Autor: Witalij

  • Paul Nice i Phill Most Chill tworzą Fabreeze Brothers

    Paul Nice i Phill Most Chill tworzą Fabreeze Brothers

    4–6 minut

    Pierwsze półrocze br. upłynęło pod znakiem licznych premier szalenie interesujących wydawnictw. W tej chwili można śmiało stawiać tezę, iż ten rok wypadnie znacznie lepiej niż poprzednie 12 miesięcy, a przed nami przecież jeszcze kolejna porcja nowych płyt. W okresie letnim branża muzyczna wyhamowała, chociaż pomimo tego w lipcu pojawiło się w obiegu co najmniej kilka przyciągających uwagę materiałów. W poprzednim miesiącu doczekaliśmy się świeżych produkcji autorstwa Ghostface Killah & Adriana Younge’a, maticulousa, Moka Only, Joella Ortiza & !llminda, Papoose’a, B. Dolana, Lee Bannona, Gossamera, Statika Selektah czy Equipto & Otayo Dubba. Oprócz produkcji wszystkich tych artystów wypada na dłużej zawiesić oko na wspólnej kolaboracji Paula Nice’a i Phill Most Chilla. Wydane przez nich „Fabreeze Brothers” to oda do klasycznego rapu.

    W dzisiejszych czasach nie brakuje młodych artystów nawiązujących w swojej twórczości do lat90.tych. Jednak w większości przypadków  ich projekty odstają poziomem i klimatem od utworów artystów nagrywających muzykę już dwie dekady temu. Idealnie to można dostrzec na przykładzie akurat Fabreeze Brothers. Paul Nice i Phill Most Chill to stare wygi, od których niejeden raper i producent może wiele nauczyć się. Obaj twórcy są nieprzerwanie obecni na scenie hip hopowej od kilku dekad. Przez lata jeden i drugi spędzał czas w undergroundzie przez co spore grono odbiorców nie kojarzy dobrze tych postaci. Jednak za założycielami Fabreeze Brothers najlepiej przemawiają ich dokonania – w końcu amerykańscy artyści mogą poszczycić się pokaźnymi katalogami płytowymi.

    Każdy miłośnik crate diggingu i produkcji muzycznej powinien znać Paula Nice’a ze względu na jego kapitalną serię wydawniczą „Drum Library”. Właśnie dzięki temu przedsięwzięciu nowojorczyk cieszy się uznaniem purystów hip hopowych. Od 2001 roku DJ i producent w jednym wypuścił 12 odsłon tego cyklu (ostatnia trafiła do obiegu w maju br.). Oprócz tego artysta z NYC może poszczycić się równie udaną serią „5 Fingers Of Death Battle Breaks”, licznymi miksami (ostatni „Deadly Venoms Vol​.​1” pochodzi sprzed 2 miesięcy), remiksami i blendami. Od 1996 roku PN publikuje też single i dwunastki, a jego wiernym partnerem muzycznym od 3 lat pozostaje Phill Most Chill.

    Phill Stroman wychowywał się w Connecticut i na nowojorskim Bronksie, co miało decydujący wpływ na jego późniejsze zamiłowanie do kultury hip hopowej. Druga połowa Fabreeze Brothers kolekcjonuje płyty winylowe od ponad 3 dekad . Od tego momentu Phill Most Chill żywo interesuje się wszystkimi aspektami hip hopu. Przez lata występował jako DJ, producent i Emcee. Większość osób rozpoznaje jego właśnie pod postacią rapera, aczkolwiek należy mieć tez na uwadze, że zapisał on na swoim koncie materiały w roli producenta (pod pseudonimem Soulman) i disc jockeya. Natomiast pod postacią Baritone’a Tiplove’a wydał on premierowy projekt „Livin’ Foul”, który ukazał się w 1991 roku. Sympatycy niezależnej strony rapu dobrze poznali jego ostatnie płyty – „All Cuts Recorded Raw” i „The Foremost” (nagrane wespół z DJ’em Formatem). Od 2012 roku Phill Most Chill wypuszcza także muzykę wraz z Paulem Nice’em. Po „Power Man & Iron Fist”, „The Pack Up (Part 1 & 2)”, „Audobahn” i „No Other Than” przyszła kolej na pełne wydawnictwo duetu. „Fabreeze Brothers” to jedna z istotniejszych płyt wydanych w poprzednich tygodniach.

    Przygotowania do wydania longplaya trwały grubo ponad rok. W związku z tym, że obaj twórcy są pochłonięci różnymi przedsięwzięciami (szczególnie Paul Nice jest szalenie zapracowany), to przez długi czas trudno było przewidzieć, czy i kiedy ukaże się długogrający album amerykańskiego duetu. Wszelkie rozważania i dywagacje na ten temat zostały ucięte w chwili, gdy ujawniono, iż prace nad produkcją znajdują się w fazie końcowej, zaś wydaniem projektu zajmie brytyjskie AE Productions (nie pierwszy przykład współpracy pomiędzy amerykańskimi artystami a angielskimi wydawcami). Wszyscy ci, którzy do tej pory nie mieli do czynienia z muzyką Fabreeze Brothers mogą być naprawdę zaskoczeni. Amerykańska grupa stworzyła istny wehikuł czasu przenoszący słuchaczy do lat 90.tych. Formacja pozostaje oddana korzeniom hip hopowym i rap w ich wydaniu przypomina o tym, jak powinien brzmieć ten nurt. „Fabreeze Brothers” ponownie naucza o podstawach hip hopu, co praktycznie już wymarło na współczesnych płytach. Paul Nice ponownie pokazał, iż posiada w swojej płytotece ogromne zasoby rzadkich sampli i opanował do perfekcji sztukę cut & paste (patrz: „How To Cut & Paste (Lesson 1)”). Phill Most Chill udowadnia, iż w dzisiejszym rapie nadal jest miejsce dla rapera z krwi i kości, dysponującego sporym arsenałem lirycznym. „Powerman & Iron Fist (Fighting Without Fighting Version)”, „Fresh Like Dougie”, „Break Down”, „Golden Crown” czy „Fashion Plate” są wystarczającymi powodami, dla których wypada sięgnąć po ten album. Dzięki takim płytom można przekonać się, iż klasyczna forma rapu nadal żyje.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie obu artystów. „Fabreeze Brothers” można pobrać w wersji elektronicznej za przysłowiowe $1 USD. Dzięki temu zabiegowi zainteresowanie albumem nadal pozostaje na wysokim poziomie, co również przełożyło się na sprzedaż płyt winylowych. Już teraz AE Productions wyprzedało wszystkie egzemplarze wosków (wraz z bonusową siódemką „All Out War”) i kaset. Paul Nice i Phill Most Chill wypuścili jedynie snippety oraz singiel „Golden Crown”, ale to wystarczyło do tego, aby wieści o ich wspólnym materiale szybko rozniosły się po świecie. Przy zachowaniu tej tendencji przez następne tygodnie istnieje wysokie prawdopodobieństwo nagrania przez duet drugiej płyty. Jestem przekonany, iż nawet w tej chwili niejeden sympatyk korzennego rapu życzyłby sobie kontynuacji „Fabreeze Brothers”.

    Tracklista

    1. Live From Mumbai
    2. No Other Than
    3. Powerman & Iron Fist (Fighting Without Fighting Version)
    4. The Sure Shot!
    5. Fresh Like Dougie
    6. How To Cut & Paste (Lesson 1)
    7. Audobahn
    8. All Out War
    9. Break Down
    10. Golden Crown feat. Oxygen
    11. Fashion Plate
    12. Sister Of Phyllis Diller
    13. Heroes Of The East feat. Paten Locke
    14. The Pack Up (Part 3)
  • Debiutancki album Warsaw Afrobeat Orchestra – Wendelu

    Debiutancki album Warsaw Afrobeat Orchestra – Wendelu

    3–4 minut

    Od jakiego wydawcy weźmiecie w ciemno każdą płytę? Bez stosowania żadnych ograniczeń śmiało w tym miejscu wymieniłbym Ubiquity Records. Oficyna wydawnicza z kalifornijskiego Costa Mesa istnieje już od ponad dwóch dekad. Przez ten czas amerykański label wypuścił ogrom wartościowych projektów przypisywanych do funku, soulu, rapu czy też brzmień latynoskich. Firma dzieli się na trzy części – Ubiquity, Luv N’ Haight i Cubop Records. Zdecydowanie najbardziej przyciąga zainteresowanie odbiorców pierwsza z nich. W ostatnim okresie nakładem tego labelu ukazały się nagrania The Mighty Sceptres, The Electric Peanut Butter Company, Shawna Lee, Soundsci, Ikebe Shakedown czy Brownout. Obok wydawnictw ww. artystów pojawił się również polski akcent w postaci premierowego albumu Warsaw Afrobeat Orchestra – „Wendelu”.

    Przy dzisiejszych uwarunkowanych na scenie muzycznym nikogo nie powinno zaskakiwać to, że np. amerykański wydawca publikuje płyty europejskich twórców. W ten klimat wpisuje się również polska formacja Warsaw Afrobeat Orchestra. Zespół założony w 2012 roku stanowi pod pewnymi względami nad wyraz oryginalny i nietuzinkowy kolektyw znad Wisły. WAO powstało z inicjatywy artystów współpracujących z kilkoma innymi grupami (Village Kollektiv, Żywiołak czy Elvis Deluxe). W głównym zamierzeniu warszawska formacja miała być polskimi spadkobiercami afrobeatu.

    Wydawałoby się, iż nastawienie na niewiele popularny nurt muzycznym w naszym kraju, nie powiedzie się na dłuższą metę. Jednak muzycy wchodzący w skład grupy szybko udowodnili, że co najmniej solidnie opanowali tajniki brzmienia wywodzącego się z Czarnego Lądu. W 2013 roku ukazała się debiutancka EP-ka Warsaw Afrobeat Orchestry, która została przychylnie przyjęta na świecie. Szczególnie nagranie „Only Now” zwróciło na siebie uwagę osoby spoza Polski, co przełożyło się ostatecznie na wydanie singla na winylowej dwunastce przez ww. Ubiquity Records. Po tym wstępie WAO zabrało się do prac nad długogrającym albumem. Wypuszczone w pierwszym kwartale tego roku „Wendelu” pokazuje wszem i wobec, że warszawianie posiadają własny przepis na afrobeat.

