Wraz ze zmianami w funkcjonowaniu internetu i upowszechnieniu się nowych form promocji i publikacji muzyki, łatwiej niż wcześniej można dostrzec współczesne uwarunkowania w tej branży. Dzięki prężnemu rozwojowi portali społecznościowych, stron internetowych i wszelkich innych udogodnień wpływających na rozpowszechnianie informacji o wykonawcach i labelach z całego świata, ogólny wygląd świata muzycznego przedstawia się naprawdę drobiazgowo. Niezależnie od podziału na mainstream i underground, nietrudno zauważyć, iż do jednego z wiodących nurtów w muzyce należy tzw. future beats. Szerokie pojęcie, tym samym pozwalające przyporządkować do tej kategorii dziesiątki osób oscylujących wokół różnych odmian elektronicznych. Niniejsze nurty muzyczne przybliża kompilacja sprzed kilku tygodni, „Mad-Hop Vol. 4”, zawierająca nagrania artystów z różnych części globu.
Co kryje się za enigmatyczną nazwą Mad-Hop? Ano platforma zrzeszająca artystów i sympatyków szeroko pojętych brzmień elektronicznych i pochodnych – future beats, hip hopu, dubstepu, glitch-hopu, IDM, etc. Przedsięwzięcie zostało zainicjowane w 2009 roku na popularnej stronie Last.fm, a po dwóch latach działalności projekt rozwinął się i przeszedł na stronę internetową dedykowaną społeczności osób wielbiących futurystyczne nagrania muzyczne. W przeciągu poprzedniego roku ukazały się cztery kompilacyjne wydawnictwa oparte o utwory różnych wykonawców. 28 grudnia ub.r. trafiła do sieci ostatnia część składanki. „Mad-Hop Vol. 4” zawiera aż 26 tracków pochodzących od artystów dostarczających muzykę z pogranicza wonky beats, dubstepu, glitch-hopu, electro. Pixelord, Grillo, Wols, Headshotboyz, kidkanevil, Squeaky Lobster, Karaoke Tundra, Teielte, Kixnare – to tylko przykładowi twórcy z długiej listy na grudniowym materiale od Mad-Hop. Długa, aczkolwiek zajmująca podróż pomiędzy rozmaitymi odmianami elektroniki przyciąga liczne grono odbiorców.
Czwartą część kompilacji sygnowanych przez Mad-Hop można odsłuchać i/lub pobrać za pośrednictwem Bandcampa. Poniżej zamieszczam alternatywny link do pobrania albumu. Powstało także promo video „Mad-Hop Vol. 4”, przedstawiające kilka prac graffiti wykonanych na potrzebę tej darmowej kompilacji.
Promując w dzisiejszym świecie wydawnictwa muzyczne, największą uwagę przykłada się do zaistnienia na tematycznych stronach internetowych i bezpośrednim dotarciu do odbiorcy. Czasami zdarza się, że nawet przy odpowiednio przygotowanej promocji materiału, wartościowa muzyka ginie gdzieś przy natłoku marnej jakości singli, teledysków i zapowiedzi płyt. Z drugiej strony, często nie sposób nadążyć za wydawanymi raz po raz nowymi projektami i trzeba dużo cierpliwości aby nie pogubić się w tym wszystkim. W najbliższych 1-3 miesiącach zamierzam nadrobić zaległości na tym polu, skupiając się na przedstawieniu albumów i EP-ek z ostatnich miesięcy. Pierwszeństwo należy się produkcjom, które umknęły uwadze szerszemu spektrum słuchaczy i mediów. W tej szufladzie znajduje się wspólne dzieło nowojorczyków – Superstara Quamallaha, DeQawna & Izznyce’a, wydane w połowie września LP – „Talkin’ All That Jazz”.
Trio odpowiedzialne za powstanie wypuszczonej w ub.r. płyty, to mieszanka rutyny z młodością, a używając terminologii hip hopowej – weterana i rookies. Obecny na scenie hip hopowej od kilkunastu lat, Superstar Quamallah wiedzie prym wśród tej nieformalnej grupy artystów. Emcee/producent/DJ w jednym zadebiutował w 1999 roku singlem winylowym „Don’t Call Me John EP” (ABB Records), na którym pojawili się m.in. Tajai i Defari. W tym samym roku mieszkaniec NYC wydał kolejny materiał, dwunastkę „Just Rap”/„Properly Done”/„Wit It”. W 2001 roku ukazało się jeszcze „Thug Now?”/„Ms. Chaquita”, po czym na kilka lat ucichło o tym przedstawicielu undergroundu. Dopiero pięć lat temu Superstar Quamallah ponownie wypuścił nowy materiał, instrumentalny projekt „Godfood/The Break-fast”. W maju 2009 roku ukazał się nakładem Brick Records premierowy longplay artysty, „Invisible Man”. Poparta singlami „88 Soul” i „California Dreamin’” płyta chwyciła i spotkała się z ciepłym przyjęciem przez słuchaczy inteligentnego i dojrzałego rapu. W porównaniu ze swoim partnerem, DeQwan i Izznyce nie mogą się pochwalić takim doświadczeniem w branży muzycznej. Pierwszy z nich, to rasowy żółtodziób, zaś drugi może poszczycić się jedynie wydaniem z Biko dwa lata temu siódemki „Sunday (A Song For Canon)”/„Sweet Grind Of Mine”. Jak się okazuje, zestawione w ten sposób trio świetnie się dogaduje, a nagrana przez nich płyta „Talkin’ All That Jazz” jest tego najlepszym dowodem.
Album trafił do sprzedaży 13 września 2011 roku. Tytuł wydawnictwa płytowego należycie oddaje pełen klimat niniejszego materiału. Nowojorscy artyści stworzyli piękną płytę, bogatą w przeróżne wariacje jazzowe. „Talkin’ All That Jazz” (Brick Records/Cotter Records) powinno znaleźć sympatyków wśród słuchaczy jazz-hopu, niezależnego rapu w klasycznym wydaniu oraz odbiorców muzyki odmiennej od stylistyki hip hopowej. Superstar Quamallah przy wsparciu DeQawna postarali się o wciągającą i głęboką warstwę tekstową. Główne skrzypce gra tutaj bardziej doświadczony raper, aczkolwiek jego młodszy partner również z powodzeniem sobie radzi. Sposób w jaki obaj nawzajem się uzupełniają budzi uznanie, a tematyka poruszana w utworach – od spraw poświęconych bezpośrednio muzyce, przez socjologiczne spostrzeżenia, po odwołania do wiary – utrzymuje zainteresowanie słuchaczy przez całą długość LP. Nie należy też zapominać o warstwie muzycznej albumu. Izznyce dokonał interpretacji jazzowych nagrań na swój własny sposób. Beatmaker nie trzymał się kurczowo podejścia do produkcji instrumentali w oparciu o jazzowe sample tylko z jednej strony, wybierając całkowicie inną drogę i serwując bogaty muzyczny kolaż dźwięków. Niezwykle dynamiczne otwierające płytę nagranie „Manhattan Reflections” kontrastuje ze znacznie spokojniejszymi trackami – „Conversations”,„World Tour (With No Award)”, czy „Talkin’ All That Jazz”. Z całości longplaya na pewno byłby dumny nieżyjący już ojciec Superstara Quamallaha, John Patton, niegdyś nagrywający albumy dla kultowej wytwórni płytowej, Blue Note Records.
