Autor: Witalij

  • NBA sprzed lat: Phoenix Suns vs New York Knicks (1993)

    NBA sprzed lat: Phoenix Suns vs New York Knicks (1993)

    4–5 minut

    Już 28 października rusza 69. sezon NBA. Za namową pewnych osób zdecydowałem się na dołożenie specjalnej rubryki do U Call That Love, w której pojawią się artykuły o najlepszej zawodowej lidze świata. Wszystkie przyszłe publikacje na stronie będą dotyczyły najwspanialszego okresu w dziejach tych rozgrywek, czyli lat 80. i 90.tych. Artykuły będą pojawiać się na łamach naszego serwisu w każdą niedzielę. Pierwsza odsłona „NBA sprzed lat” przed Wami.

    W czasie, gdy większość osób koncentruje się na zbliżającym się wielkimi krokami nowym sezonie NBA, osobiście oddaję się przypominaniu sobie różnych wydarzeń z lat 80. i 90.tych. Jednym z moich ulubionych zagadnień związanych z tamtym okresem są charakterystyki zespołów oraz częste i gęste bójki na parkietach. Niemal każdy bardziej zaogniony konflikt pomiędzy poszczególnymi koszykarzami lub nie raz całymi drużynami prowadził do interesujących następstw. Właściwym przykładem na potwierdzenie tych słów będzie niesławna bijatyka w trakcie meczu z 23 marca 1993 roku, kiedy naprzeciw siebie stanęli zawodnicy Phoenix Suns i New York Knicks.

    Przed rozpoczęciem sezonu 1992-93 notowania drużyny z Arizony znacznie wzrosły dzięki pozyskaniu Charlesa Barkleya będącego u szczytu swojej formy. Z kolei ich przeciwnicy z Konferencji Wschodniej zamierzali zrobić wszystko, aby rozegrać jeszcze lepszy sezon niż poprzedni (1991-92 zakończyli z bilansem 51-31). Z pierwszej potyczki pomiędzy Suns a Knicks w Madison Square Garden zwycięsko wyszli ci drudzy (wygrana 106-103). Rewanż rozegrany dwa miesiące później określano mianem pojedynku dwóch teamów o mistrzowskich aspiracjach, nieustępliwych, posiadających znakomitych graczy i pragnących odebrać panowanie w lidze Chicago Bulls. NYK przed przybyciem do Phoenix odgrażali się w prasie, że są znacznie lepiej poukładanym zespołem i nie przestraszą się PHX. Wszyscy sympatycy NBA z lat 90.tych zapewne pamiętają, iż Patrick Ewing, Charles Oakley, John Starks i spółka nie rzucali słów na wiatr i solidnie pracowali na opinię najbardziej niewdzięcznych przeciwników na parkietach w USA, nie odpuszczając nikomu (swoja drogą często porównywano ich do The Bad Boys Pistons, dodając przy tym, iż posiadają oni mniejszy arsenał niż drużyna z Detroit). W późniejszych latach Kenny Smith określił nowojorczyków z tamtego okresu jako „mean team”, co najlepiej oddaje ich ówczesną filozofię.

    Spotkanie zostanie rozegrane w America West Arena w Phoenix. Od początku spotkania iskrzyło szczególnie pomiędzy backcourtem Suns a Knicks. Rozgrywający tamtego wieczoru przeciętne zawody Kevin Johnson często miał coś do powiedzenia Docowi Riversowi (tak na marginesie, obecny trener Los Angeles Clippers był wtedy brzydszy niż teraz). Pod koniec drugiej kwarty spotkania napięcie na linii KJDoc sięgnęło zenitu. Przy stanie 59-53 dla Suns Anthony Mason wyprowadzał piłkę. Doc Rivers nie potrafił sobie poradzić z wywierającym na niego presję Johnsonem i starając się uwolnić od niego popełnił faul ofensywny, po którym obaj skoczyli sobie do gardeł. Awantura nie przerodziła się w bójkę głównie dlatego, ponieważ szybko uspokojono Barkleya i Oakleya (na całe szczęście, ponieważ inaczej trup ścieliłby się gęsto); najwięcej do powiedzenie mieli wówczas Danny Ainge i John Starks. Przy następnym posiadaniu Phoenix, KJ dał się zwieść Docowi i wtedy to przewinął w ofensywie. NYK pozostawało kilka sekund na wyprowadzenie akcji. Backcourt PHX postanowił zabawić się z Riversem sprowadzając jego do parteru. Po syrenie kończącej pierwszej połową Doc od razu pobiegł w stronę KJ-a chcąc od razu wymierzyć sprawiedliwość, po czym na boisku zaczęło być bardzo gorąco. Nie brakowało interwencji trenerów (Pat Riley za każdym razem dobrze sobie radził w takich sytuacjach, co innego jego ówczesny asystent, Jeff van Gundy), trzymania w pół najbardziej krewkich koszykarzy oraz ciągłych wyzwisk. Gdy wydawało się, że bójka już została zażegnana, nieuczestniczący w tamtym meczu Greg Anthony wyrósł jak spod ziemi i atakując od tyłu Johnsona, czym od razu dostał nominację w kategorii „Idiota roku w NBA”. Nieodpowiedzialne i haniebne zachowanie tego sportowca, sucker punch jak się patrzy. W drugiej połowie obraz gry uległ zmianie. Obie strony uspokoiły się, Sir Charles i spółka podkręcili tempo, zaś z nowojorczyków zeszło powietrze i nie podjęli walki. Ostatecznie Phoenix zmiażdżyli ostatecznie NYK wygrywając tamte spotkanie 121-92.

    Jakie były następstwa tej wielkiej zadymy w Arizonie? Oczywiście posypały się kary indywidualne po tym meczu. Sędziowie tego spotkania wyrzucili po tym z parkietu 6 zawodników – Anthony’ego, Starksa, Riversa, Masona (Knicks) oraz Johnsona i Ainge’a (Suns). W trakcie meczu łącznie odgwizdano 12 przewinień technicznych PHX po całym incydencie zjednoczyli się jeszcze bardziej i zanotowali serię 11 wygranych spotkań, wygrywając Konferencję Zachodnią z bilansem 62-20. NYK wcale nie podłamali się przegraną oraz skandalem związanym z zachowaniem Grega Anthony’ego, co odbiło się głośnym echem w mediach, ponieważ do końca sezonu regularnego 1992-93 ponieśli tylko 3 przegrane, co ostatecznie dało im zwycięstwo na Wschodzie (60-22). Ostatecznie obie ekipy musiały uznać Chicago BullsNYK odpadli w starciu z CHI w finałach Konferencji Wschodniej (2-4), zaś PHX musiało uznać wyższość Michaela Jordana i spółki w finałach NBA w 1993 roku (również przegrali serię w stosunku 2-4). Władze NBA po niechlubnych wydarzeniach z Phoenix postanowiły zaostrzyć kary za bójki na parkietach NBA. Nowo wprowadzone zmiany nie przetrwały długo, gdyż już w trakcie play-offów z 1994 roku doszło do jeszcze gorszej w skutkach rozróby pomiędzy Chicago Bulls a (ponownie) New York Knicks, którą z bliska obserwował były komisarz NBA, David Stern.

    Po latach główni bohaterowie opisywanej historii – Danny Ainge i Doc Rivers – spotkali się w Bostonie, przynosząc dla Celtics ostatnie jak do tej pory mistrzostwo NBA w 2008 roku. Życie bywa przewrotne, nieprawdaż?

    Poniżej znajdziecie wideo z przebiegu całego zdarzenia.

  • Wieczorem przy herbacie: mniej znane, nie znaczy gorsze

    Wieczorem przy herbacie: mniej znane, nie znaczy gorsze

    5–7 minut

    7 września U Call That Love obchodziło swoje 6. urodziny. Niedawna rocznica zbiegła się również z trudnym okresem w moim życiu, w którym zbyt dużo spraw nie wyglądało tak, jak powinno. Przez ostatnie miesiące działalność serwisu sprowadzała się jedynie do aktywności na fan page’u i Twitterze, nic ponadto. W trakcie minionych tygodni spędziłem (za) dużo czasu na rozmyśleniach dotyczących swojej przyszłości, a także tego, co może stać się z UCTL. Przyznam szczerze, że chciałem to porzucić, jednak w końcu dotarło do mnie, iż moja praca nie jest skończona. Przede mną mnóstwo nowych wyzwań oraz szereg projektów do zrealizowania. Jednak zanim to nastąpi, chciałbym podzielić się moją filozofią dotyczącą funkcjonowania U Call That Love, która wcale nie jest taka oczywista i łatwa do zobrazowania.

    Rozpoczynając ponad 6 lat temu działalność UCTL jako punkt wyjściowy obrałem niemal kompletnie zapomniany element związany z kulturą hip hopową: wiedzę. Już w 2008 roku ten pierwiastek mocno zanikał i nie był brany pod uwagę przez wielu ludzi mających do czynienia z hip hopem. Jednak wtedy można było jeszcze zauważyć większe zainteresowanie opinii publicznej samą otoczką towarzyszącą rapowi, DJ-ingowi, bboyingowi czy też graffiti. W następnych latach branża muzyczna oraz poszczególne sfery internetu mocno rozwinęły się zmieniając życie każdego z nas. Skupiając się jedynie na muzyce gołym okiem można dostrzec szereg przeobrażeń, które również pomogły mi ukształtować U Call That Love.

    W dzisiejszych czasach zdecydowana większość ludzi zauważa tylko to, co jest powszechnie znane i lubiane. Przebijają się przeważnie rzeczy mainstreamowe lub określane mianem trendy, do czego należy też dołożyć szereg chwytliwych singli, dla których wspólnym mianownikiem jest to, że łatwo wpadają w ucho i praktycznie niczym nie różnią się od siebie. Niemal wszyscy artyści i wydawcy stawiający na ambitną i uduchowioną muzykę są poważani jedynie przez niszę odbiorców. Do takiej muzyki niekiedy bardzo trudno dotrzeć, gdyż niewiele stron muzycznych decyduje się do większego wspierania niezależnych i czasem nikomu nieznanych twórców. Jeżeli ktoś nie posiada oszałamiających statystyk z Soundclouda, YouTube, Spotify oraz portali społecznościowych, a także nie ma zbyt wielu dobrych znajomości wpływających na ogólny wizerunek danego wykonawcy, to łatwo przypina mu się etykietę „gorszego artysty”. Tylko prawda jest zgoła inna, ponieważ jeżeli dany raper, producent, DJ czy grupa jest mniej znana, to wcale nie oznacza, iż nie zasługuje na bliższe poznanie. Właśnie o takich osobach znajdziecie najwięcej artykułów na łamach naszego serwisu.