    Pierwotnie debiutancka płyta polskiego zespołu miała ukazać się nieco wcześniej, albowiem jeszcze w 2014 roku. Ostatecznie, po kilkukrotnej zmianie daty premiery związanej z opóźnienia w tłoczni, projekt ujrzał światło dzienne 10 marca. Już na wstępie spore znaczenie odegrało Ubiquity Records – wytwórnia od dawna posiada licznych i wiernych fanów, którzy w większości nie biorą się z przypadku. W związku z tym można było zakładać, iż „Wendelu” (tytuł inspirowany wierszem jednego z gości na materiale, Mamadou Dioufa) nie zostanie potraktowane po macoszemu i nie zginie pośród innych premierowych płyt wykonawców rodem z mniej znanych na świecie krajów pod względem muzycznym. Jednak posiadanie pewnego zaplecza to jedno, zaś drugie to zawartość albumu. Z drugą częścią Warsaw Afrobeat Orchestra poradziło sobie momentami wybornie. Na końcowy produkt zapracował 10-osobowy skład zespołu, którego integralną część stanowią trzy żeńskie głosy. Jedna z nich, Anna Piotrowska, jest autorką prawie wszystkich tekstów na LP. Warstwa liryczna udanie łączy się z muzyką skomponowaną przez Adama Kłosińskiego„Wendelu” stanowi połączenie afrobeatu z motywami etnicznymi, folkowymi, funkowymi czy reggae. Nad wszystkimi nagraniami unosi się zapach słowiańskiej fantazji nadającej płycie dodatkowego uroku. Wystarczy posłuchać „Only Now”, „Close To Far” z ww. Mamadou Dioufem czy „Let It Flow”, aby szybko przekonać się o niezwykłym klimacie longplaya. Całość uzupełnia remix „Your Way” w wykonaniu Masala Sound System.

    Płyta trafiła na Bandcampa oraz pozostałe serwisy streamingowe (Spotify, Deezer, itp.). Za pośrednictwem BC można nabyć wersję elektroniczną, jak i fizyczną „Wendelu” (płyty kompaktowe i winylowe). W maju Seeyousoon Recordings wydało polską wersję CD. W dalszym ciągu w sprzedaży znajduje się singiel „Only Now” (również w wydaniu winylowym). Oprócz tego utworu wydawnictwo promuje „Your Way” i remix „Only Now” w wykonaniu Bosqa. Ubiquity Records dorzuciło także obszerną zapowiedź pełnego LP. Jeżeli jesteście ciekawi, jak Warsaw Afrobeat Orchestra wypada na żywo, to odsyłam do poniższego zapisu ich występu w Polskim Radiu „Czwórka”. Warszawska formacja udowodniła, że warto rozglądać się za polskimi materiałami, które stanowią świetny muzyczny produkt eksportowy i są doceniane na świecie.

    Tracklista

    1. Stop
    2. Signs
    3. Empty Words
    4. No Such Thing
    5. Only Now
    6. Usurpation
    7. Close To Far feat. Mamadou Diouf
    8. Which Direction
    9. Your Way
    10. Let It Flow
    11. Your Way (Masala Sound System Remix)
  • Jazz-hopowe wizje Pseudo Slangu

    Jazz-hopowe wizje Pseudo Slangu

    3–5 minut

    Przed laty każdy region Stanów Zjednoczonych odznaczał się charakterystycznym brzmieniem. Do tego szereg artystów z poszczególnych aglomeracji USA starał się jak najdobitniej podkreślić swoje pochodzenie. Specyfika niektórych części Ameryki szybko ukształtowała style solistów i grup, co doskonale widać na przykładzie Chicago. Każdy, kto bliżej poznał tamtejszych twórców może przyznać, że rap w ich wydaniu wypada w znacznej mierze zupełnie inaczej, niż to ma miejscu u przedstawicieli pozostałych rejonów USA. W tym miejscu wypada przywołać zarówno wczesne nagrania No I.D. i Commona, jak i multum undergroundowych wykonawców związanych z Chi-City (Typical Cats, Molemen, Infinito 2017, Capital D, Vakill i innych). Pośród nich znajdują się także jazzowe kocury, Pseudo Slang. Emcee Sick i spółka wypuścili w ostatnich latach dwie świetne EP-ki – „Till It Ends EP” i „Cyclical”.

    Tylko wybrani artyści mogą poszczycić się wydaniem płyt u Fat Beats Records. Przed dwie dekady działalności tej wytwórni sklepowej i przy tym legendarnej sieci sklepów przewinęli się jedynie twórcy wyróżniający się pośród innych poprzez charakterystyczny styl. W 2009 roku nowojorski label docenił dokonania Pseudo Slangu zapraszając formację do bliższej współpracy. Co zdecydowało o tym wyborze? Czynnikiem decydującym w przypadku PS był niezwykły eklektyzm utworów tego zespołu oraz praktycznie niespotykane wśród pozostałych współczesnych wykonawców nastawienie do tworzenia stricte jazz-hopowych nagrań.

    Wszystko to zawarto na debiutanckim materiale formacji z 2006 roku, „Thank God It’s Not Another Mixtape”. Trzy lata później pojawił się w obiegu album opublikowany nakładem ww. Fat Beats Records„We’ll Keep Looking”. Po tym wydawnictwie Emcee Sick, Tony Atlas, DJ Form i Gangsta D otrzymali pełno pochlebstw ze strony mediów i słuchaczy. Okayplayer nieprzypadkowo określił zespól mianem połączenia Digable Planets i Slum Village, co wcale nie było oceną na wyrost. W następnych latach grupa głównie koncertowała na terenie USA i Europy, wypuszczając po drodze singiel wyprodukowany przez Truckera Stroe’a, „Cool Letter Man”. W ostatnim czasie jazz-hopowi twórcy ponownie uaktywnili się. Wypuszczona w drugiej połowie 2013 roku dwunastka „Till It Ends EP” świadczyła o powrocie do dawnej formy Emcee Sicka i kompanów.

    Przy wydaniu EP-ki chicagowska formacja zdecydowała się na nawiązanie bliższej współpracy z labelem Sub-Bombin Records, co okazało się naprawdę dobrym rozwiązaniem. Założyciel tego labelu, Rawhead, zajął się produkcją trzech nowych nagrań Pseudo Slangu stworzonych z myślą o tej EP-ce – „Rhymes4DaysAnd”, „Till It Ends” i „Hey Miss”. Na płycie znalazło się także miejsce na dwa remiksy autorstwa niemieckiego duetu producenckiego Dramadigs (PS od dawna utrzymuje bliskie kontakty z naszymi zachodnimi sąsiadami). Emcee Sick na tym projekcie pokazał, iż nadal jak mało kto potrafi dostarczyć słuchaczom jazz-hopu w klasycznym wydaniu. Oczywiście całość posiada wyrazisty posmak towarzyszący przez wszystkie lata tej grupie, dzięki któremu nie sposób pomylić „Till It Ends EP” z utworami innych wykonawców. Spokojne, nieco melancholijne, pozbawione zbędnych dodatków brzmienie wypada tutaj świetnie.

    „Till It Ends EP” udostępniono do odsłuchu na Bandcampie. Wydawnictwo można nabyć w wersji elektronicznej za pośrednictwem tego serwisu. Pseudo Slang i Rawhead postarali się o teledysk do otwierającego płytę „Rhymes4DaysAnd”. Dzięki opublikowaniu tego materiału jazz-hopowa formacja ponownie zagościła na kontynencie europejskim, co pokazuje, iż muzyka w ich wydaniu nadal jest doceniana na świecie.

    Tracklista

    1. Rhymes4DaysAnd
    2. Till It Ends
    3. Hey Miss
    4. Rhymes4DaysAnd (Dramadigs Remix)
    5. Rhymes4DaysAnd (Instrumental)
    6. Till It Ends (Instrumental)
    7. Hey Miss (Instrumental)
    8. Rhymes4DaysAnd (Dramadigs Remix) [Instrumental]

    Pod koniec ub.r. pojawiły się w sieci informacje o kolejnym projekcie szykowanym przez Pseudo Slang i Rawheada. Po ogłoszeniu planów wydawniczych grupy sporo osób zaczęło wyczekiwać kolejnego projektu Emcee Sicka, DJ’a Forma i właściciela Sub-Bombin Records. W końcu „Till It Ends EP” wypadło na tyle korzystnie, że aż prosiło się o kontynuację wspólnych nagrań tych wykonawców. „Cyclical” okazało się następnym wartościowym materiałem PS. Szczególną uwagę należy poświęcić tytułowemu utworowi z tej dwunastki – czysta poezja, klimat tak bardzo nieskazitelny, że aż trudno w to uwierzyć. Ze względu na kapitalną i wspaniałą atmosferę można ten singiel porównać do „Own Appeal” Oddisego. Pozostałe nowe utwory zgromadzone na płycie – „Feel Me” i „Gotstaget” – również nie zawodzą i pokazują, iż mamy do czynienia ze stricte jazz-hopowym brzmieniem. Rawhead idealnie współgra z Emcee Sickiem i widać jak na dłoni, że obaj bezproblemowo odnaleźli wspólny język. Oby to nie był koniec ich nagrań, gdyż aż prosi się o więcej.

    Wydawnictwo znajdziecie również na Bandcampie. „Cyclical” nadal można nabyć w formacie fizycznym. Płyty winylowe są dostępne do nabycia za pośrednictwem BC. Przed kolejną europejską trasą koncertową Pseudo Slang ukazał się w sieci videoclip powstały do tytułowego utworu pochodzącego z EP-ki. Następnie dołożono obraz do „Feel Me”. Emcee Sick ze swoimi kompanami w dalszym ciągu dostarcza jazz-hopu w świetnym wydaniu.

