Tag: muzyka instrumentalna

  • RJD2 prezentuje muzyczne historie na More Is Than Isn’t

    RJD2 prezentuje muzyczne historie na More Is Than Isn’t

    3–4 minut

    W tym momencie niejeden producent może śmiało konkurować pod względem popularności z raperami i wokalistami. Nagrania beatmakerów trafiają do szerokiego obiegu, dzięki czemu udaje się niektórym wnieść do muzyki nową jakość. Jednak trzeba mieć na uwadze też to, że obecnie szanowani twórcy mają wiele do zawdzięczenia wykonawcom przecierającym szlaki w instrumentalnym hip hopie i trip hopie. W końcu wkład DJ’a Shadowa, J Dilli, Madliba, RJD2, Nujabesa, Cut Chemista, Kan Kicka, Prefuse’a 73 i innych artystów w rozwój tej odmiany muzycznej jest nieoceniony. Po latach wielu z nich uważanych jest za ikony gatunku. W październiku ub.r. jeden z doskonale rozpoznawalnych producentów, RJD2, wydał nowy album. „More Is Than Isn’t” stanowi potwierdzenie tego, iż Ramble John Krohn ma jeszcze sporo do udowodnienia na scenie muzycznej.

    Jeżeli poruszamy temat najważniejszych albumów łączących instrumentalny hip hop, trip hop i nurty pokrewne, to pewnie wszyscy na pierwszym miejscu umieszczą „Entroducing…” DJ’a Shadowa. W ścisłej czołówce wydawnictw wykraczających poza schemat powinien znaleźć się też debiutancki projekt RJD2, „Deadringer”. Od chwili wydania tego ponadczasowego materiału kariera muzyczna amerykańskiego producenta nabrała tempa. Wcześniej zajmował się on działalnością na lokalną skalę, utrzymując najbliższe kontakty z członkami kolektywu MHz, Blueprintem i Poppa Hoppem, z którym wypuścił w 2000 roku wspólną płytę „Pryor Convictions EP”. Następne lata przyniosły masę jego nowych produkcji, zarówno solowych, jak i tworzonych przy udziale innych twórców.

    Po premierowym longplayu RJD2 opublikował szereg innych wydawnictw. Na swoje konto zapisał m.in. „The Horror”, „Since We Last Spoke”, „The Third Hand”, „The Colossus” i wydane pod pseudonimem The Insane Warrior, „We Are the Doorways”. Producent również często współpracował z innymi twórcami. W latach 2003-06 artysta wypuścił dwa longplaye nagrane z Blueprint w ramach działalności formacji Soul Position„8 Million Stories” i „Things Go Better With RJ And AL”. W tym czasie wyprodukował też album Aceyalone’a, „Magnificent City”. W dalszych latach mieszkaniec Filadelfii chętnie udzielał się na płytach swoich znajomych, troszcząc się o podkłady i remiksy nagrań. Po wydaniu w październiku 2011 roku kolaboracyjnego materiału z wokalistą Aaronem Livingstonem, „The Abandoned Lullaby”, RJD2 postanowił odpocząć na pewien czas od tworzenia muzyki. Po nabraniu sił producent postanowił zrealizować kolejną solową płytę, „More Is Than Isn’t”.

    Informacje prasowe o nowym wydawnictwie uznanego w świecie muzycznym beatmakera pojawiły się jeszcze w trakcie ubiegłorocznych wakacji. Przy konstrukcji całego wydawnictwa filadelfijczyk połączył stricte instrumentalne kompozycje z utworami nagranymi przy udziale wokalistów i raperów. W ten sposób udowodnił, że w dalszym ciągu odnajduje się jako architekt tracków pozbawionych wokali oraz potrafi realizować wspólne ścieżki ze swoimi gośćmi. „More Is Than Isn’t” nie powiela schematów ani koncepcji użytych przez RJD2 na poprzednich projektach. Producent stale poszukuje nowych form ekspresji i jest zagorzałym miłośnikiem kreatywnego samplingu. Instrumentalne utwory zawarte na ubiegłorocznej produkcji odpowiednio współgrają z nagraniami powstałymi przy wsparciu Phonte, P. Blackka, STS-a, Khari Mateen, Aarona Livingstona i Blueprinta. Do najlepszych momentów na płycie należą „Her Majesty’s Socialist Request”, „Bathwater”, „Milk Tooth”, „See You Leave”, „Got There, Sugar?” i „It All Came to Me in a Dream”.

    W celu poznania poglądów RJD2 na scenę muzyczną i większego zrozumienia jego nagrań warto zapoznać się z odcinkiem serii „Crate Diggers” z jego udziałem. Artysta podaje celne spostrzeżenia i ujawnia kilka niecodziennych historii.

    Filadelfijski artysta postanowił wydać album własnym sumptem. „More Is Than Isn’t” ukazało się na rynku płytowym nakładem RJ’s Electrical Connections. Projekt można nabyć w wersji elektronicznej (iTunes, Amazon, Rdio) i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo promuje kilka singlowych nagrań – „Temperamental”, „Her Majesty’s Socialist Request” oraz remiks tego utworu w wykonaniu Candy Panther z udziałem J-Live’a. RJD2 wypuścił do tego taneczny videoclip nakręcony do ww. „Her Majesty’s Socialist Request”.

    Aktualizacja: 16 stycznia b.r. RJD2 zaprezentował drugi teledysk promujący „More Is Than Isn’t”. Obraz nakręcono do najlepszego utworu zdaniem jego fanów, „Descended from Myth”.

    Tracklista

    1. Suite 1
    2. Temperamental feat. Phonte Coleman
    3. Behold, Numbers!
    4. Her Majesty’s Socialist Request
    5. A Lot of Night Ahead of You
    6. Bathwater feat. P. Blackk
    7. Milk Tooth
    8. Suite 2
    9. Winter Isn’t Coming
    10. See You Leave feat. STS & Khari Mateen
    11. Got There, Sugar?
    12. Love and Go feat. Aaron Livingston
    13. Descended from Myth
    14. Dirty Hands
    15. It All Came to Me in a Dream feat. Blueprint
    16. Suite 3
  • Wydawnictwa muzyczne Word Is Bond

    Wydawnictwa muzyczne Word Is Bond

    3–5 minut

    Serwisy muzyczne odgrywają obecnie dużą rolę w promocji wydawnictw z całej kuli ziemskiej. W tej kategorii znajdziemy różnorodne witryny, mniej lub bardziej wartościowe. Wszystko zaczyna się od blogów służących jedynie do pobierania muzyki, przez większe strony specjalizujące się często w określonych gatunkach czy nurtach muzycznych, aż skończywszy na potężnych portalach posiadających tysiące czytelników. Media internetowe wywierający istotny wpływ na funkcjonowanie rynku fonograficznego, a ich znaczenie mocno wzrosło w ostatnich latach. Niejeden serwis rozwinął się do tego stopnia, że stał się przy tym platformą wydawniczą. W niezależnych kręgach hip hopowych nie powinna nikomu umknąć działalność Word Is Bond. Strona założona ponad 4 lata temu ma na swoim koncie kilka udanych projektów i posiada silną pozycję w branży.

    Wśród witryn skoncentrowanych na undergroundowym rapie i instrumentalnych wydawnictwach z różnych stron świata, Word Is Bond odgrywa sporą rolę. Projekt powstały w drugiej połowie 2009 roku zrzesza blogerów i aktywistów muzycznych z Europy, Ameryki Północnej i Azji. W krótkim czasie WIB stało się istotnym punktem na hip hopowej mapie mediów, zarówno dla wydawców i artystów, jak i słuchaczy. Dzięki otwartości strony na wykonawców z całego globu i sprawnego nawiązania kontaktów z wykonawcami i wytwórniami płytowymi, w szybkim tempie serwis rozwinął się i rozpoczął działalność wydawniczą.