Zawartość albumu została udostępniona do odsłuchu przez Brick Records na Soundcloudzie. Powstało także video promujące album, a dwa single – „Manhattan Reflections” i „Talkin’ All That Jazz” – można za darmo pobrać. Szkoda tylko, iż wydawnictwo Superstara Quamallaha, DeQawna i Izznyce’a przeszło zupełnie bokiem i próżno szukać wzmianek o tym projekcie na popularnych stronach muzycznych. Z kolei Gilles Peterson uwielbia taką muzykę, niewątpliwie zasługującą na szerszy rozgłos.
Podsumowanie 2011 roku na U Call That Love czas zacząć. Zanim przejdę do serii artykułów poświęconych temu zagadnieniu, zapoznam Czytelników strony z muzyczną pointą ubiegłego roku. Wraz z przyjacielem serwisu, Dragonescu, przygotowaliśmy mini serię podcastów podsumowujących w pewien sposób ubiegły rok. „2011: A Year in Review (Episode #1)” właśnie trafi na łamy serwisu.
Pierwsza część projektu została w całości złożona przez Dragonescu. Tracklista podcastu zawiera szerokie spektrum wykonawców hip hopowych, zarówno rozpoznawalnych na całym świecie, jak i tkwiących głęboko w undergroundzie artystów. Po jednej stronie barykady stoją Madlib, Pharoahe Monch, Random Axe, Cunninlynguists, zaś z drugiej Mohammad Dangerfield, Emay, Knxwledge. Znalazło się miejsce także dla Deli, Hassaana Mackeya & Apollo Browna, ASAP Rocky’ego, Hail Mary Mallon i utworu poświęconego rewolucji w Egipcie autorstwa Omara Offendum, The Narcicysta, Freewaya, Amira Sulaimana & Ayah.
Więcej o „2011: A Year in Review (Episode #1)” opowie jego twórca, któremu oddaję w tym miejscu głos.
Dragonescu: Witam wszystkich, bardzo mi miło, że jako jeden z Czytelników serwisu U Call That Love otrzymałem przywilej przedstawienia swojej listy ulubionych nagrań z 2011 roku. Nie jest to lista, nad którą siedziałem godzinami, analizując dokładnie poszczególne płyty wydane w 2k11 – wybrałem utwory, które od razu przyszły mi do głowy, kiedy pomyślałem o podsumowaniu, nagrania do których z pewnością będę wracał chcąc przypomnieć sobie ubiegły rok. Starałem się przedstawić możliwie szerokie spektrum kierunków w rapie, które jak dla mnie zdominowały ubiegły rok i ułożyć to w sensownej kolejności. Mamy tu więc zarówno artystów poruszających dość abstrakcyjne tematy, raperów twardo stąpających po ulicy, wschodzące gwiazdy mainstreamu, undergroundowych wyjadaczy jak i zaangażowanych społecznie i politycznie aktywistów. Żeby za bardzo nie przedłużać – dzięki za uwagę i zapraszam do odsłuchu!
Podcast został umieszczony do odsłuchu na Mixcloudzie. Zapoznać się z projektem możecie także korzystając z poniższego playera.
Okładka: Marcin „Cinek” Matys
Tracklista
Alla Pugacheva & Madlib – Goes To Berejki (Intro) (prod. Madlib)
Dela – Go On (Video Mix) feat. Reach (prod. Dela)
Hassaan Mackey & Apollo Brown – Elephants (prod. Apollo Brown)
Cunninlynguists – Stars Shine Brightest (In The Darkest Of Night) feat. Rick Warren (prod. Kno)
Knxwledge – Beech (prod. Knxwledge)
Druga odsłona podcastu zawierającego nagrania utworów z poprzedniego roku pojawi się w bliżej nieokreślonym terminie trafiła do archiwum U Call That Love.
Przyglądając się poprzednim miesiącom w amerykańskim undergroundzie, można pokusić się o spostrzeżenia związane z ostatnimi projektami wydawanymi przez ludzi kojarzonym z tym kręgiem muzycznym. Obserwując uważnie anglojęzyczne serwisy muzyczne i zapoznając się z opiniami różnych osób odnośnie pozycji poszczególnych artystów na scenie hip hopowej, łatwo wysnuć wnioski o przyszłościowych ludzi w branży. Skupiając się na nowych i rozwijających się postaciach, dostrzeżemy twórców rosnących przy tym w siłę i zbierających coraz więcej pochwał. The Stuyvesants, The Doppelgangaz, Brown Bag AllStars (jako grupa i pod względem solowej działalności członków zespołu), yU, Has-Lo stanowią tylko wierzchołek góry lodowej wśród nowej fali obiecujących wykonawców. Tuż obok nich należy dopisać kolejnego artystę młodego pokolenia dobrze rokującego na przyszłość, Nemo Achidę. W listopadzie ub.r. ukazał się ostatni materiał tego rapera i producenta w jednym, album „Nemotional”.
Kentucky nie przywodzi zbyt wielu skojarzeń dotyczących artystów hip hopowych z tego regionu. Nic w tym dziwnego, skoro nawet Ali G utrzymuje, iż ten stan jest ojczyzną dla kurczaków. Będąc zupełnie poważnym, pierwsi na myśl przychodzą Nappy Roots i po części CunninLynguists. Wywodzący się z położonego w tym stanie Lexington, Nemo Achida niemal na każdym kroku podkreśla wpływ tego miejsca w swojej twórczości. Artysta nie poddaje się łatwo charakteryzacji, dysponując wciągającą i momentami ekscentryczną osobowością. W swoich nagraniach łączy eklektyzm tkwiący w hip hopie, electro, gospelu, jazzie, nadając tej mieszance własnych pierwiastków. Również teksty wykonawcy, bogate w zaangażowane społecznie i politycznie tematy, czynią z niego wyrazistego przedstawiciela rapu. Do tego wszystkiego wypada dodać jeszcze fakt, iż mieszkający obecnie na Brooklynie Emcee/beatmaker, często wydaje nową muzykę, będąc nad wyraz płodnym artystą. Od jesieni 2009 do zimy 2011 roku wypuścił cztery projekty – „Elevator Music”, „Vibrations”, „The North Star”, „Climax Shxt (Quicktape)”, a w ostatnich miesiącach kolejne – „Digital Dan LP” i „Goodbye Brooklyn EP”. Z kolei ostatnie wydawnictwo muzyczne, „Nemotional”, przyniosło Nemo Achidzie największy splendor.