    Tracklista

    1. Cyclical
    2. Cyclical (Instrumental)
    3. Cyclical (Acapella)
    4. Feel Me
    5. Feel Me (Instrumental)
    6. Gotstaget
  • Re:Living nowym albumem Large Professora

    Re:Living nowym albumem Large Professora

    3–5 minut

    W przyszłym miesiącu hip hop będzie obchodził swoje 42. urodziny. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale część osób jest związanych z ta kulturą niemal przez całe życie. W tej chwili kariery muzyczne poszczególnych postaci trwają już grubo ponad 20 lat (staż niektórych wykonawców przekroczył 3 dekady). W gronie aktywnych przedstawicieli rapu znajdziemy pełno niesłychanie zasłużonych artystów. Po latach część z nich rozmieniło swoje kariery na drobne, zaś inni niezmiernie starają się dostarczać odbiorcom wartościowych materiałów. Twórcami zaliczającymi się do drugiego grona są niewątpliwie DJ Premier, Ghostface Killah, Chuck D, Lord Finesse, Masta Ace, MF Doom, Pharoahe Monch, Sadat X, The Roots, DJ Jazzy Jeff czy Large Professor. Szczególnie ostatni z nich nie odpuszcza i nadal tworzy rap z dużym zamiłowaniem, o czym świadczy jego nowy album, „Re:Living”.

    Weterani hip hopowi nie są często należycie traktowani przez media i słuchaczy. Powyższy stan rzeczy bierze się z różnych przyczyn, aczkolwiek trzeba przyznać, iż nadal wybrani doświadczeni artyści przyciągają licznych odbiorów (nie tylko ze swojego pokolenia). W tym gronie na pewno znajduje się Large Professor. Wydaje się, że nowojorski twórca przewija się przez środowisko hip hopowe niemal od zawsze. W końcu kariera muzyczna Extra P rozpoczęła się na przełomie lat 80. i 90.tych, kiedy jeszcze na świecie nie było większości popularnych obecnie mainstreamowych raperów.

    Przez ponad ćwierć wieku Large Pro współpracował z tuzami rapu, zaznaczając swoją obecność na multum projektach, począwszy od nagrań Main Source („Breaking Atoms” to klasyk przez wielkie K) i „Illmaticu” Nasa, przez płyty Neeka The Exotica czy Cormegi, aż skończywszy na licznych solowych wydawnictwach. Znajomość z Nasirem Jonesem okazała się kluczowa dla dalszej kariery LP, gdyż dzięki niemu zmienił on etykę pracy i zmienił postrzeganie rapu. Oczywiście można gdybać, jak potoczyłyby się losy nowojorczyka, jeżeli Geffen Records nie wstrzymałoby premiery albumu „The LP” w 1996 roku (ostatecznie płyta ukazała się w… 2009 roku, przez lata była mocno pożądanym bootlegiem). Large Professor nigdy specjalnie nie ubolewał nad zaistniała sytuacją, rozumiejąc przy tym funkcjonowanie przemysłu fonograficznego, i skupiając się na dostarczaniu klasowych nagrań. Po wyprodukowaniu w ub.r. „Mega Philosophy” Cormegi, Large Pro ponownie skupił się na solowym materiale. „Re:Living” stanowi dowód na to, że w dalszym ciągu nie zapomniał on przepisu na tworzenie rapu na wysokim poziomie.

    Fat Beats Records zdecydowało się na wypuszczenie płyty na początku czerwca, kontynuując tym samym serię wiosennych wydawnictw, do których należą też nowe projekty Clear Soul Forces i Franka Nitta (pod koniec ub. miesiąca nakładem tego labelu ukazało się też „Mix Takes” Will Sessions). Large Professor właściwie przygotował słuchaczy na ten projekt, ponieważ informacje oraz single promocyjne pojawiły się w obiegu na pół roku przed premierą longplaya. Po tym teaserze artysta wyciszył atmosferę wokół siebie i spokojnie podszedł do wydania „Re:Living”. Wydawnictwo zostało nieprzypadkowo zatytułowane w ten sposób – Large Pro postawił na ukazanie świata hip hopowego oczami weterana, który nadal stawia na samodoskonalenie się i dalszy rozwój. Wydaje się, że mieszkaniec NYC już dawno wyczerpał swoją formułę, ale nic bardziej mylnego. Extra P wciąż opiera brzmienie o motywy zaczerpnięte żywcem z lat 90.tych, które spokojnie można umieścić w kategorii „throwback Thursday”. Jednak nie ma przy tym ani krzty wypalenia czy zmęczenia materiału, ponieważ dalej sprawdza się on w roli producenta i pozytywnie zaskakuje formą. Jako raper także pokazuje się na „Re:Living” z dobrej strony. Autor płyty komentuje poszczególne aspekty dotyczące hip hopu stawiając na przekazanie wiedzy i umiejętnie dobranie tematyki. Nieprzypadkowi są też goście na albumie – wszyscy należą do starych-dobrych kompanów Large Pro. G-Wiz, Fortune, Inspectah Deck, Cormega, Roc Marciano i Lord Jamar wzbogacają projekt (jedynie Roc Marci wypadł tutaj przeciętnie), zaś Rob Swift nadal starannie egzekwuje cuty i dorzuca scratche. Akurat ta metoda na korzennie brzmiący, ale idący przy tym z duchem czasu, album sprawdza się, co jak najbardziej warto docenić i mieć na uwadze.

    Album udostępniono do odsłuchu na Bandcampie (a propos, Fat Beats Records opublikowało znaczną część swojego katalogu na BC) oraz pozostałych serwisach (Spotify, Deezer, itd.). „Re:Living” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo promuje kilka singli, w tym „In The Scrolls” i „Own World”. Do obu nagrań powstały teledyski, a także utwory trafiły na dwunastkę, którą również znajdziecie w obiegu. Large Professor dobitnie pokazał, już nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, że należy do wąskiego grona weteranów hip hopowych, którzy nadal potrafią nagrywać rap na wysokim poziomie. Warto pamiętać o tym i nie skreślać przedwcześnie nowojorczyka.

    Tracklista

    1. Re:Living
    2. Dreams Don’t Die
    3. Opulence
    4. Earn
    5. Off Yo Azz On Yo Feet
    6. In The Scrolls feat. G-Wiz (Bravehearts)
    7. Own World feat. Fortune
    8. Sophia Yo
    9. New Train Ole Route
    10. Industy RMX 2 feat. Inspectah Deck, Cormega, Roc Marciano & Lord Jamar
    11. NDN
  • Rapowa niespodzianka z NYC – Your Old Droog

    Rapowa niespodzianka z NYC – Your Old Droog

    4–6 minut

    W jaki sposób nowi artyści mogą zaistnieć na scenie hip hopowej? Szczerze mówiąc, to nie istnieje tutaj żaden „złoty środek”, dzięki któremu w oka mgnieniu multum osób zainteresuje się tzw. newcomerami. Nastawienie się na promocję przez wybrane serwisy muzyczne, tzw. e-mail blast, korzystanie z usług agencji promocyjnych, dołączenie do poważanego labelu, korzystanie z pomocy znanych artystów – to tak naprawdę tylko część z pomysłów w tej kwestii. Nie zapominajmy też o tym, że ogromnie dużo zależy też szczęścia. Jednak część nowych wykonawców nie musi martwić się o cokolwiek, ponieważ to opinia publiczna chce jak najprędzej poznać ich muzykę i dowiedzieć się więcej o nich. Jako świetny przykład posłuży tutaj Your Old Droog. W poprzednich miesiącach nowojorski artysta kompletnie zaskoczył tysiące osób, wydając kilka wartościowych płyt, w tym „Your Old Droog” LP.

    Od blisko dekady wiele mówi się o coraz gorszej kondycji nowojorskiej sceny. Jednak zamiast krytykować szereg negatywnych zjawisk związanych z NYC warto przejść do optymistycznych aspektów związanych z kolebką hip hopu. Your Old Droog (gra słów tłumaczona jako „twój stary przyjaciel„) bez dwóch zdań należy uznać za optymistyczny przykład pokazujący, że środowisko Wielkiego Jabłka nie znajduje się w stanie pełnego rozkładu. Artysta pochodzący z Ukrainy dorastał na Brooklynie dokładnie poznając kulturę hip hopową. Po latach bycia jedynie obserwatorem postawił on na aktywne uczestniczenie w życiu nowojorskiego undergroundu.

    Jego bliskim partnerem muzycznym szybko został doświadczony DJ Skizz, który błyskawicznie dostrzegł spory talent drzemiący w tym twórcy. Właśnie ten beatmaker wyprodukował pierwszy singiel YOD, „Rhyme Strange” (raper występował wtedy pod pseudonimem Imaginary Droog). Utwór nie zrobił większej kariery w sieci, ale za to pierwsze większe wydawnictwa Emceego – longplay i EP-ka „Your Old Droog” – zostały obwołane jednymi z największych sensacji ubiegłego roku w rapie.

    Po raz pierwszy nowojorski twórca zaprezentował się szerszemu gronu odbiorców na wydanym w czerwcu ub.r. „Your Old Droog EP”. W związku z tym, że początkowo niewiele było wiadomo odnośnie tożsamości twórcy tego materiału, to każda osoba zapoznająca się z EP-ką miała jedno pytanie: czy przypadkiem to nie jest nowy, bądź niepublikowany dotąd projekt Nasa? Wszystko to za sprawą stylu Your Old Drooga, który łudząco przypominał Nasira Jonesa z jego tłustych lat. Po odkryciu prawdy o YOD wiele stron muzycznych i słuchaczy nie dowierzało, iż tak klasowa płyta wyszła spod ręki żółtodzioba. Tak, przedstawiciel Brooklynu zrealizował kapitalną płytę, świetnie prezentującą się zarówno od strony lirycznej, jak i muzycznej. Autor ubiegłorocznego wydawnictwa stawia przede wszystkim na nienaganną technikę i umiejętnie przygotowane teksty utworów. Your Old Droog to istna liryczna bestia uderzająca punchline’ami z dużą precyzją. Wystarczy tylko przesłuchać „Nutty Bars”, „Bad To The Bone”, „Droog’s Anthem”, „You Know What Time It Is” czy „Gunsmoke Cologne”, aby przekonać się o skali talentu rapera. kawał dobrej roboty na projekcie wykonali producent lwiej części materiału El RTNC (wypada zwrócić uwagę na poczynania tej postaci) i nadzorujący całokształt prac w studiu nagraniowym DJ Skizz. Po całym szumie i sukcesie odniesionym przez płytę postanowiono rozszerzyć EP-kę o dodatkowe utwory. Dzięki temu otrzymaliśmy pełnoprawny album stojący na wysokim poziomie. Właśnie takich starych przyjaciół życzyłbym każdemu sympatykowi rapu.

