Autor: Witalij

  • Kolejny album Dota – Erratica

    Kolejny album Dota – Erratica

    2–4 minut

    Wykonawcy ze Starego Kontynentu stanowią liczną siłę w niezależnych kręgach (około) hip hopowych. Już od dłuższego czasu europejscy twórcy nie są również anonimowi dla odbiorców z pozostałych części świata. Poprawiony przepływ informacji o wydawnictwach oraz dystrybucja poszczególnych wydawnictw na cały świat postawiły w jeszcze lepszym świetle artystów z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Szwecji, Holandii i innych krajów. W szczególności na słowa pochwały zasługują nasi zachodni sąsiedzi, zwłaszcza jeżeli chodzi o tamtejszą scenę producencką. W zasadzie każdego miesiąca niemieccy beatmakerzy wypuszczają klasowe płyty, a pozycja niejednego z nich staje się coraz mocniejsza w branży. Obok bardziej znanych artystów z tego kraju znajdziemy także osoby pokroju Dota. Wykonawca rodem z Augsburga wypuścił dopiero co „Erratica” EP.

    W porównaniu do większości swoich rodaków bohater tego artykułu nie skupia się jedynie na pracy solowej i/lub nie uczestniczy w życiu żadnego kolektywu. Artysta pochodzący z południowej części Niemiec to wierny kompan rapera Mr.Feata, z którym kilka lat temu założył formację Blindspot. Właśnie z działalnością tej grupy przez większość czasu był on związany. Dot odpowiada za produkcję każdego wydawnictwa duetu, i trzeba przyznać, iż ta sztuka wychodzi mu naprawdę dobrze.

    Debiutancki projekt Niemców, „Hugs & Scissors” (ukazała się również instrumentalna wersja LP), trafił do obiegu we wrześniu 2010 roku. Płyta przygotowana przez Blindspot była wypadkową ich abstrakcyjnego hip hopu, klasycznego rapu z lat 90.tych i ich autorskich rozwiązań muzycznych. Po premierowym longplayu przyszła kolej na kolejne projekty duetu. Ostatni kwartał 2011 roku przyniósł dwa nowe materiały grupy – „A Fine Mess EP” oraz „Apart”. Następnie Dot opublikował kolekcję instrumentali zebraną na „Blindbeats” zawierającą wcześniej wykorzystane beaty, jak i niepublikowane dotąd tracki. Z kolei wypuszczone we wrześniu 2013 roku „Mars Athletics” stanowi jak dotąd ostatni materiał Blindspot. Ostatni rok przypadł na solowy album niemieckiego producenta, „Alice”. Do tego projektu dołożył on teraz „Erratica” EP, które pokazuje jego dalszy rozwój.

    Wydawnictwo pojawiło się w sprzedaży wraz z 1 lipca. Przy tym materiale beatmaker ponownie postawił na współpracę z oficyną wydawniczą Anette Records. Zachowując od strony wydawniczej status quo artysta uzyskał całkowitą swobodę do ekspresji i nagrania płyty w pełni na własnych warunkach. Już na „Alice” Dot dobitnie pokazał, że nieobce są mu wszelkie eksperymenty. Podobny kształt zdecydował się on nadać „Erratica” EP, dzięki czemu mamy do czynienia z instrumentalnym wydawnictwem pełną gębą, a nie jedynie zlepkiem beatów. Beatmaker zaserwował na lipcowym projekcie różną mieszankę stylów, aczkolwiek bez popadania ze skrajności w skrajność. Pomimo tego iż część utworów diametralnie różni się od siebie, to całość materiału brzmi spójnie i przekłada się na wartościową EP-kę. Nie należy też zapominać o wspólnych cechach nagrań, które wychodzą od przemyślanego doboru sampli, przez właściwe łączenie struktur kompozycji, aż po przyjemny dla ucha aranż. Dot posiada rękę do samplingu, co najlepiej można zauważyć po zamykającym płytę „Tristera Deluxe”. Oprócz tego nagrania wypada wyróżnić tytułowe „Erratica”, „Roookie” oraz „The Mountain Is All Broken (Jafar Panahi)”. W tych nagraniach autor EP-ki pokazuje pełną klasę.

    Płyta trafiła na Bandcampa. W dalszej kolejności projekt pojawi się na pozostałych serwisach streamingowych. Anette Records postarało się, aby „Erratica” została godnie wydana. Wobec tego materiał do nabycia na płytach winylowych i kasetach, które otrzymamy na BC. Wydawnictwo promuje singiel „Roookie”, do którego powstał również videoclip. Dot udowodnił nową produkcją, że potrafi poradzić sobie również w odmiennej stylistyce. Połowa Blindspot w niczym nie ustępuje słynniejszym niemieckim beatmakerom i wypadałoby wręcz, aby zdecydowanie więcej osób sięgnęło po jego nagrania.

    Tracklista

    1. Erratica
    2. Very Shaky Now
    3. Roookie
    4. Cold Grass
    5. The Crazy Never Die
    6. The Mountain Is All Broken (Jafar Panahi)
    7. Sepia
    8. Pie In The Sky
    9. Tristera Deluxe
  • Druga płyta Windmills – Broken Record

    Druga płyta Windmills – Broken Record

    3–4 minut

    Jednym z największych problemów współczesnej branży muzycznej jest ogrom nowych wydawnictw. Pochodną powyższej problematyki jest też to, że nie tylko przeciętni słuchacze nie potrafią odnaleźć się pośród płyt dostarczanych przez wydawców i artystów, ale także widać to po działalności poszczególnych serwisów muzycznych. Informacje są filtrowane i nie ma możliwości na znalezienie kilku witryn rzetelnie piszących o świeżych wydawnictwach. Regularnie dochodzi do sytuacji, w których wybrani twórcy i ich płyty są promowane i uznawane przez dane strony, recenzentów i odbiorców, a inni zupełnie pomijają ich projekty. Właśnie tak się stało w przypadku drugiej płyty kalifornijskiej formacji Windmills. „Broken Record” zostało przez jednych szalenie docenione, zaś pozostali obeszli ten album szerokim łukiem.

    Kalifornia raz po raz zachwyca swoją różnorodnością. Na rozbudowanej hip hopowej mapie Cali widnieje setki drogowskazów prowadzących do mniej i bardziej znanych artystów. Jeżeli nawet ktokolwiek doskonale kojarzy wielu wykonawców pochodzących stamtąd, to i tak łatwo może być zaskoczony twórcami pokroju Frameworka (Emcee/DJ) i Rex Reya (producent i multiinstrumentalista). Właśnie ten duet odpowiada za działalność formacji Windmills. Historia formacji sięga marca 2010 roku, kiedy to ww. artyści postanowili nagrywać wspólnie muzykę. Obaj wynieśli podobne inspiracje (Black Moon, EPMD, Rakim, ale także Edan i Anti-Pop Consortium – kto jeszcze pamięta o tym zespole?), co miało oczywiście wpływ na uformowanie przez nich podstawowych założeń przy nagrywaniu utworów.

    W tym połączeniu Framework i Rex Rey szybko odnaleźli wspólny język, co przełożyło się na wydanie w marcu 2011 roku debiutanckiej płyty „As Above, So Below”. Kalifornijski duet przygotował szczery i przy tym głęboko zakorzeniony w undergroundowych tradycjach album przebił się na scenie lokalnej, docierając też do odbiorców na całym świecie. Po tym materiale Windmills odłożyło swoje następne nagrania na kolejne 3 lata. Grupa postanowiła dogłębnie przemyśleć schemat drugiego longplaya i dalszy kierunek własnego rozwoju. Jak się okazało, wyszło to duetowi na dobre, ponieważ „Broken Record” stanowi kompletny album, o jakie współcześnie coraz trudniej.

    Longplay zadebiutował na rynku na dwa tygodnie przed ubiegłorocznym Bożym Narodzeniem. Atmosfera towarzysząca końcówce roku na pewno odbiła się na odbiorze płyty Windmills, aczkolwiek trzeba od razu dodać, że wcale grupa nie straciła tak wiele na wydaniu materiału akurat w tym okresie. Wręcz przeciwnie – po głównym singlu zapowiadającym płytę, „Bring Out the Sun”, wybrana nisza słuchaczy oczekiwała na LP w przekonaniu, że to będzie odpowiedniej jakości produkcja. Windmills nie zawiedli odbiorców i w szybkim tempie zachwycili osoby niezaznajomione z „As Above, So Below”. W czym tkwi sekret formacji z Miasta Aniołów? Zderzenie szczerych, osobistych i refleksyjnych tekstów Frameworka popartych doskonałym flow z rozbudowaną warstwą muzyczną dostarczoną przez Rex Reya przyniosło odpowiedni efekt na „Broken Record”. Kiedyś powyższe podstawy nie należałyby do niczego niecodziennego, jednak przy dzisiejszych uwarunkowaniach w branży hip hopowej, Kalifornijczycy wraz z nowym projektem przynieśli mocny świeży powiew na scenie. W ten sposób stworzone LP automatycznie zostało przeznaczone dla słuchaczy poszukujących prawdziwych form rapowych z nutą nostalgii. Jednak w tym przypadku stanowi to zaletę, ponieważ Windmills nie poszukują dróg na skróty, ani nie zamierzają w żadnym stopniu przypodobać się odbiorcom. Duet artystów wsparty kilkoma muzykami, dzięki którym wybrane podkłady rozszerzono o brzmienie tzw. żywych instrumentów, stworzyli (od)ważny i więcej, niż porządny album. Ogromnym atutem „Broken Record” jest to, że każdy pojedynczy utwór wypada zacnie i nie zawodzi. Od instrumentalnego tytułowego nagrania, przez motywacyjne „Get Up”, przez najmocniejszy moment płyty (trzy utwory – „Bring Out the Sun”, „Graffiti in the Night i „Moving On”), aż po zamykające album „Truly Yours”, wszystko tutaj jest niemal perfekcyjnie dobrane. Dzięki takim wydawnictwom hip hop nadal żyje.

