Kategoria: News

  • The Imperfectionist kolejną płytą Raizy Bizy

    The Imperfectionist kolejną płytą Raizy Bizy

    3–5 minut

    Australia i Nowa Zelandia wykształciły specyficzne i wyróżniające się na świecie sceny hip hopowe. Od dawna obserwuję poczynania artystów związanych z tym regionem świata, którzy raz za razem potrafią pozytywnie zaskoczyć i udowodnić, iż należy się z nimi liczyć. Wszystko to bierze się z oryginalnego i niepodrabianego stylu tamtejszych wykonawców oraz niezwykłej estetyki towarzyszącej ich muzyce. W dotychczasowej działalności naszego serwisu pojawiło się sporo artykułów na temat reprezentantów Krainy Kangurów i Kraju Kiwi. Home Brew, Concept, SoulChef, @Peace, Nix, Ishu, Kid Tsunami, Oath i inni twórcy z krańca świata znaleźli już swoje miejsce na U Call That Love. Obok ww. artystów szeroko kompletowanym przez nas wykonawcą jest Raiza Biza. Ponad pół roku temu odbyła się premiera kolejnego albumu tego rapera z Nowej Zelandii, „The Imperfectionist”.

    Niejedna osoba z branży muzycznej może pochwalić się barwnym i przyciągającym uwagę życiorysem. Jednak niewielu przybyło drogę podobną do Raizy Bizy. Artysta młode pokolenia przyszedł na świat w Rwandzie, zaś do Nowej Zelandii przeprowadził się dopiero po spędzeniu czasu w innych zakątkach świata (Afryka Południowa i Ameryka Północna). Emcee wyróżnia się akcentem i charakterystycznym flow, co odcisnęło piętno w jego projektach. Akurat po osiedleniu się przez niego na krańcu świata zabrał się za działalność wydawniczą.

    Premierowy album rapera pochodzącego z Czarnego Lądu, „Dream Something LP”, ukazał się 7 października 2012 roku. Płytę wyprodukowaną w lwiej części przez Crime Heat Beatsa docenili słuchacze poszukujący świeżych brzmień hip hopowych opartych o podstawy starej szkoły rapu. Przychylne przyjęcie debiutanckiego materiału na pewno motywująco wpłynęło na tego twórcę, ponieważ już niecałe pół roku później wypuścił on drugie pełno wydawnictwo – „Summer”. Materiał stanowi kolejny krok do przodu w karierze muzycznej tego Emceego. W dalszej kolejności zaprezentował on następny longplay nawiązujący do pory roku – „Winter Solace”. Płyta wydana w sierpniu 2013 roku ukazała nieco inną stronę muzyki Raizy Bizy, gdyż dominowały na niej bardziej spokojne klimaty. Trzy albumy wydane w trakcie 12 miesięcy zwróciły uwagę na tego wykonawcę wielu osób, jak też na współpracę z innymi artystami oraz liczne koncerty w miastach położonych na obu wyspach Nowej Zelandii. Docenione jego za jakość publikowanych produkcji, a nie za ich ilość, co należy podkreślić. Dostrzegł jego również Ben Lawson z Red Bull Studios Auckland, który następnie zaproponował bohaterowi dzisiejszego artykułu pomoc przy nagraniu kolejnego LP. W ten sposób zostały podłożone podwaliny pod „The Imperfectionist”. Wydawnictwo wypuszczone przy współpracy z Red Bullem stanowi najważniejszy projekt w dotychczasowej działalności artysty.

    Kolejna płyta w dorobku Raizy Bizy ukazała się 30 kwietnia ub.r. Ze względu na nowe możliwości uzyskane przez rapera, tegoroczną produkcję określa on mianem swojego pełnoprawnego debiutanckiego longplaya. Skąd taka opinia wzięła się skoro wcześniej wydał on już 3 pełne materiały? Ano stąd, że do tej pory Emcee nie miał takiego komfortu pracy i nie otrzymał aż takiej pomocy od innych, jak przy tworzeniu „The Imperfectionist”. Jego przypadek pokazuje, jak wiele znaczy trafienie na odpowiednich ludzi. Ben Lawson wraz z pozostałymi osobami pracującymi w Red Bull Studios Auckland wykonał kawał dobrej roboty, pracując nad końcowym brzmieniem albumu. Co prawda od strony stylu Raizy Bizy, doboru beatów i tematyki poruszanej przez niego w nagraniach, niewiele zmieniło się, ale słychać tutaj wpływ bardziej doświadczonych muzyków i inżynierów studyjnych. Od strony muzycznej swoje cegiełki do powstania longplaya dołożyli Jay Knight, Crime Heat Beats, Why SL, Haz Beats, Ill Baz i P-Money. Wszyscy producenci należycie wywiązali się ze swoich zadań, dostarczając nowocześnie brzmiące beaty, odpowiednio pasujące do stylu Raizy Bizy. Dodatkowo rapera wsparli PNC, Spycc, Maia Rata, Third3ye, Bianca Paulus, Piatao the Supervillain, Bailey Wiley, Diaz Grimm oraz Rizvan. Jednak płyta wypada korzystnie nie za sprawą gościnnych udziałów innych artystów, ale ze względu na wyrównany poziom trzymany przez gospodarza albumu. Przy dalszym progresie i ciężkiej pracy, Raiza Biza może zdobyć jeszcze więcej laurów w przyszłości, w końcu on sam doskonale zdaje sobie sprawę, że nie osiągnął jeszcze perfekcji. Nowozelandzki artysta znajduje się na właściwym torze, z którego nie wypada mu wypaść.

    Wydawnictwo opublikowano na Soundcloudzie i Bandcampie. „The Imperfectionist” można pobrać jako „buy now – name your price” za pośrednictwem tego drugiego serwisu. Ostatni album Raizy Bizy promuje kilka singli, w tym „Chuck Daly” z udziałem PNC oraz „Gravity”, które powstało przy wsparciu Piatao the Supervillaina, Bailey Wiley oraz Diaza Grimma. Szczegółowe informacje o tym materiale umieszczono na stronie Red Bulla. Już w tej chwili sympatyczny raper zamieszkały w Auckland jest doskonale rozpoznawalną postacią w Nowej Zelandii. Jego następne produkcje powinny umożliwić mu lepsze dotarcie do mediów i słuchaczy z innych kontynentów.

    Tracklista

    1. The Butterfly Effect (prod. Jay Knight)
    2. Chuck Daly feat. PNC (prod. Crime Heat)
    3. New Kings feat. Spycc & Maia Rata (prod. Why SL)
    4. House Party (prod. Crime Heat)
    5. Biza’s Way feat. Yayne (prod. Haz Beats)
    6. Intoxication (prod. Crime Heat)
    7. The Sky feat. Third3ye & Bianca Paulus (prod. Jay Knight)
    8. Gravity feat. Piatao the Supervillain, Bailey Wiley & Diaz Grimm (prod. Jay Knight)
    9. A Song for Sophia feat. Bailey Wiley (prod. Ill Baz)
    10. Seagers Gin (prod. Crime Heat)
    11. The Tunnel feat. Rizvan (prod. P-Money)
    12. Supporters Note (prod. Crime Heat)
  • Trwają kwalifikacje do Red Bull Thre3style

    Trwają kwalifikacje do Red Bull Thre3style

    2–3 minut

    W świecie muzycznym Red Bull kojarzy się na ogół ze swoją akademią, która corocznie pojawia się w innej części globu. Oprócz tego globalna marka od kilku lat prowadzi projekt pod nazwą Red Bull Thre3style. Przedsięwzięcie jest skierowane do DJ’ów, którzy mają okazję zmierzyć się ze sobą i zaprezentować nie tylko swoje umiejętności, ale także zdolności zawładnięcia publicznością. Trwa rejestracja do tych międzynarodowych zawodów didżejskich. Poniżej znajdziecie więcej informacji o tym wydarzeniu.

    Jak przedstawia niniejsza impreza od kuchni? Red Bull Thre3style to wyjątkowe zawody, w których liczą się wszystkie aspekty sztuki DJ’ingu: technika, umiejętności, kreatywność, selekcja, charyzma, energia i przede wszystkim – zdolność do rozgrzania parkietu do czerwoności. W poprzednich latach zwycięzcami RT byli DJ Hedspin (Kanada), Four Color Zack (USA), DJ Shintaro (Japonia) i DJ Eskei83 (Niemcy). Światowe finały w 2015 roku odbędą się w Tokio, gdzie w szranki stanie również reprezentant Polski, którego wyłonią krajowe eliminacje.

    Aby wziąć udział w polskich eliminacjach należy zarejestrować się na tej stronie, a następnie przesłać do 26 stycznia 15-minutowy autorski set załadowany w serwisie Mixcloud. Zgłaszany mix powinien spełniać naczelną zasadę zawodów Red Bull Thre3style – wykorzystywać co najmniej 3 różne gatunki muzyczne. Spośród wszystkich zgłoszeń jury wybierze 12 najlepszych, którzy zmierzą się w realnych pojedynkach podczas ogólnopolskich półfinałów w lutym Krakowie oraz Sopocie. Wyłoniona dalej szóstka z nich awansuje do polskiego finału, który rozegra się w marcu w Poznaniu. Najlepszy z najlepszych będzie reprezentował nasz kraj podczas światowych finałów w Tokio, gdzie będzie można spróbować odebrać tytuł mistrza, pochodzącemu z Niemiec, DJ’owi ESKEI83.

    Zasady Red Bull Thre3style

    Każdy DJ musi zaprezentować miks wykorzystując utwory reprezentujące co najmniej 3 różne gatunki muzyczne. Uczestnicy otrzymują po 15 minut na scenie, a celem ich występu jest zaimponowanie sędziom i zdobycie uznania u publiczności. Niezależnie od poziomu na jakim będzie toczyć się rywalizacja, sędziowie ocenią każdy występ w ramach Red Bull Thre3style na podstawie następujących kryteriów:

    • 20% – oryginalność doboru utworów (płyty nie przeznaczone do sprzedaży, nowe wersje utworów, dubplate’y
    • 30% – kreatywność podczas miksowania (kompozycja, blendy, zabawa dźwiękami i słowami)
    • 30% – znajomość technik DJ’skich (scratching, beat juggling, itd.)
    • 10% – prezencja sceniczna
    • 10% – reakcja publiczności

    Szczegółowe informacje odnośnie projektu na stronie Red Bull Thre3style. Poniżej zwycięski set DJ’a ESKEI83, który zapewnił mu wygraną podczas ubiegłorocznych finałowych zawodów w Baku.