Materiał trafił do sieci internetowej 15 listopada 2011 roku. Artysta rodem z Kentucky otrzymał duże wsparcie przy promocji wydawnictwa ze strony popularnej strony DJBooth.net, która została bezpośrednim partnerem LP. „Nemotional” przedstawia 13 premierowych utworów opartych o instrumentale Sir Flywalkera, Ellie’ego Herringa, Northern Lights, Kuntry’ego „Ace” Noiza oraz gospodarza albumu. Ponadto tu i ówdzie pojawiają się tzw. żywe instrumenty oraz scratche autorstwa DJ’a Coreya Granda. Gościnne udziały wokalistów zostały ograniczone do minimum, jedynie Curtis i P. Blackk wspierają Nemo Achidę w dwóch utworach. Listopadowe wydawnictwo mieszkańca NYC, to nic innego jak inteligentny, wypełniony celnymi obserwacjami, współczesny hip hop. Dzięki „Gimme Ya Luv”, „Timeless (Da Bounce)”, „Stoop Music” czy tytułowemu utworowi, płytę można postawić w gronie najistotniejszych tzw. mniejszych wydawnictw muzycznych z ub.r., pozostającą daleko od popularnych i wyświechtanych trendów. Współczesny rap pełną gębą.
„Nemotional” trafiło do odsłuchu na Bandcampa artysty. Za pośrednictwem tego serwisu lub DJBooth.net można również nabyć elektroniczną wersję tego projektu. Powstały też teledyski promujące niniejszy materiał, nagrane do „Nemotional” i „Stoop Music”. Szczególnie pierwszy obraz zwraca na siebie uwagę i nie bez kozery został uznany za jeden z najbardziej wyrazistych wideoklipów 2011 roku.
Tracklista
Intro (prod. Nemo Achida, scratche: DJ Corey Grand)
Albumy producenckie należą do często wykorzystywanej formy przy tworzeniu projektów muzycznych. Płyty powstające wokół tego klucza, będące często również kompilacjami beatów z udziałem raperów i/lub wokalistów, od dawna odgrywają ważną rolę w muzyce hip hopowej. Co prawda, wielu beatmakerów stawia obecnie na dostarczanie stricte instrumentalnych wydawnictw lecz w dalszym ciągu można trafić na tego rodzaju materiały. W ostatnich miesiącach pojawiły się na stronie artykuły o wydawnictwach sygnowanych przez autorów podkładów muzycznych – „Here & Now” SoulChefa, „Ground Original 3 No One Cares” DJ’a JS-1, „Got Away The EP” The Accomplices, „Weapon Of The Future LP” Astronote’a. Pozostając przy tym temacie, tym razem przedstawię ostatni projekt polskiego producenta, elhuany, nagrany wespół z zagranicznymi raperami album „We, The Kings Of The Planet”.
Artysta rodem z Warszawy zdążył pokazać się już w niezależnym środowisku hip hopowym z dobrej strony. Począwszy od 2009 roku, elhuana corocznie wydaje w sylwestra projekty muzyczne, stanowiące podsumowanie pewnych okresów w jego twórczości. Wszystko rozpoczęło się od instrumentalnego wydawnictwa „Introduction LP”, zawierającego samplowane beaty z lat 2008-09. 31 grudnia 2010 roku ukazała się druga płyta beatmakera, „Snow”. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, materiał zawierał także warstwę tekstową, za którą odpowiadało grono zagranicznych Emcees. Charakterystyczny producencki styl Polaka, opierający się o niekonwencjonalne cięcie sampli specyficzny wyraz nagrań, znalazł niszę odbiorców w kraju, jak i poza jego granicami. Niecały miesiąc temu, elhuana wydał kolejny longplay o przykuwającym uwagę tytule, „We, The Kings Of The Planet”.
Wydany 31 grudnia ub.r. album przyciąga uwagę nie tylko za sprawą dwuznacznego tytułu. Utwory zebrane na płycie różnią się od większości współczesnego rapu. Specyficzny styl elhuany wymaga od raperów posiadania wyrazistego flow i warsztatu, nie dającego się łatwo zaszufladkować i przypisać. Na „We, The Kings Of The Planet” pojawili się zagraniczni artyści kojarzeni ze „Snow” – June Marx i Vida Killz – oraz zastęp nowych twarzy – Steve Colossal, Bloody Monk Consortium, Sinapse, M.I., Kel, Ill Green. Tematyka wydawnictwa nawiązująca do dzisiejszego świata w połączeniu z undergroundowym wymiarem LP daje naprawdę oryginalny i miejscami mocno posępny klimat.
Postanowiłem rozszerzyć publikację o niniejszym albumie, przeprowadzając krótki wywiad z elhuaną. Poniżej znajduje się pełna rozmowa z artystą.
Witam serdecznie w nowym roku. Zanim przejdziemy do pytań dotyczących Twojego ostatniego albumu, chciałbym nawiązać do pewnej prawidłowości związanej z wydawaniem płyt przez Ciebie. Wszystkie wydawnictwa muzyczne sygnowane przez Ciebie ukazywały się do tej pory ostatniego dnia roku w latach 2009-2011. Czy w ten sposób niejako podsumowujesz każde 12 miesięcy?
Siemasz. Jest to takie podsumowanie mojej pracy z danego okresu. Nie chcę, żeby to co zrobię w danym roku gdzieś przepadło, więc puszczam to w internet jako kompilacje, z nadzieją, że komuś się spodoba.
„We, the Kings of the Planet” opiera się o dosyć poważną koncepcję nawiązującą do wyglądu współczesnego świata. Jak postrzegasz życie człowieka w XXI wieku?
Koncepcja jest dosyć luźna, ale chciałem w jakiś sposób nawiązać do realiów naszego pięknego świata bez zasad, gdzie dla większości bogiem jest pieniądz. Jak jest każdy widzi, jednym się to podoba, innym mniej, a ja to jestem tylko narratorem.