    Wśród materiałów wydanych przez Word Is Bond nie brakuje ich własnych kompilacji („Sky’s The Limit”, „Are You Listening?”, „The Magic Number”). Oprócz tego Word Is Bond zajmowało się promocją nagrań zaprzyjaźnionych twórców (patrz: album Awona & Kameleon Beatsa„Concentration Gradient”). Za największy sukces należy uznać opublikowanie przez witrynę charytatywnego projektu „Hope for Tomorrow”, który zyskał aprobatę setek odbiorców. Ostatnimi płytami wydanymi przez WIB są dwie składanki – „Champloo’d (Remixes and ReWorks)” K-Murdocka oraz „Word Is Bond Versus”. Pierwsze z tych wydawnictwo trafiło do obiegu pod koniec 2012 roku.

    Word Is Bond od dawna współpracuje z członkiem Panacei, więc wydanie przez tę stronę projektu amerykańskiego twórcy nie stanowiło żadnego zaskoczenia. Artysta związany ze stolicą USA starannie podszedł do tego materiału. Producent, DJ i inżynier studyjny w jednym solidnie przetrząsł swoje wcześniejsze nagrania, aby wydobyć z nich 16 utworów nadających się do zremiksowania. „Champloo’d (Remixes and ReWorks)” (okładka płyty inspirowana serialem anime „Samurai Champloo”) stanowi owoc 12-miesięcznej pracy tego wykonawcy nad alternatywnymi wersjami tracków pochodzących ze swojego bogatego katalogu. K-Murdock zaprezentował 16 ścieżek w nowym wydaniu, które wypadły na porządnym poziomie.

    „Champloo’d (Remixes and ReWorks)” trafiło oczywiście na Bandcampa. K-Murdock zdecydował się na umożliwienie bezpłatnego pobrania materiału (link poniżej), co z pewnością ucieszyło wielu słuchaczy.

    DOWNLOAD K-Murdock – „Champloo’d (Remixes and ReWorks)”

    Tracklista

    1. Babblin’ (K-Murdock Remix)
    2. Bless the Child (K-Murdock Remix)
    3. The Aviator (K-Murdock Remix)
    4. Butter (K-Murdock’s Fresh for 2k9 Remix) Guiter by Matt Howell
    5. The Light Feet (Come on Feet Remix)
    6. Breakadawn (K-Murdock’s „Quiet Storm” Remix)
    7. Black Swans (K-Murdock Remix)
    8. Axioms (K-Murdock Remix)
    9. Blink (K-Murdock Remix)
    10. The Raven (K-Murdock Remix)
    11. Whatever (K-Murdock Remix)
    12. Holding On (K-Murdock Remix)
    13. Harmony (K-Murdock Remix)
    14. Skepticold (Doc-Van-gelis Remix)
    15. Razor Tongue (Synthy Sawtooth Remix)
    16. The Missing (Panacea Remix)

    We wstępie do tego artykułu wspomniałem o tym, że Word Is Bond obchodziło w listopadzie 4. rocznicę założenia projektu. Z tej okazji serwis muzyczny opublikował kompilacyjny album „Word Is Bond Versus”. Idea tego wydawnictwa jest naprawdę ciekawa. Osoby prowadzące WIB wybierają wśród swoich znajomych utalentowanych producentów i raperów, a następnie nakłaniają ich do nagrania wspólnych utworów. Spośród wszystkich twórców zaangażowanych w powstanie składanki, do najbardziej znanych zaliczają się Awon, Castle, Jon Quest, Kinetik, Random, Prosthetik Intelligentz, Carnage i Bats & Hammers. Niektórzy z nich postarali się o więcej niż przyzwoite tracki.

    Ostatnie wydawnictwo WIB można znaleźć na Bandcampie. „Word Is Bond Versus” opublikowano jako „buy now – name your price”, dzięki czemu album jest dostępny do darmowego pobrania (link poniżej). Za pośrednictwem tej opcji istnieje też możliwość przekazania dotacji na dalszy rozwój tego serwisu muzycznego.

    DOWNLOAD Various Artists – „Word Is Bond Versus”

    Tracklista

    1. Word Is Bond Intro (DJ Inform)
    2. Let’s Figure It Out – KnowSum (Producer) VS. SigNif (MC)
    3. Without You – Dakota (Producer) VS. The Understudies (MC)
    4. Sour Diesel Acrylics – Arza (Producer) VS. Jay Flint (MC)
    5. Remember My Name – Castle (Producer) VS. Feso (MC)
    6. Veterans Of Foreign Wars – Sizemen (Producer) VS. John Graham (MC)
    7. Hammer Fist – David Bocuse (Producer) VS. Frantik (MC)
    8. Flurry – The Enginear (Producer) Vs. Savant (MC)
    9. Bell Rock – Bats & Hammers (Producer) VS. Awon (MC)
    10. Love Fizzle – Shade Cobain (producer) Vs. Prosthetik Intelligentz (MC)
    11. Eyes Of A Predator – Shinoby Stalin (Producer) VS. Ciph Diggy (MC)
    12. Old To The New – Nicky Lars (Producer) VS. Random (MC)
    13. Blisters – Maxx Julian (Producer) Vs. Sincere Vega (MC)
    14. Young & Collective – Dr. Khil (Producer) VS. Trizz & Fuego (MC)
    15. Belong
    16. Street Visions – Masek (Producer) VS. Jon Quest (MC)
    17. Peace! – BusCrates (Producer) VS. Shinobi Stalin (MC)
    18. Suns Of Kemet – Carnage (Producer) VS. Luke St. John (MC)
    19. Flying High – Sol Brova (Producer) VS. Kinetik (MC)
  • Haruka Nakamura z albumem Melodica

    Haruka Nakamura z albumem Melodica

    3–4 minut

    Przez lata azjatycka branża hip hopowa pojawiała się we wzmiankach z innych częściach globu przy okazji informacji o nagraniach DJ’a Krusha, DJ’a Hondy lub japońskich edycji amerykańskich płyt. Później media i słuchacze zaczęli zauważać nowych artystów rodem z Japonii, a następnie również z pozostałych krajów Azji Południowo-Wschodniej. Najwięcej miejsca poświęcano znamienitemu Nujabesowi, kluczowej postaci w kręgach niezależnego hip hopu i muzyki instrumentalnej. Po nim przyszła kolej na kolejnych beatmakerów z tego regionu – Uyamę Hiroto, Nomaka, DJ’a Okawariego, Shin-Ski, Kenichiro Nishiharę i pozostałych twórców. W tym gronie znajdziemy też Harukę Nakamurę, muzyka pochodzącego z Tokio.W drugiej połowie tego roku Japończyk zaprezentował nowy album – „Melodica.

    Azjatyccy artyści często bywają tajemniczymi i odmiennymi jednostkami od większości swoich kolegów po fachu z innych kontynentów. Właśnie te cechy przyciągają do twórców z Azji Południowo-Wschodniej wielu odbiorców z innych części świata. Haruka Nakamura zajmuje czołowe miejsce wśród japońskich twórców obracających się w różnych nurtach muzycznych. Już w czasach swojego dzieciństwa przyszły producent dorastał przy muzyce. Początkowo jego pasja przełożyła się na naukę gry na gitarze i instrumentach klawiszowych. W dalszych latach Japończyk rozwijał się w kierunku komponowania utworów i rozpoczął nagrywanie utworów studyjnych.

    W 2007 roku ukazała się pierwsza płyta młodego kompozytora, zatytułowana „Afterglow” wydana przez label Schole. Nagrany wraz z Akirą Kosemurą materiał przyniósł młodemu kompozytorowi sporo ciepłych recenzji. Rok później trafiła do sprzedaży pierwsza solowa płyta artysty, „Grace”. Wydawnictwo płytowe zostało dedykowane wszystkim sympatykom brzmień abstrakcyjnych i eksperymentalnych. Longplay stworzony przy wsparciu wielu muzyków skutecznie wymykał się zaszufladkowaniu, dryfując pomiędzy ambientem a downtempo. Następnie muzyk przygotował ambientowy projekt „Twilight”. Dzięki tej płycie dowiedziało się o nim znacznie więcej odbiorców spoza Azji. Dwa lata temu Haruka Nakamura opublikował wraz z Janis Crunch „12 & 1 Song”, na którym również pokazał się z jak najlepszej strony. Następnym krokiem w karierze muzycznej wykonawcy jest album „Melodica”. Wydawnictwo stanowi ważne wydawnictwo na tle wszystkich dotychczasowych materiałów tego twórcy.