    „Broken Record” pojawiło się na Bandcampie i innych powszechnie znanych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, itp.). Windmills opublikowało materiał w wersji cyfrowej i fizycznej (płyty kompaktowe). Framework i Rex Rey promują LP poprzez kilka singli – „Bring Out the Sun”, „Get Up” i „Moving On”. Kalifornijczycy wnieśli dużą jakość wraz ze swoim drugim wydawnictwem i pokazali tym samym, że undergroundowa scena z Cali jest jeszcze bardziej urozmaicona i rozbudowana, niż większości osób wydaje się. Pozycja dedykowana też miłośnikom znamienitej serii „Dark Souls” (tak, samplowanie z soundtracków do gier wideo to też sztuka).

    Tracklista

    1. Broken Record
    2. Regular Handshake
    3. Get Up
    4. Path to Pave
    5. Underground Gem
    6. The Beach When It Rains
    7. Bring Out the Sun
    8. Graffiti in the Night
    9. Moving On
    10. You Know You’re Right
    11. Not All Right
    12. Truly Yours
  • Lilacs & Champagne ze zjawiskową płytą Midnight Features Vol. 2: Made Flesh

    Lilacs & Champagne ze zjawiskową płytą Midnight Features Vol. 2: Made Flesh

    3–4 minut

    W każdej dziedzinie kultury i sztuki dochodzi do nieustannych ewolucji i przeobrażeń. Wszelkiego rodzaju zmiany i ich następstwa dotykają też branżę muzyczną. Wystarczy tylko spojrzeć na współczesnych artystów nie stroniących od eksperymentów, aby przekonać się, jak bardzo wszystko nabiera nowych kształtów. Pośród wykonawców około hip hopowych i elektronicznych można szybko trafić na świeże formy mocno broniące się przed skutecznym zaszufladkowaniem. W tym miejscu wystarczy wymienić dokonania milo, Homeboya Sandmana, Nocando, The Koreatown Oddity, Potatohead People, The Internet, Bathsa, billy’ego woodsa czy Made In Heights. Oczywiście obok nich znajduje się pełno innych twórców starających się przemycić w swoich nagraniach zupełnie nową jakość, jak choćby Lilacs & Champagne. Wydane przez tę grupę „Midnight Features Vol. 2: Made Flesh” wypada wręcz doskonale.

    W ostatnich latach wielu producentów skutecznie zwróciło na siebie uwagę słuchaczy z całego świata. Bohaterowie dzisiejszego artykułu również zdążyli sporo namieszać pośród sympatyków eklektycznego instrumentalnego hip hopu, elektroniki i brzmień pokrewnych. Alex Hall i Emil Amos współpracują ze sobą od dłuższego czasu. Obaj artyści szybko odkryli, że ciągnie ich obu w stronę starych i szerzej nieznanych płyt z pogranicza soulu i funku, co stanowiło punkt wyjściowy dla utworzenia Lilacs & Champagne.

    W latach 2012-14 formacja współpracowała z wytwórnią płytową Mexican Summer. Właśnie dla tej oficyny wydawniczej zespół nagrał trzy płyty – dwa longplaye i jedną EP-ką. Debiutancki materiał duetu – „Lilacs & Champagne” – pojawił się w obiegu na początku 2012 roku. Artyści niemal od razu trafili do niszy odbiorców hołubiących klimaty retro poddane współczesnej obróbce. Z kolei drugi album Lilacs & Champagne, „Danish Blue”, uznaje się za punkt przełomowy w karierze grupy. Akurat po tym materiale znacznie więcej przedstawicieli mediów przychylnym okiem spojrzało na działalność formacji. Specyficzny kolektyw otrzymał liczne pochwały także za wypuszczone w lutym ub.r. „Midnight Features Vol. 1: Shower Scene”. Po rozszerzeniu składu zespołu o Jaya Clarke’a i Zachary’ego Reno, właśnie do tej produkcji zespół postanowił nawiązać w tym roku. „Midnight Features Vol. 2: Made Flesh” wzbudził znaczne zainteresowanie w branży, czego zresztą należało spodziewać się.

    Wydawnictwo cieszy odbiorców od ponad 3 miesięcy. Amerykańska formacja przed nagraniem albumu zdecydowała się na ważny krok zmieniając wydawcę z Mexican Summer na Temporary Residence Limited (warto przejrzeć pełen katalog tej wytwórni). Jak ww. wraz z kolejnymi wydawnictwami rosła reputacja grupy w świecie muzycznym. Oprócz tego systematycznie zwiększały się oczekiwania fanów, blogerów i dziennikarzy. Nic więc dziwnego w tym, iż przed opublikowaniem „Midnight Features Vol. 2: Made Flesh” nie brakowało różnych opinii na temat kształtu produkcji i tego, jak będzie brzmiała produkcja po dodaniu nowych członków do grupy. Jak się okazało, Lilacs & Champagne brawurowo poradziło sobie ze wszystkim, przynosząc przemyślany od początku do końca longplay. Instrumentalny projekt opiera się o sample wydobyte z płyt pokrytych grubą warstwą kurzu, w głównej mierze pochodzących z Europy. Do tej mikstury wykonawcy dodali składniki wyciągnięte z filmów klasy B, audycji radiowych i słuchowisk. W ten sposób utworzono psychodeliczny album i pokazano wszem i wobec, jak powinien wyglądać sampling. Lilacs & Champagne nie zależało na nagraniu płyty łatwej, miłej i przyjemnej, o czym świadczy otwierające „Roses & Kisses”, prawdziwy wyznacznik klimatu pozostałej części LP. Członkowie zespołu z gracją oprowadzają po pokojach, w których są ukryte kolejne nagrania. „Case Closed!”, „Midnight Creeper II”, „Dreaded Stranger” i „Wringing Hands” zawierają liczne niepokojące elementy, ale też są zmysłowe i zarazem silnie przyciągają słuchaczy. W tych kompozycjach, jak i pozostałych, bez trudności można odczuć emocje towarzyszące artystom przy realizowaniu płyty. Piękna i wciągająca podróż  pomiędzy psychodelicznymi samplami oraz zagadkowym światem równoległym przenoszącym słuchaczy niepostrzeżenie do lat 70.tych.

    Album trafił na Bandcampa oraz na pozostałe serwisy streamingowe (Spotify, Deezer, itp.). „Midnight Features Vol. 2: Made Flesh” można nabyć w wersji elektronicznej za pośrednictwem BC, a także w formacie fizycznym (kasety i płyty winylowe). Temporary Residence Limited udostępniło trzy single promujące materiał – „Roses & Kisses”, „Made Flesh” i „Case Closed!”. Pierwszorzędne dzieło Lilacs & Champagne znalazło uznanie w oczach niejednego serwisu muzycznego i słuchacza. Jedna z piękniejszych produkcji pierwszego półrocza 2015 roku.

    Tracklista

    1. Roses & Kisses
    2. Made Flesh
    3. Longjohn’s Lust
    4. All the Room
    5. Case Closed!
    6. Playin’ With Paul
    7. Peril
    8. Midnight Creeper II
    9. Dreaded Stranger
    10. Euro Blow
    11. Burning Sensation
    12. Wringing Hands
    13. On Hold
  • Solowy materiał BlabberMoufa – Da BlabberMouf LP

    Solowy materiał BlabberMoufa – Da BlabberMouf LP

    4–5 minut

    Pośród wszystkich stylów rapowych, boom-bap cieszył się dawniej niewiarygodną wręcz popularnością na całej kuli ziemskiej. Termin użyty po raz pierwszy przez T La Rocka w połowie lat 80.tych szczególnie pod koniec poprzedniego stulecia stał się wyznacznikiem jakości w muzyce hip hopowej. Bez licznych wykonawców utożsamianych z tym nurtem cała kultura przedstawiałaby się zupełnie inaczej. Po latach świetności boom-bap niemal doszczętnie wyginął w mainstreamie. Właśnie tę formę uznaje się często obecnie za kompletny przeżytek z czym naprawdę trudno zgodzić się. Wystarczy tylko przyjrzeć się dokonaniom współczesnych niezależnych twórców, aby przekonać się, iż surowsza i mocniejsza forma hip hopu nadal ma się całkiem dobrze. Przykład? Niedawno wydany album „Da BlabberMouf LP: BackWitDaBoomAndBlabberastikRhymes” holenderskiego rapera BlabberMoufa.