    Od zawsze uwielbiałem poznawać nową muzykę, a na całą kulturę hip hopową patrzę szerzej zgłębiając jej otoczkę. Nie ma dla mnie też żadnego znaczenia to, skąd pochodzi poszczególny artysta i wytwórnia płytowa. Liczy się tylko poziom prezentowany przez ludzi oraz to, czy odnajdę w ich twórczości duszę i serce poparte odpowiednim podejściem do nagrywania płyt i ich wydawaniem, to jest najważniejsze kryterium. Skąd wzięło się moje zamiłowanie do niedocenianych i nieznanych wykonawców? Ano głównie stąd, ponieważ przez całe swoje życie czuję się pogardzany i odtrącany przez innych. Jednak wcale nie przywodzi to tylko negatywnych skojarzeń; można odnaleźć w tym wszystkim niesłychanie wiele piękna oraz dzięki takie postawie zjednać sobie ludzi okazujących wdzięczność za nawet najdrobniejszą pomoc.

    Większość poznanych przeze mnie przedstawicieli branży muzycznej, którzy są rozsiani po całym świecie, nie mogą liczyć na bezinteresowne wsparcie przy swoich projektach, co również doskonale znam z własnego doświadczenia. Dzięki temu łatwiej także nawiązuję kontakty z nie(d)ocenianymi twórcami i bez problemów udaje się znaleźć nam wspólną nić porozumienia. Wierzę przy tym w pracę u podstaw i dlatego też wielokrotnie rezygnowałem z pisania o wszem i wobec znanych postaciach na rzecz ludzi egzystujących w świadomości jedynie garstki słuchaczy i przedstawicieli mediów. Zdaję sobie z tego sprawę, iż w ten sposób z góry skazuję U Call That Love na niższe statystyki odwiedzin i zainteresowanie czytelników, ale właśnie prezentowanie undergroundowych wykonawców sprawia mi najwięcej przyjemności. Spora część wydawnictw opisywanych na UCTL trafia do szerszego grona odbiorców na świecie lecz nie ma to zupełnie przełożenia na Polskę, gdyż u nas pojedyncze jednostki z zagranicy mogą liczyć na zainteresowanie ze strony słuchaczy. Z drugiej strony, zdarzają się też takie przypadki, że nawet w ogólnym rozrachunku o danej płycie próżno szukać obszerniejszych publikacji na obcojęzycznych stronach muzycznych. Jeżeli dzięki moim artykułom sprawię, że choćby garstka osób, bez względu na miejsce zamieszkania, zainteresuje się nieznaną wcześniej muzyką, to będę naprawdę szczęśliwy.

    W tym miejscu ponownie nawiążę do wiedzy, nieodłącznego elementu działalności U Call That Love. Jestem drobiazgowy i skrupulatny, przez co każdy artykuł publikowany na stronie jest mocno rozbudowany (średnia długość wpisów w serwisie wynosi ok. 500-600 słów). W ten sposób staram się jak najwłaściwiej przedstawić sylwetki poszczególnych artystów, mając też na względzie fakt, iż poszczególna publikacja nie powinna ograniczać się do suchego podania informacji dotyczących płyty i na tym koniec. Wychodzę z założenia, że powinienem przekazać jak najwięcej informacji w jednym miejscu, obszernie przedstawiając poprzednie dokonania twórców, ponieważ teraz coraz więcej słuchaczy ogranicza się jedynie do poznawania tylko tracklisty, okładki i zawartości nowych albumów. Wiem też, że taka objętość wpisów i nagromadzenie wiedzy odstrasza część czytelników, ale jednocześnie jestem wdzięczny za to, że znajdują się osoby chętne do bliższego poznawania wybranych projektów twórców z różnych zakątków globu.

    Dzięki takiemu nastawieniu udało mi się zdobyć uznanie w oczach nie tylko czytelników lecz również szeregu zagranicznych wydawców i twórców. Czasem wręcz odnoszę wrażenie, że ludzie, o których muzyce piszę, są bardziej zainteresowani tym niż słuchacze. Redefinition Records, Red Apples 45, Cold Busted, KingUnderground Records. Illect Recordings, Enemy Soil Records, Below System, Parallel Thought, Ltd., Ill Adrenaline Records i mnóstwo pojedynczych wykonawców docenia wkład UCTL w promocję ich wydawnictw. Za każdym razem jest to szalenie nobilitujące i zaskakujące, kiedy dowiaduję się, że ludzie z zagranicy poświęcają nawet czas na dotarcie do artykułów po polsku, po czym korzystają z tłumaczy online (Google Translator całkiem nieźle daje sobie radę) i starają się zrozumieć znaczenie pełnej publikacji (tłumaczenia tekstów nigdy nie są w pełni dokładne). Po każdym takim sygnale mam świadomość, iż cała moja praca nie idzie na marne.

    Oczywiście, działalność U Call That Love mogłaby wyglądać lepiej. Nie jestem idealny, popełniam błędy, mam masę nieskończonych artykułów i projektów, wiem o tym, iż dużo pracy jeszcze przede mną. Doskonale pamiętam o pomocy otrzymanej od bliskich osób, zarówno od strony technicznej, jak i redakcyjnej czy zdjęciowej. Przez ostatnie miesiące miałem długie chwile zwątpienia we wszystko. Po tym czasie przejrzałem na oczy i mam pewność, że teraz nie mogę wycofać się. Od początku istnienia UCTL uważam za swoje dziecko, które otaczam opieką i czerpię dzięki temu energię do dalszego funkcjonowania w życiu codziennym. Brakuje mi jedynie wiary we własne możliwości, wsparcia i większego zainteresowania osób trzecich. Wiele zależy od tego, czy uda mi się dotrzeć do większego kręgu odbiorców pokazując nowym osobom wartościową muzykę oraz sukcesywnie realizując dawno wytyczone cele. Wystarczy tylko codzienna pomoc od choćby jednej osoby, dzięki czemu U Call That Love rozwinie się na tyle, aby każda osoba stykająca się z naszym serwisem miała świadomość tego, że wszystko mniej znane prezentowane tutaj, wcale nie oznacza gorsze.

  • Cotygodniowy przegląd informacyjny #59

    Cotygodniowy przegląd informacyjny #59

    5–8 minut

    Okres wakacyjny w pełni. W czasie, gdy jedni odpoczywają i w pełni korzystają ze słonecznych i ciepłych dni, inni muszą pracować. W przypadku naszego serwisu póki co nie ma mowy o dłuższej labie, aczkolwiek staramy się korzystać przy tym z pięknej pogody. W drugiej połowie tego miesiąca pojawi się u nas sporo dobrego. Oprócz artykułów o wydawnictwach płytowych i wpisów przypisanych do stałych rubryk na stronie, skupimy się też nad tym, aby wyrównać szereg zaległości, które nagromadziły się w ubiegłych miesiącach. W najbliższych dniach udostępnimy kilka nowych odsłon przeglądu informacyjnego. W dniu dzisiejszym skupimy się na świeżych newsach. Natomiast później przejdziemy do informacji z czerwca i początku lipca.

    Z serii: przegapione płyty z pierwszej połowy 2014 roku. Doświadczony raper z Bostonu, Akrobatik, wypuścił pod koniec maja swój trzeci solowy album, „Built to Last”. Emcee postanowił wypuścić LP całkowicie niezależnie, co też odbiło się na promocji tego materiału. Warstwą muzyczną na projekcie zajęli się m.in. DJ Fakts One, DJ Supa Dave, Hezekiah oraz Paten Locke. Z kolei wśród pozostałych gości na płycie pojawili się starzy znajomi Akrobatika z Reksem, Mastą Ace’em, Mr. Lifem i Edo.G na czele.

    Katalog Mello Music Group obejmuje płyty różnych wykonawców. We wrześniu 2011 roku nakładem tej wytwórni płytowej ukazał się album DTMD, „Makin’ Dollas”. Pomimo sporej wartości wydawnictwo przeszło bokiem i póki co amerykańska formacja skupiła się na wypuszczaniu kolejnych materiałów własnym sumptem. W tym miesiącu doczekaliśmy się świeżej płyty od duetu, „antoine jameson”. Longplay powstał przy wsparciu m.in. Slimkata78, Drew Dave’a i Kenna Starra.

    Wśród wszystkich niezależnych artystów ze Stanów Zjednoczonych, Kev Brown od lat może liczyć na wsparcie sporego grona sympatyków. Przedstawiciel Low Budget i Redefinition Records systematycznie wydaje różne materiały. W bogatym katalogu tego artysty znajdziemy płytę „The Brown Album”, która jest alternatywną wersją „The Black Album” Jay-Z. W tym miesiącu do sprzedaży trafił projekt „Songs Without Words Vol. 3: Brown Album Instrumentals” zawierający wybrane instrumentale z „The Brown Album”. Wartościowy materiał.

    Wszelkiego rodzaju kompilacje cieszą się dużą popularnością na świecie. Często składanki są wydawane przez platformy łączące artystów z różnych krajów. W tym tygodniu ukazała się kolejna płyta sygnowana przez Expansions Collective. „Expansion Sound Vol.2” stanowi zbiór aż 27 tracków autorstwa mniej i bardziej znanych twórców. Ackryte, Handbook, Sir Froderick, Robot Orchestra, Giorgio Oehlers, Buscrates, Mecca:83, Keor Meteor, Doc Mastermind, Sun Raw i inni pojawili się na tym albumie.

    W natłoku premier płytowych łatwo można przeoczyć wartościowe projekty. Wśród lipcowych wydawnictw godnych polecenia nie powinniśmy pominąć nowego albumu Wildchilda„T.G.I.F. (Thank God It’s Funky)”. Longplay wypuszczony przez SomeOthaShip Connect powstał przy wsparciu m.in. Aloe Blacca, J-Ro i Jamie Lidella. Produkcją poszczególnych utworów zajęli się oprócz gospodarza LP Damon Frost, Georgia Anne Muldrow, Kev Brown oraz Shash’U.

    W pierwszej połowie tego roku hucznie obchodzono 20-lecie premiery „Illmatica”. O kultowym albumie Nasa pojawiło się publikacji, które skutecznie pomogły w promocji specjalnego wydawnictwa „Illmatic XX”. Jednak to nie koniec odniesień do tego projektu. Mass Appeal opublikowało teledysk do utworu „Represent”, który powstał w ramach konkursu ogłoszonego pewien czas temu przez Nasira Jonesa. W tym obrazie wykorzystano ujęcia z różnych videoclipów Nasa, a także posłużono się scenami z filmu „Złodziej z Bagdadu” („The Thief of Bagdad”).

    W gronie najbardziej oczekiwanych płyt, które mają trafić do obiegu w następnych miesiącach, znajdziemy miejsce dla projektu Souls Of Mischief & Adriana Younge’a„There Is Only Now”. Wspólne wydawnictwo legendarnej formacji hip hopowej i utalentowanego producenta trafi do sprzedaży 19 sierpnia dzięki Linear Labs. W sieci pojawił się kolejny singiel zapowiadający album, „All You Got Is Your Word”. W następnych tygodniach powinniśmy otrzymać nowe informacje o tym nadchodzącym LP.

