratorem.

    Posiadasz charakterystyczny styl producencki, znacznie różniący się od większości pozostałych beatmakerów. Co najbardziej wpłynęło na wykształcenie takiego brzmienia?

    Kiedyś kupiłem sobie sampler, nie taki jaki chciałem bo nie było floty, ale wyszło na to, że właśnie taki miałem kupić. Dzięki technicznym ograniczeniom maszyny, zacząłem inaczej  podchodzić do robienia bitów i odbiło się to poniekąd też na ogólnym brzmieniu kawałków.

    Niemal każdy utwór na Twoim ostatnim albumie powstał przy udziale gości z zagranicy. Można wywnioskować z tego, iż zdecydowanie preferujesz nagrywanie płyt stricte producenckich, aniżeli instrumentalnych materiałów. Zgadza się?

    Tak, ponieważ hip hop to dla mnie przede wszystkim rapowanie. Przy okazji puszczania swojej muzyki do sieci, oprócz możliwości pokazania moich produkcji, mogę też promować wielu uzdolnionych raperów i tym się jaram. Dla fanów instrumentali zawsze dołączam odpowiednią wersje albumu.

    Jak wygląda odbiór Twojej twórczości w Polsce i na świecie? Spotkałem się z opiniami słuchaczy o umiarkowanym zainteresowaniu Twoją muzyką w rodzimych stronach, aczkolwiek nie jestem pewien jak to przedstawia się w rzeczywistości.

    Niewielu ludzi mnie zna, głównie przez moją spaczoną mentalność undegroundowca, ale pora coś z tym zrobić. Ogólnie są różne opinie, ale ciesze się, że w Polsce i  innych zakątkach świata, są tacy którym muzyka się podoba.

    Każda z Twoich płyt znalazła się do odsłuchu na Bandcampie. „Introduction”, „Snow” i „We, the Kings of the Planet” można za darmo pobrać w sieci internetowej, a także nabyć w formie digitalowej. Fundusze uzyskane z tytułu sprzedaży wspierają Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Proszę, opowiedz więcej czym kierowałeś się przy podjęciu współpracy z tą organizacją.

    Nie ma szczególnej współpracy między nami, po prostu jak coś wpadnie za albumy to podsyłam akurat tam. Porządni ludzie, którzy pomagają takim, co nigdy nawet tych rapów nie usłyszą i nawet nie powiedzą, że okładki zajebiste.

    Dziękuję za rozmowę. Na koniec krótkie pytanie: plany na 2012 rok?

    W 2012 na pewno wyjdzie rap płyta, nad którą pracujemy razem z dwoma chłopakami z Polski i tak naprawdę będzie to mój pierwszy, prawdziwy projekt przemyślany od początku do końca. Myślę, że to nie wszystko, ale co do reszty to już przyszłość pokaże, pozdro!


    Wzorem poprzednich wydawnictw, elhuana udostępnił „We, The Kings Of The Planet” za darmo w sieci internetowej (link poniżej). Album znalazł się również do odsłuchu na Bandcampie. Za pośrednictwem tego serwisu można także nabyć płytę w formie fizycznej, a konkretnie na kasecie, która trafi do sprzedaży 30 stycznia. Całkowity dochód ze sprzedaży płyty wesprze działalność Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym.

    Na dokładkę zamieszczam nagranie wideo promujące ostatnie wydawnictwo polskiego beatmakera.

    DOWNLOAD elhuana – „We, The Kings Of The Planet”

    Tracklista

    1. Foundation
    2. Ballots and Bullets feat. Steve Colossal
    3. Ruger feat. Bloody Monk Consortium
    4. Blue Water feat. June Marx
    5. Creeping feat. Sinapse
    6. Back in the Day
    7. The Hour Glass feat. M.I.
    8. Save Myself feat. Kel
    9. Black Water feat. Ill Green
    10. Por Ti feat. Vida Killz
    11. The Unborn Years
  • Wstęp do podsumowania 2011 roku

    Wstęp do podsumowania 2011 roku

    1–2 minut

    Czas płynie nieubłaganie. Nim się obejrzeliśmy, mamy już koniec stycznia, a przecież jeszcze niedawno obchodziliśmy święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. W związku z tym, warto wrócić do ubiegłego roku, dokonując podsumowania poprzednich 12 miesięcy. Serię artykułów traktujących o minionym roku wypada opatrzyć krótkim i informatywnym w jednym wstępem, przestawiającym poszczególne składowe nadchodzącego zestawienia.

    Na pierwszy rzut oka, szykowane podsumowanie nie będzie niczym różniło się od dziesiątek podobnych artykułów pojawiających się na stronach internetowych. Nie należę do grona zwolenników tego typu rozliczeń poprzednich miesięcy, zwykle bliźniaczych do siebie, nie cechujących się żadną kreatywnością, tworzonych wokół magicznych słów „najlepszy/best”. W najmniejszym stopniu nie zajmują mnie takie roczne bilansy w przemyśle muzycznym, prowadzące najwyżej do dyskusji dotyczącej (nie)znalezienia się takich, a nie innych wydawnictw muzycznych na listach.

    Podsumowanie 2011 roku na stronie skupi się na zebraniu artystów i projektów muzycznych, tworzonych z duszą. Właśnie tego elementu z roku na rok coraz bardziej mi brakuje wśród przedstawicieli sceny muzycznej na całym świecie, idących w stronę prostych i kiepskich trendów. Na dalszy plan schodzą ludzie wkładający serce w to, co robią, starający się przede wszystkim o przekazanie ciepła i miłości w swoich działaniach. Jestem daleki od streszczania roku i sprowadzenia wszystkiego do przedrostka -naj. Zdecydowanie bardziej jestem za określeniem poszczególnych albumów, EP-ek jako tych, których można obdarzyć miłością i wykonawców przekazujących to uczucie.

    W skrócie, przed Wami cykl publikacji składający się z wpisów o płytach hip hopowych, instrumentalnych wydawnictwach, twórcach muzycznych, oficyn wydawniczych. Wszystko spina z klamrą zwrot „muzyka z duszą”. Bez tego nic innego nie miałoby większego znaczenia.

  • Darmowy album: Hannibal King – Flowers For Pamela

    Darmowy album: Hannibal King – Flowers For Pamela

    2–3 minut

    Wraz z opublikowaniem kolejnego wpisu poświęconego darmowemu projektowi muzycznemu, postanowiłem przedstawić pewne fakty związane z działalnością strony. Z góry trzymam się określonego klucza odnośnie zamieszczanych materiałów w serwisie, stawiając przede wszystkim na wartość merytoryczną poszczególnych publikacji. W związku z tym, każda informacja o wydawnictwie płytowym podlega uprzednio dogłębnej weryfikacji i ocenie. Szczególnie to dotyczy darmowych płyt pojawiających się co pewien czas na mojej stronie. Ostatnio moją uwagę przyciągnął album Hannibala Kinga, „Flowers For Pamela”, wybijający się znacznie ponad przeciętność wśród materiałów rozdawanych za darmo w sieci internetowej.

    Z jakimi przedstawicielami muzyki hip hopowej kojarzyć się może Jamaica, część dzielnicy Queens w Nowym Jorku? W tym kręgu należy wymienić choćby Onyx, Lost Boyz, Q-Tipa, Taliba Kweli, 50 Centa oraz innych znaczących artystów. Wywodzący się z tego osiedla NYC Hannibal King stara się kontynuować piękne tradycje hip hopu zakorzenione przez bardziej znanych twórców. Od stycznia 2010 roku producent wydał kilka beat tape’ów spod serii „Villains Gone Bad„, rozpoczynając od tytułowego materiału, a kończąc na wypuszczonym w lutym ub.r. „Villains Gone Bad III: Heroes for Villains”. Oprócz tego beatmaker współpracował z niezależnymi twórcami (Sene, Mac Miller Children of the Night, Jabee, K. Sparks AC, Donny Goines), co przełożyło się na całkiem dobre przyjęcie przez wiele liczących się stron muzycznych oraz słuchaczy. „Flowers For Pamela” stanowi kolejny krok mieszkańca The Big Apple do dalszego rozwoju.