    Premiera wydawnictwa odbyła się na początku września. Płyta ukazała się nakładem wytwórni płytowej Hyde Out Recordings, kojarzonej głównie przez pryzmat wcześniejszych projektów Nujabesa. Duch tego wielkiego japońskiego producenta towarzyszy przez całą długość 5 longplaya bohatera niniejszego artykułu. Mnóstwo mniej lub bardziej znanych artystów inspiruje się dokonaniami Juna Seby, co też można odczuć po nowym materiale Haruki Nakamury. Producent zmienił klimat swoich nagrań z ambientowych i abstrakcyjnych melodii na rzecz instrumentalnego hip hopu w wydaniu stricte azjatyckim. „Melodica” wypada pod tym względem momentami wręcz znakomicie, zawierając utwory najwyższej próby. W osiągnięciu ostatecznego kształtu tej płyty pomogli również zaproszeni przez gospodarza LP goście. Substantial (jeden z najbardziej cenionych amerykańskich raperów w Japonii), Cise Starr, Shing02, Pase Rock, Araki Shin i Uyama Hiroto wydatnie przyczynili się na brzmienia poszczególnych kompozycji. Natomiast dwa tracki powstałe w oparciu o stare szkice muzyczne Nujabesa„Let Go” i „Lamp” – to nic innego, jak najwłaściwsza reklama tego wydawnictwa. Album wydany przez ponad 3 miesiącami idealnie nadaje się jako soundtrack do zwykłej codzienności każdego słuchacza i dobrze sprawdza się także przy długich godzinach spędzanych w samotności.

    Jak to zwykle bywa z wydawnictwami pochodzącymi z Azji Południowo-Wschodniej, do bezpłatnego odsłuchu trafiła tylko mała część całego albumu. Oficjalnie ukazały się tylko dwa singlowe nagrania – „Let Go” i „Lamp”. Przy obu utworach Haruka Nakamura skorzystał z części starych ścieżek autorstwa Nujabesa, co wydatnie przyczyniło się do zwiększenia zainteresowania tym projektem. Do drugiej z tych kompozycji dołączono piękny videoclip – kadry pokazujące studio muzyczne artysty mogą przyprawić o zawał wszystkich kolekcjonerów płyt winylowych i audiofilów. W sieci pojawiły się jeszcze dwa dodatkowe tracki z „Melodica”„Soar” oraz „Sunset Line” – ale w każdej chwili mogą zniknąć z Soundclouda. Wychodzi też na to, że prawdopodobnie nigdy nie doczekamy się promocji płyt azjatyckich na cały świat, co poniekąd sprawia, że muzyka pochodząca stamtąd jest naprawdę wyjątkowa.

    Tracklista

    1. Lamp feat. Nujabes
    2. Aurora
    3. Soar feat. Substantial
    4. Days
    5. The Sun feat. Cise Starr
    6. Melodica feat. Araki Shin
    7. Enzo
    8. Luv(Sic) part.2 – Acoustica – feat. Shing02
    9. Delight
    10. Fragrance Like Home feat. Pase Rock
    11. Sunset Line feat. Uyama Hiroto
    12. Let Go feat. Nujabes
  • Josh Furey z instrumentalnym albumem Petals

    Josh Furey z instrumentalnym albumem Petals

    2–4 minut

    Od kilku lat muzyka instrumentalna staje się coraz popularniejsza na świecie, co też nietrudno zauważyć. Każdego miesiąca publikowane są na stronie artykuły dotyczące różnych wydawnictw z szeroko pojętego kręgu instrumentalnego hip hopu i elektroniki. W ostatnim czasie na łamach serwisu pojawiły się publikacje dotyczące wydawnictw The Jazz Jousters, Dextera, Pod Kluczem czy Erika Lau. W dalszej części grudnia i na początku stycznia przybliżę płyty Artsa the Beatdoctora, RJD2, Gramatika, Warrena Xclnce’a i Neroche’a. Jednak zanim przejdziemy do projektach tych wykonawców, odwiedzimy kanadyjskiego producenta Josha Fureya. W dniu dzisiejszym odbyła się premiera jego drugiego albumu, „Petals”, który ukazał się nakładem Nocturne Records.

    W tym momencie niemal na każdym kroku (kliknięciu) można natknąć się na wartościowe instrumentalne nagrania autorstwa twórców z niemal całej kuli ziemskiej. Nie brakuje tutaj przedstawicieli Kraju Klonowego Liścia, czego przykładem jest właśnie bohater tego artykułu. Josh Furey pochodzi z zachodniej części Kanady i od początku swojej działalności w branży muzycznej tworzy kompozycje łączące różne gatunki. Jego nagrania posiadają cechy instrumentalnego hip hopu, ambientu, trip hopu, downtempo i pozostałych nurtów opartych o sample. W 2008 roku producent założył wytwórnię płytową Nocturne Records (wydawca Iana Keteku, Halfcuta, Rowana Converse’a, Pawn Shopa i High Waters), której głównym celem była promocja debiutanckiego albumu wykonawcy, „Archaeology”. Premierowe wydawnictwo beatmakera szybko zrobiło karierę w niezależnych kręgach muzycznych, co wcale nie należało przed powstaniem Soundclouda i Bandcampa do najłatwiejszych zadań. Instrumentalne LP zachwyciło wielu dziennikarzy, którzy podkreślali eklektyzm utworów i ich wyjątkowe brzmienie. Po 5 latach latach od premiery pierwszej płyty, Kanadyjczyk postanowił na nowo przypomnieć się słuchaczom za sprawą albumu „Petals”. Materiał stanowi subtelny i wyważony soundtrack do zimowej scenerii.

    Wydawnictwo zapowiadano od początku listopada. Najpierw ukazał się główny singiel zapowiadający LP (tytułowy utwór „Petals”), a następnie dołączono do niego sampler albumu i teledysk nakręcony do ww. nagrania. Sympatycy brzmień instrumentalnych przyglądających się tej odmianie muzycznej od dłuższego czasu na pewno kojarzą współzałożyciela Nocturne Records, ale trzeba również pamiętać o tym, iż wielu nowych odbiorców nie znało jego wcześniejszej płyty. Kanadyjski producent doskonale zdawał sobie z tego sprawę, nie mając pewności, jak zostanie odebrany jego drugi longplay. Jeszcze kilka lat temu „Petals” broniłoby się w branży po prostu swoją zawartością. We współczesnym świecie trzeba poświęcić sporo czasu, aby zostać docenionym przez serwisy muzyczne i zwykłych słuchaczy. Josh Furey w piękny sposób kontynuuje swoją drogę rozpoczętą na „Archaeology”. Twórca z Calgary wytrawnie łączy ze sobą spokojne dźwięki przypisane do instrumentalnego hip hopu czy downtempo. „Circles”, „Katana”, „Roses” czy „Pachena” idealnie oddają klimat całości wydawnictwa. Kanadyjczyk dzieli się przy okazji dużą wiedzą muzyczną i umiejętnością tworzenia utworów dotykających sfery duchowej człowieka. Gdyby ode mnie to zależało, drugi materiał beatmakera z miejsca znalazłby swoje miejsce na witrynach muzycznych i doczekałby się odpowiedniego wsparcia z ich strony. Czas pokaz, co przyniesie rzeczywistość.

    Drugi album Josha Fureya trafił na Bandcampa. „Petals” ukazało się w sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej. Limitowane edycje płyt kompaktowych i winylowych z dołączonymi kasetami są dostępne do nabycia za pośrednictwem BC. Wydawnictwo promuje kilka elementów. Nocturne Records przygotowało przyjemny dla oka teledysk nakręcony do tytułowego nagrania z LP (obraz opublikował na swoim kanale na YouTube Bob42jh). Udostępniono również sampler albumu oraz promocyjny mix „Nocturne Records Podcast – Origins”. Follow-up do „Archaeology” wypadł więcej niż porządnie i pozostaje tylko życzyć kanadyjskiemu artyście, aby więcej mediów i słuchaczy zainteresowało się tym producentem.