    Europejscy wykonawcy systematycznie dostarczają wartościowych nagrań. W maju ukazała się płyta formacji Anteek Recipes„The EP”. Duet Dirty Hairy & Shuteyes nagrali przyjemny materiał utrzymany w jazz-hopowym klimacie. Wydawnictwu towarzyszą dwie siódemki – „Leave It At That” b/w „Late For Work” oraz „Hot Rhythm” b/w „Little Stories”. Nagrania tej grupy są przeznaczone głównie jazzowym kocurom i kotkom, ale nie tylko.

    Pochodzący z amerykańskiego Oregonu Landon Wordswell powoli szykuje się do wydania kolejnej płyty. Artysta znany z dwóch albumów – „The Mourning After Pill” oraz „And All That Jazz” (nagrane przy wsparciu duetu A June & J Beat) – wypuszcza co pewien czas nowe single. W tym tygodniu raper zaprezentował utwór wyprodukowany przez EYEMC, „Lost Myself”. Track zapowiada przy okazji jego nadchodzący materiał – „DAD” EP.

    Całkiem niedawno temu wytwórnia płytowa Cold Busted świętowała wydanie swojego setnego wydawnictwa. W tym celu amerykańska oficyna wydawnicza postarała się o wyjątkowy projekt. Akshin Alizadeh zrealizował siódemkę będącą odą do słynnego utworu Marleny Shaw – „Woman of the Ghetto”. Jego autorska wizja tego nagrania wypadła pierwszorzędnie, co zostało docenione przez niejednego słuchacza i kolekcjonera płyt winylowych.

    W ostatnich tygodniach zapowiadałem kolejne płyty, które miały trafić do sprzedaży dzięki HiPNOTT Records. Pierwsza z nich – „Seeds of Ambition” formacji The Other Guys – ujrzała już światło dzienne. Album promowany singlowym nagraniem „Blow My Mind” z udziałem Tanyi Morgan zawiera 13 ścieżek na dobrym poziomie. Wśród pozostałych gości na tym LP pojawili się yU (Diamond District), Substantial i NikaBea.

    Ponad rok temu nakładem KingUnderground Records ukazał się podwójny album Lewisa Parkera„The Puzzle: Episode 2 – The Glass Ceiling”. Wydawnictwo zawierające łącznie 30 utworów spotkało się z pozytywnym odbiorem przez wiele osób. Wszyscy sympatycy twórczości brytyjskiego artysty mogą teraz dodatkowo sięgnąć po instrumentalną wersję ubiegłorocznego projektu. Oprócz tego trafiły do obiegu także instrumentale z dziesiątki „Fragments of Glass”.

    Francuska scena producencka jest jedną z moich ulubionych. Coraz więcej postaci w tego kraju wydaje naprawdę pierwszorzędne materiały. 19 kwietnia nakładem Plexus Records odbyła się premiera wspólnego albumu czterech producentów – Meyso, Oteesta, Maodei & Mr Hone’a. „Kapla” stanowi kolekcję 16 instrumentalnych utworów wypadających momentami wręcz świetnie. Każdy z beatmakerów dostarczył po 4 pokłady na ten projekt. Efekt końcowy wyszedł więcej niż dobrze.

    W czasie, gdy jedni artyści zajmują się promowaniem niedawno wydanych płyt, inni dopiero co szykują się do wypuszczenia kolejnych materiałów. Wszyscy sympatycy alternatywnego rapu powinni zwrócić uwagę na nadchodzące wydawnictwo Busdrivera„Perfect Hair”. Wykonawca z Miasta Aniołów opublikował już główny singiel z tego LP – „Ego Death”. Utwór powstał przy wsparciu Aesop Rocka i Danny’ego Browna; produkcją zajął się Jeremiah Jae. „Perfect Hair” trafi do sprzedaży 9 września nakładem Big Dada.

    Kalifornijska wytwórnia płytowa HW&W Recordings cieszy się obecnie dużą popularnością na całym świecie. Po wydaniu płyty The Celestics („Supreme Laziness”) label z siedzibą w Los Angeles przygotowuje się do wypuszczenia kolejnych płyt. W ub. miesiącu ukazał się singiel zapowiadający EP-kę kanadyjskiego producenta Pomo, „The Other Day”. Utwór „Start Again” powstał przy udziale Andrei Cormier. Nagranie akurat na wakacyjną porę.

    Jednym z najciekawszych albumów, które będą miały swoją premierę w trakcie wakacji, jest zdecydowanie „Directors of Photography” Dilated Peoples. W zeszłym tygodniu ukazał się nowy singiel promujący płytę kalifornijskiej formacji. „Show Me The Way” powstało przy wsparciu Aloe Blacca i Jake One’a. Premiera longplaya obędzie się 12 sierpnia. Projekt trafi do sprzedaży nakładem Rhymesayers Entertainment.

    Australijski producent Ta-ku cieszy się rosnącą popularnością na całym świecie. W ostatnich latach wypuścił on masę singli, płyt i miksów. „Dowhatyoulove”, „50 Days For Dilla Vol. 1-2”, „Songs To Break Up To” czy „Beat Sketches Vol.1” trafiły do wielu odbiorców. Beatmaker zajmuje się też tworzeniem remiksów. Jednym z takich utworów jest alternatywna wersja nagrania duetu Ginger & The Ghost, „One Type Of Dark”.

    Wśród wszystkich nowojorskich producentów warto zwrócić uwagę na The Audible Doctora. Członek kolektywu Brown Bag AllStars z coraz większym powodzeniem realizuje swoje projekty. Na początku roku wyprodukował on płytę Fredro Starra, „Made In The Streets”, natomiast teraz skupia się on na kolejnych wyzwaniach. Pod koniec czerwca wypuścił on singlowe nagranie „No Future”. Utwór powstały przy udziale Consequence’a zapowiada nową płytę The Audible Doctora„Can’t Keep The People Waiting”.

  • Serenity kolejnym wydawnictwem Es-K

    Serenity kolejnym wydawnictwem Es-K

    2–4 minut

    Na początku każdego miesiąca powtarzam sobie, że postaram się wyrównać wszystkie zaległości muzyczne z poprzednich tygodni. Jednak szybko okazuje się, iż wartościowych nagrań, które wcześniej pominąłem jest znacznie większa liczba, przez co najzwyczajniej w świecie nie wiadomo za co zabrać się najpierw. W końcu dochodzi też fakt, iż na co dzień słucham mnóstwo starej muzyki (często poświęcam więcej czasu na płyty sprzed lat niż na współczesne wydawnictwa), co powoduje, że nie jest łatwo odnaleźć się w ogromie różnych płyt i miksów. W najbliższym czasie możecie oczekiwać sporo artykułów o niedawno wydanych materiałach, które musiały odczekać swoje, aby trafić na naszą stronę. W ten weekend ponownie odwiedzamy amerykańską wytwórnię płytową Cold Busted. Nakładem tego labelu ukazała się ostatnio nowa płyta producenta Es-K – „Serenity”.

    Cold Busted współpracuje na co dzień z wieloma artystami z całego świata. Swoich licznych reprezentantów w tym labelu posiadają Stany Zjednoczone. Jednym z twórców związanych z wytwórnią płytową z Los Angeles jest właśnie Es-K (Essential Knowledge). Producent pochodzi z Holandii lecz niemal całe swoje życie spędził w USA. Początkowo mieszkał on w Kansas City, aby następnie przeprowadzić się do położonego w stanie Vermont Burlington. Już jako dziecko przejawiał on zainteresowanie muzyką. Tworzeniem podkładów zajął się  w czasach licealnych, powoli szlifując swoje brzmienie i zawierając znajomości w branży muzycznej. W 2011 roku stał się on członkiem rodziny Cold Busted, odpowiadając za comiesięczną serię „Spontaneous Grooves” (do tej pory ukazały się 22 odsłony tego projektu). W ostatnim czasie Es-K pracował nad swoją płytą producencką. „Serenity” stanowi jego najważniejsze jak do tej pory wydawnictwo.

    Premiera wydania elektronicznego albumu odbyła się w drugiej połowie maja. Natomiast na wersję winylową wydawnictwa trzeba było poczekać do 17 czerwca. Amerykański producent skompletował na longplayu 11 ścieżek, wśród których znajdziemy dwa remiksy autorstwa odpowiednio Central Parksa („Till We Meet Again”) i Mawa- („Breathe”). Lista pozostałych wykonawców obecnych na „Serenity” obejmuje kilka liczących się postaci w środowisku hip hopowym. A.G. (D.I.T.C.), General Steele (Smif-N-Wessun), MC Dialect, C-Rayz Walz, Charmingly Ghetto, DJ Grazzhoppa, Chel Strong, K. Sparks, Fish Grease, M-Dot, S.Dub, Chromadadata oraz Mike Gerbino, to całkiem zacnie wyglądająca lista gości, nieprawdaż? Es-K zatroszczył się o odpowiedniej jakości podkłady dla wszystkich tych artystów. Na jego płycie szczególnie warto zapoznać się z „Who Knew”, „Rest In Peace”, „Next Halloween”, „All I See”, „Devils Pie” i tytułowym trackiem pochodzącym z tego LP. Całość albumu jest utrzymana na dobrym poziomie, wszystkie nagrania są klimatyczne i udanie pasują do tytułu tej płyty.

    Cold Busted opublikowało projekt tradycyjnie na Bandcampie. Jak ww. „Serenity” można nabyć zarówno w wersji elektronicznej, jak i fizycznej. Największym zainteresowaniem cieszą się płyty winylowe, jak również płyty kompaktowe i kasety również znajdują nabywców. Es-K promuje materiał poprzez kilka singlowych nagrań – „Serenity”, „Who Knew” i „Next Halloween”. Oprócz tego w ramach kampanii promocyjnej LP ukazał się remix „Till We Meet Again” w wykonaniu Central Parksa, a także otrzymaliśmy mix wszystkich tracków z tego albumu. Amerykański producent powinien być usatysfakcjonowany odbiorem płyty i wiele wskazuje, że po jego przyszłe nagrania sięgnie jeszcze większe grono odbiorców.

    Aktualizacja: Po 3 miesiącach od premiery została udostępniona instrumentalna wersja LP.

