Kategoria: News

  • MindsOne i Kev Brown ze wspólnymi nagraniami na Pillars

    MindsOne i Kev Brown ze wspólnymi nagraniami na Pillars

    3–5 minut

    W historii hip hopu znaczącą rolę odegrały kolektywy zawiązywane i tworzone przez niekiedy nawet kilkadziesiąt osób. Istotę wszelkiego rodzaju crew doskonale widać w branży rapowej. Nawet przeciętny sympatyk muzyki hip hopowej bez większego problemu wymieni co najmniej kilka rozrośniętych formacji, zarówno tych przypisanych do mainstreamu, jak i undergroundu. W tej drugiej kategorii można wyłapać całe mnóstwo amerykańskich kolektywów przydzielając każdy z nich do rozmaitych kategorii. Jeżeli mielibyśmy kierować się czynnikami geograficznymi, to trudno pominąć region określany mianem DMV, określający wspólny teren Washington, DC, Maryland oraz Virginii. Właśnie stamtąd pochodzi Low Budget Crew, którego kluczową postacią jest Kev Brown. Wszędobylski i wiecznie zapracowany artysta wydał w kwietniu br. wspólny projekt z grupą MindsOne – „Pillars”.

    Wielu niezależnych twórców wychowało się w Północnej Karolinie i DMV. Formacja MindsOne jest związana z pierwszym z tych sąsiadujących regionów Stanów Zjednoczonych. Historia grupy sięga początku poprzedniej dekady, kiedy to raperzy (okazjonalnie występujący w roli producentów) KON Sci (Konscience) i Tronic postanowili rozpocząć wspólną działalność wydawniczą. W dalszych latach skład MindsOne poszerzono o dwóch DJ’ów – Slima Deluxe i Noumenona. Premierowy projekt kolektywu – „Mindsone EP” – ukazał się ponad dekadę temu, powoli rozpoczynając drogę wykonawców do wydania debiutanckiego albumu. W dalszej kolejności zespół opublikował w 2006 roku „The Time Space Continuum”. Na pierwszy pełny album trzeba było jednak swoje odczekać, gdyż dopiero w 2008 roku słuchacze mogli zapoznać się z longplayem „Transitions”. Jesienią 2010 roku dzięki Soulspazm Records trafiło do sprzedaży kolejne LP grupy, „Self Reliance”. Właśnie przy tym projekcie formacja po raz pierwszy współpracowała z Kevem Brownem.

    Producent/raper z Landover w stanie Maryland od lat cieszy się niesłabnącą sympatią mediów i słuchaczy. W ostatnich latach najważniejszy członek Low Budget Crew wypuścił masę nowych projektów. Od 2011 roku Kev Brown dopisał do swojej dyskografii grubo ponad 10 singli, EP-ek i longplayów. Do najistotniejszych wydawnictw z tego okresu należą: wydane z Kaimbrem „The Alexander Green Project”, wspólna produkcja z Destructem („The Vibe Tape”), seria „Songs Without Words” (do tej pory ukazały się trzy części tego przedsięwzięcia), „Random Joints”, „South Africa Dedication” i „Brazil Dedication”. Wszystkie te materiały uzyskały wysokie oceny od odbiorców ceniących sobie klasyczne brzmienia hip hopowe. W tym roku twórca z DMV opublikował ostatnią jak do tej pory odsłonę „Songs Without Words”, dorzucając do tego również płytę stworzoną z Raw Poeticiem, „Concentrated Maneuvers”. Oprócz tych wydawnictw, Kev Brown przyczynił się do powstania „Pillars”, co nie umknęło uwadze niejednej osoby w środowisku hip hopowym.

    Wydaniem projektu zajęła się już dobrze znana niezależna wytwórnia płytowa Ill Adrenaline Records. Premiera płyty odbyła się na Prima Aprilis. Wszyscy ci, którzy mieli wcześniej styczność z muzyką Keva Browna, doskonale wiedzą, że potrafi on bezproblemowo odnaleźć wspólny język z innymi artystami. Ponadto jest on znany z tworzenia podkładów dostosowanych do umiejętności i stylu poszczególnych Emcees. Wszystko to sprawdziło się na „Pillars”. KON Sci i Tronic pokazali się z jak najlepszej strony na beatach swojego partnera muzycznego, którego wsparł młody Sam Brown (w „Inauguration” oraz „Commencement”). Warstwa tekstowa zahacza o kwestie dotyczące współczesnej branży muzycznej czy też postrzegania kultury hip hopowej. Jedynym gościem na projekcie jest charyzmatyczny Homeboy Sandman. Materiał dodatkowo rozszerzono o remix w wykonaniu KON Sciego najsłynniejszego singla MindsOne, „Legion Of Doom”. Druga część płyty obejmuje instrumentalne wersje nagrań, co powinno ucieszyć niejednego słuchacza. W ten sposób otrzymaliśmy spójny i oddany korzeniom hip hopowym materiał.

    „Pillars” wraz z wersją instrumentalną znajdziecie na Bandcampie. Wydanie fizyczne projektu ukazało się na płytach kompaktowych i winylowych, a także na kasetach. Wspólny materiał MindsOne i Keva Browna promują dwa single – „Equinox” (track dostępny do bezpłatnego pobrania na BC) oraz „Pop”. Ponadto do tego pierwszego utworu powstał też czarno-biały teledysk. Jedno z ciekawszych mniejszych wydawnictw z pierwszej połowy tego roku.

    W przyszłym tygodniu pojawi się u nas artykuł o kolejnym tegorocznym projekcie Keva Browna, wspólnej płycie z Hassaanem Mackeyem zatytułowanej „That Grit”.

    Tracklista

    1. Inauguration (prod. Sam Brown)
    2. Manipulated (prod. Kev Brown; cuty DJ Slim Deluxe)
    3. Equinox (prod. Kev Brown)
    4. Pillars (prod. Kev Brown)
    5. Nightstalkers (prod. Kev Brown)
    6. Pop feat. Homeboy Sandman (prod. Kev Brown; cuty DJ Noumenon)
    7. Commencement (prod. Sam Brown)
    8. Legion Of Doom Remix (prod. KON Sci)
    9. Manipulated (Instrumental) [prod. Kev Brown; cuty DJ Slim Deluxe]
    10. Equinox (Instrumental) [prod. Kev Brown]
    11. Pillars (Instrumental) [prod. Kev Brown]
    12. Nightstalkers (Instrumental) [prod. Kev Brown]
    13. Pop (Instrumental) [prod. Kev Brown; cuty DJ Noumenon]
    14. Legion Of Doom Remix (Instrumental) [prod. KON Sci]
  • Instrumentalna płyta Ju-Ara – Day Out

    Instrumentalna płyta Ju-Ara – Day Out

    3–4 minut

    Poprzez nieustanne podróże w świecie muzycznym, w ostatnich latach poznałem twórczość multum nowych artystów i wydawców. Nie narzucając żadnych ograniczeń i nie sugerując się jakimikolwiek wytycznymi dotarłem do muzyki mniej i bardziej znanych osób. Jedni z nich pochodzą dobrze rozwiniętych krajów pod względem muzycznym, inni zaś rezydują w egzotycznych zakątkach globu pokroju Indonezji, Chile czy RPA. Pozostańmy na dłuższą chwilę przy raperach i producentach reprezentujących mocno rozbudowane sceny. Przyglądając się wykonawcom z państw pokroju Niemiec widać niesłychaną różnorodność i koegzystencję dużych nazwisk w branży obok twórców pozostających na dorobku. W tym drugim koszyku umieścimy członka kolektywu Morgen Noi, Ju-Ara. Wydana przez niego w tym roku płyta „Day Out” pokazuje, że w przyszłości powinien on być znacznie bardziej znany.

    Niesłychanie rozbudowana niemiecka scena producencka ma wielu swoich sympatyków. Bardziej wnikliwi i uważni odbiorcy na pewno zauważyli wydawnictwa Morgen Noi. W ramach tego kolektywu swoją muzykę wydają Ju-Ar, Salvia Kamili, Lupid Ocampo oraz nowy członek crew, Truestatiks. Najaktywniejszym przedstawicielem tej platformy jest pierwszy z tych artystów. Producent o polskich korzeniach pokazał się z dobrej strony na dotychczasowych dwóch longplayach – „Orange Air” i „Good Breeze”. Debiutancka płyta beatmakera z marca 2011 roku zrobiła wrażenia na słuchaczach poszukujących pozytywnie nastrajających do życia nagrań. Na materiale sprzed ponad 3 lat nasz zachodni sąsiad umiejętnie połączył jazzowe sample z wokalami, dodając do tego szczyptę współczesnych brzmień instrumentalnych. Przy tym osiągnął on najważniejszy cel – udało mu się nadać wszystkim utworom formę ciepły i słoneczny kształt, stanowiący zresztą jego znak rozpoznawczy. Longplay doceniły niezależne serwisy muzyczne, uznając „Orange Air” za udany wstęp do pozostałych albumów perspektywicznego beatmakera.