    Wydaje się, że taki niewielki kraj, jak Holandia, nie ma żadnych szans, aby odgrywać większe znaczenie na europejskiej scenie (około) hip hopowej. Nic bardziej mylnego. Od dłuższego czasu w kraju wiatraków i tulipanów sporo dobrego dzieje się w branży rapowej. Jako dowód wystarczy przytoczyć dwa tamtejsze kolektywy – HetVerZet i Da Shogunz. Holenderskie grupy stanowią synonim klasycznego boom-bapu. Obie formacje są ściśle powiązane ze sobą, także ze względu na osobę BlabberMoufa. Emcee wywodzi się z tego pierwszego zespołu, aczkolwiek poza granicami swojego kraju jest kojarzony bardziej z Da Shogunz. Wiele osób uznaje jego za jedną z największych pozytywnych zaskoczeń w undergroundzie ostatnich lat, zaś niektórzy określają jego mianem istnego fenomenu w rapie.

    Skąd się biorą zachwyty nad niepozornym z wyglądu artystą? Ano stąd, że wykształcił on osobliwy i niemożliwy do podrobienia styl, który w mig potrafi zarazić słuchaczy. W dzisiejszych czasach nie brakuje prób nawiązywania do Złotej Ery rapu ze strony licznych współczesnych wykonawców. W czasie, gdy lwia część tych twórców brzmi mdło i wtórnie, to BlabberMouf ze swoimi przyjaciółmi pokazuje, jak powinien wyglądać teraźniejszy boom-bap. Motor napędowy Het VerZet i Da Shogunz wyraźnie udowodnił na każdej produkcji, że nie jest przypadkowym raperem. Wraz z pozostałymi kompanami z HVZ zaprezentował spory potencjał na płycie „Greatest Shits” z 2012 roku.

    W tym samym roku trafił do obiegu jego wspólny album z producentem Propo’88, „From The Top Of The Stack”. Właśnie za ten materiał doceniono jego w niezależnych kręgach hip hopowych pozostających wiernych dawnym ideałom. Pozycję rapera wzmocniła kolejna płyta – „Start From Skratch”. Po wydawnictwie nagranym z Ntanem Emcee obdarzony rzadko spotykanym flow często koncertował w różnych częściach Europy i nie tylko (część Da Shogunz odwiedziła też Kolumbię), a także współpracował z innymi wykonawcami. Holender wystąpił choćby na „Isolation EP” Plasha. Po tej krótkiej przerwie BlabberMouf postawił na skompletowanie utworów na pierwszy solowy longplay. „Da BlabberMouf LP” to bez dwóch jedno z większych wydarzeń ostatnich miesięcy.

    Materiał zapowiadano od pierwszych tygodni tego roku. Singiel wprowadzający do LP – „StepInDaJam” – śmiało można było odebrać jako dobry prognostyk przed premierą całej produkcji. Jeżeli ktokolwiek spodziewał się po holenderskim artyście wydawnictwa stojącego na co najmniej przyzwoitym poziomie, na pewno nie zawiódł się na nim. BlabberMouf spędził sporo czasu nad szlifowaniem formy, stawiając przy tym na ciągły progres. Wszystko to znalazło odzwierciedlenie na „Da BlabberMouf LP: BackWitDaBoomAndBlabberastikRhymes” (królestwo za spacje). Przedstawiciel Het VerZet i Da Shogunz nie spuścił z tonu, dostarczając kapitalny boom-bapowy album. Już wcześniej od strony technicznej powalał on na kolana – przyspieszenia, nad wyraz dopracowane flow, melodyjność to od dawna jego znaki rozpoznawcze. Jednak teraz Holender dołożył do tego jeszcze większą pewność siebie i charyzmę. W tej chwili można powiedzieć, iż to kompletny Emcee, o co coraz trudniej w dzisiejszych czasach. Boom-bapowy kocur sprawnie porusza się na każdym beacie dostarczonym przez Truffela The Phunky Phaqira, Kick Backa, Propo’88 i Zudo. Każdy z tych beatmakerów wykonał kawał dobrej roboty, zapewniając BlabberMoufowi środowisko silnie nawiązujące do lat 90.tych, ale uzupełnionych o świeże, autorskie elementy. Remiksy w wykonaniu Truffela i Propo’88 również wypadają udanie („MadTricks” w wykonaniu tego pierwszego to po prostu poezja). Na nie zabrakło również gości. Res One, Ntan, JMan i Corto Maltez wystąpili w „Down For Whatever”, Christmaz pojawił się w „Instant Flava”, natomiast Ellmatica można usłyszeć w „WeKnowForAFact” i „Come Correct”. Jedna z ważniejszych i najrówniejszych płyt z pierwszego półrocza 2015 roku.

    Album udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach tego pokroju. „Da BlabberMouf LP” trafiło do obiegu w postaci cyfrowej i fizycznej. Płyty kompaktowe i winylowe opublikowane przy udziale Vinyl Digital są do nabycia za pośrednictwem sklepu Da Shogunz. Wydawnictwo promują następujące single – „StepInDaJam” i „Come Correct”. Do obu nagrań nakręcono również videoclipy. „Come Correct”ukazało się również na limitowanej siódemce. Już teraz po boom-bapowy projekt sięgnęło wiele osób, co przerosło nawet najśmielsze oczekiwania BlabberMoufa. Holenderski raper znalazł uznanie także w oczach przedstawicieli mediów. Ogólnoświatowa dystrybucja jego materiału powinna jeszcze mocniej wpłynąć na notowania tego twórcy w środowisku hip hopowym.

    Aktualizacja: Na YT pojawił się krótki film dokumentalny przedstawiający kulisy powstawania longplaya.

    Tracklista

    1. Da Blabberastik Intro (prod. Truffel The Phunky Phaqir)
    2. AllDaWayLive (prod. Truffel The Phunky Phaqir)
    3. WriterzBlock (prod. Kick Back)
    4. Instant Flava feat. Christmaz (prod. Kick Back)
    5. ShogunStyle (prod. Truffel The Phunky Phaqir)
    6. WeKnowForAFact feat. EllMatic (prod. Zudo)
    7. Mad Tricks (prod. Kick Back)
    8. Jamaican Rum (prod. Propo’88)
    9. StepInDaJam (prod. Truffel The Phunky Phaqir)
    10. Come Correct feat. EllMatic (prod. Kick Back)
    11. MyFlavaKicks (prod. Truffel The Phunky Phaqir)
    12. Down For Whatever feat. Res One, Ntan, JMan & Corto Maltez (prod. Truffel The Phunky Phaqir)
    13. MadTricks (Truffel Remix) (prod. Truffel The Phunky Phaqir)
    14. StepInDaJam (Propo’88 Remix) (prod. Propo’88)
  • WhoSampled pomysłodawcą Digging In The Vaults

    WhoSampled pomysłodawcą Digging In The Vaults

    3–5 minut

    Sampling to jedno z najważniejszych zagadnień we współczesnej muzyce. W oczach jednych samplowanie jest postrzegane jako najbardziej rozwojowa idea towarzysząca rapowi i innym gatunkom. Z kolei pozostali uważają to za zło wcielone, będące niezwykle kontrowersyjną i pozbawioną jakichkolwiek racji bytu techniką. Na ten temat powstało mnóstwo publikacji i dokumentów z „Copyright Criminals” („Złodzieje Praw Autorskich”) na czele. W ostatnich latach miłośnicy samplingu i crate diggingu (nieodłączny element tej części rzemiosła muzycznego) zwrócili się w stronę rzadkich nagrań sprzed lat. Wielu artystów stara się odnaleźć niewykorzystane dotąd sample, co prowadzi niekiedy do powstania wspaniałych projektów pokroju „Digging In The Vaults”. Wspólna inicjatywa portalu WhoSampled, Imagem Music Production oraz 2NX Music wypadła fantastycznie.

    Odkąd tylko pamiętam Brytyjczycy silnie dbają o muzyczną erudycję i przechowywanie wiedzy odnośnie poszczególnych składowych każdego gatunku. Wystarczy tylko spojrzeć na istniejący od 2008 serwis WhoSampled, aby dobitnie przekonać się o prawdziwości powyższych słów. W błyskawicznym tempie portal zyskał ogromną popularność na świecie, i to nie tylko pośród konkretnych odbiorców. Jak się okazało, ludzie dosłownie z każdego zakątka na globie, słuchający na co dzień różnej muzyki, zdecydowało się na dzielenie się swoją wiedzą dotyczącej pochodzenia poszczególnych utworów. Dzięki temu w tym momencie bezproblemowo można dotrzeć na stronie WhoSampled do tysięcy artystów i ich nagrań, które następnie łatwo rozłożyć na części pierwsze.

    Owszem, nie brakuje głosów potępiających istnienie tego projektu – co pewien czas słychać głosy mówiące o tym, że przez to zabija się kreatywność i chęć poznawania przez ludzi sampli inną drogą, niż poprzez poszukiwanie ich w bazie WhoSampled. Jednak nie można przekreślać wszystkie przedsięwzięcia prowadzone przez przedstawicieli tego serwisu. Poszczególne inicjatywy przeprowadzane przez nich bywają niesamowicie budujące, o czym świadczy choćby „Digging In The Vaults”. Przy porozumieniu z grupą Imagem Music Production i labelem 2NX Music pokuszono się o jedyne w swoim rodzaju przedsięwzięcie. W ramach ubiegłorocznego Great Escape Festivalu umożliwiono 20 brytyjskim i amerykańskim artystom na skorzystanie z pilnie strzeżonych zbiorów Imagem, na które składają się płyty z katalogu Cavendish, Boosey & Hawkesa, Epic Score czy Sonotonu. Na co dzień oryginalne wydania winyli zgromadzonych przez tę firmę są niedostępne dla osób postronnych. WhoSampled postanowiło przeprowadzić całą akcję, której produktem końcowym jest ww. wydawnictwo „Digging In The Vaults”. Powstanie tego materiału przyniosło nie lada poruszenie w kręgach muzycznych.