    Aktualizacja: Josh Furey opublikował kolejny materiał video promujący „Petals”. Klimatyczny videoclip powstał do utworu  „Zither”.

    Tracklista

    1. Begin
    2. Circles
    3. Isles
    4. North
    5. Katana
    6. Roses
    7. Petals
    8. Ossein
    9. Zither
    10. 93
    11. Pachena
  • Cold Busted z mnóstwem nowych wydawnictw

    Cold Busted z mnóstwem nowych wydawnictw

    3–4 minut

    W trakcie ponad 5-letniej działalności U Call That Love, przez nasz serwis przewinęło się dziesiątki różnych twórców z całego świata. Część z nich samodzielnie zajmuje się wydawaniem muzyki, ale nadal większość osób ściśle współpracuje lub bezpośrednio należy do wytwórni płytowych. Wśród oficyn wydawniczych, które więcej niż raz pojawiły się na stronie, znajdziemy Mello Music Group, Rhymesayers Entertainment, Redefinition Records, Fat Beats Records, Stones Throw Records, Rawkus, Galapagos4, Below System, Jakarta Records i wielu innych wydawców. Jednak nie tylko powyższe labele stale obserwujemy. Jedną z takich firm jest założone przed 5 laty Cold Busted. Amerykańska wytwórnia mocno rozwinęła się na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy, wypuszczając mnóstwo projektów autorstwa twórców z Ameryki Północnej i Europy.

    Label założony w lipcu 2008 roku w Denver przez Derricka Daiseya (występuje też jako producent pod pseudonimem DJ Vitamin D) skupia się na wydawaniu projektów w wersjach elektronicznych i fizycznych przypisanych do różnych nurtów muzycznych. Instrumentalny hip hop, trip hop, broken beat, ambient i szereg eksperymentalnych brzmień przedstawiają artyści zrzeszeni w Cold Busted. Szata graficzna każdego materiału sygnowanego logiem tej wytwórni płytowej jest stylizowana na okładki pochodzące z lat 60. i 70.tych, co nadaje wszystkim wydawnictwom dodatkowego uroku. Swoją muzykę w CB wydało sporo wykonawców, z czego niektórzy są dobrze kojarzonymi postaciami w branży. Gramatik, Qualia, Dpek, Ilya Mosolov, Milyoo, Sixfingerz i Somepling otwierają listę twórców związanych z amerykańską firmą z obecną siedzibą w Los Angeles. W ub.r. nastąpił rozkwit działalności Cold Busted, co przyniosło premiery kilkunastu różnych projektów tej oficyny wydawniczej. Jak się następnie okazało, stanowiło to tylko wstęp do prawdziwej ekspansji labelu. Od stycznia do listopada tego roku ukazało się ponad 30 (sic!) płyt tej wytwórni. W dalszej części artykułu przedstawię single, EP-ki, longplaye i kompilacje z pierwszego półrocza 2013 roku.

    Styczeń przyniósł trzy wydawnictwa wypuszczone nakładem CB. Wtedy to pojawiła się w obiegu kompilacja przygotowana przez Es-K, „Spontaneous Grooves: Episode 09”, a także albumy Liberty Klaud („Her Smiling Eyes”) i Boogie Belgique („Time For A Boogie”). Instrumentalne projekty wypadły naprawdę porządnie, a szczególne brawa należą się tutaj temu drugiemu twórcy. Beatmaker z Beneluksu stworzył miejscami znakomite LP utrzymane w pogodnym i pozytywnym klimacie, w  którym można poczuć magię muzyki sprzed kilku dekad.

    W najkrótszym miesiącu roku, lutym, ukazało się 4 materiały wydane przez Cold Busted. Najważniejsza płyta z tamtego miesiąca pochodzi od młodego, zaledwie 17-letniego, holenderskiego producenta Singularisa. Europejski twórca wypuścił ciepło przyjęte „Evening Hours”, istny kolaż instrumentalnego hip hopu, trip hopu i brzmień a’la lounge. Oprócz tego doczekaliśmy się dwóch siódemek. Pierwsza z nich pochodzi od Es-K & Sixfingerza („Heatwave” b/w „The Props”), zaś drugą stworzył My Neighbour Is („Blessing Da Funk” b/w „Mr. Scream”). Na dokładkę trafiła do sieci 10. część „Spontaneous Grooves”.

    Marzec i kwiecień przypadł głównie na kolejne składanki przedstawiające nagrania wybranych artystów współpracujących z amerykańską wytwórnią płytową. W tamtym okresie pojawiła się 12. odsłona „Bust Free” zawierająca nagrania m.in. Q Funktiona, Bahii Deluxe, Singularisa, mistera T., Es-K i Brandona Bassa. Ponadto poznaliśmy dwa nowe epizody „Spontaneous Grooves”. Jednak za najciekawsze wydawnictwo odpowiada ww. mister T., który postarał się o kipiący energią „Play It Loud”. Funkowe i soulowe brzmienia zebrane na tym longplayu spokojnie mogłyby rozkręcić niejedną imprezę.

    Cztery majowe wydawnictwa Cold Busted również zwróciły na siebie uwagę sympatyków brzmień instrumentalnych. W środku wiosny doczekaliśmy się przede wszystkim dwóch winylowych wydawnictw CB. My Neighbour Is przygotował dwunastkę „Fish & Chips”, z kolei Poldoore postarał się o siódemkę „Nothing Left To Say”. Oba materiały stoją na porządnym poziomie i należą do kolejnych udanych przedsięwzięć tych twórców. Dopełnieniem płyt sprzed pół roku była EP-ka Q Funktiona„Like I Usually Do” – oraz kompilacja „In Dub 2 „.

    Pierwsze półrocze zakończyło się na trzech następnych projektach sygnowanych logiem Cold Busted. W czerwcu światło dzienne ujrzały następujące płyty: „Dirty Vintage” Yuriego Petrovskiego, „Lucid Senses” Singularisa oraz „Let It Beat” b/w „Neverest” Akshina Alizadeha. Spośród tych wydawnictw proponuję bliżej zapoznać się z materiałem ostatniego wykonawcy pochodzącego z egzotycznego Baku.

    W drugiej połowie roku Cold Busted nie zamierzało spuszczać z tonu i w dalszym ciągu co rusz to wydawało nowe materiały. Jeden z nich trafił już wcześniej do serwisu („Leave The Flow” Mawa), natomiast reszta zostanie pokrótce przedstawiona w kolejnym artykule poświęconym tej wytwórni płytowej.

  • Darmowy album: Prod.B – Road to Nowhere + wywiad z artystą

    Darmowy album: Prod.B – Road to Nowhere + wywiad z artystą

    5–8 minut

    Każdego tygodnia trafia do obiegu mnóstwo nowych projektów instrumentalnych. Wybrani producenci, którzy przebili się na międzynarodowej scenie muzycznej, mogą liczyć na zainteresowanie systematycznie rosnącego grona słuchaczy i mediów, chętnie wspierających poszczególnych twórców. Jednak nawet osoby posiadające określony status na scenie muzycznej muszą dbać o swoich sympatyków, gdyż konkurencja nie śpi. Przy obecnych uwarunkowaniach w środowisku najlepiej sprawdzają się darmowe materiały, co dotyczy zarówno tych powszechnie znanych beatmakerów, jak i postaci usiłujących zaznaczyć swoją obecność w branży muzycznej. Przykładem tego może być wydana w lipcu b.r. płyta polskiego artysty, Prod. B – „Road to Nowhere”, stanowiąca kolejny krok w karierze tego wykonawcy.

    Rodzimy producent prowadzi działalność wydawniczą od 3 lat. W czasie tego okresu beatmaker wypuścił łącznie 3 materiały, promowane głównie w kraju. Od początku aktywności Prod. B w undergroundzie zajmuje się on pracą u podstaw, aby w jak najlepszy sposób dotrzeć do słuchaczy otwartych na projekty utrzymane w klimacie z minionych lat. Pierwsze wydawnictwo artysty – „Night Noise” – ukazało się jeszcze pod pseudonimem Biegaj. Wydawnictwo zawierające 7 eksperymentalnych tracków ujawniło sfery muzyczne, w których ich autor czuje się najpewniej. Po tej EP-ce przyszła kolej na wypuszczone w marcu ub.r. „Simple Melodies”. Instrumentalne wydawnictwo nawiązujące do downtempo i trip-hopu to kolejny etap w rozwoju polskiego twórcy. Z kolei wydane przed niespełna 3 miesiącami „Road to Nowhere” wypada określić mianem najbardziej dopracowanego projektu Prod.B.