  • Skalpel powraca z nowymi płytami

    Skalpel powraca z nowymi płytami

    5–7 minut

    W styczniu zawsze przygotowuję ranking bardziej istotnych płyt za poprzedni rok. Za każdym razem okazuje się, że istnieje sporo produkcji, którym nie poświęciłem odpowiedniej uwagi, przegapiłem i/lub odstawiłem na półkę z napisem „do przesłuchania później”. W związku z tym, że sięgam po szeroki wachlarz współczesnych wydawnictw, przeważnie na liście ląduje sporo projektów. W najbliższym czasie postaram się wyrównać zaległości z tego tytułu i przedstawić przynajmniej kilkanaście pominiętych wcześniej materiałów z 2014 roku. Wkrótce na naszej stronie pojawią się artykuły o płytach Your Old Drooga, Chestera Watsona, Atmosphere, Run The Jewels, The Black Opery, Ghostface Killah, Blu, The Koreatown Oddity i wielu innych. Zaczniemy jednak od zeszłorocznych materiałów rodzimej formacji Skalpel – „Simple” i „Transit”.

    Wszyscy nieco starsi słuchacze powinni pamiętać, jakie było poruszenie w kraju dekadę temu, gdy okazało się, że polscy wykonawcy rozpoczęli współpracę z brytyjską wytwórnią płytową Ninja Tune. Igor Pudło i Marcin Cichy zupełnie niepostrzeżenie dla nikogo, bez zbędnego szumu, weszli na początku tego stulecia do grona artystów nagrywających muzykę dla kultowej oficyny wydawniczej z siedzibą w Londynie. Skalpel dokonał wydawałoby się niemożliwego, w końcu przed podpisaniem kontraktu płytowego z NJ polski duet miał na swoim koncie miał jedynie dwa wydawnictwa – „Polish Jazz EP” i „Virtual Cuts” – które nie były zbyt mocno promowane poza granicami naszego kraju.

    Pomimo tego iż grupie z Wrocławia nie każdy wróżył zrobienie międzynarodowej kariery, to jednak włodarze Ninja Tune mocno wierzyli w swoich nowych artystów. Jak się szybko okazało, wcale nie przeliczyli się, gdyś wszystkie materiały wydane przez Skalpel stały na wysokim poziomie artystycznym. Już opublikowane w 2003 roku EP-ki „Sculpture” i „1958” ujawniły spory potencjał drzemiący w tej formacji. Wrocławianie opierali swoje nagrania głównie o sample wyniesione z polskich nagrań jazzowych z lat 60. i 70.tych, co w szybkim tempie stało się ich znakiem rozpoznawczym. Twórcy przekształcali następnie stare kompozycje w różnego rodzaju elektronikę, podawaną ze smakiem i dbałością o najmniejsze szczegóły. Dwa longplaye wydane przez duet – „Skalpel” i „Konfusion” – spotkały się z szeregiem pochlebnych opinii. Obie płyty doceniono nie tylko nad Wisłą, ale także w pozostałych krajach europejskich. Właśnie za sprawą tych wspaniałych wydawnictw (w ub. latach trafiła do sprzedaży reedycja winylowych wersji tych albumów) Skalpel uhonorowano Paszportem „Polityki” za 2005 rok w kategorii „Estrada”.

    Po zdobyciu tych laurów grupa nieoczekiwanie zaprzestała na długi czas aktywności na rynku wydawniczym. Członkowie tego zespołu skupili się na solowej działalności. W ostatnich latach więcej było słychać o Igorze Pudło, nagrywającym muzykę również pod pseudonimem Igor Boxx. Otrzymaliśmy od niego kilka udanych projektów – „Breslau”, „Dream Logic” i „Last Party In Breslau”. Natomiast Marcin Cichy przeważnie pomagał innym artystom przy nagrywaniu płyt (przeważnie od strony technicznej). Jednak w ostatnich dwóch latach ten artysta o wielu talentach pokusił się o serię wydawniczą pod aliasem Meeting By Chance. Wrocławianin opublikował m.in. „Meeting Illegal Art”, „Meeting By Chance”, „Moon Rock” i „IIII” (wszystkie jego materiały znajdziecie na Bandcampie). Po długim okresie bez wspólnej płyty bohaterowie niniejszego artykułu ponownie zdecydowali się wspólnie tworzyć muzykę. Pierwszy owoc sesji nagraniowych Skalpela„Simple” – ukazał się na rynku płytowym w maju ub.r.

    Od ostatnich nagrań Skalpela minęło naprawdę dużo czasu. Polska grupa musiała na nowo przystosować się do otaczającej rzeczywistości, w końcu rynek fonograficzny w 2005 a 2014 rok różni się kolosalnie. Igor Pudło i Marcin Cichy rzecz jasna utrzymali część odbiorców doskonale znających ich poprzednie dokonania lecz obok nich wyrosło pokaźne grono nowych sympatyków ich brzmień, którzy dopiero co stykali się z ich muzyką. Dlatego też z wydaniem „Simple” EP wiązało się co najmniej kilka niewiadomych. Czy po latach duet nadal zachowa wcześniejszy styl, czy też spróbuje czegoś innego? Jak słuchacze z kraju i zagranicy zareagują na ich świeże utwory? Czy chemia panująca pomiędzy członkami formacji pozostanie taka sama, jak dawniej? Wszelkie wątpliwości, co do formy prezentowanej przez Skalpel zostały rozwiane w oka mgnieniu. Z kolei odpowiedzi na powyższe zagwozdki (i pozostałe) leżały gdzieś ukryte pośrodku utworów zgromadzonych na EP-ce. Formacja podkreślała, iż tę płytę należy traktować jako preludium do pełnego albumu, którego premiera miała odbyć się kilka miesięcy później. Trzeba przyznać, iż taki nowy początek w wykonaniu wrocławian wypadł nader zachęcająco. Przesłuchując „Simple” najbardziej zapada w pamięć rozbudowane nagranie „Soundtrack” – prawdziwy popis Skalpela. Warto jednak pamiętać o tym, że nie tylko dla tej kompozycji wypada sięgnąć po całą EP-kę, zawieszoną pośród wszelakich wariacji jazzowych i elektronicznych.

    Wydawnictwo trafiło na Bandcampa. „Simple” EP ukazało się zarówno w wersji elektronicznej, jak i fizycznej. Wydanie winylowe EP-ki zostało już wyprzedane, natomiast nadal w obiegu pozostają płyty kompaktowe. Materiał Skalpela promują trzy single – tytułowe „Simple”, „Soundtrack” oraz „Simple (Version)”. Do drugiego z tych nagrań powstał też videoclip.

    Tracklista

    1. Simple
    2. Salvadanio
    3. On the Road
    4. Simple (Version)
    5. Soundtrack

    „Simple” okazało się porządnym wstępem do długo oczekiwanego longplaya wrocławian. Przychylny odbiór i zainteresowanie tym wydawnictwem ze strony opinii publicznej na pewno przynajmniej po części wpłynęło na oczekiwania słuchaczy wobec nowego longplaya duetu. Po blisko półroczu od wydania EP-ki doczekaliśmy się świeżego LP autorstwa doświadczonych muzyków znad Odry. Wszyscy ci, którzy nastawiali się na produkt wysokiej jakości, na pewno nie mogli poczuć się zawiedzeni. „Transit” stanowi instrumentalną płytę na światowym poziomie, łączącą w sobie odmienne style muzyczne zgrabnie spięte jazzową klamrą. Tytuł wydawnictwa dobrano nieprzypadkowo. We wczesnych zagranicznych publikacjach często przedstawiano Skalpel jako zespół z Europy Wschodniej kultywujący wspaniały dorobek polskich artystów z lat 60. i 70.tych, ale też dbający o ukazanie własnej wizji elektroniki. Po dekadzie krajobraz ten ewoluował, ponieważ obecnie Igor Pudło i Marcin Cichy już są artystami z określoną dyskografią i wykształconym stylem, a ich brzmienie to coś więcej niż jedynie fuzja jazzu i elektroniki. Doskonale można o tym przekonać się, studiując tuzin ścieżek zgromadzonych na albumie. Poszczególne kompozycje skrzętnie łączą się w jedną całość i daleko wychodzą poza standardowe ramy współczesnych płyt tworzonych przez producentów. Wraz ze Skalpelem można wybrać się tranzytem w podróż nie tylko przez Polskę czy Europę, ale też przez cały świat pełen muzycznych uniesień.

    Trzeci album grupy można odsłuchać i/lub nabyć za pośrednictwem Bandcampa. „Transit” trafiło do sprzedaży w postaci cyfrowej oraz fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe), które można zamówić na BC lub poprzez wybrane sklepy muzyczne. Wydawnictwo promuje utwór „If Music Was That Easy”, do którego złożono też teledysk. Skalpel pokazał wszem i wobec, że nawet po dekadzie przerwy, nadal może nagrywać muzykę wysokich lotów. Marcin Cichy i Igor Pudło, to artyści pełną gębą, należący do czołówki polskich muzycznych produktów eksportowych. Oby tylko rodzimy duet nie kazał równie długo czekać na swoje kolejne nagrania, co poprzednio.

    Tracklista

    1. Siesta
    2. Simple
    3. Sound Garden
    4. If Music Was That Easy
    5. Snow
    6. Saragossa
    7. Transit
    8. Sea
    9. Sigma
    10. Surround
    11. Switch
    12. Sunset
  • Winylowy projekt Plasha – Isolation EP

    Winylowy projekt Plasha – Isolation EP

    3–4 minut

    Od drugiej połowy poprzedniej dekady trwa odrodzenie winyli. Po ponad 15 latach królowania płyt kompaktowych branża muzyczna i słuchacze ponownie zwrócili się w stronę wosków. Wystarczy tylko spojrzeć na dane – w 2013 roku jedynie na terenie Stanów Zjednoczonych sprzedano 6 mln kopii płyt winylowych. Wzrost sprzedaży w porównaniu do 2012 roku wyniósł aż 32%, co nie umknęło uwadze opinii publicznej. W dzisiejszych czasach nabywców znajdują nie tylko reedycje albumów i wydawnictwa popularnych mainstreamowych artystów, ale także undergroundowi wydawcy nie mogą narzekać na zainteresowanie kolekcjonerów wosków ich projektami. Niejeden niezależny wykonawca stawia sobie za najwyższy priorytet wypuszczenie swoich nagrań na winylu. W myśl tej zasady postąpił polski artysta, Plash. Jego najnowsza płyta, „Isolation EP”, ukazała się na rynku kilka miesięcy temu.