    Tracklista

    1. Serenity feat. A.G. of D.I.T.C. & General Steele
    2. Who Knew feat. MC Dialect
    3. Rest In Peace feat. C-Rayz Walz
    4. Left Behind feat. Charmingly Ghetto
    5. Till We Meet Again feat. DJ Grazzhoppa (Central Parks Remix)
    6. Breathe (Maw- Remix)
    7. Next Halloween feat. Chel Strong
    8. All I See feat. K. Sparks
    9. Devils Pie feat. Fish Grease & Charmingly Ghetto
    10. Reminisce feat. MC Dialect, Charmingly Ghetto, M-Dot, & S.Dub (Chromadadata Remix)
    11. Thank You feat. Mike Gerbino
  • Yarah Bravo wypuszcza Love Is The Movement EP

    Yarah Bravo wypuszcza Love Is The Movement EP

    3–4 minut

    W środowisku hip hopowym często są poruszane tematy dotyczące wizerunku kobiet przedstawianego przez ogół amerykańskich wykonawców. Wszystkie kwestie dotyczącego tego zagadnienia spokojnie mogą posłużyć na odrębny artykuł. Natomiast pochodną tematyką są sprawy związane z damskimi artystkami na scenie hip hopowej. Pomimo tego iż płeć piękna ma swój wkład w rozwój rapu (Roxanne Shante, Salt N Pepa, MC Lyte, Queen Latifah, Lauryn Hill to tylko niektóre przykłady), to wiele osób lekceważy i zupełnie nie docenia Femcees. Szkoda, ponieważ we współczesnej muzyce hip hopowej (pomijając mainstream) można wiele dobrego powiedzieć o różnych twórczyniach z całego świata. Jedną z najlepiej rozpoznawalnych europejskich artystek jest od dawna Yarah Bravo. Wiosną tego roku wypuściła ona długo oczekiwaną nową płytę – „Love Is The Movement EP”.

    Jeżeli śledzicie poczynania europejskich artystek (około) hip hopowych, to postać bohaterki tego artykułu powinna być Wam dobrze znana. Pomimo tego iż dyskografia Yarah Bravo nie jest zbyt pokaźna, to posiada ona wielu fanów w różnych europejskich krajach, w tym w Polsce (w marcu b.r. wystąpiła ona na festiwalu Underground/Independent w Białymstoku, zaś w czerwcu odwiedziła Warszawę). W takim razie skąd bierze się tak duże zainteresowanie ludzi wokalistką o korzeniach południowoamerykańskich? Ano wszystko za sprawą jej doskonałych występów na żywo, w trakcie których potrafi świetnie porwać publiczność. Koncerty z udziałem Miss B cieszą się sporym powodzeniem i stanowią znak rozpoznawczy tej artystki.

    Poza częstym i gęstym koncertowaniem Yarah Bravo pokazała się z dobrej strony na płytach studyjnych. W pierwszych latach swojej aktywności w branży muzycznej udzielała się ona na ogół na wydawnictwach artystów związanych z Ninja Tune i pozostałymi brytyjskimi wytwórniami płytowymi. W ten sposób poznała ona swojego przyszłego partnera życiowego, DJ’a Vadima. Wraz z nim i Blu Rumem 13 współtworzyła ona formację One Self. Jedyny album wydany w 2005 roku przez tę grupę – „Children Of Possibility” – został dobrze przyjęty przez media i słuchaczy. Pierwsze solowe wydawnictwo twórczyni – „Good Girls Rarely Make History” – trafiło do obiegu w drugiej połowie 2008 roku. Reedycja płyta ujrzała światło dzienne dwa lata później. Od tamtej pory Yarah Bravo bardzo powoli przygotowywała się do wypuszczenia kolejnego materiału. W końcu po dłuższej przerwie otrzymaliśmy od niej „Love Is The Movement EP”. Tytuł EP-ki właściwie oddaje charakter tego projektu.

    Wydawnictwo jest dostępne w sieci od końca kwietnia. Przy wydaniu płyty artystka podjęła współpracę z austriacką wytwórnią Duzz Down San. W ramach kampanii promocyjnej projektu Yarah Bravo odwiedziła 40 miast w 15 krajach, co wydatnie przełożyło się odbiór EP-ki przez jej fanów. „Love Is The Movement EP” to materiał zawieszony pomiędzy nowoczesnymi brzmieniami elektronicznymi, hip hopowymi i neo-soulowymi, a klasyczną stroną tych nurtów muzycznych. Twórczyni wychowana we Szwecji znakomicie balansuje pomiędzy wszystkimi tymi elementami, wprowadzając do swoich nagrań dużo ciepła. W uzyskaniu końcowego efektu pomogli jej producenci (DJ Buzz & Fab Fusion, The Krauts & Miss PlatinumJukebox Champions, DJ Vadim & Kathrin D’boer, TrommelTobi, Hazeem oraz Blueberry). Poszczególne utwory dopieścili cutami Chrisfader i Testa. „I Found Love”, „Double Trouble” czy „Leader” to co najmniej porządne tracki, które zachęcają do zapoznania się z całością EP-ki.

    Projekt znajdziecie na Bandcampie i Soundcloudzie. „Love Is The Movement EP” ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej. Płyty kompaktowe i winylowe trafiło do sprzedaży nakładem Duzz Down San. Wydanie fizyczne EP-ki można nabyć za pośrednictwem Bandcampa i HHV.de (CD i LP). Ponadto można nabyć kolekcjonerskie wersje tego materiału. Yarah Bravo promuje swoje nowe wydawnictwo poprzez singiel „I Found Love” oraz promo video dostępne na YouTube. Wszyscy sympatycy twórczości tej urodziwej artystki zapewne też życzyliby sobie, aby na następną jej płytę nie trzeba było czekać tyle lat.

    Tracklista

    1. I Found Love (prod. DJ Buzz & Fab Fusion)
    2. Double Trouble (prod. The Krauts & Miss Platinum; cuty Chrisfader)
    3. Leader (prod. Jukebox Champions; cuty Chrisfader)
    4. Freedom Fighters (prod. DJ Vadim & Kathrin D’boer)
    5. Carousel (prod. TrommelTobi)
    6. Fire (prod. Miss Ill; cuty Chrisfader)
    7. Hazeem (Hazeem; cuty: Testa)
    8. Fuerza (prod. DJ Vadim)
    9. Push (prod. Blueberry)
  • Tantu wprowadza do świata Language Of Beats

    Tantu wprowadza do świata Language Of Beats

    3–4 minut

    W tym momencie międzynarodowa scena producencka jest niesłychanie rozbudowana. Na przestrzeni ostatnich lat beatmakerzy wiele zyskali w oczach odbiorców i znacznie bardziej otworzyli się na odbiorców spoza swoich rodzimych stron. Europejczycy mocno trzymają się w gronie najciekawszych twórców w tej niszy muzycznej. Wystarczy tylko spojrzeć na Niemcy (Klaus Layer, Suff Daddy, Figub Brazlevic, Dexter), Francję (20syl, Al’tarba, Astronote, Mr.Troy), Wielką Brytanię (Paul White, Mo Kolours, Eric Lau, Jazz Spastiks) czy Skandynawię (BBZ Darney, The Boomjacks, DJ Akilles, Maw), aby przekonać się o sile beatmakerów ze Starego Kontynentu. A to przecież jedynie garstka z zdolnych artystów rodem z Europy. Do tej listy wypada dopisać holenderskiego producenta Tantu, który wydał w czerwcu nową płytę, „Language Of Beats”.

    Bohater tej publikacji jest kolejnym europejskim twórcą, który gości na łamach naszego serwisu. Co prawda holenderski artysta nie jest zaliczany do czołówki europejskiej sceny producenckiej, ale przy dalszej ciężkiej pracy i łucie szczęścia, ta sytuacja powinna niebawem zmienić się na jego korzyść. Tantu tworzy muzykę od 2008 roku. Beatmaker do swoich największych inspiracji zalicza RJD2, DJ’a Premiera, J Dillę czy M-Phazesa.

    W pierwszych latach mieszkaniec Utrechtu wyrabiał swoje brzmienie, powoli szykując się przy tym do wydania debiutanckiego materiału. Pierwszy raz udostępnił swoją twórczość około 4 lata temu, znajdując uznanie w oczach niszy słuchaczy. Po kolejnym roku Tantu zdecydował się na zaprezentowanie premierowego wydawnictwa, „On My Way Beattape”. Na całość tej płyty złożyło się 19 ścieżek utrzymanych w duchu lat 90.tych lecz nie stroniących też od elementów związanych ze współczesnymi brzmieniami. Po opublikowaniu tego instrumentalnego longplaya Holender skoncentrował się na wypuszczaniu pojedynczych utworów do sieci. W ten sposób uzyskał on całkiem spore grono sympatyków i nawiązał kontakty z innymi twórcami. Producent długo przygotowywał się do wydania drugiego pełnego albumu. Jak się okazuje, warto było czekać na „Language Of Beats”, gdyż to naprawdę udany materiał.

    Pierwsze utwory, które znalazły swoje miejsce na tym LP, powstały grubo ponad rok temu. Premiera wydawnictwa odbyła się 21 czerwca i trzeba przyznać, że holenderski wykonawca wykonał duży krok do przodu w porównaniu do „On My Way Beattape”. W porównaniu do nagrań z pierwszej płyty na „Language Of Beats” mamy do czynienia z bardziej rozbudowanymi utworami, które nie powinny być określane mianem tylko zwykłych beatów. Tantu zadbał o to, aby jego drugi longplay był znacznie bardziej rozbudowany i nie stanowił jedynie zbioru podkładów powstałych bez większej myśli przewodniej. Europejski beatmaker pokazał się z dobrej stronie również współpracując z raperami. Amerykańska formacja Epidemic kapitalnie wypadła w otwierającym album „History Lesson”. Singiel opowiadający o historii hip hopu trafi również na tracklistę wspólnego materiału Tantu oraz grupy z Florydy, „The Solution EP”. Oprócz nich na tym projekcie znalazło się także miejsce dla Digitzza & Skyzoo (obaj wystąpili w „They Said”), a także Brainpowera („Discerning Spirits”), GUS-a („Paradise”) oraz Junoflo („Way Of The World”). Pozostałe tracki na „Language Of Beats” to stricte instrumentalne nagrania zahaczające o różne nurty. Wystarczy wymienić tutaj „Grandma”, „Last Night In Thailand” (umiejętnie obrobiony sampel), „South East Dreams”, „Funkambodia” czy tytułową ścieżkę z płyty, aby przekonać się o rozległych horyzontach muzycznych Tantu i tym, że potrafi on biegle posługuje się językiem beatów.

    Wydawnictwo znajdziecie na Bandcampie i Soundcloudzie. „Language Of Beats” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej. Limitowana edycja płyt kompaktowych jest dostępna do nabycia w cenie $12 USD za pośrednictwem BC. Album holenderskiego producenta promuje kilka singli – „History Lesson”, „They Said”, „Experiment”, „Paradise” oraz „South East Dreams”. Do pierwszego i trzeciego utworu powstały dodatkowo teledyski. Nie zapomnijcie też o nadchodzącej wspólnej płycie Epidemic & Tantu, „The Solution EP”.