    Równie pochlebne oceny spłynęły do producenta po premierze drugiego LP – „Good Breeze”. Wydawnictwo pochodzące z października 2012 roku trafiło przy tym do szerszego grona odbiorców. Ju-Ar rozszerzył swój warsztat, co pozwoliło mu na skompletowanie w pełni przemyślanego i wyrównanego albumu. Niemiecki beatmaker udowodnił na tej płycie, że jego utworów nie należy określać mianem zwykłych beatów. W jego przypadku mamy do czynienia z klimatycznymi i chilloutowymi kompozycjami, podanymi w przystępny sposób dla słuchacza. Powyższe zalety znajdziemy także na nowym wydawnictwie twórcy z zachodniej części Niemiec. „Day Out” to najbardziej wyrafinowane dzieło w dotychczasowej karierze tego wykonawcy.

    1 listopada minęło już 5 miesięcy od premiery materiału. Ju-Ar nie mógł znaleźć lepszego momentu na wydanie płyty, ponieważ jego trzeci materiał stanowił idealny soundtrack na wiosenno-letnią porę. Jak przedstawia się tegoroczny projekt artysty względem jego wcześniejszych dokonań? Przede wszystkim na „Day Out” jest zauważalny dalszy rozwój i progres beatmakera. Wszystkie pomysły na swoje nagrania pewniej on egzekwuje i wprowadza w życie. Klimat utworów pozostał zachowany, ponieważ nadal dominują spokojne i leniwe brzmienia. Poświęcając więcej czasu na dogłębne zapoznanie się z longplayem można wyłapać dodatkowe smaczki i niuanse sprawiające, iż czerwcowy album producenta niepostrzeżenie wyrasta na jedno z ciekawszych instrumentalnych dzieł ostatnich miesięcy. Przekonują o tym ścieżki pokroju „Get On”, „Mint Flavor”, „Wait For”, „Cosmic Glory” czy „Love Thing”. Naprawdę warto spędzić trochę czasu w urokliwej muzycznej krainie tworzonej przez Ju-Ara.

    Morgen Noi opublikowało materiał na Bandcampie. Album udostępniono jedynie w wersji elektronicznej w formie „buy now – name your price”. „Day Out” promują dwa single – „Get On” oraz „Mint Flavor” w remiksie Lupida Ocampo. Oprócz tego pojawiło się także video nakręcone do teasera całego wydawnictwa. Pomimo tego iż Ju-Ar nagrał projekt przeznaczony głównie na błogie wiosenne i letnie lenistwo, nie oznacza to, że tegoroczny materiał nie sprawdzi się też w innych porach roku. Wręcz przeciwnie, „Day Out” wprowadzi dużo ciepła na nadchodzące chłodniejsze jesienne dni.

    Tracklista

    1. Shine On
    2. Get On
    3. Searchin
    4. What It Is
    5. Mint Flavor
    6. If You Want This
    7. Wait For
    8. Blue Mosque (Skit)
    9. So Good
    10. Recurrent Pulses
    11. Cosmic Glory
    12. Broken Chords
    13. A While
    14. Love Thing
    15. Same Frequency (Outro)
    16. Mint Flavor (Lupid Ocampo Remix)
  • Budamunk & Joe Styles z nową odsłoną sagi BudaStyles – Soul Quest

    Budamunk & Joe Styles z nową odsłoną sagi BudaStyles – Soul Quest

    4–5 minut

    Azja Południowo-Wschodnia przywodzi na myśl wiele pozytywnych aspektów związanych z kulturą hip hopową. Szaleni i niezwykle utalentowani południowokoreańscy i japońscy bboye, producenci o charakterystycznym stylu czy zwariowani DJ’e odnoszący sukcesy na całym świecie, to tylko jedna strona medalu. Do tego należy wymienić szereg koncernów elektronicznych, bez których trudno byłoby wyobrazić sobie kształt muzyki hip hopowej, jak również liczne wytwórnie płytowe publikujące wydawnictwa różnych artystów oraz świetnie zaopatrzone sklepy płytowe posiadające w sprzedaży pełno białych kruków. Południowoazjatycki rynek fonograficzny rządzi się własnymi prawami, przez co masa świetnej muzyki nie jest praktycznie wcale promowana na pozostałych kontynentach. Na szczęście ten los nie spotkał płyty „Soul Quest” duetu związanego zarówno z Tokiem, jak i Los Angeles, Budamunka i Joego Stylesa.

    W przeszłości raz za razem dochodziło do współpracy pomiędzy japońskimi a amerykańskimi wykonawcami (także wydawcami). Piękne tradycje rozpoczęte w latach 90.tych przez DJ’a Krusha, DJ’a Hondę i innych twórców z powodzeniem kontynuują Budamunk (producent) i Joe Styles (raper/producent). Wspólne ich korzenie sięgają powstaniu The Keentokers Crew, które współtworzą też DJ Duel i OYG (formacja uraczyła 3 lata temu słuchaczy płytą „The Fresh Speech”). Natomiast jeszcze wcześniej bohaterowie tego artykułu zdążyli zrealizować debiutanckie LP. Właśnie 5 lat temu po dwóch EP-kach duet wydał pierwszą płytę, „Budastyles Classics”. Wydawnictwo opublikowane przez Jazzy Sport rozpoczęło serię projektów Japończyka i Amerykanina. Następne lata przyniosły kolejne materiały BudaStyles„Lost Budamunk Files For Joe Styles”, „Blunted Monkey Fist 2”, „The Remix EP” oraz „From LA To Tokyo” docenili w głównej mierze gorący zwolennicy boom-bapowych nagrań oraz sympatycy rapu o stricte undergroundowym posmaku. Obaj twórcy wchodzą też w skład kolektywu Soul Jugglerz, stanowiąc przy tym integralną część tego crew.

    Oprócz wspólnych sesji nagraniowych Budamunk i Joe Styles mają na swoich kontach solowe wydawnictwa, a także nagrania z innymi wykonawcami. Aktywniejszą połową duetu jest przedstawiciel Nippon. Tokijski beatmaker zebrał liczne pochwały za „Buda Session: The Mixtape”, „Buda Session EP”, „Smoke Deep EP”, „Mokstrumentals Volume 1-2”, „Resolute Dragon Beat Tape” i wydane w zeszłym roku „Boom Bap Theory”. Japoński artysta pokazał swoje nieprzeciętne umiejętności również na płytach zrealizowanych w kooperacji z Dr. Oopem („Black Love Oriented”), 16Flipem („Dusty Ample Beat Tape Vol.1”), Issugim („Get Ready EP”) oraz Takumim Kaneko i Mimismoothem („First Jam Magic”).

    Dyskografia Joego Stylesa wypada ubożej w porównaniu z Budamunkiem, ale mieszkaniec Los Angeles wcale nie ma się czego wstydzić. Twórca z Miasta Aniołów rozpoczął wydawanie muzyki ponad dekadę temu. Na początku poprzedniej dekady ukazała się jego pierwsza płyta, „Melodical Era”. Po dłuższej przerwie amerykański artysta wypuścił w 2012 roku album „Elevation Music”. W ub.r. dorzucił do tego „Goodbye Darkness Hello Light”, zaś w maju br. pojawił się w obiegu jego kolejny materiał, „The Cold War”. Po tym wydawnictwie Joe Styles postanowił zrealizować wraz ze swoim japońskim przyjacielem kolejny longplay. „Soul Quest” odbiega nieco od dotychczasowych nagrań duetu, odsłaniając bardziej melodyczną i ciepłą stronę ich muzyki.