    Wszystkie swoje zalety nowojorczyk potwierdził na drugim materiale, „Kinison EP”. Płyta silnie inspirowana rockiem potwierdziła klasę Your Old Drooga. Wydawnictwo obejmujące 11 tracków to kolejny dowód na to, że mieszkaniec Brooklynu nie jest tylko kalką Nasa. EP-ka prezentuje się co najmniej solidnie i stanowi odpowiedni punkt wypadkowy do dalszych projektów artysty. Natomiast w tym tygodniu YOD wypuścił „The Nicest EP” – kolejną produkcję będącą świetną demonstracją jego umiejętności. O tych obu wydawnictwach również dużo mówi się w sieci, szczególnie o „Kinison EP”, które także doczekało się wydania fizycznego.

    „Your Old Droog” LP znajdziecie na Spotify, Deezerze i innych serwisach streamingowych; EP-ka dostępna do odsłuchu na Soundcloudzie. Po nieoczekiwanym sukcesie, jaki odniosła płyta, doczekaliśmy się wersji fizycznej albumu. Do Your Old Drooga pomocną dłoń wyciągnął label specjalizujący się w winylowych wydaniach projektów, Chopped Herring Records. Dzięki brytyjskiej oficynie wydawniczej do sprzedaży trafiła nie tylko specjalna edycja longplaya, ale także „Your Old Droog Instrumentals EP” i singiel „Free Turkey”. Płytę można też nabyć na kompaktach. W sieci udostępniono teledysk do głównego singla promującego „Your Old Droog” LP – „Nutty Bars”. Wszyscy sympatycy rapu w klasycznej formie powinni obserwować dalszy rozwój kariery muzycznej nowojorczyka, który jeszcze nie raz solidnie namiesza na scenie hip hopowej.

    Tracklista

    1. Quiet Storm Interlude (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    2. Bad To The Bone (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    3. Nutty Bars (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    4. Loosey In The Store With Pennies (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    5. Good Times Are Hard To Come By These Days (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    6. Droog’s Anthem (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    7. Gunsmoke Cologne feat. DJ Skizz (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    8. U 47 (prod. El RTNC, DJ Skizz & Your Old Droog)
    9. You Know What Time It Is (Extended Version) (prod. El RTNC, DJ Skizz & Your Old Droog)
    10. Bye Outro (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    11. Free Turkey (Bonus) (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    12. Loosey In The Store With Pennies (Remix) (Bonus track) (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    13. On The News (Bonus track) (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    14. Boofanickoregs (Bonus track) (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    15. The 70’s (Bonus track) (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    16. Senseless Killing (Bonus track) (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    17. 48th Street (Bonus track) (prod. El RTNC & Your Old Droog)
    18. Bad To The Bone (Remix) (Bonus track) (prod. El RTNC, DJ Skizz & Your Old Droog)
  • Darmowe EP: Dayne Jordan i DJ Jazzy Jeff – In Progress

    Darmowe EP: Dayne Jordan i DJ Jazzy Jeff – In Progress

    3–4 minut

    Przy okazji wszelkich dyskusji na temat lokalnych amerykańskich scen hip hopowych (zbyt) często pomija się Filadelfię. Trudno mi pojąć to, dlaczego mnóstwo osób zapomina o Philly kompletnie nie przyjmując do wiadomości wkładu tamtejszych artystów w rozwój rapu. Brak wiedzy i ignorancja to jedno, a drugie to niechlubny fakt świadczący o znikomym wsparciu lokalnym wykonawców z Pensylwanii na scenie hip hopowej. Niektórym może to wydać się niepojęte, ale nawet The Roots przez lata nie było w pełni docenianą formacją w Mieście Braterskiej Miłości. Warto więc spojrzeć szerzej na filadelfijskie środowisko hip hopowe i wyłapać szereg utalentowanych twórców pokroju Dayne’a Jordana. W grudniu ub.r. trafiła do obiegu jego EP-ka „In Progress”, do powstania której walnie przyczynił się legendarny DJ Jazzy Jeff.

    W branży hip hopowej coraz częściej dochodzi do bliżej współpracy doświadczonych artystów z długim stażem na scenie z tzw. newcomerami. Akurat z dwóch różnych epok pochodzą współtwórcy „In Progress”. Powstanie tego projektu zainicjował przedstawiciel młodego pokolenia w rapie, Dayne Jordan. Filadelfijski raper na dobre rozpoczął swoją działalność w lokalnym środowisku hip hopowym 7 lat temu. W pierwszych latach Emcee występował pod pseudonimem Dosage. Debiutancki materiał artysty, „Sand and Foam”, trafił do obiegu na początku 2010 roku. Wydanie płyty zbiegło się z założeniem przez niego formacji 3D (Dream, Drive and Determination). W międzyczasie mieszkaniec Philly zaczął grać często i gęsto koncerty na terenie USA, w czym też pomogła mu znajomość z Lupe Fiasco, z którym przebywał na tourze. Oprócz tego opublikował on drugie wydawnictwo, „3D11”.

    Po tym okresie Dosage zdecydował się na nagrywanie muzyki pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Już jako Dayne Jordan wypuścił on trzecią płytę – „In Due Time”. Wszystkie te produkcje oraz zagrane koncerty pomogły mu w znalezieniu przyszłych bliższych partnerów muzycznych – DJ’a Ferno i ww. DJ’a Jazzy Jeffa. Drugi z nich, niekwestionowana legenda hip hopu, jest przychylnie nastawiony do kooperacji z szerzej nieznanymi artystami pozostającymi na dorobku. Pomimo tego iż zasłużony DJ/producent angażuje się w wiele czasochłonnych projektów, to postanowił pomóc Dayne’owi Jordanowi. Po wcieleniu rapera do przedsięwzięcia Vinyl Destination znamienity wykonawca zdecydował się na wspólne sesje studyjne. W ten sposób wyglądały początki „In Progress”, który powstawał przez dłuższy okres.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu około 3 kwartały temu. Pierwotnie płyta miała ukazać się pod tytułem „Truth”, ale w trakcie procesu twórczego zmieniono pewne założenia i kształt projektu. Wpłynęły na to liczne podróże po świecie filadelfijczyków, przez które także przyszło nam dłużej czekać na całość materiału. Nic więc dziwnego w tym, że ostatecznie tytuł stanął na „In Progress”. Połączenie doświadczenia DJ’a Jazzy Jeffa oraz młodzieńczej fantazji wzmocnionej dużą porcją wigoru Dayne’a Jordana przyniosło okazałe efekty. EP-ka brzmi nowocześnie, aczkolwiek zachowano tutaj proporcje pomiędzy współczesnymi rozwiązaniami muzycznymi a klasyczną szkołą rapu. Odpowiedzialność za warstwę muzyczną spoczęła na barkach Jeffa Townesa, któremu przy wybranych utworach pomogli też James Poyser, DJ Ferno i Questlove. W ten sposób utworzono przyjemne, laidbackowe podkłady płynnie współgrające z warsztatem Dayne’a Jordana. Emcee wypadł naprawdę owocnie na tej płycie – wyrobił on sobie płynne i pewne flow, do którego pod względem technicznym nie można mieć zastrzeżeń. Warstwa liryczna wynika z licznych obserwacji rapera, jeszcze bardziej uwypuklonych przez częste koncertowanie w różnych zakątkach globu. „All About The Art”, „Lost”, „Fellow” i „Git It Back”należą do najmocniejszych punktów „In Progress”. W tych nagraniach Dayne Jordan prezentuje spore umiejętności, tworząc te utwory z dużym polotem. Warto przysiąść na dłużej przy jego tekstach, które momentami są misternie rozbudowane.

    Materiał udostępniono do odsłuchu na Soundcloudzie. Również za pośrednictwem tego serwisu można bezpłatnie pobrać EP-kę (link poniżej). Dayne Jordan i DJ Jazzy Jeff postawili na promocję „In Progress” poprzez liczne teledyski. Jak do tej pory klipy zrealizowano do 7 z 9 nagrań pochodzących z płyty (jedynie „Play Dat!” i „Git It Back” nie doczekały się póki co obrazów). Wydawnictwo sprzed pół roku to kolejny dobry powód ku temu, aby częściej odwiedzać Philly w poszukiwaniu wartościowych płyt.

    DOWNLOAD Dayne Jordan & DJ Jazzy Jeff – „In Progress”

    Tracklista

    1. Wash It Down (prod. DJ Jazzy Jeff & James Poyser)
    2. Room Test (prod. DJ Jazzy Jeff)
    3. All About The Art (prod. DJ Jazzy Jeff; perkusja: Questlove; klawisze: James Poyser)
    4. I Want It All (prod. DJ Jazzy Jeff)
    5. Einstein (prod. DJ Ferno)
    6. Play Dat! (prod. DJ Jazzy Jeff)
    7. Lost feat. Ebony Joi (prod. DJ Jazzy Jeff & James Poyser)
    8. Fellow (prod. DJ Jazzy Jeff)
    9. Git It Back (prod. DJ Jazzy Jeff)
  • KenJaNai prezentuje płytę Faceless Heroes

    KenJaNai prezentuje płytę Faceless Heroes

    3–4 minut

    Jednym z największych dobrodziejstw płynących ze wszystkich zmian na scenie muzycznej w ostatnim 5-leciu jest ułatwiony dostęp do wydawnictw z niemal każdego zakątka świata. Dzięki temu można bez większych przeszkód (oprócz ograniczeń czasowych) eksplorować muzykę artystów z poszczególnych krajów. Zyskali na tym wykonawcy nagrywający w języku angielskim i producenci. Po tych przeobrażeniach wyszło na jaw, że przykładowo Francja posiada szalenie ciekawą scenę (około) hip hopową, która przed 2010 rokiem pozostawała dla większości mniejszą lub większą zagadką. W tym momencie nie ma w zasadzie miesiąca bez przyciągającego uwagę słuchaczy francuskiego wydawnictwa. W pierwszym kwartale roku ukazał się udany album zatytułowany „Faceless Heroes” jednego z tamtejszych wykonawców o pseudonimie KenJaNai.