    Wydany na początku listopada ub.r. projekt różni się nieco pod względem konstrukcji od wcześniejszych dokonań nowojorskiego producenta. Oprócz instrumentalnej części wydawnictwa, na „Flowers For Pamela” usłyszymy undergroundowych raperów – Waneeka, Ace’a Da Vinci, Buba Stylesa, Cody’ego B. Ware’a. Pojawia się też damski akcent w postaci 10ille. Beatmaker stworzył co najmniej solidny materiał, który można określić mianem uduchowionej produkcji, opartej o jazzowe i soulowe sample. Istotne akcenty longplaya, to utwory „Gettin’ High (onLove)”, „Villains” oraz „Persephone”. Listopadowy album, to także wyjątkowe LP dla samego jego twórcy. Hannibal King zadedykował płytę swojej babci, która niedawno zachorowała na Alzheimera. Piękny i godny odnotowania gest.

    Darmowy album trafił do odsłuchu na Bandcampa artysty. Poniżej zamieszczam odnośnik do pobrania „Flowers For Pamela” oraz dodatkowo materiały wideo promujące ostatnie wydawnictwo nowojorskiego artysty. Obrazy powstały do tytułowego utworu z płyty oraz „Villains” nagranego wspólnie z Bubą Stylesem.

    DOWNLOAD Hannibal King – „Flowers For Pamela”

    Tracklista

    1. Beginning
    2. Flowers For Pamela
    3. Lately feat. Waneek & Ace Da Vinci
    4. Gettin’ High (onLove)
    5. Appleton Suite
    6. Villains feat. Bub Styles
    7. Middle (Tea and Tree Suite)
    8. When We Grow Up feat. Cody B. Ware
    9. Because I Love You
    10. Flowers For Love
    11. Persephone feat. 10ille
    12. Good Days
    13. Villains (Redux) feat. Bub Styles
    14. Song for Lovers
  • Rakaa Iriscience i DJ Babu na kolejnej siódemce Metro

    Rakaa Iriscience i DJ Babu na kolejnej siódemce Metro

    2–3 minut

    Płyty winylowe stanowią nieodłączny element kultury hip hopowej. W końcu bez tego nośnika trudno wyobrazić sobie rozwój samplingu, powstanie rapu w obecnie znanej formie, nie mówiąc już turntablismie i imprezach granych właśnie z popularnych wosków. Po upowszechnieniu się na świecie zapisu cyfrowego na płytach CD, w ogólnym rozrachunku czarne płyty straciły na wartości. Od kilku lat winyle ponownie na szerszą skalę wracają do łask i wzrasta liczba sprzedanych płyt winylowych na całym świecie. Nie poprawiło to sytuacji w Polsce, gdyż nadal rodzime winyle, to gatunek mocno rozwojowy. Istnieją jednak ludzie przykuwający baczną uwagę do wydawania czarnych płyt. Jedną z takich osób jest beatmaker Metro, przymierzający się do wypuszczenia czwartej 7″, tym razem z udziałem członków kultowego Dilated Peoples – Rakii Iriscience i DJ’a Babu.

    Producent rodem z Brzegu w województwie opolskim zaznaczył swoją obecność na zarówno rodzimej, jak i międzynarodowej scenie hip hopowej. W 2005 roku ukazał się premierowy winyl Metro, „Antidotum EP”. Płyta zawierała gościnne udziały Ostrego, WieszOCoChodzi, Jimsona i Afrontu, stanowiąc udany wstęp do dalszej działalności artysty. Rok później wyprodukował w całości album Janka i Kasiny, „Coraz Gorzej”, w pełni ukazując swoje niekonwencjonalne podejście do tworzenia muzyki. Pięć lat temu trafiło do sprzedaży 7″ wydawnictwo „Metro 45’s” z gościnnymi udziałami m.in. Ostrego, TeTrisa, DJ’a Haema, DJ’a Torta. Następnie producent skupił się na współpracy głównie z zagranicznymi wykonawcami.

    Pierwszym efektem kolaboracji okazała się EP-ka „Hands In Motion” (Asfalt Records). Wydawnictwo płytowe obfitowało w udziały zacnych gości – Skill Mega, Wildchilda, Abstract Rude’a, Athletic Mic League, DJ’a Romesa. We wrześniu 2009 roku ukazał się kolejny projekt wyprodukowany przez Metro, „Muzikillmind” Declaime’a. Jeszcze w tym samym roku beatmaker zapoczątkował serię 7″ powstających w wyniku kooperacji z tuzami niezależnego rapu ze Stanów Zjednoczonych. Na trzech pierwszych siódemkach wydanych przez Queen Size Records„Black Opps Mission”, „Acquired Taste”, „Keep Low” – zagościli Guilty Simpson, Oh No, M.E.D., Wildchild, DJ Romes, DJ Eprom oraz DJ Twister. Tym razem do współpracy zostali zaproszeni członkowie legendarnego Dilated PeoplesRakaa Iriscience i DJ Babu. Efektem współpracy jest utwór „New Maps”, przywodzący na myśl dokonania z najlepszych czasów działalności kalifornijskiego zespołu.

    Premiera siódemki została zapowiedziana na 30 stycznia b.r., a już teraz można składać zamówienia na niniejsze limitowane wydawnictwo płytowe. Preorder trwa do 26 stycznia. Lista sklepów dystrybuujących 7″ została podana na fan page’u Queen Size Records, natomiast na Soundcloudzie można odsłuchać snippet „New Maps”. Ponadto Queen Size Records wspólnie z B3 Clothes przygotowali limitowaną serie t-shirtów „New Maps”, które nabyć będzie można od 30 stycznia w sklepie B3.

    Aktualizacja: Wokalną wersję „New Maps” można odsłuchać na Soundcloudzie. Oprócz tego powstało promo wideo do nowego projektu autorstwa Metro i jego kompanów.

  • Ten Million Sounds przedstawia kompilacyjny album Morning Light

    Ten Million Sounds przedstawia kompilacyjny album Morning Light

    3–4 minut

    Wszelkiego rodzaju kompilacyjne albumy, mixtape’y, podcasty i pochodne projekty są w cenie. Dzięki upowszechnienie się streamingu w internecie, otrzymujemy coraz więcej tego typu wydawnictw muzycznych. Szczególną wartość przejawiają materiały zawierające utwory wykonawców nieznanych szerszemu ogółowi słuchaczy. W ten sposób odbiorcy muzyki otrzymują szansę poznania artystów pomijanych do tej pory lub utwierdzeniu się w przekonaniu, iż poszczególni twórcy zasługują na baczniejszą uwagę. Z drugiej strony, niezwykle trudno jest się połapać we wszystkich przedsięwzięciach z tego kręgu i ocenić o poziomie kolejnych projektów bez szczegółowego wgłębiania się w temat. Wśród ostatnio wydanych kompilacyjnych albumów warto poświęcić czas na zapoznanie się z wydawnictwem strony internetowej Ten Million Sounds, „Morning Light”.

    Wraz z popularnością szeroko pojętej muzyki instrumentalnej i nastania ery post-Nujabesa, powstało też wiele serwisów muzycznych poświęconych głównie tej tematyce. Ten Million Sounds należy do tego grona witryn i coraz lepiej poczyna sobie w sieci internetowej. „Morning Light” otwiera kolejny etap w rozwoju tego projektu. Charytatywne wydawnictwo muzyczne zawiera nagrania autorstwa zacnego grona artystów. Na albumie znajdziemy utwory wykonawców, którzy pojawi się na U Call That LoveAvensa, Berry Weight, IV The Polymatha, a ponadto incise’a, Sinitusa Tempo, czy P.SUS-a. Instrumentalny album w pełni oddaje zimową atmosferę, przywodzącą na myśl nostalgiczne i spokojne brzmienia muzyczne.