Posiadasz charakterystyczny styl producencki, znacznie różniący się od większości pozostałych beatmakerów. Co najbardziej wpłynęło na wykształcenie takiego brzmienia?
Kiedyś kupiłem sobie sampler, nie taki jaki chciałem bo nie było floty, ale wyszło na to, że właśnie taki miałem kupić. Dzięki technicznym ograniczeniom maszyny, zacząłem inaczej podchodzić do robienia bitów i odbiło się to poniekąd też na ogólnym brzmieniu kawałków.
Niemal każdy utwór na Twoim ostatnim albumie powstał przy udziale gości z zagranicy. Można wywnioskować z tego, iż zdecydowanie preferujesz nagrywanie płyt stricte producenckich, aniżeli instrumentalnych materiałów. Zgadza się?
Tak, ponieważ hip hop to dla mnie przede wszystkim rapowanie. Przy okazji puszczania swojej muzyki do sieci, oprócz możliwości pokazania moich produkcji, mogę też promować wielu uzdolnionych raperów i tym się jaram. Dla fanów instrumentali zawsze dołączam odpowiednią wersje albumu.
Jak wygląda odbiór Twojej twórczości w Polsce i na świecie? Spotkałem się z opiniami słuchaczy o umiarkowanym zainteresowaniu Twoją muzyką w rodzimych stronach, aczkolwiek nie jestem pewien jak to przedstawia się w rzeczywistości.
Niewielu ludzi mnie zna, głównie przez moją spaczoną mentalność undegroundowca, ale pora coś z tym zrobić. Ogólnie są różne opinie, ale ciesze się, że w Polsce i innych zakątkach świata, są tacy którym muzyka się podoba.
Każda z Twoich płyt znalazła się do odsłuchu na Bandcampie. „Introduction”, „Snow” i „We, the Kings of the Planet” można za darmo pobrać w sieci internetowej, a także nabyć w formie digitalowej. Fundusze uzyskane z tytułu sprzedaży wspierają Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Proszę, opowiedz więcej czym kierowałeś się przy podjęciu współpracy z tą organizacją.
Nie ma szczególnej współpracy między nami, po prostu jak coś wpadnie za albumy to podsyłam akurat tam. Porządni ludzie, którzy pomagają takim, co nigdy nawet tych rapów nie usłyszą i nawet nie powiedzą, że okładki zajebiste.
Dziękuję za rozmowę. Na koniec krótkie pytanie: plany na 2012 rok?
W 2012 na pewno wyjdzie rap płyta, nad którą pracujemy razem z dwoma chłopakami z Polski i tak naprawdę będzie to mój pierwszy, prawdziwy projekt przemyślany od początku do końca. Myślę, że to nie wszystko, ale co do reszty to już przyszłość pokaże, pozdro!
Wzorem poprzednich wydawnictw, elhuana udostępnił „We, The Kings Of The Planet” za darmo w sieci internetowej (link poniżej). Album znalazł się również do odsłuchu na Bandcampie. Za pośrednictwem tego serwisu można także nabyć płytę w formie fizycznej, a konkretnie na kasecie, która trafi do sprzedaży 30 stycznia. Całkowity dochód ze sprzedaży płyty wesprze działalność Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym.
Na dokładkę zamieszczam nagranie wideo promujące ostatnie wydawnictwo polskiego beatmakera.
Wraz z opublikowaniem kolejnego wpisu poświęconego darmowemu projektowi muzycznemu, postanowiłem przedstawić pewne fakty związane z działalnością strony. Z góry trzymam się określonego klucza odnośnie zamieszczanych materiałów w serwisie, stawiając przede wszystkim na wartość merytoryczną poszczególnych publikacji. W związku z tym, każda informacja o wydawnictwie płytowym podlega uprzednio dogłębnej weryfikacji i ocenie. Szczególnie to dotyczy darmowych płyt pojawiających się co pewien czas na mojej stronie. Ostatnio moją uwagę przyciągnął album Hannibala Kinga, „Flowers For Pamela”, wybijający się znacznie ponad przeciętność wśród materiałów rozdawanych za darmo w sieci internetowej.
Z jakimi przedstawicielami muzyki hip hopowej kojarzyć się może Jamaica, część dzielnicy Queens w Nowym Jorku? W tym kręgu należy wymienić choćby Onyx, Lost Boyz, Q-Tipa, Taliba Kweli, 50 Centa oraz innych znaczących artystów. Wywodzący się z tego osiedla NYC Hannibal King stara się kontynuować piękne tradycje hip hopu zakorzenione przez bardziej znanych twórców. Od stycznia 2010 roku producent wydał kilka beat tape’ów spod serii „Villains Gone Bad„, rozpoczynając od tytułowego materiału, a kończąc na wypuszczonym w lutym ub.r. „Villains Gone Bad III: Heroes for Villains”. Oprócz tego beatmaker współpracował z niezależnymi twórcami (Sene, Mac Miller Children of the Night, Jabee, K. Sparks AC, Donny Goines), co przełożyło się na całkiem dobre przyjęcie przez wiele liczących się stron muzycznych oraz słuchaczy. „Flowers For Pamela” stanowi kolejny krok mieszkańca The Big Apple do dalszego rozwoju.
Wydany na początku listopada ub.r. projekt różni się nieco pod względem konstrukcji od wcześniejszych dokonań nowojorskiego producenta. Oprócz instrumentalnej części wydawnictwa, na „Flowers For Pamela” usłyszymy undergroundowych raperów – Waneeka, Ace’a Da Vinci, Buba Stylesa, Cody’ego B. Ware’a. Pojawia się też damski akcent w postaci 10ille. Beatmaker stworzył co najmniej solidny materiał, który można określić mianem uduchowionej produkcji, opartej o jazzowe i soulowe sample. Istotne akcenty longplaya, to utwory „Gettin’ High (onLove)”, „Villains” oraz „Persephone”. Listopadowy album, to także wyjątkowe LP dla samego jego twórcy. Hannibal King zadedykował płytę swojej babci, która niedawno zachorowała na Alzheimera. Piękny i godny odnotowania gest.
Darmowy album trafił do odsłuchu na Bandcampa artysty. Poniżej zamieszczam odnośnik do pobrania „Flowers For Pamela” oraz dodatkowo materiały wideo promujące ostatnie wydawnictwo nowojorskiego artysty. Obrazy powstały do tytułowego utworu z płyty oraz „Villains” nagranego wspólnie z Bubą Stylesem.