    Wszystkie osoby związane mniej lub bardziej z bboyingiem, z pewnością dobrze kojarzą sylwetkę bohatera tego artykułu. Krakowski artysta pozostaje aktywny w środowisku hip hopowym od wielu, wielu lat, szczególnie udzielając się na imprezach bboyowych. Plash (przez lata występował pod pseudonimem Przeplach) pojawia się na różnego rodzaju wydarzeniach zarówno jako bboy, jak i DJ. Właśnie od tej strony pokazał się on na wielu prestiżowych zawodach – Over The Top, Freestyle Session, Circle Prinz, Skill Masters, Red Bull BC One Cypher Poland, All About Style, Warsaw Challenge, Jabra Style i pozostałych. Występował przed utytułowanymi zagranicznymi wykonawcami (Dilated Peoples, Afu-Rą, Mos Defem, Ugly Duckling, Pharaohe Monchem, The Pharcyde, DMX, Lords Of The Underground, Scratch Perverts i innymi) Krakowianin zajmuje się też produkcją muzyki, w czym radzi sobie z powodzeniem.

    Plash wywodzi się z kolektywu bboyowego Stylowa Spółka Społem. SSS udzielała się również jako grupa muzyczna, wypuszczając przede wszystkim płyty „Powrót Do Przeszłości” oraz „Powrót Po Przeszłości”. Ponadto krakowski twórca udziela się w harcore’owym zespole WU-HAE oraz live bandzie Flue; współpracuje również z polskimi jazzmanami, Jarosławem Śmietaną i Wojciechem Karolakiem. Artysta z południa Polski zapisał na swoim koncie także kilka solowych wydawnictw. W ostatnich latach opublikował on 4 mix-CD’s – „Slow Flow”, „Rap History Warsaw 1997”, „Me Myself & Vibe” oraz „Bboy Boom Baps Vol. 1”. pod koniec roku dołożył on tribute poświęcony Wu-Tang Clanowi. Jeszcze wcześniej, bowiem w połowie ub.r., Plash wydał najważniejszy solowy projekt, jak do tej pory – „Isolation EP”.

    Wydawnictwo pojawiło się w sprzedaży w połowie minionych wakacji. Co do zaoferowania słuchaczom ma rodzimy artysta? Ano mocną dawkę boom-bapowych brzmień podanych na odpowiednio wysokim poziomie. Utworem wysuwającym się przed szereg jest tutaj zdecydowanie doskonałe „Wake Up Call”. Nagranie powstałe przy współpracy z BlabberMoufem z holenderskich formacji Da Shogunz i Het Verzet to prawdziwy hip hopowy hymn wypadający nad wyraz korzystnie. W dalszej kolejności należy wspomnieć o drugim tracku na „Isolation EP” z wokalami – „Go” – z udziałem S.Squair Blaqa. Na plus należy zapisać również instrumentalne produkcje zawarte na płycie. „Kaito” i „Relief” pozostawiają po sobie świetne wrażenie. W pierwszym utworze na uwagę zwraca charakterystyczny wschodni sampel, zaś w drugim klimat tego nagrania. Ciężkie brzmienie serwowane tutaj przez Plasha jest bardzo charakterystyczne i wiernie oddaje klimat całej EP-ki. Swoje cegiełki do powstania winylowego wydawnictwa dołożyli też Mr. Krime i DMC. Projekt powstał w oparciu o duże pokłady wiedzy muzycznej, co jest niezaprzeczalną zaletą ubiegłorocznego materiału krakowianina.

    Projekt w wersji elektronicznej można odsłuchać na Bandcampie (brakuje instrumentali do „Wake Up Call” i „Go”). Wydanie winylowe „Isolation EP” w cenie 49 złotych nadal można nabyć odwiedzając sklep 12 Cali. Płytę promują dwa teledyski. Pierwszy z nich został nakręcony do miksu utworów z EP-ki, z kolei drugi obraz powstał do singlowego nagrania z udziałem BlabberMoufa, „Wake up Call”. Szkoda tylko, że materiał Plasha nie dotarł do szerszego grona zagranicznych odbiorców, którzy na pewno doceniliby ten projekt.

    Tracklista

    Strona A

    A1 Isolation
    A2 Wake Up Call feat. BlabberMouf
    A3 Moon
    A4 Wake Up Call (Instrumental)

    Strona B

    B1 Kaito
    B2 Relief
    B3 Go feat. S.Squair Blaq
    B4 Go (Instrumental)

  • Cormega i Large Professor przedstawiają Mega Philosophy

    Cormega i Large Professor przedstawiają Mega Philosophy

    4–7 minut

    W dzisiejszych czasach mamy do czynienia w branży muzycznej z częstym zjawiskiem nieporozumień i konfliktów międzypokoleniowych. Coraz więcej osób otwarcie mówi, że młodsi artyści kompletnie nie szanują swoich starszych kompanów po fachu i nawet nie starają się zrozumieć ich muzyki. Podobnie sprawy wyglądają z młodymi słuchaczami, którzy przeważnie nie mają pojęcia o jakichkolwiek podstawach danego gatunku muzycznego. Do tego jedynie wybrani weterani hip hopowi mogą obecnie liczyć na względnie duże zainteresowanie mediów i odbiorców, gdyż po wielokroć doświadczeni wykonawcy są po prostu odsyłani na emeryturę. Niekiedy trudno odmówić słuszności takim stwierdzeniem lecz nie należy też zapominać, iż zaawansowani wiekowo twórcy nadal potrafią pozytywnie zaskoczyć. „Mega Philosophy” duetu Cormega i Large Professor to właściwy przykład na potwierdzenie tych słów.

    Od lat nowojorska scena pozostaje najbardziej rozbudowaną pośród wszystkich amerykańskich środowisk hip hopowych. Cały czas w tym rozległym kręgu próbują zaistnieć nowe postaci, a przy tym nadal nie dają o sobie zapomnieć doświadczeni twórcy pokroju choćby Cormegi i Large Professora. Obaj artyści pozostają aktywni w środowisku hip hopowym już od ponad dwóch dekad. Przez ten czas wydali oni pokaźną liczbę singli i longplayów, współpracując z plejadą wykonawców.

    Pierwszy z nich mógł zdecydowanie więcej osiągnąć w swojej karierze muzycznej. Początkowe lata przedstawiciela Queens na scenie zbiegły się z problemami z prawem oraz nieudane kontakty z innymi twórcami. Większość osób dobrze kojarzy historię związaną z wyrzuceniem Cormegi z supergrupy hip hopowej założonej z inicjatywy Nasa, The Firm, tego samego artysty, który dedykował jemu słynny singiel „One Love” z ponadczasowego „Illmatica” (w późniejszych latach długo ciągnął się beef pomiędzy nimi). Jeden z bohaterów dzisiejszego artykułu nie miał też przez długi czas szczęścia do wydawców. Pod koniec lat 90.tych podpisał on kontrakt z niesławnym Violator Records, ale nigdy nie wydał tam płyty. Skończyło się na tym, że Emcee uruchomił własną oficynę wydawniczą, Legal Hustle Records, wspieraną następnie przez Landspeed Records (pamięta jeszcze ktoś o tym labelu?), Fastlife czy Koch Records. Większość płyt wypuszczonych przez Cormegę spotkała się z przychylnym odbiorem przez recenzentów i opinię publiczną. „The Realness”, „The True Meaning”, „The Testament” czy „Born and Raised” wypadły na co najmniej dobrym poziomie, chociaż nie każde z tych wydawnictw zostało docenione przez szersze grono słuchaczy. Przy okazji prac nad drugim longplayem nowojorski raper poznał bliżej Large Professora.

    Jeżeli miałbym wymienić artystów, którzy najbardziej udanie łączą funkcje producenta i rapera, to Extra P znalazłby się w ścisłej piątce. Do tego weteran hip hopowy to wybitny specjalista od remiksów – w trakcie swojej działalności w branży dostarczył on nowe wersje utworów dla m.in. Slick Ricka, Beastie Boys, Organized Konfusion, Commona i wielu innych. Oprócz tego jego beaty pojawiały się na płytach Mobb Deep, Nasa, Diamonda D, Mad Skillza, The X-Ecutioners, The Beatnuts i masy pozostałych wykonawców. Jednak jego kariera solowa mogła ułożyć u niego znacznie lepiej. Już w 1996 roku miał ukazać się jego debiutancki album, „The LP”, ale plany wydawnicze spaliły na panewce. Na domiar złego pierwotny wydawca płyty, Geffen Records, przez lata blokował wypuszczenie tego materiału, którego oficjalna premiera odbyła się dopiero w 2009 roku. Na debiutanckie LP tego twórcy przyszło wszystkim czekać aż do 2002 roku, kiedy to ujrzał światło dzienne projekt „The 1st Class”. W 2008 roku trafiła do sprzedaży druga płyta nowojorczyka, „Main Source”. Po kolejnych 4 latach Large Pro opublikował dobrze przyjęte „Professor @ Large”. Po drodze do trzeciego LP wykonawca nagrywał mniejsze i większe materiały (choćby „Still On The Hustle” z Neekiem The Exotikiem sprzed ponad 3 lat), współpracując przy tym z różnymi twórcami, w tym właśnie z Cormegą. Po wielu latach obaj wykonawcy zdecydowali się na zrealizowanie wspólnego materiału. „Mega Philosophy” znajduje się w obiegu już od blisko półrocza.