    „Morning Light” zostało umieszczone do odsłuchu na Bandcampie, z kolei poniżej znajduje się bezpośredni link do pobrania projektu. W tym miejscu można także wesprzeć Ten Million Sounds, przekazując darowiznę zasilającą działalność International Justice Mission i St. Jude’s Children’s Hospital.

    Więcej o kompilacyjnym albumie opowie w krótkiej rozmowie inicjator przedsięwzięcia, Jesse z Ten Million Sounds.


    Dlaczego zdecydowałeś się wybrać do swojego projektu właśnie tych artystów?

    Najpierw, przed nawet utworzeniem albumu, wybrałem zdjęcie wyrażające nastrój wydawnictwa, jaki chciałem przekazać. Kiedy początkowo znalazłem zdjęcie, to naprawdę ono mnie poruszyło i zabrało daleko od plugawego fotela biurowego, na którym siedziałem we własnej sypialni. Później wybrałem utwory dopełniające to zdjęcie i ten nastrój, pochodzące od artystów zasługujących na trochę większe uznanie.

    Co skłoniło Cię do uczynienia z albumu charytatywnego wydawnictwa muzycznego?

    Postanowiłem uczynić to charytatywnym albumem, ponieważ uważałem, że postępując w ten sposób mogę połączyć dwie rzeczy w jednym. Po pierwsze, propagując muzykę, którą kocham, a po drugie oddając coś w zamian społeczeństwu i potrzebującym ludziom. To było naprawdę zdumiewające jak wielu artystów zgodziło się na znalezienie się na albumie bez jakichkolwiek opłat. W związku z kształtem charytatywnego albumu, miałem bardzo ograniczone fundusze i nie spodziewałem się tak entuzjastycznego odzewu ze strony tylu artystów. Zastanawiałem się nad 15-stoma wykonawcami, 14-stu z nich przystało na moją propozycję i to jest bardzo ekscytujące.

    Jaki jest cel Ten Million Sounds i w jaki sposób mógłbyś zdefiniować muzykę znajdującą się na Twojej stronie?

    To co staram się robić z Ten Million Sounds jest stałym oddawaniem czytelnikom nowej muzyki, którą pokochałem. Prawdopodobnie możesz wydusić z rodzajów publikowanej muzyki kilka gatunków: downtempo, hip hop, trip hop, etc. Poza tymi kategoriami istnieją setki i tysiące artystów robiących rzeczy wcześniej niesłyszane i w tym momencie mamy naprawdę ekscytujący okres dla muzyki. Przedstawiając ludziom coś będącego dla mnie wyjątkowym jest świetnym uczuciem, ponieważ pamiętam jaką frajdę sprawiało mi słuchanie danej grupy muzycznej po raz pierwszy i przeszukiwanie internetu po ich wszystkie nagrania. Jeżeli mogę pomóc komuś do zatracenia się w muzyce, sprawiać, że zapomną o swoich stresujących stanowiskach i posadach i być może pokazać im coś, czego będą słuchali do końca swojego życia… Później cała praca włożona w stronę będzie więcej warta od tego.


    Wydawnictwo przygotowane przez  cieszy się dużą popularnością w undergroundzie, co świadczy także o zapotrzebowaniu na takie projekty.

    DOWNLOAD Ten Million Sounds – „Morning Light”

    Tracklista

    1. Avens – Remember Times
    2. incise – Where I Find Peace
    3. Berry Weight – Walking By Your Side
    4. IV The Polymath – Setbacks
    5. P.SUS – Blue Mountain
    6. SayHi Beats – Wondering Why
    7. Esta – Ocean
    8. bugseed – Gentle
    9. Eddie Allamand – Desires
    10. Otso – The Beginning of the End
    11. SoulJa – Summer Rain
    12. Gazoo – Cold Shoulder
    13. Larry Blueberry – Somewhere Going
    14. Sinitus Tempo – Last Samurai
  • Killa Kela zagra w tym tygodniu w Warszawie i Poznaniu

    Killa Kela zagra w tym tygodniu w Warszawie i Poznaniu

    2–3 minut

    Wraz z kolejnymi dniami pojawia się coraz więcej informacji dotyczących ciekawie zapowiadających się imprez kulturalnych na terenie kraju. Regularnie przybywa nadchodzących wydarzeń artystycznych, wyczekiwanych przez ludzi w różnych częściach Polski. W tym tygodniu zachęcająco przedstawiają się eventy w Warszawie i Poznaniu, przypadające na pierwsze urodziny polskiego sklepu multibrandowego, Answear.com. W warszawskim klubie Urban Garden oraz poznańskim SQ Klubie wystąpi przede wszystkim uznany beatboxer rodem z Wielkiej Brytanii, Killa Kela.

    26 stycznia 2012 roku, Urban Garden, ul. Przeskok 2, Warszawa
    Wystąpią:

    • Killa Kela (UK)
    • Tik Tak (Warszawa)
    • Zorak (Łódź)
    • Bartox (Kraków)
    • SoundBusters (Łódź)
    • DJ Steez i Poly3x (Kwazar i S.W.I.M.)

    Start: godz. 20:00
    Cena biletu: 15 zł w przedsprzedaży, 20 zł w dniu imprezy.

    27 stycznia 2012, SQ Klub, Stary Browar, ul. Półwiejska 42, Poznań
    Wystąpią:

    • Killa Kela vs. Ami Carmine (Them & Us) (UK)
    • Mentalcut
    • Tommy
    • Kwazar

    Start: godz. 22:00
    Cena biletu: 20 zł w przedsprzedaży, 25 zł w dniu imprezy; posiadacze karty klubowych – 20 zł. Przedsprzedaż on-line na stronie Muno.pl.

    Doskonale kojarzony niemal na wszystkich kontynentach beatboxer zaprezentuje się polskiej publiczności 26 stycznia w Warszawie i dzień później w Poznaniu (na plakacie znajduje się błąd, oczywiście chodzi o 2012, a nie 2011 rok). Killa Kela posiada status jednego z najlepszych, a zarazem najbardziej rozpoznawalnych beatboxerów na świecie. Artysta może pochwalić się bogatą dyskografią, a wśród wszystkich wydanych przez niego płyt należy wyróżnić „Permanent Marker” (Jazz Fudge), „For Those who’ve Joined Us” (Beatinfusion Records) i „Elocution” (Spit Kingdom). Anglik koncertował u boku plejady znamienitych wykonawców, m.in. Prince’a, Pharrella, De La Soul, Snoop Dogga, czy Super Furry Animals. W trakcie tras koncertowych odwiedził Tajwan, Chiny, Australię, Stany Zjednoczone, niemal wszystkie kraje europejskie, a największy koncert zagrał przed (sic!) 83 tysięczną publicznością.

    Odkryty przez DJ’a Vadima muzyk w swoich występach łączy elementy stylistyki hip hopowej, drum’n’bassu i electro, demonstrując kunszt umiejętności multiwokalnych i bogatej biblioteki dźwięków w swoim repertuarze. Każdym kolejnym wydawnictwem przesuwał granicę do jakiej świat poznawał beatbox. Misją Killa Keli jest ciągłe kreowanie nowego, własnego stylu. Dlatego też, od września ub.r. razem z DJ’ką i wokalistką znaną z Basement Jaxx, Ami Carmine koncertuje z projektem pod nazwą Them & Us. Dynamika, którą tworzą potężne dźwięki różnorodnych setów artystki połączone z jej głosem i beatboxem niebawem poznają także polscy fani.

    Urodziny Answear.com odbędą się przy wsparciu Agencji BrainLeak i Rap History Warsaw.

  • Relacja z występu DJ’a Vadima w białostockim klubie Fama

    Relacja z występu DJ’a Vadima w białostockim klubie Fama

    3–4 minut

    Pierwsza połowa stycznia minęła wyjątkowo spokojnie, a zimowa aura również przyczyniła się do mniejszej liczby nowych artykułów na stronie. Oczywiście, mógłbym wszystko zwalić na tzw. writer’s block i wyszukać innych powodów spadku aktywności, ale nie zamierzam w żaden sposób się tym podpierać. Z drugiej strony, czasem dobrze zrobić sobie krótszą przerwę, aby powrócić do pracy z większym animuszem i realizować kolejne plany. „Powrót” do właściwego rytmu na U Call That Love wypada rozpocząć od publikacji relacji z występu DJ’a Vadima w Białymstoku. Impreza z udziałem popularnego na świecie artysty odbyła się 14 stycznia b.r., przyciągając do klubu Fama dużą liczbę jego fanów.