Płyty winylowe stanowią nieodłączny element kultury hip hopowej. W końcu bez tego nośnika trudno wyobrazić sobie rozwój samplingu, powstanie rapu w obecnie znanej formie, nie mówiąc już turntablismie i imprezach granych właśnie z popularnych wosków. Po upowszechnieniu się na świecie zapisu cyfrowego na płytach CD, w ogólnym rozrachunku czarne płyty straciły na wartości. Od kilku lat winyle ponownie na szerszą skalę wracają do łask i wzrasta liczba sprzedanych płyt winylowych na całym świecie. Nie poprawiło to sytuacji w Polsce, gdyż nadal rodzime winyle, to gatunek mocno rozwojowy. Istnieją jednak ludzie przykuwający baczną uwagę do wydawania czarnych płyt. Jedną z takich osób jest beatmaker Metro, przymierzający się do wypuszczenia czwartej 7″, tym razem z udziałem członków kultowego Dilated Peoples – Rakii Iriscience i DJ’a Babu.
Producent rodem z Brzegu w województwie opolskim zaznaczył swoją obecność na zarówno rodzimej, jak i międzynarodowej scenie hip hopowej. W 2005 roku ukazał się premierowy winyl Metro, „Antidotum EP”. Płyta zawierała gościnne udziały Ostrego, WieszOCoChodzi, Jimsona i Afrontu, stanowiąc udany wstęp do dalszej działalności artysty. Rok później wyprodukował w całości album Janka i Kasiny, „Coraz Gorzej”, w pełni ukazując swoje niekonwencjonalne podejście do tworzenia muzyki. Pięć lat temu trafiło do sprzedaży 7″ wydawnictwo „Metro 45’s” z gościnnymi udziałami m.in. Ostrego, TeTrisa, DJ’a Haema, DJ’a Torta. Następnie producent skupił się na współpracy głównie z zagranicznymi wykonawcami.
Pierwszym efektem kolaboracji okazała się EP-ka „Hands In Motion” (Asfalt Records). Wydawnictwo płytowe obfitowało w udziały zacnych gości – Skill Mega, Wildchilda, Abstract Rude’a, Athletic Mic League, DJ’a Romesa. We wrześniu 2009 roku ukazał się kolejny projekt wyprodukowany przez Metro, „Muzikillmind” Declaime’a. Jeszcze w tym samym roku beatmaker zapoczątkował serię 7″ powstających w wyniku kooperacji z tuzami niezależnego rapu ze Stanów Zjednoczonych. Na trzech pierwszych siódemkach wydanych przez Queen Size Records – „Black Opps Mission”, „Acquired Taste”, „Keep Low” – zagościli Guilty Simpson, Oh No, M.E.D., Wildchild, DJ Romes, DJ Eprom oraz DJ Twister. Tym razem do współpracy zostali zaproszeni członkowie legendarnego Dilated Peoples – Rakaa Iriscience i DJ Babu. Efektem współpracy jest utwór „New Maps”, przywodzący na myśl dokonania z najlepszych czasów działalności kalifornijskiego zespołu.
Premiera siódemki została zapowiedziana na 30 stycznia b.r., a już teraz można składać zamówienia na niniejsze limitowane wydawnictwo płytowe. Preorder trwa do 26 stycznia. Lista sklepów dystrybuujących 7″ została podana na fan page’u Queen Size Records, natomiast na Soundcloudzie można odsłuchać snippet „New Maps”. Ponadto Queen Size Records wspólnie z B3 Clothes przygotowali limitowaną serie t-shirtów „New Maps”, które nabyć będzie można od 30 stycznia w sklepie B3.
Aktualizacja: Wokalną wersję „New Maps” można odsłuchać na Soundcloudzie. Oprócz tego powstało promo wideo do nowego projektu autorstwa Metro i jego kompanów.
Wszelkiego rodzaju kompilacyjne albumy, mixtape’y, podcasty i pochodne projekty są w cenie. Dzięki upowszechnienie się streamingu w internecie, otrzymujemy coraz więcej tego typu wydawnictw muzycznych. Szczególną wartość przejawiają materiały zawierające utwory wykonawców nieznanych szerszemu ogółowi słuchaczy. W ten sposób odbiorcy muzyki otrzymują szansę poznania artystów pomijanych do tej pory lub utwierdzeniu się w przekonaniu, iż poszczególni twórcy zasługują na baczniejszą uwagę. Z drugiej strony, niezwykle trudno jest się połapać we wszystkich przedsięwzięciach z tego kręgu i ocenić o poziomie kolejnych projektów bez szczegółowego wgłębiania się w temat. Wśród ostatnio wydanych kompilacyjnych albumów warto poświęcić czas na zapoznanie się z wydawnictwem strony internetowej Ten Million Sounds, „Morning Light”.
Wraz z popularnością szeroko pojętej muzyki instrumentalnej i nastania ery post-Nujabesa, powstało też wiele serwisów muzycznych poświęconych głównie tej tematyce. Ten Million Sounds należy do tego grona witryn i coraz lepiej poczyna sobie w sieci internetowej. „Morning Light” otwiera kolejny etap w rozwoju tego projektu. Charytatywne wydawnictwo muzyczne zawiera nagrania autorstwa zacnego grona artystów. Na albumie znajdziemy utwory wykonawców, którzy pojawi się na U Call That Love – Avensa, Berry Weight, IV The Polymatha, a ponadto incise’a, Sinitusa Tempo, czy P.SUS-a. Instrumentalny album w pełni oddaje zimową atmosferę, przywodzącą na myśl nostalgiczne i spokojne brzmienia muzyczne.
„Morning Light” zostało umieszczone do odsłuchu na Bandcampie, z kolei poniżej znajduje się bezpośredni link do pobrania projektu. W tym miejscu można także wesprzeć Ten Million Sounds, przekazując darowiznę zasilającą działalność International Justice Mission i St. Jude’s Children’s Hospital.
Więcej o kompilacyjnym albumie opowie w krótkiej rozmowie inicjator przedsięwzięcia, Jesse z Ten Million Sounds.
Dlaczego zdecydowałeś się wybrać do swojego projektu właśnie tych artystów?
Najpierw, przed nawet utworzeniem albumu, wybrałem zdjęcie wyrażające nastrój wydawnictwa, jaki chciałem przekazać. Kiedy początkowo znalazłem zdjęcie, to naprawdę ono mnie poruszyło i zabrało daleko od plugawego fotela biurowego, na którym siedziałem we własnej sypialni. Później wybrałem utwory dopełniające to zdjęcie i ten nastrój, pochodzące od artystów zasługujących na trochę większe uznanie.
Co skłoniło Cię do uczynienia z albumu charytatywnego wydawnictwa muzycznego?