    Wydaniem materiału na rynku azjatyckim zajęło się Jazzy Sport. Natomiast światowa premiera płyty odbyła się 16 września za sprawą Delicious Vinyl. Amerykańskiemu labelowi należą się gromkie brawa za doprowadzenie do ogólnego dostępu do tego longplaya. Sympatycy twórczości Budamunka i Joego Stylesa z pewnością są za to niezmiernie wdzięczni. Jak już wspomniałem, tym razem BudaStyles postanowiło skompletować bardziej urozmaicony i ciekawszy materiał. Przy pracy nad „Soul Quest” sięgnęli oni po szeroki zakres muzycznych inspiracji. W ten sposób na ich nowym albumie otrzymaliśmy utwory oparte o jazz, neo-soul, R’n’B, które mieszają się z klasycznymi brzmieniami hip hopowymi. Joe Styles znakomicie odnalazł się na melodycznych i soulfulowych beatach. Raper pokazał szeroki wachlarz umiejętności, dobrze wypadając również w zestawieniu z wokalistkami. Wysoką estetykę utworów z wrześniowego longplaya najlepiej odczuć po „Feelin You”, „Your Love”, „Soul Music”, „I Am Not Afraid” oraz „Universal Love” (wszystkie tracki sprawdzają się na romantyczne chwile z drugą połówką). Wszystko to dało w rezultacie klasowe wydawnictwo udanie i skrzętnie łączące ze sobą różne nurty muzyczne. Wyprawa do wnętrza duszy każdego odbiorcy podana ze smakiem.

    Joe Styles opublikował pełen album na Bandcampie. Wydawnictwo ukazało się w wersji elektronicznej i kompaktowej. „Soul Quest” promują trzy single, do których nakręcono również klipy. Obrazy powstały do „BudaStyles Part 2”, „Your Love” oraz „Jazz Cafe Pt. 2”. Całość uzupełnia krótki video wywiad, w którym artyści opowiadają o koncepcji LP. Dzięki wysiłkom włożonym przez Delicious Vinyl w ogólnoświatową dystrybucję tego LP jeden z lepszych materiałów ostatnich tygodni jest dostępny bez żadnych przeszkód dla każdego odbiorcy.

    Na koniec wypada wspomnieć, że produktywni artyści wypuścili niedawno nowe wydawnictwa. Budamunk opublikował w październiku solowy projekt „The Awakening”, zaś Joe Styles wydał wspólną płytę z Maticiem, „Timeless”. O tych materiałach innym razem na łamach naszej strony.

    Tracklista

    1. Soul Quest (prod. Budamunk)
    2. BudaStyles Part 2 feat. DJ IQ (prod. Budamunk, co prod. Ill Sugi)
    3. Your Love feat. Botni Applebum (prod. Budamunk)
    4. Ms. Mahogany (Instrumental) [prod. Budamunk]
    5. Apologies (prod. Budamunk)
    6. Indestructable feat. Medina (prod. Joe Styles)
    7. Music is Me feat. Allison Jones (prod. Budamunk)
    8. Feelin You feat. Botni Applebum (prod. Joe Styles)
    9. Soul Music (prod. Budamunk, co prod. Ill Sugi)
    10. Passionate feat. Cora Scott (prod. Budamunk)
    11. I Am Not Afraid feat. Cora Scott (prod. Joe Styles)
    12. Celebration (prod. Joe Styles)
    13. Jazz Cafe Pt. 2 (Instrumental) [prod. Budamunk]
    14. In Love With Music (prod. Budamunk)
    15. Universal Love feat. Allison Jones (prod. Joe Styles)
  • Def Dee z nową płytą – Deja Vu

    Def Dee z nową płytą – Deja Vu

    3–5 minut

    Redefinition Records należy obecnie do jednych z najważniejszych niezależnych oficyn wydawniczych. Label z siedzibą w New Jersey doceniają głównie koneserzy muzyki hip hopowej i kolekcjonerzy płyt winylowych. Damu The Fudgemunk wraz z Johnem Notafrancesco dokładają wszelkich starań do tego, aby każdy projekt wypuszczany przez REDEF nie zawodził słuchaczy. Pomimo tego iż dewiza tej wytwórni płytowej brzmi „jakość ponad ilość”, to w tym roku ukazało się już naprawdę sporo przednich materiałów sygnowanych logiem amerykańskiej oficyny wydawniczej. Właśnie dzięki temu labelowi Klaus Layer, Kev Brown, K-Def, Damu The Fudgemunk, Artifacts czy Raw Poetic dopisali do swoich kont kolejne płyty. We wrześniu pojawiła się w obiegu nowego nabytku REDEF – Def Dee. Producent rodem z Seattle niedawno wypuścił longplay zatytułowany „Deja Vu”.

    Stolica stanu Waszyngton, Seattle, może poszczycić się rozbudowaną i urozmaiconą sceną hip hopową. Wśród wielu przedstawicieli tamtejszego środowiska znajdziemy też bohatera tego artykułu. Def Dee posiada spory potencjał, który zdążył już ujawnić na kilku mniejszych i większych projektach. Beatmaker młodego pokolenia prowadzi działalność wydawniczą od końca poprzedniej dekady. Po pierwszym poważnym przedsięwzięciu, wspólnej płycie z raperem La„Gravity”, tym artystą zainteresowało się dobrze znane Mello Music Group. Jego współpraca z tą uznaną wytwórnią płytową szybko doszła do skutku.

    W kwietniu 2011 roku dzięki MMG ukazał się beat tape producenta, „Cheap Hate”. Wydawnictwo opublikowane przed 3 laty przyniosło 29 ścieżek utrzymanych w duchu Złotej Ery rapu. Def Dee zaprezentował styl czerpiący garściami ze Złotej Ery rapu ze wpływami twórców z Seattle – Jake One’a i Sabziego – uzupełnionych o jego autorskie rozwiązania. Na następny materiał beatmakera trzeba było czekać do stycznia 2013 roku. Wtedy to ukazała się wspólna EP-ka tego twórcy i rapera Zara, „Zulu Delta”. Wydawnictwo wprowadzało do pierwszego oficjalnego longplaya artysty, „33 and a Third”. Album wypuszczony w trakcie ubiegłorocznych wakacji łączył w sobie elementy kompilacji oraz płyty producenckiej. Def Dee pokazał więcej niż poprawny warsztat i jedynie można żałować, że po ten materiał sięgnęło tak niewielu odbiorców. Jednak producent nie załamywał rąk i zabrał się do dalszej pracy, czego efektem jest longplay „Deja Vu”, który stanowi kolejny krok do przodu w jego rozwoju.

    Album beatmakera z północno-zachodniej części USA trafił na półki sklepowe 2 września. Przed opublikowaniem materiału mieszkaniec Seattle zmienił wydawcę, zamieniając Mello Music Group na Redefinion Records, co w jego przypadku było słusznym wyborem. Wrześniowa płyta zawiera zarówno stricte instrumentalne utwory, jak i tracki powstałe przy udziale Emcees. Def Dee wypada z jak najlepszej strony w obu rolach. W nagraniach na „Deja Vu” czuć autorskie elementy oparte o co najmniej poprawny sampling oraz umiejętność tworzenia bujających beatów. Ponadto nie stara się on kopiować innych współczesnych kompanów po fachu, co można wyłapać nawet po pobieżnym zapoznaniem się z jego nagraniami. „C’Mon Now”, „Church” i „Pay More Attention” stanowią udane instrumentalne ścieżki. Muzyka przedstawiciela stanu Waszyngton nabiera dodatkowego smaku, kiedy współpracuje on z raperami. One Be Lo świetnie odnajduje z nim wspólny język w „Toss N Turn”, Roc Marciano dorzuca zwrotkę w „Marciano”, zaś El Da Sensei nie spuszcza z tonu w „Yeah”. W połowie płyty trafiamy na „New Burners”, w którym wzajemnie uzupełniają się Blu, La oraz Flex Mathews. Wydawnictwo zamyka lekki i ulotny track nagrany z Raw Poeticiem„Beau”. W przyszłości Def Dee powinien bez większych przeszkód tworzyć jeszcze bardziej klimatyczne nagrania, nieważne czy z udziałem gości czy też nie.

    Redefinition Records umieściło album na Bandcampie. Oprócz wydania elektronicznego „Deja Vu” można nabyć na płytach winylowych. Pierwszy projekt Def Dee wypuszczony przez REDEF jest promowany kilkoma singlami – „Beau”, „Toss N Turn”, „Yeah” oraz „C’Mon Now”. Do trzeciego z tych tracków dołożono też videoclip przedstawiający proces powstawania winyli (sic!). Teledysk nakręcono również do ostatniego z ww. nagrań. Po opublikowaniu tegorocznego materiału beatmaker nie ma czego wstydzić się względem bardziej uznanych artystów z lokalnej sceny hip hopowej z Seattle. Przydałoby się tylko, żeby więcej serwisów muzycznych i słuchaczy doceniło warsztat tego twórcy, o czym już wspominałem przy okazji artykułu o „33 and a Third”.