    Przedsprzedaż płyty rozpoczęła się na 2 tygodnie przed jej premierą. Już wtedy kolekcjonerzy winyli zaczęli żywo interesować się tym wydawnictwem, co następnie doprowadziło do wyprzedania większości nakładu wosków przed oficjalną premierę projektu. Powyższy fakt doskonale świadczy o wyjątkowości tego materiału. Jednak otoczka towarzysząca całemu pomysłowi to jedno, wykonanie i efekt końcowy to drugie. Za wszystkie utwory zgromadzone na „Digging In The Vaults” odpowiadają nieprzypadkowi twórcy, legitymujący się pokaźnymi dyskografiami i stażem w branży. Na uwagę zasługuje też to, że nie WhoSampled i Imagem nie ograniczyło wyboru wykonawców do jednego gatunku. Przyniosło to jeszcze lepsze efekty w postaci rozbudowanej zawartości płyty. Soundsci, Chris Read, Phill Most Chill, Mr. Thing, Mark Rae, illiterate, Sleepless, Danny Drive Thru, Jackson Almond, My Panda Shall Fly i Innovance dostąpili zaszczytu nagrania utworów w oparciu o rzadkie i niedostępne nigdzie indziej sample. Od początku do końca można odczuć specyficzny klimat albumu. Wystarczy tylko bliżej zapoznać się z „Hands Up (They Still Shoot)”, „That’s Where I’ll Be”, „Dusty Corners” czy zamykającemu projekt „Stop Playing (With My Soul)”, aby w pełni odkryć piękno tego przedsięwzięcia. Jeden z najlepszych pomysłów pierwszego półrocza, które aż prosi się o kontynuację.

    Projekt znajdziecie na Bandcampie oraz pozostałych serwisach (iTunes, Amazon, 7Digital, Spotify, Deezer). Winylowa edycja „Digging In The Vaults” (okrojona do 7 nagrań) błyskawicznie rozeszła się na BC; ostatnie sztuki wosków są dostępne w sprzedaży w sklepach Rough Trade (East & West), Rarekind Records oraz Vinyl Digital. Później winyle będzie można jedynie dostać na Discogs i eBayu. Album promuje singiel Soundsci„Hunger Pains” (jedyny rapowy track tutaj). W sieci znajduje się również krótki materiał video prezentujący wyprawę do biblioteki muzycznej Imagem. Marcowy materiał wydany pod kuratelą WhoSampled pokazuje wszem i wobec, że sampling nadal może być sztuką. Z kolei pozostali artyści i kolekcjonerzy płyt na pewno zasypali prośbami i pytaniami WhoSampled, Imagem i wszystkie osoby zaangażowane w powstanie „Digging In The Vaults”. Przecież niejedna osoba dałaby się dosłownie pokroić za dostęp do tych zbiorów.

    Tracklista

    1. Soundsci – Hunger Pains
    2. Chris Read & Phill Most Chill – Hands Up (They Still Shoot)
    3. Mr. Thing – Untitled
    4. Mark Rae – One Way Trip
    5. illiterate – Constantine
    6. Sleepless – That’s Where I’ll Be
    7. Danny Drive Thru – Dusty Corners
    8. Jackson Almond – State Of The Obvious
    9. My Panda Shall Fly – Miscellaneous Theme
    10. Innovance – Dimensions
    11. Chris Read – Stop Playing (With My Soul)
  • Instrumentalny album Pigeondusta – Moon, Wisdom & Slackness

    Instrumentalny album Pigeondusta – Moon, Wisdom & Slackness

    3–4 minut

    W pierwszym półroczu 2015 roku ukazało się multum zajmujących wydawnictw. Już teraz można śmiało stwierdzić, że ten rok nie zawodzi pod względem jakości nowych płyt. Nietrudno też zauważyć znaczną ekspansję twórców z poszczególnych krajów. Wystarczy spojrzeć na niezależne kręgi (około) hip hopowe w Wielkiej Brytanii czy Japonii, aby upewnić się odnośnie powyższego stwierdzenie. Osobiście pragnę wyróżnić pokaźne grono japońskich beatmakerów, którzy szczególnie zaimponowali formą. W poprzednich miesiącach otrzymaliśmy klasowe kolejne materiały od submerse’a („Stay Home”), Aru-2 („Milky”), Kazumiego Kanedy („Beginning Of Thought”), Bugseeda & Ill.sugiego („City Mind”), Linn Moriego („Invisible Vision”) czy też matatabiego (seria EP-ek). Oprócz nich dużo dobrego można powiedzieć o longplayu „Moon, Wisdom & Slackness” Pigeondusta.

    Przedstawiciele Kraju Kwitnącej Wiśni cieszą się dobrą opinią w branży hip hopowej. Pomimo tego iż są uznawani przez wielu za enigmatyczne postaci, a do ich muzyki niekiedy jest utrudniony dostęp, to nieprzerwanie przyciągają uwagę słuchaczy z innych kontynentów. W niezależnych kręgach muzycznych od dłuższego czasu pojawiały się także pochlebne opinie na temat działalności Pigeondusta. Artysta zamieszkały na co dzień w Funabashi ze wszech miar zasługuje na baczną uwagę ze strony mediów i słuchaczy, o czym już kilkakrotnie przekonał na swoich wydawnictwach.

    Wykonawca występujący wcześniej pod pseudonimem DJ Hato jest bliskim znajomym kilkoro japońskich twórców. W tym miejscu wypada wspomnieć o wybranych członkach kolektywu EN TokyoBugseedzie, Nekoze czy Salty. Przy współpracy z pierwszym tym artystą Pigeondust zrealizował płytę „7th Wonder”. Projekt opublikowany w lutym ub.r. spotkał się z ciepłym odbiorem przez słuchaczy. Podobne komplementy Japończyk otrzymywał za swoje utwory dostarczane na różnego rodzaju kompilacje wypuszczane przez The Jazz Jousters, Rapohnelizenz, RAWS, Turbo Tape Recordings i inne platformy wydawnicze. Jednak najwięcej ciepłych słów skierowano pod adresem beatmakera za jego solowy album sprzed prawie 3 lat, „Eastbound Ticket”. Płyta nagrana przy udziale Sadata X, Haiiro De Rossi, Midaza, Zeroha i DJ’a Ducta wypadła na odpowiednio wysokim poziomie. Nic więc dziwnego zatem, że całkiem liczne grono ludzi wypatrywało na horyzoncie nowej produkcji Pigeondusta. Jak się okazało, „Moon, Wisdom & Slackness” zrobiło niemałe wrażenie na sympatykach instrumentalnego hip hopu.

    Początkowe informacje dotyczące płyty pojawiły się jeszcze pod koniec pierwszego kwartału tego roku. Wydaniem materiału miało zająć się coraz prężniej działające Cold Busted. Po dokonaniu tej decyzji przez Japończyka stało się jasne, że jego projekt stanie się bardziej dostępny dla słuchaczy spoza Azji, co bez dwóch zdań należało uznać za duży plus. Dzięki temu producent otrzymał szansę na zademonstrowanie swoich umiejętności przed liczniejszym audytorium. Wydane w połowie „Moon, Wisdom & Slackness” dobitnie pokazało, że jak najbardziej zasługiwało na rozszerzoną dystrybucję i większe wsparcie mediów. Pigeondust oddał do rąk odbiorców płytę składającą się z 19 instrumentalnych utworów, łączących zarówno brzmienie inspirowane latami 90.tymi, jak i organiczny hip hop. Wszystko to uzupełnione stricte japońską duszą, nieodzownym elementem występującym na każdym projekcie twórców z tego kraju. Blisko 40-minutową produkcję nie należy traktować w kategoriach kolejnego beat tape’u, ponieważ autor tego materiału ma zdecydowanie więcej do przekazania. W stosunku do poprzednich nagrań Pigeondust jeszcze bardziej rozwinął swój warsztat, co słychać w „1995”, „Galacticos1994”, „Harps” czy „Lives In The Clouds”. Na nowej płycie nie zabrakło też dodatkowych smaczków w postaci rozszerzonych utworów – „Mindtrip” oraz „Knife In A Pocket”. Również instrumentale współtworzone z Hakobune i Sugarloafem„Coda” i „A Night Thought” – nie zawodzą. Wszystko to polane odpowiednim brzmieniem perkusji i nienagannym cięciem sampli. Właśnie taka forma współczesnego instrumentalnego hip hopu wypada najprzyjemniej.

    Wydawnictwo trafiło do odsłuchu na Bandcampa, Spotify, Deezera i pokrewne serwisy. Aktualnie „Moon, Wisdom & Slackness” można nabyć w każdym formacie. Oprócz wersji elektronicznej, album pojawił się w sprzedaży również w sprzedaży na płytach kompaktowych i winylowych (obecnie trwa przedsprzedaż wosków), a także na kasetach. Materiał promuje singiel „Family Affair”. Pigeondust pokazał się z jak najlepszej strony na tej produkcji i udowodnił, że w bliższej lub dalszej przyszłości usłyszymy od niego jeszcze wiele zadowalających projektów.