    Na rozbudowanej francuskiej scenie producenckiej można dostrzec dziesiątki utalentowanych twórców. Szczególnie paryskie środowisko obejmuje multum przyciągających uwagę artystów pokroju Hugo LX. Właśnie ten wykonawca kryje się pod maską KenJaNaiego. Jak dotychczas producent ze stolicy Francji pokazał się z jak najlepszej strony wraz ze swoim partnerem muzycznym, Soulbrotherem Suspectem. Wspólnie z nim bohater tego artykuł powołał kilka lat temu do życia formację The Funk League.

    Wydawnictwa francuskiej grupy zrobiły niemałą furorę w undergroundzie. W drugiej połowie 2011 roku po obu stronach Atlantyku było głośno o longplayu tego duetu, „Funky As Usual”. Album osadzony w korzennym hip hopowym klimacie powstał przy udziale znakomitych gości. Sadat X, Diamond D, Gift of Gab, Large Professor, Andy C (Ugly Duckling), Abdominal i inni przewinęli się przez te szeroko omawianą płytę. Po wydaniu tego longplaya Hugo LX postanowił rozpocząć działalność na własną rękę. Po pewnej przerwie paryżanin zabrał się za nagrywanie debiutanckiego LP. W drugiej połowie ub.r. skompletował on materiał na „Faceless Heroes”.

    Sampler oraz pierwsze single zapowiadające album pojawiły się w obiegu ponad 7 miesięcy temu. W pierwszych założeniach premierę płyty awizowano na jesień ub.r., ale ostatecznie wydawnictwo ujrzało światło dzienne w pierwszym kwartale br. (przesunięta data wydania nie wyrządziła szkody materiałowi). Już po przedsmaku całości projektu odczuwalna była całkowita zmiana stylu producenckiego Hugo LX-a. Nieprzypadkowo przy tym longplayu przybrał on nieodgadniony pseudonim KenJaNai. „Faceless Heroes” stanowi akurat wypadkową szerokiego wachlarza inspiracji Francuza, sięgając po japońską kulturę, ambient, downtempo i syntetyczne brzmienie z lat 80.tych. Współzałożyciel The Funk League nadał tej mieszance autorskiego zabarwienia. Przez całą długość trwania albumu można rozpływać się w zachwytach nad eklektycznymi rozwiązaniami przyjętymi przez Francuza. Dodatkowego kolorytu płycie nadają zaproszeni goście. Oddisee jak zwykle nie zawodzi, dając wartościową zwrotkę w „What You’ve Been Missing”, Elzhi porządnie wypada w „Faded”, zaś kanadyjska wokalistka Amalia urozmaica trzy nagrania (ww. „Faded”, „Playin’” i „Steamclock Heart”). KenJaNaiego wspomagają również Gael Petrina i DJ Suspect. Wydawnictwo zamykają dwa remiksy – „What You’ve Been Missing” oraz „Playin’” – rozszerzając nieco album. Akurat długość poszczególnych utworów zawartych na LP jest mankamentem – kiedy wydaje się, iż gospodarz „Faceless Heroes” przechodzi do dalszej części nagrania, to niepostrzeżenie ono urywa się i milknie. Szkoda, ponieważ miejscami aż prosi się o rozwinięcie krótszych ścieżek i uczynienie z nich pełnowartościowych kompozycji.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie, a także na pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, 7Digital, etc.). „Faceless Heroes” promowane utworami „Vapors – Yuge”, „Playin’” oraz „What You’ve Been Missing” jest dostępne w sprzedaży na płytach winylowych. Oprócz tego Favorite Recordings wypuściło też pierwsze dwa single na jednej siódemce. Do „What You’ve Been Missing” ukazał się również videoclip. KenJaNai upichcił eklektyczną produkcję, dzięki której udowodnił, iż sprawdza się też na solowych projektach.

    Tracklista

    1. Hajime Ni
    2. What You’ve Been Missing feat. Oddisee
    3. Paris Is Killing Me
    4. Faded feat. Elzhi & Amalia
    5. Vapors – Yuge
    6. Playin’ feat. Amalia
    7. Shin’Ya
    8. Beyond The Black Horizon
    9. Den’Sen
    10. Steamclock Heart feat. Amalia
    11. Akegata Pt.2
    12. Some Other Stuff
    13. Untitled – Ascent
    14. Saigo Ni – After All
    15. What You’ve Been Missing feat. Oddisee (Remix)
    16. Playin’ feat. Amalia (Seventy-Five Remix) [Bonus Track]
  • The First Day premierową płytą Quiet Dawna

    The First Day premierową płytą Quiet Dawna

    3–4 minut

    Wraz ze wszystkimi zmianami, jakie dotknęły branżę muzyczną w ostatnim czasie, wielu artystów postanowiło działać na scenie bez pomocy wydawców. Z każdym rokiem powyższy trend coraz mocniej zarysowuje się w środowisku, aczkolwiek nie wszyscy odchodzą od wytwórni płytowych. Po drugiej stronie barykady znajduje się pokaźne grono oficyn wydawniczych będących spokojną przystanią dla wielu różnych artystów. W tej kategorii wyróżniają się europejskie labele, pośród których wypada wyróżnić brytyjskie First Word Records. Dzięki tej firmie ukazały się materiały ASM (A State Of Mind), Riot Jazz Brass Bandu, Essy, kidkanevila, Souleance, Tall Black Guya, Frameworksa czy Fulgeance’a & DJ’a Scientista. Do rodziny FWR dołączył też Quiet Dawn. Debiutancka płyta paryżanina – „The First Day” – miała swoją premierę w kwietniu.

    Francuscy producenci są coraz bardziej cenieni w środowisku (około) hip hopowym. Potwierdzają to liczne przykłady artystów znad Sekwany i Loary, których ranga rośnie wraz z kolejnymi wydawnictwami. Obok nich pojawiają się następni twórcy, jak choćby Quiet Dawn. Will Galland to ciekawa postać, dobrze znana pośród innych przedstawicieli branży muzycznej. Od dłuższego czasu paryżanin przewija się na scenie ukierunkowanej na nurty hip hopowe, jazzowe i szeroko pojętą muzykę instrumentalną. Co prawda, początkowo zajmował się on rapowaniem, ale po pewnym okresie stwierdził, iż znacznie lepiej sprawdza się w roli producenta.

    Pierwszym istotniejszym akcentem w jego działalności było założenie 8 lat temu formacji Beat Consortium (wtedy występował pod pseudonimem Will Makers). Wraz ze swoim partnerem muzycznym, Juanem Pablo, wypuścili oni dwa projekty, z których warto wymienić wydane przez Feelin’ Music „Amuses Bouche EP”. Po tym okresie Quiet Dawn zaczął spełniać się jako inżynier studyjny oraz radiowiec. QD wspólnie ze swoim kompanem, Dandy Teru, zainaugurowali w 2011 roku audycję „French Toast” nadawaną przez belgijskie Laid Back Radio. Wspomagał on też swojego przyjaciela na jego płycie „Adventures” (projekt okazał się sukcesem). Po tym rozpoczął on nadawanie programu radiowego French Toast Music. Francuz cały czas na boku nagrywał również muzykę, przygotowując się do zaprezentowania swoich nagrań szerszej publiczności. Okazję ku temu otrzymał od brytyjskiej oficyny wydawniczej First Word Records. Po dołączeniu do tego labelu Quiet Dawn szybko ustalił plany wydawnicze. Stało się przy tym jasne, że na debiutancki materiał QD nie przyjdzie długo czekać. Informacje o „The First Day” przyjęto ze sporym zainteresowaniem.

    Projekt ujrzał światło dzienne niecałe 3 miesiące temu. Już przedstawione wcześniej single – „New Dawn” i „Golden Moments” – zwiastowały eklektyczne i drobiazgowo przygotowane wydawnictwo. Spokojne i wyważone brzmienie utworów francuskiego wykonawcy stanowiły dobry prognostyk przed nadejściem długogrającego albumu. Wszystkie lata spędzone w studiu oraz radiu zaprocentowały na premierowej płycie Francuza. Po „The First Day” widać wyraźnie, że Quiet Dawn wcale nie jest kompletnym nowicjuszem. Wręcz przeciwnie – producent zadziwia wytrawnością i rozwiązaniami wprowadzanymi do poszczególnych utworów. W ogólnym zarysie kwietniowy album można uznać za środek wyrazu codziennego rytmu życia człowieka. Przez całą długość longplaya przewijają się wątki związane z różnymi rodzajami miłości i relacji międzyludzkich. Stonowany klimat kompozycji urzeka zarówno w ww. „New Dawn”, jak i „Dusk” czy też „After Sex”. Instrumentalny hip hop krzyżuje się tutaj z broken beatem, a napotykając na swojej drodze jazz, tworzy nową jakość. Właśnie to jest największą zaletą tej produkcji – QD stworzył własne środowisko muzyczne, które wyróżnia się spośród nagrań wielu innych beatmakerów. W osiągnięciu ostatecznego kształtu LP brali udział uznani twórcy (Miles Bonny, Oddisee, Theory Hazit, Sarah Gessler, Dandy Teru, Barrio oraz Majnun), którzy dorzucili od siebie odpowiednie elementy czyniące z „The First Day” coś więcej, niż jedną z mnóstwa płyt wydawanych obecnie przez producentów.