    Jeżeli sympatyzujecie w spokojnych, nostalgicznych i sprawdzających się najlepiej w wieczornej scenerii brzmieniach, to powinniście z miejsca docenić niniejszą płytę. Po nocnym zgiełku i prostych melodiach muzyczne podróże producenta doprowadziły jego do drogi wydawałoby zmierzającej donikąd. Jednak tytuł wydawnictwa to tylko słowo-klucz wprowadzający do zagadkowego świata kreowanego przez beatmakera. Interpretacja „Road to Nowhere” zależy tak naprawdę od punktu wyjściowego. Po pobieżnym zapoznaniu się z tym krótkim albumem można odnieść wrażenie, że rzeczywiście wszystkie drogi prowadzą do opuszczonych i pustych miejsc. Jednak po poświęceniu materiałowi więcej czasu okaże się, iż w tym wszystkim znajduje się ład i porządek, ukryty gdzieś na ścieżkach pomiędzy „Start Your Trip” a bonusowym „Lullaby”. Wydawnictwo szczególnie sprawdza się jako soundtrack do długich wieczorów spędzonych w samotności.

    W celu lepszego poznania sylwetki artysty oraz rozwikłania zagadek dotyczących „Road to Nowhere” przeprowadziłem krótką rozmowę z Prod.B. W trakcie konwersacji poruszyliśmy również tematy związane z jego wcześniejszymi płytami oraz realiami panującymi w branży muzycznej.


    Hej, jak się miewasz? Od wydania Twojego debiutanckiego projektu „Night Noise” minęły już trzy lata. Jak z perspektywy czasu oceniasz początkowy okres swojej działalności na scenie muzycznej?

    Miewam się nieźle. Wszystko płynie swoim tempem do którego staram się dostosować.

    Do „Night Noise” mam ogromny sentyment. W tym okresie zaczęła się moja podróż z dźwiękiem, która trwa do dziś. Po drodze wiele się zmieniło i choć nie zawsze było tak jak to sobie wymyśliłem, to nie mogę narzekać, bo dzięki temu jestem w tym miejscu. Wiem, że ciągle mam coś do „powiedzenia” na kolejnych trackach, nie wiem jednak w jaki sposób to „wykrzyczę”.

    Wypuszczone w marcu ub.r. „Simple Melodies” przyniosło dalszy rozwój eksperymentalnych brzmień instrumentalnych. Dlaczego właśnie postawiłeś na proste, ale przy tym przyjemne brzmienia, przy których można jednocześnie odpocząć, jak i rozmyślać nad życiem?

    Na kształt płyty duży wpływ miała awaria komputera. Straciłem prawie wszystko, odbudowałem większość i dodałem kilka nowych rzeczy. W trakcie prac doszedłem do wniosku, że to jest piękne w swojej prostocie i zamiast pocić się nad rozbudowywaniem tracków na siłę, szlifowałem dźwięki do momentu w którym uznałem je za skończone. Nie to chciałem osiągnąć kiedy „Simple Melodies” siedziało jeszcze w mojej głowie, ale efekt końcowy był zdecydowanie lepszy od konceptu. Można ją traktować jako tło, słuchając pojedynczych traków lub całości układając z niej historię.

    Przejdźmy teraz do opublikowanej w lipcu płyty „Road to Nowhere”. Tytuł i okładkę wydawnictwa można interpretować w różny sposób. Jaki przepis masz na rozwikłanie tej zagadki?

    Tytuł to wypadkowa tego co działo się u mnie przez ostatnie dwa lata i zakończenia tej „podróży”. Małe podsumowanie, które zrobiłem dla samego siebie. Dosyć naturalne jest to, że ukazało się w takiej formie. Robiłem to nie raz, ale nigdy na taką skalę. Interpretację pozostawiam słuchaczom. „Road to Nowhere” daje takie możliwości, bo mimo iż jest to płyta dla mnie i o mnie, to nie potrafię robić rzeczy do szuflady. Okładka to pomysł i realizacja Darii Dwornik z którą współpracowałem już przy okazji „Simple Melodies” Jest prosta, mocno charakterystyczna i idealnie wkomponowała się w klimat płyty. Można ją odbierać dosłownie lub w przenośni. Fotografię na front wykonał Franciszek Ammer.

    Tegoroczne wydawnictwo promuje kilka singli, w tym utwór „Silence”, do którego powstał też videoclip. Obraz właściwie oddaje charakter tego nagrania, dedykowanego miłośnikom spacerów po zapadnięciu zmroku. Skąd wzięło się Twoje zamiłowanie do nocnych klimatów?

    Noc jest dla mnie najlepszą porą na tworzenie. Dodajmy do tego kłopoty ze snem. Nie raz budziłem się żeby zrobić chociaż zarys czegoś co właśnie mi się przyśniło, lub zarywałem nocki dla jednego utworu. To może wydawać się oklepane, ale zawsze staram się ugryźć temat na swój sposób. Obraz do „Silence” to efekt współpracy z ekipą Reality Designers, która chętnie pomogła. Nocna wycieczka po Wrocławiu, wypalone milion papierosów i w efekcie klip, który doskonale zgrywa się z muzyką.

    W utworze „About a Journey” gościnnie pojawia się Kamil Szalewicz. Czy możesz pokrótce opowiedzieć o tym, jak doszło do współpracy z tym twórcą?

    To ja zaprosiłem Kamila do współpracy. Zaczęło się od konkursu na remix, który zorganizował Jakub Nox Ambroziak. Moja interpretacja „Treebeard in the Dead Wood” wygrała i dzięki temu złapaliśmy kontakt. Wcześniej słyszałem Kamila w jazzClams, gdzie poruszał się w zbliżonych do „About a Journey” klimatach. Jestem w 100% zadowolony z tego co razem zrobiliśmy. Ten jedyny utwór wokalny ładnie kontrastuje z całą resztą.

    Wszystkie Twoje dotychczasowe płyty znacznie odbiegają od tego, co jest teraz popularne w kręgach muzycznych nastawionych na instrumentalne wydawnictwa. Czy zamierzasz w dalszym ciągu wydawać muzykę nawiązującą do lat ubiegłych czy w przyszłości podążysz zupełnie inną ścieżką?

    Zawsze robiłem muzykę jakiej sam chciałem słuchać. Nie wiem jak wyglądają trendy muzyczne, bo po skończeniu „Simple Melodies” nie słuchałem zbyt wiele, a podczas pracy nad „Road to Nowhere” prawie wcale. Teraz sprawdzam więcej rzeczy i słyszę schematy, które powtarzają się przy każdym odsłuchanym numerze. Na dłuższą metę zaczyna to nużyć. Nie chcę też robić z siebie awangardy. Po prostu staram się dać jak najwięcej siebie i nie zwracać uwagi na panujące trendy. Wydaje mi się, że w mojej muzyce może się zmienić prawie wszystko. Ciągle idę do przodu, ale raczej nie porzucę klimatu i brzmienia.

    Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że obecnie trudno dotrzeć ze swoją twórczością do licznego grona odbiorców. Jak oceniasz funkcjonowanie undergroundu oraz jakie czynniki odgrywają największą rolę przy promocji obecnie wypuszczanych płyt?

    Internet daje wiele możliwości, jednak łatwo zginąć w tłumie. Są serwisy takie jak Soundcloud, gdzie można udostępniać swoje utwory za darmo, Bandcamp, który stał się główną platformą sprzedaży dla artystów niezależnych, czy Facebook, który dziś nie ma żadnej mocy jeżeli nie zapłacisz za promowanie swoich postów. Wielka szkoda, że MySpace skończył w taki sposób. Łatwo się pogubić jednak dla chcącego nic trudnego. Warto zainteresować się małymi labelami, które wypuszczają materiał wysokiej jakości, czy portalami promującymi muzykę, nie produkty.