    Tracklista

    1. 1995
    2. Loop
    3. Galacticos1994
    4. Harps
    5. Knowledge
    6. Lives In The Clouds
    7. Here Comes Midnight
    8. Stars.Falling
    9. Mindtrip
    10. Straight Ahead
    11. The Life
    12. A Night Thought feat. Sugarloaf
    13. With You
    14. Family Affair
    15. Knife In A Pocket
    16. Railroad Jam
    17. Coda feat. Hakobune
  • DistantStarr wydaje longplay The Vibe LP

    DistantStarr wydaje longplay The Vibe LP

    3–4 minut

    Obserwując niezależną scenę instrumentalną i hip hopową staram się wyłapać wielu wydawców i artystów. Pomimo tego iż w żaden sposób nie ograniczam zakresu swoich poszukiwań, to nadal nie doceniłem należycie sporej części osób. Od dawna usiłuję przybliżyć działalność jednej z lepszych niewielkich oficyn wydawniczych z Wielkiej Brytanii – Expansions Collective. Wytwórnia płytowa z siedzibą w Manchesterze pojawiła się w branży 3 lata temu. Przez ten czas dzięki labelowi skupionemu wokół producenta o pseudonimie Mecca:83 otrzymaliśmy sporą dawkę wartościowej muzyki. Oprócz składanek („Expansion Sound Vol.1-2”, „Waveform”) za pośrednictwem EC swoje płyty wydali Doc Mastermind, Dagmxy, REdefinition, J. Vibes czy też DistantStarr. Ostatni z tych twórców po udanym „The Vibe EP” opublikował w kwietniu follow-up do tej produkcji, „The Vibe LP”.

    Bohater dzisiejszego artykułu to świetny przykład artysty wiernego starej szkole rapu, a także chętnie wcielającego do swojej twórczości współczesne elementy muzyczne. Jednak w przypadku DistantStarra nie małe znaczenie miało również jego pochodzenie. Emcee urodził się w Nowym Jorku, a następnie zwiedził kolejne trzy stany – New Jersey, Pensylwanię i Virginię – aby na koniec osiąść w stolicy USA, Waszyngtonie. Wszystkie te podróże oraz ciągła zmiana środowiska ukształtowały jego nastawienie do życia oraz hip hopu. Wychowanek wschodniej części Stanów Zjednoczonych przez wiele lat nie miał okazji do szerszego zaistnienia na scenie hip hopowej, co na szczęście zmieniło się wraz z podjęciem przez niego współpracy z ww. Expansions Collective.

    DistantStarr często współpracuje z innymi wykonawcami, co ma odzwierciedlenie w jego dotychczasowych projektach. Począwszy od 2012 roku raper jest związany z czterema przedsięwzięciami – SKXLXTOR (wspólnie z filadelfijskim Emcee Buddy Leezle), StarrSkream (wraz z paryskim producentem Le N?ko), MAGR (wraz z raperem Al Mighty) oraz REdefinition (wspólnie z producentami Meccą:83 i Buscratesem). W ramach działalności wszystkich tych formacji mieszkaniec Washington, D.C. wydał kilka dobrze przyjętych materiałów. W pierwszej kolejności warto wymienić tutaj „Bahia Affair EP” REdefinition i „The No Sleep” StarrSkream. Po tych płytach artysta postanowił zrealizować solową produkcję, „The Vibe EP”. Wydawnictwo pochodzące z listopada 2014 roku wypadło na tyle korzystnie, że raper zdecydował się dołożyć drugą część do tego. „The Vibe LP” stanowi wartościowe rozszerzenie EP-ki z końca zeszłego roku.

    Pełen album cieszy słuchaczy od dwóch miesięcy. Wydaniem projektu zajęło się, podobnie zresztą, jak poprzednio, Expansions Collective wespół z My First Moth Records. Jak przedstawia się premierowy długogrający materiał tego rapera? Ano płyta prezentuje się więcej niż porządnie. Wszystko to za sprawą umiejętności DistantStarra do tworzenia utworów według starych wytycznych rapowych wraz ze współczesnymi składowymi. Gospodarz longplaya płynnie przechodzi z nie raz mocno odmiennych klimatów – wystarczy tylko porównać następujące po sobie „Wide Awake” z „Laminated Looseleafs”. Emcee dobrze radzi sobie z klasycznie brzmiącymi beatami, jak i momentami mocno eksperymentalnym brzmieniami. Amerykanin bezproblemowo odnalazł się w środowisku stworzonym przez Le N?ko, Meccę:83, Buscratesa, Hudsona Mohawke’a, IAMNOBODI-ego czy też Jordana Rockswella. Zaletą „The Vibe LP” jest bez wątpienia również warstwa liryczna, przeznaczona bardziej obytym i starszym słuchaczom, aniżeli osobom poszukującym jednowymiarowych i prostych treści. W osiągnięciu ostatecznego kształtu albumu pomogli DistantStarrowi także Blu, Al Mighty, Kissey Asplound oraz Sabrina Cuie. W ten sposób powstała płyta z powodzeniem łącząca ascetyzm rodem z lat 90.tych z motywami muzycznymi bardziej przystępnymi dzisiejszym słuchaczom.

    Materiał można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Deezera, Spotify i pokrewnych serwisów streamingowych. Wersja elektroniczna albumu jest dostępna w sprzedaży na BC. W dalszym ciągu można też nabyć wydanie winylowe „The Vibe EP” (również w pakiecie z cyfrową odsłoną longplaya). „The Vibe LP” promuje pięć singli („Feste”, „Wide Awake”, „Revolution”, „Feeling Like” i „Radiation”) zebranych na teaserze albumu. DistantStarr całkiem udanie wprowadził się na niezależną scenę hip hopową i warto śledzić jego dalsze losy.

    Tracklista

    1. Radiation (prod. Le N?ko)
    2. Feeling Like feat. Al Mighty (prod. Mecca:83 & Buscrates)
    3. Feste (prod. Hudson Mohawke)
    4. In Tokyo feat. Kissey Asplound (prod. Jay Scarlett)
    5. Revolution (prod. IAMNOBODI)
    6. A Little Star (prod. Buscrates)
    7. Buttafly (prod. Hudson Mohawke)
    8. Wide Awake (prod. Jordan Rockswell)
    9. Laminated Looseleafs feat. Blu (prod. DistantStarr)
    10. Spiritual feat. Sabrina Cuie (prod. Portformat)
    11. Smooth (prod. DistantStarr)
  • Akin Yai wypuszcza płytę We Are Leaders, Not Saints

    Akin Yai wypuszcza płytę We Are Leaders, Not Saints

    3–4 minut

    Przy okazji niektórych artykułów poruszam tematy związane z wizerunkiem niezależnego środowiska hip hopowego sprzed lat. Przeważnie odwołuję się do artystów, którzy po latach stanowią siłę tego gatunku muzycznego. Jednak tym razem pragnę podejść do tego tematu z innej strony. W końcu underground wychował nie tylko Atmosphere, MF Dooma, El-P czy Jedi Mind Tricks, ale też Soul Purpose, Haiku D’Etat, Mars Ill, Sonic Sum czy Mountain Brothers. Zdecydowana większość tych oraz pozostałych postaci już dawno odeszła z branży, pozostawiając po sobie piękny dorobek. Z drugiej strony niektórzy twórcy po różnych przygodach dalej nagrywają muzykę. Około pół roku temu ukazał się zapowiadany od dawna solowy album byłego członka CYNE, Akina Yaiego. „We Are Leaders, Not Saints” pokazuje, że nadal amerykański Emcee ma wiele do powodzenia.

    Kariery solowe artystów przez lata związanych z jedną grupą muzyczną przeważnie toczą się w różny sposób. Nie raz zdarza się tak, że wykonawca po odłączeniu się od danej formacji przez dłuższy czas pozostaje w uśpieniu i powoli przygotowuje się do wstąpienia na nową ścieżkę. Właśnie ten opis pasuje, jak ulał do bohatera dzisiejszego artykułu. Przez blisko dziesięć lat Akin Yai automatycznie przywodził na myśl ww. zespół CYNE. Pochodzący z Beninu twórca był integralną częścią tego kolektywu, nagrywając wraz ze Cise Starem, Speckiem i Enochiem kilka przednich płyt z „Time Being”, „Evolution Fight” i „Water For Mars” na czele. Po owocnym okresie spędzonym ze swoimi przyjaciółmi postanowił on całkowicie zmienić życie przenosząc się na stałe do Paryża.