Postanowiłem uczynić to charytatywnym albumem, ponieważ uważałem, że postępując w ten sposób mogę połączyć dwie rzeczy w jednym. Po pierwsze, propagując muzykę, którą kocham, a po drugie oddając coś w zamian społeczeństwu i potrzebującym ludziom. To było naprawdę zdumiewające jak wielu artystów zgodziło się na znalezienie się na albumie bez jakichkolwiek opłat. W związku z kształtem charytatywnego albumu, miałem bardzo ograniczone fundusze i nie spodziewałem się tak entuzjastycznego odzewu ze strony tylu artystów. Zastanawiałem się nad 15-stoma wykonawcami, 14-stu z nich przystało na moją propozycję i to jest bardzo ekscytujące.
Jaki jest cel Ten Million Sounds i w jaki sposób mógłbyś zdefiniować muzykę znajdującą się na Twojej stronie?
To co staram się robić z Ten Million Sounds jest stałym oddawaniem czytelnikom nowej muzyki, którą pokochałem. Prawdopodobnie możesz wydusić z rodzajów publikowanej muzyki kilka gatunków: downtempo, hip hop, trip hop, etc. Poza tymi kategoriami istnieją setki i tysiące artystów robiących rzeczy wcześniej niesłyszane i w tym momencie mamy naprawdę ekscytujący okres dla muzyki. Przedstawiając ludziom coś będącego dla mnie wyjątkowym jest świetnym uczuciem, ponieważ pamiętam jaką frajdę sprawiało mi słuchanie danej grupy muzycznej po raz pierwszy i przeszukiwanie internetu po ich wszystkie nagrania. Jeżeli mogę pomóc komuś do zatracenia się w muzyce, sprawiać, że zapomną o swoich stresujących stanowiskach i posadach i być może pokazać im coś, czego będą słuchali do końca swojego życia… Później cała praca włożona w stronę będzie więcej warta od tego.
Wydawnictwo przygotowane przez cieszy się dużą popularnością w undergroundzie, co świadczy także o zapotrzebowaniu na takie projekty.
Istnieje mnóstwo sposobów na dokonanie podziału amerykańskiej sceny hip hopowej. Od strony muzycznej można podzielić Stany Zjednoczone na okręgi reprezentujące dane podgatunku hip hopu. Rozwarstwienie tego gatunku muzycznego lepiej obrazuje podział USA na poszczególne regiony, skupiające zazwyczaj po kilka stanów. Północno-centralna część kolebki hip hopu obejmuje kilka liczących się miejscowości – Chicago, Indianapolis, Columbus, Detroit, Milwaukee, będących ojczyzną dla plejady znamienitych wykonawców hip hopowych. W tym okręgu również znajdują się siedziby wytwórni płytowych, a bogactwo stylów i różnorodność artystów pod względem muzycznym jest nie do podważenia. Ten obszar, to miejsce narodzin grupy Lone Catalysts, powołanej przez kuzynów J. Rawlsa i J. Sandsa w połowie lat 90.tych XX wieku w Cincinnati. W 2010 roku po licznych zawirowaniach ukazał się kolejny album zespołu – „Back To School”.
Lone Catalysts można postawić za wzór niezależnego zespołu, którego członkowie wkładają serca w każde nagranie i koncert, traktując hip hop jak jedną z najwyższych wartości. Postawa prezentowana przez amerykański duet została doceniona nie tylko przez słuchaczy i dziennikarzy muzycznych w Stanach Zjednoczonych, gdyż dokonania kolektywu zostały ciepło przyjęte w Japonii i na Starym Kontynencie. Historia grupy zaczęła się kilkanaście lat temu na University Of Cincinnati, a ich pierwsze wydawnictwa pojawiły się pod koniec lat 90.tych. Wydany w 2001 roku debiutancki album „Hip Hop” zawiera kwintesencję hip hopowego rzemiosła wyniesionego do miana sztuki.
W podobnym tonie należy wyrażać się o pochodzącej z 2005 płycie „Good Music”, wysoko ocenianej po obu stronach Atlantyku i Pacyfiku. Oba materiały, jak również pozostałe projekty undergroundowych artystów rodem z Midwestu, trafił na rynek muzycznych nakładem ich własnego labelu, B.U.K.A. Entertainment (Brothers United Keeping it Afficial). Wykonawcy dbali przy tym o dystrybucję swoich nagrań na Europę i rynek azjatycki, co przyczyniło się do ich częstych wizyt w tych regionach świata. Członkowie Lone Catalysts dzięki sukcesom odnoszonym w ramach działalności zespołu także w udanie rozpoczęli i kontynuują solowe kariery muzyczne i choć J. Rawls pozostaje znacznie bardziej znanym artystą niż J. Sands, to obaj posiadają naprawdę zacny dorobek. Jak się okazuje, nadal chętnie nagrywają pod szyldem zespołu, czego dowodem jest longplay „Back To School”.
Przedziwne zawirowania towarzyszyły wydaniu piątego LP kolektywu. Pierwsze wzmianki o płycie pojawiły się w drugiej połowie 2009 roku, a premiera albumu została ustanowiona na ostatni kwartał tego roku. Rychłe pojawienie się materiału wskazywała też kampania promocyjna Lone Catalysts, opierająca się głównie na teledyskach do singli pochodzących z nadchodzącego wydawnictwa („World Famous”, ). Z bliżej nieznanych powodów, ukazanie się „Back To School” został znacznie przesunięte w czasie, chociaż do dziś można trafić na wzmianki o longplayu datowanym na 2009 rok, przy czym zaskakujące są nazwy wydawców – Babygrande Records lub Domination Recordings. Po kilkunastu miesiącach album wreszcie trafił na rynek płytowy, początkowo jedynie w elektronicznej formie, zaś dopiero później (w styczniu ub.r.) w wersji CD. Co ciekawe, za wytłoczenie płyt CD odpowiadał japoński Goon Trax, a nie jak do tej pory B.U.K.A. Entertainment (przyznam, że powyższy label sprawnie działa na rynku). Wyprodukowany w całości przez J. Rawlsa materiał nie powinien zaskoczyć żadnego z sympatyków zespołu. Korzenne produkcje, z mocno niezależnym pazurem, do tego rap czerpiący garściami ze starej szkoły, gdzie oprócz ww. beatmakera i J. Sandsa usłyszymy Tahira Jahiego, Daddie’ego Richa, Loce’a, Zae Live’a, Mood, Dolphina & Madnessa. Ponadto znajdziemy tam DJ’a Koola. Owszem, czasy „Hip Hop”, czy „Good Music” już nie powrócą, ale nadal Lone Catalysts mogą uchodzić za przyzwoity niezależny zespół hip hopowy.