    Dziękuję za rozmowę.


    Prod.B udostępnił swoją płytę na Bandcampie. Wydawnictwo można bezpłatnie pobrać korzystając z poniższego odnośnika. Istnieje przy tym możliwość przekazania dotacji artyście za pośrednictwem BC (opcja: buy now – name your price). Płytę promuje klimatyczny teledysk nagrany do przedostatniego utworu z projektu – „Silence”. W tym klipie artysta zabiera odbiorców na nocny spacer ulicami Wrocławia.

    DOWNLOAD Prod.B – „Road to Nowhere”

    Tracklista

    1. Start Your Trip
    2. Anger
    3. The First Stop
    4. Lonely Journey
    5. Drunk City
    6. The Second Stop
    7. About a Journey feat. Kamil Szalewicz
    8. Silence
    9. Road to Nowhere
    10. Loop (Bonus track)
    11. Lullaby (Bonus track)
  • Express Rising prezentuje nowy album

    Express Rising prezentuje nowy album

    3–4 minut

    Twórczość niejednego współczesnego producenta wzbudza niemałe emocje wśród odbiorców. Opinia publiczna komplementując obecnie działających twórców coraz szybciej zapomina o wcześniejszych postaciom mających nie raz znaczny wpływ na ukształtowanie warsztatu niejednego dzisiejszego artysty. W kręgach około hip hopowych wyróżniało się sporo wykonawców. RJD2, DJ Krush, Bonobo, Prefuse 73, Sixtoo, Blockhead, Jel, Omid, The Opus i wielu innych wykonawców wywarło wpływ na pozostałe postaci ze sceny muzycznej. Do tej listy wypada dopisać producenta o pseudonimie Express Rising, którego debiutancki album sprzed 10 lat okazał się ogromną sensacją. W tym roku beatmaker zaprezentował follow-up do tego kapitalnego projektu, „Express Rising (Again)”.

    W historii wydawnictw instrumentalnych nierzadko trafiały się płyty wydawane przez niepozornych i początkowo nikomu nieznanych artystów, które następnie robiły zawrotne kariery w wybranych kręgach muzycznych. Dante Carfagna przygotowując pierwszy longplay zapewne nie spodziewał się tego, iż jego nazwisko szybko znajdzie się na liście producentów wywodzących się z niszowych sfer uważanych za niezwykle utalentowanych artystów o alternatywnym podejściu do pracy twórczej. Wydany dekadę temu przez wytwórnię płytową Memphix premierowy album tego muzyka „Express Rising” okazał się jednym z najwspanialszych dzieł łączących downtempo, instrumentalny hip hop, elektronikę i ambient pochodzących z tamtego okresu. Przy nagrywaniu poszczególnych utworów na LP beatmaker spędzał sporo czasu słuchając płyt Flying Saucer Attack, Labradford, Charalambides, Stars Of The Lid, co znalazło odzwierciedlenia w jego kompozycjach. Niepowtarzalny klimat tej produkcji określanej niekiedy jako „Jeux De Ficelles” oraz tajemnicza postać jej autora doprowadziły do tego, iż obecnie wersja winylowa materiału jest dostępna w sprzedaży w granicach kilkudziesięciu dolarów.

    W następnych latach Express Rising nie przejawiał zbyt dużej aktywności na scenie muzycznej, preferując spędzanie długich godzin w poszukiwaniu płyt winylowych, aniżeli na tworzenie nowych nagrań. W połowie ub. dekady artysta wydał serię siódemek rozpoczynającą się od „Somebody’s Birthday” b/w „Clumsy Owl”, a kończącą się na „Passed And Present” b/w „Gravity Au Jus”. Poza tym utwory amerykańskiego producenta trafiały na różne miksy, zaś on sam stał się główną osobą stojącą za powstaniem kompilacji wypuszczonej w ub.r. przez Chocolate Industries„Personal Space (Electronic Soul 1974 – 1984)”. Nieoczekiwanie dla wszystkich beatmaker powrócił w tym roku z „Express Rising (Again)”. Projekt ukazał się podobnie, jak wszystkie jego dotychczasowe płyty – po cichu, bez zbędnego pompowania balona, przykładając wagę do wartości artystycznej wydawnictwa, niż do tandetnych zabiegów promocyjnych.

    Amerykański twórca wypuścił drugi longplay własnym sumptem, współpracując przy tym z labelem Numero Group, który zajął się dystrybucją materiału. Projekt wydany pod koniec lipca to godny następca debiutanckiej płyty producenta. Express Rising kontynuuje muzyczne opowieści skłaniające do zadumy i refleksji. Przy nagrywaniu tego materiału użył klasycznego sprzętu, z Akai MG614 cassette four-track na czele, dzięki czemu nadał wszystkim kompozycjom piękny charakter. „Rooms Between Us”, „Memorabillia”, „Dark Early”, „Worry Your Time” należą do najlepszych momentów na „Express Rising (Again)”. Wszystkie te nagrania splatają się w spójną i zajmującą słuchacza całość, dryfującą pomiędzy wspomnieniami i nostalgią, a marzeniami o spokojnym życiu. Dante Carfagna nie daje odbiorcom gotowego przepisu na interpretację swoich utworów. Wykonawca wciąga do pełnego zagadek świata, w którym tak naprawdę odnaleźć się może każda osoba.

    W dalszym ciągu Express Rising w specyficzny sposób wypowiada się o swojej twórczości. Poniższy cytat dotyczący jego nowej płyty mówi sam za siebie:

    Mój ostatni materiał ukazał się 10 lat temu. Wiele zmieniło się i wiele zostało po staremu przez ten czas.

    „Express Rising (Again)” w całości trafiło na Soundclouda. Dante Carfagna wypuścił tegoroczny album na płytach kompaktowych i winylowych. Wydawnictwo sprzed ponad miesiąca otrzymało należyte wsparcie ze strony mediów (Wax Poetics ceni sobie osobę tego muzyka), dzięki czemu Express Rising został doceniony przez odpowiednią niszę odbiorców.

    Tracklista

    1. Rooms Between Us
    2. Memorabillia
    3. Leland Sprinkle
    4. Horse Opera
    5. Worry Your Time
    6. Left Right Behind
    7. Daniel Fern
    8. A Treasure Smile
    9. Winter The Heart
    10. Answering Echo So Near
    11. Dark Early
  • Debiutancki album Lawnmowhera – Novembre Amour

    Debiutancki album Lawnmowhera – Novembre Amour

    2–3 minut

    W trakcie codziennej podróży pomiędzy nowymi projektami dostarczanymi przez twórców z całej kuli ziemskiej nietrudno trafić na wiele nieznanych wcześniej osób. W ostatnich latach większość postaci rozpoczynających dopiero co swoją działalność na scenie muzycznej skupiła się na wydawaniu nagrań na własną rękę. Z drugiej strony, niemałe znaczenie mają wytwórnie płytowe zlokalizowane na kilku kontynentach. Przy publikacji artykułów o materiałach autorstwa raperów i producentów często przewijają się w serwisie nazwy oficyn wydawniczych znajdujących się w różnej fazie rozwoju. W dniu dzisiejszym debiutuje w serwisie stosunkowo niedawno założony label o wdzięcznej nazwie, HEY WTF Records (drugi człon nazwy rozwija się w What’s That Fresh). W połowie ub. miesiąca firma z siedzibą w Bostonie wypuściła płytę Lawnmowhera – „Novembre Amour”.