    Duet z nowojorskiego Queens spokojnie podszedł do nagrywania pełnego albumu, cały czas podkreślając na łamach mediów, że ten projekt powstaje w naturalny sposób. Nie można było w żaden sposób podważyć tych słów, ponieważ współpracują oni ze sobą już od ponad 10 lat. Przez ten czas Cormega i Large Professor nawiązali bliższe relacje i doskonale poznali wzajemne opinie odnośnie muzyki hip hopowej i nastawienie do tworzenia muzyki. Kampania promocyjna rozpoczęła się na kilka miesięcy przed premierą płyty. Już po otrzymaniu przedsmaku całości LP w postaci singli „Honorable”, „Industry” i „Rap Basquiat” (kazanie z końcówki tracka pokazuje nieopierzonym raperom, gdzie raki zimują) można było obstawiać niemal w ciemno, że otrzymamy co najmniej solidną dawkę rapu w starym-dobrym wydaniu. Wszystkie te przypuszczenia wnet potwierdziły się po premierze „Mega Philosophy”. Nowojorczycy zrealizowali materiał według klasycznych standardów – Mega zajął się dostarczeniem wysokiej jakości tekstów, zaś Large Pro przygotował korzennie brzmiące beaty. Akurat warstwa liryczna jest tym, co wyróżnia ten longplay pośród innych. Cormega wraz ze swoimi gośćmi (Styles P, Black Rob, Maya Azucena, Redman, RaekwonJarell Perry, AZ i Nature) dołożył wszelkich starań, aby dostarczyć słuchaczom coś więcej niż jakże modne puste slogany i niewiele znaczące zwrotki, szybko idące w zapomnienie. Emcee nie stracił nic ze swojego wigoru i stylu, legitymując się na „Mega Philosophy” pewnym i przyciągającym uwagę flow. Z kolei Large Professor znowu pokazał, że nadal liczy się w branży. Jego beaty przedstawiają odpowiednią jakość, nie można do nich tak naprawdę przyczepić się. W ten sposób niepostrzeżenie powstała jedna z ciekawszych i najbardziej wyrównanych płyt ostatnich miesięcy. Wcale też ten projekt nie jest za krótki, ponieważ okrojone longplaye znowu są w cenie.

    Odsłuch albumu został umożliwiony dzięki serwisowi DJBooth.net. Slimstyle Records dołożyło wszelkich starań, aby „Mega Philosophy” doczekało się godnego wydania. Wydawnictwo trafiło do sprzedaży na płytach kompaktowych, winylowych i kasetach (oczywiście jest też dostępna w obiegu wersja elektroniczna LP). Po kilku miesiącach od premiery longplaya pojawiła się w obiegu także instrumentalna wersja ubiegłorocznej produkcji nowojorczyków. Singlami promującymi ten projekt wybrano kolejno „Honorable”, „Industry”, „Rap Basquiat” oraz „Rise”. Warto też dodać, że pierwszy z tych utworów ukazał się też na siódemce winylowej, z kolei do drugiego i czwartego nagrania stworzono także videoclipy. Krótki materiał video wypuszczono również do „Reflection”. Pojawił się też remix „Industry”, w którym dodatkowo wystąpili Inspectah Deck, Roc Marciano, Sadat X i Lord Jamar. W ramach rozszerzenia wiadomości o „Mega Philosophy” można zapoznać się z wydaniem audycji „The Combat Jack Show”, ​które w całości poświęcono właśnie tej płycie. Cormega przy wydatnej pomocy Large Professora pokazał, że ma jeszcze sporo do udowodnienia na scenie hip hopowej.

    Tracklista

    1. New Day Begins
    2. MARS (Dream Team) feat. AZ, Redman & Styles P
    3. Industry
    4. More feat. Chantelle Nandi
    5. Reflection
    6. D.U. (Divine Unity) feat. Nature
    7. Honorable feat. Raekwon
    8. Rap Basquiat
    9. Rise feat. Maya Azucena
    10. Home feat. Black Rob
    11. Valuable Lessons feat. Jarell Perry
  • Debiutancki album milo – a toothpaste suburb

    Debiutancki album milo – a toothpaste suburb

    4–5 minut

    Alternatywna muzyka hip hopowa cały czas zdobywa uznanie kolejnych słuchaczy. Nurt zapoczątkowany na przełomie lat 80. i 90.tych przeszedł wiele przeobrażeń i nieustannie zachwyca różnorodnością. W początkowych latach do tej niszy wrzucano niemal każdego artystę i grupę stojącą w opozycji do mainstreamu (szczególnie do gangsta rapu). W następnych latach wykonawcy patrzący znacznie szerzej na hip hop nadali temu nurtowi nowe definicje. Niestereotypowy rap znalazł dobre miejsce do rozwoju szczególnie w Kalifornii. Właśnie stamtąd pochodzi jeden z ważniejszych kolektywów zrzeszających alternatywnych artystów – Project Blowed. Jeden z członków tego crew, Nocando, od kilku lat prowadzi z powodzeniem wytwórnię płytową Hellfyre Club. 23 września ub.r. nakładem tej oficyny wydawniczej ukazała się długo oczekiwana płyta milo – „a toothpaste suburb”.

    W zeszłym roku wykonawcy kojarzeni z awangardowym i nowatorskim nurtem mocno namieszali na scenie hip hopowej. Swoją rolę w popularyzacji alternatywnej strony rapu odegrał milo. Szalenie sympatyczny i oryginalny twórca przyciąga uwagę mediów i słuchaczy od dobrych kilku lat. Pochodzący z Chicago artysta stworzył nad wyraz ciekawy sposób na siebie. Za sprawą charakterystycznego i niepodrabianego stylu trudno jego porównywać z jego kompanami po fachu. Z każdym kolejnym wydawnictwem członek Hellfyre Clubu rośnie w siłę, dojrzewa muzycznie i oddaje do rąk słuchaczy coraz lepsze projekty.

    Pierwszy ważniejszy materiał milo ukazał się w listopadzie 2011 roku. Wtedy to otrzymaliśmy od niego projekt „I wish my brother Rob was here” (tytuł stanowi follow-up do klasycznego albumu Dela, „I Wish My Brother George Was Here”). Konceptualny album oparty o beaty autorstwa m.in. fLako, Shlohmo, Gold Pandy, Flying Lotusa, Freddie’ego Joachima czy and Madliba odsłonił zawiły i pozbawiony jakichkolwiek schematów świat kreowany przez tego artystę. Zamiłowania amerykańskiego wykonawcy do oryginalnych podkładów zostały podkreślone na płycie „Milo takes Baths”, na której znalazły się beaty coraz popularniejszego przedstawiciela Anticonu. W dalszej kolejności opublikował on na początku 2013 roku podwójną EP-kę – „things that happen at day” i „things that happen at night”. Od tego rozpoczęła się bliska współpraca z Hellfyre Clubem. Pół roku po wydaniu tych materiałów, milo ponownie uraczył odbiorców płytą ze świeżymi trackami. „Cavalcade” okazało się kolejną udaną produkcją jedynego w swoim rodzaju rapera. Jakby tego było mało, w listopadzie 2013 roku ujrzało światło dzienne następne LP wychowanka Wietrznego Miasta – „poplar grove (or how to rap with a hammer)” (longplay trafił do obiegu pod jego innym synonim, Scallops Hotel). Pomimo tego iż ten twórca wypuszczał autorskie płyty od ponad 2 lat, to w jego dyskografii nadal brakowało oficjalnego albumu. Zmieniło się to wraz z wydanym we wrześniu „a toothpaste suburb”. Wydawnictwo było wyczekiwane przez mnóstwo słuchaczy i niepostrzeżenie znalazło się obok innych najbardziej pożądanych premier minionej jesieni.

    milo wydaje album a toothpaste suburb
    Fot. Giovanni Solis

    Przedsprzedaż płyty rozpoczęła się w połowie sierpnia. Jeszcze przed wydaniem pierwszego singla zapowiadającego longplay powstało niemałe zamieszanie wokół charakterystycznego twórcy. Hellfyre Club udanie poprowadziło kampanię promocyjną LP, w czym pomogły dobre wybory utworów na single – „you are go(o)d to me” oraz „argyle sox (may Hellfyre live longer than any of us)” spełniły swoje zadanie, trafiając do szerokiej rzeszy odbiorców. Jedynie można było oczekiwać więcej szczegółów dotyczących „a toothpaste suburb”. Trzeba mieć na uwadze, że to był celowy zabieg Nocando i spółki, gdyż każda osoba mająca do czynienia z nową płytą milo spokojnie może tłumaczyć na swój sposób wszystkie utwory z wrześniowego longplaya. Niekonwencjonalna warstwa liryczna gospodarza albumu świetnie wypadła w zestawieniu z beatami dostarczonymi przez Greyhata, Tastenothinga, Iglooghosta oraz Rileya Lake’a. Emceego uzupełniają na płycie idealnie pasujący do niego artyści – KOOL A.D.Anderson .Paak, WC Tank, Open Mike EagleBusdriver. Znamienne jest też to, że dwaj ostatni wykonawcy wydali wcześniej w 2014 roku mocne i szeroko komentowane wydawnictwa (odpowiednio „Dark Comedy” i „Perfect Hair”. W porównaniu do tych projektów „a toothpaste suburb” nie wypadło wcale słabo czy też przeciętnie. Wręcz przeciwnie, milo stworzył najrówniejszy projekt, w pełni zasługujący na miano pierwszego oficjalnego albumu artysty rodem z Chi-Town. Jeżeli chcecie poznać skomplikowany, ale przy tym przytulny i przyjazny świat Amerykanina, to nie zwlekajcie dłużej, ponieważ czeka na Was niejedna niespodzianka na tej płycie.

    Hellfyre Club udostępniło projekt na Bandcampie i Soundcloudzie. „a toothpaste suburb” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej (limitowane edycje płyt kompaktowych i kaset). Wydawnictwo promowane dwoma singlami – „you are go(o)d to me” oraz „argyle sox (may Hellfyre live longer than any of us)” – cieszy się niesłychanym wręcz zainteresowaniem słuchaczy. Oczekiwania wobec tej płyty były duże, ale milo bez większych problemów stanął na wysokości zadania, dostarczając znakomity materiał. Nie ma też żadnego zaskoczenia w tym, że pełnoprawny debiut fonograficzny tego specyficznego rapera przewijał się pośród pozostałych najlepszych alternatywnych płyt z 2014 roku.