    Tracklista

    1. History Lesson feat. Epidemic
    2. The Dark
    3. Grandma
    4. Higher
    5. They Said feat. Digitzz & Skyzoo
    6. All Alone
    7. Last Night In Thailand
    8. Boat To Laos (Skit)
    9. South East Dreams
    10. Discerning Spirits feat. Brainpower
    11. Experiment
    12. Lisbon Airport
    13. Paradise feat. GUS
    14. Funkambodia
    15. Way Of The World feat. Junoflo
    16. Turn Off The Lights
    17. Language Of Beats
  • Lost and found: INI – Center Of Attention

    Lost and found: INI – Center Of Attention

    3–4 minut

    W dzisiejszym rzucie serii „Lost and found” zabieram Was na podwórka Westchester w Nowym Jorku (a jakże!) by przyjrzeć się losom pochodzącej stamtąd grupy INI, których krążek „Center Of Attention” przeszedł do historii jako jeden z najbardziej zbootlegowanych albumów w historii rapu.

    Skład grupy został uformowany w połowie lat 90-tych przez czwórkę Emcees znanych jako Rob-O, Grap Luva, I Love H.I.M. aka Raas oraz Marco Polo (nie mylić z dzisiejszym producentem). Kwartet nawiązał silne koneksję z legendarnym już wtedy Pete Rockiem, prywatnie starszym bratem Grap Luvy. W momencie, gdy drogi znanego producenta z C.L. Smoothem rozeszły się na dobre, Peter postanowił założyć własny label będący pododdziałem Elektry, wytwórni w której wychodziły jego poprzednie projekty. Zatem pierwszoplanową rolę w świeżo założonym Soul Brother Records odegrać miało właśnie INI.

    Rok 1995 był bardzo pracowitym w wykonaniu Pete Rocka. Producent dwoił się i troił by podzielić czas między dwoma projektami – ten, o którym mówimy dzisiaj oraz album Dedy „The Original Baby Pa”. Wróćmy jednak do samego zespołu.

    Zanim doszło do powstania INI jej członków można było usłyszeć już wcześniej na legalnych wydawnictwach. Rob-O i Grap Luva z powodzeniem udzielali się na pierwszych płytach Pete Rocka ze C.L. Smoothem, dodatkowo ten drugi wystąpił na albumie „Blue Funk” w utworze „A Buncha Niggas” autorstwa Heavy D & The Boyz.

    Prace nad „Center Of Attention” rozpoczęto w roku 1995 w Green Street Studios. Podczas sesji nagraniowych szczególną aktywność przejawiali Grap Luva, Rob-O oraz Raas. Zdecydowanie mniejszym zapałem wykazał się Marco Polo, który jak się później okazało wystąpił jedynie w dwóch utworach (licząc intro wykonane w języku francuskim). Chemia między INI i Pete Rockiem była na tyle dobra, że do współpracy zaprosili jedynie dwójkę gości: Q-Tipa i Large Professora.

    Całość utworów (z wyjątkiem „Step Up Time” autorstwa Grap Luvy) wyszła spod ręki Pete Rocka. Warstwa muzyczna przez wielu uważana za najlepszą w jakże owocnej karierze Soul Brothera. Niesamowity kolaż dźwięków poczynając od eklektycznego jazzu, przesączonych soulem klawiszy a kończąc na tłustych, dopieszczonych werblach. Niesamowity vibe charakteryzujący brzmienie Pete Rocka stanowił idealne tło dla leniwego, wyluzowanego wręcz flow zespołu.

    Wartość merytoryczna tekstów dotyczyła przede wszystkim osobistych refleksji, radości czerpanej z jam sessions, ale nie uciekano również od komentarzy socjologicznych.

    Singlem, który miał promować długogrający album wybrano „Fakin’ Jax” (jak się później okazało, jedyne oficjalne wydawnictwo zespołu z tamtych czasów). Pomimo dużego rozgłosu wśród stacji muzycznych (grali go w swoich audycjach m.in. Funk Master Flex czy Marley Marl) właściciel Elektry nie widział potencjału w materiale przygotowanym przez grupę i najzwyczajniej w świecie odstawił go na półkę. Pomimo kiepskiej promocji zarówno video jak i fizycznego nośnika „Fakin’ Jax” znalazł ogromne uznanie na undergroundowej scenie, gdzie stał się jednym z najbardziej bootlegowanych nagrań.

    Jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach, drogi członków zespołu rozeszły się przez powyższy incydent. Artyści co jakiś czas dają znać o swojej osobie aktywnie uczestnicząc w budowaniu i rozwijaniu undergroundowej sceny. Ostatni projekt Rob-O datuje się na rok 2006, kiedy to wypuścił udany album „Rhyme Pro”. Z kolei Grap Luva jest autorem instrumentalnego projektu „Neva Done EP”, które wydało Redefinition Records blisko trzy lata temu.

    Choć „Center Of Attention” ujrzało światło dzienne w kilku odsłonach jako bootleg, doczekało się również legalnego wydawnictwa wydanego w 2003 roku nakładem Rapster Records (przy udziale też BBE Records). Płyta ukazała się wraz z ww. projektem Dedy („The Original Baby Pa”) w postaci podwójnego wydawnictwa „Lost & Found: Hip Hop Underground Soul Classics”. Jednak jak sam Pete Rock przyznaje album nigdy nie został przekazany do wiadomości publicznej zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem.

    Discogs: INI – „Center Of Attention”

    Tracklista

    1. Intro (H.I.M.)
    2. No More Words
    3. Step Up
    4. Think Twice
    5. Square One
    6. Life I Live
    7. Kross Roads
    8. To Each His Own feat. Q-Tip & Large Professor
    9. Fakin’ Jax
    10. What You Say
    11. Props
    12. Center Of Attention
    13. Grown Man Sport
    14. Mind Over Matter
    15. Don’t You Love It
    16. Microphonist Wanderlust
  • Instrumentalne wydawnictwo G Bonsona – Do My Thing

    Instrumentalne wydawnictwo G Bonsona – Do My Thing

    2–3 minut

    Wraz ze wszystkimi zmianami, które zaszły w branży muzycznej na przestrzeni ostatnich lat, pojawiło się multum nowych artystów o zróżnicowanej charakterystyce. Wystarczy tylko spojrzeć na półkę producencką, aby szybko zauważyć szereg zależności i specyfiki wynikającej z tego. Zdecydowana większość beatmakerów ogranicza się do wypuszczania pojedynczych nagrań i pełnych materiałów jedynie w wersji elektronicznej, co przyciąga głównie średniej jakości słuchaczy, nieprzykładających większej wagi do poszczególnych wykonawców i wymagających ciągłego wypuszczania nowych nagrań. Po przeciwnej stronie barykady umiejscowimy twórców rzadziej publikujących utwory lecz przy tym zabiegających o wydawanie muzyki na nośnikach fizycznych. W tym gronie znajdziemy francuskiego producenta G Bonsona. W połowie ub.r. wypuścił on udaną płytę „Do My Thing”.

    Beatmakerzy znad Sekwany i Loary posiadają już ugruntowaną pozycję na międzynarodowej scenie muzycznej. W związku z tym każdy kolejny producent z tego kraju starający się dotrzeć do większego grona słuchaczy ma nieco łatwiej. G Bonson pojawił się w branży stosunkowo niedawno, ale już zdążył zdobyć uznanie w oczach niejednego słuchacza. Wychowanek Tours mówi o sobie, że przede wszystkim jest crate diggerem i od tego zaczęła się u niego pasja do rozpoczęcia działalności muzycznej. W pierwszej kolejności zajął się on tworzeniem remiksów nagrań innych twórców. Część z tych tracków została zebrana na kompilacji „Wowsome Remixes”. Z biegiem czasu Franzu zaczął tworzyć oficjalne alternatywne wersje utworów na zlecenie m.in. Wax Tailora, Dafuniksa, Puppetmastaz czy The Herbaliser. Następnie G Bonson rozpoczął prace nad swoją debiutancką płytą. Wydanie „Do My Thing” poprzedził krótki projekt „Seuls EP”. Wydawnictwo oparte o kompozycje z katalogu Niny Simone ukazało się 29 marca ub.r. i bezpośrednio wprowadzało do premierowego LP francuskiego artysty.

    Wydawnictwo ujrzało światło dzienne ponad rok temu. Projekt trafił do obiegu nakładem dobrze prowadzonej francuskiej oficyny wydawniczej LZO Records. Jak G Bonson poradził sobie z nagraniem premierowego albumu? Ano więcej niż przyzwoicie. Jego obsesyjne zamiłowanie do wyszukiwania pierwszorzędnych sampli ze starych płyt winylowych od razu rzuca się w uszy po zapoznaniu się z zawartością „Do My Thing”. Beatmaker wykazuje się przy tym niemałym kunsztem, dzięki czemu można mieć pewność, iż mamy do czynienia z rasowym producentem. Francuski twórca znakomicie poradził sobie z przedstawieniem autorskiej koncepcji na instrumentalny hip hop przypominający dokonania jednego z jego guru, Wax Tailora. Debiutancki longplay jest pełen pieczołowicie dobranych dźwięków, które zostały podane z dużym polotem. Próbkę umiejętności Francuza można poznać w „Undaground”, „I Need You”, „Funky Lover” (kapitalne brzmienie tego utworu) czy „If I Should Die Tonight”. Jednak na tym nie kończą się pozytywne momenty na tym LP, co należy też mieć na względzie.

    LZO Records opublikowało projekt na Bandcampie. „Do My Thing” można nabyć w wersji elektronicznej oraz fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo z ub.r. wypadło na tyle dobrze, że już teraz sporo osób wypatruje kolejnego materiału G Bonsona. Dodatkowym elementem kampanii promocyjnej tego projektu był zaprezentowany przez Laid Back Radio mix „Urgent Message”. Materiał zawiera nagrania z katalogu LZO Records, Phonosaurus Records oraz Underdog Records. Warto obserwować dalsze poczynania tego zdolnego producenta, który w kolejnych latach może wiele osiągnąć.

    Tracklista

    1. Undaground
    2. Stop
    3. I Need You
    4. Rokdadiskotek
    5. Yeah Yeah
    6. Funky Lover
    7. So Many Ways (Interlude)
    8. If I Should Die Tonight
    9. Unlucky Woman (Part 1)
    10. Unlucky Woman (Part 2)
    11. Do My Thing
  • Deejay Irie z serią Give Me A Break

    Deejay Irie z serią Give Me A Break

    4–6 minut

    Kultura hip hopowa podobnie jak każda inna dziedzina życia nie może funkcjonować bez następującego elementu – wiedzy. Bez tej składowej nie sposób zrozumieć całokształt hip hopu i trudno bez tego przyswoić sobie tematykę związaną z jej poszczególnymi zagadnieniami. Oprócz szeregu filmów dokumentalnych, książek i publikacji poświęconych historii tej kultury niezwykle istotną rolę odgrywają pojedyncze single i płyty soulowe, funkowe, jazzowe czy electro z lat 70.tych i początku lat 80.tych. Szalenie ciekawym zagadnieniem są najczęściej wykorzystywane sample w dziejach rapu oraz breaki. Crate diggerzy i artyści oddaliby bardzo wiele za posiadanie egzemplarza płyty winylowej z poszczególną pętlą perkusyjną. Do świata kryjącego się za perłami muzycznymi sprzed kilku dekad doskonale wprowadza holenderski twórca Deejay Irie w serii „Give Me A Break”.