Wspomniałem o tym, iż grupa postanowiła promować swoje ostatnie wydawnictwo płytowe głównie przez wideoklipy. Powstało całkiem sporo obrazów nagranych do poszczególnych utworów z „Back To School”. Wszystkie klipy są dostępne na kanale Lone Catalysts na YouTube, natomiast część z nich zamieszczam poniżej. Zamieszanie związane z premierą LP oraz brak większej liczby publikacji o tej produkcji, album J. Rawlsa & J. Sandsa pozostał praktycznie niezauważony przez większe spektrum odbiorców. Na szczęście solowy materiał pierwszego z ww. wykonawców, „The Hip-Hop Affect” z 2011 roku, trafił do znacznie szerszego obiegu. Jednak o tym już innym razem na stronie.
Wszelkie inicjatywy mające na celu wyłuskaniu talentów muzycznych z całego świata, oszlifowaniu ich i wprowadzenia na międzynarodową scenę muzyczną, są szalenie cennymi projektami. Bez względu na muzyczne podziały, Red Bull Music Academy należy do szczególnie poważanych przedsięwzięć tego typu. Już w styczniu, Muzyczna Akademia Red Bulla ogłasza nabór do kolejnej edycji jedynych w swoim rodzaju warsztatów, które w 2012 roku przeniosą się do Nowego Jorku. Wszyscy chętni do pójścia w ślady Jamie Woona czy Katy B będą mogli wysyłać swoje zgłoszenia już od 2 lutego.
Żywe wspomnienia i emocje po ostatnich warsztatach Red Bull Music Academyodbywających się w Madrycie nie zdążyły jeszcze opaść, a organizatorzy przedsięwzięcie prężnia działają i już zapowiedzieli kolejną edycję. Po poprzednich przystankach Akademii w Berlinie, Toronto, Londynie, czy Kapsztadzie przyszedł czas na jedno z najbardziej ikonicznych miast na świecie – Nowy Jork. Akademia zaprasza wszystkich chętnych artystów do stania się częścią nowojorskiej przygody wypełnionej warsztatami, wykładami, koncertami, sesjami oraz imprezami w klubach. Uczestnicy tej edycji będą mogli zgłębić różnorodne dziedzictwo muzyczne i kulturalne Nowego Jorku – od wibrującego jazzem Harlemu lat 20.tych XX wieku po legendarne imprezy na terenie Południowego Bronksu, gdzie narodziła się kultura hip hopowa. To będzie jedna w swoim rodzaju podróż od czasów społeczności skupionych wokół takich klubów muzycznych jak Shelter, Limelight, Paradise Garage czy CBGB’s po dzisiejsze reprezentacje dźwiękowych wirtuozerii w Carnegie Hall, The Brooklyn Bowl czy Santos Party House. Swoiste New York State of Mind.
Wszyscy producenci muzyczni, DJ’e, instrumentaliści czy wokaliści zainteresowani warsztatami będą mogli od 2 lutego pobrać formularz zgłoszeniowy ze strony Red Bull Music Academy, który należy wypełnić i wraz z wyselekcjonowaną próbką swojej muzyki przesłać najpóźniej do 2 kwietnia 2012 roku. Wyboru szczęśliwej 60-tki artystów dokona jury składające się z szefów wytwórni płytowych, dziennikarzy muzycznych oraz członków międzynarodowego zespołu Red Bull Music Academy. W ten sposób wyłonieni muzycy otrzymają szansę szlifowania swoich talentów w The Big Apple.
Aby poczuć ducha tej wyjątkowej akademii muzycznej i dowiedzieć się o niej więcej, w lutym i marcu tego roku będzie można wziąć udział w jednym ze spotkań cyklu Red Bull Music Academy Session. Przedbiegi przed właściwym finałem imprezy zostaną przeprowadzane w 50 krajach, w tym także w Polsce. Pierwsza taka infosesja odbędzie się już 3 lutego o godzinie 19:00 w gdańskim klubie Żak w ramach cyklu Coast 2 Coast. Zainteresowanym aplikantom o swojej przygodzie z RBMA opowiedzą jej absolwenci – Salva i Good Paul. Wstęp na imprezę jest bezpłatny.
Red Bull Music Academy to międzynarodowy cykl warsztatów, organizowanych corocznie w innym mieście. W ciągu dwóch dwutygodniowych turnusów akademia muzyczna skupia w jednym miejscu świeże pokolenie pasjonatów wyrafinowanych brzmień muzycznych, kształtujących współczesną formę muzyki. Zaproszeni do warsztatów muzycy reprezentują różnorodne style i zupełnie odmienne techniki, dzieląc się nimi podczas wspólnej pracy w studiach nagraniowych mieszczących się w murach Akademii. Każdego dnia uczestnicy biorą udział w wykładach prowadzonych przez światowe muzyczne autorytety, takie jak Erykah Badu czy M.I.A., a wieczorem mają szansę występować w najgorętszych i najbardziej znanych klubach oraz salach koncertowych w mieście, w którym odbywa się ta wyjątkowa akademia.
Terminy warsztatów Red Bull Music Academy 2012
Pierwszy turnus: 30 września – 12 października 2012 Drugi turnus: 21 października – 2 listopada 2012
Poszukując informacji o artystach, labelach, wydawnictwach płytowych, imprezach muzycznych, w krótkim czasie można odwiedzić niejedną stronę internetową. Kierując się znalezieniem odpowiednich wpisów, pomijając (niepotrzebne) przywiązanie tylko do kilku witryn, poznamy pełno większych i mniejszych serwisów muzycznych. O pierwszej kategorii miejsc w internecie poświęconych tematycznym zagadnieniom pisałem już na U Call That Love (Przegląd anglojęzycznych stron muzycznych 1 & 2). W drugiej grupie znajdziemy blogi i serwisy prowadzone przez osoby występujące także w rolach raperów lub producentów. Jedną z takich witryn jest zarządzane przez Praverb the Wyse’a, Praverb.net. Założyciel strony oraz raper po godzinach w jednym, wydał w połowie października ub.r. kolejną płytę, „Professional Hobbyist”.