    Tracklista

    1. salladhor saan, smuggler
    2. yafet’s song
    3. peanut butter sandwiches
    4. sanssouci palace
    5. in gaol feat. KOOL A.D.
    6. thatness and whatness
    7. fragrant pee farts feat. Scallops Hotel
    8. ought implies can and i cannot
    9. you are go(o)d to me (editorial length)
    10. objectifying rabbits feat. Open Mike Eagle
    11. argyle sox (may Hellfyre live longer than any of us) feat. Busdriver
    12. Buck 65’s knee
    13. just us (a reprise for Robert who has not been forgotten)
    14. a day trip to the nightosphere feat. Anderson .Paak
    15. MAY THE DAYS BE AIMLESS (sorcery) feat. WC Tank
    16. gaudeamus igitur (for Kang Min-gyu)
  • Has-Lo & Castle ze wspólnym projektem – Live Like You’re Dead

    Has-Lo & Castle ze wspólnym projektem – Live Like You’re Dead

    4–5 minut

    Mello Music Group wyrobiło sobie na tyle mocną pozycję w branży hip hopowej, że już teraz jest określane przez wiele osób mianem jednej z najbardziej liczących się niezależnych oficyn wydawniczych. W zeszłym roku label prowadzony przez Michaela Tolle’a opublikował pełno udanych projektów. Oprócz podwójnej kompilacji „Mandala vol. 1-2” ukazały się też wydawnictwa Verbal Kenta („Sound of the Weapon”), L’Orange’a („The Orchid Days”), Apollo Browna („Thirty Eight”), Open Mike’a Eagle („Dark Comedy”), 7evenThirty’ego & Gensu Deana („The Problem”), Ugly Heroes („Ugly Heroes EP”), The Black Opery („The Great Year”), Apollo Browna & Ras Kassa („Blasphemy”) czy Diamond District („March On Washington”). Obok tych materiałów dzięki MMG otrzymaliśmy również wspólny album Has-Lo & Castle – „Live Like You’re Dead”.

    W niezależnych kręgach hip hopowych niektórym postaciom niezwykle trudno przychodzi zdobywanie szacunku u innych. Do tej niewdzięcznej kategorii należą obaj bohaterowie niniejszej publikacji. Pomimo niezaprzeczalnej wartości artystycznej materiałów wypuszczanych przez Has-Lo i Castle i uznania ze strony wybranych serwisów muzycznych i kompanów po fachu, to czegoś brakuje tym artystom do uzyskania mocniejszej pozycji na scenie hip hopowej. Przeglądając dotychczasowe dokonania twórców z odpowiednio Pensylwanii i Północnej Karoliny rzuca się w oczy uszy nie tylko wysoka jakość ich muzyki, ale też sposób, w jakim obydwaj podają swoje nagrania.

    Jeżeli możecie pochwalić się świetną pamięcią i dobrze orientujecie się we współczesnej branży muzycznej, to powinniście pamiętać o tym, że Has-Lo wzbudził zainteresowanie sporej liczby osób w 2011 roku. Dziennikarzy muzyczni i słuchacze szczególnie docenili premierowe wydawnictwo mieszkańca Filadelfii, „In Case I Don’t Make It”, podkreślając specyficzny klimat unoszący się nad tą produkcją i oryginalny styl twórcy albumu. Producent/raper zaskoczył część odbiorców, pokazując się z jak najlepszej strony zarówno od strony lirycznej, jak i producenckiej. Również garść komplementów spłynęła na projekt z remiksami utworów z pierwszego albumu tego twórcy – „Conversation B”. W następnych latach Has-Lo współpracował z różnymi twórcami (Open Mike Eagle, Illogic & Blockhead, Small Professor, L’Orange & Stik Figa, J-Zone, K-Def, Arcka). W tym gronie znalazł się także jego późniejszy partner muzyczny, Castle.

    Przedstawiciel wschodniej części USA szerzej przedstawił się słuchaczom w połowie 2013 roku. Właśnie wtedy ukazał się jego debiutancki album o wdzięcznym tytule, „Gasface”. Wydawnictwo, które w pełni wyprodukował sam gospodarz, przedstawiło sporą dawkę oryginalnych tekstów i nietuzinkowego nastawienia do tworzenia hip hopu. Album nie został w pełni zrozumiany przez odbiorców lecz nie wybił się na miarę swojego potencjału. W pierwszym kwartale ub.r. Castle postanowił odświeżyć tę płytę, wypuszczając „Return of The Gasface”. Materiał zawierał alternatywne wersje utworów pochodzących z „Gasface”, o co zatroszczył się Has-Lo. Projekt stanowił też rozgrzewkę przed wspólną produkcją obu artystów. W ten sposób narodził się pomysł na utworzenie „Live Like You’re Dead”, który powstał w głowach dwóch specyficznych wykonawców.

    Pierwsze informacje o longplayu pojawiły się w połowie czerwca. Mello Music Group postanowiło reklamować płytę znamiennym i kapitalnie dobranym sloganem „The Employees Of The Year Are Back!”. Trzeba przyznać, że trudno o lepsze hasło podsumowujące materiał dostarczony przez Has-Lo i Castle. Po zaprezentowaniu dwóch singli promujących LP – „Go To Work” i „D.L.S.” – upewniliśmy się, że będziemy mieć doświadczenia z tzw. blue collar rap. Ponadto należało spodziewać się niemałej dawki alternatywnego rapu, urozmaiconego niesztampowymi tekstami i odpowiednio przygotowanymi podkładami. Po ukazaniu się pod koniec lipca pełnej płyty i zapoznaniu się z całością materiału, wszystkie powyższe przypuszczenia potwierdziły się. „Live Like You’re Dead” (jedna z lepszych okładek ostatniego roku) wychodzi z konceptu, aby zachowywać się w życiu tak, jak gdyby już żyliśmy po śmierci, nie przejmując się niczym dookoła, sarkastycznie i prześmiewczo komentując rzeczywistość panującą w obecnym świecie. Obaj artyści umiejętnie poprowadzili narrację w poszczególnych trackach, dysponując szerokim wachlarzem porównań i sprytnie wplecionych żartów sytuacyjnych. Has-Lo i Castle podzielili się produkcją całego albumu (jeden beat dołożył też Arcka). Spędzając przy ubiegłorocznym longplayu nieco więcej czasu można nie tylko dobrze bawić się przy nagraniach pokroju „Yoga Pants” czy „Good Feelings (U Must Realax)”, a przy okazji wynieść coś więcej z tej płyty (patrz: „My Uncle”, „Look Out!”). Amerykańscy twórcy mają również wiele racji mówiąc o tym, aby żyć w ten sposób, jak gdyby mielibyśmy umrzeć jutro, gdyż dzięki temu nasza percepcja i zachowanie zmieniają się, na czym tylko zyskujemy.

    Po „Live Like You’re Dead” odsyłam na Bandcampa. Wydawnictwo promowane przez kilka singlowych nagrań można nabyć w wydaniu elektronicznym i fizycznym (płyty CD). Oprócz początkowo wypuszczonych „Go To Work” i „D.L.S.” ukazały się też dwa obrazy powstałe do „Good Feelings (U Must Realax)” oraz „Famished” (utwór dostępny do darmowego pobrania z BC). Has-Lo & Castle postarali się o wyrównany i co najmniej porządny album, chociaż trzeba przyznać, iż ich wspólny projekt i tak przeszedł bokiem i schował się w cieniu innych płyt sygnowanych logiem Mello Music Group.

    Tracklista

    1. Go To Work (prod. Has-Lo)
    2. Yoga Pants (prod. Castle)
    3. Famished (prod. Castle)
    4. Hennessy-Yak Rap (prod. Castle)
    5. Agassi & Ashe (prod. Castle)
    6. D.L.S. (prod. Arcka)
    7. My Uncle (prod. Has-Lo)
    8. The Big Ole A$$ (prod. Has-Lo & Castle)
    9. Good Feelings (U Must Realax) (prod. Has-Lo)
    10. Stubborn Vice (prod. Castle)
    11. The Uncomfortable Truth About Stardom (prod. Has-Lo)
    12. Live Like You’re Dead (prod. Has-Lo)
    13. Off The Bench (prod. Castle)
    14. Look Out! (prod. Has-Lo)
  • Apathy wydaje kolejną płytę – Connecticut Casual

    Apathy wydaje kolejną płytę – Connecticut Casual

    4–5 minut

    Z roku na rok liczba fanów hardcore’owego nurtu rapu stale rośnie. Obecnie wielu słuchaczy kojarzy surową i agresywną stronę muzyki hip hopowej poprzez kilka szanowanych kolektywów. Army Of The Pharaohs, La Coka Nostra i Demigodz zrzeszają multum doświadczonych twórców, jak i młodszych kompanów. W tym roku najwięcej emocji wzbudził długo oczekiwany album AOTP, „In Death Reborn”, do którego później ta supergrupa dołożyła „Heavy Lies the Crown”. Pod koniec ub.r. Esoteric & Stu Bangas wypuścili wspólną płytę („Machete Mode”), zaś Vinnie Paz postarał się o EP-kę „Carry On Tradition”. W maju Vanderslice opublikował „Everything’s Awesome”, zaś w czerwcu przyszła kolej na świeży materiał autorstwa Apathy’ego. Na wydany przez niego w połowie roku longplay „Connecticut Casual” czekało liczne grono odbiorców.

    Connecticut nie należy do najbardziej rozwiniętych pod względem hip hopowym amerykańskich regionów. Jednak nie przeszkadza to zupełnie dumnemu reprezentantowi tego stanu, Apathemy’emu, w coraz sprawniejszej działalności w branży muzycznej. W ostatnich latach artysta związany z surową stroną rapu znacznie wzmocnił swoją pozycję na scenie hip hopowej. Stało się tak w głównej mierze za sprawą udanych solowych wydawnictw, a także kooperacji z różnymi szanowanymi twórcami w środowisku.

    W początkowej fazie swojej kariery muzycznej Apathy skupił się na wydawaniu pomniejszych projektów; ponadto raper i producent w jednym często przewijał się na materiałach innych twórców. W latach 2000-07 wypuścił on ponad 10 dwunastek i mixtape’ów („It’s The Bootleg, Muthaf*ckas! Volume 1-2”, „Where’s Your Album?!!”). W tym czasie ukazały się też jego premierowe pełnoprawne longplaye – „Eastern Philosophy” oraz nagrane z Celph Titledem„No Place Like Chrome”. Oprócz tego był on wówczas wiodącą postacią w kolektywie Demigodz, który dopiero jednak w 2013 roku opublikował pierwszy oficjalny album („KILLmatic”). Wszystkie te produkcje oraz współpraca z Jedi Mind Tricks, Louisem Logiciem, Styles Of Beyond, Molemen, 7L & Esotericiem i pozostałymi wykonawcami usadowiły jego na liście dobrze prosperujących undergroundowych artystów. Jedynie brakowało prawdziwego przełomu, który nastąpił wraz z wydaniem 5 lat temu płyty „Wanna Snuggle?”.