    Jak dotychczas na łamach naszego serwisu gościli jedynie raperzy i producenci z Niderlandów (Joe Kickass, Arts The Beatdoctor, Moods, MC Melodee, the Jazzment i inni). Nie mieliśmy jeszcze okazji przedstawić DJ’a z tej części Europy, co zmienia się w końcu wraz z tą publikacją. Deejay Irie mieszka na co dzień w Groningen, ale jego korzeni należy szukać na innym kontynencie. Holenderski turntablista przyszedł na świat w brazylijskim Sao Paulo, ale już w wieku kilku lat przeprowadził się wraz ze swoją rodziną na Stary Kontynent.

    Bohater tego artykułu to wychowanek starej szkoły hip hopu występujący na imprezach i zawodach turntablistycznych od końca lat 90.tych. Przez ostatnie 16 lat Deejay Irie brał udział w wielu różnych bitwach DJ’skich, odnosząc przy tym również sukcesy. W 2002 roku wygrał on holenderskie eliminacje do prestiżowych zawodów DMC World DJ Championships. Zdobytego tytułu skutecznie bronił przez następne 5 lat, uczestnicząc także w finałowych rozgrywkach (w 2005 roku zajął drugie miejsce ustępując jedynie Ie.Mergowi z USA).

    W następnych latach Holender grał imprezy w Stanach Zjednoczonych, Chinach oraz różnych europejskich krajach. Irie rozpoczął też wydawanie autorskich mixtape’ów oraz zaczął rozwijać swój warsztat VJ’ski. Dwa lata temu wygrał on pierwszą większą europejską imprezę typu video-DJ battle, MoveMix we Francji, a także zajął trzecie miejsce na VDJC Battle w Las Vegas. Deejay Irie to wszechstronnie uzdolniony twórca, o czym świadczy również rozpoczęcie przez niego działalności radiowej. Kilka miesięcy temu zainaugurował on audycję „IrieRadio” nadawaną przez Fresh Radio. Oprócz tego mieszkaniec Groningen jest też miłośnikiem crate diggingu, co potwierdza jego projekt „Give Me A Break”.

    Wszyscy miłośnicy breaków, starych nagrań funkowych, jazzowych czy rockowych, a także osoby starające się poszerzyć swoje horyzonty muzyczne, powinny docenić niniejsze przedsięwzięcie. Deejay Irie spędził sporo czasu na znalezieniu płyt winylowych zawierających klasyczne pętle perkusyjne, które były w mniejszym lub większym stopniu wykorzystywane w utworach hip hopowych. W pierwszym wydaniu „Give Me A Break” z początku kwietnia przewijają się kompozycje Boba Jamesa, Jamesa Browna, The Mohawks, Sly And The Family Stone, Arethy Franklin, Incredible Bongo Band czy The Jimmy Castor Bunch. Z kolei druga część projektu wypuszczona 1,5 miesiąca temu obfituje w utwory Can, Niny Simone, Led Zeppelin, Parliament, Michaela Jacksona, The Beatles, Maceo czy Kool & The Gang. Wszystko to połączone w perfekcyjny sposób. Irie w tej serii oddaje prawdziwego ducha hip hopu i w piękny sposób pokazuje jak istotna jest znajomość korzeni tej kultury.

    Koncept oraz wprowadzenie do „Give Me A Break” najlepiej opisuje twórca tego projektu:

    With the project „Give Me A Break” I can finally showcase my vinyl collection in a true old school way. And I have tons of fun doing it. I love it all: the pleasure of cutting stickers to make cue points, getting a stack of vinyl in your hand, going through a bunch records, make sure you got doubles, changing the records on the turntables as fast as possible. What’s not to love about that!

    Pierwsze dwie części „Give Me A Break” są dostępne zarówno na Soundcloudzie, jak i na Vimeo. Wersję audio każdego wydania tej serii można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem SC. Deejay Irie doskonale rozpoczął ten projekt i warto wypatrywać o następnych częściach jego wędrówki pomiędzy breakami.

    Give Me A Break Part 1

    Tracklista

    1. Jimmie Walker – The Black Prince Has Arrived
    2. Bob James – Shamboozie
    3. Mary Jane Girls – All Night Long
    4. George McCrae – I Get Lifted
    5. James Brown – Funky Drummer
    6. Aretha Franklin – Rock Steady
    7. Sly And The Family Stone – You Can Make It If You Try
    8. Bob James – Mardi Gras
    9. Tommy Roe – Dizzy
    10. The Meters – Oh Calcutta
    11. The Mohawks – The Champ
    12. Tower Of Power – Ebony Jam
    13. Lyn Collins – Think (About It)
    14. Dyke And The Blazers – Let A Woman Be A Woman, Let A Man Be A Man
    15. Breakwater – Release The Beast
    16. Incredible Bongo Band – Apache
    17. The Jimmy Castor Bunch – It’s Just Begun

    Give Me A Break Part 2

    Tracklista

    1. Nina Simone – Intro „The Drums”
    2. Led Zeppelin – When The levee Breaks
    3. The 2nd Chapter – The Devil’s Lost Again
    4. Parliament – Come In Out Of The Rain
    5. Joe Tax – Papa was Too
    6. Lou Donaldson – Ode To Billie Joe
    7. Steve Miller Band – Take The Money And Run
    8. Kool & The Gang – N.T.
    9. Lonnie Liston Smith – Spinning Wheel
    10. Taana Gardner- Heartbeat
    11. Billy Squier – The Big Beat
    12. Sly & The Family Stone – Sing A Simple Song
    13. James Brown – Funky President
    14. Maceo – Soul Power ’74
    15. Marvin Gaye – T Plays It Cool
    16. Brick – Dazz
    17. The Commodores – The Assembly Line
    18. Rhythm Heritage – Theme From S.W.A.T
    19. Can – Vitamin C
    20. Frankie Valli – Grease
    21. Queen – Another One Bites The Dust
    22. Michael Jackson – Billie Jean
    23. Tommy Roe – Sweet Pea
    24. The Beatles – Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band
    25. Bobbie Gentry – Ode To Billie Joe
    26. Curtis Mayfield – Move On Up
    27. Marva Whitney – Unwind Yourself
  • Premiery płytowe – lipiec 2014

    Premiery płytowe – lipiec 2014

    4–6 minut

    W tym miesiącu wracają na naszą stronę cykle artykułów, które z różnych przyczyn zostały przykryte grubą warstwą kurzu. Rozpoczynamy od przywrócenia serii poświęconej premierom płytowym. Pierwsza połowa roku zakończyła się wysypem mnóstwa ciekawych płyt. Poszczególni wydawcy zdecydowali się na ten krok ze względu na rozpoczęty niedawno okres wakacyjny. Z drugiej strony w lipcu i sierpniu pojawi się w sprzedaży wiele zacnie przedstawiających się materiałów. Część z nich ujrzała już światło dzienne. 1 lipca 2014 roku trafiły do obiegu nowe płyty Glena Portera, Sadistika, Muneshine’a, The Myka & Tony’ego Showa oraz Mistera T. Więcej o tych produkcjach znajdziecie w dalszej części tego artykułu.

    Glen Porter„The Open Road and The Smell of Blood” (Content (L)abel)

    Project: Mooncircle należy do ścisłej czołówki niezależnych oficyn wydawniczych ukierunkowanych ma muzykę elektroniczną. Niemiecki label przyznaje, że jednym z najbardziej szanowanych przez nich artystów jest Dday One. Kalifornijski twórca prowadzi własną wytwórnię płytową, Content (L)abel. Od kilku tygodni trwała przedsprzedaż nowego wydawnictwa opatrzonego logiem tej firmy – „The Open Road and The Smell of Blood” Glena Portera. Producent z Cali nagrał płytę stanowiącą następcę „The Devil Is A Dancer, The Piper Is A Madman” z sierpnia 2012 roku. Wydawnictwo obejmuje 7 rozbudowanych kompozycji łączących instrumentalny hip hop z elektroniką, psychodelicznym rockiem i klimatami westernowymi. Wszystko to brzmi wybornie i przenosi słuchaczy w wielowarstwowy i rozbudowany świat Glena Portera. Longplay nie należy do gatunku easy listening, a jego poszczególne elementy można odkryć dopiero po jego dogłębnym poznaniu.

    Produkcja: Glen Porter

    Sadistik„Ultraviolet” (Fake Four Inc.)

    Fake Four Inc. to amerykańska wytwórnia płytowa utożsamiana z alternatywną stroną rapu i brzmień pokrewnych. Wśród wielu artystów współpracujących z tą oficyną wydawniczą natkniemy się na Sadistika. Wykonawca związany z Seattle wypuścił na początku lipca „Ultraviolet”. Follow-up do dobrze przyjętego w ub.r. „Flowers For My Father” jest silnie inspirowany kulturą lat 60. i 70.tych. W stworzeniu odpowiedniego klimatu gospodarzowi LP pomogli beatmakerzy – SXMPLELIFE, Eric G, Maulskull & Kid Called Computer (nie ma to jak dobrze dobrany pseudonim, nieprawdaż?). Poszczególne utwory powstały przy udziale m.in. Nacho Picasso, Sticky’ego Fingaza, Tech N9ne’a oraz Yes Alexander. Ponadto w nagraniu „Chemical Burns” pojawiła się archiwalna zwrotka Eyedei. Sadistik reklamuje „Ultraviolet” jako swoje najważniejsze dotychczasowe dzieło, co warto też mieć na względzie słuchając tego longplaya.

    Produkcja: SXMPLELIFE, Eric G, Maulskull & Kid Called Computer
    Gościnnie: Eyedea, Lotte Kestner, Nacho Picasso, Sticky Fingaz, Tech N9ne, Yes Alexander & Terra Lopez

    MuneshineIn Transit (Scissor Records/Warner/Tommy Boy Entertainment)

    Jeden z przedstawicieli Kraju Klonowego Liścia, Muneshine, od lat cieszy się dobrą marką w undergroundzie. Pod koniec maja 2012 roku wypuścił on longplay „There Is Only Today” (później ukazała się też wersja z remiksami). Po dwóch latach przedstawia on z kolejne wydawnictwo. „In Transit” ujrzało światło dzienne dzięki Scissor Records/Warner/Tommy Boy Entertainment. Po przyjrzeniu się trackliście tego projektu, zwraca uwagę przede wszystkim obsada gości. Wystarczy tylko spojrzeć na producentów odpowiadających za stworzenie pokładów – Exile, Freddie Joachim, Oddisee, Kev Brown, LAKIM, Presto, Bird, Suff Daddy, El. Train & DJ Spinna. Naprawdę mocne zestawienie, co ważniejsze zdecydowana większość nagrała co najmniej porządne beaty. Poza tym na „In Transit” pojawili się m.in. Moka Only, Skratch Bastid, Timbuktu, Ghettosocks, Fresh Daily & D-Sisive. Wydawnictwo promuje kilka singlowych nagrań, w tym „Show Me The $$$”, „Harry Callahan” czy też tytułowy track pochodzący z LP.