    Wprowadzając do właściwej części publikacji nie sposób pominąć kwestię frekwencji na zeszłotygodniowym koncercie. Pomimo dosyć późno rozpoczętej promocji wydarzenia, wejściówki na imprezę zostały w całości wyprzedane. W przedsprzedaży biletów zabrakło na dzień przed eventem; trzeba było również nagimnastykować się, żeby ewentualnie zdobyć bilet w dniu występu DJ’a Vadima. Pokazało to też, iż stolica województwa podlaskiego ewidentnie potrzebuje większej sali na tego rodzaju przedsięwzięcia, tak aby wszyscy chętni mogli uczestniczyć w poszczególnych atrakcjach kulturalnych. Póki co, należy to traktować jako pobożne życzenia i zadowolić się tym, co jest. W końcu, nawet przy mocno ograniczonych miejscach, klub Fama oferuje godne nagłośnienie oraz wystrój lokalu (pomijając niektóre elementy). Coś za coś.

    Impreza odbywająca się w ramach festiwalu filmów rosyjskich Sputnik nad Polską, rozpoczęła się około godziny 22:00. Przed występem oczekiwanego gościa z zagranicy, na scenie klubu zaprezentował się prowadzący audycji HiphOpera, EsDwa. Białostoczanin zaserwował set obfitujący w muzykę kojarzoną z jego osobą, oscylującą wokół rytmicznych i żywiołowych nagrań funkowych i pochodnych gatunków muzycznych. Kilkanaście minut po 23:00 współzałożyciel WieszOCoChodzi ustąpił miejsca na scenie gwieździe wieczoru, DJ’owi Vadimowi. Wchodzący w skład The Electric artysta rozpoczął obiecująco, otwierając show motywem przewodnim ze swojego najsłynniejszego nagrania, „The Terrorist”. Mieszkający obecnie w Hawanie i/lub Nowym Jorku producent przygotował set skupiony na utworach elektronicznych, stawiając na chwytliwe rzeczy. Mieszanka elektroniki, brzmień syntetycznych i riddimów początkowo zdawała egzamin lecz w ogólnym rozrachunku mogła znużyć. Widocznie takie trendy są obecnie popularne na imprezach klubowych w różnych zakątkach świata i stanowią muzyczny wyznacznik dla większości DJ’ów. Po dwugodzinnym show wykonawcy, after party przypadło dla Roballa oraz EsDwa, grających do blisko godziny 4:00 nad ranem.

    Osobiście cenię postać DJ’a Vadima lecz wyłącznie za jego wcześniejsze dokonania na scenie muzycznej. Posiadam w swojej kolekcji płytowej kilka jego albumów („U.S.S.R. Repertoire (The Theory Of Verticality)”, „U.S.S.R. Life From The Other Side”, „U.S.S.R. The Art Of Listening”), trafi się także jakiś singiel („It’s On”). Jestem sympatykiem One Self, pochlebnie mogę wypowiedzieć się o projekcie Soundcatcher, ale nic poza tym. Nie należę do fanów jego ostatnich wydawnictw płytowych, gdyż zdecydowanie wolę Vadima Peare w dawnym wydaniu. Rozumiem też, że grając rocznie około 150 imprez na terenie wielu krajów, pewna formuła wyczerpuje się i należy sięgnąć po coś innego. Szkoda tylko, iż artysta odwiedzając po raz pierwszy Białystok, nie postarał się o coś więcej niż tylko standardowy DJ set. Czasy abstrakcyjnego hip hopu w wykonaniu ex-członka Ninja Tune już nie powrócą, jednak nie jestem w stanie zaakceptować DJ’a Vadima w obecnym kształcie. W porządku, show przygotowany przez niego od technicznej strony stał na wysokim poziomie, widać było jego wyrachowanie i doświadczenie. W tym wszystkim brakowało duszy, przez co jego występ odbieram z mieszanymi uczuciami.

    Kończąc relację z minionej imprezy, pokuszę się jeszcze o jedno spostrzeżenie. DJ Vadim, to kolejny zagraniczny artysta występujący w Białymstoku (po Hexstaticu, DJ’u Foodzie, The Herbaliserze, Kingu Cannibalu, Igorze Boxxie i Blockheadzie), który był niegdyś związany z ww. wytwórnią płytową Ninja Tune. Cieszę się, iż wykonawcy tej klasy pojawiają się na Białostocczyźnie, aczkolwiek podpieranie się w każdym przypadku legendarną marką wyrobioną przez angielską oficynę wydawniczą jest na dłuższą metę przesadyzmem. Szczególnie w odniesieniu do postaci od dawna nagrywających płyty dla innych labelów, a w tej kategorii przecież mieści się także DJ Vadim. Trochę więcej otwartości na inne firmy i ludzi, gdyż istnieje masa innych ważnych wydawców downtempo, muzyki instrumentalnej, abstract hip hopu i brzmień pochodnych.

  • Classic Hip Hop Videos: Ice Cube – It Was A Good Day

    Classic Hip Hop Videos: Ice Cube – It Was A Good Day

    3–5 minut

    Oprócz newsów z rynku płytowego, zapowiedzi imprez kulturalnych, informacji o nieco starszych wydawnictwach muzycznych oraz wszelkich innych aspektach hip hopu w niezależnym wydaniu, integralną część U Call That Love stanowi dział „Classic Hip Hop Videos”. W przeciągu działalności strony do tej kategorii trafiło kilkanaście teledysków, głównie z lat 90.tych ubiegłego wieku. Od kuchni zostały przedstawione m.in. „Careful (Click, Click) Wu-Tang Clanu, „What They Do” The Roots”, „Midnight In A Perfect World” DJ’a Shadowa, „You Never Knew” Hieroglyphics, „Gangsta Bitch” Apachego. Znalazło się również miejsce dla znacznie młodszych klipów – „Coffee And Snow” Blue Scholars, „Live From The Pj’s” The X-ecutioners, „Got It” Ivana Ivesa. Z kolei nowy rok otworzy w tej rubryce klasyk ponad klasykami, zachwycający nieprzerwanie od 20 lat obraz zrealizowany do „It Was A Good Day” Ice Cube’a.

    O’shea Jackson należy do jednych z najbardziej rozpoznawalnych postaci z kręgów hip hopowych, będąc doskonale kojarzonym wszędzie tam, gdzie dotarł rap i/lub hollywoodzkie kino. Lista jego dokonań na przestrzeni ostatnich 23 lat zawiera pokaźną liczbę albumów, filmów i programów telewizyjnych. Skupiając się wyłącznie na dyskografii Ice Cube’a, znajdziemy pełno istotnych tytułów, zarówno w ramach kariery solowej, jak i powstałych pod szyldem grup, do których należał Kalifornijczyk. Pionier gangsta rapu zasłynął wraz ze swoimi partnerami z N.W.A. wydanym w 1988 roku albumem „Straight Outta Compton” (Ruthless Records). Dzieło było wynoszona na piedestał, jak również poddawane druzgocącej krytyce ze strony mediów. Wskutek nieporozumień wewnątrz zespołu oraz konfliktu z menedżerem grupy, Jerrym Hellerem, raper opuścił szeregi kolektywu z Compton. W ogromnym rozmachem rozpoczął solową działalność na scenie muzycznej, wypuszczając już w 1990 roku płytę o wdzięcznym „AmeriKKKa’s Most Wanted” (Priority Records). Znakomicie przyjęty materiał, uważany po dziś dzień za jedno z najznamienitszych dokonań w muzyce hip hopowej, stał się początkiem drogi Ice Cube’a po międzynarodową sławę. Wydany rok później „Death Certificate” także znalazł się na ustach opinii publicznej, a poza wartością artystyczną, odznaczał się pamiętną okładką. W listopadzie 1992 roku odbyła się premiera trzeciego LP artysty, „The Predator”. Wydawnictwo płytowe odniosło ogromny sukces, okrywając się podwójną platyną, a spora zasługa w tym wyprodukowanego przez DJ’a Pooh singla „It Was A Good Day”.