    Przez pewien okres Akin Yai adaptował się do nowego otoczenia i pozostawał na uboczu sceny hip hopowej. Część osób zastanawiała się czy tylko zawiesił on działalność, czy już na zawsze wziął rozbrat ze światem muzycznym. W 2011 roku pojawiły się informacje o planach wydawniczych rapera, co niejeden słuchacz przyjął z nieskrywaną ulgą. Ponad 2,5 roku ukazało się pierwsze solowe wydawnictwo artysty zamieszkałego obecnie we Francji, „Nomadic”. Materiał obejmował niepublikowane dotąd utwory i stanowił jedynie rozgrzewkę przed oficjalnym solowym debiutem w branży fonograficznym. Co prawda na „We Are Leaders, Not Saints” należało poczekać kolejne 2 lata, ale jak pokazał czas, zdecydowanie warto było cierpliwie wypatrywać tej płyty.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu pod koniec ub.r. dzięki francuskiemu labelowi EAW Records. Wypada zaznaczyć, że pierwotnie album miał trafić do obiegu znacznie wcześniej lecz ostatecznie zadebiutował w sieci w okolicach ostatnich świąt Bożego Narodzenia. Zawirowania związane z wypuszczeniem longplaya wpłynęły na jego odbiór – nie wszyscy zainteresowani słuchacze od razu dowiedzieli się o płycie. Szkoda, gdyż „We Are Leaders, Not Saints” stanowi pod wieloma względami pełnowartościowe LP łączące starą szkołę rapu ze współczesnymi standardami. Od razu należy zaznaczyć ogromny atut projektu – Akin Yai nie tworzy muzyki miłej, łatwej i przyjemnej, która jest przeznaczona masowemu odbiorcy. Emcee o afrykańskich korzeniach stworzył materiał dedykowany dojrzałym osobom, o czym świadczy przede wszystkim liryzm i dbałość o szczegóły poszczególnych nagrań. Wystarczy tylko uważnie przesłuchać „Sofię”, „Escaping Dixie”, „Danceteria” czy też „Carefully Intentional Artist”, aby dobitnie przekonać się o tym, iż teksty byłego członka CYNE nadal stoją na wysokim poziomie. Dodatkowo paryżanin zyskał wiele na produkcji Specka, który jak zwykle bryluje w warstwie muzycznej przypominającej dawne czasy undergroundu, ale przy tym będącej nad wyraz progresywnej. Producent nie stronił od eksperymentów (patrz: „The Lower”), co wyszło na dobre Akinowi. W ten sposób powstał produkt, który śmiało można polecić każdemu, kto około dekadę temu był dobrze zaznajomiony z niezależną stroną rapu, a przy tym po latach stara się zgłębić przepis na undergroundowy rap w wydaniu doświadczonego artysty.

    Płytę udostępniono do odsłuchu na Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i podobnych tego typu serwisach. Ponadto wydawnictwo można nabyć w wersji elektronicznej (pozostaje jedynie żałować, że longplay nie ukazał się też w wersji fizycznym). „We Are Leaders, Not Saints” promują dwa singlowe nagrania – „Tropica Cancer” i „Sofia”. Do obu tracków powstały przy tym videoclipy. W dalszym ciągu Akin Yai utrzymuje odpowiednią wysoką formę, natomiast nad jego utworami unosi się duch starych produkcji CYNE.

    Tracklista

    1. Tropica Cancer
    2. Nice Dream
    3. Sofia
    4. Just Coast
    5. Motobecane feat. Jean-Michel
    6. Escaping Dixie feat. Cise Star
    7. Danceteria
    8. Mami Wata
    9. Coming to America
    10. Descend
    11. The Lower
    12. Carefully Intentional Artist
    13. To Reconcile
  • Instrumentalna płyta Hashfingera – Kites

    Instrumentalna płyta Hashfingera – Kites

    3–5 minut

    W 1984 roku Afrikaa Bambaataa i The Soulsonic Force wypuścili ponadczasowy singiel „Looking For The Perfect Beat”. Tytuł rewolucyjnego nagrania sprzed trzech dekad jest jeszcze bardziej aktualny, niż przedtem, aczkolwiek nie przybiera to takich czystych kształtów, jak dawniej. Przeglądając postaci z całej kuli ziemskiej widać gołym okiem dwa zupełnie różne etosy pracy. Jedni beatmakerzy usiłują non stop nagrywać muzykę i dzielić się nią ze słuchaczami, zaś drudzy tworzą nagrania raz na pewien czas i znacznie rzadziej prezentują swoje tracki. Oczywiście przedstawiciele obu obozów starają się dotrzeć w okolice perfekcji i przekonać odbiorców, że właśnie to oni nadają utworom niemal doskonałą formę. W tej drugiej kategorii znajduje się Hashfinger. Jego świeży longplay, „Kites”, to zdecydowanie jedna z lepszych instrumentalnych płyt ostatnich tygodni.

    W tym momencie brytyjscy twórcy należą do niezwykle rozwojowych postaci na międzynarodowej scenie muzycznej. Dodatkowo tamtejsi wykonawcy dbają o jak najwyższy poziom swoich nagrań, co widać idealnie na przykładzie Hashfingera. Producent wywodzący się z Bradford bryluje w instrumentalnej półce hip hopowej i trzeba przyznać, że właśnie w tych klimatach muzycznych odnajduje się on wręcz doskonale.

    Beatmaker wydaje muzykę od blisko 4 lat. W początkowej fazie swojej działalności ściśle współpracował on z labelem Sinoptic Music, głównie dzięki jego bliskim znajomym – Lunarowi C i Silentowi G. Przez ponad rok artysta skupiał się na tworzeniu luźnych beat tape’ów. „The Buddy Nuggets Remix​.​1”, „April.12 EP”, „Coriolis Effect” i pozostałe materiały stanowiły przy tym rozgrzewkę przed okazalszymi i ważniejszymi płytami Hashfingera. Pierwsza istotna produkcja jego autorstwa, „The Dreams”, ukazała się w październiku 2012 roku. Rozszerzone wydawnictwo zawierające 24 tracki spotkało się z pozytywnym feedbackiem w branży. Serwisy muzyczne i odbiorcy docenili kunszt producencki Brytyjczyka lubującego się w nostalgicznym i melancholijnym brzmieniu zahaczającym o elementy przywodzące na myśl lata 90.te. Wydany rok później longplay „Lessons” odegrał niemniej kluczowe znaczenie w dalszej działalności Hashfingera na scenie producenckiej. Album z sierpnia 2013 roku był też pierwszym projektem tego twórcy, który trafił do sprzedaży w formacie fizycznym (płyty winylowe) i w błyskawicznym tempie urzekł mnóstwo słuchaczy. Nie powinno więc nikogo dziwić fakt, że na kolejną płytę Brytyjczyka czekał niejeden sympatyk niezależnej strony hip hopu oraz muzyki instrumentalnej. „Kites” stanowi koronny dowód o klasie beatmakera i jego dalszym rozwoju.

    Premiera projektu wypadła na początku maja. Podobnie jak w przypadku „Lessons” Hashfinger przy swoim nowym projekcie podjął współpracę z Headcount Records. Dzięki temu artysta mógł w pełni skupić się na pracy twórczej i być pewnym tego, że jego longplay trafi do obiegu w postaci fizycznej (płyty winylowe). Już po uruchomieniu przedsprzedaży LP oraz wypuszczeniu singli promujących produkcję – „Kites”, „Low Down” oraz „The Wind Changed” – można było być pewnym, iż nadchodzi instrumentalny album pełną gębą. Jeżeli ktokolwiek wysunął takie przypuszczenia po trzech utworach zwiastujących „Kites”, to powinien tym bardziej czuć się usatysfakcjonowany. W porównaniu do poprzednich materiałów Hashfinger jeszcze bardziej dopieścił swoje brzmienie i zadbał o pełniejszą formę poszczególnych nagrań. Już od pierwszych chwil obcowania z albumem widać, że Brytyjczyk sprawniej przekazuje emocje i nakreśla charakter swoich kompozycji. Nie utracił na tym jego znak rozpoznawczy – zdolność do tworzenia nostalgicznych ścieżek korzystających z dorobku lat 90.tych, a przy tym nie nużących słuchaczy. Wszystko to za sprawą niczym nieograniczonych wizji muzycznych mieszkańca Bradford i lekkości w przedstawianiu rozbudowanych kompozycji. Oprócz ww. utworów warto przyjrzeć się konstrukcji choćby „Leaving”, „Cirrus”, „Myths”, „A New World” czy „Signals”, aby przekonać się o kunszcie Hashfingera. Jedno też jest pewne – brytyjski beatmaker nie osiągnął jeszcze perfekcji, aczkolwiek znajduje się na dobrej drodze ku temu.

    Majowy materiał znajdziecie na Bandcampie. W tej chwili wydawnictwo można bezpośrednio nabyć w wersji elektronicznej. Trwa również przedsprzedaż winylowego wydania albumu (nakład już na wyczerpaniu), którego premiera odbędzie się około 15 czerwca (przy tym beatmaker współpracuje z Headcount Records). W sieci można znaleźć ww. single promujące LP – tytułowe „Kites”, „Low Down” oraz „The Wind Changed”. Do pierwszego nagrania dołożono przy okazji czarno-biały videoclip, zaś następny obraz utrzymany w podobnym klimacie stworzono do „Flying”. Hashfinger nie zalicza się do najbardziej znanych niezależnych beatmakerów, ale dzięki jakości swoich nagrań powinien być znacznie bardziej doceniany i lepiej kojarzony, niż niejeden jego kompan po fachu. Za sprawą „Kites” brytyjski producent na pewno znajdzie więcej uznania w oczach mediów i odbiorców.

    Tracklista

    1. Low Down
    2. Leaving
    3. Buried Treasure
    4. Time
    5. We Were High
    6. Calm Air
    7. Im So High
    8. Melancholy Mood
    9. Myths
    10. Cirrus
    11. Kites
    12. Keepin It Tight
    13. A New World
    14. Not Forever
    15. Day Dreaming
    16. Flying
    17. Signals
    18. The Wind Changed
    19. Turbulance
    20. Downward Spirals
  • Recenzja EP: Pete Flux & Parental – Traveling Thought

    Recenzja EP: Pete Flux & Parental – Traveling Thought

    4–5 minut

    Akromégalie Records | 2014

    Europejscy wykonawcy są coraz lepiej kojarzeni na międzynarodowej scenie (około) hip hopowej. Podobnie można wypowiadać się na temat wytwórni płytowych ze Starego Kontynentu, które sukcesywnie poszerzają grono swoich odbiorców. W niezależnych kręgach muzycznych najczęściej mówi się o niemieckich wydawcach pokroju Project: Mooncircle, Jakarty Records, Melting Pot Music, Tokyo Dawn Records czy Radio Juicy. W innych krajach Starego Kontynentu nietrudno również o dobrze zarządzane oficyny wydawnicze, jak choćby francuskie Akromégalie Records. Label założony w 2009 roku przez Leksa (Emcee/producent) i Parentala (DJ/producent) skupia się na wydawaniu płyt winylowych. 1 kwietnia ub.r. odbyła się premiera interesującego projektu sygnowanego logiem tej wytwórni – „Traveling Thought” duetu Pete Flux & Parental.