    Produkcja: Muneshine, Exile, Freddie Joachim, Oddisee, Kev Brown, LAKIM, Presto, Bird, Suff Daddy, El. Train & DJ Spinna
    Gościnnie: Jenn Grant, Moka Only, Skratch Bastid, Timbuktu, Ghettosocks, Adam Bomb, Fresh Daily, ELMNT, Sonny Jim, Jehst, Mamalade, Shuanise & D-Sisive

    The Myk & Tony Show„Sick Cinema” (Mykill Miers Musick/Abnormal Media Group)

    Kalifornijscy artyści (mainstreamowi i undergroundowi) znacząco wpłynęli na całokształt muzyki hip hopowej. Jedni z nich są uwielbiani przez rzesze fanów, inni zaś są przypisani do szuflady z napisem niedocenieni raperzy i producenci. W tej drugiej kategorii umieścimy weterana rapu z Los Angeles, Mykilla Miersa. Wykonawca nagrywający muzykę już od dwóch dekad wypuścił wspólny album z Tonym Cliftonem„Sick Cinema”. Obaj twórcy zrealizowali ten projekt pod pseudonimami The Myk & Tony Show. Wśród gości na tym LP znajdziemy m.in. Rasco, Prince Po i DJ’a Johnny’ego Juice’a. Produkcją albumu zajął się niemal w całości Mykill Miers; w kilku utworach wspomogli jego DJ Crown, The Grim Reaperz & DJ Timmi Handtrix. Płyta wydana przez Mykill Miers Musick/Abnormal Media Group to nic innego jak solidna porcja korzennego rapu, o czym można przekonać już po singlach „Double Dare You” i „Pulp Fiction”.

    Produkcja: Mykill Miers, DJ Crown, The Grim Reaperz & DJ Timmi Handtrix
    Gościnnie: DJ Johnny Juice, Rasco, Prince Po, Jules Winnfield, Nino Brown, Black Stephan & Toquan The MC

    Mister T.„Funk Around the Sun” (Cold Busted)

    Amerykańska wytwórnia płytowa Cold Busted znacznie rozwinęła się na przestrzeni ostatnich kilku lat. Każdego miesiąca nakładem tego labelu ukazuje się sporo nowych nagrań. Lipiec ta oficyna wydawnicza rozpoczęła od wydania nowej płyty Mistera T.„Funk Around the Sun”. Grecki producent współpracuje z Amerykanami od 2011 roku. Wcześniej przygotował on kilka wydawnictw – longplaye „Gentle Music” i „Play It Loud”, a także siódemkę „The Party” b/w „Afro Fillings”. Najnowszy jego materiał zabiera słuchaczy w podróż do klimatów spod znaku retro. Ateńczyk serwuje funkowe i soulfulowe brzmienia idealnie nadające się właśnie na letnią porę. Tuzin utworów zgromadzonych na tym LP wypada pozytywnie i wręcz nie sposób usiedzieć w miejscu słuchając całości płyty. „Dig This”, „The Usual” czy „Come To Me” to trzy nagrania stanowiące solidną zachętę do zapoznania się z pełnym albumem Mistera T.

    Produkcja: Mister T.

    Jeszcze w tym tygodniu pojawi się u nas następna odsłona serii o premierach płytowych, a w nim przedstawię albumy m.in. 7even Thirty’ego & Gensu Deana i Keva Browna.

  • Darmowy album: Yasiin Gaye – The Departure + The Return

    Darmowy album: Yasiin Gaye – The Departure + The Return

    5–7 minut

    Zagadnienia związane z samplingiem przewijają się przez branżę muzyczną już od blisko 30 lat. Jeżeli dochodzi do dyskusji pomiędzy propagatorami a przeciwnikami samplowania, to przeważnie sprowadza się to do jednego. Producenci, DJ’e i wydawcy płyt hip hopowych uważają to za kreatywną stronę działalności muzycznej, zaś po drugiej stronie stoją właściciele praw autorskich i prawnicy postrzegający sampling za zło wcielone. Wraz z rozwojem techniki upowszechniły się nowe formy tej sztuki (video sampling, mash-upy i pochodne). Szczególnie zajmująco wyglądają sprawy dotyczące tzw. remix culture. Aby dokładnie uzmysłowić sobie czym jest kultura remiksów, to wystarczy sięgnąć po projekty Amerigo Gazawaya. Genialny amerykański twórca wydał w tym roku dwie części przedsięwzięcia łączącego twórczość Yasiina Beya (Mos Defa) i Marvine’a Gaye’a pod nazwą Yasiin Gaye.

    Jeżeli jesteście miłośnikami remiksów i mash-upów, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo tego, że trafiliście na przynajmniej jeden z poprzednich projektów Amerigo Gazawaya. Zanim jednak twórca z Nashville zaprezentował całemu światu „Fela Soul” i „Bizarre Tribe; A Quest To The Pharcyde”, to najpierw zbierał on szlify jako producent i prezenter radiowy. We wrześniu 2010 roku ukazał się debiutancki album tego artysty, „Selective Hearing Volume 1”. Wydawnictwo wypuszczane nakładem Cold Busted odniosło sukces i pozwoliło nabrać jego autorowi większej pewności siebie. W następnych miesiącach AG wraz z drugim producentem, Wallym Clarkiem, rozpoczął nadawanie audycji „Gummy Soul Show”. Program radiowy, w którym obaj prezentowali głównie muzykę soulową z lat 60. i 70.tych zainicjował działalność kolektywu i labelu w jednym pod nazwą Gummy Soul.

    Właśnie pod tym szyldem we wrześniu 2011 roku trafił do obiegu niezwykły materiał, „Fela Soul”. Za powstanie tego wspaniałego albumu w pełni odpowiadał Amerigo Gazaway. Wydawnictwo powstałe w oparciu o katalog legendarnego nigeryjskiego muzyka Fela Kutiego i kultowej hip hopowej grupy De La Soul zachwyciło tysiące osób. Jedną z postaci, które były najbardziej przychylnie nastawione do tej płyty, okazał się Questlove. Po tak udanym początku z remiksami, re-editami i mash-upami, opinia publiczna oczekiwała od członka Gummy Soul równie mocnego drugiego materiału. Amerigo Gazaway stanął na wysokości zadania dostarczając blisko dwa lata temu „Bizarre Tribe: A Quest To The Pharcyde”.

    Longplay łączący dokonania dwóch wielkich formacji rapowych – A Tribe Called Quest i The Pharcyde – z miejsca znalazł multum odbiorców. W przeciągu zaledwie dwóch tygodni od premiery płyty odnotowano aż 30,000 pobrań albumu. Popularność tego wydawnictwa przyniosła też negatywne skutki. W czerwcu ub.r. Sony i RIAA zablokowało dystrybucję LP, co było także pokłosiem wydania materiału w wersji fizycznej (bootleg opublikowany na płytach winylowych), co odbiło się szerokim echem w środowisku muzycznym. Amerigo Gazaway nie przejął się takim obrotem spraw i spokojnie realizował swoje kolejne pomysły. W międzyczasie artysta zrezygnował z dalszego uczestnictwa w Gummy Soul, stawiając rok temu na zapoczątkowaną przez siebie inicjatywę Soul Mates, wydając niedługo utwór przypisany do tego przedsięwzięcia „Shutterbugg” Otisa Reddinga & Big Boia. Akurat pod tym szyldem ukazała się na początku tego roku premierowa odsłona Yasiin Gaye„The Departure (Side One)”.

    Już wcześniej Amerigo Gazaway udowodnił, że jest wielkim wizjonerem muzycznym, co tym bardziej napawało optymizmem przed wypuszczeniem Yasiin Gaye. Główny singiel promujący pierwszą płytę z tego cyklu – „Inner City Travellin’” – wypadł po prostu świetnie (lepiej od kolażu Otisa Reddinga & Big Boia). Nagranie stworzone w oparciu o „Inner City Blues” i „Travellin’ Man” perfekcyjnie wprowadzało do „The Departure (Side One)”. Pierwsza część projektu doczekała się premiery 25 lutego. Wydawnictwo szybko dotarło do szerokiego grona słuchaczy, trafiając na łamy setki serwisów muzycznych. Amerigo Gazaway wcielił się na tym albumie w rolę dyrygenta starannie dobierającego poszczególne elementy (wokale, dziesiątki sampli, instrumenty, części innych tracków) tworzące rozbudowane kompozycje. Wyprawa w świat sampli z katalogu Motown i poskładanych historii opowiadanych przez Mos Defa i Marvina Gaye’a jest przeznaczona nie tylko fanom mash-upów, ale przede wszystkich otwartych odbiorców i sympatyków klasycznego soulu i korzennego rapu. Co ważniejsze, jedyny w swoim rodzaju Yasiin Gaye kilka tygodni temu znowu dał znać o sobie.

    „The Departure (Side One)” można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem Bandcampa. Krótko po wydaniu wydawnictwa właściciele praw autorskich ponownie dali znać o sobie i płyta Yasiin Gaye była zablokowana przez kilka tygodni. Projekt ponownie można bez żadnych problemów odsłuchać w sieci po wprowadzeniu wersji dostosowanej do wymogów rozgłośni radiowych (oryginalne wydanie też jest dostępne). W sieci natrafimy też na winylowe wydanie materiału, które cieszy się popularnością wśród kolekcjonerów rzadkich wydawnictw. Album dodatkowo promują dwa materiały video – teaser całej serii oraz nowa wersja teledysku Mos Defa, „Ms. Fat Booty”.