    7 września amerykańska wytwórnia płytowa będzie obchodziła pierwszą rocznicę powstania. Od początku działalności w branży muzycznej label dostarcza słuchaczom instrumentalne brzmienia przypisane do półki future beats. Wśród osób współpracujących na co dzień z HEY WTF Records znajdziemy niezależnych producentów (Jake Cheriff, Dataka, Beat Gates, Mike Wagz i inni). Do przedstawicieli tej oficyny wydawniczej dołączył w kwietniu b.r. Lawnmowher. Beatmaker pochodzący z Tampa na Florydzie po raz pierwszy udzielił się na kompilacji „Love Letter”. Nagranie zatytułowane „hate waking up from my dreams of you” zawarte na tym albumie ujawniło zamiłowanie artysty do eksperymentów oraz niestosowania wielkich liter w pisowni. Jednak nie tylko na powyższe aspekty należy zwrócić w jego twórczości. Debiutancka płyta „Novembre Amour” najlepiej właśnie o tym świadczy.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu w połowie sierpnia. Beatmaker zamieszkały w południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych zrealizował projekt składający się z 12 tracków. Album dedykowany dziewczynie artysty zabiera słuchaczy w podróż pomiędzy utworami wypełnionymi emocjami, opowiadającymi o miłości i sprawach bliskich każdego odbiorcy. Lawnmowher sprawnie skonstruował szkielet „Novembre Amour” opierając główną część płyty o klimatyczne rozwiązania spod znaku eksperymentalnych brzmień około hip hopowych. Niektóre kompozycje intrygują od początku („Whispermeurname”, „Minou”, „Us Grl”), inne zaś wymagają czasu, aby oswoić się z nostalgicznymi, a zarazem romantycznymi dźwiękami. „Heaven with U” z udziałem Raula Floresa oraz „Love me Babeh” stanowią jak najlepszą wizytówkę projektu, szczególnie za sprawą swojej złożoności i delikatności. Album idealnie nadający się na coraz dłuższe wieczory oraz spotkania we dwoje bez popadania w cukierkową i nachalną otoczkę.

    Premierowa płyta amerykańskiego producenta trafiła na Bandcampa i Soundclouda. „Novembre Amour” można odsłuchać oraz nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej za pośrednictwem tego serwisu. Oprócz limitowanej edycji kaset HEY WTF Records dodało też niecodzienny przedmiot do albumu – obraz w rozmiarze 16×20″. Lawnmowher promuje sierpniowy projekt poprzez singiel „Whispermeurname” i teledysk nakręcony do tego utworu.

    Tracklista

    1. Lean Dreams of U (Intro)
    2. Repetitive Kiss
    3. Breathe me
    4. Whispermeurname
    5. Slow Touch (Interlude)
    6. Novembre Amour
    7. Minou
    8. Heygrl
    9. Heaven with U (gitara: Raul Flores)
    10. Us Grl
    11. Love me Babeh
    12. Hanging on a Loose End (Outro)
  • Recenzja LP: 3:33 – In The Middle Of Infinity

    Recenzja LP: 3:33 – In The Middle Of Infinity

    3–4 minut

    Parallel Thought, LTD. | 2012

    We wszystkich dziedzinach kultury i sztuki bez problemu trafimy na artystów nie ujawniających swoich tożsamości, będących nad wyraz zagadkowymi postaciami. W branży muzycznej łatwo znaleźć przykłady wykonawców nie podających o sobie wszystkich informacji, przyciągających swoją enigmatycznością tłumy zainteresowanych. Wystarczy sobie przypomnieć specyficzną otoczkę, jaką stworzył wokół siebie stroniący od udzielania wywiadów Burial czy też emocje wywołane potwierdzeniem przez Flying Lotusa, że odpowiada za kreację Captaina Murphy’ego. Oprócz tych i wielu innych zajmujących historii związanych z wykonawcami dorzucam formację ukrywającą się pod nazwą 3:33. 30 października ub.r. odbyła się premiera kolejnego wydawnictwa tej grupy, „In The Middle Of Infinity”, wspaniałego instrumentalnego projektu opartego o baśniowe i oniryczne klimaty.

    Aby wprowadzić wszystkich do niezwykłego świata produkcji tego zespołu należy na wstępie wyjaśnić sobie kilka kwestii i przytoczyć jak najwięcej faktów z życia amerykańskiego kolektywu, co wcale nie będzie takie łatwe. Zacznijmy od tego, że wydawnictwa 3:33 są podpisywane przez większość stron i sklepów muzycznych jako alter ego Parallel Thought. Błędne informacje biorą się z tego, iż naprawdę niewiele wiadomości o działalności tej formacji można uzyskać, a nawet okładki ich płyt nie są w żaden sposób podpisane. Jednak prawda jest zgoła inna, gdyż amerykański crew producenckie jedynie wypuszcza muzykę w labelu Parallel Thought, LTD., ale w pełni samodzielnie odpowiada za przygotowywane przez siebie nagrania. Powyższa dezinformacja występuje od początku działalności wydawniczej tego kolektywu, która rozpoczęła się w 2011 roku.

    Debiutanckie wydawnictwo formacji ukazało się nieco ponad dwa lata temu. Pojawiła się wtedy płyta wprowadzająca słuchaczy w świat pełen tajemnic i nieodgadnionych pytań, „333EP-1”. Eksperymentalne brzmienie 3:33 rozwinęło na następnych produkcjach – „The First Thousand Days” i „Live From The Grove”. Drugi projekt kolektywu producenckiego przedstawił nieco jaśniejszą stronę ich kompozycji, aczkolwiek nie brakowało w nim mrocznych i owianych tajemnicą elementów. Natomiast trzeci materiał z listopada 2011 roku okazał się niejako połączeniem wizji i pomysłów zawartych na dwóch poprzednich produkcjach. Pod koniec ub.r. przekonaliśmy się, iż grupa potrafi jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. Już kompilacja „7 Sets Of 7” będąca zbiorem remiksów oraz niepublikowanych wcześniej instrumentali świadczyła o dalszym ich rozwoju. Jednak niniejsze wydawnictwo odegrało rolę jedynie przystawki do longplaya „In The Middle Of Infinity”.

    Premierę drugiego pełnego albumu 3:33 nieprzypadkowo ustanowiono na koniec października. Akurat jesień idealnie pasowała do odbioru tego materiału, co można szybko poczuć po nawet pobieżnym zapoznaniu się z płytą. Jednak instrumentalne opowieści snute przez amerykańskich producentów nie tylko są przyswajalne w okresie jesienno-zimowym. Jak przedstawia się świat tworzony przez grupę na „In The Middle Of Infinity”? [pullquote]Na przyciągającej uwagę okładce longplaya ujrzymy wejście do krainy zawieszonej pośrodku nieskończoności. [/pullquote]Dobywające się z jej wnętrza światło skupia wzrok i myśli śmiałków, którzy pragną odbyć niebezpieczną, a zarazem fascynującą podróż do jej wnętrza. Kraina utworzona przez gospodarzy LP nie stroni od magii i nadprzyrodzonych elementów, chociaż długimi momentami ustępuje miejsca surowym dźwiękom przywodzącym na myśl prace w fabrykach czy miejsca zdominowane przez maszyny. Niektóre z pomysłów na tym projekcie pochodzą z koncepcji naszkicowanych na „Live From The Grove”. Jednak tym razem 3:33 śmielej zapuszcza się do nieznanych muzycznych terenów i eksperymentuje z większym polotem. Szczególnie to widać na przykładzie „ITMOI-4”, „ITMOI-6” czy „ITMOI-8”, będącym najbardziej rozszerzoną wizją grupy w pierwszej części płyty. W dalszej odsłonie materiału docieramy do osobliwego miejsca o nazwie „White Room”. Ponad 40-minutowy (sic!) utwór stanowi wyjaśnienie wędrówki formacji po nieodgadnionym miejscu. Interpretacja tego nagrania, jak i całości „In The Middle Of Infinity” nie należy do najłatwiejszych zadań i wymaga dużego skupienia oraz wyciszenia. Efekt końcowy powinien przypaść do gustu słuchaczom z otwartymi umysłami, chłonącymi instrumentalne projekty i definiującymi na swój własny sposób wyjątkowe dźwięki dobywające się gdzieś z nieznanego nam wymiaru.