    Teledysk powstały do tego nagrania, to majstersztyk w każdym calu, idealnie obrazujący tekst Ice Cube’a. Videoclip krok po kroku odsłania kulisy zwykłego dnia przeciętnego mieszkańca Los Angeles, jednak równie dobrze może być odniesiony do obywatela innego kraju w dowolnym zakątku świata. Człowiek posiada ukryte pragnienia, każdy ma marzenia, wyznacza sobie cele i stara się realizować. Szczęście i spokój ducha należą do bardzo relatywnych pojęć i każdy mierzy to własną miarą. Niektórzy powiedzą, iż sukcesem dla nich będzie kupno samochodu, znalezienie lepszej pracy, poderwanie na imprezie w klubie dziewczyny/chłopaka, czy też nabycie nowej pary butów. Z drugiej strony, istnieją przyziemne potrzeby – dobry początek dnia, smakowite śniadanie, spędzenie dnia grając w koszykówkę/piłkę nożną/siatkówkę, etc., spotkanie ze znajomymi, wygrana ulubionej drużyny w NBA, tudzież innej lidze i dyscyplinie sportu, wieczorne spotkanie z partnerem/-ką. Ex-członek N.W.A. wszystko to zawarł w „It Was A Good Day”. Obraz perfekcyjnie przedstawia kolejne fragmenty utworu, nadając kompozycji szczególny wymiar. W trakcie teledysku można znaleźć wiele trafnych ujęć, podkreślających klimat singla. W ten sposób ten klip stał się ponadczasowym dziełem, zachwycającym po dziś dzień.

    Istnieje też druga strona medalu dotycząca singla i teledysku. „It Was A Good Day” zostało wydane 23 lutego 1993 roku, niespełna rok po niesławnych zamieszkach w Los Angeles. Większość materiału zawartego na „The Predator” była silnie inspirowana tymi wydarzeniami, a także głośną sprawą pobicia Rodneya Kinga przez policjantów LAPD. Na początku lat 90.tych minionego wieku, Ice Cube przeistaczał się z młodego-gniewnego rapera w ikonę kultury hip hopowej, stając się jednym z jej najbardziej znaczących przedstawicieli. Ice-T wraz z Body Count postanowili odnieść się do ww. zdarzeń w nienawistny sposób, a „Cop Killer”, przysporzył im całe rzesze sympatyków, jak i spotkał się z potępieniem ze stron białej opinii publicznej. Natomiast bohater niniejszego artykułu obrał zupełnie inną drogę, decydując się uczynić ze swojego drugiego singla, niezwykle symboliczny utwór. Symboliki nie brakuje także w teledysku, co nadaje nagraniu video dodatkowego smaczku. Teledysk do „It Was A Good Day” łączy się też z ostatnim materiałem promującym trzeci longplay Shawna Jacksona, „Check Yo Self”.

    „It Was A Good Day”, to kultowy teledysk, pozycja obowiązkowa dla każdego fana hip hopu. Singiel doczekał się dziesiątek interpretacji, został użyty w grach komputerowych i innych częściach show businessu. Jednej z najciekawszych reinterpretacji videoclipu należy szukać w świecie deskorolki. Nike Skateboarding wyprodukowało 3 lata temu reklamę z udziałem znakomitego skatera, Paula Rodrigueza, wykorzystującą temat przewodni nagrania Ice Cube’a. Co ciekawe, deskorolkowa wersja wideo z tym nagraniem nie ma pomyślnego zakończenia, jednak zależy, z której strony na to spojrzeć.

  • Jak SOPA, PIPA i ACTA mogą wpłynać na funkcjonowanie internetu

    Jak SOPA, PIPA i ACTA mogą wpłynać na funkcjonowanie internetu

    5–7 minut

    Internet odgrywa znaczącą rolę w życiu milionów ludzi na całej kuli ziemskiej. Najbardziej pożądana obecnie wiedza – informacja – zawsze trafia do sieci internetowej i właśnie poszukiwanie danych zajmuje najwięcej czasu internautom. Już w tym momencie Web 2.0 stała się niezwykle rozbudowana, a znakomitych pomysłów i inicjatyw wpływających na życie ludzi przybywa z każdym miesiącem i rokiem. Gdyby nie powszechny dostęp do zamieszczanych w internecie informacji, to wiedza każdego współczesnego człowieka znacznie zubożałaby, co wpłynęłoby także na pozostałe sfery codziennego życia. Czy potraficie wyobrazić sobie, że pewnego dnia dochodzi do wprowadzenia cenzury i ograniczeń w sieci, dotyczącej najpierw praw autorskich, a następnie dotykających zwykłych użytkowników popularnego netu? Groźba ta zawisła nad siecią internetową za sprawą amerykańskich ustaw – SOPA (Stop Online Piracy Act) i PIPA (PROTECT IP Act) oraz międzynarodowego projektu – ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement).

    Na początek należy odpowiedzieć na pytanie – co to jest SOPA, PIPA i ACTA? Pierwsze dwie nazwy oznaczają ustawy zgłoszone w amerykańskim Senacie mające w zamierzeniu dać właścicielom praw autorskich narzędzia do walki z łamaniem ich praw do własności intelektualnej w internecie. Narzędzia te pozwalałyby walczyć, między innymi, z zagranicznymi serwisami internetowymi pozostającymi poza jurysdykcją amerykańską. Ustawy pozwalałyby Departamentowi Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych i właścicielom praw autorskich na uzyskiwanie nakazów sądowych przeciwko właścicielom stron internetowych oskarżonym o łamanie lub pozwalanie na łamanie praw autorskich. Natomiast ACTA jest wielostronną umową określającą międzynarodowe standardy egzekwowania prawa własności intelektualnej. ACTA ma na celu zacieśnienie współpracy pomiędzy krajami członkowskimi na całym świecie by zwalczać piractwo i handel nieoryginalnymi towarami. Wydawałoby się, że nie ma nic złego w tych projektach, w końcu chodzi o walkę z międzynarodowym piractwem i budowanie lepszego jutra dla artystów, producentów i firm. Jednak, jak zwykle w takich sprawach, diabeł tkwi w szczegółach.

    SOPA wzbudza największe kontrowersje. Wystarczy przyjrzeć się kilku punktom tej ustawy i przekonać się o zawartości tego aktu. SOPA powiększa kary za łamanie praw autorskich, uznaje publikowanie treści łamiących prawa autorskie za przestępstwo zagrożone pozbawieniem wolności do lat 5. Ponadto zakazuje publikowania odnośników (linkowania) i reklamowania na stronach łamiących prawo, nakazuje wyszukiwarkom internetowym, serwisom reklamowym, systemom obsługującym płatności blokowanie stron i/lub domen łamiących prawo. Abolicja została przewidziana jedynie dla serwisów dostosowanych do wymogów SOPA. Jednym słowem, za niniejszą ustawą stoi cenzura internetu, ograniczenie wolności słowa, blokowanie treści na stronach, zagrozi informatorom i doprowadzi do paraliżu globalnej sieci internetowej.

    PIPA to projekt ustawy powiązanej z SOPA. Propozycja złożona w Senacie Stanów Zjednoczonych, mający na celu dać rządowi i właścicielom praw autorskich dodatkowe narzędzia blokowania „zbójeckich stron oferujących podrobione i łamiące prawo autorskie towary”, zwłaszcza stron zarejestrowanych poza Stanami Zjednoczonymi. Pozwoliłoby to posiadaczom praw autorskich na domaganie się wyroków sądowych nakazujących reklamodawcom, dostawcom usług płatniczych zaprzestania współpracy z serwisami, wobec których zostałyby podjęte powyższe działania. Oprócz odcięcia stron od funduszy, ustawa umożliwiałaby usunięcie wszystkich linków prowadzących do stron internetowych, znajdujących się na czarnej liście właścicieli praw autorskich.