    Po tym wydawnictwie akcje Apathy’ego poszybowały w górę na tyle, że mnóstwo osób wypatrywało na horyzoncie jego następnego longplaya. Pochodzący sprzed 3 lat album „Honkey Kong” narobił niemałego zamieszania w branży i okazał się jedną z najrówniejszych płyt z tamtego okresu. Po tym udanym projekcie bohater tej publikacji zabrał się za realizowanie materiału na ww. produkcję Demigodz, „KILLmatic”. Po opublikowaniu wydawnictwa amerykańskiej supergrupy Apathy powrócił do prac nad solowym projektem. „Connecticut Casual” to wynik ponad rocznych sesji nagraniowych.

    W początkowym okresie artysta planował opublikować tylko EP-kę pod tym samym tytułem. W dalszej kolejności wykonawca zmienił swoje zamiary i postanowił wydać pełen album, co odebrano z aprobatą na scenie hip hopowej. Apathy zdecydował się ponownie wypuścić swoją płytę nakładem własnego labelu, Dirty Version Records. Promocja wydawnictwa rozpoczęła się na kilka tygodni przed jego premierą. Przedsmak całości materiału stanowiły trzy single – „The Grand Leveler”, „Martha Moxley (Rest In Peace)” i „The Curse of The Kennedys”. Po tych nagraniach można było spodziewać się podobnej warstwy tekstowej, jak na wcześniejszych materiałach Amerykanina. Zmiany zaszły pod względem doboru sampli i ostatecznego kształtu podkładów, za które w głównej mierze miał odpowiadać gospodarz LP (uzupełniają jego Da Beatminerz, The Doppelgangaz, Teddy Roxpin, Smoke the World). Zatwardziałym fanom hardcore’owej strony rapu nie spodobało się odejścia Apathy’ego w stronę lżejszych klimatów. Twardogłowi odbiorcy mieli mieszane uczucia po „Martha Moxley (Rest In Peace)” wykorzystujące słynny singiel George’a Michaela, „Careless Whisper”. Wszystkimi tymi komentarzami zupełnie nie przejął się artysta. Po prostu na „Connecticut Casual” postanowił on spróbować czegoś świeżego i otworzyć się tym samym na nowe grono słuchaczy. Należy też wziąć pod uwagę, iż teksty poszczególnych utworów na płycie, nadal pokazują Apathy’ego w starym-dobrym wydaniu. Tematyka społeczno-polityczna, teorie spiskowe, tajemnice towarzyszące znanym postaciom z życia politycznego i towarzyskiego w USA, wszechobecny sarkazm i trafne uwagi królują na 4 albumie wykonawcy. Całość podano ze smakiem i wyczuciem, dodatkowo demonstrując duże pokłady kreatywności i dalekowzroczności.

    Po płytę można sięgnąć na Bandcampie. Oprócz wersji z wokalami ukazało się też dodatkowe wydanie „Connecticut Casual” zawierające instrumentale i acapelle. Dirty Version Records starannie podeszło do opublikowania tego materiału. W tej chwili w sprzedaży znajdują się kasety, płyty kompaktowe i winylowe (projekt oczywiście do nabycia w formacie elektronicznym). Do tego wypuszczono koszulki i przygotowano paczki zawierające różne wersje tego LP (wszystko to trafiło do sklepu Demigodz). Jak zwykle Apathy postawił na promocję swojej płyty poprzez videoclipy. Artysta zdążył zrealizować obrazy do następujących singli – „The Grand Leveler”, „Martha Moxley (Rest In Peace)” i „The Curse of The Kennedys”. Członek AOTP i DGZ powinien być usatysfakcjonowany odbiorem swojej produkcji, która okazała się jednym z najciekawszych projektów rapowych z czerwca br.

    Aktualizacja: Na Bandcampie ukazała się dodatkowa wersja longplaya zawierająca wersje instrumentalne utworów, a także acapelle.

    Tracklista

    1. Connecticut Casual (prod. Da Beatminerz)
    2. Back In New England feat. Chris Webby (prod. Apathy)
    3. Don’t Give Up The Ship feat. Kappa Gamma (prod. Apathy)
    4. Locals Only! feat. ANoyd (prod. Apathy)
    5. The Curse of The Kennedys (prod. Apathy)
    6. Martha Moxley (Rest In Peace) (prod. Apathy)
    7. Jack Ruby feat. Kappa Gamma (prod. Apathy)
    8. The Grass Ain’t Greener (prod. Teddy Roxpin)
    9. Money Makes The World Go Round feat. Hayze & Kappa Gamma (prod. Apathy)
    10. Underground Chick (prod. Apathy)
    11. Beefin’ Over Bitches feat. Kappa Gamma (prod. The Doppelgangaz)
    12. The Grand Leveler (prod. Smoke The World)
  • John Robinson i PVD przedstawiają płytę Modern Vintage

    John Robinson i PVD przedstawiają płytę Modern Vintage

    4–6 minut

    Tematyka dotycząca niezależnej sceny hip hopowej często przewija się przez serwisy muzyczne. Odłóżmy na chwilę zagadnienia związane z obecnym stanem undergroundu i powróćmy do czasów przypadających na koniec poprzedniego stulecia i początek nowego wieku. Właśnie ten okres przypada na zdecydowanie najwspanialsze lata w rozwoju artystów stojących w opozycji do mainstreamu. Część z nich pozostawiła niewielki dorobek, ograniczony przeważnie do kilku singli i jednej EP-ki lub longplaya, po czym słuch po nich zaginął na dobre. Z drugiej strony, możemy wyróżnić liczne grono wykonawców, którzy nie poprzestali na kilku wydawnictwach nagrywając muzykę już od kilkunastu lat. W tym gronie umieścimy twórcę z New Jersey, Johna Robinsona. W połowie tego roku doświadczony artysta wypuścił nowy album – „Modern Vintage”. Wydawnictwo w całości wyprodukował PVD.

    Niewielu niezależnych artystów pochodzących ze Wschodniego Wybrzeża USA, którzy zaczynali swoje kariery muzyczne jeszcze w latach 90.tych, nadal z powodzeniem wydają płyty. John Robinson (aka Lil’ Sci) powinien być śmiało wymieniony w tej kategorii. Przedstawiciel stanu New Jersey nigdy specjalnie nie usiłował przypodobać się opinii publicznej, nie zwracał uwagi na panujące trendy w branży, nie nagrywał projektów na odwal. Przez wszystkie lata ten raper (i sporadycznie beatmaker) trzymał równy poziom i prezentował klasę. Doświadczony wykonawca zrealizował przez ten czas kilkanaście pełnych wydawnictw, pozostając przy tym cały czas aktywnym i nie robiąc sobie dłuższej przerwy od sesji nagraniowych.

    John Robinson może być kojarzony z solowymi wydawnictwami, jak i projektami tworzonymi wraz z innymi artystami. Jeszcze w latach 90.tych założył on wraz z ID 4 Windzem formację Scienz Of Life. W ten sposób powstała grupa wypuściła kilka udanych płyt („Coming Forth By Day: The Book Of The Dead”, „Project Overground: The Scienz Experiment”, „Leviathan”). Oprócz tego Lil’ Sci współtworzył wraz ze Stacy Epps (gdzie się ona podziała?) duet Sol Uprising; zespół opublikował w 2003 roku album „Sol Power”. Następne lata przyniosły kolejne kolaboracyjne projekty nowojorczyka. JR wydał 6 lat temu wspólnie z Jay Rawlsem jako Jay Are „The 1960’s Jazz Revolution Again”; również w 2008 roku światło dzienne ujrzało „Elevation”, które stworzył on z Carlosem Nino. Do tego wydawnictwa później dorzucił on materiały powstałe z Lewisem Parkerem („International Summers”), Robotem Kochem („Robot Robinson”) i Kyo Itachim („The Path Of Mastery”). Z kolei lista jego solowych płyt obejmuje „The Leak Edition Vol. 1-2”, „Who Is This Man?”, „I Am Not For Sale” czy beat tape’y „Brilliant Soundscapes Vol. 1-2”. John Robinson równie często i gęsto gra koncerty. Pewnego razu w 2008 roku na jednej z imprez poznał on akurat producenta Pata Van Dyke’a, występującego częściej pod pseudonimem PVD.

    Obaj artyści szybko odnaleźli wspólny język i zaczęli razem występować na scenie w różnych klubach w Nowym Jorku i New Jersey. Współpraca tych twórców przebiegała wzorowo, co przełożyło się też na wydanie przez nich koncertowej płyty „All The Way Live”. PVD dobrze wypadał nie tylko na imprezach, ale również w studiu nagraniowym. Wychowanek Brick City ma na swoim koncie serię pomniejszych projektów, z których warto zapoznać się z „Down For The Get Down” czy z materiałami tworzonymi przez tego twórcę z 8th W1 w ramach działalności formacji Lux DeVille. Dodatkowo należy wyróżnić album „Technicolor Hi-Fi”. Instrumentalny longplay pochodzący z maja tego roku bezpośrednio poprzedził premierę „Modern Vintage”. Płytę opublikowaną w połowie br. stworzono w oparciu o standardy z ubiegłych dekad.

    Wydanie materiału powierzono wytwórni płytowej z Bostonu, Brick Records. Głównym założeniem artystów było zrealizowanie albumu opartego w całości o wspólne sesje nagraniowe i niczym nieograniczoną improwizację. W dzisiejszych czasach niezbyt dużo projektów powstaje według powyższych wytycznych. John Robinson i PVD doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Duet dołożył wszelkich starań do tego, aby końcowy efekt ich pracy wypadł w najbardziej przyswajalnej formie dla słuchaczy. Artyści nie wybrali drogi na skróty i nie zaserwowali nam niedopracowanego produktu; nie podążyli też za nowymi trendami, stawiając na klasykę w swoich utworach. Dzięki temu tytuł „Modern Vintage” nabrał dodatkowego znaczenia. JR przyznał, że wszystkie teksty napisał przebywając w jednym studiu z Patem Van Dyke’eim. Charakterystyczne flow i styl rapowania mieszkańca New Jersey idealnie wręcz pasują do podkładów PVD, które wykorzystują liczne żywe instrumenty i syntezatory. Wykonawcom udało się zachować balans pomiędzy starymi rozwiązaniami muzycznymi a współczesnością, co wcale nie jest łatwą sztuką. Wystarczy tylko posłuchać kilku utworów z LP – „All Of The World”, „Two Man Mob”, „Off The Wall”, „Vinyl Is Forever”, „Together We Are”, „Full Circle” – aby docenić niniejsze wydawnictwo. Wśród gości na tym longplayu znajdziemy El Da Senseia, Sadata X, ID 4 Windza, Shabaama Sahdeeqa i kilka wokalistek (Melindę Camille, Sam Barsh, Arin Mayę). Oby więcej takich płyt, jak „Modern Vintage”. Należy pamiętać, że w obecnych czasach nadal jest miejsce na takie materiały, jak właśnie ten.