    W czasie, gdy większość producentów dostarcza muzykę łatwą, miłą i przyjemną, 3:33 idzie pod prąd. Grupa producencka przygotowuje odważne nagrania, do której trzeba mieć odpowiednie podejście i wiedzę muzyczną. Od początku do końca materiał zgromadzony na „In The Middle Of Infinity” nie daje ani chwili wytchnienia, a mroczne obrazy kreowane przez ich twórców jeszcze długo mogą śnić się po nocach odbiorcom.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. ITMOI-1
    2. ITMOI-2
    3. ITMOI-3
    4. ITMOI-4
    5. ITMOI-5
    6. ITMOI-6
    7. ITMOI-7
    8. ITMOI-8
    9. ITMOI-9
    10. ITMOI-10
    11. White Room
  • Darmowy album: Thelonious Martin – From Me to You

    Darmowy album: Thelonious Martin – From Me to You

    3–4 minut

    Od kilku lat trwa nieustanny rozrost międzynarodowej sceny skupiającej producentów (około) hip hopowych z różnych stron świata. Wcześniej beatmakerzy stali w drugim szeregu za wokalistami i raperami, ale dzięki pewnym zmianom w branży muzycznej nastąpił znaczny wzrost popularności osób odpowiedzialnych za tworzenie podkładów i instrumentali. Dzięki sukcesom odnoszonym przez J Dillę, Madliba, Nujabesa czy później Flying Lotusa, słuchacze i dziennikarze muzyczni zaczęli bardziej interesować tej stronie brzmień wywodzących się z hip hopu i gatunków pokrewnych. W tej chwili dziesiątki producentów uznaje się za istotne postaci i docenia się ich wkład w rozwój muzyki. U Call That Love stale przedstawia nowych beatmakerów i teraz przyszła pora na artykuł o przedstawicielowi Chicago, Theloniousie Martinie, który wydał trzy tygodnie temu instrumentalną płytę – „From Me to You”.

    W gronie producentów panuje spory ruch i niemal codziennie pozytywnie zaskakują kolejni wykonawcy. Przyciągnięcie i utrzymanie stałego grona sympatyków nie należy wcale do prosty zadań, a jedną z najczęściej stosowanych metod przez twórców jest po prostu regularne wydawanie nowych nagrań. Ten kierunek obrał również bohater tego artykułu. Pomimo młodego wieku Thelonious Martin prowadzi działalność wydawniczą już od blisko czterech lat. Wszystko rozpoczęło się od opublikowania w czerwcu 2009 roku „Fear Of Flight” EP. Po pierwszych doświadczeniach w branży muzycznej poszło już z górki i raz za razem ukazywały się nowe materiały artysty z Midwestu. W maju następnego roku ukazał się pierwszy longplay beatmakera – „1UP” – zaś w dalszej kolejności m.in. „Dusty Cartridges”, „Big Lights”, „Player 2” i „[Super]”.

    Instrumentalne wydawnictwa oparte o standardy hip hopowe, współczesne rozwiązania stosowane w muzyce oraz zawierające elementy 16-bitowe przypadały do gustu coraz większej liczbie odbiorców. Jednak nadal czegoś brakowało, aby uzyskać większy rozgłos w niezależnym środowisku beatmakerskim. Przełom nastąpił wraz z wydaniem rok temu krótkiej płyty „Colors”, która spotkała się ze znacznie lepszym odbiorem niż wcześniejsze projekty. Wraz z kolejno wypuszczanymi materiałami („MCMXCII” i „Twelve”), Thelonious Martin umacniał swoją pozycję w undergroundzie. Producent zwrócił na siebie uwagę innych artystów, dzięki czemu współpracował dotąd z szeroko rozpoznawalnymi osobami, głównie nowego pokolenia w rapie. Wykonawca z Chi-Town może pochwalić się kooperacjami z choćby Smoke DZA, Joeyem Bada$$em, Pac Divem, Mac Millerem, Actionem Bronsonem, Curren$ym czy Freewayem. Ładnie przedstawia się ta lista, nieprawdaż? Wydane w pierwszej połowie kwietnia b.r. „From Me to You” stanowi kolejny dowód na kunszt tego beatmakera.

    Chicagowski twórca z reguły udostępnia swoją muzykę za darmo w sieci, aczkolwiek nie brakuje też płatnych wydawnictw. Tym razem Thelonious Martin postanowił wydać bezpłatny projekt zawierający 15 tracków, w tym kilku z udziałem raperów i innych muzyków. „From Me to You” (doskonała okładka) świetnie potwierdza inspiracje artysty, w szczególności zamiłowanie do J Dilli, Madliba i miejscami nawet MF DOOM-a. Produkcja tego longplaya stoi na odpowiednio wysokim poziomie, nie brakuje tutaj często stosowanych połączeń instrumentalnego hip hopu z nową myślą beatmakerów. Z drugiej strony, producent stroni od efekciarstwa i nie wybiera drogi na skróty, dzięki czemu całość płyty wypada bardzo przyjemnie. Ev4n Holt, Solomon Grundy, Topaz Jones, D-Dand, Volition, J.Nolan oraz Peter Cottontale pomogli wykończyć poszczególne kompozycje, czyniąc materiał przystępnym ogółowi odbiorców.

    Thelonious Martin opublikował „From Me to You” na Bandcampie. Instrumentalny album został udostępniony do bezpłatnego pobrania (link poniżej). Istnieje też możliwość przekazania dotacji artyście poprzez opcję „name your price” na BC. W ramach oczekiwania na kolejny większy materiał beatmakera, warto obserwować jego profil na Soundcloudzie. W tym miejscu co pewien czas pojawiają się nowe muzyczne łakocie mieszkańca Wietrznego Miasta.

    DOWNLOAD Thelonious Martin – „From Me to You”

    Tracklista

    1. Live With The Band
    2. Homme Is Real feat. Ev4n Holt
    3. Sensitive Thugs
    4. If The World Ended Tomorrow I’d Still Love You
    5. Grundy.
    6. Horn And Guitar
    7. The Fire (Reprise) feat. Topaz Jones & D-Dand
    8. You Have Have Lost The Battle
    9. Maybe
    10. Odds & Evens feat. Volition
    11. Spittas Opinion/Dedicated
    12. Mission Impossible
    13. Roses (Reprise) feat. J.Nolan
    14. From The
    15. Far Away feat. Peter Cottontale
  • DJ Day opowiada o krainie tysiąca szans

    DJ Day - Land Of 1000 ChancesArtyści muzyczni z powodzeniem potrafią odnajdywać się w rolach wydawców, o czym wspomniałem niedawno w serwisie. Kilka lat temu do grona wykonawców łączących swoją aktywność w świecie muzycznym z wydawaniem płyt i działalnością promocyjną, dołączył Thes One z People Under The Stairs. W 2004 roku wykonawca założył oficynę wydawniczą Piecelock 70, dzięki której wypuścił swój solowy projekt „Mithai”. W następnych latach przedsięwzięcie znajdowało się w fazie przejściowej, nie powiększając swojego katalogu. Zmieniło się to jesienią 2011 r., kiedy to pojawił się album PUTS „Highlighter”. Przy okazji powiększyły się wtedy szeregi tego labelu o kolejnych twórców. Wśród nich znalazł się DJ Day. Producent wydał na początku tego roku płytę „Land Of 1000 Chances” dzięki współpracy właśnie z Piecelock 70. (więcej…)

  • Bydgoskie dźwięki w wydaniu Oera

    Oer (BOK) - Sounds Of BDGWydawnictwa instrumentalne oraz płyty producenckie raz po raz trafiają do serwisu. Od dawna projekty dostarczane przez beatmakerów z całego świata są doceniane przez U Call That Love i mają swoje miejsce na stronie. Wystarczy tylko przyjrzeć się ostatnio opublikowanym artykułom, aby znaleźć potwierdzenie tych słów (wpisy o nagraniach m.in. Emancipatora, Keitha Science’a, J-Zena, kompilacja od Ten Million Sounds). W dalszej części lutego również nie zabraknie kolejnych publikacji dotyczących działalności beatmakerów. W przygotowaniu materiały o Parallel Thought, Beatmisth Resiscie, Arts The Beatdoctorze, czy Kill Emilu. Zanim jednak ukażą się artykuły o tych twórcach, to najpierw pragnę sięgnąć do ubiegłorocznego projektu polskiego producenta, Oera. Ponad trzy miesiące temu trafił do obiegu jego instrumentalny projekt „Sounds of B-D-G (Dźwięki B-D-G)”. (więcej…)

Translate »