    Aktualizacja: Po zamknięciu Redefinition Records lwia część katalogu tej wytwórni rozpłynęła się. Jedynymi śladami po działalności twórców związanych z tym labelem są pozostałe nagrania na YouTube i wersje fizyczne poszczególnych materiałów, w tym „Deja Vu”.

    Tracklista

    1. The Host (Intro)
    2. Place Your Bet (Instrumental)
    3. C’Mon Now (Instrumental)
    4. Church (Instrumental)
    5. We Back (Interlude)
    6. Marciano feat. Roc Marciano
    7. New Burners feat. Blu, La & Flex Mathews
    8. My Own Category feat. Damu The Fudgemunk
    9. Pay More Attention (Instrumental)
    10. Toss N Turn feat. One Be Lo
    11. Yeah feat. El Da Sensei
    12. Beau feat. Raw Poetic
  • Black Milk prezentuje kolejny solowy album – If There’s A Hell Below

    Black Milk prezentuje kolejny solowy album – If There’s A Hell Below

    3–5 minut

    We wstępie do kolejnego artykułu chciałbym dokonać szybkiego przeglądu niezależnej sceny hip hopowej. Zajmijmy się najbardziej poważanymi wykonawcami prowadzącymi działalność od nastu lat, którzy są poważani w undergroundzie i mainstreamie. W tym miejscu należy wymienić głównie twórców pokroju Atmosphere, Brothera Aliego, Madliba, Aesop Rocka, Sage Francisa, MF Dooma, RJD2, The Roots, Dilated Peoples, Taliba Kweliego czy też Mursa. Wszyscy ww. artyści mogą pochwalić się wieloletnim stażem i piękną dyskografią; każdy z nich to ikona hip hopu. Obok nich można również wyróżnić szereg twórców posiadających wszelkie predyspozycje ku temu, aby w niedalekiej przyszłości wspiąć się w hip hopowej hierarchii o szczebel wyżej. Black Milk jest jedną z takich osób. Najnowsza płyta reprezentanta Random Axe, „If There’s A Hell Below”, to dowód jego dużej klasy muzycznej.

    Artyści z Detroit wyrobili sobie mocną pozycję nie tylko na amerykańskiej scenie hip hopowej, ale także w oczach mieszkańców innych państw. Curtis Cross przyczynił się do osiągnięcia tego statusu. W przyszłym roku minie już 10 lat od premiery pierwszej płyty Black Milka, „Sound of the City”, a wydawałoby się, iż ten twórca dopiero niedawno wkroczył do branży. Właściwie każde solowe wydawnictwo rapera/producenta z Mo-Town i kolaboracyjne projekty z innymi artystami są co najmniej porządnie oceniane w środowisku muzycznym. Przez blisko dekadę działalności wydawniczej wykonawca ten zapisał na swoim koncie pokaźną liczbę materiałów. „Popular Demand”, „Tronic”, „Album of the Year” i ubiegłoroczne „No Poison No Paradise” były szeroko omawiane przez serwisy muzyczne na całym świecie. Również wiele miejsca poświęcono jego płytom nagranym odpowiednio z Bishopem Lamontem („Caltroit”) i Dannym Brownem („Black And Brown!”), a także wspólnemu przedsięwzięciu z Seanem Price’em i Guilty SimpsonRandom Axe.

    Po wydaniu w październiku ub.r. „No Poison No Paradise” Black Milk skupił się na rozwoju własnego labelu o zapadającej w pamięć nazwie Computer Ugly. Jeszcze pod koniec 2013 roku wydał on EP-kę wokalistki Mel, „Burning Stones”. Kilka miesięcy później opublikował swoje instrumentalne LP, „Glitches In The Break”, które zrobiło niemałą furorę na scenie hip hopowej. Oba wydawnictwa w wersji fizycznej trafiły do sprzedaży na tegoroczne Record Store Day. Oprócz tego niezależny artysta odbył kilka tras koncertowych i pomiędzy tym wszystkim przygotowywał się do wypuszczenia kolejnego albumu zapowiedzianego na jesień. „If There’s A Hell Below” to jedna z najbardziej oczekiwanych premier płytowych ostatnich tygodni.

    Przedsprzedaż płyty rozpoczęła się jeszcze w trakcie ubiegłych wakacji. W dystrybucji wydawnictwa pomogło dobrze kojarzone Fat Beats Records. Co kryje się za zagadkowym tytułem najnowszego dzieła Black Milka? Założyciel Computer Ugly na tym projekcie naszkicował historię odnoszącą się do singla Curtisa Mayfielda, „If There’s a Hell Below We’re All Going to Go”. W tym celu artysta stworzył fikcyjną postać Sonny’ego Jr., młodego twórcy stawiającego czoło problemom dotyczącym życiu w wielkich aglomeracjach miejskich i oddanego przy tym sztuce. Wszystkie utwory zgromadzone na longplayu zgrabnie łączą się w całość i opowiadają o perypetiach tego bohatera widzianych z jego własnej perspektywy oraz z punktu widzenia osób trzecich. Sprowadza się do tego, iż każdy słuchacz po co najmniej kilkakrotnym zapoznaniu się z płytą (to nie jest wydawnictwo na pobieżne przesłuchanie), powinien odpowiedzieć sobie na pytanie „If There’s A Hell Below”? Black Milk umiejętnie sprawdza się w roli narratora i architekta longplaya. Urozmaicona produkcja i dobrze przygotowana warstwa tekstowa LP są największymi atutami krążka. Z drugiej strony, artysta wypada lepiej w roli producenta, aniżeli rapera, co w niektórych momentach można wyłapać. Gościnnie na tym wydawnictwie usłyszymy Mel, Ab, Blu, Pete Rocka (o dziwo w porządnej formie), Gene Obey, Buna B oraz Guilty Simpsona i Seana Price’a.

    „If There’s A Hell Below” znajdziecie na niezawodnym Bandcampie. Album trafił do obiegu w wersji digitalowej i fizycznej (płyty CD i winyle). O zainteresowaniu tym materiałem najlepiej świadczy fakt, iż płyty kompaktowe i winylowe rozeszły się za pośrednictwem BC i oficjalnej strony Black Milka jeszcze w przedsprzedaży. Projekt promują dwa singlowe nagrania – „What It’s Worth” oraz „Gold Piece”. W dniu premiery longplaya ukazał się minimalistyczny klip nakręcony do pierwszego z tych utworów. Czołowy przedstawiciel sceny hip hopowej z Detroit może być pewny tego, iż jego nowe LP dotrze do szerokiego grona słuchaczy.

    Tracklista

    1. Everyday Was feat. Mel
    2. What It’s Worth
    3. Leave The Bones Behind feat. Blu & Ab
    4. Quarter Water feat. Pete Rock
    5. Hell Below feat. Gene Obey
    6. Detroit’s New Dance Show
    7. Story and Her
    8. All Mighty
    9. Scum feat. Random Axe
    10. Gold Piece feat. Bun B
    11. Grey For Summer
    12. Up & Out
  • Context & Jimmy Flipshyt prezentują swoje nagrania

    Context & Jimmy Flipshyt prezentują swoje nagrania

    3–5 minut

    Od lat australijska scena hip hopowa zachwyca tysiące osób. Twórcy z Krainy Kangurów wyróżniają się na tle wykonawców pochodzących z innych krajów głównie za sprawą swojego autorskiego podejścia do nagrywania muzyki. Właśnie dzięki temu sporo artystów z największej wyspy świata wybiło się i zrobiło międzynarodowe kariery. Hilltop Hoods, Bliss n Eso, Brad Strut, M-Phazes, Def Wish Cast czy też Katalyst otwierają listę najbardziej uznanych przedstawicieli hip hopowych z tej części świata. Oprócz tego Australia może pochwalić się licznymi undergroundowymi raperami i producentami, którzy również odnoszą sukcesy daleko poza granicami swojego kraju. Do wcześniej prezentowanych na łamach naszego serwisu reprezentantów Aussie dołącza teraz duet Context & Jimmy Flipshyt. W ostatnich kilkunastu miesiącach wydali oni dwie dobre EP-ki – „The Shadows” i „Fire In The Basement”.