    Wydawnictwo trafiło na Bandcampa oraz szereg innych serwisów streamingowych (Spotify, Deezer i pozostałe). Album można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe) za pośrednictwem BC. „The First Day” promują single – „New Dawn”, „Golden Moments” oraz „Dusk”. Pierwsze dwa utwory ukazały się w postaci cyfrowych maxi-singli rozszerzonych o remiksy odpowiednio Erika Lau i Souleance. Dodatkowo „New Dawn” ukazało się na winylowej siódemce, którą nadal można nabyć w sieci. Natomiast do „Dusk” nakręcono również videoclip. Quiet Dawn zalicza udany debiut fonograficzny i przy pomyślnych wiatrach już wkrótce zacznie być bardziej rozpoznawany na międzynarodowej scenie producenckiej.

    Tracklista

    1. Aurora
    2. New Dawn feat. Oddisee
    3. Hold Them Close feat. Miles Bonny
    4. The Trap
    5. Grow Old Part 2 feat. Theory Hazit
    6. Golden Moments feat. Sarah Gessler
    7. Waters II feat. Dandy Teru
    8. Zoe feat. Barrio
    9. Dusk feat. Majnun
    10. After Sex
    11. New Dawn feat. Oddisee & Catalina Bellizzi (Ohmega Watts Remix)
    12. Golden Moments feat. Sarah Gessler (Lil’ Dave Remix)

  • Specyficzny świat Chestera Watsona na Tin Wooki

    Specyficzny świat Chestera Watsona na Tin Wooki

    4–5 minut

    Branża hip hopowa to jedyna część przemysłu fonograficznego, w którym tak często poddaje się pod dyskusję wiek artystów. Nie sposób zrozumieć tego zjawiska, nieważne czy znajdujemy się w centrum wydarzeń, czy patrzymy na wszystko z dalszej perspektywy. Po zaistniałych zmianach pokoleniowych młodzi twórcy i odbiorcy rapu nie mają za grosz szacunku do weteranów, a ci nie są skorzy do prawienia komplementów nowej fali przedstawicieli tego gatunku. Widać jak na dłoni, że młodzi są za bardzo zapatrzeni w siebie i w pogoni za panującymi obecnie trendami kompletnie odcinają się od korzeni całej kultury. Jedynie garstka z nich kultywuje stare tradycje, usiłując przy tym dodać do tego własne elementy. W tym wąskim gronie umieścimy Chestera Watsona. 18-letni artysta na ubiegłorocznej płycie „Tin Wooki” przedstawił własną wizję boom-bapu.

    W dzisiejszych czasach na ogół młodzi wykonawcy mają niewiele wspólnego z korzeniami hip hopowymi. Jednak zdarzają się odstępstwa od tej reguły i niektórzy usiłują nadać swojej muzyce  dawnego posmaku. Chester Watson może posłużyć za przykład twórcy korzystającego z dobrodziejstwa lat 90.tych, ale wyznaczających przy tym nowe kierunku rozwoju rapu. Przedstawiciel nowej fali wykonawców hip hopowych pochodzi z południa USA. Na jego twórczość istotny wpływ miały liczne przeprowadzki i zmiany lokalnego środowiska. Oprócz tego wrażliwość muzyczna mieszkańca Florydy ukształtowała się również dzięki baletowi, który pochłaniał jego przez kilka lat. Jednak to muzyka okazała się najodpowiedniejszym środkiem wyrazu w jego życiu.

    Premierowy materiał rapera i producenta w jednym, „Phantom”, trafił do obiegu 3 lata temu. Chester Watson wypuścił ten projekt w wieku zaledwie 15 lat. W szybkim tempie jego nagraniami zainteresowali się słuchacze ze Stanów Zjednoczonych,Europy i Azji. Doceniono oryginalny styl Amerykanina łączący boom-bap ze specyficzną szkołą rapu. Nic w tym dziwnego, skoro do największych swoich inspiracji CW zalicza Earla Sweatshirta, Tylera, the Creatora, MF Dooma, Mos Defa i Andre 3000. W następnych latach artysta wraz ze swoim kolektywem Nü Age Syndicate pracował nad kolejnymi płytami. Od lipca 2013 do czerwca 2015 roku wypuścił on kilka zajmujących projektów, pokazując rosnące umiejętności producenckie i raperskie. „Tin Wooki”, „Space Nobility”, „my girlfriend made me drop this”, „Summer Mirage” oraz 4-częściowa seria „Guru” przyciągnęły liczne zainteresowanie ze strony mediów i odbiorców. Pośród wszystkich tych produkcji zdecydowanie najważniejszą pozostaje pierwsza z nich. Właśnie ten album stanowił prawdziwy przełom w karierze Chestera Watsona.

    Premiera „Tin Wooki” odbyła się na początku stycznia ub.r. Wydawnictwo na tyle przypadło do gustu słuchaczom i rozeszło się na całym świecie, że rok później niemiecki label Radio Juicy pokusił się o wydanie albumu na płytach winylowych. Po tym zabiegu projekt otrzymał drugie życie, tak ważne teraz ze względu na coraz krótsze zainteresowanie ze strony opinii publicznej współczesnymi produkcjami. W czym tkwi klucz do sukcesu płyty sprzed 1,5 roku? Na pozytywny odbiór wydawnictwa złożyło się kilka czynników. Przede wszystkim Chester Watson charakteryzuje się kapitalnym producenckim stylem. Przedstawiciel Nü Age Syndicate inspiruje się boom-bapem, ale wprowadza do tego wiele świeżych rozwiązań. Wszystkie beaty są drobiazgowo dostosowane do jego flow; w odpowiednich momentach każdy podkład zwalnia, albo umyślnie zostaje rozbudowany. Przy każdym podkładzie CW wraz z pozostałymi beatmakerami pracującymi nad utworami (Damachą, Psymunem, Ace’em, Calebem Crowe’em, Art Vandelayem, Günem Yaprakiem, Josephem the Strangerem, Lumim i Dave’em Sparksem) mocno popracował nad upajającym klimatem, cechą rozpoznawczą każdego nagrania zawartego na „Tin Wooki”. Tak skonstruowane środowisko umożliwiło Chesterowi Watsonowi na pełną ekspresję i ekstrawagancję. Nieprzypadkowo podzielił on cały album na 5 aktów – „The Prophecy”, „Land of the Monsters”, „The Witch and the Forest”, „The Villain’s Creed” i „War” – przypisując poszczególne utwory do pojedynczych scen. Jego głównym założeniem na tym longplayu było utworzenie płyty nawiązującej do filmu i sztuki. Krótkie nagrania oparte o osobliwe beaty przedstawiają wybrane aspekty towarzyszące życiu CW. Trzeba poświęcić trochę czasu, aby w pełni odnaleźć się w takiej scenerii oraz rozwikłać wszystkie gry słowne Watsona, które niekiedy prowadzą do rozmaitych i niekoniecznie oczywistych związków. Inaczej trudno będzie zrozumieć ten materiał i zupełnie pominąć jego piękno.

    Wydawnictwo udostępniono na Bandcampie oraz pozostałych serwisach streamingowych (Spotify i pozostałe). „Tin Wooki” można pobrać w wersji elektronicznej za pośrednictwem BC, a także nabyć na płytach winylowych opublikowanych przez Radio Juicy. Chester Watson wypuścił kilka singli promujących album – „Monotone Samurai”, „Midwest”, „Bog Me Čuva”, „Mammoth”„PicBascassquiato”, „Lair” oraz „Creed”. Do ostatniego z tych nagrań nakręcono także videoclip. Oddzielny obraz powstał do ponad 9-minutowego „Act IV – the Villain’s Creed”. Młody artysta odpowiada za jedno z najświeższych spojrzeń na współczesny boom-bap i wiele wskazuje na to, że wraz z kolejnymi materiałami będzie o nim coraz głośniej.

    Tracklista

    1. Yetti (prod. Damacha)
    2. Picbascassquiato (prod. Psymun)
    3. Chinamen feat. Comme (prod. Psymun)
    4. Ded Hills (prod. Chester Watson)
    5. Film Noir (prod. Ace)
    6. Sir Metal Wig (prod. Caleb Crowe)
    7. Camels and Cranes (prod. Art Vandelay)
    8. The Witches Curse (Instrumental) (prod. Chester Watson)
    9. Sycamore feat. K.Raydio (prod. Chester Watson)
    10. Bog Me Čuva feat. Gün Yaprak (prod. Gün Yaprak)
    11. Sweets (prod. Psymun)
    12. Will Darkness (prod. Joseph the Stranger)
    13. Mute Siren (Instrumental) (prod. Chester Watson)
    14. Lair feat. Chuuwee (prod. Chester Watson)
    15. Casanegra feat. Gabe Nandez (prod. Chester Watson)
    16. Villin feat. Lumi (prod. Chester Watson)
    17. Mammoth feat. Breeze Pachino (prod. Chester Watson)
    18. Creed (prod. Dave Sparks & Camillo Fritanga)
    19. Smoke Veteran (prod. Lumi & Chester Watson)
    20. Fck (prod. Damcha)
    21. Ichikotu (Instrumental) (prod. Art Vandelay & Chester Watson)
    22. Monotone Samurai (prod. Art Vandelay & Chester Watson)
    23. Midwest (Instrumental) (prod. Art Vandelay & Chester Watson)
    24. Execution feat. Dr. Londes (prod. Chester Watson)
  • billy woods z solową płytą Today, I Wrote Nothing

    billy woods z solową płytą Today, I Wrote Nothing

    4–6 minut

    Co pewien czas zastanawiam się nad tym, w jaki sposób należy uszeregować niezależnych artystów. Tak po prawdzie, to na pełny obraz sceny indie składa się masa zmiennych, z których część wcale nie jest oczywista. Kontrakty płytowe, obecność w mediach, współpraca z agencjami bookingowymi, rozpoznawalność w branży, liczba i struktura fanów i inne elementy odgrywają rolę w kształtowaniu się międzynarodowej branży indie. Opierając się nawet na podstawowych wytycznych łatwo dojdziemy do wniosku, że w niezależnej niszy hip hopowej znajdzie się miejsce dla szeregu różnych twórców. Jedni z nich, jak billy woods, skutecznie potrafią dotrzeć do przychylnych im przedstawicieli mediów oraz odbiorców. Osobliwy nowojorski artysta wydał w ostatnim tygodniu marca płytę „Today, I Wrote Nothing”.