O walorach i strukturze strony prowadzonej przez bohatera niniejszego artykułu przyjdzie jeszcze napisać, a póki co skupię się na przedstawieniu Praverba od strony rapera i wydawcy. Mieszkaniec północnej Virginii przedstawia siebie jako zaangażowanego entuzjastę hip hopu, pozostającego w opozycji do współczesnego mainstreamu i popularnych, ale o niskich umiejętnościach przedstawicieli tej kultury. Wymieniający jako największe muzyczne inspiracje Commona, Michaela Jacksona, Sade, Ice Cube’a, Rakima, Kool G Rapa, Aerosmith, niezależny artysta początkowo traktował tworzenie muzyki z przymrużeniem oka. Jednak, wraz z wiekiem hobby gładko przeszło w pasję i miłość do nagrywania nowych utworów i płyt. Po wydaniu dwóch pierwszych materiałów – „Disturbing The Priest” (2004) i „Wisdom’s Cafe” (2005) – oraz dwóch części „The Gospel is FREE” (2008-10), Praverb the Wyse zadebiutował w roli wydawcy. Pod egidą jego strony oraz FWMJ’s Producers I Know ukazały się dwie odsłony „Behind The Beats”, kompilacji przedstawiających utalentowanych beatmakerów z całego świata. W końcu w październiku 2011 roku blogger & raper wypuścił darmową płytę, „Professional Hobbyist”.
Tytuł ostatniego wydawnictwa płytowego niezależnego artysty w pełni oddaje zawartość i klimat materiału. Praverb the Wyse nie stara się na siłę udowodnić o swojej wielkości, nie atakuje bezmyślnie bliżej nieokreślonych osób, nie przemawia przez niego pycha ani duma. Na „Professional Hobbyist” znalazły się przemyślane utwory, a charakter wydawnictwa dobrze oddaje poniższy cytat:
„Professional Hobbyist” to złożona z dziesięciu utworów podróż, która przybliża postać mężczyzny łączącego pracę fizyczną w ciągu dnia z występami w roli MC nocą. Projekt ukazuje wyzwania związane z wykonywanym zawodem, dążeniem do zdobycia wykształcenia, życiem osobistym oraz czasochłonną pasją. Wyraźnie zaznaczam, że wolałbym zarabiać na życie jako MC, niż zdobywać tytuł MBA..
Otwierający album track „My Journey”, a także „Everlasting Struggle”, „The Critic”, „November 11th”, to pełnowartościowe nagrania, eksponujące duszę rapera oraz poruszające istotne tematy dotyczące społeczeństwa na całym świecie. Warstwa muzyczna przypadła m.in. This Is Tomorrow, Manu Beats, LX-Beats, Skipless, Muneshine’owi, a DJ Grazzhoppa przyprawił produkcję scratchami. Do 10 premierowych kompozycji na „Professional Hobbyist” został dołączony remix „The Critic” oraz instrumentalne wersje wszystkich nagrań.
„Professional Hobbyist” został umieszczony do darmowego odsłuchu i/lub pobrania na Bandcampie. Poniżej zamieszczam alternatywny link do downloadu materiału.
Koniec roku nie sprzyja ukazywaniu się na rynku płytowym mnogiej ilości nowych wydawnictw płytowych. Wyhamowanie w grudniu pod względem dostarczanych nowości, to także naturalna kolej rzeczy po wytężonym okresie przypadającym na wrzesień, październik i niekiedy pierwszą połowę listopada. Pomimo widocznego spadku wypuszczania świeżych płyt w tym okresie, można natknąć się na wartościowe materiały. W tym miejscu warto wymienić następujące albumy: „The Brown Study Remixes” Boog Brown, „Night Shift ” K-Defa, „The Earn” yU, „Awaken” Koncepta, czy zapowiadane od dłuższego czasu „Undun” The Roots i wyprodukowane przez No I.D. „The Dreamer/ The Believer” Commona. Obok ww. produkcji uwagę niejednego słuchacza zwrócił kolejny projekt amerykańskiego muzyka i beatmakera, IV The Polymatha. Wydane 13 grudnia ub.r. instrumentalne LP „New vs. Old” stanowi interesującą wizję nowoczesnego hip hopu.
Przyglądając się dotychczasowej dyskografii artysty, można odnieść wrażenie, iż mamy do czynienia z nieopierzonym rookie, stawiającym dopiero pierwsze kroki w branży muzycznej, poszukującego swojego stylu muzycznego. Jednak, nic bardziej mylnego, ponieważ IV The Polymath już teraz z powodzeniem odnajduje się na scenie hip hopowej, posiadającego niewielki wkład w rozwój futurystycznych wizji tego gatunku muzycznego. Muzyk z długoletnim stażem jako perkusista, gitarzysta i pianista, zadebiutował wydanym w lutym 2010 roku przez założony przez siebie label Polymath Records albumem „Never Sleep II”. Przyzwoite recenzje wydawnictwa, które w fizycznej wersji ukazało się na kasecie sygnowanej przez Sassbologna Records, zachęciło beatmakera do zaprezentowania odbiorcom w krótkim czasie następnych EP-ek i LP’s. Ważniejsze materiały producenta stanowią solowe płyty „Drum Machines Have No Soul”, „Push IVward EP” oraz wspólne nagrania z Jondisem w ramach grupy I.deals – „I.deals EP” & „Spill”. Przełożyło się na uzyskanie większego odzewu w sieci internetowej, dzięki czemu grudniowego „New vs. Old” oczekiwało całkiem spore grono odbiorców.
Wydany w połowie poprzedniego miesiąca materiał zawiera 18 instrumentalnych kompozycji. Przy powstaniu płyty brał udział związany z Panaceą K-Murdock, odpowiedzialny za mastering i nadanie ostatecznych szlifów całości longplaya. „New vs. Old” nie należy traktować w kategoriach luźnej kompilacji instrumentali, czy zwykłego beat tape’u. IV The Polymath podąża wytyczoną przez siebie ścieżką, budując nagrania opierające się na jego osobistym spojrzeniu na współczesny hip hop. Utwory zebrane na projekcie, przedstawiają wizję beatmakera na progresywne i futurystyczne brzmienia muzyczne, ściśle podporządkowanym muzyce hip hopowej. To też kierunek rozwoju muzycznego producenta, chętnie sięgającego po klasyczne rozwiązania funkowo-soulowe oraz dodającego do tego własną szczyptę ekspresji. Szkoda tylko aż tylu niepotrzebnych wypełniaczy (1/3 płyty to intermedia), gdyż znacznie lepiej wypadają bardziej rozwinięte koncepcje jak zamykające LP „Pharming”.
Wzorem wszystkich swoich poprzednich materiałów, IV The Polymath umieścił „New vs. Old” na Bandcampie. Za pośrednictwem tego serwisu można dokonywać zamówień również fizycznych wersji wydawnictwa. Warto dodać, iż do płyty CD została dołączona winylowa 7″, czyniąc z albumu gratkę także dla kolekcjonerów płyt.