    W ostatnich latach całkiem pokaźne grono australijskich wykonawców pokazało się z jak najlepszej strony. Bohaterów dzisiejszego artykułu należy umieścić w tym zestawieniu. Context (Emcee) & Jimmy Flipshyt (producent) współpracują ze sobą od kilku lat. W pierwszym okresie swojej działalności mieszkańcy Canberry nagrali dwa projekty – „The Dusty  Track Mixtape” oraz „The Monkey Bars EP”. Wydane materiały pozwoliły im zaistnieć na lokalnej scenie hip hopowej, co pociągnęło za sobą serię koncertów duetu. W dalszej kolejności artyści podjęli współpracę z oficyną wydawniczą Beat Basement Records przygotowując się przy tym do wypuszczenia kolejnych płyt. W oczekiwaniu na pierwsze w pełni oficjalne dzieło Australijczyków w listopadzie 2012 roku Jimmy Flipshyt wydał instrumentalne LP „The Jimmy Flipshyt Beat Tape”. Po tym wydawnictwie przyszła kolej na „The Shadows”. Przygotowany przez nich projekt trafił do szerszego obiegu.

    Płyta Australijczyków ujrzała światło dzienne w kwietniu zeszłego roku. Duet ze stolicy Krainy Kangurów obraca się w stylistyce przynoszącej ducha lat 90.tych w połączeniu z undergroundowymi standardami. Tradycyjne metody tworzenia muzyki artyści uzupełnili autorskimi pierwiastkami kojarzonymi ze specyfiką australijskiej sceny hip hopowej. Context operuje wypracowanym i dobrym flow; raper nie próbuje na siłę przypodobać się słuchaczom i nie zmienia swojego akcentu, co zdarza się w przypadku niektórych Emcees z tego regionu świata. Pewność siebie i sprytnie przygotowana warstwa tekstowa na „The Shadows” rzuca się w uszy szczególnie w „Big Dog” oraz „Done and Dusted”. Jimmy Flipshyt stanowi świetne dopełnienie swojego partnera muzycznego. Beatmaker siedzi głęboko w szkole producenckiej opartej o klasyczne brzmienie Złotej Ery rapu. Jednak producent nie powiela uparcie wybranych schematów lecz dba o odpowiednią selekcję sampli, dopasowanie stopy i werbli starając się nadać całości własną formę. Gospodarzy EP-ki wspomagają Anton, Oneselv oraz Stateovmind.

    „The Shadows” opublikowano na Bandcampie. Dzięki ww. współpracy z Beat Basement Records wydawnictwo doczekało się też wydania na limitowanej edycji płyt kompaktowych. W ramach kampanii promocyjnej Context & Jimmy Flipshyt wypuścili teledyski do singli „Down” oraz „Big Dog” (uroczy videoclip).

    Tracklista

    1. Down
    2. Big Dog feat. Anton
    3. The Shadows feat. Oneselv & Stateovmind
    4. Interlude
    5. Lost Soldier
    6. Done and Dusted
    7. Sidewalk

    Po udanym ubiegłorocznym wydawnictwie australijski duet miał jeszcze większy zapał i chęci do dalszej pracy w studiu nagraniowym. Po ponad roku od wydania „The Shadows” Context & Jimmy Flipshyt wypuścili kolejny tłusty materiał. „Fire In The Basement” (kapitalna okładka) to jeszcze bardziej dopracowana płyta w porównaniu do poprzedniej płyty tych twórców. Ponownie wspierani przez Beat Basement Records i Capslock Collective artyści oddali do rąk słuchaczy EP-kę zawierającą 9 ścieżek. Boom-bapowe brzmienie w ich wydaniu nie jest wtórne, nie razi przewidywalnością i wypada znacznie lepiej od warstwy muzycznej niejednego bardziej znanego od nich wykonawcy. Pomiędzy Contextem a Jimmym Flipshytem panuje chemia i harmonia, obaj twórcy dokładnie wiedzą, co i w jaki sposób chcą osiągnąć. Pomagają im w tym BVA, P.Smurf, Sinks, Stateovmind, Mattrix oraz Dane One, którzy wypadają co najmniej poprawnie w poszczególnych utworach na tej płycie. Utwory pokroju „Just Listen”, „Normal Life”, „Incomparable” czy też tytułowe nagranie z EP-ki stanowią wystarczającą zachętę, aby spędzić trochę czasu przy muzyce tych artystów.

    „Fire In The Basement” można odsłuchać i/lub nabyć za pośrednictwem Bandcampa. Drugi projekt duetu z Krainy Kangurów ukazał się w wydaniu elektronicznym i fizycznym (płyty kompaktowe i winylowe). Jako single promujące materiał wybrano „Incomparable”, a także tytułowe nagranie pochodzące z tego longplaya, do którego dołożono także teledysk. Wszystko wskazuje też na to, że w przyszłości otrzymamy jeszcze wiele wartościowych nagrań od Contexta & Jimmy’ego Flipshyta, czego sobie i Wam życzę.

    Tracklista

    1. Fire In The Basement
    2. Just Listen feat. Mattrix & Stateovmind
    3. Mirror Mirror feat. P.Smurf
    4. Normal Life
    5. Jump
    6. Incomparable feat. BVA & Sinks
    7. Snakes feat. Dane One
    8. Have You Heard?
    9. Smokey (Outro)
  • CYNE powraca z albumem All My Angles Are Right

    CYNE powraca z albumem All My Angles Are Right

    3–5 minut

    W ub.r. odnotowaliśmy liczne nowe wydawnictwa liczących się przedstawicieli niezależnego hip hopu sprzed lat. W trakcie 2013 roku ze świeżymi płytami powróciło wielu kultowych twórców rozpoczynających swoje kariery muzyczne naście lat temu. Deltron 3030, Quasimoto, Binary Star, R.A. The Rugged Man, The Procussions, Supastition i inni zaprezentowali po latach swoje kolejne nagrania. Warto też dodać, że większość z nich pokazała się z jak najlepszej strony. W tym roku mamy do czynienia z mniejszą liczbą powrotów artystów, aczkolwiek również odnotowaliśmy kilka udanych projektów przypisanych do tej kategorii. W połowie marca odbyła się premiera długo oczekiwanego nowego LP amerykańskiej formacji CYNE. „All My Angles Are Right” skupiło na sobie uwagę sporego grona słuchaczy.

    Jeżeli miałbym pokusić się o stworzenie rankingu najbardziej zasłużonych niezależnych artystów, to Cultivating Your New Experience (świetne rozwinięcie nazwy zespołu) znalazłoby się w ścisłej czołówce. Grupę wywodzącą się z położonego na Florydzie Gainesville można postawić w jednym rzędzie z People Under The Stairs, Atmosphere, J-Live’em, Sage Francisem czy Blackalicious i nie będzie to wcale przesada. Jako jedna z nielicznych grup, CYNE wykształciło charakterystyczny i niepodrabiany styl, który od początku cechuje ich nagrania. Od wielu lat ich pierwsze wydawnictwa – „Time Being”, „Evolution Fight”, „Growing” oraz „Running Water” – uznaje się za kultowe i wręcz niedoścignione dzieła. Również dużo pozytywów można skierować pod adresem późniejszych wydawnictw formacji – „Grey Matter”, „Pretty Dark Things” i „Water for Mars”. Utwory pokroju „First Person”, „400 Years Revisited”, „Evolution Fight” czy „Arrow Of God” nadal urzekają słuchaczy i na stałe weszły do kanonu undergroundowych nagrań, które powinien każdy kojarzyć.

    Sekret grupy tkwi w idealnej wręcz chemii pomiędzy jej członkami. Przez lata dwaj raperzy – Akin Yai i Cise Star – znakomicie odnajdywali się na pokładach tworzonych przez duet producentów – Specka i Enocha. Obaj Emcees zostali docenieni przede wszystkim w amerykańskim undergroundzie i w Japonii, co doprowadziło do późniejszej współpracy z Nujabesem, Uyamą Hiroto czy też dobrze znaną oficyną wydawniczą Goon Trax. W ostatnich latach działalność CYNE była ograniczona. Stało się tak ze względu na odejście z grupy Akina Yaiego (w listopadzie 2012 ukazała się jego solowa płyta „Nomadic”) i brak jasnych ustaleń dotyczących dalszej przyszłości. W grudniu 2011 roku do sieci trafiła kompilacja „Wasteland Vol. 1”, która została entuzjastycznie odebrana przez niejednego odbiorcę. Bez dwóch zdań zachęciło to Cise Stara, Specka i Enocha do kontynuowania wspólnej drogi. Jednak na następny pełnoprawny album należało zaczekać aż do pierwszego kwartału tego roku. Wtedy to właśnie „All My Angles Are Right” ujrzało światło dzienne.