    W branży hip hopowej nie brakuje prawdziwych oryginałów uważanych przez jednych za kompletnych pomyleńców, zaś przez drugich szalenie szanowanych za swoje niestandardowe nastawienie do tworzenia muzyki. Jednym z lepszych przykładów będzie Kool Keith, ale także billy woods dobrze pasuje do powyższego opisu. Amerykański wykonawca znajduje się na fali wznoszącej od 3 lat, przez co część mediów i słuchaczy uważa jego za artystę na dorobku. Prawda jest zgoła inna, ponieważ zamieszkały obecnie na nowojorskim Brooklynie pierwsze swoje nagrania wypuścił już ponad dekadę temu.

    Bohater tego artykułu ma ciekawą i niepospolitą przeszłość. Pomimo tego iż na świat przyszedł on w Waszyngtonie, to dzieciństwo spędził w Afryce i Indiach. Przez długie lata zwiedził on kawał świata, aż wreszcie osiadł w NYC. Wszystkie te podróże odegrały znaczenie w kształtowaniu się jego osobowości, co później miało przełożenie na wrażliwość artystyczną i etos pracy. Jak ww. premierowe projekty billy’ego woodsa„Camouflage” i „The Chalice” – ujrzały światło dzienne ponad 10 lat temu. Wydaniem tych materiałów zajęła się specyficzna nowojorska oficyna wydawnicza Backwoodz Studioz, która następnie wypuściła każdą kolejną płytę artysty.

    Po tym wstępie raper skupił się na materiałach nagrywanych wraz z Priviledge’em w ramach istnienia grupy Super Chron Flight Brothers. Powstały w ten sposób duet opublikował m.in. „Emergency Powers: The World Tour”, „Indonesia” i „Cape Verde”. W międzyczasie uczestniczył on też w życiu supergrupy The Reavers, przyczyniając się do zrealizowania dwóch albumów – „Terror Firma” oraz „New York Times Mixtape”. Po dłuższej przerwie Emcee charakteryzujący się trudnym do podrobienia stylem powrócił z solowym wydawnictwem na początku drugiej dekady tego stulecia. W 2012 roku ukazała się znakomicie przyjęta produkcja „History Will Absolve Me” stanowiąca punkt zwrotny w jego karierze. Po tym longplayu przyszła kolej na wyprodukowane przez Blockheada „Dour Candy” oraz rozpoczęcie przez billy’ego woodsa kolaboracji z Elucidem. Nowojorscy twórcy zawiązali formację Armand Hammer. Duet wypuścił 2 lata temu znakomite „Race Music”, do którego dorzucił później „Furtive Movements”. Produktywny okres w działalności członka Backwoodz Studioz przeciągnął się również na ten rok. „Today, I Wrote Nothing” stanowi kolejny solowy album rapera wyróżniający się pomiędzy większością innych płyt rapowych.

    Premierę płyty wyznaczono na 31 marca. Jeszcze przed opublikowaniem materiału w mediach podniosła się wrzawa i wiele osób wypatrywało tego wydawnictwa. Wszystko głównie za sprawą specyfiki nagrań billy’ego woodsa, która potrafi zarazić niejednego odbiorcę. Poza tym oczekiwano, iż Emcee utrzyma poziom z poprzednich projektów i kolejny raz odda do rąk słuchaczy świetny przygotowany album. Czy każde z tych założeń spełniło „Today, I Wrote Nothing”? Jak najbardziej, aczkolwiek na nowym longplayu doszło do pewnych zmian w stosunku do poprzednich wydawnictw. Nowojorczyk postanowił skorzystać z podkładów pokaźnej liczby beatmakerów. Wydawałoby się, że taka modyfikacja nie przyniesie niczego dobrego ze względu na wymagający warsztat rapera. Jednak billy woods dokonał odpowiedniego wyboru, opierając warstwę muzyczną LP o produkcje swoich bliskich kompanów ze świata hip hopowego. Elucid, Willie Green, Blockhead, Messiah Muzik, Steel Tipped Dove, Junclassic, DOSG4W, Busdriver oraz Aesop Rock zapewnili jemu odpowiednie środowisko, w którym czuje się on, jak ryba w wodzie. Pierwszy z ww. artystów i Henry Canyons dorzucili także gościnne wersy w kilku utworach. Jak prezentuje się płyta od strony lirycznej? Wybornie. Nowojorski twórca nie boi się sięgać po tematy praktycznie wyrugowane ze współczesnego rapu, dotykając natury ludzkiej, dzieląc się przemyśleniami o życiu i śmierci, przedstawiając poglądy dotyczące wojny. Przez całą długość „Today, I Wrote Nothing” przewijają się również nawiązania do współczesnej kondycji Stanów Zjednoczonych. Wszystko to podane poprzez krótkie utwory (wyjątkiem jest tutaj „Poor Company”) stanowiące idealny środek wyrazu dla billy’ego woodsa. Płyta przeznaczona dla osób niestroniących od dalszego poszukiwania w rapie ważnych treści.

    Wydawnictwo trafiło na Bandcampa oraz pozostałe serwisy streamingowe (Spotify, Dezeer, etc.). Backwoodz Studioz wydało „Today, I Wrote Nothing” w postaci cyfrowej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe); woski trafiły do obiegu ze zmienioną okładką. Album promuje kilka nagrań – „Flatlands”, „U-Boats” oraz „Warmachines”. Do pierwszego z tych singli powstał także videoclip. billy woods powinien zostać doceniony za marcowy projekt i nikogo nie powinno zdziwić to, że coraz częściej jest on obecnie zaliczany do czołówki alternatywnych twórców hip hopowych.

    Tracklista

    1. Lost Blocks feat. Elucid (prod. Messiah Musik)
    2. The Big Nothing (prod. Messiah Musik)
    3. Flatlands (prod. Messiah Musik)
    4. Woodhull (prod. Willie Green)
    5. U-Boats feat. Elucid (prod. Driver aka Busdriver & Aesop Rock)
    6. Zulu Tolstoy (prod. Willie Green)
    7. Warmachines (prod. Messiah Musik)
    8. Carpetbagger feat. Elucid  (prod. Brother Hall)
    9. Born Yesterday (prod. Willie Green)
    10. Sleep (prod. Messiah Musik)
    11. Scales feat. L’Wren (prod. Messiah Musik)
    12. Poor Company feat. Elucid & Henry Canyons (prod. Elucid & Messiah Musik)
    13. Dreams Come True (prod. Messiah Musik)
    14. Bicycles feat. Henry Canyons (prod. Blockhead)
    15. African Dodger feat. Elucid (prod. DOSG4W)
    16. Lambs (prod. Messiah Musik)
    17. Slow Week (prod. DOSG4W)
    18. Weeper feat. Curly Castro (prod. Messiah Musik)
    19. RPMS (prod. Messiah Musik)
    20. Dark Woods (prod. Steel Tipped Dove)
    21. True Stories (prod. Blockhead)
    22. Borrowed Time (prod. Junclassic)
    23. Benediction (prod. Elucid)
    24. Good Night (prod. Blockhead)
  • Kolejna kompilacja Mello Music Group – Persona

    Kolejna kompilacja Mello Music Group – Persona

    3–4 minut

    Jeżeli miałbym wymienić wytwórnię płytową, która zyskała w ostatnich 5 latach mnóstwo fanów i znacznie rozszerzyła swoją działalność, to na pewno wspomniałbym o Mello Music Group. Amerykański label przeistoczył się z niewiele znaczącej firmy we wpływową niezależną oficyną wydawniczą. Michael Tolle i spółka odpowiadają za wydanie wielu ważnych materiałów różnych twórców. W tym roku już zdążyliśmy otrzymać sporo projektów od Mello Music Group autorstwa Kenna Starra, Rappera Big Pooh, Drew Dave’a, Oddiseego, Georgii Anne Muldrow, Pete Rocka, L’Orange’a & Jeremiah Jae, Red Pilla i Open Mike’a Eagle. W marcu przyszedł czas na pewnego rodzaju podsumowanie ostatniego okresu w życiu tej wytwórni. Jako środek do tego posłużyła kompilacja „Persona”, zawierająca nagrania artystów (bez)pośrednio związanych z MMG.

    Historia amerykańskiej wytwórni rozpoczęła się w 2007 roku. Początkowo niewiele osób zwracało uwagę na Mello Music Group, gdyż niczym nie różniła się od dziesiątek innych oficyn wydawniczych spod znaku indie. Postrzeganie i pozycja MMG w branży zaczęła zmieniać się na korzyść wraz z kolejnymi materiałami jej pierwszego, a zarazem najważniejszego artysty, Oddiseego. Wypuszczone przez tego wykonawcę „101”, „Mental Liberation” i „Good Tree EP” zwróciły uwagę mediów i słuchaczy nie tylko na niego, ale też na jego wydawcę.

    W dalszej kolejności MMG zaczęło publikować materiały twórców związanych z Oddiseem (jego grupy Diamond District i Trek Life’a), rozpoczynając również współpracę z innymi artystami (Georgia Anne Muldrow, Declaime, Sareem Poems, Kenn Starr). Kolejnym istotnym wydarzeniem w działalności Mello Music Group było podpisanie kontraktu płytowego z Apollo Brownem. Tak uformowana lista wykonawców przyniosła labelowi wiele powodów ku zadowoleniu. Od 2011 roku wytwórnia płytowa odgrywa ważną rolę na międzynarodowej scenie hip hopowej. Oprócz ww. artystów nakładem MMG ukazały się płyty szeregu postaci. Quelle Chris, 7evenThirty, Gensu Dean, The Black Opera, Has-Lo, Stik Figa, DTMD, Castle, 14KT, L’Orange, Open Mike Eagle, Substantial, Verbal Kent i inni wydali swoje materiały dzięki Mello Music Group. Co pewien czas oficyna wydawnicza podsumowuje etapy swojej działalności, publikując składanki. „Persona” to już 4 kompilacja spod szyldu MMG.