    Od dawna Francja przeżywa stanowi oczko w głowie niejednego miłośnika rapu w niezależnej formie. Istotną rolę w systematycznym rozwoju tamtejszej sceny odgrywają również mniejsze i większe labele, niekiedy prowadzone z pasją przez samych artystów. Akromégalie Records należy właśnie do tych francuskich wytwórni płytowych, które starają się przedstawić odbiorcom wartościowe projekty odwołujące się do niezapomnianych lat 90.tych. Oficyna wydawnicza z siedzibą w Paryżu powstała ponad 6 lat temu z inicjatywy dwóch braci, a zarazem członków formacji KalhexLeksa i Parentala.

    Początkowo bardziej aktywny na scenie był pierwszy z nich, wypuszczając w połowie 2013 roku doskonałe „Full Cycle” (oczywiście też ukazała się płyta grupy założonej przez rodzeństwo – „Kalhex”). Ponad dwa lata temu także Parental zabrał się ochoczo do tworzenia muzyki. Paryski wykonawca nawiązał współpracę z amerykańskim raperem Pete’em Fluksem, co okazało się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. W pierwszej połowie 2013 roku francusko-amerykański duet zaprezentował premierową dziesiątkę, „Right Here”. Wydawnictwo wypadło na tyle dobrze, że część przedstawicieli mediów i odbiorców zaczęło wypatrywać na horyzoncie kolejnego projektu artystów utożsamiających się z korzenną muzyką hip hopową. Obszerniejszy materiał, „Traveling Thought”, trafiając do obiegu zrobił wrażenie na wybranej niszy fanów klasycznego undergroundu.

    Za każdym przy artykułach o nieco starszych wydawnictwach nasuwają się następujące pytania – czy dany materiał nie jest już passe? Czy przypadkiem wszyscy zainteresowani odbiorcy nie sięgnęli po tę produkcję ładnych kilka miesięcy temu? Czy przy niesłychanym ruchu na scenie muzycznej, ktokolwiek jeszcze pamięta o płycie sprzed roku? Wszystkie te zasadnicze kwestie pasują do „Traveling Thought”, aczkolwiek odpowiedzi na każdy odrębny temat mogą być odmienne i relatywne. Postawmy zatem nieco inne pytanie – jaką wartość przejawia EP-ka Pete’a Fluksa & Parentala rok po premierze?

    Powracając do płyty po dłuższym czasie i po części odkrywając całość na nowo, przyznam szczerze, że ten materiał spełnia nie tylko współczesne standardy, ale równie dobrze przyjąłby się na przełomie stuleci. Skąd płyną takie, a nie inne skojarzenia? Wszystko to dzięki wyjątkowej chemii panującej pomiędzy autorami „Traveling Thought”. W końcu taką zgodność umysłów niejednokrotnie trudno odnotować nawet pośród twórcami pochodzącymi i nagrywającymi w tej samej miejscowości. Proces twórczy w przypadku artystów mieszkających na co dzień po obu stronach Atlantyku został dokładnie przedstawiony w „Warming Up”. Szkoda tylko, że Pete Flux & Parental nie zdecydowali się na umieszczenie tego utworu na początku EP-ki, gdyż dzięki niemu łatwiej można byłoby przyswoić sobie drogę, jaką pokonali oni do wydania płyty.

    Z drugiej strony, nawet nie znając kulisów powstawania projektu, można czerpać dużą satysfakcję słuchając tej produkcji. W ogromnej mierze to zasługa skwapliwego dobrania beatów – silnie inspirowane latami 90.tymi, zahaczające o boom-bap, z odpowiednio dobranymi samplami, miękkie i pozwalające na jak najlepsze zaprezentowanie swoich umiejętności raperowi. Parental wykonał kawał dobrej pracy i słychać, że przeszedł on długą drogę przed wybraniem podkładów na tę płytę. W tak przygotowanym środowisku Pete Flux czuł się, jak ryba w wodzie. Zapoznając się z jego łagodnym i eleganckim stylem szybko można dojść do jednego wniosku – taki Emcee to skarb dla każdego beatmakera, gdyż praca z nim to czysta przyjemność. Przekonują o tym utwory „Science”, „The Calm” czy też ww. „Right Here”. Natomiast swoistą wisienką na torcie pozostaje zamykający „Traveling Thought” track z udziałem Rob-O, „Illness”. Doświadczony amerykański raper pokazał się w nim ze świetnej strony. Jeżeli natomiast duet ponownie zdecyduje się na opublikowanie wspólnych nagrań, to powinien postarać się o element zaskoczenia w swoich nagraniach, ponieważ część osób uzna ich twórczość za przewidywalną. Pomimo tego EP-ka broni się i już teraz śmiało można stwierdzić, że wytrzymała próbę czasu. Przecież obecnie rok od wydania płyty, to w oczach większości artystów, wydawców, dziennikarzy i słuchaczy, po prostu wieczność.

    W zalewie nowości płytowych łatwo przeoczyć nagrania stojące na wysokim poziomie. Niektóre z nich mogą początkowo nie przejawiać większej wartości, ale jeżeli choć na moment oderwiemy się od tego, co jest znane i chętnie promowane przez strony muzyczne i przeciętnych odbiorców, to można dzięki temu odkryć kawał dobrej muzyki. Właśnie tak wyglądają sprawy z „Traveling Thought”. Pete Flux & Parental odpowiadają za nagranie jednego z lepiej przygotowanych wydawnictw ostatniego roku lecz ich płyta nie cieszy(ła) się tak dużym zaufaniem mediów i słuchaczy, jak masa innych materiałów autorstwa twórców z większą siłą przebicia w branży. Jednak czyni to z drugiej EP-ki tego duetu wyjątkową produkcję, dostępną dla wybranych osób z otwartymi głowami i czerpiących radość z odkrywania współczesnych nagrań stanowiących świetny follow-up do lat 90.tych. Nie bójcie się sięgnąć po tę płytę, gdyż o taką chemię na linii raper-producent jest teraz coraz trudniej.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Science (scratche: Venom)
    2. The Calm
    3. Success
    4. Right Here
    5. True To Your Art feat. Kalhex
    6. The Why feat. Jonnae Thompson
    7. Warming Up (scratche: DJ LOD)
    8. Illness feat. Rob-O

    Zapisz

  • Play This Only At Night premierowym albumem Barrio

    Play This Only At Night premierowym albumem Barrio

    2–4 minut

    Europejscy producenci stanowią znaczną siłę na międzynarodowej scenie muzycznej. Wraz z otwarciem się mediów i odbiorców na twórców pochodzących spoza Stanów Zjednoczonych oraz pozytywnym aspektom związanym ze zmianami w przemyśle fonograficznym, niejeden mieszkaniec Starego Kontynentu wybił się w szybkim tempie. Od kilku lat najaktywniejsi pozostają w tej gałęzi francuscy, brytyjscy i niemieccy beatmakerzy. Na łamach naszego serwisu wielokrotnie już komplementowałem tamtejszych wykonawców. Ostatnie tygodnie i miesiące ponownie przyniosły powody ku zadowoleniu, jeżeli chodzi o europejskich producentów. W trakcie trwającej wiosny wartościowe wydawnictwa opublikowało wielu wykonawców. W połowie maja do obiegu trafił „Play This Only At Night” autorstwa Barrio będący koronnym dowodem na potwierdzenie powyższych słów.

    Francuska scena producencka sukcesywnie rozwija się. Coraz więcej tamtejszych twórców decyduje się na pokazanie szerszemu gronu odbiorców swoich nagrań, a co najważniejsze, wielu beatmakerów trzyma równy i wysoki poziom. Wzorem innych krajów część artystów znad Sekwany i Loary ściśle jest związana z konkretnymi labelami, jak choćby właśnie Barrio. Wykonawca blisko współpracuje z Plexus Records Labelem, wytwórnią płytową i sklepem płytowym w jednym. W zeszłym roku firma z siedzibą w Poitiers wypuściła dobrze przyjęty album „Kapla” autorstwa kwartetu producentów – Meyso, Oteesta, Maodei oraz Mr Hone’a. Po tym materiale przyszłą kolej na debiutanckiego wydawnictwo bohatera niniejszego artykułu. „Play This Only At Night” stanowi urozmaicone i przyciągające uwagę wprowadzenie Barrio na międzynarodową scenę producencką.