    Promocja materiału rozpoczęła się na kilka miesięcy przed jego premierą. Pierwszy oficjalny singiel zapowiadający LP – „Tears For Uriah” – pokazał, że CYNE szykuje się do wielkiego powrotu. Jeszcze przed premierą płyty zespół udzielił się na kompilacji swojej macierzystej wytwórni płytowej Hometapes, „A Ride To Anywhere”, dorzucając na ten projekt utwór „Mistletoe”. Wszystko wyglądało obiecująco, co też spowodowało, że premiery „All My Angles Are Right” wypatrywało wielu słuchaczy. Materiał opublikowany 18 marca spełnił oczekiwania zdecydowanej większości odbiorców. Doświadczona florydzka formacja udowodniła, iż potrafi korzystać ze zdobytego doświadczenia w czasie ponad dekady aktywności na scenie muzycznej prezentując równy i stojący na wysokim poziomie longplay. Największą zagadką pozostawało to, jak Cise Star wypełni lukę po Akin Yaim. Już po pierwszych utworach zgromadzonych na tym wydawnictwie („Sunglasses After Midnight” dobitnie podkreśliło jego warsztat) można było odczuć, iż stanął on na wysokości zadania, nawiązując przy tym do złotych czasów CYNE. Również o produkcji Specka i Enocha nie można powiedzieć ani złego słowa. Duet beatmakerów zaprezentował warstwę muzyczną zawieszoną pomiędzy klasycznymi formami hip hopowymi kojarzonymi z undergroundem a nowoczesnymi elementami, które spokojnie mogłyby pojawić się w utworach mainstreamowych artystów. Cultivating Your New Experience pokazało, w jaki sposób należy tworzyć współczesne płyty ściśle związane z niezależną stroną rapu. Właśnie takie grupy zasługują na największy szacunek mediów, słuchaczy i pozostałych artystów, którzy mogliby od Cise Stara, Specka i Enocha pobierać lekcje.

    Wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa. Wersja elektroniczna i fizyczna (płyty kompaktowe i winylowe) albumu jest dostępna w sprzedaży również na BC. „All My Angles Are Right” promuje kilka singli – „Tears For Uriah”, „Avians” oraz „Firefights”. Do tego pierwszego nagrania powstał też teledysk (dodatkowo ukazało się promo video całego longplaya). Powrót CYNE to jedna z największych pozytywnych niespodzianek pierwszego półrocza 2014. Wszystko wskazuje na to, że „All My Angles Are Right” znajdzie się na wysokim miejscu niejednego podsumowania tego roku.

    Tracklista

    1. Attics
    2. Avians
    3. Tears For Uriah
    4. Sunglasses After Midnight
    5. Fine Prints
    6. In Between Kingdoms
    7. Ancient Audio
    8. Plato’s Cave
    9. Poison
    10. Carousels
    11. Null
    12. Heaven Is A Hologram
    13. Spaces
    14. Embers
    15. Firefights
  • Drugi album Diamond District – March On Washington

    Drugi album Diamond District – March On Washington

    3–5 minut

    W trakcie trwającej jesieni nie brakuje zajmujących premier płytowych. W czasie minionych kilku tygodni na półki sklepowe trafiła pokaźna liczba nowych produkcji. Przeglądając niedawno wypuszczone projekty bez problemu wyróżnimy kilka przyciągających uwagę pozycji. Pod koniec września ujrzały światło dzienne kolejne materiały Paula White’a („Shaker Notes”) i milo („a toothpaste suburb”); otrzymaliśmy też wspólne LP Tokiego Wrighta & Big Catsa („Pangea”). Natomiast październik przyniósł wydawnictwa K-Defa & 45 Kinga („Back to the Beat”), Bishopa Nehru & MF Dooma („NehruvianDOOM”), Flying Lotusa („You’re Dead!”), DJ’a JS-1 („It Is What It Isn’t”) czy AOTP („Heavy Lies The Crown”). Obok wszystkich tych płyt doczekaliśmy się wreszcie drugiego longplaya Diamond District – „March On Washington”.

    Amerykańska wytwórnia płytowa Mello Music Group od początku działalności jest ściśle związana z osobą Oddiseego. W pierwszych latach istnienia MMG szalenie utalentowany artysta ze stolicy USA wypuścił serię swoich wydawnictw, wśród których znalazła się debiutancka płyta formacji tego rapera/producenta – Diamond District. Amir Mohamed wspólnie z yU i Uptownem XO nagrał kapitalny longplay, „In The Ruff”. Projekt wypuszczony jesienią 2009 roku okazał się jednym z najświeższych ówczesnych albumów. Materiał zdefiniował na nowo boom-bapowe brzmienie, co zostało podkreślone przy każdej recenzji tego LP uważanego obecnie za współczesny klasyk. Od premiery płyty minęło już 5 lat. Wypada więc zadać pytanie, co w tym czasie porabiali członkowie Diamond District?

    Zdecydowanie najbardziej zapracowany był Oddisee. W ostatnich latach niepozornie wyglądający artysta wyrósł na czołowego przedstawiciela niezależnego hip hopu. Pomiędzy 2010 a 2013 rokiem zapisał on na swoje konto szereg klasowych wydawnictw – „Odd Seasons”, „Rock Creek Park”, „People Hear What They See”, „Tangible Dream” oraz „The Beauty In All”. Dzięki eklektyzmowi i dbałości o każdy szczegół udało mu się zdobyć uznanie mnóstwa odbiorców na całym świecie, do czego przyczyniły się też liczne trasy koncertowe twórcy o sudańskich korzeniach.

    Jego partnerzy z Diamond District nie osiągnęli tego samego poziomu pod względem solowych dokonań, ale nie można im odmówić starań i co najmniej porządnej jakości przedstawianej przez ich projekty. yU otrzymał sporą garść pochwał za dwa longplaye – „Before Taxes” i „the EARN” – po których jednak zamilknął na dłuższy czas. Z kolei Uptown XO opublikował w ub.r, album „Colour de Grey”, który również był kompletowany w branży. Jednak trzeba też przyznać, że mniej znani członkowie DD nadal są niedoceniani w środowisku rapowym i stoją w cieniu Oddiseego. Sytuacja ta powinna chociaż trochę ulec zmianie na ich korzyść po drugim longplayu Diamond District. „March On Washington”. zapowiadano od tak dawna, że niejeden słuchacz już powątpiewał w to, iż ten materiał kiedykolwiek trafi do obiegu. Jak się okazało, warto było cierpliwie czekać na ten krążek.

    Mello Music Group ogłosiło premierę longplaya pod koniec wakacji. Informacje te zostały skrzętnie odnotowane przez niejednego przedstawiciela mediów odliczających dni do wydania materiału. Długo oczekiwane wydawnictwo ujrzało światło dzienne 14 października. Przez ostatnie 5 lat zaszło szereg zmian w branży hip hopowej, co od razu rzuca się w oczy, a raczej uszy, po zapoznaniu się z zawartością „March On Washington”. Diamond District mądrze postąpiło decydując się na oddanie słuchaczom świeżej płyty, rezygnując z powielania brzmienia z „In The Ruff”. Duża zasługa w tym Oddiseego, który kolejny raz potwierdził to, jak niezwykle wszechstronnym jest producentem. W porównaniu do jego solowych projektów widać urozmaiceń i kompletnie innych rozwiązań muzycznych. Dalsza ewolucja brzmienia rozpoczęta na debiutanckim longplayu DD wypadła udanie. Amir Mohamed nie zawiódł też w roli rapera grającego pierwsze skrzypce na LP. Właśnie to on przez większą część albumu nadaje tempo poszczególnym nagraniom i świetnie wywiązuje się z roli frontmana zespołu. yU i Uptown XO również nie zawodzą; nawet można powiedzieć, że momentami wspięli się oni na swój najwyższy poziom. Na całej płycie nie brakuje komentarzy socjologicznych; Emcees poruszają także tematykę bliską każdemu przeciętnemu człowiekowi w dzisiejszych czasach. „First Step”, „The Back Up”, „Say What You Mean” czy „Lost Cause” należą do najlepszych momentów na albumie, aczkolwiek to zjawiskowe i rozbudowane „Ain’t Over” kradnie show i najbardziej zapada w pamięć. „March On Washington” nie jest projektem na miarę kultowego już teraz „In The Ruff” lecz jestem głęboko przekonany, iż również do tego materiału mnóstwo osób będzie wracało po latach.

    Wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa„March On Washington” dostępne w sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe, które pojawią się na rynku 11 listopada). Projekt promuje kilka singlowych nagrań. „Lost Cause” udostępniono do darmowego pobrania na Bandcampie, zaś do „First Step” powstał również videoclip. Diamond District powróciło po 5 latach w dobrym stylu prezentując płytę skierowaną głównie do ukształtowanych słuchaczy.

    Tracklista

    1. March On Washington
    2. First Step
    3. These Bammas
    4. The Back Up
    5. Working Weekends
    6. Purveryors of Truth
    7. A Part Of It All
    8. Say What You Mean
    9. Ain’t Over
    10. Erything
    11. You Had To Be There
    12. Lost Cause
    13. March Off
    14. Bonus Flow
  • Serenity kolejnym wydawnictwem Es-K

    Serenity kolejnym wydawnictwem Es-K

    2–4 minut

    Na początku każdego miesiąca powtarzam sobie, że postaram się wyrównać wszystkie zaległości muzyczne z poprzednich tygodni. Jednak szybko okazuje się, iż wartościowych nagrań, które wcześniej pominąłem jest znacznie większa liczba, przez co najzwyczajniej w świecie nie wiadomo za co zabrać się najpierw. W końcu dochodzi też fakt, iż na co dzień słucham mnóstwo starej muzyki (często poświęcam więcej czasu na płyty sprzed lat niż na współczesne wydawnictwa), co powoduje, że nie jest łatwo odnaleźć się w ogromie różnych płyt i miksów. W najbliższym czasie możecie oczekiwać sporo artykułów o niedawno wydanych materiałach, które musiały odczekać swoje, aby trafić na naszą stronę. W ten weekend ponownie odwiedzamy amerykańską wytwórnię płytową Cold Busted. Nakładem tego labelu ukazała się ostatnio nowa płyta producenta Es-K – „Serenity”.

    Cold Busted współpracuje na co dzień z wieloma artystami z całego świata. Swoich licznych reprezentantów w tym labelu posiadają Stany Zjednoczone. Jednym z twórców związanych z wytwórnią płytową z Los Angeles jest właśnie Es-K (Essential Knowledge). Producent pochodzi z Holandii lecz niemal całe swoje życie spędził w USA. Początkowo mieszkał on w Kansas City, aby następnie przeprowadzić się do położonego w stanie Vermont Burlington. Już jako dziecko przejawiał on zainteresowanie muzyką. Tworzeniem podkładów zajął się  w czasach licealnych, powoli szlifując swoje brzmienie i zawierając znajomości w branży muzycznej. W 2011 roku stał się on członkiem rodziny Cold Busted, odpowiadając za comiesięczną serię „Spontaneous Grooves” (do tej pory ukazały się 22 odsłony tego projektu). W ostatnim czasie Es-K pracował nad swoją płytą producencką. „Serenity” stanowi jego najważniejsze jak do tej pory wydawnictwo.

    Premiera wydania elektronicznego albumu odbyła się w drugiej połowie maja. Natomiast na wersję winylową wydawnictwa trzeba było poczekać do 17 czerwca. Amerykański producent skompletował na longplayu 11 ścieżek, wśród których znajdziemy dwa remiksy autorstwa odpowiednio Central Parksa („Till We Meet Again”) i Mawa- („Breathe”). Lista pozostałych wykonawców obecnych na „Serenity” obejmuje kilka liczących się postaci w środowisku hip hopowym. A.G. (D.I.T.C.), General Steele (Smif-N-Wessun), MC Dialect, C-Rayz Walz, Charmingly Ghetto, DJ Grazzhoppa, Chel Strong, K. Sparks, Fish Grease, M-Dot, S.Dub, Chromadadata oraz Mike Gerbino, to całkiem zacnie wyglądająca lista gości, nieprawdaż? Es-K zatroszczył się o odpowiedniej jakości podkłady dla wszystkich tych artystów. Na jego płycie szczególnie warto zapoznać się z „Who Knew”, „Rest In Peace”, „Next Halloween”, „All I See”, „Devils Pie” i tytułowym trackiem pochodzącym z tego LP. Całość albumu jest utrzymana na dobrym poziomie, wszystkie nagrania są klimatyczne i udanie pasują do tytułu tej płyty.

    Cold Busted opublikowało projekt tradycyjnie na Bandcampie. Jak ww. „Serenity” można nabyć zarówno w wersji elektronicznej, jak i fizycznej. Największym zainteresowaniem cieszą się płyty winylowe, jak również płyty kompaktowe i kasety również znajdują nabywców. Es-K promuje materiał poprzez kilka singlowych nagrań – „Serenity”, „Who Knew” i „Next Halloween”. Oprócz tego w ramach kampanii promocyjnej LP ukazał się remix „Till We Meet Again” w wykonaniu Central Parksa, a także otrzymaliśmy mix wszystkich tracków z tego albumu. Amerykański producent powinien być usatysfakcjonowany odbiorem płyty i wiele wskazuje, że po jego przyszłe nagrania sięgnie jeszcze większe grono odbiorców.

    Aktualizacja: Po 3 miesiącach od premiery została udostępniona instrumentalna wersja LP.

    Tracklista

    1. Serenity feat. A.G. of D.I.T.C. & General Steele
    2. Who Knew feat. MC Dialect
    3. Rest In Peace feat. C-Rayz Walz
    4. Left Behind feat. Charmingly Ghetto
    5. Till We Meet Again feat. DJ Grazzhoppa (Central Parks Remix)
    6. Breathe (Maw- Remix)
    7. Next Halloween feat. Chel Strong
    8. All I See feat. K. Sparks
    9. Devils Pie feat. Fish Grease & Charmingly Ghetto
    10. Reminisce feat. MC Dialect, Charmingly Ghetto, M-Dot, & S.Dub (Chromadadata Remix)
    11. Thank You feat. Mike Gerbino
  • Yarah Bravo wypuszcza Love Is The Movement EP

    Yarah Bravo wypuszcza Love Is The Movement EP

    3–4 minut

    W środowisku hip hopowym często są poruszane tematy dotyczące wizerunku kobiet przedstawianego przez ogół amerykańskich wykonawców. Wszystkie kwestie dotyczącego tego zagadnienia spokojnie mogą posłużyć na odrębny artykuł. Natomiast pochodną tematyką są sprawy związane z damskimi artystkami na scenie hip hopowej. Pomimo tego iż płeć piękna ma swój wkład w rozwój rapu (Roxanne Shante, Salt N Pepa, MC Lyte, Queen Latifah, Lauryn Hill to tylko niektóre przykłady), to wiele osób lekceważy i zupełnie nie docenia Femcees. Szkoda, ponieważ we współczesnej muzyce hip hopowej (pomijając mainstream) można wiele dobrego powiedzieć o różnych twórczyniach z całego świata. Jedną z najlepiej rozpoznawalnych europejskich artystek jest od dawna Yarah Bravo. Wiosną tego roku wypuściła ona długo oczekiwaną nową płytę – „Love Is The Movement EP”.

    Jeżeli śledzicie poczynania europejskich artystek (około) hip hopowych, to postać bohaterki tego artykułu powinna być Wam dobrze znana. Pomimo tego iż dyskografia Yarah Bravo nie jest zbyt pokaźna, to posiada ona wielu fanów w różnych europejskich krajach, w tym w Polsce (w marcu b.r. wystąpiła ona na festiwalu Underground/Independent w Białymstoku, zaś w czerwcu odwiedziła Warszawę). W takim razie skąd bierze się tak duże zainteresowanie ludzi wokalistką o korzeniach południowoamerykańskich? Ano wszystko za sprawą jej doskonałych występów na żywo, w trakcie których potrafi świetnie porwać publiczność. Koncerty z udziałem Miss B cieszą się sporym powodzeniem i stanowią znak rozpoznawczy tej artystki.

    Poza częstym i gęstym koncertowaniem Yarah Bravo pokazała się z dobrej strony na płytach studyjnych. W pierwszych latach swojej aktywności w branży muzycznej udzielała się ona na ogół na wydawnictwach artystów związanych z Ninja Tune i pozostałymi brytyjskimi wytwórniami płytowymi. W ten sposób poznała ona swojego przyszłego partnera życiowego, DJ’a Vadima. Wraz z nim i Blu Rumem 13 współtworzyła ona formację One Self. Jedyny album wydany w 2005 roku przez tę grupę – „Children Of Possibility” – został dobrze przyjęty przez media i słuchaczy. Pierwsze solowe wydawnictwo twórczyni – „Good Girls Rarely Make History” – trafiło do obiegu w drugiej połowie 2008 roku. Reedycja płyta ujrzała światło dzienne dwa lata później. Od tamtej pory Yarah Bravo bardzo powoli przygotowywała się do wypuszczenia kolejnego materiału. W końcu po dłuższej przerwie otrzymaliśmy od niej „Love Is The Movement EP”. Tytuł EP-ki właściwie oddaje charakter tego projektu.