    Blisko godzinne wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Soundclouda. Brick Records wypuściło „Modern Vintage” na płytach kompaktowych i winylowych dorzucając do tego również wydanie elektroniczne. Album promuje kilka singli opublikowanych w różnym odstępie czasu – „Off The Wall”, „All Of The World” oraz „Know My Style”. Do pierwszych dwóch utworów dodatkowo powstały też videoclipy. Materiał rozszerzono o instrumentalne wersje wszystkich utworów z LP, które udostępniono na Bandcampie. Jeżeli poszukujecie płyty hip hopowej o korzennym i nostalgicznym posmaku, to naprawdę warto sięgnąć po projekt Johna Robinsona & PVD.

    Tracklista

    1. Mic Check
    2. All Of The World
    3. Respect King
    4. Choose Your Words Wisely feat. Melinda Camille
    5. Two Man Mob feat. Sadat X & ID 4 Windz
    6. What’s The Point feat. Melinda Camille & Sam Barsh
    7. Off The Wall
    8. This Is Art
    9. Miles & Trane
    10. Live Golden
    11. Vinyl Is Forever feat. El Da Sensei & Shabaam Sahdeeq
    12. 10/11/12
    13. Know My Style
    14. We Rock
    15. Together We Are feat. Arin Maya
    16. Kiss The Sky feat. Melinda Camille
    17. Full Circle
  • Fel Sweetenberg i DJ Brans ze wspólną płytą – The Invisible Garden

    Fel Sweetenberg i DJ Brans ze wspólną płytą – The Invisible Garden

    4–5 minut

    Od dawna korzennie brzmiąca muzyka hip hopowa utrzymuje się jedynie w undergroundzie. Wydawnictwa oparte o standardy z lat 90.tych nie występują już w mainstreamie i są zupełnie obce nowemu pokoleniu słuchaczy, które zazwyczaj nie ma bladego pojęcia o minionych epokach w dziejach hip hopu. Liczne grono niezależnych wykonawców poprzez swoje nagrania stara się przechowywać pamięć o rapie w klasycznym wydaniu, co często jest krytykowane przez ludzi poszukujących nowych form i hybryd w tym gatunku muzycznym. Owszem, nie ma zbyt wiele odkrywczego w boom-bapowym brzmieniu lecz nie można odmówić poszczególnym wykonawcom dużej klasy i umiejętnego przywracania ducha hip hopu z ubiegłych lat. Powyższe założenia doskonale spełnia płyta duetu Fel Sweetenberg & DJ Brans – „The Invisible Garden”.

    Boom-bapowe formy hip hopowe całkiem dobrze mają się na Starym Kontynencie. Pokaźne grono europejskich artystów i wydawców sięga po klimaty silnie inspirowane latami 90.tymi,chętnie współpracując przy tym z wykonawcami rezydującymi na co dzień po drugie stronie Atlantyku. W związku z tym, nikogo nie powinna dziwić kooperacja francuskiego labelu Effiscienz z amerykańskim raperem/producentem, Felem Sweetenbergiem. Twórca pochodzący z owianego złą sławą Camden w stanie New Jersey należy do licznego grona postaci, które zajmują się nagrywaniem muzyki od wielu lat, ale jednocześnie nie będących szerzej kojarzonymi przez ogół mediów i słuchaczy.

    Reprezentant Wschodniego Wybrzeża USA miał okazję zaistnieć w branży hip hopowej już pod koniec poprzedniego stulecia. Wtedy to założył on wraz z Dave’em Ghetto i Nexem Millenem formację Nuthouse (zespół występował także pod nazwą Da Nutthouse). Grupa zanotowała udany start na scenie wydając w Fondle 'Em dwunastkę „A Luv Supream”. Pomimo pokładanych w nich nadziei dalsza działalność tria nie przyniosła zbyt wielu pozytywnych akcentów. Formacja opublikowała później jedynie „Deez Nutz (The EP)” i „Snap Your Neck 2 Dis” b/w „Take It 2 Da Stage”. Przez długie lata Fel Sweetenberg nie był też zbyt aktywny w środowisku muzycznym, częściej przewijał się przez projekty innych wykonawców niż tworzył solowe nagrania. W 2004 roku wypuścił on płytę „Lost Dreams, Wasted Talent”, do której dorzucił następnie kompletnie wręcz nieznane longplaye „The Sophomore Jinx” i „Psalms of the Soldier”. Powyższa sytuacja uległa zmianie po nawiązaniu przez niego współpracy z Effiscienz.

    Kluczową postacią związaną z paryską oficyną wydawniczą jest DJ Brans. W ostatnich latach Francuz mocno zaznaczył swoją obecność w undergroundzie. Producent/DJ wydał kilka dobrze przyjętych materiałów – „The Dynamite Beats (Remix And Unreleased)”, „The Branstorm” – do których dołożył płyty nagrane z amerykańskimi i francuskimi raperami. W ub.r. opublikował on produkcję wraz z Gueule D’Ange„Sale Temps Pour Un Indé” – oraz wyprodukował w całości LP Wyld Buncha, „Unbreakable”. Po tych projektach przyszła kolej na jego wspólny longplay właśnie z Felem Sweetenbergiem. „The Invisible Garden” przenosi odbiorców do czasów Złotej Ery rapu i udowadnia, że obaj twórcy powinni być znacznie bardziej znani w niezależnych kręgach hip hopowych.

    Album ukazał się na rynku płytowym na początku wiosny tego roku. Wydawnictwo względnie szybko rozprzestrzeniło się wśród osób dobrze zaznajomionych ze współczesnym undergroundem. Pomimo tego iż obaj wykonawcy nie stanowią znacznej siły w branży i nie mają aż tak dużej siły przebicia, to już po kilku dniach od premiery LP pojawiły się opinie mocno wychwalające ten projekt. Co przekonało słuchaczy i nieliczne media do wystawienia pięknych laurek „The Invisible Garden”? Ano głównie to, że Fel Sweetenberg i DJ Brans zademonstrowali świetny arsenał swoich umiejętności, bezproblemowo łącząc brzmienie hip hopowe zakorzenione w latach 90.tych ze współczesnymi rozwiązaniami muzycznymi. Amerykański współtwórca wydawnictwa pokazał wszem i wobec, że potrafi kapitalnie operować swoim szorstkim flow, dokładając do tego co najmniej poprawnie złożone wersy. W mgnieniu oka można spostrzec się, iż wyjątkowo dobrze odnalazł się on na beatach DJ’a Bransa. Francuski wykonawca zaprezentował na „The Invisible Garden” podkłady korzystające z dorobku DJ’a Premiera czy D.I.T.C., starając się przy tym o nadanie im własnego charakteru i pazura. Wszystkie te starania są widoczne w chociażby „Power Stricken”, „The Name Itself”, „The Corrupt” czy „The End Of The Book”. Na tym krótkim albumie za cuty odpowiada DJ Djaz, zaś gościnnie wystąpili Almighty i Dirt Platoon. Jeżeli poszukujecie wartościowego tegorocznego longplaya przypisanego do współczesnego boom-bapu, to warto spędzić trochę czasu na zapoznaniu się z tą produkcją.

    Kwietniowe wydawnictwo można odsłuchać i/lub nabyć za pośrednictwem Bandcampa. Effiscienz zdecydowało się wypuścić „The Invisible Garden” na płytach kompaktowych i winylowych; oczywiście nie zabrakło też wydania elektronicznego płyty. Fel Sweetenberg i DJ Brans promują materiał głównie poprzez teledyski. Do tej pory obrazy zrealizowano do „Power Stricken”, „The End Of The Book” oraz „The Name Itself”. Dopracowany projekt został doceniony głównie przez niszę odbiorców nostalgicznie spoglądających w stronę niezapomnianych lat 90.tych.

    Pod koniec roku Effiscienz wypuściło kolejne wydawnictwo Fel Sweetenberga. Francuski label postarał się o godne wydanie jednego z poprzednich projektów amerykańskiego twórcy – „The Sophomore Jinx”. Album pochodzący z 2010 roku można obecnie nabyć na płytach kompaktowych i winylowych.

    Tracklista

    1. In A Dream, I Saw
    2. Power Stricken (cuty: DJ Djaz)
    3. Drinkin’ Again
    4. The Name Itself (cuty: DJ Djaz)
    5. The Corrupt (cuty: DJ Djaz)
    6. Tomorrow’s In The Stars
    7. Hyena’s Den feat. Almighty (cuty: DJ Djaz)
    8. Good = Love
    9. The End Of The Book feat. Dirt Platoon (cuty: DJ Djaz)
    10. Shoutro
  • Cult Classic Records prezentuje kompilację Friends And Family 3

    Cult Classic Records prezentuje kompilację Friends And Family 3

    3–5 minut

    Z każdym rokiem wzrasta znaczenie kolektywów muzycznych. Od kilku lat jest zauważalny szczególny rozrost projektów skupiających głównie producentów. Niektóre z nich ograniczają się do współpracy pomiędzy artystami z danego kraju, pozostałe stanowią podłoże przeznaczone twórcom z różnych zakątków globu. Wiele takich przedsięwzięć szybko rozszerza swoją działalność najczęściej przeistaczając się również w oficynę wydawniczą. W ten sposób powstają labele, które następnie potrafią świetnie sobie radzić w branży. Jeżeli jesteśmy przy półce około hip hopowej, to nie sposób pominąć Cult Classic Records. Przedsięwzięcie założone przez Thomasa Prime’a i Boba42jh rozwinęło się na tyle, że obecnie stanowi ważny punkt na światowej scenie producenckiej. We wrześniu CCR wypuściło kolejny znaczący materiał – „Friends And Family 3”.

    Jak ww. od kilku lat trwa nieustanny rozrost i rozwój kolektywów muzycznych łączących w sobie funkcje labelu i agencji promocyjnej. Wszyscy sympatycy instrumentalnego hip hopu i brzmień pokrewnych na pewno zwrócili uwagę na jedną z ważniejszych platform wydawniczych z tej niszy, Cult Classic Records. Projekt założony przez dobrze kojarzonych w środowisku muzycznym Boba42jh i Thomasa Prime’a szybko rozwinął się. Od początku działalności CCR opublikowało kilkadziesiąt materiałów autorstwa wykonawców z kilku kontynentów. Po wydaniu premierowego materiału, kompilacji „Friends and Family”, label przeszedł do wydawania produkcji szeregu mniej i bardziej znanych artystów. Już kilkakrotnie na łamach naszego serwisu przedstawialiśmy wybrane projekty publikowane przez ten kolektyw. W ostatnim artykule poświęconym działalności Cult Classic Records stanęliśmy na płytach wydanych do początku br. Wypada więc zadać pytanie: jakie wydawnictwa po tym okresie trafiły do obiegu poprzez CCR?