    Ustawy popierają organizacje opierające się na prawach autorskich, Motion Picture Association of America, Recording Industry Association of America, Macmillan Publishers, Viacom, oraz inne firm powiązanych z telewizją, filmem i muzyką. Po stronie zwolenników SOPA/PIPA znajdują się także światowe marki, jak Nike, L’oreal, czy też NBA.

    Lista przeciwników propozycji ustaw jest równie pokaźna i zawiera gigantów branży internetowej: Google, Yahoo, Twitter, Facebook, AOL, eBay, LinkedIn, Mozilla, Reddit, Wikimedia Foundation, ale też organizacje broniące praw człowieka: Reporterzy bez Granic, Human Rights Watch, Electronic Frontier Foundation, ACLU.

    18 stycznia odbyła się zaplanowana wcześniej akcja SOPA Blackout Day, której inicjatorem został Reddit. Protest polegał na jednoczesnym wyłączeniu usług internetowych przez strony i portale na całym świecie. Zaciemnienie stron internetowych rozpoczęło się o 13:00 UTC i potrwała 12 godzin. Akcję poparło m.in. Google, Facebook, Mozilla, a dziesiątki serwisów i portali przyłączało się do niej w trakcie jej trwania. Protest należy uznać za najbardziej znaczące wystąpienie przeciwko danej sprawie w historii internetu. Paradoksalnie, dzień po tym przedsięwzięciu zakrojonym na ogromną skalę, FBI zamknęło niezwykle popularną stronę Megauploadu. Krótko po zniszczeniu tego serwisu, grupa hakerów pod nazwą Anonymous dokonała ataku odwetowego na witryny amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości, wytwórni Universal Music, organizacji RIAA i MPAA. To dopiero przedsmak wojny w internecie, do której może dojść już niebawem.

    Mechanizm działania SOPA i PIPA dogłębnie został przedstawiony na poniższym filmie. Do głosowania nad PIPA w amerykańskim Senacie dojdzie już 24 stycznia.

    Niewiele czasu pozostało także do podpisania przez Polskę niezwykle kontrowersyjnego projektu ACTA. Międzynarodowe porozumienie dotyczące walki z naruszeniami własności intelektualnej istnieje już od 2007 roku, jednak dopiero niedawno – pod koniec ub.r. – doszło do „upublicznienia” prac Unii Europejskiej nad niniejszą ustawą. Niezwykle rozbudowane porozumienie zawiera wiele szczegółowo podanych informacji, obszernie przedstawionych w Dzienniku Internautów. W tym przypadku również wszystko rozbija się nie tyle o walkę z piractwem, ale o sposób jej przeprowadzenia i konsekwencji jakie za sobą niesie ta ustawa. Jak podaje AntyWeb „porozumienie ACTA jest porażką demokracji – od samego początku przepychane jest bez wiedzy obywateli, rząd pracuje w trybie obiegowym (…), a prawdziwe porozumienie jest wciąż przepychane za plecami obywateli”.

    Prace nad ustawą zostały w pewnym momencie całkowicie utajnione i nagle setki tysięcy internautów w Polsce dowiaduje się, że Polska podpisze ACTA już 26 stycznia. Przeniesienie walki z naruszeniami praw autorskich na dostawców internetu (ISP), tworzenie podziałów w miejscach, gdzie już osiągnięto porozumienie, ograniczenie wolności internautów, utrudnienie obywatelom dostępu do leków ratujących życie, to tylko niektóre z zagrożeń niesionych przez niniejsze porozumienie. Natomiast mianem największego skandalu należy uznać prowadzenie przez Parlament Europejski prac nad ustawą za plecami obywateli i reprezentujących ich parlamentów.

    Więcej o ACTA znajduje się w tym krótkim, aczkolwiek niezwykle treściwym filmie (jednak lepiej bliżej zapoznać się z tym, korzystając z innego nagrania):

    Wolność słowa, swoboda obywateli krajów na całym świecie, jeszcze nigdy nie zostały aż tak zagrożone. Nie wyobrażam sobie, żebym za treści publikowane na U Call That Love podlegał pod jurysdykcję Stanów Zjednoczonych, a dostawca internetu z góry narzucał mi do jakich stron będę mógł mieć dostęp, a jakie zostaną zablokowane. Po zatwierdzeniu tych ustaw i porozumień znikną strony tworzone przez użytkowników – YouTube, Vimeo i pozostałe serwisy służące do wgrywania filmów, działalność Soundcloudu oraz Bandcampu stanie pod wielkim znakiem zapytania. Wymierałyby jedna po drugiej strony informacyjne, do lamusa odeszłyby podcasty i streaming w sieci internetowej. Tak można wymieniać bez końca, ponieważ negatywnych aspektów SOPA/PIPA/ACTA można znaleźć setki. Oddanie decydowania o kształcie internetu kilku korporacjom z siedzibami w Stanach Zjednoczonych oraz wprowadzenia w życie międzynarodowego porozumienia, będącego tak naprawdę odebrania obywatelom swobody w internecie, nie jest w żadnym wypadku krokiem naprzód. Walczyć z piractwem należy, ale nie w tak drastyczny i wzbudzający ogromne kontrowersje sposoby.

    Zmierzamy w stronę największych jak do tej pory batalii o wolność słowa, brak międzynarodowej cenzury i zachowanie ludzkich praw w internecie. Przyczyńcie się do tego, aby zdeprawowani rządzący oraz szefowie korporacji nie odnieśli zwycięstwa. Jak pokazał SOPA Blackout Day jeszcze nie wszystko stracone i można przyczynić się do lepszego i spokojniejszego jutra dla globalnej sieci internetowej.

  • Powrót do starej szkoły rapu z Lone Catalysts

    Powrót do starej szkoły rapu z Lone Catalysts

    3–4 minut

    Istnieje mnóstwo sposobów na dokonanie podziału amerykańskiej sceny hip hopowej. Od strony muzycznej można podzielić Stany Zjednoczone na okręgi reprezentujące dane podgatunku hip hopu. Rozwarstwienie tego gatunku muzycznego lepiej obrazuje podział USA na poszczególne regiony, skupiające zazwyczaj po kilka stanów. Północno-centralna część kolebki hip hopu obejmuje kilka liczących się miejscowości – Chicago, Indianapolis, Columbus, Detroit, Milwaukee, będących ojczyzną dla plejady znamienitych wykonawców hip hopowych. W tym okręgu również znajdują się siedziby wytwórni płytowych, a bogactwo stylów i różnorodność artystów pod względem muzycznym jest nie do podważenia. Ten obszar, to miejsce narodzin grupy Lone Catalysts, powołanej przez kuzynów J. Rawlsa i J. Sandsa w połowie lat 90.tych XX wieku w Cincinnati. W 2010 roku po licznych zawirowaniach ukazał się kolejny album zespołu – „Back To School”.

    Lone Catalysts można postawić za wzór niezależnego zespołu, którego członkowie wkładają serca w każde nagranie i koncert, traktując hip hop jak jedną z najwyższych wartości. Postawa prezentowana przez amerykański duet została doceniona nie tylko przez słuchaczy i dziennikarzy muzycznych w Stanach Zjednoczonych, gdyż dokonania kolektywu zostały ciepło przyjęte w Japonii i na Starym Kontynencie. Historia grupy zaczęła się kilkanaście lat temu na University Of Cincinnati, a ich pierwsze wydawnictwa pojawiły się pod koniec lat 90.tych. Wydany w 2001 roku debiutancki album „Hip Hop” zawiera kwintesencję hip hopowego rzemiosła wyniesionego do miana sztuki.