    Wydawnictwo jest dostępne w sieci od końca kwietnia. Przy wydaniu płyty artystka podjęła współpracę z austriacką wytwórnią Duzz Down San. W ramach kampanii promocyjnej projektu Yarah Bravo odwiedziła 40 miast w 15 krajach, co wydatnie przełożyło się odbiór EP-ki przez jej fanów. „Love Is The Movement EP” to materiał zawieszony pomiędzy nowoczesnymi brzmieniami elektronicznymi, hip hopowymi i neo-soulowymi, a klasyczną stroną tych nurtów muzycznych. Twórczyni wychowana we Szwecji znakomicie balansuje pomiędzy wszystkimi tymi elementami, wprowadzając do swoich nagrań dużo ciepła. W uzyskaniu końcowego efektu pomogli jej producenci (DJ Buzz & Fab Fusion, The Krauts & Miss PlatinumJukebox Champions, DJ Vadim & Kathrin D’boer, TrommelTobi, Hazeem oraz Blueberry). Poszczególne utwory dopieścili cutami Chrisfader i Testa. „I Found Love”, „Double Trouble” czy „Leader” to co najmniej porządne tracki, które zachęcają do zapoznania się z całością EP-ki.

    Projekt znajdziecie na Bandcampie i Soundcloudzie. „Love Is The Movement EP” ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej. Płyty kompaktowe i winylowe trafiło do sprzedaży nakładem Duzz Down San. Wydanie fizyczne EP-ki można nabyć za pośrednictwem Bandcampa i HHV.de (CD i LP). Ponadto można nabyć kolekcjonerskie wersje tego materiału. Yarah Bravo promuje swoje nowe wydawnictwo poprzez singiel „I Found Love” oraz promo video dostępne na YouTube. Wszyscy sympatycy twórczości tej urodziwej artystki zapewne też życzyliby sobie, aby na następną jej płytę nie trzeba było czekać tyle lat.

    Tracklista

    1. I Found Love (prod. DJ Buzz & Fab Fusion)
    2. Double Trouble (prod. The Krauts & Miss Platinum; cuty Chrisfader)
    3. Leader (prod. Jukebox Champions; cuty Chrisfader)
    4. Freedom Fighters (prod. DJ Vadim & Kathrin D’boer)
    5. Carousel (prod. TrommelTobi)
    6. Fire (prod. Miss Ill; cuty Chrisfader)
    7. Hazeem (Hazeem; cuty: Testa)
    8. Fuerza (prod. DJ Vadim)
    9. Push (prod. Blueberry)
  • Tantu wprowadza do świata Language Of Beats

    Tantu wprowadza do świata Language Of Beats

    3–4 minut

    W tym momencie międzynarodowa scena producencka jest niesłychanie rozbudowana. Na przestrzeni ostatnich lat beatmakerzy wiele zyskali w oczach odbiorców i znacznie bardziej otworzyli się na odbiorców spoza swoich rodzimych stron. Europejczycy mocno trzymają się w gronie najciekawszych twórców w tej niszy muzycznej. Wystarczy tylko spojrzeć na Niemcy (Klaus Layer, Suff Daddy, Figub Brazlevic, Dexter), Francję (20syl, Al’tarba, Astronote, Mr.Troy), Wielką Brytanię (Paul White, Mo Kolours, Eric Lau, Jazz Spastiks) czy Skandynawię (BBZ Darney, The Boomjacks, DJ Akilles, Maw), aby przekonać się o sile beatmakerów ze Starego Kontynentu. A to przecież jedynie garstka z zdolnych artystów rodem z Europy. Do tej listy wypada dopisać holenderskiego producenta Tantu, który wydał w czerwcu nową płytę, „Language Of Beats”.

    Bohater tej publikacji jest kolejnym europejskim twórcą, który gości na łamach naszego serwisu. Co prawda holenderski artysta nie jest zaliczany do czołówki europejskiej sceny producenckiej, ale przy dalszej ciężkiej pracy i łucie szczęścia, ta sytuacja powinna niebawem zmienić się na jego korzyść. Tantu tworzy muzykę od 2008 roku. Beatmaker do swoich największych inspiracji zalicza RJD2, DJ’a Premiera, J Dillę czy M-Phazesa.

    W pierwszych latach mieszkaniec Utrechtu wyrabiał swoje brzmienie, powoli szykując się przy tym do wydania debiutanckiego materiału. Pierwszy raz udostępnił swoją twórczość około 4 lata temu, znajdując uznanie w oczach niszy słuchaczy. Po kolejnym roku Tantu zdecydował się na zaprezentowanie premierowego wydawnictwa, „On My Way Beattape”. Na całość tej płyty złożyło się 19 ścieżek utrzymanych w duchu lat 90.tych lecz nie stroniących też od elementów związanych ze współczesnymi brzmieniami. Po opublikowaniu tego instrumentalnego longplaya Holender skoncentrował się na wypuszczaniu pojedynczych utworów do sieci. W ten sposób uzyskał on całkiem spore grono sympatyków i nawiązał kontakty z innymi twórcami. Producent długo przygotowywał się do wydania drugiego pełnego albumu. Jak się okazuje, warto było czekać na „Language Of Beats”, gdyż to naprawdę udany materiał.

    Pierwsze utwory, które znalazły swoje miejsce na tym LP, powstały grubo ponad rok temu. Premiera wydawnictwa odbyła się 21 czerwca i trzeba przyznać, że holenderski wykonawca wykonał duży krok do przodu w porównaniu do „On My Way Beattape”. W porównaniu do nagrań z pierwszej płyty na „Language Of Beats” mamy do czynienia z bardziej rozbudowanymi utworami, które nie powinny być określane mianem tylko zwykłych beatów. Tantu zadbał o to, aby jego drugi longplay był znacznie bardziej rozbudowany i nie stanowił jedynie zbioru podkładów powstałych bez większej myśli przewodniej. Europejski beatmaker pokazał się z dobrej stronie również współpracując z raperami. Amerykańska formacja Epidemic kapitalnie wypadła w otwierającym album „History Lesson”. Singiel opowiadający o historii hip hopu trafi również na tracklistę wspólnego materiału Tantu oraz grupy z Florydy, „The Solution EP”. Oprócz nich na tym projekcie znalazło się także miejsce dla Digitzza & Skyzoo (obaj wystąpili w „They Said”), a także Brainpowera („Discerning Spirits”), GUS-a („Paradise”) oraz Junoflo („Way Of The World”). Pozostałe tracki na „Language Of Beats” to stricte instrumentalne nagrania zahaczające o różne nurty. Wystarczy wymienić tutaj „Grandma”, „Last Night In Thailand” (umiejętnie obrobiony sampel), „South East Dreams”, „Funkambodia” czy tytułową ścieżkę z płyty, aby przekonać się o rozległych horyzontach muzycznych Tantu i tym, że potrafi on biegle posługuje się językiem beatów.

    Wydawnictwo znajdziecie na Bandcampie i Soundcloudzie. „Language Of Beats” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej. Limitowana edycja płyt kompaktowych jest dostępna do nabycia w cenie $12 USD za pośrednictwem BC. Album holenderskiego producenta promuje kilka singli – „History Lesson”, „They Said”, „Experiment”, „Paradise” oraz „South East Dreams”. Do pierwszego i trzeciego utworu powstały dodatkowo teledyski. Nie zapomnijcie też o nadchodzącej wspólnej płycie Epidemic & Tantu, „The Solution EP”.

    Tracklista

    1. History Lesson feat. Epidemic
    2. The Dark
    3. Grandma
    4. Higher
    5. They Said feat. Digitzz & Skyzoo
    6. All Alone
    7. Last Night In Thailand
    8. Boat To Laos (Skit)
    9. South East Dreams
    10. Discerning Spirits feat. Brainpower
    11. Experiment
    12. Lisbon Airport
    13. Paradise feat. GUS
    14. Funkambodia
    15. Way Of The World feat. Junoflo
    16. Turn Off The Lights
    17. Language Of Beats
Translate »