    Pierwsze zapowiedzi płyty pojawiły się ponad kwartał temu. Plexus Records Label postanowił nie ujawniać zbyt wielu informacji odnośnie samego producenta, skupiając się po prostu na jak najwydajniejszym ukazaniu jego twórczości. Enigmatyczna powłoka pasuje do nagrań Barrio, co szybko zostało odnotowane przez odbiorców. Stało się tak nawet pomimo znikomej wcześniejszej aktywności francuskiego producenta. Przedstawiciel PRL do tej pory udzielił się tylko na płycie Quiet Dawna, „The First Day” (więcej o albumie w tym tygodniu na łamach naszego serwisu), zaś na jego koncie na Soundcloudzie również nie znajdziemy pokaźnej liczby utworów. Jednak szybko okazało się, że mamy do czynienia z rasowym artystą, dobrze znającym się na tworzeniu muzyki opierającej się na sporej dozie eksperymentów. Wszyscy zapoznający się z zawartością „Play This Only At Night” wkraczają pomiędzy świat łączący dokonania artystów z lat 90.tych i początku tego millennium, a nowatorską sferę muzyczną. Barrio chętnie korzysta z alternatywnych rozwiązań, mieszając instrumentalny hip hop z brzmieniami abstrakcyjnymi, które pod koniec albumu są określane mianem nielogicznych. Wydawałoby się, że to chaotyczny zlepek niepoukładanych rozwiązań i pomysłów na poszczególne utwory. Jednak w przypadku Francuza wszystko splata się w przyjemną i nader apetyczną strawę. Przy powstaniu materiału brali udział Sadique „NV” Dabale, DistantStarr, PL oraz Maodea. Warto podkreślić znaczenie użytych cutów na tej płycie, dzięki czemu wydźwięk poszczególnych ścieżek jest pełniejszy. Ano i płyta w zupełności nadaje się do słuchania nie tylko nocną porą.

    Wydawnictwo znajdziecie na Bandcampie. Również za pośrednictwem tego serwisu można nabyć „Play This Only At Night” w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe nadal są dostępne w sprzedaży, limitowaną edycję kaset już wyprzedano). Projekt promują dwa singlowe nagrania – „No Chaser (Time Lapse)” i „Revolution”. Oprócz tego udostępniono gościnny mix Barrio dla Unikradioshow (Campus FM Toulouse) – „An invitation to Play This Only At Night” – wprowadzający odbiorców do świata tego producenta. Plexus Records Label i francuski producent dołożyli wszelkich starań do jak najlepszego wydania albumu. Szkoda tylko, że póki co niewiele mówi się o tym materiale na łamach mediów, chociaż niczym on nie ustępuje innym instrumentalnym produkcjom pochodzącym z ostatnich miesięcy.

    Tracklista

    1. Adding Soda feat. Maodea
    2. Beer Needy
    3. Revolution feat. Sadique „NV” Dabale
    4. Solid Jamrock
    5. Skit – Planned Attack
    6. Cold Fantasy (Thrills)
    7. No Chaser (Time Lapse) feat. DistantStarr
    8. New Dimensions
    9. Skit – Gaddamm
    10. Trees Up! feat. PL
    11. Resolute. Aye!
  • DJ Kentaro zagra 30 maja w Białymstoku

    DJ Kentaro zagra 30 maja w Białymstoku

    3–5 minut

    Każdego roku wiosną odbywają się w Białymstoku Dni Sztuki Współczesnej. Wydarzenie jest zakrojone na szeroką skalę i łączy w sobie różne elementy kultury i sztuki. DSW skupia się na teatrze alternatywnym i oryginalnych działaniach performatywnych, ale na tym nie kończy się zakres białostockiej imprezy. Również sympatycy różnych nurtów muzycznych powinni czuć się usatysfakcjonowani tym przedsięwzięciem. W ramach 30. edycji Dni Sztuki Współczesnej wszystkich sympatyków turntablismu czeka nie lada wydarzenie. 30 maja w Białymstoku wystąpi uznany japoński artysta, DJ Kentaro.

    30 maja 2015 roku, Kawiarnia Fama, ul. Legionowa 5, Białystok
    DJ Kentaro w Białymstoku
    Wystąpią: DJ Kentaro, DJ VaZee, DJ Falcon1
    Start: godz. 21:00
    Cena biletu: 30 złotych w przedsprzedaży, 40 złotych w dniu koncertu. Wejściówki do nabycia w kasie Kina Forum przy ul. Legionowej 5 oraz na stronie internetowej Białostockiego Ośrodka Kultury.

    Japońscy artyści związani mniej lub bardziej z kulturą hip hopową posiadają ugruntowaną pozycję na świecie. Nie inaczej jest z DJ-em Kentaro, który od lat należy do ścisłej czołówki turntablistów. Już od najmłodszych lat wychowanek stolicy Nippon przejawiał zainteresowanie muzyką, a najbardziej ciągnęło jego w stronę gramofonów. Początkowo Kentaro Okamoto szlifował swoje umiejętności w domowym zaciszu, ale jeszcze jako nastolatek zaczął próbować swoich sił na lokalnych imprezach w Japonii. Przedstawiciel Kraju Kwitnącej Wiśni szybko wyrobił sobie mocną pozycję i poczuł, że robi mu się za ciasno w rodzinnym kraju. W związku z tym postanowił zmierzyć się z najwybitniejszymi DJ-ami z całej kuli ziemskiej, a prestiżowe zawody (ITF, VESTAX Extravaganza i DMC World Championships) stanowiły ku temu odpowiednią okazję.

    Pierwsze sukcesy przyszły na przełomie wieków. DJ Kentaro przebijał się do finałowych zmagań w ramach wszystkich ww. cykli, szlifując nieustannie swoją formę i szykując się do następnych potyczek. Zebrane doświadczenie wkrótce zaprocentowało, gdyż w 2001 zajął on 3. miejsce na DMC World Championships. Jednak nie zamierzał on osiadać na laurach. W 2002 roku Kentaro przygotował niemal perfekcyjny set, który z miejsca zachwycił jury i publiczność. 13 lat temu wygrał on finały DMC, nie tylko zdobywając najwyższe noty w historii tych zawodów, ale również zostając pierwszym azjatyckim mistrzem świata DJ-ów.

    W następnych latach DJ Kentaro skupił się na nagrywaniu płyt i miksów, dzięki czemu udało mu się potwierdzić wszechstronność i rozległe muzyczne horyzonty. W 2004 roku ukazał się jego debiutancki projekt – „On The Wheels Of Solid Steel”. Pierwotnie mix-CD trafiło do dystrybucji dzięki Beat Records jedynie na kontynent azjatycki. Pomimo tego wydawnictwo dotarło do włodarzy szanowanego brytyjskiego labelu Ninja Tune, którzy postanowili wydać reedycję płyty rozszerzoną o bonusowe DVD. „On The Wheels Of Solid Steel” uzyskało dystrybucję na cały świat, a dołączone materiały video w błyskawicznym tempie rozsławiły Kentaro w branży muzycznej, nie tylko pośród miłośników turntablismu.

    W następnych latach Japończyk wypuścił kolejne produkcje. W 2007 roku światło dzienne ujrzał jego debiutancki album, „Enter”. Wydawnictwo powstało przy udziale Spank Rocka, The Pharcyde, New Flesh, Hifany, Fat Jona czy też Little Tempo. Właśnie ten projekt stworzył podwaliny pod słynną rutynę DJ-a Kentaro, „Enter The Newground”. Po 5 latach pojawił się w sprzedaży nowy longplay tokijczyka, „Contrast”. Ostatni projekt dowodzi dużej klasy muzycznej prezentowanej przez niego. Wypada również dodać, że w międzyczasie współpracował on z różnymi twórcami – Coldcut, C2C, DJ Baku, DJ Mitsu The Beats, Ayumi Hamasaki, K-Delight i pozostali zapraszali jego na swoje płyty. DJ Kentaro to ogromny fan wszelkiego rodzaju fuzji elektronicznych, co można wnet zauważyć po jego materiałach oraz imprezach granych przez niego. Na scenie w Białymstoku wesprą jego dwaj polscy turntabliści – DJ VaZee i DJ Falcon1.

    Pierwszy z nich odniósł ostatnio znaczące sukcesy wygrywając kategorię „Show” i uzyskując 2. miejsce na finałach zawodów IDA World w 2014 roku. Ponadto radomski twórca współpracuje z rodzimymi wykonawcami – Kękę, Kotzim, czy członkami Bandy Unikat. Ponadto artysta dostarczył scratche na album „Le Rap Français Vu De La Pologne” MillionBeatsa. W zeszłym roku uczestniczył w przełomowym przedsięwzięciu Steve Nash & Turntable Orchestra. Jego sety są wypełnione brzmieniami przypisanymi do różnych nurtów muzycznych, co sprawia, że za każdym razem DJ VaZee wypada świeżo. Z kolei DJ Falcon1 to jeden z najbardziej utytułowanych polskich turntablistów – posiada on 5 tytułów mistrza Polski federacji IDA. W trakcie swojej 10-letniej kariery otwierał on imprezy dla Phife Dawga, AZ, Doo Wopa, DJ-a Shadowa, Das EFX, Torae’a, DJ-a Rafika, DJ-a Vadima & Yary Bravo, DJ-a Q-Berta, DJ-a Craze’a i innych. Jego sety to wypadkowa fascynacji turntablismem, klasycznym hip hopowym brzmieniem oraz elektroniką. DJ Falcon1 to również współzałożycielem szkoły DJ-skiej SPINLAB, a swoje umiejętności miał okazję zaprezentować w wielu miastach.

    Wszystkie pozostałe aktualności dotyczące imprezy znajdziecie na stronie wydarzenia na Facebooku.

Translate »