    DOWNLOAD Yasiin Gaye – The Departure (Side One)

    Tracklista

    1. Intro Theme (The Departure)
    2. Inner City Travellin’ Man
    3. Definition of Infinity
    4. I Want You 'Til The Summertime
    5. Ms. Fat Booty
    6. The Panties feat. Teddy Pendergrass
    7. Workin’ It Out
    8. Peculiar Mathematics
    9. T Plays A Cool Loop feat. Andy Flory
    10. Time (To Get It Together)
    11. Inner City Breathin’ feat. Tammi Terrell
    12. Two Worlds feat. Kanye West
    13. Soul Mates Radio feat. The Black Astronauts (Intermission)

    Na drugą odsłonę tej serii nie trzeba było specjalnie długo czekać. Nieco ponad 3 miesiące po zaprezentowaniu „The Departure (Side One)” doczekaliśmy się drugiej odsłony tego przedsięwzięcia. „The Return (Side Two)” stanowi niemniej udany materiał, idealnie przedłużający pomysły zawarte na premierowej płycie formacji Yasiin Gaye. W porównaniu do swojego poprzednika, drugi longplay różni się pod względem konstrukcji (mniej długich ścieżek, liczne wstawki z wywiadów), ale charakter całości nagrań pozostał taki sam. Amerigo Gazaway odpowiada tutaj za pilota, czy też bardziej przewodnika, po nagraniach swoich podopiecznych i trzeba przyznać, że znakomicie wywiązuje się z tego zadania. Niesłychana wiedza i wyobraźnia muzyczna tego twórcy umożliwiły stworzenie takich perełek, jak „Travellin’ Man Pt. II (Distant Lovers Mix)”, „Ghetto Rock”, „Anna’s Love Song”, „Living For The Funk” czy „Umi Says”. Dodatkowemu smaczku całości albumu dodają „gościnne występy” The Temptations, Chucka Berry’ego, Taliba Kweliego i innych wykonawców. Kultura remiksów i mash-upów jest znacznie bogatsza dzięki powołaniu do życia Yasiin Gaye, co należy podkreślić z całą stanowczością.

    „The Return (Side Two)” również znajdziecie na Bandcampie i Soundcloudzie. Amerigo Gazaway dobrze przygotował się do wydania tej części i żadne osoby czy podmioty trzecie nie blokują dystrybucji płyty, która została bezpłatnie opublikowana w internecie. Drugie wydawnictwo jedynej w swoim rodzaju formacji promuje jeden klip, w którym przewijają się nowe ujęcia z udziałem Mos Defa z Tokio. Yasiin Gaye to zdecydowanie najpiękniejszy projekt pierwszych miesięcy tego roku.

    Aktualizacja: Amerigo Gazaway zetknął się z problemami natury prawnej. Projekt został zablokowany na serwisach streamingowych oprócz YouTube’a. Oby jak najmniej kłopotów z tego tytułu w przyszłej działalności amerykańskiego twórcy.

    DOWNLOAD Yasiin Gaye – „The Return (Side Two)”

    Tracklista

    1. Intro Theme (The Return)
    2. Travellin’ Man Pt. II (Distant Lovers Mix)
    3. Undeniable feat. The Temptations
    4. Ghetto Rock feat. Chuck Berry
    5. Sex, Love & Money
    6. RE: Introduction
    7. This Means You feat. Talib Kweli
    8. Anna’s Love Song
    9. Living For The Funk feat. Toshi
    10. Modern Marvel
    11. High Drama feat. Mike Zoot
    12. B Stands For Beef
    13. A Message To The People
    14. There is a Way
    15. Climb (Interlude)
    16. Modern Marvel Pt. II
    17. Umi Says
    18. End Credits feat. Andy Flory
  • Recenzja LP: Soulpete – Soul Raw

    Recenzja LP: Soulpete – Soul Raw

    4–6 minut

    EtRecs | 2014

    W ub. tygodniu trwał na naszej stronie konkurs związany z płytą producencką Soulpete’a – „Soul Raw”. W zadaniu konkursowym prosiliśmy o przesłanie krótszych lub dłuższych opinii dotyczących tego albumu. Najlepiej poradził sobie z tym Artur Adamek, którego recenzję znajdziecie poniżej.

    Tekst: Artur Adamek

    Po wydaniu płyty producenckiej jedno jest pewne – Soulpete nie może spocząć na laurach. Musi mierzyć jeszcze wyżej, tworzyć jeszcze lepsze bity i zaskakiwać słuchaczy kolaboracjami z najlepszymi ksywkami zza oceanu. Pytanie tylko, czy uda mu się przeskoczyć tak wysoko i tak finezyjnie zawieszoną przez „Soul Raw” poprzeczkę.

    Lubelski producent, co zaskakujące, nie stworzył jeszcze wokół siebie bardzo szerokiego fan base’u. Oczywiście fani, którzy już przy nim są, dobrze rozumieją, jakimi umiejętnościami dysponuje, jak dobry ma pomysł siebie oraz jak wielkie posiada ambicje. Pomimo wydania legalnego krążka, który wkrótce zajmie miejsce na empikowych półkach, wciąż cała rzesza odbiorców nie skorzystała z jego oferty, a on sam pozostaje w dalszym ciągu artystą raczej niszowym, muszącym mozolnie zbierać nowych odbiorców. Miejmy nadzieję, że niedługo ulegnie to znaczącej zmianie i członek Rap Addix będzie szeroko rozpoznawalny nie tylko w Polsce, ale i w Ameryce. W końcu zaproszenie na album takich tuzów jak BluOddisee czy Pacewon musi się równać wzrostowi fame’u, nie widzę żadnej innej realnej opcji.

    Styl od lat kultywowany przez Soulpete’a nie znosi porównań. Na skalę polską jest po prostu nie do podrobienia, chociaż sample i mocne werble to przecież domena wielu beatmakerów z naszego kraju. Lublinianin wyróżnia się spomiędzy nich perfekcjonizmem i bezbłędną zdolnością do tworzenia niepowtarzalnego klimatu w każdej ze swoich produkcji. Na „Soul Raw” nie znajdziesz bitów nijakich, rozmytych, sprawiających wrażenie przebrzmiałych, czy niezapadających w pamięć. Każdy z nich ma swoją własną duszę, coś co nie pozwala oderwać się od odtwarzacza choćby na chwilę. Podkłady spod ręki podopiecznego EtRecs wręcz tętnią emocjami. Są mocno undergroundowe, suną powoli, waląc ciężkim bassem po uszach aż miło. Co zaskakujące, pomimo brudnego brzmienia podkłady bardzo łatwo wpadają w ucho i na dobrą sprawę trudno oddać miano najlepszego któremukolwiek, bo zarówno te wolniejsze, jak i bardziej energiczne stoją na niemożebnie wysokim poziomie. Warsztatowi producenta nie można zupełnie nic zarzucić, cięcia sampli są bowiem doskonałe, a pojawiające się gdzieniegdzie smyczki, czy wibrafon dodają niepowtarzalności danym podkładom.

    Większość muzyki nagranej przez Soulpete’a to produkcje stworzone bezpośrednio z myślą o jego najnowszym albumie, ale znamienny jest fakt, że te, które powstały długo wcześniej (pod wersję alfa „Dead or Alive” rapował Bonson, a „What You Love” to nic innego jak „James Yancey Tribute”) ani trochę nie odstają poziomem od reszty. Przez ten pryzmat można stwierdzić, iż kawałki podpisane przez lubelskiego beatmakera będą starzeć się z gracją, a może nawet- nie starzeć w ogóle? Ponadczasowość wypracowana przez konsekwentne niepodążanie za trendami bardzo się chwali i to nie tylko w hip hopowym światku.

    Na swoje wyszedł również DJ Ace, będący nie piątym kołem u wozu, ale sensownym elementem całej układanki. Jego cuty i scratche w refrenach oraz te umiejscowione pod koniec utworu świetnie korelują z tłustymi bitami Pete’a i wpisują się bezbłędnie w tę, najprościej mówiąc, old schoolową stylistykę. Gorzej jest, gdy w kilku momentach zdajesz sobie sprawę, że lepiej słucha się owych krótkich wycinków ze starszych kawałków, aniżeli samych raperów. Bo niestety nie wszyscy dali radę.

    Używając zwrotu „nie wszyscy” nie mam jednak na myśli sytuacji podobnej do albumów producenckich z naszego rodzimego podwórka, gdzie 3/4 z udzielających się Emcees zasługuje tylko na wyrzucenie ich zwrotek do kosza. Nagrywanie rapu w Ameryce i posiadanie czarnego pigmentu w skórze chyba do czegoś zobowiązuje, prawda? No właśnie, dlatego też Hezekiah na petardę w „Dead or Alive” położył świetnie przewinięte linijki, dopieszczając ucho słuchacza iście wirtuozerskim refrenem, a Ozay Moore zaliczył nie dość, że perfekcyjne wejście w „Step Ford”, to jeszcze przypieczętował obecność na „Soul Raw” wyluzowanym i niemal nonszalanckim „What You Love” idealnie pasującym do obecnej, letniej pogody. Podobnie ma się sprawa z Guilty Simpsonem, który mimo iż na ogół nie pokazał niczego nadzwyczajnego, to charyzma w jego głosie nie ustaje ani na chwilę w „Undisputed Champs”. Słabo wypadli natomiast Danny! wyraźnie nie potrafiący znaleźć wspólnego języka z podkładem, zupełnie przeciętny w „True Royalty” Blu oraz Pacewon – jego refren zupełnie nie porusza, po prostu sobie jest i stanowi dla słuchacza nie tyle urozmaicenie, co nieuniknioną konieczność. Fajnym urozmaiceniem okazuje się mało znana Dominique Larue w stonowanym, wręcz apatycznym względem pozostałych kawałków, „We Don’t Know”. W kwestii emceeingu na pewno mogło być jeszcze lepiej, bo nie wszyscy dali z siebie 100%, ale z drugiej strony należy również podkreślić, że w zasadzie nikt (poza tym nieszczęsnym Dannym) nie potraktował polskiego projektu jak chałturę i nie spadł tym samym poniżej pewnego poziomu.

    Nie wypada mówić o legalnym debiucie Soulpete’a inaczej niż w superlatywach. Tak duży i wymagający cierpliwości projekt nie podstawił go pod ścianą, nie wywarł na nim żadnej pętającej ambicje presji. Współpraca z szanowanymi postaciami z amerykańskiej sceny to niewątpliwe spełnienie marzeń i kolejny stopień w rozwoju jako producenta (i nie tylko zresztą). Podziemny sznyt i w pełni mainstreamowe wykonanie – tak skwitować można „Soul Raw”. Zrobiłeś to, zuchu!

    Ocena: 4,5/5

    Tracklista

    1. Dead Or Alive feat. Hezekiah & DJ Ace
    2. Don’t Think feat. Pacewon & DJ Ace
    3. Rhymes On Random feat. Oddisee
    4. What You Love feat. Ozay Moore
    5. Balance feat. Supastition & DJ Ace
    6. Still S’N’W feat. Smif N Wessun & DJ Ace
    7. Hood Shit feat. M.A.R.S.
    8. Raw Talk feat. AWAR & DJ Ace
    9. Undisputed Champs feat. Guilty Simpson & DJ Ace
    10. Step Ford feat. Ozay Moore & DJ Ace
    11. Duel Machete feat. Journalist 103 & DJ Ace
    12. True Royalty feat. Blu & DJ Ace
    13. Power Is The Name feat. Hassaan Mackey
    14. We Don’t Know feat. Dominique Larue
    15. Dreams Hold On feat. Danny!
Translate »