    W ubiegłych latach Mello Music Group przedstawiło trzy albumy z utworami różnych wykonawców – „Helpless Dreamer”, „Sacrifice” i podwójne LP „Mandala”. Każde z tych wydawnictw stanowiło także przegląd sił i potencjału twórców związanych mniej lub bardziej z amerykańskim labelem. Nie inaczej sprawy wyglądają w przypadku tegorocznej płyty. Premierowy singiel zapowiadający nową składankę, „Requiem” Oddiseego & Phonte, pojawił się w sieci w połowie stycznia. Następnie otrzymaliśmy „Sometimes I Feel” L’Orange’a & Kool Keitha i „Celebrity Reduction Prayer” Open Mike’a Eagle & Oddiseego, po czym „Persona” zadebiutowała na rynku fonograficznym. Już po pobieżnym przeglądzie tracklisty albumu rzuca się w oczy ogrom wykonawców zaangażowanych w powstanie tego projektu. Z jednej strony mamy większość postaci nagrywających dla MMG, z drugiej stoją osoby związane na co dzień z innymi wytwórniami. Połączenie jednych i drugich przełożyło się na wartościową kompilację, na której próżno szukać wypełniaczy i tracków zrealizowanych ad hoc. Uwagę zwracają występy na longplayu Masta Ace’a, Oh No, Exile’a, Tall Black Guya, Gift of Gaba (!), Blockheada i Bilala Salaama. Właśnie w takiej formie najmilej widzieć składanki.

    Album znajdziecie na Bandcampie, a także na innych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer i pozostałych). Wydawnictwo dostępne w sprzedaży w postaci elektronicznej i fizycznej (płyty CD i winyle). Mello Music Group promuje projekt poprzez „Requiem”, „Sometimes I Feel” i „Celebrity Reduction Prayer”. „Persona” to nie tylko kolejna kompilacja wydana przez MMG, ale przy tym pomost łączący dotychczasowe nagrania wypuszczone przez ten label z nadchodzącymi materiałami, o których powinno być głośno w branży muzycznej.

    Tracklista

    1. Oddisee & Phonte – Requiem
    2. yU & Nottz – Homicide
    3. Apollo Brown & Ras Kass – PNT
    4. Open Mike Eagle & Oddisee – Celebrity Reduction Prayer
    5. Rapper Big Pooh, Quelle Chris & Oh No – You First
    6. L’Orange & Kool Keith – Sometimes I Feel
    7. Red Pill & Oh No – The Run
    8. Apollo Brown & Masta Ace – Troubles
    9. Oddisee – Word To The Wise
    10. Open Mike Eagle & Exile – Dark Comedy Late Show
    11. L’Orange & Gift of Gab – Circles Around Circles
    12. yU & Tall Black Guy – Lose The Ground
    13. Quelle Chris & I,Ced – House Rag
    14. Red Pill & Blockhead – Darlin’
    15. Apollo Brown & Rapper Big Pooh – No Future
    16. Quelle Chris & Bilal Salaam – All I See Is You
  • Debiutancki album Frameworksa – Tides

    Debiutancki album Frameworksa – Tides

    3–5 minut

    Instrumentalne formy muzyczne są obecnie bardziej aprobowane przez ludzi, niż to miało miejsce jeszcze kilka lat temu. Pomimo tego iż sytuacja w tej niszy wygląda lepiej, to nadal można znaleźć wcale niemało negatywnych aspektów towarzyszących temu. Przede wszystkim nastała moda producentów, co prowadzi do negatywnych zjawisk. W tym momencie na całym świecie działa tak wielu twórców, że nie raz trudno trafić na wartościową muzykę. Idąc dalej tym tropem, szybko wyjdzie na jaw, iż przez rozwarstwienie sceny producenckiej coraz trudniej przychodzi wyłapywanie rasowych artystów i ich wydawnictw. Obecnie istnieje multum wykonawców, którzy powinni być lepiej rozpoznawani i jednym z nich jest Frameworks. Brytyjski beatmaker wypuścił w marcu br. album „Tides”, co już teraz pozytywnie odbiło się na zainteresowaniu jego twórczością w branży.

    Wtajemniczone osoby doskonale wiedzą, że brytyjska scena (około) hip hopowa ma wiele do zaoferowania. Jednak często bywa tak, jak w przypadku Frameworksa – aby wydać długogrający album trzeba najpierw spędzić sporo czasu budując swoje imię w branży. Matt Brewer pracuje na swoje nazwisko już od końca pierwszej dekady tego wieku. Przez pierwsze lata producent i multiinstrumentalista z Manchesteru skupiał się na krótszych wydawnictwach, współpracując przy tym z różnymi artystami i wytwórniami. W przeszłości Wykonawca nagrywał dla amerykańskiego Organik Records (niedoceniany label), a także brytyjskich My First Moth i Hero Records. Począwszy od debiutanckiej siódemki – „Four Seasons EP Series – Summer” – Brytyjczyk starannie pracował nad swoim stylem będącym wypadkową inspiracji wyniesionych z downtempo i instrumentalnego hip hopu.

    Po raz pierwszy więcej osób usłyszało o tym artyście w 2012 roku. Wtedy to Frameworks opublikował trzy krótkie materiały („Vanish E​.​P.”, „Ain’t No Use” i „The Brickbuilders E.P.”), a każdy z nich trafił do obiegu dzięki innej oficyny wydawniczej (First Word Records, My First Moth i Hero Records). Pierwszy z nich stanowił najważniejszy projekt z tamtego okresu, po którym mieszkaniec Manchesteru zebrał liczne pochwały i komplementy ze stron przedstawicieli mediów. Od tego momentu brytyjski twórca rozpoczął kolaborację z wokalistami, którzy od tej pory cały czas towarzyszą jego produkcjom. Następna płyta artysty, „Old Friend”, ujrzała światło dzienne w marcu 2013 roku. Po tym wydawnictwie postanowił on skupić się na nagraniu premierowego longplaya. „Tides” ukazało się dopiero po dwa latach, głównie ze względu na to, iż Frameworks usilnie pracował nad jak najlepszym projektem, dużo czasu poświęcając na rozwój swojego warsztatu.

    Plany wydawnicze Brytyjczyka potwierdziły się na początku tego roku. Właśnie wtedy do sieci przedostał się singiel „Hillside”, który wprowadzał do jego oczekiwanego albumu. Przy wydaniu tego materiału artysta postawił ponownie na współpracę z First Word Records, co następnie zaprocentowało przy kampanii promocyjnej i dystrybucji wydawnictwa. W jakim stopniu „Tides” nawiązuje do poprzednich dokonań producenta? Debiutancki longplay brytyjskiego twórcy to nic innego, jak rozwój dotychczasowych pomysłów i kontynuacja wcześniejszych założeń muzycznych. W dalszym ciągu Frameworks bazuje na klimatach z pogranicza spokojnych form instrumentalnych. Na nowej płycie uzupełnionej o 2 ścieżki z „Old Friend” (pierwsza kompozycja z JP Cooperem i „Patience”) można odnotować większy rozmach i bardziej dopieszczone brzmienie. Downtempo przeplatane instrumentalnym hip hopem w wydaniu tego artysty wypada wręcz wyjątkowo. Dokładnie widać, że długo i starannie przygotowywał się on do wypuszczenia tego LP. Wszystko jest zgrabnie połączone – Brytyjczyk doskonale wie, kiedy dany utwór powinien przyspieszyć, a kiedy zwolnić. Część z nich została także ułożona na zasadzie kontrastu – po upajającym początku napotykamy się później na przyspieszone „A New Sun” czy „Breathing Light”, aby następnie ponownie popaść w nieco inną przestrzeń za sprawą „Calm The Still Night” z udziałem Rioghnach Connolly. Właśnie ona i JP Cooper, oboje również z Manchesteru, wprowadzają na płytę sporo kolorytu, i widać, jak Frameworks specjalnie dla nich zmienia poszczególne składowe swoich podkładów. Po tych 4 trackach z tym duetem powstaje pytanie, jak producent odnalazłby się na materiale powstałym w pełni przy udziale wokalistów? Powinno to być jego kolejnym wyzwaniem, aczkolwiek trzeba mu oddać, że w stricte instrumentalnych nagraniach spisuje się on nader wyśmienicie. Po „Tides” Frameworks potwierdził też to, że wszystkie porównania jego do Aima, RJD2 czy Bonobo nie były przesadzone. Wręcz przeciwnie, znajduje się on na właściwej ścieżce, aby w przyszłości stać się inspiracją dla innych wykonawców.

    Album trafił na Bandcampa i pozostałe serwisy streamingowe (Spotify, Deezer i inne). „Tides” można nabyć za pośrednictwem BC w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe). Wydawnictwo promują single „Calm The Still Night” oraz „A New Sun”. Pierwszy z tych utworów doczekał się także remiksów w wykonaniu Quiet Dawna i Throwing Snowa. Z kolei do drugiego nagrania dołączono zagadkowy videoclip. Frameworks wydał pierwszorzędny materiał i może być on zadowolony z odbioru swojej produkcji. Istnieje też wysokie prawdopodobieństwo, że w następnych latach jeszcze więcej osób doceni jego kunszt producencki.

    Tracklista

    1. Music Box
    2. Old Friend feat. JP Cooper
    3. A New Sun
    4. Breathing Light
    5. Calm The Still Night feat. Rioghnach Connolly
    6. Tides
    7. Dawn feat. Rioghnach Connolly
    8. Patience
    9. No Place To Hide Away feat. JP Cooper
    10. End
Translate »