    W podobnym tonie należy wyrażać się o pochodzącej z 2005 płycie „Good Music”, wysoko ocenianej po obu stronach Atlantyku i Pacyfiku. Oba materiały, jak również pozostałe projekty undergroundowych artystów rodem z Midwestu, trafił na rynek muzycznych nakładem ich własnego labelu, B.U.K.A. Entertainment (Brothers United Keeping it Afficial). Wykonawcy dbali przy tym o dystrybucję swoich nagrań na Europę i rynek azjatycki, co przyczyniło się do ich częstych wizyt w tych regionach świata. Członkowie Lone Catalysts dzięki sukcesom odnoszonym w ramach działalności zespołu także w udanie rozpoczęli i kontynuują solowe kariery muzyczne i choć J. Rawls pozostaje znacznie bardziej znanym artystą niż J. Sands, to obaj posiadają naprawdę zacny dorobek. Jak się okazuje, nadal chętnie nagrywają pod szyldem zespołu, czego dowodem jest longplay „Back To School”.

    Przedziwne zawirowania towarzyszyły wydaniu piątego LP kolektywu. Pierwsze wzmianki o płycie pojawiły się w drugiej połowie 2009 roku, a premiera albumu została ustanowiona na ostatni kwartał tego roku. Rychłe pojawienie się materiału wskazywała też kampania promocyjna Lone Catalysts, opierająca się głównie na teledyskach do singli pochodzących z nadchodzącego wydawnictwa („World Famous”, ). Z bliżej nieznanych powodów, ukazanie się „Back To School” został znacznie przesunięte w czasie, chociaż do dziś można trafić na wzmianki o longplayu datowanym na 2009 rok, przy czym zaskakujące są nazwy wydawców – Babygrande Records lub Domination Recordings. Po kilkunastu miesiącach album wreszcie trafił na rynek płytowy, początkowo jedynie w elektronicznej formie, zaś dopiero później (w styczniu ub.r.) w wersji CD. Co ciekawe, za wytłoczenie płyt CD odpowiadał japoński Goon Trax, a nie jak do tej pory B.U.K.A. Entertainment (przyznam, że powyższy label sprawnie działa na rynku). Wyprodukowany w całości przez J. Rawlsa materiał nie powinien zaskoczyć żadnego z sympatyków zespołu. Korzenne produkcje, z mocno niezależnym pazurem, do tego rap czerpiący garściami ze starej szkoły, gdzie oprócz ww. beatmakera i J. Sandsa usłyszymy Tahira Jahiego, Daddie’ego Richa, Loce’a, Zae Live’a, Mood, Dolphina & Madnessa. Ponadto znajdziemy tam DJ’a Koola. Owszem, czasy „Hip Hop”, czy „Good Music” już nie powrócą, ale nadal Lone Catalysts mogą uchodzić za przyzwoity niezależny zespół hip hopowy.

    Wspomniałem o tym, iż grupa postanowiła promować swoje ostatnie wydawnictwo płytowe głównie przez wideoklipy. Powstało całkiem sporo obrazów nagranych do poszczególnych utworów z „Back To School”. Wszystkie klipy są dostępne na kanale Lone Catalysts na YouTube, natomiast część z nich zamieszczam poniżej. Zamieszanie związane z premierą LP oraz brak większej liczby publikacji o tej produkcji, album J. Rawlsa & J. Sandsa pozostał praktycznie niezauważony przez większe spektrum odbiorców. Na szczęście solowy materiał pierwszego z ww. wykonawców, „The Hip-Hop Affect” z 2011 roku, trafił do znacznie szerszego obiegu. Jednak o tym już innym razem na stronie.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Back To School
    3. Away From Home
    4. Sdarwkcab feat. Tahir Jahi
    5. UC feat. Rashad
    6. A Different World
    7. Wait N Walk
    8. World Famous
    9. The Bounce Lone feat. Daddie Rich, Loce & DJ Kool
    10. L.G.I.O.
    11. Home Sweet Home feat. Zae Live
    12. Beware feat. Mood & Dolphin
    13. Lets Get To That feat. Madness
    14. My Dorm Room
    15. World Famous (Remix)

  • Wieczorem przy herbacie: czytelnicy, a strony muzyczne

    Wieczorem przy herbacie: czytelnicy, a strony muzyczne

    6–9 minut

    Tradycyjne życzenia noworoczne postanowiłem zamienić na dłuższy artykuł zawierający także, a raczej przede wszystkim, poglądy dotyczące czytelników stron muzycznych. Jednak na wstępie pragnę życzyć wszystkim osobom, mniej lub bardziej kojarzącym U Call That Love, pomyślności, pogody ducha niczym u Shaquille’a O’neala, pozytywnego szaleństwa jak u Dennisa Rodmana, niezniszczalnego zdrowia jak u A.C. Greena, wszechstronności w swoich talentach jak u Scottie Pippena, podejmowania właściwych decyzji niczym u Johna Stocktona. Przyznaję, ucieszyłem się z zakończenia lockoutu w NBA, aczkolwiek nie należę do fanów współczesnej ligi. Nawet nie chodzi o poziom prezentowany przez obecnie występujących w rozgrywkach zawodników. Po prostu jestem zagorzałym sympatykiem NBA z lat 80.tych i 90.tych (podobnie rzecz się ma z hip hopem). Dobra, dosyć odniesień do koszykówki, bo jeszcze całkowicie zerwę ze z góry ustalonym planem wpisu, w pełni poświęcając się sprawom bliskim erze Michaela Jordana. A przecież w drugim wydaniu „Wieczorem przy herbacie” miało być zupełnie o czym innym, choć analogia do tej dyscypliny sportu jest jak najbardziej na miejscu…

    Na początek lekcja historii i technologii informacyjnej. Web 2.0, to umowne określenie serwisów internetowych powstałych po 2001 roku, w których działaniu i rozwoju największą rolę odgrywają użytkownicy danego serwisu. Wydaje się skomplikowane? Zawsze można uprościć. Internet 2.0 od pewnego momentu, to nic innego jak portale społecznościowe, platformy blogowe, systemy zarządzania treścią oraz wszelkie strony pomagające dzieleniu się odnośnikami do innych miejsc w sieci. Rewolucja w publikowaniu i zdobywaniu informacji przypada na powstanie Wikipedii, Bloggera, YouTube, Digg/StumbleUpon/Delicious, Joomli/WordPressa/Drupala, Twittera, Facebooka i wielu mniejszych projektów. Ograniczając wszystkie strony do muzyki pozostaje przede wszystkim Wiki, Blogger, YouTube, CMS-y, Twitter, Facebook; dochodzi jeszcze MySpace, Last.fm, Mixcloud, Soundcloud, Bandcamp. Obecnie z powyższej listy należy wykreślić MySpace, znikomą rolę odgrywa już Last.fm, podobnie Blogger. Przenosząc to na polskie warunki ostatecznie zostaje Facebook, YouTube, następne w kolejce są ww. serwisy do publikacji muzyki i streamingu, a na końcu znajdują się tematyczne strony internetowe, a gdzieś na horyzoncie widnieje Wykop. Ano i nie należy zapominać o różnych forach internetowych.

    Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Aby przedstawić obraz współczesnego czytelnika stron muzycznych i odpowiedzieć sobie na pytanie: jaki wpływ wywierają serwisy na wiedzę osób o hip hopie i gatunkach pokrewnych. Obszerne zagadnienie, jednak znacznie łatwiejsze do zobrazowania, kiedy pominiemy polski rap. Po informacje dotyczące rodzimych raperów i producentów oraz wydawców można udać się na jedną z wybranych stron traktujących o tym (w ostatnich latach nastąpił istny bum na takie witryny internetowe), zajrzeć po linki na Facebooka, czy odwiedzić pierwsze-lepsze forum w celu zdobycia odnośników do pobrania „za darmo” muzyki. Sytuacja diametralnie zmienia się, gdy zajmiemy się zagranicznym rapem. Owszem, nie będzie żadnego problemu z mainstreamem, zresztą to nic dziwnego. Natomiast w przypadku hip hopu i brzmień pokrewnych w mniej komercyjnym opakowaniu już nie jest tak kolorowo. Często aktualizowanych stron muzycznych z wartościowym contentem jest jak na lekarstwo, a niektóre z nich serwują totalną papkę bez jakiejkolwiek selekcji publikowanego materiału. Z drugiej strony, czy dla przeciętnego polskiego czytelnika-słuchacza muzyki, takie miejsca w internecie są w ogóle potrzebne?