    W okresie od lutego do sierpnia 2014 roku otrzymaliśmy od brytyjskiego labelu 4 projekty. W trakcie ubiegłej zimy pojawił się w sieci materiał kanadyjskiego beatmakera trog’lowa, „Late Night Travels”. Enigmatyczny wykonawca przygotował EP-kę idealnie pasującą do zimowej scenerii. W dalszej kolejności Cult Classic Records opublikowało produkcje europejskich twórców. Jeszcze w lutym ukazał się materiał Inchange’a, „Found Records”. Rosyjski producent stworzył porządnie brzmiące EP, które powinno było trafić do szerszego grona odbiorców. W następnej porze roku znowu otrzymaliśmy świeży album od CCR. Tym razem grecki artysta Moderator wypuścił kompilację swoich utworów zebraną na „As The Lights Fade”. Rozszerzenie do jego dobrze przyjętego tegorocznego longplaya – „Escape” – wypadło przyzwoicie. Natomiast latem większemu gremium słuchaczy przedstawił się ukraiński twórca o zagadkowym pseudonimie xQz. Instrumentalne LP wypuszczone przez naszego wschodniego sąsiada – „Backwards Words” – stanowi pozytywny prognostyk przed jego kolejnymi wydawnictwami. Wszystkie te płyty poprzedziły najważniejszą produkcję wydaną w tym roku przez Cult Classic Records – składankę „Friends And Family 3”. O tym wydawnictwie sporo mówiło się na początku tej jesieni.

    Trzecia część rodzinnej kompilacji Cult Classic Records pojawiła się w sieci pod koniec trzeciego kwartału roku. Wrześniowe wydawnictwo stanowi follow-up do dwóch pierwszych albumów z tego cyklu, które ukazały się odpowiednio w październiku 2011 i maju 2013 roku. Jak sam tytuł wskazuje, na tym projekcie znalazło się miejsce dla nagrań artystów nagrywających dla CCR, jak i twórców utrzymujących bliższe kontakty z tym labelem. W związku z tym „Friends And Family 3” obfituje w tracki szeregu wykonawców. Tracklista płyty obejmuje łącznie 22 ścieżki zrealizowane przez Thomasa Prime’a, Loop Snatchers, P.R-a, Nicholasa Cheunga, The Broken Orchestrę, TwoDaystoAlaskę, Ljonesa, Kondora, Dicapa & Kameleon Beatsa, Moderatora i pozostałych artystów. Materiał promuje kilka singli – „Seven Dead Samurai”, „Pegasus” i „Days Like This”. W ten sposób otrzymaliśmy wyrównaną kompilację należącą do kolejnego udanego wydawnictwa sygnowanego logiem Cult Classic Records.

    Wydawnictwo trafiło na Bandcampa i Soundclouda. Warto też dodać, że każdy utwór umieszczony na SC doczekał się odrębnej okładki. Po „Friends And Family 3” można sięgnąć bezpłatnie i/lub przy okazji pobierania płyty przekazać dotację na dalszy rozwój działalności Cult Classic Records. Kompilacja jest dedykowana zmarłemu pod koniec września aktywiście hip hopowemu, raperowi i promotorowi muzycznemu w jednym, Praverbowi.

    Tracklista

    1. Snow Fox Apprentice – Gift of Nature [Intro]
    2. Loop Snatchers – What The Night Will Bring feat. Blu & Nieve
    3. Hy-Definition – Life is Good (SoulChef & K-Wiz)
    4. Thomas Prime – Seven Dead Samurai (co-prod. P.R)
    5. Nicholas Cheung – Immersion
    6. Matt Blank & Thomas Prime – The Distance feat. Devan Marie
    7. The Broken Orchestra – Take Back The Day feat. Inyang Bassey
    8. TwoDaystoAlaska – Pegasus (co-prod. Thomas Prime)
    9. Ljones – Little Brothers
    10. Thomas Prime & McKinley Dixon – Days Like This feat. Guilty Simpson & Planet Asia
    11. Kenjii & Joseph Jacobs – Fundamentals
    12. Elemint – Uncanny Calling feat. MASA (prod. Brock Berrigan)
    13. Dicap & Kameleon Beats – Until Then
    14. Pe2ny – The Way Home
    15. Kratos Himself – Mud Slap
    16. Marti Ann – Orange Spray
    17. NoMBe – Waves
    18. Kondor – Closer
    19. Helldogs Kris – Cycles
    20. Moderator – Words Remain
    21. SPIEDKIKS – Mos Eisley Cantina [B-Boy Version]
    22. Siba.pro – Last Romanticist [Outro]
  • Drugi longplay Hugo Kanta – The Point Of No Return

    Drugi longplay Hugo Kanta – The Point Of No Return

    3–4 minut

    Każdego roku kalendarzowego znaczna część wydawców i artystów pilnuje tego, aby wypuścić nową muzykę przed rozpoczęciem wakacji lub zmieścić się ze świeżymi projektami przed rozpoczęciem okresu świąteczno-noworocznego. Wystarczy tylko szybki rzut oka na pokaźną listę premier płytowych w okresie od kwietnia do czerwca oraz od września do listopada, aby zauważyć omawianą zależność. W tym roku przed okresem wakacyjnym pojawiło się w obiegu zatrzęsienie dużo projektów autorstwa mniej i bardziej znanych wykonawców. W czasie, gdy pod koniec pierwszego półrocza oczy większości słuchaczy były zwrócone w stronę The Roots, Atmosphere, Apathy’ego, Blu czy Sage Francisa, to pozostali docenili płyty takich artystów, jak Hugo Kant. Wydane przez francuskiego producenta „The Point Of No Return” dobitnie dowodzi o jego klasie muzycznej.

    Francuska scena (około) hip hopowa przywodzi na myśl dwie ogromne aglomeracje – Paryż i Marsylię. Właśnie z tym drugim miastem jest związany Hugo Kant. Artysta pochodzący z południa Francji zajmuje się tworzeniem muzyki od końca ubiegłego stulecia. Przez lata producent skupiał się na pomniejszych przedsięwzięciach i nie prezentował swoich nagrań słuchaczom. Sytuacja ta zmieniła się dopiero blisko 4 lata temu. W pierwszej kolejności wykonawca zaczął publikować pojedyncze utwory na Soundcloudzie. Po krótkiej serii luźnych tracków Francuz zabrał się za tworzenie swojego premierowego projektu – „Searching London”.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu w maju 2011 roku. Przed opublikowanej EP-ki Hugo Kant próbował wydać materiał przez jedną europejską wytwórnię płytową, ale bez powodzenia. Po nieudanej próbie nawiązania współpracy producent postanowił założyć własną oficynę wydawniczą, Bellring. Każda kolejna jego produkcja była opatrzona logiem tego labelu. Premierowy album tego twórcy, „I Don’t Want To Be An Emperor”, ukazał się na rynku płytowym w czerwcu 2011 roku. Część słuchaczy od razu doceniła warsztat producenta, który serwował instrumentalne formy muzyczne opierające się o downtempo, trip hop i hip hop. W kolejnych latach mieszkaniec Marsylii wypuścił dwie pozycje wydawnicze – „Another Point Of Mix” oraz „Leave Me Alone EP”. Druga płyta okazała się też wstępem do następnego longplaya artysty, „The Point Of No Return”. Tegoroczny materiał stanowi przy tym najbardziej dopieszczoną produkcję w dotychczasowej karierze beatmakera.

    Wydawnictwo zadebiutowało na rynku płytowym 9 czerwca. Jak wspomniałem we wstępie, płyta ujrzała światło dzienne w gorącym okresie wydawniczym, ale wcale nie zginęła pośród innych materiałów pochodzących z tego okresu. Wręcz przeciwnie, pewna nisza odbiorców poświęciła temu projektowi dużo uwagi. O tyle to jest istotne, ponieważ nie wiedzieć czemu, „The Point Of No Return” nie zagościł na zbyt wielu serwisach muzycznych. A szkoda, gdyż mamy do czynienia z klasowym LP, podanym przez wykwalifikowanego producenta. Po uprzednim zaprezentowaniu „Leave Me Alone EP” można było spodziewać się, iż całość albumu będzie prezentowała się w podobnym klimacie. Właściciel Bellring w dalszym ciągu kontynuuje obraną wcześniej drogę. Beatmaker najlepiej czuje się w klimatach trip hopowych, które wytrawnie łączy z downtempo i instrumentalnym hip hopem. Jaki mamy tego efekt? Więcej niż zadowalający. „Dr Van Helsing”, „Secret Society”, „In The Woods”, „Flying” (kapitalnie rozbudowana kompozycja) czy „There’s No Need To Be Frightened” należy uznać za naprawdę zacne nagrania. Hugo Kant odnajduje się również w ścieżkach tworzonych przy udziale wokalistów (Kathrin de Boer, Astrid Engberg) i raperów (LostPoet). Wszystko to przekłada się na wyrównany i przyciągający uwagę słuchaczy album.

    Po projekt można sięgnąć na Bandcampie. Również za pośrednictwem tego serwisu można nabyć wydawnictwo. „The Point Of No Return” ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo promuje kilka nagrań – „The Event Log”, „In The Woods” i „Leave Me Alone”. Do ostatniego z tych utworów, który powstał przy udziale LostPoeta, nakręcono też videoclip. Dzięki czerwcowemu albumowi Hugo Kant umocnił swoją pozycję w branży i dotarł do jeszcze większego grona odbiorców niż wcześniej. Jego każda następna płyta zapowiada się więcej niż ciekawie.

    Tracklista

    1. Dr Van Helsing
    2. The Event Log feat. Kathrin de Boer
    3. It’s An African Jungle
    4. Secret Society
    5. Gold feat. Astrid Engberg
    6. Erhu
    7. Leave Me Alone feat. LostPoet
    8. In The Woods
    9. Flying
    10. Little Tale
    11. Saregana
    12. There’s No Need To Be Frightened
Translate »