    Podstawowe źródło informacji stanowi Facebook. „Skąd wiesz? – Z Facebooka.”; „Skąd masz ten link? – Znajomy udostępnił na Facebooku.”; „Słyszałeś o imprezie z udziałem…? – Nie. – Zajrzyj na Facebooka, właśnie o tym napisali.” – zwykłe przykłady z dnia codziennego dosłownie każdego użytkownika tego portalu społecznościowego. Kolejne istotne miejsce w hierarchii należy do YouTube’a. Przecież właśnie tam oglądamy teledyski i wszelkie inne nagrania video, czy odsłuchujemy utwory. Fora internetowe nadal odgrywają dużą rolę w polskojęzycznej części internetu. Właśnie za pośrednictwem takich miejsc łatwo, szybko i bezproblemowo trafia się na linki i zdobywa się pliki muzyczne. Nieliczne fora oferują interesującą treść, z której można wiele dowiedzieć się i poszerzyć zasób swojej wiedzy na poszczególne tematy. I tutaj pojawia się problem, ponieważ tematyczne strony muzyczne mają nadal pod górkę. Przeciętny odbiorca muzyki wręcz nie chce poszukiwać informacji o danym wydawnictwie płytowym, czy artyście. Wystarczy dla niego pakiet: link do pobrania płyty+teledysk+opinia znajomych. Dodatkowym minusem jest zwykła niechęć ludzi do czytania. Okazuje się, iż przebrnąć przez obszerniejszy artykuł, składający się z kilkuset słów, to nie lada wyczyn, a spotkałem się ze stwierdzeniami pokroju „Nie czytam, wolę wersję obrazkową”, albo „poczytaj mi mamo/tato/siostro/bracie/partnerze”. Smutne to i prawdziwe. Widoczne są też braki w nowościach i popularnych trendach z zagranicy. Nadal nie można powiedzieć, iż Mixcloud, Soundcloud i Bandcamp upowszechniły się w świadomości Polaków. Nie mówiąc już o tym, że Twitter u nas nie przyjął się, bo w Polsce musi być koniecznie po polsku (komentarze w rodzimym języku pod obcojęzycznymi filmami na YT, to podstawa). Dlatego powstał marny Blip.

    W anglojęzycznej sferze internetu jest zgoła inaczej. W porządku, target docelowy każdej strony prowadzonej po angielsku jest znacznie szerszy, ale należy zwrócić uwagę, jak dużą rolę w promocji muzyki odgrywają tematyczne serwisy muzyczne. Koronny przykład, to Kevin Nottingham – projekt powstały za sprawą kilku osób znajduje się obecnie w ścisłej czołówce witryn piszących o hip hopie. Redaktorzy strony codziennie otrzymują mnóstwo wiadomości od artystów i wydawców, pragnących znaleźć się na KN. A takich stron jest znacznie więcej. 2DopeBoyz jakieś 1,5 roku temu otrzymywali dziennie (sic!) kilkaset wiadomości o nowych utworach, teledyskach, płytach od ludzi z całego świata. Podobnie rzecz się ma z DJBooth.net. The Word Is Bond, The Find Magazine, BamaLoveSoul zanotowały w ostatnich miesiącach niesamowity progres i bardzo prężnie rozwijają się. Skąd takie sukcesy tych serwisów muzycznych? Głównie dlatego, ponieważ ludzie szanują pracę wykonywaną przez osoby odpowiedzialne za te projekty. Doceniają, chętnie odwiedzają, wspierają, dzielą się publikowanymi tam informacjami. Istna symbioza, gdyż w ten sposób, prowadzący serwisy otrzymują potężny zastrzyk pozytywnej energii i mają pewność, iż ich praca jest wynagradzana i dociera do czytelników (dochodzi też możliwość zarabiania przez właścicieli witryn internetowych, nie tylko poprzez reklamy). Jednak najważniejszym czynnikiem generującym ruch na tych stronach jest tak naprawdę chęć zdobywania wiedzy przez słuchaczy muzyki.

    W rodzimych warunkach nie jest to możliwe. Spoglądając na to z pozycji osoby samodzielnie prowadzającej serwis muzyczny, czy też odbiorcy muzyki, poszukującego informacji o danych artystach, płytach, itd., doskonale wiem, że to trudny temat. Występują tutaj także pewne zjawiska, które w ogóle nie powinny mieć miejsca. W Polsce użytkownicy internetu ograniczają się z korzystania z sieci do swoich ulubionych stron, a przy tym nie chcą i/lub boją się poznawać nowych miejsc. Powracający czytelnicy na stronę, to skarb, jednak poziom wybredności w polskojęzycznym internecie stoi na wysokim poziomie. Jednak całokształt tego nie wypada zachwycająco. Nawet jeżeli Polak znajdzie chęci i czas na przeglądanie witryn, to spędza na nich najmniej czasu w Europie. A to tylko odniesienie do ogółu stron internetowych, aż strach pomyśleć, jak to wygląda przy tematycznych serwisach, będących niszą internetu. Oczywiście, zadowoli nas również najnowsza informacja o długo wyczekiwanym videoclipie do singla np. Commona, Wiz Khalify, Drake’a, czy Evidence’a. Czy za tym słuchacze pójdą dalej, zapoznają się z sylwetką artysty, przejrzą jego dyskografię? Szanse na to są znikome. Jeżeli poruszymy kwestię historii kultury hip hopowej, to okazałoby się, że old school stanowi 50 Cent, Mos Def, Talib Kweli, najlepszym raperem jest Lil’ Wayne, a producentem Kanye West. To tak, jakby powiedzieć, że Miami Heat z LeBronem Jamesem, Dwayne’em Wade’em, Chrisem Boshem są lepsi od przykładowo Houston Rockets z połowy lat 90.tych (Hakeem Olajuwan, Clyde Drexler, Robert Horry, Sam Cassell), czy New York Knicks z tego samego okresu (Patrick Ewing, John Starks, Mark Jackson/Derek Harper, Charles Oakley). Team prowadzony przez Jamesa i Wade’a zostałby zmieciony z parkietu przez te ww. drużyny, podobnie jak ww. artyści hip hopowi, gdyby na jednej scenie stanęli z postaciami z lat 80.tych i 90.tych. Dlaczego więc jest tak, a nie inaczej? Wszystko znowu rozbija się o wiedzę, a raczej jej brak. Przy właściwym podejściu do zdobywania informacji i korzystaniu ze stron internetowych wyglądałoby to lepiej.

    Osobiście subskrybuję 96 witryn poświęconych czarnej muzyce i brzmieniom instrumentalnym, doceniając i darząc sympatią większość z takich projektów. Jeżeli natknę się na cokolwiek wartościowego, to w jakikolwiek sposób to docenię. Nie obchodzi mnie to, czy dana strona utrzymuje bliskie kontakty z wybranymi artystami, labelami, promotorami; kolesiostwo i wzajemne kontakty pomiędzy właścicielami wybranych serwisów także schodzą na dalszy plan (powszechne zjawisko w Polsce i zagranicą). Liczy się zawartość witryny i to, co ma w ofercie. Warto zdobywać informacje, poszerzać swoje horyzonty, nie być przywiązanym do tych samych miejsc w internecie i odkrywać nowe. W końcu, każda strona muzyczna jest przeznaczona dla czytelników i należy mieć to na uwadze.

    I tylko proszę nie mówić, że u nas praktycznie nikt nie słucha niezależnego lub oddalonego od blichtru i poklasku rapu. Wystarczy wpisać do Google.pl tytuły kilku wybranych wydawnictw płytowych, po czym otrzymamy podpowiedzi zawierające frazę „peb” lub innego powszechnie znanego forum. Wyszukiwarek internetowych nie sposób oszukać.

Translate »